Niestety: Robert Lewandowski nie otrzymał Złotej Piłki za rok 2021. Możemy się pocieszać, że mamy kolejne podium – po Deynie i Bońku – ale wiadomo, że chciało się czegoś więcej. Co gorsza – mamy prawo powiedzieć, że nie tylko „chciało”, ale też się „należało”, bo Lewandowski przeżywa kapitalny czas swojej kariery. A Leo Messi? No niekoniecznie. Okej, może nie jest to największy skandal w historii futbolu, ale jakby powiedział pan Sławek: czuć absmak.

Le cabaret? Na pewno jakiś niesmak

Podobało nam się, że Lewandowski sam przyznał, że przyjechał do paryskiego Theatre du Chatelet, żeby się dobrze bawić, że wygłosił piękne i dojrzałe przemówienie o miłości i sile rodziny podczas odbierania nagrody dla napastnika roku. To jest poważna, międzynarodowa gwiazda, nie facet, który zabłądził na salonach. Wspaniały był już sam jego przyjazd na galę. Lewy absolutnie nie wyjeżdża na tarczy, nie wyjeżdża chyba jakoś szczególnie rozczarowany, ale… czegoś nam w tym wszystkim brakuje.

Lewandowski pobił legendarny rekord Gerda Muellera. Ba, on właściwie tydzień w tydzień, kolejka w kolejkę przekraczał jakieś granice – nieważne, czy wyznaczone wcześniej przez kogoś czy przez siebie samego. I tak, właśnie, „przez siebie samego”, bo Polak wielkie rzeczy robi od wielu, wielu lat, a mamy też uzasadnione boiskowymi faktami wrażenie, że z każdym rokiem staje się lepszy i lepszy. Lewandowski wygrał Bundesligę, Superpuchar Niemiec i Klubowe Mistrzostwa Świata, czyli trzy całkiem istotne w europejskim ujęciu trofea, które może wyglądają nieco blado wobec wyczynów Lewego z 2020 roku, ale coś nam się wydaje, że z przyjemną górką ową bladość rekompensują zdobycze strzeleckiego snajpera Bayernu. W tym roku Lewandowski ma 64 bramki. Jak wyglądało to w pięciu ostatnich sezonach?

  • 2021 (na ten moment) – 64 gole,
  • 2020 – 47 goli,
  • 2019 – 54 gole,
  • 2018 – 46 goli,
  • 2017 – 53 gole.

Robert Lewandowski

Sprawa jest jasna – w najważniejszym elemencie swojego fachu Lewandowski wyprzedził nie tylko całą konkurencję, ale też samego siebie z minionych sezonów. Co najlepsze – czy jesteśmy tym w ogóle zdziwieni? No nie, ładnie ujął to Thiago Alcantara – „Lewandowski strzela z taką łatwością, że ludzi przestało to dziwić, co nie znaczy, że nie należą mu się najważniejsze trofea indywidualne”. No cóż, głosujący z całego świata zdecydowali, że w 2021 roku nie należy mu się jednak tytuł najlepszego piłkarza na świecie.

Wygrał Leo Messi, który ma mniej goli, mniej asyst, jesienią w Ligue 1 ogląda w klasyfikacji kanadyjskiej plecy Przemysława Frankowskiego. I oczywiście, Messi wlókł Barcelonę za sobą, teraz dopiero widać, z jakimi przeciętniakami grał i też w fantastycznym stylu doprowadził swoją reprezentację do zwycięstwa w Copa America, ale czy faktycznie chcemy ten turniej traktować z aż taką podniosłością?

Przecież on jest, nazwijmy to, umiarkowanie poważny. Raz grają w lata parzyste, raz nie, nigdy nie wiesz, czy nie zaczną pykać w przyszły tydzień. Ile jest tam naprawdę mocnych drużyn? Brazylia, Argentyna – oczywiście, ale dalej, delikatnie mówiąc, szału nie ma. Widać to po wynikach mundiali, gdzie rządzi Europa. Spokojnie można prestiż tych zawodów stawiać niżej niż Euro.

Dla Messiego to był wręcz wstyd, że nigdy wcześniej Copa America nie wygrał i główny argument dla tych, którzy nie chcą wierzyć w jego wielkość (choć to jest oczywiście głupie, bo jest wielki). Teraz w końcu zwyciężył i mamy to jakoś specjalnie mocno fetować? To tak jakby Lewandowski nie wygrywał z Bayernem ligi przez kilka lat, potem w końcu zwyciężył, a my w ekstazie. Konkurencja jest taka, że musisz mieć medale.

I to nie jest tak, że robimy z Copa America zabawę chłopków roztropków, ale w kontekście Złotej Piłki to chyba nie jest wystarczający argument. Lewy jest najlepszy w Bundeslidze, rozgrywkach może nie najbardziej medialnych, ale przecież silnych – czwarte miejsce w rankingu UEFA, przed Francją (gdzie Messi nie strzela) i dwa punkciki za Serie A. To naprawdę nie jest liga turystów i raczej można sądzić, że taka Borussia Dortmund jest silniejsza niż Peru (półfinalista Copa America).

Trudno się więc z tym werdyktem pogodzić, bo przecież Lewandowski nie pobił rekordu jakiegoś przeciętniaka, tylko TEN rekord TEGO Gerda Muellera. Ikony światowej piłki. To trochę bardziej przekonuje niż wygranie Copa.

Ale jak słusznie zauważył na Twitterze Michał Kołkowski, Złota Piłka to też starcie na narracje. I mamy taką, że Messi się przełamał, więc dajmy mu nagrodę, a Messi to wciąż i zawsze będzie większa marka w skali globalnej niż Lewandowski. To chyba główny powód, dla którego Polak musi obejść się smakiem. Zresztą, już wcześniej analizowaliśmy i pisaliśmy:

Gdyby to od nas zależało, też nagrodzilibyśmy Lewandowskiego. Skupiona wokół niego ofensywa Bayernu Monachium – czy to za kadencji Hansiego Flicka, czy teraz z Julianem Nagelsmannem u steru – prezentuje się znacznie atrakcyjniej i solidniej niż Barcelona w poprzednim sezonie i Paris Saint-Germain w obecnym. Poza tym, regularność strzelecka „Lewego” stała się po prostu nadludzka. Bez wątpienia godna tego, by docenić ją Złotą Piłką. Nie ma w tej chwili defensywy, która byłaby w stanie Polaka zatrzymać – może się to przypadkiem udać w jednym spotkaniu, ale nigdy na dłuższą metę. Lewandowski jest w zbyt wielkim gazie. Jednak świetnego występu i triumfu Messiego na Copa America zupełnie zignorować nie sposób, przy wszystkich zastrzeżeniach wobec jego postawy w PSG. Jeżeli Argentyńczyk zgarnie nagrodę po raz siódmy, będziemy mówić o wielkim rozczarowaniu i pewnej kontrowersji, ale nie o skandalu.

Tak też się stało. Jest rozczarowanie. Jest zawód. Są kontrowersje. Ale skandalu nie ma. Natomiast mamy wrażenie i pewne przekonanie, że Lewandowski nie załamie rąk. Że będzie harował jeszcze mocniej i wykręcał jeszcze lepsze liczby, by wygrać Złotą Piłkę w 2022 roku. Problem jest taki, że to rok mundialowy (choć jeszcze nie wiemy, jak France Football to rozegra ze względu na termin mistrzostw), a Polsce złoto nie grozi. Natomiast Robert Lewandowski może odpowiedzieć Ligą Mistrzów.

I jeszcze przyjdzie taki dzień, że zobaczymy zdjęcie Roberta Lewandowskiego z należnym mu przedmiotem.

CZYTAJ TAKŻE:

Fot. Newspix