Reklama

Nierówna walka o równość – paradoks francuskiej piłki

Maciej Szełęga

Autor:Maciej Szełęga

15 maja 2023, 18:00 • 7 min czytania 77 komentarzy

Postawa graczy Toulouse FC, którzy odmówili gry w trykocie z tęczowym numerem wywołała ostatnimi czasy szeroką dyskusję społeczną. Jedni uważają to za przejaw odwagi, drudzy za akt homofobii. Historia walki o równość we francuskiej piłce jest jednak znacznie dłuższa. I pamięta czasy dyskryminacji, wyzwisk i wzajemnej przemocy na trybunach.

Nierówna walka o równość – paradoks francuskiej piłki

Jak więc (tak naprawdę) przedstawia się kwestia tolerancji nad Sekwaną?

FRANCUSKI TYGIEL
Reklama
– Nie zabrałabym swoich dzieci na taki mecz. Zapytałyby mnie pewnie: mamo, co oni śpiewają? Dyskryminacja na francuskich stadionach to poważny problem i musimy z nim walczyć – przyznała była minister sportu Roxana Maracineanu tuż po obejrzeniu spotkania PSG – Olympique Marsylia.
Był 2019 rok, konflikt między kibicami, a federacją wciąż narastał. Zaledwie miesiąc od rozpoczęcia nowego sezonu, policja odnotowała aż 20 przypadków dyskryminacji i uwłaczających sloganów na meczach Ligue 1 oraz Pucharu Francji.
To dużo, bardzo dużo.
Reklama
„PSG, LFP – pozwólcie, że wam coś zaśpiewam. Pierdolcie się!” – krzyczeli fani Metz na Stade Saint-Symphorien. Chwilę później, w uzupełnieniu przekazu z oryginalnego transparentu: „Wiem, że nie trafię do telewizji, bo moje słowa nie są wystarczająco gejowskie”.
Trafiły. I wywołały tym samym niemałe zamieszanie. Ostatecznie mecz został więc przerwany, a oprawy w pokrętny sposób nawiązujące do piosenki belgijskiej wokalistki, Angele – „Balance ton quoi” zostały usunięte ze stadionu.
Pozostał niesmak.

https://twitter.com/UltrasMadeinFR/status/1167517182835793920?s=20

Szczególnie, że kilka miesięcy wcześniej federacja wprowadziła zmiany w systemie karania niewłaściwych zachowań na obiektach piłkarskich. Zakazy stadionowe nie wystarczały, a gniew narastał. I to nie tylko w Metz…
W Nicei śpiewano „OM – wspieraj drużynę LGBT w walce z homofobią”, co było przytykiem w kierunku działań odwiecznego rywala, Olympique Marsylii. Kibice PSG zarzucali natomiast federacji „ultrasofobię”, wyszydzając tym samym działania na rzecz równości. Logika poszczególnych grup kibicowskich z Paryża przypominała jednak narrację z mema: Obraźliwe przyśpiewki, homofobiczne transparenty i zakłócanie porządku? – I sleep. Ultrasi zostają słusznie ukarani za łamanie francuskiego prawa – Real shit.

Prawdziwe zamieszanie rozpoczęło się po szlagierze OGC Nice – Olympique Marsylia. Wówczas sędzia główny Clement Turpin postanowił wstrzymać grę aż na kilka minut, wysyłając graczy do szatni. Powód? Kontrowersyjne transparenty kibiców gości. Ostatecznie Marsylia wygrała na wyjeździe 2:1, a decyzja arbitra została stosunkowo dobrze przyjęta zarówno przez trenera Patricka Vieirę, jak i i Andre Villasa-Boasa. Nie wszyscy byli jednak tak zgodni.
– Nie możemy przerywać każdego meczu tylko dlatego, że jakiś idiota na trybunach sobie coś ubzdurał. Jak tak dalej pójdzie, to nigdy nie dokończymy spotkania. To jakiś absurd – sugerował wówczas pomocnik Nicei, Wylan Cyprien.
Brak reakcji też jest reakcją. Akurat w tym przypadku, dość niebezpieczną. Ku zaskoczeniu opinii publicznej, w tym samym tonie wypowiedział się ówczesny prezydent federacji – Noel Le Graet. Jego zdaniem, mecze we Francji były przerywane przez arbitrów zdecydowanie zbyt często: – Jeżeli na stadionie jest 30 tysięcy osób, a niespełna dwa tysiące idiotów zachowuje się niepoprawnie, pozostałe 28 tysięcy też ma cierpieć?
Jak widać, pojęcie odpowiedzialności społecznej było wciąż mu obce. Podobnie jak zwrot „konsekwencja”. Graet przez lata pełnił bowiem rolę prezydenta Francuskiego Związku Piłki Nożnej. Miał więc wydatny wpływ na decyzje federacji, podczas gdy ta ustanawiała nowe reguły.
Jednym słowem – śliski typ. Na dodatek z zarzutami o mobbing i molestowanie seksualne, co obnażył tegoroczny raport Ministerstwa Sportu. Zawarte w nim informacje opisują 81-latka jako dobrego fachowca, sprawnie zarządzającego finansami i sukcesem sportowym. Na tym kończą się dobre wieści. Po przesłuchaniu ponad stu osób, jego podejście do kobiet zostało określone jako „problematyczne”, a zachowanie w stosunku do pracowników jako wulgarne, przepełnione agresją i pogardą.
Niezła laurka.

Fakty są jednak takie, że za jego pośrednictwem niechęć do przerywania spotkań znacząco wzrosła we Francji. I to nie tylko wśród kibiców. Najświeższy przykład – federacja nie przyznała arbitrom możliwości wstrzymywania spotkań na krótkie przerwy dla graczy, którzy praktykowali post podczas Ramadanu.
Były piłkarz Rennes, a obecnie Evertonu, Abdoulaye Doucoure wyznał później, że pod tym względem Premier League jest zdecydowanie bardziej otwarta od Ligue 1. Mniej więcej w tym samym czasie, Arnaut Danjuma opisał również Anglię jako najbardziej tolerancyjny kraj, w jakim przyszło mu występować.
No właśnie, tolerancja…
KWESTIA WYBORU?
Na szczęście, po kilku latach naprzemiennych zmian i afer, sytuacja została względnie opanowana. Pomogło w tym zaostrzenie przepisów, wywołane poniekąd przez starcia kibiców Saint-Etienne oraz Auxerre. Już piąty rok z rzędu Ligue 1 współpracuje także z licznymi fundacjami pod hasłem „nosimy tę samą koszulkę”. W okolicach światowego dnia przeciwko homofobii (17 maja), przez jedną kolejkę zawodnicy występują także z tęczowymi numerami na plecach.
W tym roku rekordowa liczba graczy odmówiła jednak swojego udziału w akcji, jednocześnie… opuszczając mecz swojej drużyny. Pod koniec zeszłego sezonu ostał się jedynie Idrissa Gueye. Tym razem odmowy miał jednak udzielić Donatien Gomis (Guingamp, Ligue 2), Mostafa Mohamed z Nantes, a także pięciu graczy Toulouse FC: Zakaria Aboukhlal, Moussa Diarra, Fares Chaibi, Logan Costa oraz nasz stary znajomy – Said Hamulic.

https://twitter.com/Bosnjakkk1/status/1657524578099384321?s=20

Świeżo upieczony triumfator Pucharu Francji już wkrótce odniósł się do sprawy w oficjalnym oświadczeniu: – Z okazji międzynarodowego dnia przeciwdziałania homofobii, klub piłkarski Toulouse FC zmobilizował się do działania przeciwko dyskryminacji społecznej. Niektórzy zawodnicy wyrazili jednak sprzeciw wobec łączenia ich wizerunku z kolorami tęczy reprezentującymi ruch LGBT. Szanując indywidualne decyzje swoich graczy, Toulouse Football Club zdecydowało się nie powoływać wspomnianych zawodników na spotkanie o godzinie 15:00 na stadionie w Tuluzie. Zarząd Toulouse FC pragnie również przypomnieć, że nasze barwy reprezentują gracze z 18 krajów, położonych na 5 kontynentach. Otwartość na świat jest natomiast nierozłączną częścią klubowego DNA. Nasi zawodnicy rekrutowani są ze względu na cechy boiskowe oraz ludzkie, niezależnie od ich przekonań.
Klub znany ze swojej różnorodności, otwartości oraz skautowania zawodników wzdłuż i wszerz globu stał się obiektem dyskusji o tolerancji i homofobii. Koniec końców: zachował się jednak jak najbardziej fair. W przeciwieństwie do Nantes, Tuluza nie przewidziała bowiem kar finansowych.

Co ciekawe, jeszcze tego samego dnia, swój pogląd na sprawę przedstawił także jeden ze wspomnianych graczy – Zakaria Aboukhlal: – Szacunek to wartość, którą bardzo sobie cenię. Dotyczy to również szacunku do moich osobistych przekonań. Właśnie dlatego uważam, że nie jestem odpowiednią osobą do udziału w tej kampanii. Mam również nadzieję, że moja decyzja zostanie przyjęta z szacunkiem – w sposób jaki z nas chciałby być szanowany.
Chat GPT musiał mieć wczoraj naprawdę sporo roboty.

Zdecydowanie najlepiej sytuację przedstawił jednak rzecznik prasowy rządu – Olivier Veran: – Cała ta sytuacja jest do bani. Wstając dzisiaj rano, przeczytałem artykuł, w którym pewien trener tłumaczył, że jego zawodnicy odmówili udziału w akcji ze względu na swoje przekonania. Pragnę jednak zaznaczyć, że homofobia to nie pogląd czy opinia. To wykroczenie.
Liga francuska przeszła naprawdę daleką drogę w kwestii tolerancji. I jest to aspekt, który zdecydowanie warto docenić. Akcje związane z tęczowymi numerami na koszulkach są więc próbą naprawy tego, co przez lata działo się na ulicach, stadionach i wszelkich obszarach związanych z profesjonalną piłką.
To nie promocja homoseksualizmu, lecz apel o tolerancję i równość, który na dodatek powstał w celach charytatywnych. Większość koszulek, w jakich występowali zawodnicy podczas 35. kolejki Ligue 1 zostanie bowiem wystawiona na specjalne aukcje, z których dochód trafi na konta rozmaitych fundacji non-profit – Foot Ensemble, PanamBoyz & Girlz United oraz SOS Homophobia.
Jedna kolejka, zaledwie trzy dni i dziesięć spotkań. Czasami trudno nie odnieść wrażenia, że największą propagandą jest tutaj wyolbrzymianie drobnego, symbolicznego gestu w słusznej sprawie.

W Weszło odpowiada głównie za dział social media, ale w wolnych chwilach nie stroni też od pisania. Doświadczenie w mediach zaczął zbierać jeszcze przed maturą - pracując wówczas dla redakcji Meczyki.pl (choć wszystko zaczęło się od serwisu Futbolowa Rebelia). Tuż po egzaminie został natomiast odkryty przez Mateusza Rokuszewskiego, ówczesnego redaktora naczelnego. Prywatnie kolekcjoner winyli (w większości hip-hopowych), kibic Bodø/Glimt, a także współtwórca trzech przewodników kibica związanych ze skandynawskim futbolem.

Rozwiń

Najnowsze

Francja

Komentarze

77 komentarzy

Loading...