Reklama

Demolka Barcelony. A może rezygnacja Xaviego rzeczywiście pomoże…

Dominik Piechota

Autor:Dominik Piechota

24 lutego 2024, 18:31 • 5 min czytania 0 komentarzy

Zwykle mecze z Getafe kojarzyły się w stolicy Katalonii ze szczypaniem, drapaniem i największymi torturami. Tym razem na Montjuic było stosunkowo łatwo i przyjemnie. Od pięciu miesięcy, bo dokładnie od września, Barcelona nie wygrała tak wysoko. A może Xavi ma rację i jego rezygnacja sprawiła, że wszystkim będzie lżej? Rzadko się zdarza, że Blaugrana rozgrywa spotkanie, które nie przyprawia jej kibiców o palpitacje serca. A do tego jeszcze zwycięża 4:0!

Demolka Barcelony. A może rezygnacja Xaviego rzeczywiście pomoże…

Xavineta kilka dni wcześniej pokazała, że nie potrafi zamknąć spotkania nawet z najbardziej „martwym” zespołem, jakim aktualnie jest Napoli, bo dawno nie widzieliśmy w fazie pucharowej Ligi Mistrzów tak zdezorganizowanej ekipy. Ale w porządku, nawet ich Barcelona była w stanie podłączyć do tlenu i dać nadzieje. To zwiastowało, że na Montjuic śmierdzi klasyczną nerwówką z Getafe, czyli osławionym już przeciwnikiem, a jednak nie. Tego dnia Katalończycy mogli jeszcze nacieszyć się po południem.

Plan Getafe na Barcelonę? Naprawdę absurdalny.

Jeśli Katalończycy z kimś sobie nie radzą, to z głęboko broniącymi się defensywami. A zatem co tym razem wymyślił Jose Bordalas? Ruszył całym zespołem na połowę gospodarzy, zarządził wysoki pressing i chciał okradać rywali z piłki na jej części boiska. Wyglądało to absurdalnie, że 20 graczy kręciło się pod bramką Marca-Andre ter Stegena, ale skutkowało to odkrytą całą drugą połową boiska.

Reklama

Tego dnia aż się prosiło o dalekie zagrania i karcenie nierozsądnych przeciwników. Jakby Barcelona wsadziła trójkę do przerwy? Byłoby uczciwie. Gdyby wsadziła piątkę? Nie powinniśmy być zdziwieni przy takiej grze paczki Bordalasa. A skończyło się 1:0 w pierwszej połowie, gdy Kounde posłał prostopadłe podanie, a Raphinha przez dłuższy czas biegł sam i tym razem nie wyczarował w głowie żadnego dziwnego rozwiązania.

Sympatycy Blaugrany naprawdę mogli świętować, bo nie dość, że Brazylijczyk dołożył jakieś liczby (choć powinien mieć ich znacznie więcej), to jeszcze odpoczął ich ulubieniec Lamine Yamal. W końcu 16-latek mógł odsapnąć na ławce rezerwowych, w spokoju odrobić lekcje, a nie ciągnąć całą drużynę na plecach, jak to robi regularnie od kilku miesięcy.

Po tym spotkaniu każdy z piłkarzy Barcelony zejdzie do szatni i powie: w końcu dobry mecz, ale cholera… mogłem sobie nabić punktów w kanadyjce. Gundogan narobił serii sprintów na wolne pole, jakby przygotowywał się do Memoriału Ireny Szewińskiej. Raphinha mógłby srogo nakłamać w swoich statystykach, gdyby był skuteczniejszy, bo miał szansę srogo zaplusować u miłośników Transfermarkta. Robert Lewandowski wszedł w buty tego, który robił innym przestrzeń i zabierał ze sobą obrońców, ale pewnie z zazdrością patrzył, jak koledzy mają 20-30 metrów wolnej przestrzeni.

Zawodnicy Xaviego, jak to oni, byli bardzo nieskuteczni, ale przynajmniej w końcu swoje postrzelali. 3:0 powinno widnieć na tablicy rezultatów do przerwy, lecz na Montjuic trzeba było poczekać do 60 minuty. Wtedy już Joao Felix oraz Frenkie de Jong zamknęli sprawę.

Reklama

Co jeszcze możemy powiedzieć po tym spotkaniu? Pau Cubarsi mimo 17 lat i gry jako środkowy obrońca, ma duszę rozgrywającego. Trochę Eric Garcia vibe w lepszym wydaniu. W defensywie ma spore braki, klasowy napastnik jeszcze mógłby zrobić z niego młóckę (chociaż dzisiaj 6/6 wygranych pojedynków!), ale taki Ronald Araujo mógłby do niego przyjść na korepetycje z rozgrywania. Naprawdę klasa. Tu nie ma znaczenia poziom przeciwnika, bo to, ile widzi nastolatek z La Masii, po prostu imponuje. Na takiego przeciwnika mają stopera, który z defensywy jest w stanie zaserwować kilka asyst drugiego stopnia i regularnie napędzać grę.

Raphinha powinien dostawać więcej szans, bo jest przydatny dla drużyny, a przynajmniej nie dojdzie do zajechania kolejnego nastolatka. Gavi swoje odczuł, Pedri tak samo, szkoda byłoby zniszczyć Yamala, każąc mu grać wszystko od deski do deski. On sam jest chętny, bo to dzieciak, ale od tego jest sztab szkoleniowy, aby być mądrym jeszcze przed szkodą.

Gundogan? Robi różnicę. Dla mnie najlepszy w tym rozgrywkach. I jako pierwszy zawodnik wykreował 100 sytuacji w tym sezonie, licząc top5 najważniejszych lig. Nie jest nawet blisko poziomu z Manchesteru City, ale czuć, że jego czytanie gry jest na najwyższym poziomie.

Frenkie de Jong zagrał jakby chciał się zemścić na wszystkich za głupoty wypisywane w mediach i pokazać, że zasługuje na najwyższą pensję w drużynie, a Robert Lewandowski schował ego do kieszeni i zaczął pracować na drużynę, tak jak podkreślał to ostatnio Xavi.

Teraz gra dla drużyny. Postawił krok do przodu. Wygrywa pojedynki, łączy się z zespołem, jest podpięty do wysokiego pressingu – mówił ostatnio trener Blaugrany, a tym razem rzeczywiście Lewy wcielił się w rolę tego, który robił innym miejsce. Powinien mieć przynajmniej kilka asyst, ale nawet jeśli nie miał decydujących o bramkach zagrań, i tak należy go pochwalić za to jak wygląda w ostatnich tygodniach.

Odkąd Xavi ogłosił rezygnację i odejście wraz z końcem sezonu, gra nie uległa drastycznej poprawie. Ale punktowo wygląda to dobrze, bo osiągnęli 13/15 możliwych oczek. I zagrali najlepsze spotkanie od dawien dawna, dostosowując się taktycznie do specyfiki spotkania i korzystając ze słabości przeciwnika. Powiedzielibyśmy: proszę, ale jak nie wygrać wysoko z takim Getafe? Otóż Las Palmas też grało skrajnie wysoko i Blaugrana nie potrafiła zrobić z tego użytku. Skoro wyciąga wnioski z poprzednich błędów, to jest jakieś światełko w tunelu.

Tym razem wyglądało to dobrze. Xavi ciągle powtarza z uporem maniaka, że jego odejście ma zdjąć z wszystkich presję i sprawić, że drużyna już na większym luzie powalczy o sukcesu, bo nie będzie czuła aż takiego ciężaru. Być może to zdarzenie jednostkowe, ale w końcu widzieliśmy, że zyskali trochę potrzebnego luzu. A czasem taki mecz, jaki nie zdarzył się od września, może ich napędzić na kolejne miesiące.

BARCELONA – GETAFE 4:0 (1:0)

Raphinha 20′, Joao Felix 53′, Frenkie De Jong 61′, Fermin Lopez 90+1.

WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

Kiedy tylko może, ucieka do Ameryki Południowej, żeby złapać trochę fantazji i przypomnieć sobie, w jak cywilizowanym, ułożonym świecie żyjemy. Zaczarowany futbolem z krajów Messiego i Neymara, ale ciągnie go wszędzie, gdzie mówią po hiszpańsku albo portugalsku. Mimo że w każdym tygodniu wysłuchuje na przemian o faworyzowaniu Barcelony albo Realu, od dziecka i niezmiennie jest sympatykiem wielkiej Valencii. Wierzy, że piłka to jedynie pretekst, aby porozmawiać o ważniejszych sprawach dla świata, wsiąknąć w nową kulturę i po prostu ruszyć na miejsce, aby namacalnie dotknąć tego klimatu. Przed ołtarzem liga hiszpańska, hobbystycznie romansuje z polskim futbolem.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Komentarze

0 komentarzy

Loading...