Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Regres Raphinhi i kryzys skrzydłowych Barcelony

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

10 października 2022, 15:52 • 4 min czytania 15 komentarzy

Jeden gol głową na pustą bramkę i jedna asysta przy golu Roberta Lewandowskiego. Gdyby powiedzieć komuś, że to cały dorobek piłkarza pokroju Sergiego Roberto czy Hectora Bellerina na początku sezonu, absolutnie nikt nie mógłby być zdziwiony. Sęk w tym, że tak wyglądają statystyki jegomościa, którego latem Barcelona kupiła za ponad 50 mln euro. Owszem, to, co wpada do sieci, nie jest jedynym wyznacznikiem klasy i przydatności zawodnika w zespole. Ale jeśli jesteś skrzydłowym, szczególnie takim jak Raphinha, oczekiwania są większe. A Brazylijczyk, przynajmniej na razie, nie do końca potrafi im sprostać. 

Regres Raphinhi i kryzys skrzydłowych Barcelony

Powiedzmy sobie wprost: na pełną ocenę tego transferu trzeba poczekać chociaż jeden sezon. Nie każdy po przenosinach do stolicy Katalonii od razu był kozakiem, ale niemrawość Raphinhi może niepokoić kibiców. Właściwie każdy nowy Brazylijczyk po Neymarze, który ma w sobie jakąś namiastkę magii, budzi mieszanie uczucia po transferze do “Dumy Katalonii”. Na myśl od razu przychodzi Phillipe Coutinho, ale jego przypadek był trochę inny: to jednak piłkarz z wyższej półki. Nie gość z ekipy walczącej o spadek w Premier League z nikłym doświadczeniem na poziomie europejskim. 

Raphinha. Gwiazda Leeds wyrusza na podbój ligi hiszpańskiej

Raphinha w Barcelonie – gdzie ta magia? 

Mimo wszystko Raphinha potrafił zachwycać. Na jego grę patrzyło się z przyjemnością, ale przede wszystkim w czasie, gdy Barca rozgrywała mecze w ramach presezonu. Otwarcie ligowego sezonu Brazylijczyk też miał całkiem fajne, co pokazywały nie tylko statystyki. Po prostu widać było, że napędza go pewność siebie i swego rodzaju fantazja, świeżość, optymizm.  

W trzeciej kolejce La Liga – asysta z Realem Valladolid. Tydzień później – gol z Sevillą i naprawdę dobre zawody. Do tego 25-latek potrafił dorzucić jeszcze asystę drugiego stopnia, dodawał coś od siebie w kreowaniu akcji ofensywnych na wcześniejszych etapach. Wszystko wskazywało na to, że do stylu gry Barcelony pod wodzą Xaviego dopasuje się idealnie. O ile to nadal może być prawda, o tyle w ostatnich tygodniach Raphinha nie ma już tego blasku. Przegrywa pojedynki z rywalami na potęgę, oddaje mało strzałów z dystansu, często w meczu jest bezużyteczny. Częściej zawodzi, niż wywołuje pozytywne emocje. 

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Ktoś zaraz powie, że w podobnym tonie można wypowiedzieć się o Dembele. Jasne, Francuz też potrafi irytować, może nawet bardziej niż Raphinha. Ale w jego przypadku chaos i dziesiątki strat piłki w trakcie spotkania potrafią w tym jednym momencie przekuć się na gola. W przeciwieństwie do Brazylijczyka Ousmane “nie zamyka się w sobie”, kiedy obrońca blokuje go raz, drugi, trzeci czy czwarty. To zasadnicza różnica. Raphinha jest inteligentny piłkarsko, Dembele z pewnością mniej, ale to ten pierwszy generuje potencjalnie mniejsze zagrożenie, kiedy z biegiem meczu mu nie idzie. Czasami da się nawet odnieść wrażenie, że jest za bardzo przewidywalny. A co jest pewne: jakiś regres względem pierwszych tygodni sezonu zaliczył. Nie większy niż taki Ferran Torres względem poprzedniej kampanii – zresztą to osobny przypadek – ale jednak.

Regres zaliczyli także inni

Inna sprawa to fakt, że generalnie skrzydłowi Barcelony są obecnie bez formy. Jeśli ktoś się wybija, to bardziej ponad przeciętność, a nie dlatego, że jest w kosmicznej dyspozycji. Mamy październik, kluczowy miesiąc dla losów całego sezonu, a także Ansu Fati i Ferran Torres nie dają żadnej pewności, że strzelą gola czy poślą fajną piłkę do Lewandowskiego.  

Może słowo “dramat” to za dużo, ale brak dobrobytu w samej jakości zaczął Barcelonie mocno doskwierać. Mimo że Xavi posiada prawie pełny wachlarz możliwości w ofensywie (tylko Depay niedostępny), jego drużyna wygląda przez długie fragmenty ostatnich starć w taki sposób, że aż przypomina się kadencja Ronalda Koemana. Już bez Messiego, a z Abde czy Roberto na skrzydłach. 

Ostatnich pięć meczów Barcelony: 

  • Dembele: 0 goli/0 asyst 
  • Raphinha: 0/0 
  • Fati: 0/1 
  • Ferran Torres: 0/0 

Jeśli to ogólna tendencja, niby można Raphinhę jakoś usprawiedliwiać. Nie jest bowiem jedynym piłkarzem, który nie gra na miarę swoich możliwości. Ale i tak – właśnie w takich chwilach można poznać topowych zawodników. Gdy reszcie nie idzie, ty bierzesz piłkę i starasz się zrobić coś z niczego. Brazylijczykowi tego ewidentnie brakuje. 

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Jeśli obraz jego gry dalej będzie wyglądał tak samo, nie zdziwi nas okres, w którym Xavi będzie dawał mu mniej minut. Ba, jeśli ogólny obraz tej bryndzy nie ulegnie zmianie, niewykluczone, że Barcelona prędko i zaskakująco zostanie ofiarą katastrofy na własne życzenie, którą byłby brak awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Przypomnijmy: za dwa dni mecz z Interem Mediolan na Camp Nou. 

WIĘCEJ O HISZPAŃSKIM FUTBOLU:

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gitara, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” na WeszłoTV i Weszłopolscy” w Kanale Sportowym. Często w bluzie… Naruto.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Mistrz Polski pisze, że jest średniakiem. Dla Legii czy Lecha to odwaga nie do pomyślenia

Wojtek Kowalczyk
13
Mistrz Polski pisze, że jest średniakiem. Dla Legii czy Lecha to odwaga nie do pomyślenia

Hiszpania

Ekstraklasa

Mistrz Polski pisze, że jest średniakiem. Dla Legii czy Lecha to odwaga nie do pomyślenia

Wojtek Kowalczyk
13
Mistrz Polski pisze, że jest średniakiem. Dla Legii czy Lecha to odwaga nie do pomyślenia

Komentarze

15 komentarzy

Loading...