Reklama

Cwany Zapolnik i latający Wlazło | Niewydrukowana Tabela

Antoni Figlewicz

Autor:Antoni Figlewicz

19 marca 2024, 13:06 • 6 min czytania 23 komentarzy

W minionej kolejce Ekstraklasy działo się całkiem sporo, a kilka trudnych decyzji musiał podjąć choćby sędziujący w meczu Korony z Pogonią Piotr Lasyk. Wygląda na to, że ostatecznie sprostał zadaniu, ale całkiem spory błąd popełnił jeden z jego kolegów po fachu w spotkaniu Zagłębia ze Stalą. Ostatecznie w ostatniej serii gier poprawiliśmy tylko ten jeden wynik, ale naszą uwagę przykuł też aktorski popis Kamila Zapolnika.

Cwany Zapolnik i latający Wlazło | Niewydrukowana Tabela

Zachowamy jednak chronologię, więc w oczekiwaniu na analizę efektownego padolino napastnika Puszczy musicie uzbroić się w cierpliwość. Zaczniemy od meczu, który w naszej tabeli przynosi trzy punkty ekipie Zagłębia Lubin, choć w miniony piątek Miedziowi tylko bezbramkowo zremisowali ze Stalą Mielec. Co takiego się tam wydarzyło? W 63. minucie meczu żółtą kartkę za swoje wejście w nogi rywala obejrzał Piotr Wlazło.

Pomocnik Stali gonił pędzącego prawym skrzydłem Bartosza Kopacza, ale, jak widzimy na pierwszym zdjęciu, nie był nawet w stanie złapać przeciwnika. Wobec tego zdecydował się na ryzykowny wślizg od tyłu, który… to chyba nawet nie był wślizg.

Reklama

Wlazło odbił się od ziemi i z naskoku zaatakował nogę prawego obrońcy ekipy z Lubina. To tak zwany flying tackle, który jak najbardziej kwalifikuje się do kary wykluczenia z dalszej części spotkania. Tym bardziej że pomocnik Stali faktycznie trafił prosto w nogę Kopacza.

Goście powinni grać już do końca meczu w osłabieniu, więc zgodnie z naszymi zasadami należy przyznać ich rywalom dodatkowego gola. W Niewydrukowanej Tabeli Zagłębie Lubin inkasuje trzy punkty za swój ostatni mecz, a Stal pozostaje z niczym. Nadal jednak to ekipa z Podkarpacia plasuje się wyżej od Miedziowych.

Niewydrukowana Tabela. Kontrowersje w polu karnym

Oj, tych trochę było. Zaczniemy od starcia Mohameda Mezghraniego z Eliasem Anderssonem w derbach Poznania. W Lidze+ Extra nie znaleźli powodów do odgwizdania jedenastki i my również nie doszukaliśmy się w tej akcji faulu, po którym sędzia powinien podyktować rzut karny. Sytuacja jest jednak o tyle trudna, że dostępne w transmisji powtórki nie rozwiały wszystkich naszych wątpliwości, co do wystąpienia przewinienia… przed polem karnym Lecha.

Zawodnicy zdają się w tej akcji trzymać nawzajem, ale to Andersson wygrywa pozycję. To moment, w którym następuje pierwszy budzący wątpliwości kontakt piłkarzy.

Reklama

Mezghrani nadal jest za Anderssonem, ale obaj panowie pozostają poza polem karnym. Dalej obrońca Lecha zdaje się już szukać przewinienia, choć piłkarz Warty ewidentnie odpuszcza.

O karnym nie ma tu mowy. Sędzia ostatecznie nie odgwizdał przewinienia w ogóle i tę decyzję można bez problemu obronić. Równie dobrze mógł jednak podyktować rzut wolny, bo Mezghrani na początku starcia łapał Anderssona – i taka decyzja też byłaby chyba zgodna z tym, co zobaczyliśmy.

Trudno byłoby jednak obronić boiskową decyzję sędziego Karola Arysa, który bez większego wahania podyktował jedenastkę po starciu Aleksa Petkowa z Kamilem Zapolnikiem. Choć tak po prawdzie trudno nazwać to starciem.

Cała sytuacja miała miejsce w polu karnym Śląska i początkowo mogło się wydawać, że Petkow po prostu wbiegł w ruszającego do prostopadłego podania Zapolnika. Wszystko działo się bardzo szybko i tym bardziej doceniamy swoisty kunszt zawodnika Puszczy, który nabrał sędziego Arysa.

W tym momencie nie było jeszcze żadnego kontaktu między piłkarzami. Widzimy jednak, że Zapolnik już kombinuje. Możliwe nawet, że to dokładny moment wybicia do skoku, który miał dać gościom karnego. I wszystko by się udało, gdyby nie ci wścibscy varowcy…

Napastnik Puszczy wyskoczył i w powietrzu zaczął szukać nóg Petkowa. Obrońca zorientował się co kombinuje rywal i też oderwał się od ziemi, ale Zapolnik zdołał trącić go swoją prawą nogą i teatralnie paść na murawę jak rażony piorunem. Po interwencji asystentów z wozu VAR sędzia Arys szybko odwołał swoją boiskową decyzję i ukarał gracza Puszczy żółtą kartką. To najwyższej klasy padolino – dobrze wykonane, pomysłowe i wymagające sporych umiejętności. Ale karny to się gościom nie należał.

Pogoń dogoniła Koronę. Karny po zagraniu Pięczka

Takie mecze jak ten budzą ogromne emocje. Korona potrzebuje punktów i w niedzielne popołudnie była o krok od trzech oczek, ale Pogoń nie chciała dać za wygraną. Kilka chwil po zmianie stron sędzia Piotr Lasyk podyktował rzut karny za zagranie ręką Marcela Pięczka. Zasłużony? Naszym zdaniem jak najbardziej, choć dobrze wiecie, że każda ręka w polu karnym jest zupełnie inna.

Pięczek, choć przypadkowo, po prostu strąca piłkę ręką z uda Linusa Wahlqvista. Sytuacja nie wymaga od niego takiego ułożenia ciała i bez wątpienia zatrzymuje on nieprzepisowo akcję ekipy ze Szczecina. Karny dla Pogoni jak najbardziej zasłużony.

A czy w tym samym meczu na rzut karny zasługiwała też Korona? Otóż nie, choć dwie sytuacje mogły wzbudzić kontrowersje. Najpierw w rękę w polu karnym został nastrzelony Benedikt Zech. Austriak nie mógł jednak inaczej zareagować i jego ciało było ułożone całkowicie naturalnie. W dodatku nie poszerzył obrysu ciała, a strzał Nono został oddany z bardzo niewielkiej odległości od niego.

Zech odbił piłkę lewą ręką, która cały czas stykała się z brzuchem. Sędzia Lasyk słusznie nie podyktował tu rzutu karnego. Musiał się jednak zmierzyć z jeszcze jedną, bardzo trudną sytuacją, w której Cojocaru zderzył się z Czyżyckim.

Lidze+ Extra Adam Lyczmański przekonywał, że nie można podyktować tu rzutu karnego, skoro bramkarz Pogoni wychodzi na spotkanie piłce, porusza się dokładnie w tym samym kierunku. My dorzucimy tu jeszcze jedno bardzo ważne spostrzeżenie – obaj zawodnicy dotykają piłki.

Takie sytuacje budzą ostatnio spore kontrowersje, ale tutaj, naszym zdaniem, nie powinno być rzutu karnego. Mimo wielu trudnych momentów, sędzia Lasyk podołał wyzwaniu i zasłużył u nas na najwyższą notę za swój występ.

Został nam jeszcze jeden drobiazg, który mógł trochę zirytować łódzkich kibiców. ŁKS ostatecznie zremisował z Rakowem 1:1, a gola na wagę punktu goście zdobyli w doliczonym czasie gry. Sędzia Frankowski dodał do drugiej połowy co najmniej sześć minut i mógł zakończyć spotkanie już w momencie pokazanym na poniższym zrzucie ekranu.

Miał też jednak pełne prawo, by przedłużyć spotkanie o dodatkowe minuty. W doliczonym czasie gry ŁKS ukradł kolejno 20 sekund na wznowienie gry po faulu, kolejne 20 sekund po niesportowym zachowaniu i wybiciu piłki przez Tejana i około 30 sekund na zmianę Daniego Ramireza. A były też inne przerwy w grze.

Na otarcie łez zostaje piłkarzom ŁKS-u jeden punkt, który pozwala im na odbicie się od dna, choć na razie tylko w naszej Niewydrukowanej Tabeli. Zmienił się także lider – remis Śląska i wygrana Jagiellonii (która zanotowała w tej kolejce kilka słusznie nieuznanych goli) namieszały u samego szczytu zestawienia. W tej kolejce sędziowie spisali się naprawdę nieźle, a jedyną rysą na wizerunku panów w czerni pozostaje decyzja Marcina Szczerbowicza, który był zbyt pobłażliwy dla Piotra Wlazły.

WIĘCEJ O SĘDZIOWANIU:

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

23 komentarzy

Loading...