Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Conte vs Tuchel. Na boisku 2:2, ale czy w oktagonie też byłby remis?

Arek Dobruchowski

Autor:Arek Dobruchowski

14 sierpnia 2022, 20:46 • 5 min czytania 24 komentarzy

Thomas Tuchel kontra Antonio Conte na Fame MMA? Halo, Wojtek Gola, jeśli oglądałeś derby Londynu to spróbuj zorganizować taką walkę. Między szkoleniowcami wrzało przez cały mecz. Nie panowali nad swoimi emocjami. Po końcowym gwizdku zamiast sobie podziękować, postanowili raz jeszcze rzucić się na siebie, a w konsekwencji obaj dostali po czerwonej kartce. 

Conte vs Tuchel. Na boisku 2:2, ale czy w oktagonie też byłby remis?

Cóż to były za emocjonujące derby Londynu! Wydawało się, że Chelsea na luzie ogra Tottenham, bo długimi fragmentami dominowała nad rywalem. “Koguty” nie istniały, ale w kluczowych momentach potrafiły odpalić, wykorzystując błędy The Blues. Tuchel mógł być już zdenerwowany samym faktem, że jego drużyna mając pełną kontrolę nad meczem, dwukrotnie straciła prowadzenie, a do tego jeszcze Conte prowokował swoimi reakcjami. Gdy Hojbjerg strzelił na 1:1, to Włoch podbiegł do Niemca i eksplozywnie pokazał swoją radość, patrząc mu w oczy. Tak, doszło do pierwszej przepychanki, a po końcowym gwizdku była kolejna.

Chelsea – Tottenham 2:2. W pierwszej połowie Koguty nie istniały.

Dwóch zmian w pierwszym składzie dokonał Thomas Tuchel względem pierwszego spotkania z Evertonem. Od pierwszych minut mogliśmy zobaczyć Marca Cucurellę, który w ubiegłym tygodniu trafił do The Blues z Brighton za ponad 65 milionów euro. Debiut w nowym klubie zaliczył już  z The Toffees. Pojawił się na boisku na ostatnie 15 minut, a i tak zdążył wnieść sporo ożywienia na lewej flance. Mógł się podobać. Niektórzy twierdzą, że Hiszpan zrobił więcej w kwadrans niż Ben Chilwell przez 75 minut. Drugą korektą w składzie, jakiej dokonał niemiecki szkoleniowiec to zamiana Cesara Azpilicuety na… Rubena Loftusa-Cheeka. Aczkolwiek nie była to zmiana jeden do jeden. Anglik w starciu z Tottenhamem występował na prawym wahadle, a Reece’a Jamesa mogliśmy oglądać w roli prawego środkowego obrońcy.

Z kolei Antonio Conte wyszedł z założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Na Stamford Bridge wyszła ta sama jedenastka, która zmiotła z planszy Southampton (4:1) w pierwszej kolejce Premier League. Aczkolwiek Chelsea to rywal z dużo wyższej półki niż “Święci”, o czym dobitnie przekonały się “Koguty” w pierwszej połowie. Nie mieli nic do powiedzenia w ofensywie. Ich środek pola nie funkcjonował w ogóle, a w The Blues N’Golo Kante był totalnym szefem. Dzielił i rządził, a do tego miał solidne wsparcie od Jorginho. Tottenham nie był w stanie wyjść ze swojej połowy.

Chelsea dominowała, ale nie miała wiele klarownych sytuacji do zdobycia gola. Na pewno warto odnotować kapitalną interwencję Llorisa, który z niemałymi trudnościami obronił strzał Havertza, który padł po pięknej kombinacyjnej akcji w wykonaniu Loftusa-Cheeka, Kante i Sterlinga. Ten ostatni zagrał sprytnie piętą do Niemca, który chciał zmieścić piłkę w długi róg bramki. Francuski golkiper prawie zrobił szpagat w bramce i końcówką buta zdołał wybić futbolówkę na rzut rożny.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Tylko, że po tym stałym fragmencie gry padła bramka dla gospodarzy. Marc Cucurella dostrzegł sprytny ruch Koulibaly’ego w polu karnym, a ten popisał się kapitalnym strzałem woleja. Nie było co zbierać. Dobrze, że Sterling się uchylił, bo mógłby dostać wstrząsu mózgu po takim uderzeniu. Od pierwszych minut Senegalczyk wyglądał niepewnie w obronie, ale ten piękny gol na 1:0 sprawił, że się obudził i nabrał większej pewności siebie. Warto podkreślić, że w tej akcji brały udział tylko nowe nabytki The Blues. Wyróżnilibyśmy też Sterlinga, bo mamy takie przeczucie, że gdyby tam był Lukaku to nie byłoby tej bramki, bo nie zdążyłby uniknąć tego strzału.

Jak najlepiej można podsumować połówkę w wykonaniu Tottenhamu? Wystarczy zaznaczyć, że Harry Kane miał tylko jeden (!) kontakt  z piłką w pobliżu pola karnego Chelsea. Podopieczni Antoni Conte nie mieli nic do powiedzenia. Przegrywali prawie każdy pojedynek w środkowej strefie boiska i nie potrafili przeprowadzić ani jednej akcji ofensywnej. Chyba, że liczymy strzał Sessegnona, który wybronił Mendy. Aczkolwiek, gdyby w tej sytuacji padła bramka, sędziowie nie uznaliby tego trafienia, gdyż zawodnik gości był na spalonym.

Wielkie emocje na boisku i po za nim

W 57. minucie spotkania Antonio Conte zmienił ustawienie na 1-4-4-2, Sessegnona zmienił nowy nabytek “Kogutów”, Richarlison. To wiele zmieniło w tym meczu, bo Tottenham w końcu dochodził do głosu. Swoją sytuację sam na sam z bramkarzem miał Son. Chwilę później Kane otrzymał kapitalne podanie od Hojbjerga, ale oddał niecelny strzał, mając przed sobą tylko senegalskiego golkipera.

Kluczowy moment spotkania to 68. minuta i spora kontrowersja – czy Bentancur faulował Havertza? W pierwszej chwili wydawało się, że Urugwajczyk nie trafił w piłkę, a zagarnął nogi Niemca. Zarówno były piłkarz Bayeru Leverkusen, jak i Thomas Tuchel byli przekonani o tym, że Bentancur dopuścił się przewinienia. Anthony Taylor puścił grę i kilkadziesiąt sekund później Tottenham doprowadził do wyrównania. Jorginho zachował się nieodpowiedzialnie w swoim polu karnym, stracił piłkę, którą wygarnął mu Son. Koreańczyk zagrał do Hojbjerga, a ten zdobył gola zza pola karnego.

W tym momencie doszło do pierwszej scysji miedzy Tuchelem a Conte. Dużo nie brakowało, żeby już wtedy doszło do rękoczynów. Zrobiło się wielkie zamieszanie, a sędzia stwierdził, że to dobry moment na przerwę na wodę. Zarówno piłkarze jak i sztaby szkoleniowe obu zespołów musiały ochłonąć. Aczkolwiek emocje były dalej. W 77. minucie świetną akcję po przechwycie piłki przeprowadziła Chelsea. Kante posłał prostopadła piłkę do Sterlinga, a ten dostrzegł po swojej prawie stronie Jamesa, który pewnym strzałem pokonał Llorisa.

Co zrobił Tuchel? Oczywiście, że pokazał swoją radość, biegnąc w stronę Conte, choć ten tym razem nie zareagował. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Tottenham miał rzut rożny. Ivan Perisić dośrodkował w pole karne, Harry Kane wygrał pozycję w powietrzu i tyłem głowy zdobył gola na 2:2. Aczkolwiek i w tym wypadku nie obyło się bez kontrowersji. Bo czy w ogóle powinno dojść do tego rzutu rożnego? Cristian Romero ciągnął za włosy Cucurellę podczas walki o pozycję w polu karnym. To nie jest faul? Anthony Taylor zinterpretował tę sytuację inaczej, a VAR nie zainterweniował.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Chelsea – Tottenham 2:2

Koulibaly 19′, James 77′ – Hojbjerg 69′, Kane 90+6′

CZYTAJ WIĘCEJ O ANGIELSKIM FUTBOLU:

Entuzjasta młodzieżowego futbolu. Jest na tym punkcie tak walnięty, że woli oglądać Centralną Ligę Juniorów niż Ekstraklasę. Większą frajdę sprawia mu odkrywanie nowych talentów niż obserwowanie cały czas tych samych twarzy, o których mówi się, że są „solidnymi ligowcami”. Twierdzi, że szkolenie dzieci i młodzieży w Polsce z roku na rok się prężnie rozwija, ale niestety w Ekstraklasie dalej są trenerzy, którzy boją się stawiać na zdolnych młodych chłopaków. Aczkolwiek nie samą juniorską piłką człowiek żyje - masowo pochłania również mecze Premier League, a w jego żyłach płynie niebieska krew sympatyka londyńskiej Chelsea.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Anglia

Luke Shaw może nie zagrać na Euro. Kolejna kontuzja piłkarza Manchesteru United

Paweł Wojciechowski
0
Luke Shaw może nie zagrać na Euro. Kolejna kontuzja piłkarza Manchesteru United

Komentarze

24 komentarzy

Loading...