Reklama

Karolu, czy ci nie żal? [Niewydrukowana Tabela]

Antoni Figlewicz

Autor:Antoni Figlewicz

09 kwietnia 2024, 12:57 • 6 min czytania 9 komentarzy

Bo my akurat zawsze żałujemy decyzji, które wypaczają wyniki spotkań Ekstraklasy. Niestety w Łodzi sędzia Karol Arys najpierw zachował się bardzo dobrze i zamiast szukać kwadratowych jaj, po prostu pozwolił zawodnikom grać dalej. Szkoda, że później dał się namówić siedzącym w wozie VAR kolegom na dogłębną analizę sytuacji, w której nie stało się nic podobnego nawet do faulu. I podyktował rzut karny dla Widzewa.

Karolu, czy ci nie żal? [Niewydrukowana Tabela]

Właśnie na takie okazje powstała Niewydrukowana Tabela. Nie dość, że analiza sytuacji w meczu Widzewa z Piastem znów trwała w nieskończoność, to jeszcze, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, zaowocowała bliską absurdu decyzją. Spotkanie było beznadziejnie nudne, ale nie znaczy to, że powinniśmy je uatrakcyjnić karnym z kapelusza.

W ogóle VAR powinien dawać sygnał sędziemu głównemu, jeśli ten faktycznie popełni błąd. Wobec tego pomyłki sędziowskie możemy wskazać tu dwie – jedną zasiadających przed monitorami Damiana Sylwestrzaka i Tomasza Listkiewicza. Drugą, dającego się namówić na szukanie własnego błędu, Karola Arysa. Zobaczmy, o co w tym wszystkim chodziło.

Uprzedzamy! Trudno było znaleźć odpowiednią klatkę, by ukazać skalę absurdu.

Reklama

Przede wszystkim dlatego, że spowolnione czy zatrzymane starcia boiskowe zawsze wyglądają bardzo groźnie i często im bardziej się nad nimi zastanawiamy, tym bliżej jesteśmy podyktowania faulu za jakieś lekkie trącenie czy inne muśnięcie. A to nawet nie jest taki przypadek. Jeśli ktoś tu kogoś kopie, to już prędzej Jordi Sanchez Ariela Mosóra, a nie odwrotnie. Obrońca Piasta wyciągnął nogę, a Hiszpan kopnął piłkę i potem jego noga, idąc za ciosem, napotkała nogę rywala. Gdzie tu jest jakiś faul? Nie wiadomo.

Piast tydzień temu stracił przez błąd sędziów dwa punkty. Teraz stracił punkt. W Niewydrukowanej Tabeli widać, jak bardzo takie pojedyncze decyzje mogą wpływać na losy sezonu – gliwiczanie u nas mają dziesięć oczek przewagi nad strefą spadkową, podczas gdy w oficjalnym zestawieniu są tylko trzy punkty przed Puszczą. I jak najbardziej mogą spaść do I ligi.

Karny, niekarny, nie-wiem-czy-karny

O ile w powyższym przypadku nie mieliśmy większych wątpliwości, o tyle kilka innych sytuacji było bardzo trudno jednoznacznie ocenić. W meczu Korony ze Stalą o ból głowy przyprawił nas Bert Esselink. Holender często miesza się w dwuznaczne boiskowe sytuacje, ale tym razem to już naprawdę przesadził. Tym bardziej, że czasem porusza się bardzo dziwnie i nikt nie jest w stanie powiedzieć, co się właściwie wydarzyło.

W pierwszej z pokazanych akcji nie ma mowy o karnym. Esselink odbija piłkę głową i ta wychodzi poza pole karne.

Reklama

Dopiero później nie jest już w stanie zapanować nad swoim ciałem i wpada w Szykawkę.

Tu większych wątpliwości nie mamy, ale Esselink sprawił jeszcze sędziemu Sylwestrzakowi problemy. Znów zresztą zrobił to w swoim, esselinkowym, stylu. Prawie wybił sobie zęby i przy okazji powalił Dalibora Takaca. Po naradzie uznaliśmy, że nie faulował, choć sytuacja jest bardzo, ale to bardzo wyjątkowa.

Zacznijmy od tego, że Takac przebojem wdziera się w pole karne Stali. Zgrabnie mija rywali i nagle przychodzi mu się zmierzyć z niezgrabnym Esselinkiem. To od początku musiała być bardzo nierówna walka.

Holender zdaje się tu ostatnim zawodnikiem, który może powstrzymać gracza Korony, ale w rzeczywistości Takac już wcześniej stracił panowanie nad piłką za sprawą dobrego wybloku Pingota. Na stopklatce poniżej widać jak Esselink walczy z siłą rozpędu. Chyba chciał zrobić wślizg, ale czubkiem buta zarył w ziemię i wyszło mu coś takiego:

Tu natomiast widać, że Takac nie ma już piłki pod nogami. Futbolówka została za jego plecami i Słowak ma ją poza swoim zasięgiem. Wtedy jeszcze nie dochodzi do kontaktu pogubionego Esselinka z piłkarzem Korony.

I wreszcie efektowne zakończenie tej efektownej akcji – obrońca Stali brzuchem przygniata nogę Takaca. Bardzo nie chcielibyśmy podejmować w tej akcji decyzji, ale ostatecznie oceniamy tę sytuację tak samo jak arbiter – Koronie nie należał się rzut karny.

Gdyby ktoś kazał nam jednak obronić zupełnie inną decyzję – spokojnie znaleźlibyśmy kilka odpowiednich argumentów. To naprawdę bardzo trudna do oceny sytuacja i w takich chwilach warto chyba obstawać przy swojej boiskowej interpretacji.

Trudno było też ocenić zdarzenie z meczu Cracovii. Pasy podejmowały w tej kolejce Łódzki Klub Sportowy i ostatecznie podzieliły się punktami z czerwoną latarnią ligi. Wszystko dzięki rzutowi karnemu, który, naszym zdaniem, należał się gościom jak najbardziej. Nie za faul Bitriego, a za przewinienie Skovgaarda.

Tu będzie to widać już nieco lepiej. Janczukowicz jest atakowany przez będącego wyraźnie za jego plecami Duńczyka, który trąca prawą nogę napastnika ŁKS-u. To właśnie ten kontakt powoduje upadek rywala – Janczukowicz swoją prawą nogą delikatnie zahacza o nogę lewą i pada jak długi na murawę.

Sytuacja po kilku jej obejrzeniach staje się jasna. My odtworzyliśmy powtórkę dobrych kilkanaście razy, ale jesteśmy przekonani, że gościom należał się rzut karny.

Rzut karny nie należał się natomiast Śląskowi Wrocław. Piłkarze Jacka Magiery mierzyli się w ten weekend z Wartą Poznań i wygrali 2:1. W 69. minucie meczu Marton Eppel zagrał ręką (albo klatką piersiową, na to też wskazują niektóre ujęcia kamery) we własnym polu karnym i naszym zdaniem arbiter nie powinien podyktować rzutu karnego. Gdybyśmy mieli rozważać zagranie ręką Węgra, na pewno nie była „naturalnie ułożona”. Eppel uciekał od piłki, a za jego plecami nie działo się nic groźnego, z czego mógł skorzystać Śląsk. Ponadto zawodnik Warty miał naprawdę mało czasu na reakcję po strąceniu piłki przez jednego z graczy Śląska.

Może i ustawił się dość niefortunnie, ale poniżej widać, że wynikało to po prostu z zatrzymania się w biegu i próby gwałtownej reakcji na strącenie piłki. Jedenastki byśmy za to nie dali. Inna sprawa, że ręki tutaj mogło w ogóle nie być i bardziej przychylalibyśmy się właśnie do takiej interpretacji po wielokrotnym obejrzeniu powtórek.

I jeszcze Prikryl

Jeszcze jedna wątpliwość z tego meczu, którą postaramy się rozstrzygnąć. Tomas Prikryl całkiem szybko wyleciał z boiska za dwie żółte karki i prawdę mówiąc – zasłużył sobie. Nie dlatego, że jego drugi faul był brutalny lub zatrzymywał groźną akcję Śląska. Piłkarz Warty miał już na koncie jeden żółty kartonik i mimo to zaryzykował atak wślizgiem, w dodatku w sytuacji, w której spokojnie mógł odpuścić.

Trącił piłkę, ale też trafił uniesioną nogą w piszczel Tommaso Guercio. Decyzję o przyznaniu Czechowi żółtego kartonika można uznać za słuszną i Prikryl zapracował tu sobie na karę indywidualną. A że to była druga żółta kartka? No cóż, zdarza się.

Ostatecznie znów najbardziej poszkodowany, podobnie jak tydzień temu, jest Piast Gliwice. Podopieczni Aleksandara Vukovicia nie grają może najlepiej, ale też przez błędy sędziów stracili w ciągu tygodnia w sumie trzy punkty. W Niewydrukowanej Tabeli sytuacja gliwiczan wygląda o wiele korzystniej niż w oficjalnym zestawieniu ekstraklasowych drużyn. Los zwykle raz daje i raz zabiera, ale do końca sezonu pozostało już tylko siedem kolejek, a Piastowi należy zwrócić już w sumie pięć punktów.

Los chyba nie zdąży spłacić długu.

Dziś też odkrywamy odrobinę kuchni. Z uwagi na zasłużony urlop naszego redakcyjnego grafika przedstawiamy wam Niewydrukowaną Tabelę w jej najbardziej surowej formie.

NIEWYDRUKOWANA TABELA (WERSJA 1.0)

WIĘCEJ O SĘDZIOWANIU:

screeny: Canal+Sport

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
0
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Felietony i blogi

Ekstraklasa

Zbyt nieśmiali, żeby świętować. GKS Katowice wita Ekstraklasę porażką

Szymon Janczyk
11
Zbyt nieśmiali, żeby świętować. GKS Katowice wita Ekstraklasę porażką

Komentarze

9 komentarzy

Loading...