W sporcie doszukiwał się zapowiedzi miłości. Widział w nim formę bezinteresownego bohaterstwa i współczesnego prometeizmu. Uratował i uwspółcześnił „Przegląd Sportowy”. Zdobył złoty medal podczas konkursu sztuki i literatury na Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie. Poeta Antoni Słonimski miał rację. Kazimierz Wierzyński był najlepszym poetą wśród sportowców i najlepszym sportowcem wśród poetów.

Poeta sportu. Olimpijski triumf Kazimierza Wierzyńskiego

Przesiadywał w kawiarni Pod Picadorem, współtworzył zasłużoną grupę Skamander, mieszał się z szarymi ludźmi, fascynował się potęgą tłumu, kultywował wyćwiczone ciała, a krytyk literacki i bibliograf Jan Bielatowicz pisał, że „stał się bożyszczem chłopców biegających za piłką po zielonej murawie, wiosłujących po Wiśle i jej dopływach, goniących się z wiatrem po pylnych drogach”. Jak to możliwe, że ten subtelny intelektualista nadał sportowej porażce i sportowemu zwycięstwu antycznie nadludzkie wymiary?

Colosseum świata

W wierszu „Match footballowy” przyrównał boisko piłkarskie do „największego Colosseum świata”. Miejsca, gdzie „serce żądz i życia bije najwymowniej”, a „tajemny sens wiąże i entuzjazm brata milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni”. Wnikliwie obserwował ruchy Ricardo Zamory. Nie wiedział jeszcze, że hiszpański bramkarz dorobił się łatki zawadiaki i skandalisty, z lubością tłukącego przeciwników po gębach, nawet podczas międzynarodowych meczów. Skupiał się na prawdziwie poetyckim wymiarze jego figury.

„Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów,
Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze,
Jak dumny król, w chaosie center i wolejów,
Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.
Z Uralu w bój posłaną, jak z lufy moździerza,
Trzyma w oczach i więzi, a gdy kula spada,
Jak pająk się nad dziuplą bramki rozczapierza,
Jak krzak wystrzela w niebo, człowiek-barykada”.

Przy całym epifanicznym zachwycie dla kunsztu Zamory nieco przewrotnie prezentuje się puenta „Matchu footballowego”, stanowiącego liryczne odbicie rzeczywistości, w której solą futbolu są gole, uradowani strzelcy i strapieni bramkarze.

„I pokażcie mi teraz – gdzie, w jakich teatrach
Milion widzów wystrzeli takim wielkim głosem:
Zamora, lecąc w górę, jak żagiel na wiatrach,
Za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!
Widownia oszalała, krzyczy, bije brawo,
Półkole trybun płonie niczym aureola,
I jak wielka tęsknota za zwycięską sławą
Tętni okrzyk stadionu: gola, gola, gola!”

Kiedy Wierzyński mieszkał w kolejowym Stryju i stawiał na biurku wycięte zdjęcie ubóstwianego przez siebie Leopolda Staffa, uczęszczał na treningi piłkarskie, prowadzone przez Tadeusza Kuchara, pomocnika Pogoni Lwów, majora Wojska Polskiego, inżyniera Politechniki Lwowskiej, kawalera Orderu Virtuti Militari, a także późniejszego współtwórcy Polskiego Komitetu Igrzysk Olimpijskich i trzykrotnego selekcjonera futbolowej reprezentacji Polski. Za swój największy młodzieńczy sportowy sukces Wierzyński uznawał występ na bramce seniorskiej drużyny Pogoni Stryj w wyjazdowym meczu z Lechią Lwów. Poeta przepuścił jednego gola, skończyło się porażką 0:1. Był prawonożny. Między słupkami czuł się najlepiej, ale grywał też na pomocy i na skrzydle.

W kolejnych latach wciśnie tamte piłkarskie lata w ramy błogich obrazków, uczuć i zapachów. Z czułością wspomni futbolowe buty, plask i kozły uderzanej piłki, a nawet spróbuje opisać fenomen centrostrzału, który prawie wiek później wymości sobie wygodne gniazdko na ekstraklasowych boiskach: –  Pierwsze podanie ze środka na skrzydło albo celna, dokładna centra, w której krył się – jeśli można tak powiedzieć – zarodek strzału!

Poeta codziennego sportu

Biegał na sto i dwieście metrów. Bezskutecznie próbował swoich sił w dłuższych dystansach. Ćwiczył lekkoatletykę, pływanie i narciarstwo. Oglądał wyczynowców, zapamiętywał składy meczowe i listy startowe, żeby na starość chlubić się znajomością realiów i licytować się z innymi amatorami sportowych widowisk na wyrywkową wiedzę. Maciej Wierzyński, niegdyś popularny dziennikarz telewizyjny, wspominał brata swojego dziadka Hieronima na łamach „Przeglądu Sportowego”: – Stryjeczny dziadek mógł uchodzić w swych czasach za olbrzyma, był szczupły i mierzył sto osiemdziesiąt siedem centymetrów. Zainteresowanie sportem utrzymywał do ostatnich dni. Głośna była jego rywalizacja nowojorska ze słynnym dyrygentem Arturem Rodzińskim, a polegała ona na odtwarzaniu składów drużyn piłkarskich, oczywiście z Pogonią i Czarnymi na czele. 

Rozkwit jego twórczości przypadł na koniec I wojny światowej i początek niepodległej Polski. Przeniósł się do Warszawy, gdzie w kawiarni Pod Picadorem przesiadywał i występował z innymi Skamandrytami – Tuwimem, Iwaszkiewiczem, Słonimskim czy Lechoniem. Pili, palili, czytali, pisali, rozmawiali, dyskutowali, recytowali, a wszystko to w ramach narodzin nowego nurtu polskiej poezji. Poezji pozbawionej programu i ram, unikającej martyrologii i cierpiętnictwa, osadzonej w rzeczywistości i hołdującej codzienności. Poeta miał mieszać się z ludźmi, uczestniczyć w zrywach i miłostkach tłumu, sławić witalizm i aktywizm. Jeden z manifestów programowych Skamandrytów stanowił jego tomik „Wiosna i wino”.

„Wiosna i wino: dwa płuca oddechem
Młodym wezbrane i w ślepym zachwycie
Wyśpiewujące pogańskim swym śmiechem
Ziemię, panteizm, człowieka i życie.

Wiosna i wino: dwie wargi, co swymi
Pocałunkami mieszają sny w głowie,
Że się zawraca do góry i dymi!
O, przyjaciele! Piję wasze zdrowie!”

Kazimierz Wierzyński należał do pierwszego pokolenia rodzimych poetów, dla których zamiłowanie do sportu mogło stanowić istotny wycinek twórczości, bo wiązał swój los z dziejami przedwojennej, międzywojennej i powojennej Polski, w której rodziła się zorganizowana mania wokół ruchu fizycznego. Organizowano mecze, biegi, wyścigi, bitki. Ktoś musiał okazać cześć starożytnej greckiej idei kalokagatii, harmonijnego połączenia piękna człowieczego ciała z pięknem człowieczej duszy, dlatego Wierzyński bez skrępowania analizował, że na jego oczach rosła „mitologia nowej, masowej namiętności” wobec „ruchu samorodnego i prymitywnego, ale namiętnego i porywającego”. 

Protoplasta dziennikarstwa sportowego

Na początku trzeciej dekady dwudziestego wieku nie potrafiono zajmująco pisać o sporcie. Atletów i mistrzów nie brakowało, amatorów i zawodowców przybywało, rodziła się kultura kibicowania i konsumowania sportowych widowisk, ale najtęższe pisarskie pióra przetwarzały i przemielały problemy i namiętności rodem z wyższych sfer kulturowych. Ferdynand Goetel, niesławny twórca dwudziestolecia międzywojennego, coraz częściej przyznawał się kolegom z literackiego środowiska, że nie radzi sobie z rolą redaktora naczelnego Przeglądu Sportowego”, który zakopuje się we własnej kwadratowości, monotonności i niszowości. Ze swojej niedoli zwierzył się również Wierzyńskiemu.

– W roku 1923 albo 1924 dowiedziałem się od Ferdynanda Goetla, że redagowany przez niego „Przegląd Sportowy” ledwo dyszy. Postanowiłem ratować ten tygodnik i namówiłem właścicieli tzw. prasy czerwonej, aby kupili to pismo. Gdy je objąłem, nadałem mu format gazety, powiększyłem objętość do pięciu tysięcy egzemplarzy. Dziennikarzy sportowych wówczas właściwie nie było. Ze starej redakcji przeszedł tylko Marian Strzelecki. Resztę tak zdolnych i barwnych piór wychowałem sobie sam. Dalsze dzieje pisma przeszły wszelkie oczekiwania. Wychodziło kilka razy na tydzień, nakład osiągnął przeszło dwadzieścia tysięcy, a później wzrósł do sześćdziesięciu pięciu tysięcy – wspominał autor „Wiosny i wina”.

Kazimierz Wierzyński pełnił rolę redaktora naczelnego Przeglądu Sportowego” przez cztery i pół roku – od 10 lipca 1926 do 5 grudnia 1931. Wymyślił Wyścig Dookoła Polski, który następnie latami wypychany przez Wyścig Pokoju przepoczwarzył się we współczesny kolarski Tour de Pologne. Nadał gazecie – jak oceniał historyk prasy sportowej Bogdan Tuszyński, cytowany przez Przegląd Sportowy” – nowy kształt zewnętrzny, kolorowy, estetyczny, chwytliwy, formę przyciągającą uwagęrozpoczął prasową batalię przeciwko tym sferom intelektualnym, które fizycznej kultury nie chciały uznać. W „Commedii” potrafił obśmiać tępicieli romantyzowania sportu: – Gdy słyszę moich dobrych znajomych zdobnych w wąsy lub brody królewskie, wymawiających z emfazą patetycznie nudne zdania, to przyznam, że mnie to bardzo śmieszy. Trudno, wolę w takich razach pójść na boisko.

Szkolił żurnalistów, których wysyłał w teren, bo życzył sobie, żeby na żywo relacjonowali wydarzenia sportowe w kraju, na kontynencie i na świecie. Dbał o literackość używanego przez nich języka. – Logika, ujęcie, styl, słownictwo zdradzały mistrza. Każde słowo siedziało jak cegła w murze: nie można było niczego usunąć, nie trzeba było niczego dodawać. Do prasy sportowej, tych zeszycików wypełnionych cyferkami, jałowymi sprawozdaniami i technicznymi wskazówkami, upstrzonych zdjęciami wielkości znaczka pocztowego, wdarł się tajfun – napisze Jan Erdman, jeden z jego dziennikarzy, który później zasłynie nie tylko z barwnego opisania zwycięskiego biegu Janusza Kusocińskiego na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles, ale też chociażby z relacjonowania przerażającej drogi Adolfa Hitlera do władzy w III Rzeszy. W tej całej bajce o protoplaście dziennikarstwa sportowego jest tylko jeden feler – Wierzyński nie pisał do Przeglądu Sportowego”.

Redagował.

Nie pisał.

I już.

Szybciej, wyżej, dalej

Na łamach prowadzonego przez siebie pisma opublikował tylko wiersz „Nurmi” z tomiku „Laur Olimpijski”. Dzieło sławiło wyczyny Paavo Nurmiego, fińskiego dziewięciokrotnego mistrza olimpijskiego w biegach długodystansowych, o którym mówiono, że biega szybciej niż jeździ pociąg między Helsinkami a Turku i któremu za życia postawiono pomnik na Helsingin Olympiastadion.

 Niesie mnie wiatr moich skrzydeł,
wiatr wielki i niezmożony.
Skanduję tempo i wzmagam,
przechodzę już do finiszu,
Powiedzcie tym tłumom ludzi –
niech zmilkną, niech się uciszą.
Nie chcę żadnego zwycięstwa,
nie chcę ich braw, ani krzyku,
Chcę przerwać taśmę i spocząć
na starym, greckim pomniku”.

„Laur Olimpijski” składa się z piętnastu wierszy, które powstawały w drugiej połowie 1924 i w całym 1925 roku. Kazimierz Wierzyński twierdził, że nie planował odrębnego cyklu, a tomik napisał się sam, bo słowa „przychodziły mu pod pióro” i samoistnie składały się w wersy. Krzysztof Zuchora, wykładowca akademicki i autor sławnego sześciopoziomowego testu sprawności fizycznej, rozprawiał w tekście „Champion of poetry”: – Pisał niejako w locie i patrzył z wysoka. Orientował się według słońca i księżyca. Marzenia miał podszyte wiatrem. Bawił się słowem, ale zarazem traktował życie jako „najpiękniejszą grę”. Wierzyński wyznaje proroczą filozofię, że poezja jest jedynie echem powtarzającym „wołanie życia”. „Laur Olimpijski” w zamyśle Wierzyńskiego miał być czymś więcej niż samym przeglądem różnych konkurencji sportowych. Bohaterem tych wierszy nie jest sport jako zjawisko kultury, dawne z ducha, lecz nowe w formie, ale człowiek porzucający mieliznę życia na rzecz gry i spotkania z innymi równie silnie jak on przejawiającymi wolę mocy. 

Hiszpańskiego bramkarza Ricardo Zamorę czynił piękniejszym niż amant Don Juan. Włoskiego boksera Erminio Spallę, niegdysiejszego pogromcę zapaśnika Władysława Cyganiewicza i późniejszego śpiewaka operowego, przyrównywał do „polotnego i dumnego kościoła”, który „każdy ruch opanował, każdy kształt rozumie, rozpiera się jak nawa, trwa jak spokój w tumie”.  Norweskiego tyczkarza Charlesa Hoffa, który w czasie II wojny światowej będzie kolaborował z nazistami, sławił pytaniem retorycznym: „cztery metry dwadzieścia, dwadzieścia pięć i pięćdziesiąt, kto wie – a może tysiąc potrafisz skoczyć za miesiąc?”. Międzynarodowych sprinterów Charlesa Paddocka i Arthura Porritta, ścigających się ramię w ramię, opisywał jako dopełniające się przeciwieństwa.

Jeden ma ręce-wiatraki, drugi wiosłuje stopą,
Jeden jest ludzkim kangurem, drugi jest antylopą.
Jeden jak tank się trzeszczący z boku na bok przewala,
Drugi dmuchnięty powiewem sunie lekko, jak fala.
Jeden celuje do mety, wpada w nią jak torpeda,
Drugi podpływa do taśmy, wyminąć mu się nie da.
Jeden jest w pędzie maszyną, żywą, silną i młodą,
Drugi jest samą szybkością, prawem ruchu, przyrodą”.

Defiladzie Atletów” manifestował cel swojej sportowej poezji słowami my sławimy natchnienie, muskuły i przestrzeń”. Paniach na start” uzewnętrzniał swój zachwyt nad zawodami kobiet i odmiennością płci, dzięki którym ruch fizyczny staje się spotkaniem dwóch żywiołów”, rozkwitem dwóch instynktów” i zapowiedzią miłości”. Wszystko to w olimpijskiej retoryce szybciej, wyżej, dalej”, w czystej wierze, że losem sportowców sterują siły fatalne, naprzeciw którym atleci wytaczają działa w postaci własnego bohaterstwa, stylizowanego na zachowania i reakcje mitologicznych herosów, czemu Wierzyński wyraz dał w Pieśni o Amundsenie”.

Cóż mi wówczas zostaje, niż z mej radiostacji
Wysyłać wam depesze przed okna redakcyj,
Donosić o pomiarach, o pomyślnym wietrze,
O mrozach i o burzach, mgle i barometrze,
O powrocie, o drodze, co mnie jeszcze czeka
Z szańca, ze stosu mego, na dół, do człowieka”.

Poeta zostaje medalistą olimpijskim

Olimpijski Konkurs Sztuki i Literatury odbywał się równolegle z letnimi igrzyskami olimpijskimi podczas siedmiu edycji tego święta sportu między 1912 a 1948 rokiem. Zagościł w Sztokholmie, w Antwerpii, w Paryżu, w Amsterdamie, w Los Angeles, w Berlinie i w Londynie. Polacy zdobyli osiem medali. Złotem nagrodzono muzykę Zbigniewa Turskiego. Złoto i srebro przypadło rzeźbiarzowi Józefowi Klukowskiemu. W dziedzinie grafiki srebro zdobyła Janina Konarska, a po brąz sięgnęli też dwaj inni graficy – Stanisław Ostoja-Chrostowski i Władysław Skoczylas. Niezmiennie najbardziej prestiżowa pozostawała jednak literatura, w której zanim brąz przyznano Janowi Parandowskiemu, złotem obwieszono Kazimierza Wierzyńskiego.

Kiedy przez warszawskie kawiarnie tajfunowo przemknęła wieść, że w Amsterdamie doceniono jego „Laur Olimpijski”, który prześcignął „Wskazówki jeździeckie dla ukochanej” Rudolfa Bundinga i „Symfonię bohaterską” Johan Weltzer, polski poeta pędem ruszył do Holandii, żeby załapać się na ceremonię wręczenia medali i ostatnie dni igrzysk olimpijskich z 1928 roku. Krzysztof Zuchora twierdził, że tytułowy „Champion of poetry” z jego tekstu był skrępowany i zlękniony: – Wprawdzie igrzyska dobiegały końca, ale dla niego wszystko było nowe. Oszałamiała go atmosfera stadionów i różnojęzyczny gwar panujący w wiosce olimpijskiej. Jest stremowany, jak zawodnik na starcie, mimo tego, że wie, iż wygrał konkurs poezji. Nabyta wcześniej rutyna w spotkaniach z publicznością w lokalu Pod Picadorem zawodzi, ponieważ sama olimpiada jest wydarzeniem wyjątkowym.

Zakwaterował się w hotelu przy ulicy Pietera de Hoocha. Jeździł na zawody i podziwiał sportowców. Szczególnie maratończyków. Upajał się myślą, że uprzedzone polskie środowisko literackie zyskało w końcu pisarza na miarę Henriego de Montherlanta czy Bertolta Brechta, o których mówił z podziwem, że mieli zrozumienie urody i społecznego znaczenia sportu”. Przy pierwszej sposobności wręczy bukiet kwiatów Halinie Konopackiej, wybitnej dyskobolce i pierwszej polskiej złotej medalistce olimpijskiej, w której zakochany był jego przyjaciel i jej późniejszy mąż, Ignacy Matuszewski. Na amsterdamskiej ziemi „Miss Igrzysk”, jak pisali o niej dziennikarze, ustanowiła rekord świata w rzucie dyskiem. Stanowiła perfekcyjne ucieleśnienie idei kalokagatii. Wygrywała w sporcie. Pisała do czasopisma „Skamander”. Wydała zbiór wierszy „Któregoś dnia”, którym zachwycał się Słonimski. Była pięknym człowiekiem. 

Później Konopacka będzie bronić „Lauru Olimpijskiego” przed zarzutami o patos, chwalić Wierzyńskiego za zrozumienie dla atletów i recenzować jego sportowe dzieła: – Fascynował go ruch, możliwości człowieka, rekord, umiał to namalować. Właściwie jego niektóre poezje przypominały film. Dla nas ten tomik był wyznacznikiem romantycznych wartości, które widzieliśmy w sporcie.

Piękno sportu

W pierwszych dniach po powrocie do ojczyzny losy Konopackiej i Wierzyński są ze sobą ściśle związane. Ich medale otrąbią wszystkie gazety. Dzień po dniu odbywają honorowe spotkania w Belwederze. Dzień po dniu występują w audycjach Polskiego Radia. Niemal jednocześnie osiągają szczyt sportowej sławy. Szczyt, z którego można było już tylko schodzić. W 1931 roku ona wycofa się z zawodowstwa, a on porzuci pisanie o atletach. „Laur Olimpijski” odniesie międzynarodowy sukces. Zostanie przetłumaczony na kilkanaście języków. I stanie się sztandarowym utworem współczesnych igrzysk olimpijskich.

Ale w Polsce nie pomoże mu nawet recytacja aktora Stefana Jaracza – początkowe entuzjastyczne nastroje wokół tomiku ostudzą zarzuty o przesadną patetyczność utworów i niechęć środowiska intelektualnego do literackiego wymiaru ruchu fizycznego. W końcu kultowy stolik w Czytelniku, przy którym wielcy pisarze i myśliciele potrafili godzinami kłócić się na temat przeróżnych sportowych wydarzeń, powstanie dopiero trzydzieści lat później.

I nic, że upływ czasu obroni „Laur Olimpijski”, o którym Maria Dłuska, teoretyczka literatury, napisze: – Złożony z zaledwie piętnastu wierszy Laur olimpijski był więcej niż pierwszym w naszej poezji arcydziełem opiewającym sport, a w nim piękno ciała ludzkiego. Istotą był tutaj romantyczny poryw. Zwycięstwo człowieka nad cielesnym bezwładem, nieuniknionym i, zdawałoby się nie do przezwyciężenia, oporem własnego ciała. Zwycięstwa miały wymiar nadludzki. Porażki wstrząsają pełnym tragizmem też nadludzkiego wymiaru.

I nic, że nowa era obrodzi kraj w wielu wybitnych sportowców, których wyczyny pięknymi słowami opowiedzą ludzie pióra, dziennikarze i sprawozdawcy za pomocą języka, którego nie powstydziłby się sam Kazimierz Wierzyński, skoro on sam do końca życia dziwił się, że sportowy nurt „płynie jakby pobocznym nurtem”, a poeci tak rzadko decydują się na „wyrażenie jego piękna”.

Czytaj więcej o związkach sportu z kulturą:

Fot. Newspix

Weszło
30.09.2022

Quo vadis, Wisło Kraków?

Kiedy Mateusz Kuchta popisał się fenomenalną robinsonadą po strzale głową Igora Łasickiego w ostatniej akcji meczu i utonął w objęciach kolegów z Chojniczanki, stało się wielce prawdopodobne, że Wisła Kraków zakończy wrzesień jako najgorsza drużyna miesiąca w pierwszoligowej stawce.  Nie, to niemożliwe, aż tak źle nie jest, sami przecieramy oczy ze zdumieniem. To jakaś aberracja. Albo, po prostu, kicha podlana nędzą, żeby nie bawić się w trudne słówka. Biała Gwiazda nie wygrała piątego […]
30.09.2022
Suche Info
30.09.2022

Lewandowski: Radomiak jest w budowie, zmierza w dobrą stronę

Mariusz Lewandowski z Radomiaka Radom skomentował mecz z Cracovią. „Zieloni” przegrali z „Pasami” 0:2, a spotkanie kończyli w osłabieniu po czerwonej kartce Pedro Justiniano. – Po prostym wybiciu Cracovii za linię obrony nieporozumienie Pedro Justiniano z Raphaelem Rossim, w niegroźnej sytuacji tracimy bramkę. Później znów po dłuższym podaniu, gdy piłka leci 50-60 metrów Pedro źle obliczył jej lot, zabrakło asekuracji, była czerwona kartka. W dziesięciu graliśmy lepiej niż w jedenastu, […]
30.09.2022
Weszło
30.09.2022

Piast stracił punkty i Kądziora. A Wisła Płock wygrała po raz pierwszy od sierpnia

Po meczu Piasta ze Śląskiem dwa tygodnie temu mieliśmy wrażenie, że gliwiczanie już tylko czekali na tę przerwę na kadrę, żeby wtedy spokojnie przygotować coś nowego w ofensywie. Dziś w Płocku nic nowego nie oglądaliśmy. To wciąż był nudny i przewidywalny Piast. Wykorzystała to Wisła, która długo męczyła się z ekipą Fornalika, ale ostatecznie udało jej się przypomnieć sobie o tym, że mecze też można wygrywać. Gdyby dzisiaj zestawić osobny zespół z nieobecnych w kadrach meczowych obu […]
30.09.2022
Weszło
30.09.2022

Bayern w dwunastu nie miał problemu z Bayerem. Sojusznikiem był Hradecky

Nie przywykliśmy do Bayernu na innym miejscu niż fotel lidera. Wiadomo, to dopiero początek sezonu, ale Bawarczycy w przeszłości raczej szybko zaznaczali swoją dominację i pokazywali rywalom, że pierwsze miejsce jest zajęte. Teraz jest inaczej, po serii czterech meczów bez zwycięstwa Bayern osunął się w tabeli i po prostu musiał dziś wygrać z Bayerem, żeby pokazać, iż kryzys był chwilowy. No i tak też się stało – goście nie mieli na Allianz Arena żadnych szans. Dużo […]
30.09.2022
Suche Info
30.09.2022

Zieliński o Kallmanie: – Mówiłem, że to może być strzał w dziesiątkę

Cracovia pokonała na wyjeździe Radomiak Radom (2:0). Jednym z największych bohaterów tego spotkania był Benjamin Kallman, który zdobył gola i zaliczył asystę przy trafieniu Jakuba Myszora. Na konferencji prasowej Jacek Zieliński nie szczędził pochwał Finowi. – Cieszymy się, bo to ważne zwycięstwo dla naszego zespołu po serii różnych meczów. Już w drugim spotkaniu zaliczamy konkretne przełamanie. Wygrywamy na ciężkim terenie, bo tu naprawdę trudno się gra. I tak było w niektórych […]
30.09.2022
Suche Info
30.09.2022

UEFA ukarała Olympique Marsylia

Olympique Marsylia został ukarany przez UEFA grzywną w wysokości ponad 30 tysięcy euro. Powodem nałożenia tej kary są kibice francuskiego klubu, którzy zakłócali porządek w trakcie i po meczu z Tottenhamem w ramach 1. kolejki Ligi Mistrzów. Komisja Kontroli, Etyki i Dyscypliny UEFA ogłosiła w piątek, że Marsylia została ukarana grzywną w wysokości 15 tys. euro za rzucanie niebezpiecznymi przedmiotami i 15 tys. euro za zakłócanie spokoju na stadionie Tottenhamu oraz 2 500 euro […]
30.09.2022
Weszło
30.09.2022

Quo vadis, Wisło Kraków?

Kiedy Mateusz Kuchta popisał się fenomenalną robinsonadą po strzale głową Igora Łasickiego w ostatniej akcji meczu i utonął w objęciach kolegów z Chojniczanki, stało się wielce prawdopodobne, że Wisła Kraków zakończy wrzesień jako najgorsza drużyna miesiąca w pierwszoligowej stawce.  Nie, to niemożliwe, aż tak źle nie jest, sami przecieramy oczy ze zdumieniem. To jakaś aberracja. Albo, po prostu, kicha podlana nędzą, żeby nie bawić się w trudne słówka. Biała Gwiazda nie wygrała piątego […]
30.09.2022
Weszło
30.09.2022

Piast stracił punkty i Kądziora. A Wisła Płock wygrała po raz pierwszy od sierpnia

Po meczu Piasta ze Śląskiem dwa tygodnie temu mieliśmy wrażenie, że gliwiczanie już tylko czekali na tę przerwę na kadrę, żeby wtedy spokojnie przygotować coś nowego w ofensywie. Dziś w Płocku nic nowego nie oglądaliśmy. To wciąż był nudny i przewidywalny Piast. Wykorzystała to Wisła, która długo męczyła się z ekipą Fornalika, ale ostatecznie udało jej się przypomnieć sobie o tym, że mecze też można wygrywać. Gdyby dzisiaj zestawić osobny zespół z nieobecnych w kadrach meczowych obu […]
30.09.2022
Weszło
30.09.2022

Bayern w dwunastu nie miał problemu z Bayerem. Sojusznikiem był Hradecky

Nie przywykliśmy do Bayernu na innym miejscu niż fotel lidera. Wiadomo, to dopiero początek sezonu, ale Bawarczycy w przeszłości raczej szybko zaznaczali swoją dominację i pokazywali rywalom, że pierwsze miejsce jest zajęte. Teraz jest inaczej, po serii czterech meczów bez zwycięstwa Bayern osunął się w tabeli i po prostu musiał dziś wygrać z Bayerem, żeby pokazać, iż kryzys był chwilowy. No i tak też się stało – goście nie mieli na Allianz Arena żadnych szans. Dużo […]
30.09.2022
Ekstraklasa
30.09.2022

Killman. Fin wykończył Radomiaka, który na dobre zapomniał, jak wygrywać u siebie

Radom jesienią 2021? Trudny teren, na którym punkty tracił każdy, w tym Legia Warszawa czy Lech Poznań. Radom jesienią 2022? Teren, na który każdy przyjeżdża jak do siebie. Cracovia zrobiła to samo i bez większych problemów wróci do domu z kompletem punktów. Trzy z ośmiu spotkań przed własną publicznością wygrał Radomiak od kiedy prowadzi go Mariusz Lewandowski. W sześciu przypadkach to on pierwszy tracił bramkę w Radomiu, a siódmy to samobójcze trafienie Jakuba Rzeźniczaka. Drużyna, która w poprzednim sezonie […]
30.09.2022
Lekkoatletyka
30.09.2022

„Nie jestem jednym z Aniołków Matusińskiego. Zostałam tylko i aż Sofią Ennaoui”

Na 1500 metrów jest trzecią najszybszą biegaczką w Europie, oraz piątą na świecie. Przed sezonem sama nie spodziewała się takich wyników, stąd za wykonaną pracę w skali szkolnej wystawia sobie szóstkę z plusem. Fani uważają ją za bardzo energiczną osobę, jednak kiedy ma wolny czas, lubi spędzić go w samotności, na przykład z dobrą lekturą. Dawniej deklarowała, że chce pobić rekord Polski. Dziś twierdzi, że nie musi mówić o rekordzie – woli skupić się na własnych […]
30.09.2022
Weszło
30.09.2022

Brak zwycięstwa z Legią będzie dla Lecha kompromitacją

Siódma drużyna w tabeli przyjmuje u siebie lidera, więc teoretycznie powinno być jej trudno, tak przynajmniej podpowiadałaby logika znana z poważnych lig. No, ale nie u nas, bo trzeba sobie jasno powiedzieć, że brak kompletu punktów dla Lecha w starciu z Legią będzie jego kompromitacją. Po pierwsze Legia jedzie do Poznania bez Josue. Też trzeba być pomysłowym gościem, żeby nosić opaskę kapitańską, być najlepszym piłkarzem swojego zespołu i wykartkować się akurat na Lecha, […]
30.09.2022
Liczba komentarzy: 48
Subscribe
Powiadom o
guest
48 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
braciak pogby
braciak pogby
11 dni temu

Nooo, panie Mazurek …. bardzo dobra robota!!! Dawno nie czytałem tu czegoś równie ciekawego …..Nie można tak zawsze ??? Za ten artykuł dostajesz pan jeszcze jedną szansę na zmazanie swoich przewin (czyt. publikowanych tu gówno-artykułów do pięt nie dorastających powyższemu)…

Nie spierdol tego…..

Boli Was Wielki Lech
Boli Was Wielki Lech(@boli-was-wielki-lech)
11 dni temu
Reply to  braciak pogby

Ja chciałbym dodać w kwestii literackiej, że autorem pierwszego słownika języka polskiego był Niemiec, Samuel Linde.

comment image

Boli Was Wielki Lech
Boli Was Wielki Lech(@boli-was-wielki-lech)
11 dni temu

PS Co my byśmy zrobili bez tych Niemców …

Freddie Bajorek
Freddie Bajorek
11 dni temu

Tak, tak Arslan, co Wy nad Wołgą byście zrobili bez tych Niemców:))))

mark
mark
10 dni temu

i bez was onuc mordeców???

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu

Ruski trollu tym razem nie zarobisz na wierszówce. Farma trolli nie zapłaci za tę fakturę. Bo jebnąłeś babola, jak półgłupi!

Nie on, tylko ONA: SAMULEA BOGUMIŁA. A to, że miała na nazwisko: Linde, nie jest równoznaczne z narodowością niemiecką. Wielu Polaków ma niemieckobrzmiące nazwiska. Sam się wychowałem z koleżanką, która miała na nazwisko Linde i nie miała żadnego Niemca wśród krewnych.

M1980
M1980
11 dni temu

Napisane przez M.Samuela Bogumiła Linde.analfabeto 😀

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu
Reply to  M1980

I to jest dowód, że był Niemcem??? 1/4 Polaków ma niemiecko brzmiące nazwiska i co? Wszyscy są Niemcami?

M1980
M1980
11 dni temu

Nie chodzi mi o żadna kwestie niemiecka,tylko o to że z faceta robisz kobietę.Samuela Bogumiła,haha dobre.Kogo czego,mówi ci to coś?

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu
Reply to  M1980

A Jan Maria Rokita jest mężczyzną, czy kobietą? Jeśli mężczyzną, to dlaczego Maria? A jeśli kobietą, to dlaczego Jan?

M1980
M1980
11 dni temu

Czyli nadal uważasz że on był kobietą.Zycze owocnej terapii.

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu
Reply to  M1980

Zwłaszcza, że gdy ktoś ma niemiecko brzmiące nazwisko, to wcale nie musi mieć niemieckich korzeni, tylko do wyboru, do koloru. Może mieć korzenie:

1) austriackie,
2) szwajcarskie,
3) amerykańskie,
4) żydowskie,
5) romskie.

Zanim na mnie naskoczycie, że jakie żydowskie, jakie romskie, to lepiej sobie najpierw sprawdźcie. Wszyscy romowie, z którymi miałem do czynienia mieli nazwiska „czysto” germańskie.

Boli Was Wielki Lech
Boli Was Wielki Lech(@boli-was-wielki-lech)
11 dni temu

Cepie polacki, to był Niemiec/Szwed z pochodzenia – mężczyzna 😛

Samuel Bogumił Linde (ur. 11 lub 24 kwietnia 1771 w Toruniu, zm. 8 sierpnia 1847 w Warszawie) – slawista, leksykograf, językoznawca, tłumacz, bibliograf, pedagog i bibliotekarz, autor monumentalnego Słownika języka polskiego (1807–1814), członek Rady Ogólnej Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w 1830 roku[1], członek Izby Edukacyjnej Księstwa Warszawskiego w 1808 roku[2].

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu

No i genialnie się zaorałeś, ruska onuco podszywająca się pod poznaniaka. Z niego był taki Niemiec, jak z ciebie inteligent!!!

Ile twoja matka musiała się nażreć śniegu, żeby urodzić takiego bałwana, to naprawdę szok!

Jayco
Jayco
11 dni temu

1978-Belgia 2 miejsce na MS- pamietamy!

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu

Szcun dla autora za ten tekst. Nie zniechęcaj się człowieku i nie rezygnuj z tak nieoczywistych tematów.

Patrząc na liczbę komentarzy, można się zniechęcić. Bo jak widać, większość po przeczytaniu 1 akapitu uznała, że za długie, więc odpuszczają.

Poszerzenie horyzontów piłkarskiego kibica jest jak najbardziej wskazane.

Inteligentny kibic powinien wiedzieć, że Wierzyński miał zajoba na punkcie futbolu.

Dzikie Bydle
Dzikie Bydle(@dzikie-bydle)
11 dni temu

lepiej, że jest niewiele, bo wykopki by wszystko zniszczyły

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu
Reply to  Dzikie Bydle

Wykopki??? Jakie wykopki???

braciak pogby
braciak pogby
11 dni temu

Kolega nowy w internetach??? 😀

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu
Reply to  braciak pogby

Coś tam słyszałem o jakichś użytkownikach z wykopu. Ale o co w tym chodzi, to nawet najstarsi górale nie pamiętają.

Dzikie Bydle
Dzikie Bydle(@dzikie-bydle)
11 dni temu

bo to chamstwo

Jeden (dawniej Nie jestem robotem)
Jeden (dawniej Nie jestem robotem)
11 dni temu

Ten poeta to jakiś pedał ….
No to rozpocząłem licytacje i czekam na komentarze

Boli Was Wielki Lech
Boli Was Wielki Lech(@boli-was-wielki-lech)
11 dni temu

Robotem może nie jesteś, ale jakimś robolem pewnie tak. Oni programowo gardzą kulturą.

braciak pogby
braciak pogby
11 dni temu

…aż raz w życiu dam ci plusa, psi pędzlu…

Jeden ( dawniej Nie Byłem Robotem )
Jeden ( dawniej Nie Byłem Robotem )
11 dni temu

Czerpię wzorce z doskonałego żródła . Wszak przedstawiciele Wielkiego Narodu Niemieckiego też onegdaj pogardzali kulturą … zwłaszcza tą tworzoną przez homoseksualistów , Polacken czy też Juden

Oyvind Hattestad
Oyvind Hattestad
11 dni temu

Super tekst, brawo brawo brawo. Dużo wyczucia, bardzo przystępny sposób przedstawienia tematu, oby tak dalej.

basel
basel
11 dni temu

Bardzo fajny tekst, w końcu coś ciekawego.

Pyra
Pyra
11 dni temu

Zaproście typa do Quizu o Starych Słowakach, byłby czad

M1980
M1980
11 dni temu
Reply to  Pyra

Byłyby,gdyby nie to że ten „typ” nie żyje od 53 lat fredzlu

braciak pogby
braciak pogby
11 dni temu
Reply to  M1980

Nie wierzę, że ten psi pędzel się nie nabijał… przecież nie można być aż tak głupim 😀

M1980
M1980
11 dni temu
Reply to  braciak pogby

Można…

JaOp
JaOp
11 dni temu

Dobry tekst. A co do samego tematu: szkoda, że Wierzyński już w swoich czasach należał do mniejszości i polska literatura (czy ogólnie – sztuka) od dawien dawna zdaje się gardzić sportem, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Niestety, współcześni „intelektualiści” i artyści utożsamiają piłkę z pospólstwem, którym otwarcie gardzą (mimo rzekomo lewicowej wrażliwości). Holoubek był jednym z chlubnych wyjątków.

M1980
M1980
11 dni temu
Reply to  JaOp

Jerzy Pilch również nie kryje się z zainteresowaniem piłka.

Ewaryst Mierzwiączka
Ewaryst Mierzwiączka
11 dni temu
Reply to  M1980

Ale co to za pisarz ten Pilch? Nie przesadzajmy.

M1980
M1980
11 dni temu

Pisarka Jadwiga Pilch.Nie umiesz odróżniać baby od faceta,?no co ty?

Robert
Robert
10 dni temu
Reply to  M1980

*nie krył

Jeden ( dawniej Nie Byłem Robotem )
Jeden ( dawniej Nie Byłem Robotem )
11 dni temu
Reply to  JaOp

Poza Pilchem i Holoubkiem z polskich osób ze świata tzw. kultury z miłością do piłki nie ukrywają się np. Nowicki ( tak , wiem ” co to za aktor , nie przesadzajmy ” ) czy też Smarzowski ( fakt … ” co to za reżyser , nie przesadzajmy ” … ale grał kiedyś w piłkę w Gliniku Gorlice podobno ) . Z niepolskich – kibicem ( a podobno kiedyś także piłkarzem ) jest Jo Nesbo

kinowiec
kinowiec
11 dni temu
Reply to  JaOp

Leon Niemczyk też był miłośnikiem piłki kopanej, szczególnie lubił ŁKS

Freddie Bajorek
Freddie Bajorek
11 dni temu
Reply to  kinowiec

Marcin Dorociński był ponoć całkiem nieźle zapowiadającym się piłkarzem, ale kontuzja zmusiła go do wyboru iinej drogi życiowej. Także nie jest tak źle z tymi artystami:)

Dzikie Bydle
Dzikie Bydle(@dzikie-bydle)
11 dni temu
Reply to  kinowiec

Stefan Friedmann kibicuje Polonii, nawet Kuczok Ruchowi

kapelan
kapelan
11 dni temu

Napisał również jakże piękny, acz smutny wiersz (niestety aktualny do dnia dzisiejszego) – OJCZYZNA CHOCHOŁÓW. Przytoczę, bo warto.

„Park dzi­wów sta­ro­żyt­nych, wiatr, któ­ry sze­le­ści
Wo­kół śpią­cych pa­ła­ców, gro­bow­ców bez tre­ści,
Te lam­py i po­są­gi, księ­życ gdzie się sła­nia
Ge­niusz twe­go na­ro­du, duch za­po­mi­na­nia,
Te rany wiel­kiej dumy, inne wiel­kie rze­czy,
W któ­rych tyle jest praw­dy, ile się zło­rze­czy,
Wszyst­kie cno­ty par­szy­we – to nas nie prze­jed­na.
To pust­ką za­ra­żo­na Pol­ska jesz­cze jed­na.

Z cze­go bu­du­jesz ten kraj?
Z cze­czo­ty, z je­sio­nu,
Kru­chy an­tyk i rzew­ność od wiel­kie­go dzwo­nu?
Oj­czy­znę w ko­lu­mien­kach z wi­do­kiem na ule,
Gdzie miód sło­dy­czą swoj­ską za­skle­pia się czu­le,
Nad rze­ką sto­ją wierz­by, na łą­kach bo­cia­ny,
Sły­szysz, Ba­siu, to nasi biją w ta­ra­ba­ny –
A wy­szy­dzo­ny cho­choł, so­bo­wtór sym­bo­lu,
Sta­rym się oby­cza­jem ko­ko­szy na polu,
Sło­ma trzesz­czy za­pchlo­na, gzi dziew­ki w po­doł­ku,
Szu­my chmie­lu, al­ko­wa z pa­ła­szem na koł­ku
I ta krze­pa: wieś w mal­wach, szkor­but, dzie­ci kopa,
Świę­ta zie­mia pra­oj­ców.
Twój na­ród – bez chło­pa!

Z cze­go bu­du­jesz kraj ten?
Z lu­dzi, któ­rych nie ma,
Znów je­den za mi­lio­ny, rę­ka­mi aż dwie­ma?
Z kim pie­niac­two wiel­ko­ści two­je tu się kłó­ci,
Gdy wszy­scy je­dzą dzień swój wol­ni i roz­ku­ci,
Na wszyst­ko wa­sza zgo­da spły­wa na­ro­do­wa
An­hel­licz­nym na­tchnie­niem wy­pcha­na, jak sowa.
Du­chem są albo dia­bły albo na­masz­cze­ni
Go­łę­bim ochę­dó­stwem astra­le z prze­strze­ni,
Bla­de twa­rze w go­rącz­ce, bi­blij­ni stu­den­ci,
Brac­two wes­tchnień, cier­pliw­cy, wszy­scy pol­scy świę­ci.

Prze­licz jesz­cze i do­daj czter­dzie­ści i czte­ry
Spo­so­by wy­ba­wie­nia od wszel­kie­go li­cha,
By wol­ność jak ta­ba­kę za­żyć z ta­ba­kie­ry,
Po­tem zdro­wo i gło­śno na wszyst­ko się ki­cha –
I ten ra­chu­nek w praw­dę su­muj oczy­wi­stą,
Niech ci do ro­man­tycz­nej znów ude­rzy gło­wy –
To jest twój sen upior­ny, Wiel­ki Re­ali­sto:
Pań­stwo w ka­mie­niach młyń­skich, na­ród nie­go­to­wy.

Bu­duj te­raz, wy­dźwi­gaj nas śród świa­ta, nad dzie­jów prze­smy­kiem,
Wyjdź pierw­szy na pie­de­stał i roz­głoś na­okół
Tę wiel­kość wy­mu­szo­ną ba­tem albo krzy­kiem,
Święć prze­mie­nie­nie tłusz­czy i chrzcij nowe cza­sy
Z kro­piel­ni­cy, co wy­schła i krwią już nie chlu­sta,
Sta­rym her­bem sar­mac­kim w po­pusz­czo­ne pasy
Za­tkaj gęby krzy­czą­ce i zgłod­nia­łe usta –
I komu te­raz jesz­cze otu­chy za mało
A prze­szłość je­sio­no­wa pra­oj­ców nie­ślicz­na,
Niech sta­nie pod co­ko­łem i po­rwa­ny chwa­łą
Two­rzy wol­ność.
Masz ra­cję. Jak­że jest tra­gicz­na!”

M1980
M1980
11 dni temu
Reply to  kapelan

Nudził mnie kiedyś na lekcjach polskiego,a dziś zaczynam doceniać jego geniusz

reader
reader
11 dni temu

Dynamiczny redaktor Glazurek napisał naprawdę jakościowy artykuł

przeprosiny
przeprosiny
11 dni temu

Krzysztof Stanowski przeprasza Pana Dariusza Tuzimka za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności i dobrego imienia, do czego doszło wskutek publikacji, zawierających nieprawdziwe informacje i nieuprawnione oceny na temat Pana Dariusza Tuzimka, dotyczące wykonywania przez niego obowiązków zawodowych, które zamieszczone zostały w książce „Stan Futbolu. Tajemnice boiska, szatni i piłkarskich gabinetów” i w artykułach, dostępnych na portalu weszlo.com

Janek1988
Janek1988
11 dni temu

Dziś gdyby taka konkurencja istniala to zlotym medalista musialby byc czarnoskóry BLM a wiersz opowiadac o wyalienowanych sportowcach LGBT qrwa plus, albo transplciowy ciężarowiec a okladka koniecznie w kolorach tęczy.

cynik
cynik
11 dni temu

Bardzo ciekawy artykuł, dzięki Mazurek.

Lukasz
Lukasz
11 dni temu

Ale podobny do Tomka Lorka

Robert
Robert
10 dni temu

Mazurek aktualnie najciekawsze pióro na weszło, jedyny co dotyka niebanalnych tematów. Tak trzymaj!