Reklama

Piasecki: Napastnik w Rakowie ma dużo więcej zadań niż tylko strzelanie goli

Maciej Wąsowski

Autor:Maciej Wąsowski

28 września 2022, 09:43 • 12 min czytania 31 komentarzy

Jak na razie w tym sezonie Ekstraklasy strzelił najładniejszego gola. W meczu Rakowa z Radomiakiem popisał się efektownymi nożycami. Rok temu również jego trafienie przewrotką zostało uznane bramką sezonu. Porozmawialiśmy z Fabianem Piaseckim m.in. o tym, skąd wziął się u niego patent na tak piękne trafienia. Było to też o jego przełomowych momentach w karierze, rywalizacji wśród napastników Rakowa i specyficznej taktyce, w której napastnicy muszą uczyć się wszystkiego od nowa. 27-latek przyznał, że w jego poprzednich klubach jako „dziewiątka” w zasadzie nie miał jasnych taktycznych zadań. – Nikt mi nie tłumaczył jak mam się poruszać. Biegałem tak, jak czułem, że mam to robić. Myślę, że to jest generalnie większy problem i to całego szkolenia w Polsce – podkreślił napastnik wicemistrzów Polski, który jak się okazuje do częstochowskiego klubu mógł już trafić wcześniej i to dwukrotnie. Zapraszamy na całą rozmowę.

Piasecki: Napastnik w Rakowie ma dużo więcej zadań niż tylko strzelanie goli

Co jest ważniejsze dla napastnika, strzelić efektownego gola jak ten z Radomiakiem (3:0) czy może zdobyć bramkę decydującą o zwycięstwie?

Fabian Piasecki (napastnik Rakowa Częstochowa): Każdy gol jest istotny, zarówno ten ładny jak i tak rozstrzygający. Ten, którego strzeliłem dla Śląska w meczu z Piastem (1:1 – przy. red.) był jednocześnie efektowny i dość istotny. To było uderzenie przewrotką i to w doliczonym czasie gry. Tamto trafienie dało remis. Jakbym jednak miał wybierać, zdecydowałbym się na to, żeby strzelać niekonicznie ładne gole, a takie które o czymś decydują. Najlepiej byłoby strzelać efektownie i decydująco, ale nie zawsze się tak da.

Jeżeli chodzi o walory estetyczne czy artystyczne to bardziej cenisz wspomniane trafienie dla Śląska z Piastem czy ostatnie w meczu Rakowa z Radomiakiem?

Reklama

Ten gol teraz w Częstochowie był trudniejszy do wykonania. Poziom trudności był wyższy. Musiałem się trochę cofać, żeby odpowiednio trafić piłkę. Nie byłem też w świetle bramki, a trochę bardziej z boku. W tej całej sytuacji musiałem też odpowiednio złożyć się do uderzenia. Zdawałem sobie sprawę, że muszę dość mocno strzelić.

Mamma Mia! Co to był za gol Piaseckiego! Piękna przewrotka [WIDEO]

Przy takich ekwilibrystycznych strzałach, wizualizujesz sobie chwilę wcześniej, co musisz zrobić? Czy może decyzję podejmujesz w ostatniej chwili?

Z Radomiakiem widziałem, że piłka leci w moją stronę i jest na dobrej wysokości. Jednocześnie trochę uciekłem spod krycia obrońców i wiedziałem, że nikogo za mną nie ma. To wszystko sprawiło, że podjąłem decyzję o złożeniu się do takiego strzału. Jakoś specjalnie nad tym nie myślałem. Po prostu wykorzystałem odpowiednią chwilę i trochę miejsca.

Przy takich uderzeniach w ogóle się celuje?

Nie. Nie da się. Najważniejsze jest odpowiednie złożenie i trafienie w piłkę. Później jest już tylko: „Niech się dzieje wola nieba”. Czasami wychodzi i to idealnie, tak jak z Radomiakiem.

Reklama

Zawsze miałeś predyspozycje do takich strzałów z przewrotki czy nożyc?

Odkąd pamiętam próbowałem takich uderzeń. Za małolata jak się grało z kolegami na boisku, to często składałem się do przewrotki. Czasami nawet jak sam ćwiczyłem, to podrzucałem piłkę i próbowałem. Od najmłodszych lat. Takie strzały od zawsze mnie jarały. Pamiętam, że kiedyś Ronaldinho w Barcelonie przyjął sobie piłkę na klatkę piersiową i później uderzył przewrotką. Jak byłem młodszy to oglądałem kompilacje najładniejszych bramek, a następnie próbowałem odwzorować to samemu. Pewnie sporo dzieciaków tak robi.

fabian-piasecki-gol-przewrotka

Ale ktoś ci powiedział, że masz predyspozycje do przewrotek? Nauczyciel na lekcjach WF-u mówił, że masz jakieś zdolności akrobatyczne?

Nie, absolutnie nie. Jak jeszcze nie potrafiłem normalnie kapkować (żonglować – przyp. red.) to normalnie rzucałem sobie piłkę do góry i starałem się złożyć do przewrotki. Fajnie, że teraz jak jestem starszy mogę zrobić z tego użytek.

W Ekstraklasie masz już rozegranych 100 meczów, a w najwyższej klasie rozgrywkowej debiutowałeś jako 20-latek w 2015 roku, jeszcze w barwach Górnika Zabrze. W tym klubie nigdy jednak na dobre nie zaistniałeś. Byłeś później w Olimpii Zambrów, Miedzi Legnica czy Zagłębiu Sosnowiec. Czas spędzony, z którym z tych zespołów był dla ciebie przełomowy?

Mój pobyt w Sosnowcu był bardzo istotny. To był sezon 2019/20. Strzeliłem wtedy 17 goli i zostałem królem strzelców 1. ligi. Ważny był też czas, który spędziłem w Olimpii Zambrów (2016/17 – przyp. red.). Tam w końcu grałem na swojej pozycji, czyli „dziewiątce”. To była 2. liga. Zdobyłem kilka ważnych bramek (13 trafień w 28 występach – przyp. red.). W Miedzi Legnica przez dwa lata zupełnie nie grałem jako napastnik i właśnie w Zagłębiu Sosnowiec znów byłem ustawiany jako najbardziej wysunięty zawodnik. To moja optymalna pozycja. Wtedy zacząłem łapać różne automatyzmy, które musi mieć „dziewiątka”. Później wszystko ułożyło się tak, że trafiłem do Śląska. Tam nie było łatwo, bo nie dostawałem zbyt wiele czasu na grę. We Wrocławiu początek był niezły. W debiucie w lidze strzeliłem gola z Piastem Gliwice (2:0 – przyp. red.), a wcześniej w Pucharze Polski z ŁKS-em Łódź (2:2, karne 4:1 – przyp. red.) miałem asystę. Ogólnie w Śląsku nie było jednak tak kolorowo. Brakowało mi przede wszystkim minut. Trudno było mi złapać stabilizację. Nie miałem też odpowiedniego zaufania u trenerów. Chciałem co mecz pomóc drużynie, dołożyć bramkę czy asystę, a nie zawsze miałem do tego okazję. Dopiero na wypożyczeniu w Stali Mielec otrzymałem większe zaufanie.

Teraz w Rakowie twoja sytuacja też nie jest łatwa, bo trener Marek Papszun mocno rotuje napastnikami. Patrząc po minutach najwięcej gra Vladislavs Gutkovskis (15 meczów, 826 minut, 2 gole i 1 asysty we wszystkich rozgrywkach), później jesteś ty (11 spotkań, 461 minut, 4 bramki i 2 asysty), a następnie Sebastian Musiolik (11 występów, 343 minuty, bez gola i asysty). Was jest trzech, a miejsce dla napastnika w taktyce trenera Papszuna jest tylko jedno…

Przed przejściem do Rakowa rozmawiałem z trenerem Papszunem i otwarcie mówił jak będzie. Kiedy do mnie dzwonił i namawiał na transfer, to pytałem go czy jest hierarchia wśród napastników i jak wygląda rywalizacja. Trener powiedział wtedy, że u niego nie ma stawiania tylko na jedną „dziewiątkę” przez cały rok. Zalecił mi sprawdzić, jak wyglądał rozkład minut na napastników podczas jego wszystkich sezonów w Rakowie. Ta rotacja trwa w klubie już od dawna. W konkretnym momencie gra ten zawodnik, który w danej chwili jest w najwyższej formie. Trzeba jednak pamiętać, że w Rakowie nawet jak napastnik dostanie 20 czy 30 minut, to będzie miał w meczu swoje sytuacje. Kwestia jest tego czy uda się je wykorzystać. Koledzy z zespołu je stworzą. Wszystko co mówił mi trener Papszun przed transferem jak na razie się sprawdza.

Wielu zawodników przychodzących do Rakowa podkreśla, że trzeba trochę od nowa uczyć się poruszania bez piłki. Często mówią to przede wszystkim nowi pomocnicy wchodzący do drużyny. A jak to wygląda z perspektywy napastnika, jest podobnie?

Powiem więcej, w Rakowie trzeba się uczyć taktyki zupełnie od nowa. Są też konkretne zachowania i schematy poruszania się. Każdy ma jasno wytyczone zadania na boisku w zależności od konkretnej sytuacji czy strefy, w której jest akurat piłka. Takich niuansów taktycznych jest naprawdę dużo. Dotyczy to ofensywy i defensywy. Wszystko zależy od zawodnika, kiedy to wszystko załapie. Myślę, że to jest warunek wejścia do tak funkcjonującego zespołu jak Raków. W innym przypadku mogą być problemy z regularną grą. Napastnik ma w tej drużynie dużo więcej zadań niż tylko strzelanie goli. Dotyczy to zwłaszcza gry w obronie.

Jeżeli jesteśmy przy taktyce, to często jeżeli chodzi o twoją osobę pojawia się opinia, że jesteś napastnikiem, który w skali naszej ligi jest świetnie wyszkolony technicznie, ale ma problemy ze zrozumieniem taktyki. Coś w tym faktycznie jest czy to może krzywdząca opinia?

Pewnie najczęściej tak mówią o mnie byli trenerzy. Skoro pojawiają się takie głosy, to coś w tym musiało być. Odbiję trochę piłeczkę, bo z takim poziomem taktycznym jak w Rakowie jeszcze się nie spotkałem. W innych klubach jak grałem to wszystko opierało się na intuicji, instynkcie napastnika i mojej własnej inwencji. Nikt mi nie tłumaczył jak mam się poruszać. Biegałem tak, jak czułem, że mam to robić. Myślę, że to jest generalnie większy problem i to całego szkolenia w Polsce. Być może teraz jest lepiej. Kiedy ja byłem trampkarzem czy juniorem nikt nas nie uczył taktyki i poruszania się po boisku, zwłaszcza w momencie, kiedy się broniło.

Chodzi o przesuwanie w fazie bronienia czy moment, w którym jako napastnik musisz wyskoczyć do pressingu?

Przesuwanie było w każdej drużynie i u każdego trenera. W rozumieniu taktyki chodzi właśnie o wybranie odpowiedniego momentu do przesunięcia czy momentu doskoku i postawienia wysokiego pressingu. To są szczegóły, które dają przewagę. Przeciwnicy mają bardzo duży problem, kiedy cały zespół wie, w którym momencie ma podejść do pressingu. To na pewno duża siła naszej drużyny.

Do Rakowa trafiłeś latem, ale wiem, że blisko transferu było już zimą. Słyszałem, że kiedy wróciłeś do Śląska z wypożyczenia do Stali Mielec był pomysł, w którym częstochowski klub wykupiłby cię z Wrocławia i od razu później miałeś być ponownie wypożyczony do Stali, ale już z Rakowa. Faktycznie był taki plan?

Dokładnie miało być tak jak mówisz. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, bo wtedy Śląsk i Raków nie dogadały się, co do kwestii odstępnego. Pomysł, o którym wspomniałeś zrodził si w momencie, kiedy okazało się, że Stal nie ma pieniędzy na wykupienie mnie ze Śląska. Raków wtedy wszedł do gry, ale finalnie nie doszło to do skutku i wiosnę poprzedniego sezonu spędziłem jeszcze we Wrocławiu.

To był pierwszy raz, kiedy Raków o ciebie pytał? Pasujesz do profilu napastnika, który mają w tym klubie: silny, wysoki i wybiegany…

Na pewno interesowali się mną jak byłem w Olimpii Zambrów. To był sezon 2016/17. Raków wygrał wtedy rozgrywki 2. ligi. My spadliśmy, ale pamiętam, że strzeliłem gola w Częstochowie (1:1 – przyp. red.). Z tego co wiem, trener Papszun chciał mnie wtedy ściągnąć.

fabian-piasecki-i-trener-rakowa-marek-papszun

W Rakowie to się często powtarza, że do klubu trafiają zawodnicy, którymi wcześniej się interesowano. Tak było z Franem Tudorem, Milanem Rundiciem czy Bartoszem Nowakiem.

To tylko świadczy o tym, że trener ma oko do piłkarzy. Wie też o tym jakich zawodników potrzebuje do swojego stylu gry. To że wcześniej chciał już Bartka Nowaka czy innych graczy, a nie udało się ich ściągnąć, to nie oznacza, że z kogoś zupełnie rezygnuje. Cieszę, że trener Papszun przypomniał sobie o mnie.

Jak z twojej perspektywy wyglądało to odpadnięcie z eliminacji Ligi Konferencji? Wygraliście pięć z sześciu meczów. Wszystko zniweczył gol Slavii Praga (2:0) z doliczonego czasu dogrywki. Jak zareagowaliście na to w szatni?

Każdy z nas liczył na to, że będzie mógł pokazać się w fazie grupowej Ligi Konferencji. To była też szansa, żeby spotkać się z klasowymi przeciwnikami. Lech gra chociażby z Villarrealem. W tych samych rozgrywkach występuje też West Ham United. Ta przegrana ze Slavią to dla nas wszystkich duży zawód. Dostaliśmy mocnego „gonga”. To wszystko było na wyciągnięcie ręki. Zabrakło nam niewiele, żeby zrealizować ten cel, jakim był awans do grupy. Musimy z tego wyciągnąć wnioski na kolejne podejście. Teraz możemy tylko skontrować się na jak najlepszej grze w Ekstraklasie i Pucharze Polski, żeby skuteczniej zaatakować Europę w następnym sezonie. Wiemy, że nas na to stać.

Pojawiają się opinie w mediach, że to właśnie Raków jest głównym kandydatem do mistrzostwa Polski. W Częstochowie jeszcze w poprzednim sezonie wszyscy się od tego odżegnywali. Niedawno trener Papszun przed meczem z Legią (4:0, 11 września) mówił, że to warszawski zespół jest faworytem w walce o tytuł. A co sami uważacie jako zawodnicy?

Mamy bardzo dobry zespół i bardzo szeroką kadrę z jakościowymi piłkarzami. Każdy z nas myśli i marzy o mistrzostwie. W medialnych wypowiedziach będzie pewnie taka przepychanka z przekazywaniem tej roli faworyta. A mówiąc poważnie to myślę, że stawka jest w tym sezonie wyrównana. Lech się obudził w ostatnich kolejkach. Legia jest liderem. Pogoń jest trzecia. My mamy swój wewnętrzny cel i chcemy powalczyć o mistrzostwo.

Papszun o Legii: – To główny kandydat do mistrzostwa Polski

Po tym czego do tej pory doświadczyłeś w Rakowie, uważasz że to najlepsza drużyna w jakiej grałeś?

Myślę, że tak. Patrząc po różnych pozycjach każdy zawodnik jest na topowym poziomie w Ekstraklasie. Do tego dochodzi jeszcze ponadprzeciętne zgranie całego zespołu. W lepszym kolektywie na pewno nie byłem i pewnie w naszej lidze już nie będę. Od środka to wszystko robi naprawdę wrażenie. Trzeba po prostu grać i robić swoje. Osobiście chcę jak najdłużej utrzymać miejsce w wyjściowym składzie, żeby pokazywać się z jak najlepszej strony. Wiem jednak, że nie będzie o to łatwo.

Jesteś świeżo po dołączeniu do Rakowa, więc świetnie pamiętasz, który z piłkarzy na pierwszych treningach robił na tobie największe wrażenie. Ktoś od razu sprawił, że popatrzyłeś na niego i stwierdziłeś: „Wow, ten to jest kozak!”?

To co robi Ivi Lopez z piłką na treningach, to jest naprawdę niepojęte. A już jak ćwiczymy rozegrania rzutów wolnych, to robi niemożliwe rzeczy. On jest poziom lub nawet dwa poziomy ponad wszystkimi innymi zawodnikami ze swojej pozycji w naszej lidze. Cieszę się, że gram w jednej drużynie z takim piłkarzem.

ivi-lopez-i-fabian-piasecki

A jaki jest twój cel na ten sezon? Jesteś napastnikiem, więc zapytam o gole. Zakładasz sobie, że musisz zdobyć minimum 10 bramek?

Nigdy sobie takich pułapów goli nie zakładałem. Chcę w każdym meczu realizować zadania, które są przede mną postawione. Muszę mocno pracować na to, żeby dostawać jak najwięcej minut od trenera, bo zdaję sobie sprawę, że jak będę sporo grał, to w takim zespole jak Raków pojawią się gole i asysty z mojej strony. Indywidualnych celów nie będę sobie stawiał, bo można się stać ich zakładnikami. Nie chcę też, żeby ktoś mi to później wypomniał. Mogę przecież zagrać świetny sezon, a mieć 7 czy 8 bramek. Najważniejsze dla mnie jest teraz to, żeby z każdym meczem pokazywać się z jak najlepszej strony. Chcę czerpać z tego jak najwięcej, że mogę grać z takimi zawodnikami i być w takim zespole. Mam nadzieję, że swoimi golami czy asystami dorzucę do tego wszystkiego swoją cegiełkę.

Kończąc, jako bardzo młody chłopak grałeś w aż pięciu klubach: Sokół Świba, LKS Olszowa, Marcinki Kępno, Polonia Kępno i Górnik Zabrze. Którego z tych klubów czujesz się wychowankiem i do którego masz największy sentyment?

Chyba najbardziej związany czuję z Górnikiem. Tam spędziłem te najciekawsze lata. Zawsze jak wracam do Zabrza to pojawiają się różne wspomnienia. Były lata spędzone w internacie i w szkole. Miło się tam wraca. Chodziło się na stary stadion i dopingowało piłkarzy. Mam nadzieję, że jeszcze kilka razy, już na tym nowym obiekcie, będę miał okazję zagrać.

ROZMAWIAŁ MACIEJ WĄSOWSKI

WIĘCEJ O RAKOWIE:

Fot. Newspix

Rocznik 1987. Urodził się tego samego dnia, co Alessandro Del Piero tylko 13 lat później. Zaczynał w tygodniku „Linia Otwocka”, gdzie wnikliwie opisywał m.in. drugoligowe losy OKS Start Otwock pod rządami Dariusza Dźwigały. Od lutego 2011 roku do grudnia 2021 pracował w „Przeglądzie Sportowym”, gdzie zajmował się głównie polską piłką ligową. Lubi pogrzebać przy kontrowersjach sędziowskich, jak również przy sprawach proceduralnych i związkowych. Fan spotkań niższych klas rozgrywkowych, gdzie kibicuje warszawskiemu PKS Radość (obecnie liga okręgowa). Absolwent XXV LO im. Józefa Wybickiego w Warszawie i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Raków wyda osiem milionów euro na transfery? Obidziński: To jakiś kosmos i absurd

Patryk Fabisiak
18
Raków wyda osiem milionów euro na transfery? Obidziński: To jakiś kosmos i absurd

Komentarze

31 komentarzy

Loading...