Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Pertkiewicz: Jagiellonię czeka wielopoziomowa restrukturyzacja

redakcja

Autor:redakcja

08 lutego 2022, 11:12 • 6 min czytania 16 komentarzy

Jaki był jego udział przy wyborze Piotra Nowaka na stanowisko trenera Jagiellonii? Czy Jerzy Brzęczek mógł pracować na Podlasiu? Dlaczego życie prezesa ekstraklasowego klubu to nie bailando? Kto zostanie dyrektorem sportowym klubu? Czy organizację czeka restrukturyzacja? Na te i na inne pytania odpowiedział Wojciech Pertkiewicz, prezes Jagiellonii Białystok, w rozmowie z Weszłopolskimi. Zapraszamy do zapisu tekstowego. 

Pertkiewicz: Jagiellonię czeka wielopoziomowa restrukturyzacja

Miło ponownie spotkać się w Ekstraklasie. 

Miło, miło, tak potoczyły się moje losy, że po dwuletniej przerwie znów mogę przywitać się z pokładu ekstraklasowego klubu.

Teraz można już o panu mówić, że zawód: prezes? 

Nie, nie można tak mówić.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Przyjęcie fuchy prezesa Jagiellonii chyba nie było dla pana jakąś najprostszą decyzją. 

Po rozstaniu z Arką miałem dwie-trzy propozycje współprac z innymi klubami. Postawiłem na reset, na odpoczynek, żeby flaki się poluzowały, kiszki rozluźniły. Niektórym wydaje się, że życie prezesa to jedno wielkie bailando, a to żadne bailando, tylko kupa roboty i stresujące zadanie. Po dwóch latach pojawiło się zapytanie z Jagiellonii Białystok. Wojciech Strzałkowski poprosił mnie na rozmowę. poznawaliśmy się przez miesiąc. Ja poznawałem Jagiellonię, Jagiellonia poznawała mnie.

Słyszeliśmy, że mocno z marszu wszedł pan w sprawy związane z Jagiellonią. Tego samego dnia, kiedy pana prezesura została zatwierdzona przez radę nadzorczą, trzeba było decydować, kto zostanie trenerem klubu. 

To było przy okazji, nie ja decydowałem, ale byłem tego świadkiem. Nie czułem się wtedy na tyle odpowiedzialny, żeby decydować o wyborze trenera. Trwały jeszcze wówczas rozmowy i negocjacje z Arturem Płatkiem. Plan był taki, że po zmianach o klubu miała wejść trójka – prezes Pertkiewicz, trener Nowak, dyrektor Płatek. Stało się trochę inaczej.

Nie uważa pan, że bycie świadkiem wyboru nowego trenera to trochę za mało? Na końcu pewnie również pan poniesie konsekwencje ewentualnego niepowodzenia szkoleniowca. 

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Skumulował się natłok zmian, trzeba to przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. Czy powinna być odwrotna kolejność? Trudno powiedzieć, trwał okres bezkrólewia. Trener Mamrot zakończył współpracę z klubem, być może miał jakieś swoje plany transferowe i rozwoju drużyny, ale minęło kilka tygodni i ze względu na jego nieobecność jego wizje nie mogły zostać zrealizowane, więc wiedzieliśmy, że im przyjdzie nowy trener, tym szybciej będzie mógł wdrożyć swoje pomysły. A to, że wyszła taka koincydencja, że jednego dnia zatwierdzono trenera i prezesa, to w mojej opinii wyszło nam wszystkim na dobre.

Bo jeśli jeszcze miałbym wdrażać swoje poszukiwania na rynku trenerskim, to cholera wie, ile zajęłoby nam dokonanie wyboru. A tak przynajmniej jednego dnia wiedzieliśmy, że współpracujemy i mogliśmy pochylić się nad doraźnymi tematami. Było ich dużo. Z punktu widzenia trenera to ból głowy dotyczący funkcjonowania drużyny, wprowadzania w niej własnych pomysłów, z punktu widzenia dyrektora to pomaganie trenerowi i zajmowanie się szerszym projektem istnienia Jagiellonii, bo to duża firma, której najgłębsze zakamarki poznaję każdego dnia. Lubię zaglądać w przeróżne dziury, liczyć pewne rzeczy, więc dbamy o to, żeby kleił się i sport, i budżet.

Kto, oprócz Piotra Nowaka, mógł zostać trenerem Jagiellonii? Jerzy Brzęczek? 

Tak.

Schemat właścicielski w Jagiellonii jest dosyć skomplikowany. Nie boi się pan, że ktoś wejdzie panu w paradę?

Jest rada nadzorcza, jest grupa udziałowców. Trzeba umieć współpracować z wieloma osobami. Zmiany były też po to, żeby pewne rzeczy ustrukturyzować. Stworzenie schematu organizacyjnego, zbudowanie tego i opanowanie tego wszystkiego wedle mojej wizji jeszcze przede mną. Liczę na wsparcie i słowa krytyki. A też jestem osobą, która nie pozwoli sobie na narzucenie zdania, tylko na dyskusję. Jestem nowy, niuanse polityczne i biznesowe są mi na razie obce, ale im bardziej będzie się to zacieśniać, tym swobodniej będę się w tym środowisku poruszał. Mogę zdradzić, że jakieś tam zapalniki się pojawiły, udało się to rozwiązać. Widzę na horyzoncie dużo więcej podobnych sytuacji.

Jakie to zapalniki?

Zapalniki dotyczące transferów, aspektów finansowych i organizacyjnych, ale to nie były duże rzeczy, te przed nami. Jesteśmy w okresie przejściowym, wcześniej łódka płynęła przez rzekę, tylko nie była przygotowana na taki rejs. Nie ukrywam, że działamy mocno doraźnie. Kontuzje Imaza, Runje czy Puerto utrudniły sytuację kadrową, a w międzyczasie jakieś tam ruchy trzeba robić, żeby ten klub wzmacniać. Można porwać się na jakiś nieprzygotowany transfer, sprowadzić jakiegoś tzw. starego Słowaka i po dwóch latach zastanawiać się, co z nim zrobić albo działać bardziej na tu i teraz. Myślimy o jakimś wypożyczeniu lub o wolnych agentach, będących w treningu zawodnikach na półrocznym kontrakcie z opcją przedłużenia umowy. Innych rozwiązań nie bierzemy pod uwagę, bo nieodpowiedzialnym byłoby zaciąganie dwuletnich zobowiązań wobec piłkarza, którego nikt nie oglądał w akcji. Ograniczamy się wyłącznie do zawodników, których przeanalizowanych ma dział skautingu. Ten działa prężnie, kartoteki są obszerne.

Sprawowanie dawnej funkcji Cezarego Kuleszy jest ciężarem?

Nie odbieram tego jako ciężar. Cezary Kulesza jest charyzmatyczny, wywodzi się z Podlasia, łatwiej było mu się poruszać w tym środowisku. Ale nie wzoruję się, właściwie nie wiem, w jakim stylu on pracował, a umiem rozmawiać z ludźmi, potrafię się dogadywać, więc zamierzam wprowadzać przede wszystkim swoje standardy. Potrzebuję czasu, żeby wszystkich w klubie przekonać, że dobro klubu stawiamy na pierwszym miejscu, jakkolwiek trywialnie nie brzmiałoby to określenie.

Jagiellonia nie ma pieniędzy na transferowy gotówkowe?

Okres bezkrólewia staramy się wypełnić decyzjami, a nie chcemy, żeby te decyzje polegały na wydawaniu dwustu czy trzystu tysięcy złotych na piłkarzy, co do których nie mamy przekonania. Wprowadziłem swoje reguły do działu skautingu, ale przyznam, że brakuje mi dyrektora sportowego, który wziąłby odpowiedzialność za tę działkę na siebie. Na razie pracujemy trochę na zasadzie rozproszonych kompetencji na tym stanowisku.

Czy nowym dyrektorem sportowym Jagiellonii Białystok będzie Łukasz Masłowski?

Nie wiem. Rozmawialiśmy, jesteśmy umówieni na rozmowę za kilka dni. Nasze filozofie i poglądy w temacie klubowej roli dyrektora sportowego są podobne, ale czy znajdziemy porozumienie? Zobaczymy.

To jedyny kandydat na dyrektora sportowego?

Nie, są jeszcze dwie osoby, z którymi chciałbym porozmawiać.

Kadrę Jagiellonii można podzielić na dwie grupy – grupę młodzieżowców i grupę weteranów. A gdzie grupa środka? Gdzie zawodnicy między dwudziestym trzecim a dwudziestym ósmym rokiem życia?

Powstała wyrwa, też odnoszę takie wrażenie. Choć z Bruk-Betem gola strzelił odkopany 23-letni Przemysław Mystkowski, w środku pola jest 26-letni Michał Nalepa, ale faktycznie rozstrzał jest dość duży. Inna sprawa, że nasze doraźne zimowe transferowe działanie skupia się na wypełnianiu luk na newralgicznych pozycjach, a dopiero latem postaramy się zakopać dysproporcję wiekową, żeby zachować ciągłość komunikacji, choć wiem, że 15-letni Jan Faberski dogaduje się z 37-letnim Pavelsem Steinborsem, ale naturalne połączenie pokoleń – z zachowaniem jakości sportowej – niewątpliwie zadziałałoby na naszą korzyść.

Chwilę po stuleciu trzeba budować klub od zera. 

Czeka nas restrukturyzacja. Przejrzałem sobie pobieżnie wszystkie grupy kosztowe – od akademii, przez marketing, po pierwszą drużynę. Mam już jakieś wnioski, chociażby wynajem stadionu to duże koszty. Kapelusz z głowy dla poprzedniej ekipy, bo kiedy powstała góra finansowa po sprzedaniu kilku zawodników, nie wszystko zostało przejedzone, tylko za dwadzieścia milionów wybudowano akademię, której roczny koszt utrzymania to osiem-dziewięć milionów. Nie jest to norma w ekstraklasowych klubach, ale to dobry kierunek, pozytywna kotwica. Inna sprawa, że wychodzi na to, że raz w roku trzeba byłoby sprzedać piłkarza za półtora miliona euro, żeby utrzymać całą akademię, a do tego dochodzi utrzymanie całego klubu. Jagiellonia będzie dbała o odpowiedzialność budżetową, będzie zmieniać się w gabinetach i na boisku.

Tytułem puenty. Stylówka Piotra Nowaka na mecz z Bruk-Betem. Poprosimy o ocenę w skali od jeden do dziesięć. 

Widziałem kilka memów – od Akademii Pana Kleksa po jakieś nawiązania do amerykańskiej popkultury. Stylówka na dziewiątkę z plusem.

Jest jeszcze miejsce na poprawę.

Zawsze jest.

ROZMAWIALI WESZŁOPOLSCY

Czytaj więcej o Jagiellonii Białystok:

Fot. Newspix

Najnowsze

1 liga

Były piłkarz Ekstraklasy został zgłoszony do gry w wieku 52 lat

Damian Popilowski
1
Były piłkarz Ekstraklasy został zgłoszony do gry w wieku 52 lat

Komentarze

16 komentarzy

Loading...