Najbardziej polskie kluby w Europie. Feyenoord i Panathinaikos coraz wyżej

AbsurDB

Autor:AbsurDB

02 lutego 2025, 08:56 • 12 min czytania 32

Reklama
Najbardziej polskie kluby w Europie. Feyenoord i Panathinaikos coraz wyżej

Wraz z transferami Modera i Świderskiego mamy poważne przetasowania na liście klubów, z których największa liczba zawodników (sześciu lub więcej) wystąpiła w reprezentacji Polski. Kolejni kadrowicze przechodzą do zespołów, które historycznie były niezwykle gościnne dla piłkarzy grających z orzełkiem na piersi. Karol jest już szóstym aktywnym reprezentantem Polski w Koniczynkach, a Jakub ósmym w Rotterdamie. Holenderski klub zrównał się tym samym z dotychczasowym liderem tej klasyfikacji – Auxerre.

Reklama

Dziś sprawdzamy, kto w Europie jest liderem pod względem największej liczby piłkarzy, którzy wystąpili w reprezentacji Polski, będąc na co dzień zawodnikami danego klubu zagranicznego. Po transferze Karola Świderskiego wysoko w tej klasyfikacji jest Panathinaikos, a jej współliderem został Feyenoord. Liczymy wyłącznie graczy, którzy w trakcie pobytu w danym klubie występowali w polskiej kadrze.

Kaiserslautern

Wśród klubów, których sześciu zawodników grało w reprezentacji Polski, będąc jednocześnie ich graczami, są trzy kluby niemieckie, jeden austriacki i jeden włoski. Przygodę z graczami z naszej kadry zdecydowanie najwcześniej z tego grona zaczęło Kaiserslautern. Za PRL-u piłkarz mógł dostać zgodę na wyjazd na Zachód po ukończeniu 28. roku życia. W 1984r. udało się to Stefanowi Majewskiemu, już wtedy medaliście mistrzostw świata sprzed dwóch lat. Przez trzy lata występował w Kaiserslautern, co jednak wiązało się z brakiem powołań do kadry. Nie osiągnął też w Bundeslidze wielkich sukcesów. Wrócił do reprezentacji na mundial w Meksyku, gdzie nie upilnował Linekera, który strzelił nam hattricka.

Kolejnym Polakiem w ekipie niemieckich Czerwonych Diabłów był, o czym wielu zapomina, Piotr Nowak. Dziesięć lat po Majewskim dołączył do tego samego klubu, ale był tam tylko kilka miesięcy i nie wystąpił w żadnym spotkaniu wicemistrza Niemiec. Wściekły przeniósł się do TSV 1860 Monachium, gdzie został gwiazdą, wybrany najlepszym playmakerem ligi i Piłkarzem Roku „Piłki Nożnej”. Podczas pobytu w Kaiserslautern zdążył jednak wystąpić w towarzyskim meczu reprezentacji w Radomiu z Białorusią. Sześć lat później do klubu dołączył Tomasz Kłos, który zbudował tam formę na mundial w Korei i Japonii. Do tego piłkarza jeszcze nie raz dziś wrócimy.

Reklama

Po nim do klubu przeszedł Kamil Kosowski, a w sezonie 2012/13 grę w kadrze z występami w 2. Bundeslidze łączył Ariel Borysiuk. W ubiegłym roku dwukrotnie w reprezentacji wystąpił jako gracz Lautern Tymoteusz Puchacz, stając się szóstym takim zawodnikiem w historii. Ani razu w kadrze podczas pobytu w tym klubie nie zagrał Mateusz Klich, Kacper Przybyłko ani Jakub Świerczok. 35 lat temu swój epizod miał tam też stosunkowo mało znany Grzegorz Więzik.

FC Köln

Kolejnym klubem Kłosa było FC Köln. Ponad dekadę wcześniej drogę utorowali mu jednak Andrzejowie Rudy i Kobylański. Wychowankiem Kozłów jest Adam Matuszczyk, który grał w ich barwach, gdy w 2010 roku debiutował w reprezentacji. Później dołączyli do niego jeszcze Sławomir Peszko i Paweł Olkowski, który jak dotąd jest ostatnim kadrowiczem w barwach FC Köln. Tomasz Zdebel grał w tym klubie zanim trafił do zespołu Jerzego Engela, a Dariusz Dziekanowski w największym mieście Nadrenii występował wiele lat po zakończeniu reprezentacyjnej kariery.

Reklama
Peszko walczy z Olkowskim podczas pożegnalnego meczu Lukasa Podolskiego. 10 lat wcześniej obaj grali w FC Köln.

Hertha Berlin

W 1998 roku Piotr Reiss trafił z Lecha do Berlina w najlepszym okresie Herthy. Po nim do stolicy Niemiec przeniósł się z Legii Bartosz Karwan, a wkrótce dołączył do niego Artur Wichniarek. Cała trójka napastników razem wzięta strzeliła dla berlińskiej Starej Damy zaledwie pięć goli. Co ciekawe, w grudniu 2003 roku w maltańskim tournée reprezentacji wystąpił Tomasz Kuszczak. Formalnie rzecz biorąc, był wtedy piłkarzem… rezerw Herthy, bo w pierwszej drużynie nie wystąpił ani razu. Łukasz Piszczek debiutując w kadrze w 2007 roku, był graczem Zagłębia Lubin, wypożyczonym tam z berlińskiego klubu. Potem jednak występował w kadrze jako piłkarz Herthy. Ostatnim był niedawno Krzysztof Piątek, który w przeciwieństwie do poprzedników zdołał strzelić dla niej dwucyfrową liczbę goli.

W Berlinie grał także po zakończeniu kariery reprezentacyjnej przed II wojną światową Ewald Urban, a teoretycznie powołany może zostać obecny gracz Herthy – Michał Karbownik.

Reklama

Austria Wiedeń

Klimat Wiednia zawsze przyciągał żądnych przygód Polaków. W 1999 pierwszym reprezentantem grającym na co dzień w Austrii Wiedeń został Rafał Siadaczka. Kolejnym był trzy lata później Tomasz Iwan będący już u schyłku kariery, a zaraz po nim Krzysztof Ratajczyk, zwany później „Królem Wiednia”, który zdobył mistrzostwo i puchar kraju. Po Rataju do Fiołków dołączył Arkadiusz Radomski, który zaliczył dublet, a jako ostatni grał w stolicy Austrii Jacek Bąk.

Cała piątka po pobycie w Wiedniu w kadrze już nie zagrała. Co ciekawe, między 1997 a 2005 w FK Austria występowali regularnie Marek Świerczewski, Adam Ledwoń i Radosław Gilewicz, jednak nie byli już powoływani do reprezentacji, a wcześniej także Andrzej Kubica z niezrozumiałych względów był pomijany przez kolejnych selekcjonerów. Odwrotnie było z Sebastianem Milą, który najpiękniejsze chwile z orzełkiem na piersi zwieńczone golem z Niemcami przeżył wiele lat po odejściu z klubu w 2006 roku.

Bąk i Radomski na zgrupowaniu w Jerez
Reklama

Fiorentina

Podczas gry we Fiorentinie Artur Boruc nie był podstawowym bramkarzem reprezentacji, ale rozegrał dwa towarzyskie spotkania jesienią 2010 roku jako jej gracz. Cztery lata później w towarzyskim meczu z Niemcami w Hamburgu jako gracz Violi wystąpił Rafał Wolski, po nim kilka razy uczynił to Jakub Błaszczykowski, zaś w latach 2020-22 Bartłomiej Drągowski, Krzysztof Piątek i Szymon Żurkowski. Cała szóstka rozegrała jednak łącznie zaledwie 23 spotkania w kadrze, będąc jednocześnie zawodnikami klubu z Florencji.

Według niektórych źródeł zaraz po wojnie piłkarzem Fiorentiny był Ryszard Janecki, który trafił tam z obozu jenieckiego. Nie grał jednak nigdy w reprezentacji.

Błaszczykowski i Wolski na zgrupowaniu przed Euro 2012
Reklama

Panathinaikos?

Już niedługo do grona klubów z sześcioma reprezentantami dołączyć powinien Panathinaikos. Jeżeli w kadrze wystąpi Karol Świderski, to pójdzie w ślady Krzysztofa Warzychy, który przez kilkanaście lat gry strzelił dla ateńskiego klubu ponad dwieście bramek. Golkiperem był wtedy Józef Wandzik. Nie najgorzej, szczególnie w porównaniu do dalszej kariery, radzili też tam sobie Igor Sypniewski i Emmanuel Olisadebe, natomiast Jakub Wawrzyniak rozegrał tylko dziewięć spotkań. Mimo tego, Panathinaikos to z dotąd wymienionych klubów ten, w którym nasi reprezentanci generalnie radzili sobie najlepiej. Miejmy nadzieję, że Karol Świderski pójdzie bardziej tropem Gucia, niż Jakuba Wawrzyniaka.

Arkadiusz Malarz i Maciej Bykowski grali w Atenach, ale nie wystąpili nigdy z orzełkiem na piersi.

Grecki dziennikarz tak ocenia potencjalną rolę Świderskiego:

– Rola Świderskiego w Panathinaikosie będzie dość specyficzna. Klub rozegra wiosną wiele meczów, ponieważ bierze udział w trzech rozgrywkach. Zieloni chcą zdobyć tytuł mistrzowski, krajowy puchar oraz osiągnąć jak najlepszy wynik w Lidze Konferencji Europy. Aby osiągnąć każdy z tych celów, trudno cały czas polegać tylko na Fotisie Ioannidisie – ocenił grecki dziennikarz Sotiris Mykoniou.

Reklama
Wandzik z Warzychą podczas jego benefisu: meczu Ruch-Panathinaikos w 2005

Bayer Leverkusen

Siedmiu graczy występowało w reprezentacji jako zawodnicy Bayeru i Wolfsburga.

Marek Leśniak zagrał w Leverkusen ponad sto spotkań przez cztery lata, ale tylko raz w tym czasie załapał się do kadry – w 1989 roku na Wembley. Nie był to jednak słynny mecz zapamiętany z okrzyku „A Jezus Maria!” Dariusza Szpakowskiego po tym, jak Leśniak spudłował w sytuacji sam na sam. Ten wydarzył się trzy lata później na Stadionie Śląskim, gdy szczecinianin grał już w Wattenscheid. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych do Bayeru przeszedł z GKS-u Katowice Adam Ledwoń, jednak nie wywalczył miejsca w podstawowym składzie. Nie sprawiło to wtedy problemu jego imiennikowi – bramkarzowi Matyskowi z Wałbrzycha. Kilka lat później kolejną polską parą w klubie byli Radosław Kałużny i Jacek Krzynówek. Klub z Leverkusen bardzo lubił polskie duety i po latach grali tam wspólnie kadrowicze: Boenisch i Milik – obaj pochodzący z Górnego Śląska. Drużynę Aptekarzy wprost wybitnie upodobali sobie Ślązacy. Już po zakończeniu reprezentacyjnej kariery grali tam przecież także Rudolf Wojtowicz, Roman Geszlecht, Andrzej Bundol i Tomasz Zdebel, w komplecie z tego regionu.

Reklama

VfL Wolfsburg

Z Leverkusen Krzynówek przeszedł do Wolfsburga, gdzie nie był pierwszym Polakiem. Na przełomie wieków miasto Volkswagena podbiło pierwsze wielkie polskie trio w Bundeslidze: Waldemar Kryger, Andrzej Juskowiak i nieodżałowany Krzysztof Nowak. Piłkarzowi cierpiącemu na stwardnienie zanikowe boczne klub pomagał z wszelkich sił, jednak choroba okazała się zbyt mocna. Do dziś Polacy, a szczególnie Krzysztof są ciepło wspominani w Wolfsburgu. Co ciekawe, Mateusz Klich podczas pobytu w tym mieście rozegrał więcej spotkań w polskiej kadrze (jedno z Gibraltarem w 2014) niż meczów ligowych (nie wystąpił w żadnym). Znacznie lepiej szło tam później Jakubom Błaszczykowskiemu i ostatnio Kamińskiemu. Przy okazji transferu tego ostatniego kolejny ich imiennik, Kuba Białek, przedstawił pigułkę wiedzy o tym klubie:

Mało tego, Wolfsburg dołączy do liderów rankingu klubów z największą liczbą polskich kadrowiczów: Auxerre i Feyenoordu, gdyby w reprezentacji zagrał ponownie Kamil Grabara. Nie udało się to nigdy innemu zawodnikowi tego klubu – Bartoszowi Białkowi.

Reklama
Mecz Wolfsburg-Bayern na rzecz Krzysztofa Nowaka

Auxerre

Dotychczasowym samodzielnym liderem tego rankingu i to od wielu lat było Auxerre. W tym klubie z niewielkiej miejscowości w Burgundii Polacy byli po prostu uwielbiani. Podczas pobytu tam grało ich w reprezentacji aż ośmiu. Żadna inna nacja zagraniczna nie dobiła nawet do czterech takich zawodników. Auxerre zaczęło testowanie Polaków bardzo szybko, ale Andrzej Szarmach na zgodę od władz na wyjazd za granicę musiał czekać dłużej niż Stefan Majewski, bo aż do trzydziestego roku życia. Kosztował sto tysięcy dolarów, ale kwota ta zdecydowanie się zwróciła. Został bowiem dwukrotnie najlepszym obcokrajowcem ligi francuskiej i doprowadził klub do trzeciego miejsca w tabeli. Po mistrzostwach świata 1982 dołączył do niego Paweł Janas, który zabrał mu tytuł najlepszego zagranicznego zawodnika Division 1. Kilka lat później grali tam Waldemar Matysik, a następnie Zbigniew Kaczmarek.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych polską kolonię odbudowali Marcin Kuźba i wymieniany dziś już trzeci raz Tomasz Kłos, a kilka lat później Ireneusz Jeleń i Dariusz Dudka. Ostatni występ gracza Auxerre w koszulce z orzełkiem na piersi to 16 czerwca 2012 roku i mecz Dudki na Euro z Czechami.  Mimo upływu kilkunastu lat bez naszych reprezentantów w Burgundii, aż do dziś klub ten samodzielnie prowadzi w klasyfikacji.

Reklama

Nie dość tego, w AJA grali też wałbrzyszanie: Zbigniew Szłykowicz, Marian Szeja i Piotr Włodarczyk (Engel nie znalazł dla niego wtedy miejsca w kadrze) oraz po zakończeniu reprezentacyjnej kariery Ludovik Obraniak, Henryk Wieczorek i Andrzej Zgutczyński, a ponadto ojciec Miroslava – Józef Klose. W czasie występów w młodzieżówkach rozwijali tam swój talent także Kamil Oziemczuk, Paweł Hajduczek, Arkadiusz Ryś i Mateusz Szczepaniak. A skoro szukamy aż tak szeroko, to polski paszport ma przecież Ben Sahar, który grał tam trzynaście lat temu. Auxerre to prawdziwy dom dla wielu Polaków, choć ostatnio jest nas tam znacznie mniej niż  kiedyś.

Na sto dziesiątą rocznicę powstania klubu aż czterech Polaków zostało wybranych do jedenastki wszechczasów. Pisaliśmy wtedy, że:

Są w niej: Andrzej Szarmach, Marian Szeja, Paweł Janas i Waldemar Matysik. Na „ławkę” fani posłali Ireneusza Jelenia, który kopał w piłkę na Stade l’Abbé-Deschamps niemal dwie dekady później.

Feyenoord

W połowie lat dziewięćdziesiątych pewnie nikt nie obstawiłby, że to właśnie Feyenoord będzie klubem, który dogoni Auxerre na pozycji lidera rankingu największej liczby polskich kadrowiczów w zagranicznym zespole. Grał tam bowiem jedynie Włodzimierz Smolarek u schyłku PRL-u. Jako piłkarz klubu znad Mozy tylko dwa razy wystąpił w reprezentacji jesienią 1988 roku z Albanią i z NRD. W 1995 trafił tam Tomasz Iwan, zanim jeszcze zagrał w kadrze. 3,7 miliona euro zapłacone Rodzie było wówczas nie tylko rekordowym transferem Feyenoordu, ale też najwyższą kwotą zapłaconą za Polaka. Była to transakcja z perypetiami, bo zespół z Kerkrade dowiedział się o podpisaniu umowy przez Iwana po fakcie. Później dołączył do niego Marek Saganowski, który wypadł bardzo słabo i nie strzelił nawet bramki.

Reklama

Władze holenderskiego klubu postanowiły jeszcze raz zaryzykować i ściągnąć piłkarza znad Wisły, a konkretnie z Sokoła Tychy. Jerzy Dudek spędził tam fantastyczne pięć lat ukoronowane mistrzostwem, tytułem najlepszego zawodnika ligi oraz polskiego piłkarza roku. Potem dołączył do niego Tomasz Rząsa oraz syn Włodzimierza – Euzebiusz Smolarek, którzy w 2002 zdobyli Puchar UEFA. Długą przerwę w polskich występach w biało-czerwonych barwach drużyny z De Kuip przerwał trzy lata temu Sebastian Szymański, który zdobył mistrzostwo Holandii, a teraz trafił tam Jakub Moder, który może zadebiutować już w niedzielę z Ajaxem! Poprzeczka postawiona jest wysoko, ale historycznie Polacy w tym klubie radzili sobie całkiem nieźle. Lepiej niż w większości z pozostałych wymienionych w dzisiejszym artykule zespołów.

Jak pisał Michał Kołkowski:

Nie jest powiedziane, że w Feyenoordzie Moder z miejsca stanie się ważnym punktem wyjściowego składu. Wprawdzie w tej chwili ekipa z De Kuip ma spore problemy z kontuzjami, co może akurat ułatwić Kubie wejście do zespołu, ale konkurencja w Rotterdamie jest tak czy owak całkiem mocna. Moder musi się zatem odgruzować możliwie jak najszybciej.

Reklama

Po zakończeniu gry w reprezentacji, do Rotterdamu wyjechał też w 1989 roku Henryk Bolesta. Nigdy nie zagrał w niej Zbigniew Małkowski, który rozegrał jeden mecz w barwach Feyenoordu. Mimo tego, jeżeli Jakub Moder zagra u Michała Probierza, jego klub zrówna się z Auxerre na pierwszym miejscu pod względem liczby graczy reprezentacji Polski w historii!

Warto zaznaczyć, że mniej reprezentantów od Feyenoordu i Auxerre miały takie polskie kluby, jak Wisła Płock (siedmiu) czy Stomil Olsztyn (sześciu), a tyle samo delegowała ich Korona Kielce.

Jak wygląda to w naszym regionie?

Trzeba przyznać, że holenderski i grecki potentat to nie są kluby robiące jakieś wielkie wrażenie na zagranicznych kibicach. Daleka jeszcze droga do tego, by najwięcej reprezentantów Polski miał klub pokroju Barcelony. Jak to jednak wygląda w zbliżonych do nas krajach regionu? Czy zagranicznym domem największej liczby ich zawodników są kluby z najwyższej półki, czy raczej zespoły dość przeciętne, jak u nas?

Najwięcej Czechów – dziewięciu, grało w reprezentacji jako gracze Norymbergii (nie licząc klubów słowackich), siedmiu zaś występowało w barwach Bayeru i HSV. Dla Węgrów takim klubem był Salzburg, gdzie grało ich siedmiu. Na dalszych miejscach są Energie Cottbus (sześciu) oraz Genk, Roda Kerkrade i Greuther Fuerth (pięciu). Nie jest to zestaw marek, których nazwy robią na kibicach wrażenie. Można wręcz powiedzieć, że Feyenoord to przy nich potentat. Aż dwunastu Rumunów grało w Galatasaray, a sześciu w Bursasporze i Szachtarze. Wśród Bułgarów najpopularniejszym klubem był… Amkar Perm oraz tureckie: Bursaspor, gdzie grało ich pięciu, a następnie Adanaspor i Kasimpasa. Widać zatem wyraźnie preferencje geograficznie. Piłkarze najczęściej występowali w klubach, do których stosunkowo blisko do ich ojczyzny. Co ciekawe, reguła ta nie do końca ma miejsce w reprezentacji Polski. Pasuje do niej tylko Hertha i na siłę Wolfsburg i Austria.

Reklama

Dziewięciu Chorwatów grało w Leverkusen, ośmiu w Panathinaikosie, a siedmiu w Bayernie, Brugii i Juventusie. Dziesięciu Serbów grało natomiast w Benfice i Fiorentinie, a dziewięciu w Anderlechcie i Olympiakosie i są to chyba jedyne dwie nacje, w przypadku których najpopularniejsze kluby wśród reprezentantów robią naprawdę duże wrażenie.

Trzeba pamiętać, że analizuję dziś jedynie liczbę reprezentantów Polski z danego klubu. Pod względem liczby meczów rozegranych w naszej kadrze przez graczy danego zespołu liderem jest oczywiście Borussia ze 178 meczami pięciu zawodników (trio z Dortmundu, Ebi Smolarek i Sebastian Tyrała), drugie jest Southampton ze 113 spotkaniami Bednarka, Saganowskiego, Kosowskiego, Boruca i Rasiaka, a trzecie Napoli. Występujący tam Zieliński, Milik i Bereszyński zagrali łącznie 104 razy w reprezentacji.

Czas zatem na to, by polscy kadrowicze robili wrażenie nie tylko swoją ilością, ale przede wszystkim jakością w najlepszych klubach zagranicznych z efektem w postaci dobrej gry w eliminacjach mundialu.

Reklama

Foto: Newspix.pl

32 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Mundial szokujących remisów, ale bez żadnej sensacji

AbsurDB
3
Mundial szokujących remisów, ale bez żadnej sensacji

Polecane

Reklama
Mundial 2026

Mundial szokujących remisów, ale bez żadnej sensacji

AbsurDB
3
Mundial szokujących remisów, ale bez żadnej sensacji