Niech Rakowa nie zmylą mecze z Rygą. „Gent to trudniejszy rywal niż Rubin Kazań”

Przemysław Michalak

19 sierpnia 2021, 10:34 • 7 min czytania

Raków Częstochowa tworzy swoją piękną historię również w europejskich pucharach. Po wyeliminowaniu Rubina Kazań ostatnią przeszkodą prowadzącą do fazy grupowej Ligi Konferencji będzie belgijski KAA Gent. Poprzeczka jest zawieszona jeszcze wyżej niż w poprzedniej rundzie. 

Niech Rakowa nie zmylą mecze z Rygą. „Gent to trudniejszy rywal niż Rubin Kazań”
Reklama

Raków Częstochowa – KAA Gent: męki z Łotyszami są mylące

Najbardziej ujmujące w awansie Rakowa kosztem Rubina było to, że podopieczni Marka Papszuna w przekroju całego dwumeczu po prostu na to zasłużyli, sprawiali lepsze wrażenie. Niektórzy mogliby w takim razie uznać, że skoro Gent dopiero co męczył się z RFS Ryga – 2:2 u siebie (do przerwy 0:2) i skromne 1:0 na wyjeździe – to w takim razie poprzeczka nie jest zawieszona przesadnie wysoko.

Mariusz Moński, ekspert od piłki holenderskiej i belgijskiej, przestrzega przed takim postawieniem sprawy. – Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. To, że ci piłkarze mieli olbrzymie trudności z Rygą, spowoduje, że już drugi raz rywala nie zlekceważą. W pierwszym meczu to lekceważenie było bardzo mocno widoczne, dostali dwa szybkie gole po kontrach i mimo że piłkarsko przerastali Łotyszy o trzy poziomy, męczyli się z nimi strasznie. Zdołali wyjść z 0:2 na 2:2, a w rewanżu Ryga ze dwa razy na połowę przekraczała połowę boiska. Przeogromna różnica klas. Nie wysnuwałbym daleko idących wniosków w oparciu o ten dwumecz – uważa nasz rozmówca.

Reklama

Gent poprzedni sezon zaczął fatalnie, czego były konkretne przyczyny. – Na przestrzeni trzech miesięcy miał trzech trenerów. Jess Thorup został podkupiony przez FC Kopenhaga, natomiast młody Wim De Decker kompletnie nie dogadywał się z szatnią. Roman Jaremczuk stwierdził wprost, że nie zamierza u niego grać i praktycznie samodzielnie go zwolnił. Straszne zawirowania przekładały się na wyniki. W lidze po piętnastu kolejkach Gent miał aż dziewięć porażek i znajdował się niemalże na dnie tabeli, a w grupie Ligi Europy z Hoffenheim, Crveną Zvezdą i Slovanem Liberec przegrał wszystko. Dopiero Hein Vanhaezebrouck to poukładał. On o szacunek nie musiał się martwić, zdobywał z Gentem mistrzostwo i prowadził go w Lidze Mistrzów. A że drużynę ogólnie miał bardzo mocną, zdążyła się ona odbić i załapać na puchary – mówi Moński, podkreślając: – Nie szukałbym jakiegoś atutu dla Rakowa w kontekście wydarzeń sprzed niespełna roku. Dziś to już bez znaczenia.

Siódme miejsce w fazie zasadniczej było najsłabszym wynikiem od lat, co jednak nie zmienia ogólnej pozycji Gentu w hierarchii belgijskiego futbolu. Moński: – W Belgii od paru lat brak mistrzostwa dla Club Brugge byłby sensacją. Pozostali wyjściowo celowali w drugie miejsce, dające prawo gry w eliminacjach Ligi Mistrzów. Gent jest w gronie trzech-czterech drużyn, które przeważnie znajdują się w tym gronie.

Raków Częstochowa – KAA Gent: plac budowy u Belgów

Kibicom polskiej piłki klubu z Gandawy raczej przedstawiać nie trzeba, bo trzy lata temu zmierzył się z Jagiellonią Białystok w eliminacjach Ligi Europy. „Jaga” wcześniej sprawiła dużą niespodziankę, wyrzucając za burtę portugalskie Rio Ave. Belgom już nie dała rady, choć przy maksymalizacji szczęścia i wyciśnięcia stu procent ze sprzyjających okoliczności, byłaby w stanie sprawić sensację. U siebie przegrała 0:1 po kontrze w końcówce, uprzednio marnując kilka dobrych sytuacji. Bardzo niepewny na przedpolu był bramkarz Colins Coosemans i w ten sposób stworzył najlepszą sytuację Bartoszowi Kwietniowi, który jednak jej nie wykorzystał. W rewanżu białostoczanie po wyrównaniu na 1:1 mogli wyjść na prowadzenie, lecz Roman Bezjak zmarnował kapitalną okazję w zamieszaniu po rzucie rożnym. W tym fragmencie spotkania gospodarze wyraźnie się gubili. Nie zostali jednak za to ukarani tak, jak powinni i w ostatnich minutach zadali dwa ciosy.

Czy dzisiejszy Gent jest lepszy od tego z 2018 roku? – To porównywalny poziom, aczkolwiek teraz jest tam większy plac budowy. Doszło do sporych zmian – sześciu zawodników przyszło, kilkunastu odeszło. Jest to zespół bardzo kreatywny w ataku, tworzy mnóstwo sytuacji, ale razi jego nieskuteczność. Przed spotkaniem z Mechelen miał w tym sezonie expected goals na poziomie 1.48, podczas gdy wskaźnik rywali wynosił 0.49. Krótko mówiąc, tak naprawdę Gent powinien wygrać wszystkie mecze. Do nieskuteczności dokładał wiele indywidualnych błędów w defensywie. Widać jednak postęp, bo w ostatni weekend z Mechelen nie pozwolił gościom na zbyt wiele pod swoją bramką. To właśnie z tą ekipą w ubiegłym sezonie Gent walczył w play-offach o puchary i były to dużo bardziej wyrównane starcia. Teraz widzieliśmy pełną dominację – tłumaczy Moński.

I dodaje: – Podkreślam to „indywidualnych” przy mówieniu o błędach defensywy, bo całościowo to mocna formacja, tworzą ją dobrzy piłkarze. Z Elfsborga przyszedł stoper Joseph Okumu, który zgrywa się z kolegami, ale jeśli trener wystawi trójkę Ngadeu, Godeau i Hanche-Olsen, to ma zestawienie z zeszłego sezonu i wtedy zgranie jest dużo lepsze, co widzieliśmy z Mechelen. Z Okumu wygląda to trochę gorzej, brakuje  automatyzmów. Nowym w zespole jest także lewy obrońca Christopher Operi. W ten weekend siedział na ławce, wcześniej grał sporo.

Raków Częstochowa – KAA Gent: Vadis ciągle na topie

Przed częstochowską defensywą największe wyzwanie z dotychczasowych. W Rubinie ofensywa opierała się głównie na niesamowitym Gruzinie Kwaraczelii, u Belgów kozaków z przodu jest więcej, akcenty są bardziej rozłożone. – Gent to, po Racingu Genk i Club Brugge, najbardziej ofensywnie grający belgijski zespół.  Ma kim straszyć z przodu. Przyszedł Gianni Bruno, który w zeszłym sezonie nastrzelał 20 goli dla Zulte Waregem. Cały czas groźny może być doświadczony Laurent Depoitre, pamiętający jeszcze czasy mistrzowskie. Zimą z Beerschotu sprowadzony został Tarik Tissoudali, który świetnie sobie tam radził. Obrońcy są wysocy i stanowią zagrożenie przy stałych fragmentach gry, a w pomocy szeroki wybór dobrych piłkarzy na czele z Vadisem i Andrewem Hjulsagerem. Gent to finansowo druga siła w Belgii, większe możliwości ma jedynie Club Brugge, więc stać go na ciekawe transfery, zwłaszcza po sprzedaży Jaremczuka do Benfiki za 17 mln euro – mówi Mariusz Moński.

Vadis Odjidja-Ofoe do dziś z utęsknieniem jest wspominany przez kibiców Legii i tych, którzy łaknęli jakości w polskiej lidze. W ostatnich latach nikt lepszy na nasze boiska nie trafił.

Jak dziś sobie radzi w Gandawie? – Nadal jest najważniejszą postacią. Z Mechelen zagrał na kierownicy i był królem boiska. Jest dowódcą i kapitanem drużyny. On kreuje i napędza tę drużynę, decyduje o obliczu każdej akcji. Posadzenie go na ławce było jednym z przejawów zlekceważenia Rygi w pierwszym meczu. Znakomicie rozwija się wspomniany Tissoudali, imponuje wyszkoleniem technicznym. Zresztą, pod tym względem słabych zawodników w Gencie nie ma. Po wielu kontuzjach odbudowuje się Giorgi Czakwetadze. Przychodząc tutaj miał być wielką gwiazdą, nawet większą niż Jaremczuk. Na prawym wahadle szaleje Alessio Castro-Montes. Świetny w ofensywie, jeden z najlepszych na swojej pozycji w Belgii – wymienia Moński.

Gdzie nasz ekspert widzi światełko w tunelu dla wicemistrza Polski? – Największa szansa Rakowa to duże zmiany kadrowe w Gencie. Ten zespół nadal się zgrywa i raczej nie będzie jeszcze w optymalnej formie. Nie liczyłbym, że ponownie zlekceważy przeciwnika. To już decydująca runda, ważą się losy awansu do fazy grupowej, a dla Belgów te pieniądze są bardzo ważne. Spodziewam się, że wyjdą najmocniejszym składem – podsumowuje.

Krótko mówiąc, Raków musi zagrać jeszcze lepiej niż z Rubinem, zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Chcemy wierzyć, że go na to stać.

Raków Częstochowa – KAA Gent: typy redaktorów Weszło

Jan Mazurek: – Ostatnio w Weszłopolskich rozmawialiśmy z Sebastianem Musiolikiem i zacytowaliśmy mu złośliwy wpis jednego z widzów o treści: „Czego Sebastian Musiolik nie robi w dniu meczu? Nie strzela goli”. Ubaw po pachy. Nikt się nie śmiał, ale napastnik Rakowa zapowiedział, że niedługo bramki przyjdą. I w sumie pięknie byłoby, jeśli krytykowani zewsząd, również przez nas, snajperzy częstochowskiego klubu zrobiliby swoje właśnie w europejskich pucharach. Obstawiam więc, trochę życzeniowo, że Gent chociaż raz ukąsi Sebastian Musiolik (kurs 3.25 na Fuksiarz.pl) albo Vladislavs Gutkovskis (kurs 3.00).

Przemysław Michalak: – Kolejny bezbramkowy remis Rakowa? A dlaczego nie? Skoro Gent jest bardzo nieskuteczny, a siła Rakowa to przede wszystkim dyscyplina taktyczna w tyłach, to ten scenariusz jawi się jako coś realnego. Taki wynik zostawia też sprawę otwartą przed rewanżem, więc daję 0:0 po kursie 8.40 u Fuksiarza.

Raków Częstochowa – KAA Gent (18:00)

Fot. Newspix

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Haditaghi wydał na spłatę długów więcej, niż Dobrzycki na transfery

Jakub Radomski
18
Haditaghi wydał na spłatę długów więcej, niż Dobrzycki na transfery
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama