Reklama

Vukoviciowi stuknął rok w Piaście. Jest dobrze, tylko te remisy…

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

28 października 2023, 15:41 • 4 min czytania 5 komentarzy

Powinniśmy właśnie po raz kolejny szydzić lub sarkać z remisu Piasta Gliwice (dziewiąty po trzynastu kolejkach!!!), ale ile można? To w ogóle jeszcze jest jakieś wydarzenie? Zremisowali, bo zazwyczaj remisują, wielkie halo. Mistrz Polski z sezonu 18/19 pewnie wróci w pełnej krasie na wiosnę, bo, wiadomo, wiosną w Piasta zawsze wstępuje drugie życie. A na razie – trzeba się pogodzić. Jest jak jest i inaczej nie będzie.

Vukoviciowi stuknął rok w Piaście. Jest dobrze, tylko te remisy…

Dlatego dziś nie zamierzamy się już wyzłośliwiać z powodu kolejnego podziału łupów. Zwłaszcza, że po spotkaniu Warty Poznań z Piastem Gliwice mamy inny istotny punkt zaczepienia. Mianowicie: wczoraj stuknął równo rok pracy Aleksandara Vukovicia w śląskim klubie. Spójrzmy na twarde dane, czyli tabelę Ekstraklasy liczoną od dnia 27 października 2022 roku. 56 punktów. 33 mecze. Średnio 1,7 oczka na ligową kolejkę. Jest dobrze. Może nawet bardzo dobrze. Wyżej są tylko ci najwięksi – Raków, Lech, Legia, Pogoń. A mówimy przecież o Piaście, czyli klubie, który funkcjonuje w zupełnie innych realiach niż wyżej wymieniona czwórka.

„Vuko” stracił w tym okresie najmniej goli w lidze – 24. O pięć mniej niż drugi w tej klasyfikacji Raków. Imponuje też niewielka liczba porażek (tak, wiemy, czasem lepiej zaryzykować i raz przegrać niż nieustannie remisować). Serb zanotował ich łącznie sześć. Aż cztery w pierwszym miesiącu pracy, kiedy przyszedł do drużyny będącej w dołku, więc siłą rzeczy potrzebował trochę czasu, żeby ją poukładać po swojemu. Dwie pozostałe porażki rozkładają się na kolejnych jedenaście miesięcy.

Gdyby nie ostatnia seria remisów, moglibyśmy mówić o spektakularnych wynikach. A tak: całościowo jest po prostu dobrze. Vuković mógł w tym sezonie tłumaczyć remisy rażącą nieskutecznością swoich zawodników, bo to ona była często powodem tego, że gliwiczanie nie podnosili z boiska kompletu punktów. Dzisiaj? No nie. Piast męczył się z Wartą Poznań i nie kreował sobie za dużo sytuacji, choć akurat napastnik przyniósł lekki powiew optymizmu. Serbski szkoleniowiec wystawił od pierwszej minuty na szpicy Michaela Ameyawa. Wybraliśmy go graczem meczu, ale raczej z braku laku. Zrobił przede wszystkim to, czego wymaga się od napastnika: trafił do siatki. Trudno oceniać, na ile to efekt zmiany pozycji, bo gol padł po stałym fragmencie gry (choć niebezpośrednim, piłka zdążyła jeszcze trochę pofruwać, Ameyaw ewidentnie nie wracał, tylko czekał na szpicy). 

Możliwości Piasta na tej pozycji nie są zbyt duże. Kamil Wilczek leczy poważny uraz. Gabriel Kirejczyk traci ostatnio zaufanie (dziś wszedł, ale wcześniej trzy mecze bez żadnej minuty). Jorge Felix… Vuković upierał się, że widzi go na szpicy, ale ten manewr nie za bardzo się udał (a prób było wiele). No i Ameyaw. Przeszedł na szpicę już w końcówce meczu z Pogonią przed tygodniem i doszedł do najgroźniejszej okazji w spotkaniu (sytuacyjna pięta, ale Cojocaru odbił). Dziś? Pokazał przy golu, że ma w sobie jakiś instynkt snajpera. W innej akcji przytomnie uciekł obrońcom, przyjął piłkę w polu karnym i zgrał do Felixa. Trochę ciągnęło go na skrzydła, ma też swój oczywisty feler – jest kompletnie nieprzydatny w pojedynkach powietrznych.

Reklama

Nie jest więc urodzoną dziewiątką, ale może warto dalej próbować?

Tylko nie tak jak Piast, który próbował, zwłaszcza w drugiej połowie i końcówce, strzelić gola na wagę trzech punktów, ale mu nie wyszło. Najbliżej celu był Dziczek, który wykorzystał chaos w polu karnym i trafił w słupek. Ciężko oglądało się ten mecz. Piast nie wyglądał jak drużyna, która ma jakiś konkretny pomysł. Jeśli zagrażał, to głównie po stałych fragmentach. Warta strzeliła w trzeciej minucie i później dalej była Wartą. Duży udział przy golu drużyny z Poznania miał Michał Chrapek, który chciał zagrać na skrzydło, a podał pod nogi Matuszewskiego. Ten oddał do Szmyta, który poszedł sam na pięciu i rozpędził się tak, że nie dało się go zatrzymać. Młodzieżowiec Warty dopisuje tym samym na swoje konto piątą bramkę w sezonie. I jednocześnie pierwszą z gry.

Vuković wielokrotnie, czy to za pierwszym razem w Legii, czy za drugim, czy na początku w Piaście, był dyskredytowany przez środowisko. Za każdym razem udowadniał, że naprawdę zna się na swojej robocie i osiąga co najmniej przyzwoite rezultaty. Skoro tak efektownie odkleił od siebie łatkę „pana od zapierdalania”, to głupio byłoby przyklejać tak szybko kolejną, czyli „pana od remisów”?

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. FotoPyK

Reklama

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

5 komentarzy

Loading...