Reklama

Holenderska wtyka odżyła w Bawarii. De Ligt znowu może być wielki

Szymon Piórek

Autor:Szymon Piórek

01 kwietnia 2023, 14:05 • 6 min czytania 5 komentarzy

W holenderskiej kadrze debiutował już jako 17-latek. Z Ajaksem Amsterdam dotarł do półfinału Ligi Mistrzów, gdy miał 19 lat. Zabijały się o niego największe kluby na świecie. Wybrał Turyn. W Juventusie jego kariera stanęła, nie czuł się tam dobrze, dlatego odszedł, przy okazji pomagając prokuraturze w ukaraniu klubu. Trafił do Monachium, gdzie początkowo można było go odbierać jako transferową wpadkę, ale w ostatnich tygodniach urósł do miana podstawowego środkowego obrońcy Bayernu. Dobra, ofiarna postawa Matthijsa de Ligta może być kluczowa w kontekście walki o mistrzostwo Niemiec.

Holenderska wtyka odżyła w Bawarii. De Ligt znowu może być wielki

Końcówka pierwszej połowy rewanżowego spotkania Ligi Mistrzów. Na zegarze stadionu w Monachium widnieje bezbramkowy remis. Bliżej awansu znajduje się Bayern, który pokonał PSG 1:0 w pierwszym meczu. Yann Sommer popełnia jednak kardynalny błąd. Pod naciskiem Kyliana Mbappe traci piłkę we własnym polu karnym. Ta trafia do Vitinhii, który ma pustą bramkę przed sobą. Strzela, ale w ostatniej chwili z linii wybija ją wślizgiem Matthijs de Ligt. Po raz drugi w spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów ratuje Die Roten przed stratą gola. Po przerwie Bawarczycy kontrolują już grę, pokonując paryżan 2:0, przypieczętowując swój awans. Nie obyłby się on jednak bez holenderskiego obrońcy.

Ciężarówka czekoladek

– Jest wielu obrońców, którzy przestaliby biec i stwierdziliby, że to koniec. Dziewięciu na dziesięciu zostałoby na swoim miejscu. De Ligt do nich nie należy – powiedział po meczu przed kamerami DAZN Julian Nagelsmann, ówczesny szkoleniowiec Bayernu.

– To niesamowite, co zrobił Matthijs. Pod jego drzwi wyślę ciężarówkę szwajcarskich czekoladek. Niewiarygodne, w jakich ramach on myśli. Uratował mnie. Oczywiście, że ta sytuacja nie wyglądałaby wesoło, gdyby nie udało mu się wybić tej piłki – dodał Yann Sommer, którego błąd naprawił Holender.

I rzeczywiście pod drzwiami domu De Ligta zajechała ciężarówka szwajcarskich czekoladek, które są osłodą dla 23-letniego obrońcy. Ostatnie miesiące go nie rozpieszczały. Po transferze do Juventusu zupełnie się nie odnalazł. Musiał mierzyć się z krytyką. Zamiast dojrzewać przy takich obrońcach jak Giorgio Chiellini czy Leonardo Bonucci, cofnął się w rozwoju. Zaczął popełniać coraz więcej błędów indywidualnych. Zupełnie nie pasował mu sposób gry preferowany przez Starą Damę.

Reklama

Obrońca obrońcy nierówny

Dodatkowo zatracił pewność siebie, którą budował prostymi zagraniami. Kilka krótkich, celnych podań po ziemi, wygrany pojedynek powietrzny i stopniowo Holender potrafił zdziałać więcej. W Turynie nie miał na to miejsca. Często musiał radzić sobie w rywalizacji jeden na jeden z napastnikami. Po przejęciu szybko pozbywał się piłki, oddając ją pomocnikom. Ustawiano go również bliżej lewej strony boiska, choć lepiej posługuje się prawą nogą. Dobrym przykładem na nieporadność de Ligta były stałe fragmenty gry.

– Juventus wpuszczał wiele bramek z rzutów rożnych, ponieważ stosował krycie strefowe, a nie tradycyjne, jeden na jeden, co było dużą częścią całej strategii obronnej Allegriego. Zawodnicy popełniali przy tym wiele błędów, a wśród tych wszystkich problemów wyróżniał się de Ligt. Nie sądzę jednak, żeby to była wyłącznie jego wina – stwierdził na łamach Bleacher Report Filippo Conticello z „La Gazzetta dello Sport”. Swoją teorią podzielił się również Jan-Hermen de Bruijn, redaktor naczelny holenderskiego magazynu piłkarskiego ELF Voetbal.

– W Holandii obrońca jest pierwszym atakującym. We Włoszech obrońca to obrońca, co jest zupełnie inną koncepcją. W Holandii każdy atak zaczyna się od sześciu lub siedmiu podań w obronie, a następnie przechodzi się do przodu, zdobywa się teren, szuka dobrej pozycji. Z tego powodu w Ajaksie dotykał piłki znacznie częściej. Natomiast we Włoszech oczekuje się, że obrońca wygra piłkę i odda ją pomocnikowi. Dopiero wtedy zaczyna się atak. To zupełnie inna kultura – wyjaśnił de Bruijn.

Niedopasowany

Przechodząc do Bayernu, ponownie powrócił do stylu podobnego, który prezentował Ajax, co obrazuje poniższa statystyka średniej liczby podań wykonywanych w lidze w poszczególnych klubach.

  • Ajax Amsterdam (dwa pełne sezony) – 64,8 podań na mecz
  • Juventus – 57,3 podań na mecz
  • Bayern Monachium – 62,9 podań na mecz

W Juventusie nie mógł już bazować w tak dużym stopniu na grze na wyprzedzenie, a musiał trzymać się swoich stref. Wyraźnie zmalały jego współczynniki odbiorów i wybić, natomiast wzrosła liczba popełnionych fauli. Odebrano mu atut w postaci gry w kontrakcie i sprytu, a zamknięto w ramy ciągłych pojedynków jeden na jeden, z którymi radził sobie dość przeciętnie. Nie był to jednak jedyny i determinujący odejście z Turynu czynnik.

– W Ajaksie byłem kapitanem. Miałem wrażenie, że muszę przewodzić zespołowi. Być jego liderem. A w Juventusie trafiłem do drużyny pełnej legend. Mi jako 19-latkowi ciężko było wyrazić siebie. Wydaje mi się, że nie byłem w pełni sobą – powiedział de Ligt na łamach ESPN.

Reklama

Holenderska wtyka

Stwierdził to jednak, jak już znajdował się w Bayernie. Można powiedzieć, że po części był już kryty i nieprzypadkowo używamy tego słowa bowiem to on pozostaje jedną z głównych zeznających osób w prokuraturze przeciwko Juventusowi i jego kreatywnej księgowości. Obrońca rozpoczął współpracę z organami ścigania, po tym jak już opuścił Turyn. Udostępnił zdjęcia rozmów wewnątrz drużyny, która w dobie pandemii miała otrzymywać na papierze mniejsze wynagrodzenia, a pozostałą część „pod stołem”. Właśnie m.in. z tego powodu Stara Dama została ukarana odjęciem 15 punktów w lidze. Mimo to de Ligt wciąż utrzymuje, że w jego kontekście mówi się nieprawdę i dalej kibicuje Juventusowi.

– Juventus? Zawsze go śledzę. Dla mnie to świetny klub. Mówiono rzeczy, które nie są prawdą, rozumiem fanów, ale nigdy nie mówiłem źle o Juventusie. Mam mnóstwo miłości do barw Juve i jego fanów. Przychodzą na stadion, choć ostatnio drużynie nie idzie najlepiej, ale mam nadzieję, że w nadchodzących miesiącach zdobędą kolejne trofea – stwierdził De Ligt dla Sky Sports. Wydaje się jednak, że ta miłość jest nieodwzajemniona.

Holender nie musi się tym przejmować, bo coraz cieplej jest przyjmowany przez fanów Bayernu. Zawodnik odżył w Monachium. Trener Julian Nagelsmann mu zaufał. Dawał coraz więcej szans, a w regularnej grze pomogło mu również nieszczęście Lucasa Hernandeza, który nabawił się poważnej kontuzji podczas mundialu. Jego wybicie piłki z linii w meczu z PSG nie było jedynym podobnym w tym sezonie. Już kilkukrotnie pokazał się w tak efektownych akcjach defensywnych. Gra z poświęceniem. Najczęściej w Bayernie blokuje uderzenia rywali i wybija piłkę. Coraz lepiej radzi sobie również pod bramką rywala.

Kolejny stracony tytuł?

Mimo to wciąż przy jego nazwisku pojawia się kilka znaków zapytania. Przede wszystkim jak poradzi sobie u Thomasa Tuchela i w nowej formacji, którą zapowiada szkoleniowiec. De Ligt nie ukrywał, że wiadomość o zwolnieniu Nagelsmanna nim wstrząsnęła. – Było to ciężko przełknąć. Wysłałem mu wiadomość z podziękowaniami za wszystko, czego mnie nauczył. Bardzo chciał mnie w klubie i był bardzo ważny dla mnie. W ciągu ostatnich kilku miesięcy poczyniłem ważne kroki w swoim rozwoju – stwierdził po meczu reprezentacji Holandii z Gibraltarem.

Wciąż brakuje mu również ustabilizowania formy. W jednym meczu potrafi zdobyć efektowną bramkę, by za chwilę spóźnić się z kryciem, jak stało się w starciu ze Stuttgartem. Zauważył to również były obrońca Bayernu – Holger Badstuber. – Zrobił świetną robotę, wybijając piłkę w tej akcji, ale to tylko jedna scena z 95 minuty spotkania. Ciężko mi powiedzieć o nim, że jest szefem defensywy. Jest zbyt niestabilny przez cały sezon. Mówi, że chce być szefem, ale ja tego nie widzę – wyjaśnił były zawodnik na łamach watson.de.

Mimo to De Ligtowi coraz bliżej do powrotu do formy sprzed transferu do Juventusu. W meczu z Borussią Dortmund Bayernowi będzie potrzebny obrońca właśnie w takiej dyspozycji. W przeciwnym razie mistrzostwo Niemiec może znacząco oddalić się od Bawarczyków. Tym samym może znaleźć się w kolejnej, po Starej Damie, drużynie, która po wielu latach skutecznych obron, straci tytuł.

WIĘCEJ O NIEMIECKIM FUTBOLU:

Fot. Newspix

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

W poszukiwaniu straconego czasu. Czy Niemców stać na wygranie Euro?

Michał Trela
0
W poszukiwaniu straconego czasu. Czy Niemców stać na wygranie Euro?

Niemcy

EURO 2024

W poszukiwaniu straconego czasu. Czy Niemców stać na wygranie Euro?

Michał Trela
0
W poszukiwaniu straconego czasu. Czy Niemców stać na wygranie Euro?

Komentarze

5 komentarzy

Loading...