Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Koniec Lewandowskiego w Barcelonie jest bliski

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

01 grudnia 2023, 14:41 • 3 min czytania 23 komentarzy

Kończy się powoli przygoda Roberta Lewandowskiego w Barcelonie. Ktoś powie – jak to, ma przecież jeszcze długi kontrakt, ale chyba tylko wariat może myśleć, że Polak zostanie tam do czerwca 2026 roku. Kto by wytrzymał z nieskutecznym, starzejącym się, strojącym fochy zawodnikiem przez tak długi czas? Może jakieś Elche, ale przecież nie Barcelona.

Koniec Lewandowskiego w Barcelonie jest bliski

Do klubu trafi Vitor Roque, perełka, a Lewandowski na koniec kariery poszuka zmonetyzowania swojego nazwiska w MLS-ie czy innej Arabii. Tam, owszem, wciąż może być wielki – bo jednocześnie nie są to wielkie rozgrywki – ale na najwyższym poziomie w Europie? Już nie.

Siedem bramek w La Liga wciąż nie wygląda źle, natomiast trzeba zwrócić uwagę komu Lewandowski strzela – głównie słabym. Na rozkładzie z pierwszej dziesiątki ma tylko Betis, poza tym Villarreal (dwunasty), Alaves (trzynaste), Osasunę (czternasta), Celtę (osiemnasta). Z Getafe nic, z Sociedad nic, z Rayo nic, z Realem – oczywiście nic.

W Lidze Mistrzów? Grupa śmieszna, jak z Ligi Europy, a i tak walnął tylko najsłabszy Belgom. W kluczowym meczu Barcelonę musieli ciągnąć Cancelo z Felixem, bo Lewandowski głównie przeszkadzał – podawał źle, nie czuł przestrzeni, nie wiedział, gdzie ma rywala z plecami, klasycznie przyjmował na pięć metrów. Ogólnie: katastrofa.

Jednego nie rozumiem – dlaczego mając świadomość swojej marnej formy, która już nie wróci do solidnego poziomu, o 2020 roku nie wspominając, nie zostanie w polu karnym? Wykończenie wciąż co jakiś czas ma, potrafi dostawić beret i szuflę, w ten sposób jakoś by uciułał te 10-15 bramek. A on nie, bierze się za rozgrywanie, kiedy nigdy tego nie potrafił. Robi coś, czego nie umiał gdy był najlepszy, a chce robić, gdy jest na zakręcie kariery (a za tym zakrętem, umówmy się, już drzewo).

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Barcelona może mieć swoje problemy, nie być tak wielka jak niegdyś, ale nie pozwoli sobie na to, żeby uzależniać się od tak – obecnie – przeciętnej dziewiątki. Nie będzie dla Lewandowskiego miejsca i tyle.

*

Wczoraj polskie kluby pograły w pucharach i… wiadomo to, co było wiadomo od dawna. To znaczy gdy Raków przestaje robić po gaciach i nie boi się zaatakować, to może być drużyną w miarę konkurencyjną nawet na poziomie grupy Ligi Europy. To już nie byli ci częstochowianie co wcześniej, tylko całkiem odważni, chcący gola.

Oczywiście „chcenie” wynikało z konieczności, bo ten gol był po prostu obowiązkowy, żeby myśleć o wyjściu z grupy, ale padł i w porządku. Ale, kuźwa, nie dało się tak wcześniej? Futbol przecież nie zmienił się na piątą i szóstą kolejkę – w pierwszej, drugiej, trzeciej i czwartej też trzeba było strzelać.

Tymczasem wtedy Raków bał się własnego cienia. Nauczka na przyszłość.

A Legia, Legia po staremu – nie potrafi bronić. Przy pierwszym golu dla Aston Villi brakowało już właściwie tylko czerwonego dywanu dla przeciwnika. Biegł, biegł, biegł, a legioniści się cofali, jakby facet leciał z piłą mechaniczną w rękach, a nie po prostu z piłką przy nodze. To jest naprawdę taka filozofia wyskoczyć i spróbować odebrać?

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Nie wiem, co zwróciło uwagę dyrektora Zielińskiego, że postanowił ściągnąć Pankova. W meczach ze słabymi jeszcze daje radę, ale – nawet w lidze – jak przyjeżdżają lepsi, to chłop nie wie, co się dzieje. Elektryczny, pogubiony, wiecznie spóźniony. Gdyby był piątym z kolei do grania, jeszcze w porządku, ale on przecież przeważnie łapie się do podstawowej trójki. W której rotacyjnie obok Jędrzejczyk, Kapuadi, Ribeiro, Burch…

Jacek Zieliński – ogólnie chwalony – złożył Legii w defensywie takiego składaka, że podróż z domu do najbliższego spożywczego byłaby kłopotem. A przecież Jacek jako piłkarz zajmował się defensywnym graniem.

Dziwne, że nie dostrzegł, że taki Pankov w jego czasach nie nadawałby się nawet do noszenia za nim bidonów.

WOJCIECH KOWALCZYK

 

ZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Dawid Szwarga i Raków – czas rozliczeń, czy jednak kryzys wkalkulowany w ryzyko?

Szymon Janczyk
4
Dawid Szwarga i Raków – czas rozliczeń, czy jednak kryzys wkalkulowany w ryzyko?

Felietony i blogi

Ekstraklasa

Kopnięcie w głowę? Tylko żółta. Niekonsekwencja Marciniaka | Niewydrukowana Tabela

Maciej Wąsowski
12
Kopnięcie w głowę? Tylko żółta. Niekonsekwencja Marciniaka | Niewydrukowana Tabela
1 liga

Marzec jeszcze się nie zaczął, a Dariusz Marzec już się skończył

Szymon Janczyk
16
Marzec jeszcze się nie zaczął, a Dariusz Marzec już się skończył

Komentarze

23 komentarzy

Loading...