Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Reprezentanci mają cztery miesiące na przemyślenie tego, czy są poważnymi piłkarzami

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

24 listopada 2023, 15:57 • 3 min czytania 30 komentarzy

Cztery miesiące – tyle mają polscy reprezentanci, żeby wziąć się w garść. O to się tutaj rozchodzi: nie o selekcjonerów, nie o taktykę 4-3-3, 3-4-3 czy jeszcze inną. Najważniejsze jest to, żeby oni się – krótko mówiąc – ogarnęli.

Reprezentanci mają cztery miesiące na przemyślenie tego, czy są poważnymi piłkarzami

Naprawdę nie trzeba Guardioli na ławce trenerskiej, żeby ograć dwa razy Mołdawię. Serio. Można wziąć na ten czas pana Henia z kiosku albo panią Jadzię z warzywniaka, a i tak reprezentacja Polski musi z Mołdawią wygrać. Nie chcę już słuchać gadania, że Santos był leniwy, z kolei Probierz dopiero przyszedł. Ustalają ci mecz z ogórkami na dany dzień, to dojeżdżasz na boisko, wygrywasz i idziesz pod prysznic.

Tyle.

Trener może ci pomóc w starciu z kimś mocniejszym, ale jak grasz z Wyspami Owczymi albo Mołdawią, to sam stajesz przed lustrem i odpowiadasz sobie na ważne pytanie: jestem poważny czy nie? No i kadrowicze nie są, a gderanie o selekcjonerach to bicie piany, nikt sensowny w obliczu takich rywali nie może się tym zajmować.

Zatem: cztery miesiące. Albo jesteście zespołem, który stać na coś ciekawego, albo ogłoście, że nie i przestańcie zawracać gitarę. Te cztery miesiące to czas, żeby się nad tym poważnie zastanowić. Spieprzyliście koncertowo 2023 rok, ale już w marcu możecie spieprzyć 2024. Chcecie tego? Czasem wyglądacie, jakbyście chcieli, więc wyprowadźcie nas wszystkich, proszę, z błędu.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Naprawdę nie pamiętam równie paździerzowego roku w wykonaniu kadry. Gdyby ją przerzucić do innej konferencji, to przecież przegrywałaby z Tahiti albo innymi Wyspami Salomona. Z drużyny, która była za mocna jednak dla większej części Europy, ostała się zbieranina, której nikt się nie boi. Nikt. Gdybyśmy mieli teraz San Marino, to tamci by mocno wierzyli (uzasadnienie), że mogą znowu strzelić bramkę. Gibraltar chciałby się odkuć po Francji.

Przesadzam? A, cholera, jakbym napisał latem, że przegramy z Mołdawią, to też bym przesadzał?

Nie ma znaczenia kogo powoła Probierz, a kogo nie. Nie dojdzie do żadnej wielkiej rewolucji, to znaczy nagle w reprezentacji nie pojawią się zawodnicy z B-klasy. Przyjedzie w 95% ta sama ekipa, co ostatnio, dwóch, trzech może się zmienić, ale trzon będzie ten sam. W bramce Szczęsny, w pomocy Zieliński, w ataku Lewandowski. I znów: ten dwumecz nie zależy tak bardzo od trenera jak od piłkarzy. Albo się ogarną, albo Euro z połową kontynentu będzie bez nas.

Czy Probierz rozrysuje korner taki czy śmaki nie będzie miało znaczenia, jeśli na murawie zobaczymy te wystraszone Muminki co zawsze. Macie jaja albo nie macie i tyle.

*

Aha, chciałbym jeszcze pogratulować tym wszystkim, którzy rozprawiają, że w Cardiff będzie ciężko. A co, kuźwa, w Helsinkach to byłoby łatwo? W Kiszyniowie było przyjemnie? Gdzie nie jedziemy i gdzie nie gramy to jest trudno. Tymczasem wy pieprzycie o jakimś szczęściu czy nieszczęściu w losowaniu.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Szczęście to mają rywale, że na nas wpadli i oni powinni świętować. A nie my. Wbijcie to sobie wreszcie do głowy.

WOJCIECH KOWALCZYK

WIĘCEJ REPREZENTACJI POLSKI:

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Niemcy

Były reprezentant Niemiec ukarany za znęcanie się nad partnerką

Damian Popilowski
2
Były reprezentant Niemiec ukarany za znęcanie się nad partnerką

Komentarze

30 komentarzy

Loading...