Reklama

A więc tak ma wyglądać Chelsea Todda Boehly’ego?

Patryk Fabisiak

Autor:Patryk Fabisiak

03 kwietnia 2023, 16:41 • 7 min czytania 12 komentarzy

Kto by pomyślał, że po latach wyjątkowych rządów Romana Abramowicza na Stamford Bridge pojawi się jeszcze ciekawszy człowiek, który zapewni kibicom Chelsea jeszcze więcej rozrywki. Todd Boehly kimś takim jest bez wątpienia, a świadczą o tym jego zaskakujące ruchy już na samym początku sprawowania władzy w Londynie. Zwolnienie jednego trenera, wykupienie za 20 milionów funtów i zatrudnienie drugiego trenera, aż w końcu zwolnienie również tego drugiego trenera. A to wszystko z setkami milionów wydanymi na transfery w tle. Tak właśnie wygląda ten nowy, długofalowy plan nowych właścicieli The Blues.

A więc tak ma wyglądać Chelsea Todda Boehly’ego?

Można było przypuszczać, że kibice Chelsea kiedyś zatęsknią za Romanem Abramowiczem, ale pewnie mało kto się spodziewał, że nastąpi to aż tak szybko. Oczywiście Rosjanin jest tym, kim jest, więc skończył dokładnie tak, jak na to zasługiwał. O jego bliskich powiązaniach z Kremlem było wiadomo już od dawna, więc można mieć tylko pretensje, że pozbycie się go nastąpiło dopiero teraz.

W tym całym zamieszaniu nie zależy jednak zapominać, że to dzięki Abramowiczowi Chelsea dołączyła do grona najlepszych klubów nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale w ogóle w całej Europie i to pod jego rządami osiągała największe sukcesy w historii. Nieprzypadkowo kibice The Blues, a przynajmniej jakaś część z nich, broniła Rosjanina po tym, jak brytyjski rząd podjął decyzję o zajęciu jego majątku.

Czy na podobne wsparcie będzie mógł kiedyś liczyć Todd Boehly? Patrząc na jego pierwsze ruchy po przejęciu władzy w Chelsea, należy w to wątpić.

Reklama

Graham Potter nie okazał się zbawicielem

Stało się. Graham Potter wyleciał z roboty, choć jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że ma być fundamentem pod budowę nowej Chelsea. A tak przynajmniej go zapowiadano. Nowi właściciele nie potrafili się porozumieć z poprzednim trenerem Thomasem Tuchelem, który niespecjalnie był skłonny przyjmować bezdyskusyjnie wszystko, co narzuci mu Todd Boehly i jego świta. W tej sytuacji Amerykanie nie mogli sobie pozwolić na taki brak posłuszeństwa, więc nie pozostawało nic innego, jak postawić na swojego człowieka.

Sam wybór Grahama Pottera nie za bardzo wpisywał się w filozofię nowych właścicieli Chelsea, bo patrząc na ich ruchy transferowe już w letnim okienku transferowym, w którym wydali niemal 300 milionów funtów, można było się spodziewać, że zatrudnią kogoś ze znacznie większym nazwiskiem. Jednak skoro żadnego poważnego i wolnego nazwiska nie było na rynku, to postanowiono przynajmniej wydać sporo kasy na wykupienie kogoś mniej znanego. Logiczne.

Tak więc Graham Potter stał się najdrożej wykupionym trenerem w historii piłki, bo zapłacono za niego Brighton około 20 milionów funtów. Na tym nie koniec, bo oczywiście przy okazji podpisano z nim aż pięcioletni kontrakt i namaszczono na budowniczego. Kogoś, kto ma przywrócić Chelsea do europejskiej czołówki i przeprowadzić rewolucję w składzie, mając rzecz jasna na to sporo czasu.

Jak to się skończyło, już wiemy. Potter miał całkiem niezły początek, bo w ten sposób należy oceniać serię dziewięciu pierwszych meczów bez porażki. Faktem jest jednak to, że większość tych spotkań nie wyglądała najlepiej i często bardzo pomagało szczęście. Co ciekawe, pierwsza porażka Anglika w nowym klubie to ta 1:4 z… Brighton. Od tego zaczęło się już pasmo nieszczęść. Nie chodzi o to, że The Blues przegrywali wszystkie mecze, ale nie potrafili zrobić tego najważniejszego, czyli ustabilizować formy. Nie pomogła w tym nawet przerwa mundialowa, po której Chelsea wygrała tylko jedno z pięciu pierwszych spotkań.

Jeszcze wtedy nikt nie bił na alarm, choć pojawiało się coraz więcej wątpliwości. Chelsea spadała coraz niżej w tabeli Premier League, a na dodatek skompromitowała się w FA Cup, przegrywając aż 0:4 z Manchesterem City. Wiadomo było, że Potter będzie potrzebował czasu, ale niepokojące było to, że drużyna, zamiast robić nawet jakieś małe postępy, to raczej wyglądała coraz gorzej.

Szaleństwo transferowe nie pomogło

W poprawie wyników nie pomogło też szalone okienko transferowe, w którym Boehly wydał ponad 300 milionów funtów. Potter nie do końca potrafił zbudować swoich zawodników, nie do końca wychodziło mu też wprowadzanie tych nowych. Próbował ratować sytuację na wszelkie sposoby, często mieszał w swojej koncepcji, ale nie przynosiło to rezultatów. Anglik okazał się po prostu całkowicie nieprzygotowany do tak poważnej roli w tak wielkim klubie. Pytanie tylko, czego w zasadzie oczekiwał od niego Boehly?

Reklama

Amerykanin zasypał Pottera nowymi zawodnikami i chyba liczył na to, że im więcej wyda pieniędzy, tym szybciej maszyna zacznie odpowiednio działać. W historii futbolu nie raz mieliśmy z czymś takim do czynienia i najczęściej wynikało to po prostu z tego, że właściciele zarządzający klubami nie mieli pojęcia o piłce nożnej. Dziś widać, że Boehly cierpi na podobną dolegliwość.

Świadczyć o tym może też sam timing decyzji o zwolnieniu Pottera. Oczywiście doszło do tego po porażce 0:2 z Aston Villą, ale przed tym meczem Chelsea zanotowała jeden remis i trzy zwycięstwa. Do tego pamiętajmy, że sobotnie starcie z The Villans było pierwszym po przerwie reprezentacyjnej, a jeśli już dochodzi do zmian trenerskich, to najczęściej przed tą przerwą. Wiadomo, że spora część zawodników The Blues wtedy wyjeżdża do swoich krajów, ale nie wszyscy. Poza tym nowy szkoleniowiec sam miałby więcej czasu na przyzwyczajenie się do nowych realiów.

Oczywiście pomimo trudnych warunków pracy nie da się całkowicie obronić Pottera. W zasadzie nie da się wyciągnąć jakiegokolwiek pozytywu z jego pobytu na Stamford Bridge. Jego kadencja to całkowicie stracony czas, a on sam zapisze się w historii klubu jako najsłabszy trener w XXI wieku. Żaden ze szkoleniowców Chelsea, który poprowadził drużynę w co najmniej 20 meczach Premier League w tym stuleciu nie miał gorszej średniej ligowych punktów. W przypadku Anglika jest to zaledwie 1,27 punktu na mecz, co zrównuje go z Glennem Hoddlem, ale jest gorszym wynikiem choćby od Ruuda Gulita czy Franka Lamparda, którzy są wspominani jako wielkie trenerskie porażki.

Boehly przebił Abramowicza

Todd Boehly zaliczył więc spektakularną porażkę już na samym początku swoich rządów i udowodnił to, czego część kibiców się obawiała, czyli całkowitego braku kompetencji do zarządzania klubem piłkarskim. Zaczął od wyrzucenia z klubu niemal wszystkich pracowników z pionu sportowego na czele z Petrem Cechem, co na pewno nie pomogło w odpowiednim rozeznaniu się w realiach. Nie zdecydował się na zwolnienie Thomasa Tuchela latem, choć od początku pomiędzy oboma panami nie było chemii. Do tego przepracował całe letnie okienko transferowe, konsultując je z Niemcem i sprowadzając mu takich zawodników jak Aubameyang tylko po to, żeby już we wrześniu go zwolnić. I to były pierwsze i zdecydowanie najgorsze decyzje nowego właściciela, które rozpoczęły serię porażek i błędów.

Nie należało zwalniać Tuchela, choć oczywiście trudno współpracować z kimś, z kim nie nadaje się na tych samych falach. Jednak jeżeli już nie było możliwości wspólnego działania z Niemcem, to trzeba było się wstrzymać przynajmniej do momentu, aż zwolni się jakiś inny topowy trener. Umówmy się, że powierzanie misji budowy niemal od podstaw drużyny w takim klubie jak Chelsea takiemu nieopierzonemu trenerowi jak Potter, nie było najlepszym pomysłem.

Z całej tej skomplikowanej sytuacji w Chelsea zwycięsko wyszedł chyba tylko Thomas Tuchel. Właśnie dostał posadę w Bayernie Monachium, który jest zdecydowanie lepiej poukładanym klubem niż ten, w którym pracował wcześniej. Potter raczej nie będzie miał problemu ze znalezieniem nowej pracy, ale kolejnej szansy w topowym klubie szybko nie dostanie. Najgorzej wyszedł na tym Boehly, który pokazał, że zupełnie nie panuje nad sytuacją. Znamienne niech będzie, że przebił już Abramowicza, który zawsze był znany z tego, że ma krótki lont, ale nigdy dwóch trenerów w jednym sezonie nie zwolnił. Amerykanin dokonał tego już na samym początku.

Najciekawsze jest teraz to, jaki będzie kolejny krok właściciela Chelsea. Być może nauczy się na własnych błędach, a być może nawet już to zrobił, bo nietrudno odnieść wrażenia, że timing zwolnienia Pottera łączy się z niespodziewanym zwolnieniem Juliana Nagelsmanna z Bayernu. Szczególnie jeżeli przypomnimy sobie, że dyrektorem technicznym Chelsea jest od niedawna Christopher Vivell, który wcześniej pełnił tę samą funkcję w RB Lipsk i przez lata współpracował z niemieckim szkoleniowcem.

Nie wiemy, co teraz zrobi Boehly, ale przynajmniej wiemy już, jak mogą wyglądać jego rządy. Spokoju na pewno nie będzie, a przecież nie było go już za czasów Abramowicza. Jeżeli kibice Chelsea chcieli w końcu większej stabilizacji, to muszą raczej poczekać do kolejnych przetasowań właścicielskich.

Czytaj więcej o Premier League:

Fot. Newspix

Urodzony w 1998 roku. Warszawiak z wyboru i zamiłowania, kaliszanin z urodzenia. Wierny kibic potężnego KKS-u Kalisz, który w niedalekiej przyszłości zagra w Ekstraklasie. Brytyjska dusza i fanatyk wyspiarskiego futbolu na każdym poziomie. Nieśmiało spogląda w kierunku polskiej piłki, ale to jednak nie to samo, co chłodny, deszczowy wieczór w Stoke. Nie ogranicza się jednak tylko do futbolu. Charakteryzuje go nieograniczona miłość do boksu i żużla. Sporo podróżuje, a przynajmniej bardzo by chciał. Poza sportem interesuje się w zasadzie wszystkim. Polityka go irytuje, ale i tak wciąż się jej przygląda. Fascynuje go… Polska. Kocha polskie kino, polską literaturę i polską muzykę. Kiedyś napisze powieść – długą, ale nie nudną. I oczywiście z fabułą osadzoną w polskich realiach.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Anglia

Komentarze

12 komentarzy

Loading...