Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Kariera LeBrona jest już pełnoletnia. I jeszcze trochę potrwa

redakcja

Autor:redakcja

29 października 2021, 21:07 • 4 min czytania 7 komentarzy

LeBron James już dawno stał się zawodnikiem bez którego nie wyobrażamy sobie nie tylko świata koszykówki, ale w ogóle całego sportu. Jest definicją długowieczności, jak Roger Federer (przynajmniej do niedawna) czy Cristiano Ronaldo. Szatnię dzieli nieraz z chłopakami, którzy wręcz wychowali się na jego grze. A dzisiaj ma miejsce ciekawa rocznica – minęło dokładnie osiemnaście lat, od kiedy Amerykanin zadebiutował na parkietach NBA.

Kariera LeBrona jest już pełnoletnia. I jeszcze trochę potrwa

Już 29 października 2003 roku można było ogłaszać, że ten gość zrobi wielką karierę. W starciu przeciwko Sacramento Kings zdobył 25 punktów, 6 zbiórek, 9 asyst oraz 4 przechwyty. Imponujący debiut. Inna sprawa, że poniekąd się go spodziewano, ba oczekiwano. Bo przecież mianem “The Chosen One” Amerykanin został naznaczony jeszcze w liceum.

“Nowych Jordanów” w historii koszykówki pojawiało się zresztą wielu. On jako jedyny (no, obok Kobe’go Bryanta) faktycznie pokazał, że to porównanie nie było na wyrost. Z każdym rokiem zwolenników tezy, że to właśnie LeBron jest najlepszym koszykarzem wszech czasów, jest coraz więcej. I trudno się temu dziwić, bo mimo 36 lat na karku (37 skończy w grudniu) zawodnik Los Angeles Lakers dalej prezentuje wysoką formę.

Na tyle wysoką, że kiedy w jakichkolwiek rankingach najlepszych graczy w NBA nie znajduje się na pierwszym miejscu (ostatnio ESPN wyżej postawiło w swoim zestawieniu Kevina Duranta oraz Giannisa Antetokounmpo), podnoszą się liczne obiekcje. Owszem, argument, że tak wiekowy sportowiec może być najlepszy w swoim fachu, ma rację bytu. W tym sezonie James zagrał na razie w trzech spotkaniach – zdobywał średnio 26 punktów, 6.3 zbiórek i 5.3 asyst.

Nigdy nie stoi w miejscu

Mówimy o kimś obdarzonym niebywałym, naturalnym talentem. Ostatnio nad osobą Jamesa rozpływał się Marcin Gortat: – Dla mnie to jest wybryk natury. Gość, który jest niesamowicie przygotowany, który rodzi się jeden na sto milionów. Nieważne do jakiego sportu by poszedł, dałby sobie radę. Gdyby grał w futbol amerykański, prawdopodobnie zostałby jednym z najwspanialszych futbolistów w historii. […] Teraz jestem już chudy, ale kiedy miałem więcej masy mięśniowej, to pamiętam, że byliśmy mniej więcej tych samych rozmiarów. A on przecież może grać na każdej pozycji. To tak jakbyś miał zawodnika w piłce nożnej, który może nawet stanąć na bramce.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Fizyczność LeBrona to jedno, ale nie osiągałby takich sukcesów, gdyby nie to, jak na przestrzeni lat rozwijał swoją grę. Widać to na przykładzie rzutów trzypunktowych – w ostatnich sezonach trafiał ich średnio ponad dwa na mecz (w tym nawet cztery, ale to anomalia), na niezłej skuteczności. Gdy jednak przychodził do ligi, lubował się głównie w rzutach przy obręczy. Kolejnym aspektem, który poprawił, jest gra tyłem do kosza. Albo dyrygowanie poczynaniami kolegów (lider asyst w sezonie 2019/2020!).

Wspomnieć możemy też o wielu działaniach pozasportowych. Otwarciu szkoły dla dzieci pochodzących z trudnych środowisk. Zaangażowaniu w sprawy społeczne czy… karierze w Hollywood (nie tylko występ w Kosmicznym Meczu: Nowa Era, ale bycie producentem). Ciekawie o wizji LeBrona opowiadał dziennikarz ESPN, Brian Windhorst, w książce “LeBron S.A.”:

“Im starszy jest LeBron, tym bardziej wyrafinowane stają się jego przedsięwzięcia biznesowe, a ambicje na przyszłość ma coraz większe. Carter (Maverick Carter, współpracownik LeBrona – przyp-red) powiedział mi kiedyś, że LeBron traktuje lata kariery koszykarskiej tylko jako niewielki wycinek czasu, w którym zamierza wywierać wpływ na świat.”

W biznesie Jamesowi pomaga również coś, co można… nazwać skąpstwem. Iman Shumpert, jego były kolega z drużyny, opowiadał kiedyś, jak LeBron puszczał muzykę ze swojego telefonu na siłowni. I z racji, że nie wykupił miesięcznego abonamentu, kolejne piosenki były przerywane reklamami. To oczywiście tylko anegdota. Trzeba bowiem zaznaczyć, że działania Amerykanina na polu charytatywnym pokazują, iż wcale tak bardzo przywiązany do pieniądza nie jest.

Kiedy LeBron James na stałe wejdzie w rolę biznesmena? Zapewne nie prędko. Dzisiaj mija osiemnaście lat od jego debiutu w NBA, ale jego kontrakt z Lakers dobiegnie końca dopiero w 2023 roku. O ile nagle nie zniknie mu forma, trudno się spodziewać, żeby właśnie wtedy skończył karierę. Choć jest jeszcze kwestia zdrowia – koszykarz coraz częściej łapie kontuzje. Jeśli zatem można mu czegoś życzyć z okazji dzisiejszej rocznicy, to tego, żeby jego ciało wytrzymało trudy gry w najlepszej lidze świata jeszcze przez jakiś czas.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Fot. Newspix.pl

Najnowsze

Inne sporty

Komentarze

7 komentarzy

Loading...