Inna strona świata, ale forma ta sama. Polacy w Lake Placid wypadli blado

Sebastian Warzecha

08 lutego 2025, 17:57 • 3 min czytania 6

Reklama
Inna strona świata, ale forma ta sama. Polacy w Lake Placid wypadli blado

Od dawna czekamy na to, by Polacy w tym sezonie Pucharu Świata złapali formę, która pozwalałaby im na przynajmniej solidne latanie, dające regularne miejsca w TOP 20. Bo, bądźmy realistami, na więcej liczyć trudno, gdy – poza przebłyskami Pawła Wąska – właściwie żaden nie jest w stanie zaliczyć kilku takich zawodów z rzędu. Dziś dowiedzieliśmy się, że zmiana kontynentu akurat w tej kwestii niewiele zmieni – w drugiej serii znalazło się trzech Polaków. Ale w czołowej „20” tylko dwóch, z czego jeden na styku. Jest więc, jak i przez całą zimę, po prostu słabo.

Reklama

Gdybyśmy mieli założyć, że forma z treningów przeniesie się na konkurs, to Aleksander Zniszczoł miałby dziś walczyć o najlepszą „10”, a reszta Polaków… no cóż, powiedzmy po prostu, że jeśli już miałaby trwać w ich wykonaniu walka, to raczej ta o przetrwanie. Na szczęście dla Pawła Wąska – okazało się, że już w najważniejszych seriach da się skakać lepiej niż przed nim. Zresztą w przypadku ustroniaka to akurat w tym sezonie norma. Natomiast reszta Polaków pozytywnie na ten konkurs patrzyć raczej nie może.

Bo tak: już w pierwszej serii odpadli Piotr Żyła, który we wszystkich dotychczasowych seriach w Lake Placid się nie popisywał, oraz Jakub Wolny. Ten drugi akurat polatać całkiem nieźle – jak na siebie – potrafił, choćby w serii próbnej przed konkursem, ale już w jego trakcie trafił na jedne ze słabszych warunków, nie zdołał odlecieć, no i tyle było z jego szans na kolejne w tym sezonie punkty. Do drugiej serii weszli za to Dawid Kubacki (118 metrów, 26. miejsce), Paweł Wąsek (120.5 m, 16. miejsce) i Aleksander Zniszczoł, który w pierwszej serii faktycznie potwierdził, że jest w USA w dobrej formie (123 m, 12. miejsce).

Problem w tym, co stało się w jego drugim skoku.

Tę do udanych mogą bowiem zaliczyć i Kubacki, i Wąsek. Ten pierwszy w ostatnich tygodniach powoli odżywa – poza lotami w Oberstdorfie, gdzie go nie było, to dla niego szósty z rzędu konkurs z punktami. I tak, jesteśmy w takim miejscu, że musimy się cieszyć i z tego. Dawid w drugiej serii skoczył więc 119 metrów i podniósł się o sześć lokat – ostatecznie zajmując miejsce 20., czyli – tak to nazwijmy – minimum przyzwoitości. Wąsek z kolei dodał do wyniku z pierwszej serii cztery metry. 124.5 m dało mu awans na lokatę tuż za czołową dyszką – ostatecznie Paweł skończył konkurs na 11. pozycji.

Reklama

A co z Olkiem Zniszczołem? No ten kolejny raz w tym sezonie pokazał, że ma problem z byciem liderem kadry. Bo gdy już znajduje się w takiej sytuacji, psychika często nie dźwiga tego ciężaru. I dziś znów oddał skok, który kompletnie zawalił mu to, co wypracował w pierwszej serii. Odległość? 108.5 metra. W rezultacie z kolei spadek o 13 pozycji, na 25. miejsce.

Konkurs wygrał Johann Andre Forfang. I można tu w przypadku Norwega napisać: no w końcu. W tym sezonie bowiem już czterokrotnie stał na podium i… zawsze był drugi. Teraz udało mu się wygrać i wyprzedzić Austriaków – drugie miejsce zajął bowiem Jan Hoerl, a trzeci był lider Pucharu Świata, Daniel Tschofenig. Dziś jeszcze oni wszyscy oddadzą najpewniej kolejne skoki – o 23:00 polskiego czasu czeka nas konkurs drużyn mieszanych.

Fot. Newspix

CZYTAJ WIĘCEJ O SKOKACH:

Reklama
6 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Grzelak nie jest magikiem, więc Cracovia dalej gra słabo. Ale Pogoń też!

Paweł Paczul
15
Grzelak nie jest magikiem, więc Cracovia dalej gra słabo. Ale Pogoń też!

Polecane

Reklama
Ekstraklasa

Grzelak nie jest magikiem, więc Cracovia dalej gra słabo. Ale Pogoń też!

Paweł Paczul
15
Grzelak nie jest magikiem, więc Cracovia dalej gra słabo. Ale Pogoń też!