Reklama

Iga po raz czwarty, Rafa… po raz ostatni? I co z tym Novakiem? Czas na Roland Garros!

Sebastian Warzecha

Autor:Sebastian Warzecha

26 maja 2024, 10:01 • 17 min czytania 3 komentarze

Czy Iga Świątek wygra Roland Garros po raz czwarty w karierze i trzeci z rzędu, na kolejny sposób przechodząc do historii? Czy Rafa Nadal zdoła się pożegnać – o ile to faktycznie pożegnanie – w dobrym stylu? Na co stać resztę polskich zawodników? I kto zasiądzie na tronie w męskim turnieju? W kalendarzu tenisowego sezonu przyszła pora na Roland Garros, od kilku lat ukochany turniej polskich fanów. Czy i tym razem będzie za co go kochać?

Iga po raz czwarty, Rafa… po raz ostatni? I co z tym Novakiem? Czas na Roland Garros!

Roland Garros. Zapowiedź wielkoszlemowego turnieju

Jak Justine i Monica

Iga Świątek staje w tegorocznym Roland Garros przed szansą napisania wielkiej historii. Może podbić ten turniej po raz czwarty, ale – co w tym przypadku nawet istotniejsze – wygrać na kortach w Paryżu trzeci raz z rzędu. A to sztuka niełatwa. Od początku ery open (1968 rok) w rywalizacji singlistek dokonały tego tylko dwie zawodniczki, prawdziwe królowe mączki – Monica Seles (1990-1992) i Justine Henin (2005-2007).

Zresztą takie hat-tricki ogółem zdarzają się rzadko.

W Australian Open – turnieju, który najczęściej je widywał – mieliśmy cztery takie serie. Na Wimbledonie dwie, choć jedna z nich należy do Martiny Navratilovej, która królowała tam w pewnym momencie przez sześć lat z rzędu. US Open? Chris Evert wygrała kiedyś cztery kolejne turnieje, ale poza nią tylko Serena Williams zdołała triumfować trzy razy (2012-2014), nie oddając w międzyczasie tytułu żadnej innej tenisistce.

Reklama

Prosta matematyka – przez ostatnich 56 lat serii minimum trzech wygranych z rzędu w Wielkim Szlemie było dziesięć. Iga może napisać więc napisać piękną historię. Tym piękniejszą, że zaledwie jako trzecia taka tenisistka w XXI wieku.

Choć, wiadomo, łatwo nie będzie. Nawet rezultaty z XXI wieku pokazują nam dobitnie, jak trudno jest utrzymać się na najwyższym poziomie przez trzy sezony. Szansę na hat-tricka w tym czasie miały i jej nie wykorzystały: Jennifer Capriati, Venus Williams (kilkukrotnie), Serena Williams (cztery razy, choć oczywiście udało jej się na US Open), Wiktoria Azarenka i Kim Clijsters. Inna sprawa, że w ostatniej dekadzie trudno nawet o to, by któraś tenisistka wygrała ten sam turniej dwa razy z rzędu.

Od triumfu Sereny w US Open 2014 dokonały tego tylko: sama Amerykanka (Wimbledon 2015-2016), Iga Świątek (Roland Garros 2022-2023) i Aryna Sabalenka (Australian Open 2023-2024). Kobiecy tenis w ostatniej dekadzie był bowiem pełen niespodzianek. I wraz z końcem mistrzostw Sereny, dopiero tenisistki takie jak Naomi Osaka, Ash Barty czy teraz Iga i Aryna zaczęły to wszystko normować.

Kolejny krok na drodze do tej normy to właśnie hat-trick wygranych. Iga ma na niego wielką szansę. Tym bardziej, że ewidentnie jest w formie. Po wpadce w Stuttgarcie – gdzie wygrywała dwie ostatnie edycje – przyszły triumfy w Madrycie i w Rzymie. W obu przypadkach pokonywała najgroźniejszą dla niej, Arynę Sabalenkę. W stolicy Hiszpanii wygrała w dodatku po raz pierwszy, po niesamowitym, ponad trzygodzinnym boju. Jeśli zdoła podtrzymać tę dyspozycję w stolicy Francji, nikt nie powinien jej zagrozić.

Choć wiadomo, że grać tak kolejne dwa tygodnie, to niełatwa sztuka. Już w zeszłym sezonie w finale bliska detronizacji Świątek była przecież – dziś znów zmagająca się z urazami – Karolina Muchova. Iga musi zachować pełną koncentrację, ale… jakoś ufamy w to, że kto jak kto – ona to zrobi. Zresztą na konferencji prasowej przed turniejem, Polka wydawała się naprawdę pewna siebie.

– Myślę, że jestem lepszą zawodniczką, ponieważ po prostu dorosłam i ciężko pracowałem przez ostatnie dwa lata. Czuję, że robię postępy, więc myślę, że powinnam być lepszą tenisistką. Jestem dobrze przygotowana. Moim celem jest pozostanie numerem jeden na świecie. Jestem dumna z tego, co osiągnęłam. Zdobycie czterech tytułów w tym sezonie oznacza, że podążamy właściwą ścieżką – mówiła.

Reklama

Wiele pytań dotyczyło też jej serwisu, który na początku sezonu – po zmianie ruchu serwisowego – momentami stanowił problem, w ostatnim czasie zamienił się jednak w atut. Iga podkreślała, że przy własnym podaniu czuje się pewniej, może serwować mocniej i widzi różnicę w tym, jak podchodzi do własnych gemów. Tę różnicę widać też było w ostatnich turniejach, choćby w meczu z Sabalenką w Madrycie serwis wielokrotnie Polce pomagał.

Innymi słowy: Iga jest groźniejsza niż sezon czy dwa temu. A to dla rywalek powinno brzmieć wręcz przerażająco.

A co do innych tenisistek… no to właśnie, kto powalczy z Igą Świątek?

Kolejka chętnych, ale czy któraś gotowa?

Aryna Sabalenka. Coco Gauff. Jelena Rybakina. I jeszcze kilka zawodniczek. Każda z nich ma ochotę na tron, na którym w ostatnich czterech sezonach aż trzykrotnie zasiadła Iga Świątek. Czy jednak którakolwiek z nich może powiedzieć, że jest w stanie zagrozić Polce? W sumie tak. Choć gdyby policzyć ich łączne szanse na zwycięstwo, to zapewne nie byłyby one przesadnie duże.

Weźmy TOP 10 rankingu WTA. Iga z niemal każdą zawodniczek z aktualnego zestawienia ma pozytywny bilans.

  • vs Aryna Sabalenka – 8:3 (5:1 na mączce);
  • vs Coco Gauff – 10:1 (4:0);
  • vs Jelena Rybakjna – 2:4 (0:2);
  • vs Jessica Pegula – 6:3 (1:0);
  • vs Marketa Vondrousova – 3:0 (1:0);
  • vs Maria Sakkari – 3:3 (0:1);
  • vs Qinwen Zheng – 6:0 (2:0);
  • vs Ons Jabeur – 5:2 (2:0);
  • vs Jelena Ostapenko – 0:4 (0:0).

Jak widać – jedyną tenisistką, która regularnie ogrywa Igę, jest Jelena Ostapenko, zresztą była mistrzyni turnieju w Paryżu. Sęk w tym, że obie jeszcze nie grały ze sobą na mączce. Na ziemi z Igą wygrać były w stanie tylko trzy z dziewięciu zawodniczek. Aryna Sabalenka zrobiła to raz, rok temu w Madrycie, gdzie sprzyjają jej warunki i to turniej – ze wszystkich największych rozgrywanych na ziemi – najbardziej Białorusince pasujący. Raz też wygrała z Igą Maria Sakkari – do tego na Roland Garros – ale to było w 2021 roku. Czyli najlepszym Greczynki, a najgorszym w ostatnich pięciu latach sezonie dla Igi.

Ewenementem jest tu Jelena Rybakina, która na mączce ma przeciwko Idze sto procent skuteczności. I, tak się wydaje, jej styl gry – obok tego Ostapenko – po prostu najbardziej Polce nie leży. Reprezentantka Kazachstanu wygrywała ze Świątek na cegle w zeszłym roku w Rzymie (ale po kreczu Igi w trzecim secie) oraz w tym sezonie, w Stuttgarcie. I to wygrana znacząca wiele, bo tam Świątek triumfowała przecież w dwóch poprzednich edycjach.

Problemem Jeleny jest jednak coś innego. Ona w Wielkim Szlemie na ogół jest bezradna. Bo to nie tak, że grać na cegle nie potrafi – ma trzy tytuły rangi WTA, raz też przegrała w finale. Ba, nawet swój pierwszy sukces w głównym cyklu odniosła właśnie na mączce. Ale na Roland Garros nie wyszła jeszcze poza ćwierćfinał, a to i tak wygląda jak wypadek przy pracy. W dodatku od wygranej na Wimbledonie w 2022 roku jej bilans wielkoszlemowy wygląda tak: 1. runda, finał, 3. runda (wycofanie z powodu choroby), ćwierćfinał, 3. runda i 2. runda.

Jelena jest w pewnym przeciwieństwem Aryny Sabalenki, która od swojego ubiegłorocznego sukcesu na Australian Open zawsze w Wielkim Szlemie… dochodzi co najmniej do półfinału. Pod tym względem to najbardziej regularna z tenisistek w stawce, ale poza Australią (gdzie obroniła tytuł), zwykle jej czegoś brakuje. W zeszłym roku  w Paryżu miała już właściwie w kieszeni półfinałowe zwycięstwo nad Karoliną Muchovą, a ostatecznie musiała uznać wyższość Czeszki. W dodatku poza Madrytem regularnie obrywa od Igi na mączce.

Podobnie Coco Gauff, która w Paryżu była już w finale, ale po prostu nie wydaje się zdolna zagrozić Świątek na tej nawierzchni. Wygrana zawodniczki z miejsc 5-8. w rankingu byłaby z kolei wielką niespodzianką, bo ani Pegula, ani Vondrousova (finalistka z 2019 roku), ani Sakkari, ani Zheng nie są aktualnie w formie, która kazałaby sądzić, że tam dojdą. Wykluczyć nie można, że zaskoczy Ons Jabeur – jej styl gry potrafi się sprawdzić na mączce – ale Tunezyjka z Paryżem się nie lubi, jej najlepszy wynik to ćwierćfinał, zresztą z zeszłego sezonu.

No i tu powstaje pytanie – co z tą Ostapenko? Ano nic, Łotyszka potrafi zagrać genialny mecz, by w kolejnym prezentować padakę. Wszystko zależy od tego, czy danego dnia piłka leży jej na rakiecie, bo jej styl gry często jest zerojedynkowy. Z Igą do tej pory zawsze leżała, ale trudno podejrzewać, by w tym roku miały się w Paryżu w ogóle zmierzyć. Jeśli bowiem Świątek zagra z Ostapenko, to dopiero w półfinale.

Możemy zresztą przeanalizować potencjalną drogę Igi do finału. Bo ta jest interesująca.

  • 1. runda: Leolia Jeanjean.
  • 2. runda: Lucia Bronzetti / Naomi Osaka.
  • 3. runda: Marie Bouzkova / Weronika Kudiermietowa.
  • 4. runda: Barbora Krejcikova / Jekaterina Aleksandrowa.
  • Ćwierćfinał: Danielle Collins / Marketa Vondrousova / Marta Kostiuk.
  • Półfinał: Coco Gauff / Ons Jabeur / Ludmiła Samsonowa / Jelena Ostapenko / Beatriz Haddad Maia / Caroline Garcia.

Potencjalne karty-pułapki? Ktoś mógłby założyć, że Naomi Osaka, ale ta nawet w najlepszym okresie nie grała na mączce dobrze, a po ciąży jeszcze nie odzyskała dawnej formy. Ciekawie może być w trzeciej rundzie, bo i Bouzkova, i Kudiermietowa swoje potrafią. Kolejne spotkania też mogą okazać się trudne – Barbora Krejcikova co prawda w ostatnim okresie gra stosunkowo słabo i regularnie męczy się z urazami, ale w Paryżu była przecież nawet mistrzynią, a Igę potrafiła kiedyś pokonać w turnieju w Ostrawie. Z kolei Jekaterina Aleksandrowa już dwa razy w karierze Igę ograła – a na mączce, w ich jedynym meczu, zmusiła ją do trzysetowego wysiłku.

Dalej to już wiadomo – rywalki z najwyższej półki. Danielle Collins jest ostatnio w znakomitej formie, Marketa Vondrousova z Paryżem się lubi, a Marta Kostiuk gra najlepszy sezon w karierze. Każda z nich może Idze zagrozić, podobnie jak potencjalne przeciwniczki z półfinału i meczu o tytuł.

Konkluzja takich wywodów będzie jednak zawsze taka sama – jeśli Iga będzie w Paryżu w swojej najlepszej formie, nikt nie powinien odebrać jej kolejnego tytułu. Po prostu.

Hubert, Magda czy Magda – kto dojdzie najdalej?

O reszcie Polaków napiszemy krócej z prostego powodu – nie spodziewamy się, by ktokolwiek z nich miał dojść choćby do półfinału (nie licząc potencjalnych występów np. Jana Zielińskiego w deblu czy mikście, jednak tu nie znamy na razie drabinek). Największą szansę na dobry występ, co naturalne, ma oczywiście Hubert Hurkacz.

Polak ma za sobą najlepszy w karierze sezon gry na mączce. Wygrał turniej rangi ATP 250 w Estoril (kompletując tym samym tytuły na każdej możliwej nawierzchni), a potem – w Monte Carlo, Madrycie i Rzymie – właściwie zawsze wypełniał plan minimum. Dwa razy dochodził bowiem do 1/8, raz do ćwierćfinału. A że przegrywał z Casperem Ruudem, Taylorem Fritzem i Tommym Paulem, to porażki te można zrozumieć. Nawet jeśli mecz z ostatnim z nich był do wygrania, ale akurat wtedy Polak zagrał najgorsze spotkanie w ostatnich miesiącach.

Nam pozostaje liczyć, że tak słaby mecz nie powtórzy się w Paryżu.

Bo Hubert, wbrew pozorom, łatwo mieć nie będzie. W pierwszej rundzie trafił na kwalifikanta, Japończyka Shintaro Mochizukiego. Niby dobre losowanie, ale Mochizuki w ostatnim czasie potrafił zaskoczyć kilku specjalistów od mączki. Zlekceważyć go nie można, natomiast jeśli Polak zagra na swoim poziomie – wszystko powinno się skończyć wygraną w trzech setach. Dalej? Nicolas Moreno de Alboran albo Brandon Nakashima. Ten pierwszy otrzymał dziką kartę, drugi w Szlemach gra od lat i potrafi zaskoczyć wyżej notowanych rywali. W trzeciej rundzie z kolei najpewniej czekać będzie Frances Tiafoe, może Denis Shapovalov. Pierwszy z nich będzie przeciwnikiem z wysokiej półki, choć żaden z nich nie gra najlepiej na mączce.

I jeśli Hubert przejdzie trzecią przeszkodę, to plan minimum na Roland Garros będzie wypełniony. W 1/8 finału potencjalnie napotkać może bowiem Grigora Dimitrowa. A jeśli tak się stanie, to… no cóż, z Bułgarem jeszcze w karierze nie wygrał. A nawet gdyby Grigora w tym meczu zabrakło, przeciwnikiem Hubiego może być groźny Alejandro Tabilo, który niedawno osiągnął w Rzymie półfinał turnieju. Też łatwo nie będzie.

Co jednak najważniejsze – wydaje się, że Hubert nauczył się już grać w turniejach wielkoszlemowych. Poza wpadką w US Open (2. runda, ale czuł się tam nie w pełni zdrowy) od początku zeszłego sezonu dochodzi co najmniej do trzeciej rundy, a zwykle do czwartej. W Australii w tym sezonie osiągnął nawet ćwierćfinał. Choć jego występ został nieco przyćmiony przez… czwartą rundę Magdy Fręch.

Dla Polki był to bowiem turniej przełomowy, a po nim zagrała jeszcze kilka naprawdę dobrych meczów. Gorzej zaczęło być, gdy wyjechała do USA, a po powrocie do Europy też bywało różnie – dobre mecze przeplatała słabszymi. Stąd przesadnie dużo po Fręch sobie nie obiecujemy, tym bardziej, że musiałaby sprawić sensację… by w ogóle awansować do II rundy. W pierwszej trafiła bowiem na turniejową „10”, Darię Kasatkinę. W dodatku Rosjanka najlepsze wielkoszlemowe wyniki w karierze osiągała właśnie w Paryżu – to tam doszła jedyny w karierze raz do półfinału.

W dodatku Fręch kończyła ostatni przed Roland Garros mecz – z Marketą Vondrousovą, przegrała w trzech setach – z bólem kolana. Polka jest już po USG, uraz raczej nie jest poważny, ale na pewno utrudnił ostatnie treningi i kto wie, czy nie odnowi się znów w Paryżu. Stąd nie będziemy wyglądać w przypadku Magdy w przyszłość. Napiszemy po prostu, że pozostaje trzymać kciuki, by sprawiła wielką niespodziankę. A potem poszła dalej, po swoje.

Jej imienniczka, Magda Linette, ostatnio z kolei nieco odżyła, momentami brakowało jej jednak „wykończenia”. W Madrycie mogła ograć Arynę Sabalenkę. W Rzymie – Wiktorię Azarenkę. W obu przypadkach przegrała jednak bardzo wyrównane spotkania. W finale turnieju w Rouen pokonała ją za to Sloane Stephens. Ale Linette zaliczyła kilka niezłych wygranych – choćby z Jekatieriną Aleksandrową w 1/8 turnieju w Strasburgu. Efekt? Powrót do najlepszej „50” rankingu.

W Roland Garros będzie potrzebować rozegrania podobnego meczu jak z Aleksandrową. Trafiła bowiem na jej rodaczkę, rozstawioną z „17” Ludmiłę Samsonową. Rosjanka w tym sezonie na mączce niespecjalnie sobie radziła. Jej bilans meczów wynosi co prawda 4-4, ale trzy z tych zwycięstw zaliczyła w Strasburgu, tuż przed Roland Garros. Wcześniej przegrywała w pierwszym meczu w Stuttgarcie, w drugim w Madrycie i znów w pierwszym w Rzymie.

Z pewnością da się ją więc pokonać. Wiele zależy od tego, jak nastawiona będzie Magda. W meczach z Azarenką i Sabalenką pokazała, że potrafi grać z najlepszymi na świecie na ich poziomie, brakuje jej jednak umiejętności zamknięcia meczu. Jeśli z Samsonową ją odnajdzie, może awansować do kolejnej rundy. Jednak podobnie jak w przypadku Fręch – nie będziemy patrzyć na to, co dalej.

Sukcesem będzie bowiem już awans do drugiej rundy. Zresztą podobnie – choć brzmi to absolutnie niewłaściwie – dla Rafy Nadala.

Pożegnanie największego?

Hiszpan co prawda wprost nie powiedział, że to już koniec jego wielkiej kariery. Ale między wierszami – mniej lub bardziej dosłownie – przyznał to już kilkukrotnie. Paryż, potem igrzyska, może kilka innych turniejów. I wreszcie odwieszenie rakiety na kołek, w ślady rywala i przyjaciela, Rogera Federera, z którym przecież zagrał w ostatnim – nie do końca oficjalnym – meczu w karierze Szwajcara.

Teraz przyszedł czas na drugiego z Wielkiej Trójki. Niekwestionowanego Króla Mączki. Króla Paryża. Króla Rolanda Garrosa.

Czternaście tytułów. Nikt nie jest takiego osiągnięcia, w jakimkolwiek innym turnieju, nawet blisko. Drugi na liście zawodników z największą liczbą zwycięstw w jednej imprezie jest… Rafa Nadal z 12 tytułami w Barcelonie. Trzeci? Też Hiszpan, który 11 razy wygrywał w Monte Carlo. Dopiero później są Roger Federer (po 10 tytułów w Halle oraz Bazylei) i Novak Djoković (10 triumfów w Australian Open).

Rafa rządził na mączce przez lata. Ale nigdzie tak, jak na Roland Garros. Pierwszy raz wygrał tam w 2005 roku, w pierwszym występie. Ostatni – w 2022. W finale w Paryżu ulegali mu Mariano Puerta, Roger Federer (czterokrotnie), Robin Soderling, Novak Djoković (trzykrotnie), David Ferrer, Stan Wawrinka, Dominic Thiem (dwukrotnie) i Casper Ruud. Galeria czy to zawodników największych, czy specjalistów od mączki, którzy w starciu z Rafą wyglądali jednak, jakby na tej nawierzchni nie czuli się najlepiej.

Hiszpan każdego ogrywał. W Paryżu lepsi od niego okazywali się tylko Robin Soderling w 2009 roku i Novak Djoković dwukrotnie – w 2015 i 2021 roku. Raz przegrał też z urazem, po dwóch rundach wycofał się z turnieju. Bilans jego meczów we French Open to ogółem niesamowite 112-3. Patrząc na obecną formę – pogorszy się. Ale to mniej ważne. Istotne, że Rafa w ogóle na tych kortach zagra, bo przecież do niedawna nie było to pewne.

– Jest duża szansa, że to mój ostatni Roland Garros, ale nie mogę powiedzieć, że na 100 procent gram tu ostatni raz. Po prostu nie mogę przewidzieć, co się wydarzy. Mam nadzieję, że to rozumiecie. Ostatnie niemal dwa lata naznaczone były cierpieniem, ale nie jestem gościem, który pochopnie reaguje, bo przegrał mecz. Na moją reakcję wpływa to, jak się czuję, a czuję się znacznie lepiej – mówił niedawno.

Niezależnie jednak od tego, czy jeszcze do Paryża wróci, czeka nas pożegnanie. Bo skoro sam nie jest pewny, to wszyscy fani, organizatorzy, nawet rywale chcą świętować z Nadalem. A co świętować? Jego karierę. Pożegnać go jak mistrza, którym przecież jest. Jednego z największych, a na mączce – największego.

Całkiem prawdopodobne zresztą, że to pożegnanie nastąpi już po meczu pierwszej rundy, a na pewno wszyscy będą na nie gotowi. Rafa trafił bowiem w losowaniu na Alexandra Zvereva, co w pewnym sensie zepnie nam klamrą ostatnie lata – Niemiec w 2022 roku, grając z Hiszpanem znakomity mecz w półfinale, doznał paskudnej kontuzji kostki. Długo wracał do formy, ale mu się udało.

Nadal z kontuzjami męczył się całą karierę. I też często wracał, zwykle na sam szczyt. Tym razem może mu się już nie udać, ale z pewnością całą swą energię i zdrowie ukierunkuje teraz na ten jeden mecz. By tam powalczyć, by spróbować wyeliminować turniejową „4”.

– Na papierze to złe losowanie. Zagram z jednym z najbardziej wymagających rywali. Ale nic na to nie poradzę. W sumie spodziewałem się tego. Kiedy nie jesteś rozstawiony, wszystko może się zdarzyć. To nie jest idealny pierwszy mecz, czeka mnie bardzo trudne spotkanie. Może się zdarzyć tak, że wyjdę na kort i powtórzy się katastrofa z Rzymu [Rafa przegrał tam 1:6, 3:6 z Hubertem Hurkaczem – przyp. red.]. To możliwe, nie zamierzam tego kryć. Nie czuję jednak niepokoju, chcę się cieszyć tym meczem – mówił Hiszpan.

I oby faktycznie mógł się tym meczem cieszyć, nawet jeśli będzie to jego ostatnie tango w Paryżu. W końcu zasłużył na to, by móc odejść na własnych zasadach, grając dobry mecz, a kto wie – może i turniej. Choć w potencjalne zwycięstwa, ba, nawet finał czy półfinał we French Open nie wierzy aktualnie nikt. Pewnie nawet on sam.

Bo w tym występie nie o to chodzi.

Bezkrólewie

Wiemy już, że Rafa Nadal piętnastego tytułu nie zdobędzie, bądźmy w tej kwestii szczerzy. Problem polega na tym, że tegoroczny turniej mężczyzn właściwie… nie ma jasnego faworyta. Chcecie wyliczankę? Jasne, że chcecie. A więc tak, biorąc pod uwagę TOP 10 rankingu ATP:

  • Novak Djoković poszukuje formy. Serb nie wygrał w tym sezonie jeszcze ani jednego turnieju, a w Genewie – gdzie niespodziewanie zagrał – pokonał go Tomas Machac.
  • Jannik Sinner miał uraz biodra. Z jego powodu walkowerem oddał mecz w ćwierćfinale turnieju w Madrycie i wycofał się z turnieju w Rzymie.
  • Carlos Alcaraz walczy z kontuzją przedramienia. Hiszpan na mączce zagrał tylko w Madrycie, gdzie odpadł w ćwierćfinale.
  • Alexander Zverev wydaje się być w niezłej formie, wygrał turniej w Rzymie. Niemiec w trzech ostatnich French Open był w półfinale. Ogółem w Szlemach regularnie notuje jednak wpadki.
  • Daniił Miedwiediew nie lubi się z mączką i sam zapewne nie uważa się za kandydata do zwycięstwa w Paryżu.
  • Andriej Rublow wygrał turniej w Madrycie, ale w Rzymie niespodziewanie odpadł w drugim meczu. W turniejach wielkoszlemowych nigdy jeszcze nie przeszedł ćwierćfinału.
  • Casper Ruud jest specjalistą od mączki, dwa razy grał w Paryżu w finale, ale ostatnie półtora roku w jego wykonaniu to huśtawka. Ten sezon na mączce ma naprawdę udany, ale grał dużo, co może odbić się na jego kondycji we French Open.
  • Hubert Hurkacz opisany został już wyżej. W skrócie – mączkę nawet lubi, ale niekoniecznie potrafi grać na niej na najwyższym poziomie.
  • Stefanos Tsitsipas odżywa po wielu perypetiach – również prywatnych – i zdaje się łapać dobrą formę, wygrał nawet turniej w Monte Carlo (w finale z Ruudem), jednak w Madrycie i Rzymie zaskoczyli go niżej notowani rywale.
  • Grigor Dimitrow przez lata był uważany za kandydata do wielkoszlemowego tytułu, ale od kilku sezonów już nie jest. I raczej nie zmieni się to w Paryżu.

Poza TOP 10 są jeszcze tenisiści tacy jak Holger Rune, Ben Shelton czy specjaliści od mączki – Nicolas Jarry, Sebastian Baez i inni. Każdy z nich może pokusić się – wobec sytuacji w męskim tourze – o dojście stosunkowo daleko na kortach Rolanda Garrosa. Ale kto wygra cały turniej? Aktualnie to jak wróżenie z kryształowej kuli.

No bo faworytem powinien być Alcaraz. Ale jest po urazie, nie wiadomo w jakiej dyspozycji – i czy w ogóle w pełni zdrowy – będzie w trakcie turnieju. Podobnie Jannik Sinner. Formę Novaka Djokovicia znamy i ta nie zachwyca, choć Serb na dystansie do trzech setów pewnie i tak dojdzie daleko. Kto wie, może jak w 2018 roku, niespodziewanie wygra turniej wielkoszlemowy (wtedy Wimbledon) i odzyska wielką dyspozycję? Możliwe, ale problemem jest to, że teraz jest o sześć lat starszy, a ostatnio próbował już naprawdę wszystkiego, by do najlepszej formy wrócić. W tym zmian w sztabie i gry w turnieju, na który normalnie nawet by nie spojrzał. Na razie nie zadziałało.

Alcaraz i Sinner

W teoretycznym power rankingu najwyższe miejsce powinien więc zajmować chyba Alexander Zverev. Niemiec to też jednak zagadka. Niby w Paryżu regularny, niby grać na mączce potrafi doskonale, ale często marnuje energię w meczach pierwszych rund, wikłając się w długie pięciosetówki z dużo słabszymi rywalami. Stefanos Tsitsipas ma zresztą podobnie. Może więc będzie to czas Caspera Ruuda, który dwukrotnie w finałach w Paryżu już był (przegrywał z największymi – Djokoviciem i Nadalem), a więc wiadomo, że potrafi grać na tych kortach.

A może – kto wie – dostaniemy kompletną niespodziankę. W tym sezonie wszystko wydaje się możliwe.

Jedno jest właściwie pewne. Jeśli nie wygra Novak Djoković, dostaniemy zupełnie nowego mistrza. Poza nim triumfatorzy Roland Garros z XXI wieku albo skończyli kariery (Gustavo Kuerten, Albert Costa, Juan Carlos Ferrero, Gaston Gaudio i Roger Federer), albo właściwie nie mają szans na wygraną (Rafa Nadal i Stan Wawrinka, swoją drogą ten drugi rozpocznie turniej od starcia z Andym Murrayem). Właściwie więc tylko Serb stoi innym tenisistom na drodze do tego, by do listy triumfatorów w Paryżu dopisać nowe nazwisko.

A czy będzie to nowy król, czy też nastąpi okres względnego bezkrólewia, gdy korona zacznie przechodzić z rąk do rąk co roku – przekonamy się w kolejnych latach.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

CZYTAJ WIĘCEJ O TENISIE:

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Ekstraklasa

Zbyt nieśmiali, żeby świętować. GKS Katowice wita Ekstraklasę porażką

Szymon Janczyk
11
Zbyt nieśmiali, żeby świętować. GKS Katowice wita Ekstraklasę porażką

Komentarze

3 komentarze

Loading...