Jedni nazywali ten wyścig gównem, drudzy twierdzili, że jest najpiękniejszy na świecie. Zdarzało się, że… ta sama osoba wygłaszała obie te opinie. Paryż-Roubaix pojedzie w niedzielę po raz 119. Kolarze znów będą musieli wytrzymać sześć godzin w pełnym skupieniu i z nadzieją, że na brukach ani nie dojdzie do kraksy, ani nie zawiedzie ich sprzęt. Wygrać może tylko jeden, faworytów jest wielu. Wśród nich – choć w dalszym szeregu – Michał Kwiatkowski. Czego spodziewać się po tegorocznym „Piekle Północy”?

Czas na piekło. Kwiatkowski i spółka przejadą Paryż-Roubaix

Paryż-Roubaix. „Każdy kolarz chciałby tam pojechać”

Legendę Paryż-Roubaix tworzy przede wszystkim bruk. Jasne, kiedyś po takim jeździło się w wielu wyścigach. Teraz „Piekło Północy” jest jednym z niewielu, gdzie takie fragmenty jeszcze pozostały. A to zasługa organizatorów – od wielu lat poszukiwali bowiem dróg, na których będzie można jeszcze pojechać po nawet dziewiętnastowiecznej kostce, często specjalnie utrzymywanej w złym stanie. Poszczególne kamienie potrafią wystawać na kilka centymetrów, w każdej chwili – jeśli tylko ma się pecha – można złapać gumę lub po prostu zaliczyć upadek.

Kolarze powtarzają, że gdy jesteś w formie i świetnie się czujesz, to po brukach właściwie przelatujesz. Gdy to nie twój dzień, to każdy, choćby najkrótszy z trzydziestu sektorów (określanych poprzez gwiazdki od jednej do pięciu – im więcej, tym sektor trudniejszy, pięciogwiazdkowe są trzy), sprawi ci problemy. Do tego jeśli nawet masz wrażenie, że nogi „podają” idealnie, musisz mieć też znakomicie przygotowany sprzęt. Na Paryż-Roubaix rowery szykuje się bowiem specjalnie. Do Piekła nie wjedziesz w końcu na sprzęcie, na jakim jeździsz na co dzień.

Przydomek wyścigu nie wziął się znikąd. To impreza, na której wielu zawodników lądowało na ziemi po kraksach. Na której mnóstwo nie dojeżdżało do mety. Wyścig, którego samo ukończenie jest wielkim wyczynem. I którego każdy kolarz powinien spróbować choć raz, jak twierdzi Michał Gołaś – do niedawna profesjonalny zawodnik, dziś dyrektor w ekipie Bahrain-Victorious. On w zeszłym roku wrócił na trasę Paryż-Roubaix po 13 latach przerwy. Tam żegnał się z peletonem. Udanie, w swojej drugiej próbie po raz pierwszy dojechał do mety.

– Oczywiście, że każdy kolarz chciałby tam pojechać. Sam chciałem ten wyścig ukończyć, dlatego wróciłem po tych kilkunastu latach. Dobrze widziałem, ile szczęścia trzeba mieć, bo w trakcie wyścigu trzy razy złapałem gumę! – mówi „Goły”. Zeszłoroczna edycja była jednak specjalna – zorganizowano ją jesienią, pogoda absolutnie nie rozpieszczała. Było mokro, chłodno, ślisko, a kolarze dojeżdżali cali w błocie. W dużej mierze mogli się poczuć tak, jak pewnie czuli się ci, którzy jako pierwsi przejeżdżali ten wyścig, jeszcze w XIX wieku.

W tym roku ma być inaczej. Choć 257,2 kilometra (z 54,8 km bruków) na pewno wykończy każdego zawodnika – trasa jest zresztą niemal identyczna, jak ubiegłoroczna – to organizatorzy zdążyli już zapowiedzieć, że bruki wyglądają lepiej, niż kiedykolwiek. Są suche i w dobrym stanie. W niedzielę, gdy kolarze wyjadą rywalizować, ma im w dodatku towarzyszyć idealna pogoda do jazdy.

Normalnie po naszym rekonesansie trzeba było zrobić kilka poprawek, ale teraz nie było to konieczne. W niedzielę ma być sucho. Chcieliśmy deszczu i ten przyszedł w ubiegłym roku, ale teraz cieszymy się, że będzie słonecznie, bo wtedy jest trochę mniej nerwowo – powiedział Sporzy Thierry Gouvenou, dyrektor wyścigu.

WIĘCEJ O HISTORII PARYŻ-ROUBAIX PRZECZYTASZ W TYM MIEJSCU

To jednak nie oznacza, że będzie łatwo. Bo bruki to zawsze wyzwanie. Na czele z tym najbardziej ikonicznym – Laskiem Arenberg, który na kolarzy czekać będzie 95 kilometrów przed metą.

– W rzeczywistości ten bruk jest o wiele trudniejszy, niż wydaje się w telewizji. Niektóre z tych sektorów wyglądają, jakby ktoś rzucał te kostki z kilku metrów i ułożył zupełnie nieregularnie. To nie zwykła droga, bruki bardzo się odczuwa, zwłaszcza te sektory pięciogwiazdkowe. Do Lasku Arenberg wpada się z wielką szybkością i przez chwilę zupełnie traci się wzrok, bo wibracje są na tyle duże, że niewiele się widzi. Te odcinki brukowe stanowią największy problem, ale to nie tak, że poza nimi jest spokój. Od początku cały czas walczy się o pozycje, bo każdy wie, że jazda z przodu na brukach daje bardzo dużo. Ma się wtedy przewagę dzięki omijaniu potencjalnych kraks. To jest wyścig, w którym przez sześć godzin trzeba być w pełni skupionym – mówi Gołaś.

W dodatku to wyścig, który zawsze może zaskoczyć.

Piekło bywa nieprzewidywalne

Często mówi się, że to najbardziej nieprzewidywalny z Monumentów – pięciu największych jednodniowych wyścigów w kolarskim świecie. A może nawet najbardziej ze wszystkich wyścigów klasycznych. Nie dlatego, że co roku trafia się niespodziewany zwycięzca – w jego przypadku zasada jest raczej podobna, co i gdzie indziej, wygrywa najmocniejszy, zwykle z grona faworytów.

W Paryż-Roubaix jednak każdy moment może okazać się decydującym. Jeden defekt, kraksa, złe ustawienie w peletonie i nagle okazuje się, że nie nadąża się za atakiem, że traci się siły na nadrobienie dystansu, że jest się zamkniętym i na welodrom w Roubaix wjeżdża się już pozbawionym marzenia o wielkim triumfie.

– Poza wszystkim trzeba mieć bardzo dużo szczęścia. Przez ostatnie 160 kilometrów jedzie się na granicy ryzyka. Nie mówię tylko o kraksach, ale też o tym, że sprzęt może być przygotowany świetnie, ale wypadki losowe i tak się zdarzają. Rok temu sam złapałem trzy gumy, a nie byłem jedyny. Tutaj wygrać nawet raz to niesamowity sukces. Powtórzenie wydaje się piekielnie trudne. Trzeba wiele razy próbować, mieć swój dzień, świetną ekipę i szczęście. Ekipę dlatego, by cię osłaniała, gdy jest to możliwe i stworzyła ci szansę na ominięcie ryzyka – mówi Gołaś.

Przez to wszystko Paryż-Roubaix to jeden z tych wyścigów, w których doświadczenie liczy się niesamowicie. Nie chodzi nawet o lata spędzone na rowerze, ale szczególnie o przejechanie jego trasy w poprzednich sezonach, poznanie jej. Osiągnąć sukces w debiucie wydaje się zadaniem niemal niemożliwym. Często za to świetnie radzą w nim sobie prawdziwi weterani, nestorzy peletonu. Choćby w 2019 roku wygrywał tam niespełna 37-letni Philippe Gilbert, zresztą kolarz w dużej mierze stworzony pod rywalizację na francuskich trasach. Dlaczego? Odpowiada Michał Gołaś.

– Z jednej strony kolarstwo się rozwija – patrząc choćby na Tadeja Pogacara, Vincenzo Nibalego czy Alejandro Valverde – i dziś jest o wiele większa grupa kolarzy, którzy mogą wygrać ten wyścig. Gdybym jednak miał opisać takiego idealnego zawodnika, to byłby to ktoś ważący minimum 75 kilogramów, mający przy tym świetne umiejętności jazdy na rowerze. Śmiejemy się też, że powinien mieć nisko osadzony środek ciężkości. Wygrywał tu co prawda wysoki [192 cm – przyp. red.] Tom Boonen, ale on ważył grubo powyżej 80 kilogramów. Mówię jednak o tym, że potrzebny jest określony styl pedałowania, by rower nie odskakiwał na tych kocich łbach. Waga lekka ma większe problemy – nie generuje takiej mocy i trudniej im przez to prowadzić rower.

Wspomniany Boonen to zresztą jeden z dwóch królów tego wyścigu. Wygrywał go czterokrotnie, tylko jego rodak, Roger De Vlaeminck – wielki zawodnik z lat 70., jeden z trzech kolarzy, którzy skompletowali wszystkie pięć Monumentów – osiągnął wcześniej coś podobnego. Od 2014 roku z kolei – czyli pierwszej edycji po trzeciej wygranej Fabiana Cancellary – mamy w Roubaix wyłącznie debiutujących mistrzów. Nikt z ostatnich siedmiu zwycięzców nie zdołał powtórzyć swojego sukcesu.

Wiemy już zresztą, że nie zrobi tego Sonny Colbrelli, ubiegłoroczny triumfator. On niespełna miesiąc temu, po finiszu pierwszego etapu wyścigu Dookoła Katalonii doznał ataku serca. Tak się składa, że to zawodnik ekipy Bahrain Victorious, gdzie jako dyrektor sportowy pracuje Gołaś.

– Na pewno nasi kolarze zrobią wszystko, by wygrać ten wyścig i zadedykować ten triumf właśnie jemu, bo bardzo go brakuje w naszej grupie klasykowców. Patrząc na to, co pokazał w zeszłym roku i jak świetnie zaczął ten sezon, pewnie byłby w grupie faworytów. To też udowadnia, jak wszystko jest kruche w sporcie. W jednym sezonie wygrywasz Paryż-Roubaix i jesteś w czołówce wielu wyścigów, drugi też zaczynasz dobrze, a z dnia na dzień balansujesz na granicy życia i śmierci, nie mówiąc nawet o tym, że pod znakiem zapytania stoi twoi kariera – mówi „Goły”.

Oznacza to zresztą, że całkiem prawdopodobne jest, że po raz kolejny wyścig wygra ktoś, kto jeszcze w nim nie triumfował. Tym bardziej, że w tym roku może być jeszcze bardziej nieprzewidywalny – minimalnie bowiem zmieniono jego termin. Zwykle (bo dwa lata temu go odwołano, a w zeszłym roku był jesienią) odbywał się tydzień po Ronde van Vlaanderen. Tym razem – ze względu na pierwszą turę wyborów we Francji – zamieniono go w kalendarzu miejscami z Amstel Gold Race. A to oznacza, że kolarze, którzy chcą w nim osiągnąć sukces, musieli minimalnie zmodyfikować swoje przygotowania w stosunku do tego, co robili na ogół.

I choć to zmiana niewielka, to niewykluczone, że zamiesza w stawce. Choć główny faworyt wydaje się być oczywisty.

Van der Poel i cała reszta

Mathieu van der Poel już dawno zapracował sobie na status jednego z najlepszych specjalistów od klasyków w obecnym pokoleniu kolarzy. W dodatku w tym sezonie prezentuje się na razie fenomenalnie – w Mediolan-San Remo był trzeci, potem wygrał jeden z etapów Settimana Internazionale Coppi e Bartali, a wreszcie najlepszy okazał się na trasie Ronde van Vlaanderen, innego z Monumentów. Triumfował tam już zresztą po raz drugi w karierze.

W Paryż-Roubaix po raz pierwszy pojechał rok temu i był bliski dokonania rzeczy wielkiej – wygrania całego wyścigu w debiucie. Wyprzedzili go tylko Sonny Colbrelli i Florian Vermeersch, z którymi finiszował na welodromie. Między wierszami przyznawał potem, że ta porażka mocno go zabolała. Można więc podejrzewać, że wśród jego celów na rok 2022 Paryż-Roubaix jest jednym z największych.

Tym bardziej, że dwóch innych wielkich kolarzy status faworyta straciło. Tadej Pogacar na starcie w ogóle się bowiem nie pojawi, a Wout van Aert wraca po przerwie spowodowanej zakażeniem koronawirusem, przez który ominął choćby Amstel Gold Race. W swojej ekipie nie ma być nawet główną postacią – Jumbo-Visma zamiast tego stawia przede wszystkim na Christophe’a Laporte’a, który zdaje się być w tym sezonie w dobrej formie. Choć sam Francuz twierdził, że van Aerta skreślać nie można.

Jeśli pojedzie w wyścigu, to znaczy, że jest dobrze przygotowany. Ciężko trenował, myślę, że w niedzielę może być groźny. Ja miałem dobrą wiosnę, podobnie jak zespół. Będziemy mieć mocną ekipę, chcemy powalczyć o zwycięstwo. Rok temu byłem tu szósty, chciałbym poprawić tę lokatę – mówił Laporte.

W gronie faworytów nie powinno się przeoczyć Stefana Künga z Groupamy, który w ostatnich latach stał się jednym z lepszych klasykowców. Zwykle nieco brakuje mu do zwycięzców (tylko w tym sezonie był piąty w Ronde van Vlaanderen, trzeci w E3 i ósmy w Amstel Gold Race), ale niezmiennie jest w czołówce i udowadnia, że noga doskonale podaje mu na trasie. Jeśli wyścig dobrze się dla niego ułoży, może zaatakować. Swoją drogą warto też zwrócić uwagę na jego całkiem spory fanklub, który wymyślił nawet specjalną przyśpiewkę dla Szwajcara, wykonywaną niezależnie od tego, czy ten akurat zaliczył dobry wynik.

Wśród kolarzy, na których na pewno trzeba zwrócić uwagę, znajduje się też Mads Pedersen (zresztą Trek-Segafredo wystawia mocny skład, w którym pokazać może się również Jasper Stuyven). On finiszował w czołowej ósemce w Ronde, Gent-Wevelgem i Mediolan-San Remo. Do tego wygrał dwa etapy w Pays de la Loire, a najlepszy byłby też w klasyfikacji generalnej, gdyby nie… kraksa na cztery kilometry przed końcem ostatniego etapu.

Kto jeszcze? Groźni będą z pewnością tacy zawodnicy jak Zdenek Stybar, Yves Lampaert czy Kasper Asgreen. Bardzo mocny skład wystawi Total Energies, znajdą się w nim Peter Sagan (wygrywał już Paryż-Roubaix w przeszłości, ale na razie w tym sezonie jest bez formy po przechorowaniu koronawirusa), Niki Terpstra, Edvald Boasson Hagen czy Daniel Oss, jednak największym kandydatem do sukcesu wydaje się Anthony Turgis, który nieźle radził sobie w poprzednich dwóch edycjach wyścigu.

O zwycięstwo, jak już wspominaliśmy, z pewnością chcieliby powalczyć kolarze Bahrain-Victorious, których ekipa w pewnym sensie broni tytułu. Tam liczyć powinien się przede wszystkim Matej Mohoric. Eksperci sugerują też, że nie powinno się lekceważyć jeszcze trzech kolarzy. Tak się składa, że wszyscy są z Ineos Grenadiers, a jeden z nich jest Polakiem.

Michał z kolegami

Michał Kwiatkowski decyzję o starcie w Paryż-Roubaix podjął stosunkowo niedawno, pierwotnie jego kalendarz nie obejmował tego wyścigu. Zmieniło się to jednak po jego wspaniałym zwycięstwie w tegorocznym Amstel Gold Race. Podobnie jak zmieniła się ocena początku sezonu w wykonaniu Polaka. Przed holenderskim wyścigiem był on bowiem jednym z najgorszych w jego karierze.

Kwiatkowski tradycyjnie stawiał bowiem na mocną wiosnę. Zwykle atakował na trasie Strade Bianche, walczył o sukces w Mediolan-San Remo, a potem przenosił się na ardeńskie klasyki. Paryż-Roubaix unikał – debiut w tym wyścigu zaliczył dopiero w zeszłym roku, gdy rozgrywano go jesienią, a więc w zupełnie innym terminie. Jechał wtedy razem z Michałem Gołasiem, przez lata byli w końcu kolegami z drużyny.

– Michałowi się podobało – w takim sensie, że mimo bólu i ekstremalnych warunków, bawił się tym wyścigiem. Był tam, gdzie trzeba. Miał pecha, bo złapał gumę i to w takim miejscu, gdzie nie można było mu szybko pomóc. To jest to szczęście, czy też jego brak, o którym mówiłem. W tym roku na pewno nie należy do grona największych faworytów, ale bardzo dobrze radzi sobie na brukach. Pewnie niewielu ludzi pamięta, ale kilka lat temu był bliski wygrania etapu na Tour de France, gdzie też były sektory brukowe. Tam też poszła mu opona. Sądzę, że w tym roku powalczy w Roubaix – mówi Gołaś.

Kwiatkowski jednym z opcjonalnych faworytów stał się właśnie przed tygodniem, gdy okazał się najlepszy na trasie Amstel Gold Race. Wcześniej – nawet gdyby od początku planował pojechać do Roubaix – nie byłoby go na liście potencjalnych triumfatorów wyścigu. Przed sezonem przechorował koronawirusa, był w izolacji, a potem albo radził sobie słabo (niezły występ zanotował jedynie w Mediolan-San Remo), albo wycofywano go ze składu ekipy na jakiś czas przed zaplanowanym startem.

A że w 2021 roku nie wygrał ani jednego wyścigu czy etapu, powoli zaczynała się dyskusja o tym, czy Michał jeszcze kiedyś będzie wielki. Drugi w jego karierze triumf w Amstel ją uciszył. I bardzo byśmy chcieli, by kolejne starty to potwierdzały. Choć na odbywającej się w środku tygodnia Brabanckiej Strzale Kwiato nie dojechał nawet do mety. Ineos i tak mogło tam jednak świętować, bo wygrał 19-letni Magnus Sheffield.

MICHAŁ KWIATKOWSKI WYGRAŁ AMSTEL GOLD RACE

On zresztą też pojawi się w Paryż-Roubaix. Brytyjska ekipa ogółem wystawia zresztą piekielnie mocny skład, w którym znajdą się też Ben Turner (czwarty w Brabanckiej Strzale), Luke Rowe, Cameron Wurf, Dylan van Baarle (drugi w Ronde van Vlaanderen) i nominalny lider – Filippo Ganna. Włoch dwukrotnie startował już na francuskich brukach i… dwa razy nie dojechał do mety (choć wygrał edycję dla młodzików w 2016 roku). Tym razem szykował się w dość zaskakujący spokój – na torze. Jego rywale zwykle wybierali start w Amstel, Brabancji lub obu tych wyścigach.

Z tych dwóch powodów – słabych dotychczasowych wyników i niecodziennych przygotowań – eksperci typują, że Filippo może być swego rodzaju czarnym koniem. Bo niby znamy jego możliwości, ale nie wiemy, czego się spodziewać przed tym konkretnym wyścigiem. Ineos będzie miało jednak opcje rezerwowe. Pierwszą powinien być van Baarle, w Paryż-Roubaix bardzo regularny, ale zwykle zajmujący lokaty w drugiej dziesiątce. Drugą – Kwiatkowski, który w Amstel pokazał się z dwóch dobrze znanych nam stron. Po pierwsze, znakomicie rozegrał wyścig taktycznie. Po drugie, dał sobie radę na finiszu z dwuosobowej grupki.

Działał więc i mózg, i nogi. I o ile o ten pierwszy nigdy się nie martwiliśmy, to te drugie dawały powody do niepokoju. Ale skoro „podają”, to świetnie. Bo na Paryż-Roubaix będą bardzo ważne. Jak pisaliśmy – ten wyścig premiuje nieco cięższych kolarzy. Kwiato do nich nie należy. Ale ma inne atuty.

– Na trasie Paryż-Roubaix bardzo liczy się moc absolutna. Gdy zestawisz to z aerodynamiką i umiejętnościami ścigania, to Michał pewnie trochę zyskuje. Jednak może mu brakować nieco mocy na płaskim. Nadrobi to w pewnym stopniu umiejętnościami i wytrzymałością, ale czy to wystarczy? On waży teraz pewnie jakieś 65 kilogramów, a na Paryż-Roubaix mógłby przekroczyć te 70, byłoby mu łatwiej – mówi Michał Gołaś.

I dodaje:

– Wygrana Michała w Amstel była sporym zaskoczeniem. Kwiato miał w końcu ciężką wiosnę. Wcześniej jednak powtarzałem, że jeśli wcześniej miał problemy, to pewnie będzie dobry w marcu i kwietniu. Prawda jest bowiem taka, że zwykle tę formę miał świetną od początku, ale nie starczało mu jej do końca kwietnia. W tym roku wchodził w sezon później i się rozkręcał. Zaskoczył mnie, ale to pokazuje, że nigdy nie można go przekreślać. Skoro mimo problemów w przygotowaniach był w stanie wygrać jeden z najważniejszych wyścigów na świecie, to jest w grze we wszystkich wyścigach jednodniowych. Na pewno jeszcze sporo ich wygra.

Jutro Kwiato pewnie jednak będzie w pierwszej kolejności harować na kolegów. Powalczyć może spróbować, jeśli wyścig ułoży się tak, że dostanie szansę. Nawet jeśli nie na zwycięstwo, to może chociaż na poprawę najlepszego w historii wyniku Polaków – tym pozostaje bowiem 14. miejsce Joachima Halupczoka (w 1990 roku) i Zbigniewa Sprucha (1999).

O swój najważniejszy cel Kwiatkowski powalczy jednak dopiero tydzień później.

Marzenie na horyzoncie

Michał nigdy nie krył, że z wiosennych wyścigów szczególnie upodobał sobie jeden i marzy o zwycięstwie właśnie w nim. Chodzi o Liege-Bastogne-Liege, inny z Monumentów, najstarszy z nich (nosi zresztą przydomek „Staruszka”). Polak dwukrotnie był tam trzeci – w 2014 i 2017 roku. W tym drugim przypadku finiszował trzy sekundy za Alejandro Valverde i Danielem Martinem. W pierwszym był w czteroosobowej grupie, która dojechała do mety najszybciej, ale na sprinterskiej końcówce przegrał z Simonem Gerransem i wspomnianym Valverde. Hiszpan zresztą wygrywał ten wyścig już czterokrotnie, a na podium stał siedem razy.

Stałem się tak głodny wygranej, że w końcu muszę to osiągnąć. Im dłużej tego nie robię, tym bardziej desperacko tego chcę – mówił przed edycją z 2019 roku. Wtedy mu się nie powiodło, był 12., a wygrał – daleko przed wszystkimi rywalami – Jakob Fuglsang. W 2020 roku był za to 10., rok później 11. Cały czas jest w czołówce, często brakuje mu tylko kilka sekund do najlepszych. Jego rezultat z poprzedniego sezonu był zresztą naprawdę dobry, biorąc pod uwagę, że nieco ponad miesiąc wcześniej złamał żebro. Dla niego liczyło się jednak przede wszystkim zwycięstwo, a tego nie osiągnął.

Czy w tym roku wreszcie mu się uda?

– Liege to faktycznie jego cel i to od ładnych kilku lat. Może właśnie ten rok, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zostanie przełomowym? Zobaczymy, jak będzie jutro na Roubaix. Na pewno ta kombinacja wyścigów: Roubaix, Walońska Strzała [odbędzie się w środę, 20 kwietnia – przyp. red.] i Liege nie jest łatwa, ale ze względu na zmiany w kalendarzu próbuje ją pojechać wielu kolarzy. Podejrzewam, że Michałowi to nie zaszkodzi – mówi Gołaś.

Kwiatkowski faktycznie ma pewien atut w tym, że wszedł w sezon nieco później i wolniej. W Liege do sukcesu potrzeba jednak idealnego wyścigu i mocnej ekipy. O ile drugie Michał zapewne dostanie, o tyle jego forma będzie zagadką, bo Amstel to na razie jeden – piękny, owszem, ale jednak samotny – wyskok. Jeśli na trasie Paryż-Roubaix i Walońskiej Strzały potwierdzi, że jego dyspozycja rośnie, to Liege-Bastogne-Liege stanie się wyścigiem, który powinien włączyć każdy fan kolarstwa w Polsce.

Bo możliwe, że Kwiato napisze tam wspaniałą historię.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Uncategorized
18.08.2022

Benfica i Maccabi bliżej awansu. Podsumowanie środowych meczów el. do Ligi Mistrzów

W środę mogliśmy obejrzeć pozostałe trzy mecze eliminacji do Ligi Mistrzów. Pierwsze spotkanie rozpoczęło się już o 18:45. Było to starcie Karabachu Agdam z Viktorią Pilzno. W tym pojedynku padł remis. Owszem, Azerowie mieli przewagę, która miała pokrycie w statystykach. Oddali dwanaście strzałów, w tym siedem celnych. Ponadto częściej niż Czesi utrzymywali się przy piłce. Viktoria natomiast tylko raz zdołała posłać futbolówkę w światło bramki rywala. […]
18.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Oficjalnie: Domenico Berardi przedłużył kontrakt z Sassuolo do 2027 roku

Włoski skrzydłowy złożył dzisiaj podpis pod nową umową ze swoim dotychczasowym pracodawcą. Nowy kontrakt 28-latka ma obowiązywać do 30 czerwca 2027 roku. Dla wielu tym samym Berardi definitywnie zamknął sobie drzwi do tego, aby zaistnieć w świecie wielkiej piłki. Spędził on bowiem całą seniorską karierę w zespole „Neroverdich”, którego jest wychowankiem. Co prawda latem 2013 roku przeszedł za 4,5 miliona euro do Juventusu, aczkolwiek „Stara Dama” postanowiła […]
17.08.2022
Inne sporty
17.08.2022

ME w Monachium. Dwa medale na 400 metrów! Srebrna Ewa Różańska!

Co za dzień Polaków w Monachium! A właściwie to Polek, gdyż dzięki fenomenalnej postawie naszych rodaczek zdobyliśmy dziś aż trzy medale. W biegu na 400 metrów znakomicie spisały się Aniołki Matusińskiego. Natalia Kaczmarek i Anna Kiełbasińska zajęły odpowiednio drugie i trzecie miejsce, ulegając jedynie znakomitej Femke Bol. Ale to nie koniec dobrych wieści. Kolejny raz okazało się, że Polska młotem stoi. W finale tej konkurencji kobiet nie zobaczyliśmy ani Anity Włodarczyk ani Malwiny […]
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

TVP Sport pokaże również rewanżowe mecze Rakowa i Lecha

Już jutro Raków i Lech rozegrają u siebie swoje pierwsze mecze w ramach czwartej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Obydwa spotkania będzie można obejrzeć na antenach oraz w aplikacji TVP Sport. Dziś stacja poinformowała, że będzie transmitować również spotkania rewanżowe naszych drużyn w europejskich pucharach. Wspomniane rewanże odbędą się 25 sierpnia. Raków rozpocznie swoje starcie o 19:00, Lech zaś o 20:30. Jutro częstochowianie rozpoczną spotkanie o 18:00, […]
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Paco Alcacer zagra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Paco Alcacer opuszcza Europę. Odchodzi do Sharjah FC. W ostatnich miesiącach Hiszpan zaliczył spektakularny zjazd i stał się zbędnym ogniwem w układance Unaia Emery’ego. Na domiar złego jego pensja nie należała do niskich, więc Villarreal postanowił pozbyć się 29-latka. Mówiło się o potencjalnym transferze do Valencii lub Celty Vigo, natomiast na doniesieniach się skończyło. Ostatecznie Paco Alcacer trafił na roczne wypożyczenie do klubu ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W tej drużynie występuje […]
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Atletico nie chce sprzedać Joao Felixa do Manchesteru United

Marca informowała, że Czerwone Diabły przymierzają się do pozyskania Joao Felixa. Okazuje się, że Atletico nie jest zainteresowane sprzedażą Portugalczyka. Według Fabrizio Romano angielski klub złożył ofertę kupna Joao Felixa, ale Los Colchoneros ją odrzucili i nie zamierzają tego lata pozbywać się swojej największej gwiazdy. Diego Simeone nie chce stracić 23-latka, widzi w nim lidera Atletico, a jego zdanie podzielają najważniejsze osoby w klubie. Piłkarz ten zaliczył […]
17.08.2022
Kolarstwo
17.08.2022

Mistrzostwa Europy. W kolarstwie i pływaniu medale. Na lekkoatletów czekamy

Mistrzostwa Europy w nowej formule mają zapewnić więcej emocji w tym samym czasie. Dlatego są rozgrywane równocześnie w wielu dyscyplinach i miejscach. W Rzymie na przykład rywalizują pływacy, a w Monachium kolarze torowi i lekkoatleci. Dziś traf chciał, że tylko ci ostatni nie dali nam medali, choć blisko była Ewa Swoboda. Na pływalni po srebro sięgnęła za to Katarzyna Wasick, a na torze popisała się Urszula Łoś, która drugim miejscem w keirinie udanie zamknęła ostatni dzień zmagań […]
17.08.2022
Kolarstwo
05.08.2022

Tour de Pologne. Hayter wygrywa wyścig, Demare ostatni etap

Czesław Lang lubi powtarzać, że Tour de Pologne kreuje przyszłe gwiazdy peletonu. Kto wie, czy te słowa nie sprawdzą się po raz kolejny – zwycięzcą 79. edycji polskiego wyścigu został Ethan Hayter. I owszem, o sporym talencie i możliwościach Brytyjczyka wiadomo od dobrych kilku lat, ale nie zmienia to faktu, że na szosie – bo jest też świetnym torowcem – to dla niego najważniejsze zwycięstwo w karierze.  Zdecydowała czasówka Już przed wyścigiem, patrząc na mapy […]
05.08.2022
Kolarstwo
31.07.2022

Katarzyna Niewiadoma trzecia w kobiecym Tour de France!

Osiem dni zażartej rywalizacji, dwa ostatnie po górach. Tour de France Femmes – pierwsza edycja kobiecego odpowiednika Wielkiej Pętli – dojechała dziś do mety. Wygrała niesamowita Annemiek van Vleuten, ale my i tak możemy świętować – na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej uplasowała się bowiem Katarzyna Niewiadoma. To dla niej i dla polskiego kolarstwa historyczny sukces. A do tego spełnione marzenie. Drugie polskie podium W całej historii polskich występów […]
31.07.2022
Kolarstwo
29.07.2022

Tour de Pologne 2022. Bez Kwiatkowskiego, ale z nadziejami na emocje

Michał Kwiatkowski, który miał być jednym z faworytów do zwycięstwa, ostatecznie w Tour de Pologne nie pojedzie. To nie oznacza jednak, że nie będzie to wyścig wart obejrzenia. Trasa zwiastuje bowiem, że może dojść do wielu przetasowań, a wygrać niekoniecznie musi któryś z faworytów. Do tego Polaków – nawet bez „Kwiato” – będzie naprawdę wielu. Na co zwrócić więc uwagę przy okazji jutrzejszego startu Tour de Pologne? Polacy bez Kwiatkowskiego, ale z nadziejami Problemy Michała Kwiatkowskiego ciągną się od tegorocznego […]
29.07.2022
Kolarstwo
25.07.2022

Jonas Vingegaard. Chłopak, który pakował ryby do lodu i… wygrał Tour de France

Rok temu przypadkowo przejął rolę lidera ekipy Jumbo-Visma i dojechał do mety Tour de France na drugim miejscu. W tym sezonie samotnym liderem też został nieplanowanie. I poszło mu jeszcze lepiej – odsadził nawet Tadeja Pogacara i został zwycięzcą całego wyścigu. A przecież jeszcze kilka lat temu treningi łączył z pracą w fabryce zajmującej się przetwórstwem rybnym. I miał problemy z pokazaniem się wśród juniorów. Od pewnego momentu wszystko […]
25.07.2022
Kolarstwo
13.07.2022

Pogacar jednak jest człowiekiem. Wielka wygrana Vingegaarda na Tour de France

A jednak! Choć zaczynali w to wątpić nawet najbardziej renomowani naukowcy i specjaliści od kolarstwa, to w końu okazało się, że Tadej Pogacar potrafi się zmęczyć. Słoweniec niespodziewanie przeżył na dzisiejszym etapie Tour de France kryzys i stracił żółtą koszulkę lidera. Ta wpadła w ręce jego najgroźniejszego rywala – Jonasa Vingegaarda – który zanotował dziś fantastyczne zwycięstwo. Przede wszystkim jednak zyskał nad Tadejem ponad dwie minuty w klasyfikacji generalnej! I to strata, którą […]
13.07.2022
Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bazar
Bazar
4 miesięcy temu

No proszę, o moim ulubionym kolarstwie piszą na Weszło 🙂

Czy Roubaix to najbardziej nieprzewidywalny monument? Tak mówią, choć zwycięzcę Milano-San Remo równie trudno zgadnąć ze względu na stosunkowo niedużą selektywność trasy pasującej bardzo różnym typom zawodników. Na pewno Roubaix jest o tyle ciekawe, że zawodnicy z ucieczki dnia lub bardzo wczesnych ataków jak nigdzie indziej mają szansę utrzymać się w ścisłej czołówce do samego końca. Wyścig w którym obecność z przodu, w grupie atakującej popłaca. Z tej szansy skorzystał Florian Vermeersch rok temu. Szwajcar Dillier 4 lata temu również był drugi po całym dniu w ucieczce. A także szokujący zwycięzca z roku 2016 Mathew Hayman. Dlatego gdzie jak gdzie, ale w tym wyścigu trochę z przymrużeniem oka traktuję prognozy faworytów do zwycięstwa. Np. jeżeli chodzi o ekipę Bahrain, to mówi Pan, Panie Sebastianie że Mohoric. Byłbym zdziwiony. To co przemawia na korzyść Słoweńca to fakt, że z tej drużyny jego nazwisko najbardziej kojarzy się z wysoką jakością i robieniem dobrych wyników. Ale czy atuty, które Mohoric posiada i które umożliwiały mu te dobre wyniki będą przydatne w Paryż-Roubaix? Tak średnio bym powiedział. Bardziej spodziewam się jutro w Top 10 kogoś takiego z zespołu Bahrain jak młody Brytyjczyk Fred Wright.

Ineos to nowy Quickstep. Od początku tego sezonu niesamowite młode talenty jak Turner i Sheffield w każdym wyścigu jednodniowym budują przewagę liczebną w kluczowych momentach. Nie wiem czy do tych momentów dotrwa z nimi Michał, prędzej Van Baarle i Ganna, ale byłoby bardzo miło jakby Polak również. A jeżeli w wyniku manewrów taktycznych Polak znalazłby się w grupie z przodu, mogłoby już tak zostać. Oczywiście to trochę robienie sobie nadziei, ale na starcie mamy 5 Polaków i mniej lub bardziej szczęśliwie któryś z nich może zaplątać się w grupie, która odjedzie i której położenie umożliwi ukończenie wyścigu na dobrym miejscu.

Bazar
Bazar
4 miesięcy temu
Reply to  Bazar

Wyścig jeszcze trwa. 60 km do mety, ale muszę odwołać to co mówiłem o Mohoriciu. Co prawda nie ma tu zjazdów ani niedużych pagórków, co dodatkowo sprzyjałoby takiej długodystansowej akcji Mohoricia, ale i na płaskim brukowanym terenie u Słoweńca ten manewr działa znakomicie i jedzie po miejsce w czołówce. Peleton traci prawie 2 minuty, dziwne że aż tak bardzo go puścili przodem. Zobaczymy 😉

Wojtek Hadaj-Kowalczyk
Wojtek Hadaj-Kowalczyk
4 miesięcy temu

i nominalny lider – Filippo Ganna.
============

Tak, tak z pewnością. Typ, który nigdy nie wygrał żadnego klasycznego wyścigu ma wygrać najtrudniejszy klasyk. Matka wie, że ćpiesz?