Reklama

Ostatni piłkarz z ulicy. Sceny z życia Lukasa Podolskiego

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

10 lipca 2021, 10:47 • 29 min czytania 62 komentarzy

Wymarzony kandydat na idola tłumów. Faworyt futbolowych bogów. Zwykły chłopak żyjący według swoich prostych zasad. Mistrz świata.

Ostatni piłkarz z ulicy. Sceny z życia Lukasa Podolskiego

Rozkochał w sobie Niemcy, mimo że nigdy nie śpiewał hymnu i nie ukrywał, że nie czuje się stuprocentowym Niemcem.

Rozkochał w sobie Polskę, mimo że wyrzucił ją z Euro 2008 i nigdy nie zagrał w biało-czerwonych barwach.

Nikt nie dorobił się w Kolonii większego uwielbienia niż on. Jego lewa noga budziła postrach wśród bramkarzy. Jeszcze nie skończył ośmiu lat, a już łamał nią ręce. Niemcy nazywają go ostatnim piłkarzem z ulicy. Stał się wielką gwiazdą na chwilę przed wielką reformą szkolenia.

Opisaliśmy najważniejsze sceny z życia Lukasa Podolskiego. Piłkarza, który ma za sobą piękną karierę. Piłkarza, który skończy ją w Zabrzu. Piłkarza, dla którego słowo jest droższe od pieniędzy.

Reklama

***

Bergheim. W mieście, w którym rodzina Podolskich osiedla się po wyjeździe z Polski, odbywa się festyn piłkarski. Maszyna, która odmierza siłę strzału, cieszy się dużą popularnością. Interesuję się nią młody Lukas. Chce się sprawdzić, ale nie ma pieniędzy na żeton. Staje na końcu kolejki. Od faceta, który obsługuje maszynę, słyszy, że skoro nie ma środków, powinien sobie iść. I idzie – znów na koniec kolejki. Znów zostaje odprawiony z kwitkiem i znów ustawia się wraz z innymi oczekującymi. W końcu mężczyzna się lituje. Daje Podolskiemu szansę. Lukas oddaje uderzenie.

Na tablicy wyświetla się rekordowy wynik. Nikt na festynie jeszcze takiego nie wykręcił.

Facet z obsługi stwierdza, że to jakiś błąd. Coś musiało się zepsuć. Daje Lukasowi piłkę raz jeszcze. Ten posyła kolejną petardę.

Tablica pokazuje jeszcze wyższy wynik. Rekordowy w skali festynu, na którym do maszyny co chwilę podchodzą dorośli.

Lukas ma osiem lat.

Reklama

I trzech bramkarzy na sumieniu, którym już zdążył połamać ręce.

***

Rana na nodze po jednym z uderzeń. Gdyby przełożyć prędkość tego strzału na samochód, nawet na autostradzie mogłyby pojawić się problemy z policją.

źródło: 11Freunde.de

***

– Dlaczego jestem lewonożny? Trzeba spytać Boga.

Ojciec Podolskiego, Waldemar, który grał w Szombierkach Bytom, ROW-ie Rybnik i Górniku Knurów, jest prawonożny. Louis, syn Lukasa, także operuje prawą nogą.

***

– Zawsze mogę polegać na swojej lewej nodze.

***

Freiburg – FC Koeln, mecz młodzieżowego Pucharu Niemiec. Podolski urywa się i biegnie sam na sam. Ma kilkadziesiąt metrów do bramki. Biegnie za nim czterech obrońców, ale to straceńcza misja – i tak go nie dogonią. Podolski może zrobić wszystko. Minąć bramkarza, położyć go na glebie przed strzałem, lobować.

Wybiera bombę z 30 metrów.

Oczywiście trafia, a FC Koeln wygrywa 2:0

***

Wojciech Szczęsny w „Foot Trucku”: – Nie oszukuję, to nie podwórkowe gadanie. Przysięgam, jak na treningach Poldi był w okolicach dziesiątego metra i piłka spadała mu na nogę, to ja nie broniłem, a zasłaniałem głowę. Przysięgam, zasłaniałem głowę. Robiłem to:

***

„Prinz Poldi”.„Książe Poldi”. Takie określenie pada w jeden z kolońskich gazet, gdy Podolski ma ledwie osiemnaście lat. Pseudonim zostaje z nim aż do teraz.

***

5 luty 2004. Niemiecki „Bild” publikuje tekst z motywem przewodnim „Polacy chcą ukraść Podolskiego”.

Młody piłkarz gra już w Bundeslidze. W premierowym sezonie strzela 10 goli w 19 meczach. Jeszcze wtedy nikt w historii niemieckiej ligi nie dobił do tej granicy w tak młodym wieku. Robi się o nim głośno. Choć gra dla niemieckich młodzieżówek, kibice zaczynają domagać się powołania go do pierwszej reprezentacji. W notesach mają go skauci z całego świata. W naturalny sposób dotarł więc też do notesów skautów PZPN.

„Bild” ma rację. Polacy chcą ukraść Podolskiego. I „ukraść” to słowo jak najbardziej adekwatne. PZPN nie wie o istnieniu Podolskiego do momentu, gdy ten zaczyna błyszczeć w Bundeslidze. Podolski przez lata czeka na jakikolwiek kontakt. Ale dopóki nie zaczyna szaleć na niemieckich boiskach, jest tylko anonimem.

Mimo to deklaruje w „Tempie”, że chciałby grać dla reprezentacji Polski. Edward Klejndinst, trener młodzieżówki, wykręca numer do młodego Lukasa, który potwierdza: chętnie wystąpi w biało-czerwonych barwach. Podolski dostaje od PZPN-u okolicznościową reprezentacyjną koszulkę z numerem 10.

Kończy się tylko na wzajemnych uprzejmościach. Podolski ostatecznie nie zmienia decyzji.

Bo kogo ma wybrać? Kraj, który kształtuje go piłkarsko, wierzy w niego, pielęgnuje i daje perspektywy?

Czy kraj, który zaczyna się nim interesować dopiero w momencie, gdy może okazać się przydatny?

***

– Mam dwa serca, jedno niemieckie i jedno polskie.

– Zawsze podkreślam, że jestem Polakiem.

– Moje serce bije po polsku.

***

Waldemar Podolski: – Lukas mógłby grać dla Polski, gdyby PZPN w odpowiednim czasie dowiedział się, że mój syn jest piłkarzem.

***

– Co ja sobie mogłem chcieć? Na początku nikt na mnie nie zwracał specjalnej uwagi. Potem zacząłem grać dla niemieckiej młodzieżówki i moja kariera potoczyła się błyskawicznie. Nikt nie proponował mi gry dla Polski, gdy jeszcze to było możliwe. Co miałem robić? Przyjechać i prosić, by ktoś z reprezentacji się mną zainteresował? Bądźmy poważni.

– Zanim zacząłem grać dla niemieckiej reprezentacji, nikt z waszych działaczy nie składał mi żadnych propozycji. Odebrałem telefon dopiero wtedy, gdy nie miałem już wyboru. Polski Związek Piłki Nożnej dawniej wcale się o mnie nie troszczył. Starali się o mnie dopiero, gdy grałem w młodzieżowej reprezentacji i stałem się publicznie znany.

***

Wiosną 2004 roku staje się jasne – sprawa jest już z polskiej perspektywy przegrana. Mimo że Niemcy dzierżą tytuł wicemistrza świata, w kraju panują niezbyt optymistyczne nastroje. Kadra oparta jest na wiekowych zawodnikach. Nie rozwija się. Rudi Völler staje pod presją tłumu, który bardziej niż sukcesu na Euro 2004 chce odzyskać wiarę w to, że trwa jakiś proces budowy drużyny narodowej na nadchodzące mistrzostwa świata. Mistrzostwa szczególne – organizowane na niemieckiej ziemi. Od selekcjonera wymaga się, by postawił na młodych.

Takim sposobem 19-letni Lukas Podolski – nie mając debiutu w dorosłej reprezentacji – zostaje powołany do szerokiej kadry Euro 2004 wraz z Bastianem Schweinsteigerem. Ma zebrać doświadczenie, ograć się i być gotowym piłkarzem na kolejny turniej. Staje się twarzą zmian w reprezentacji, powiem świeżości, który za chwilę stanie się intensywnym zapachem dzięki usystematyzowanej pracy niemieckich akademii.

Dziś 19-letnia twarz w niemieckiej kadrze nikogo nie dziwi. Niemiecka piłka produkuje talenty jak w fabryce. Ale wtedy 19-latek był pewnym ewenementem. Niemcy dopiero wprowadzali centralny system szkolenia. Wciąż czekali na efekty. Te przyszły, ale dopiero po latach. Między innymi przez wysyp uzdolnionych piłkarzy młodej generacji dla schyłkowego Podolskiego brakuje miejsca w reprezentacji.

Podolskiego nazywa się ostatnim niemieckim piłkarzem wychowanym na ulicy. Później ze świecą można szukać w kadrze takich, którzy nie odbyli procesu szkolenia w dużych akademiach.

Na Euro Podolski dostaje 45 minut w meczu z Czechami. Niemcy żegnają się z turniejem po fazie grupowej, w której punkty urywa im nawet Łotwa. Po czasie Völler wyznaje, że powołał Podolskiego pod wpływem presji publicznej.

***

Telewizja WDR spotyka się z Podolskim chwilę przed wylotem na Euro 2004. Oglądamy urocze, archiwalne obrazki. Podolski idzie do supermarketu kupić sobie Playstation 2. – Bez gier i muzyki byłoby nudno – mówi z uśmiechem mając w perspektywie swoje pierwsze kilkudziesięciodniowe zgrupowanie z gwiazdami europejskiej piłki.

Kamera pokazuje, jak młody piłkarz się pakuje. Poldi bierze do ręki kilka płyt. – Polski hip-hop – wyjaśnia niemieckim dziennikarzom. Podczas Euro 2004 towarzyszy mu na słuchawkach między innymi WWO.

***
W 2006 roku Podolski jest już ulubieńcem całego kraju. Na niemieckim mundialu gra w każdym meczu od pierwszej minuty. Strzela trzy gole. Oczywiste jest, że po mistrzostwach zmieni klub. Jego FC Koeln spada z ligi, a Poldi może przebierać w ofertach. Wybiera naturalny kierunek dla czołowej postaci reprezentacji – Bayern Monachium.

Na fali mundialowego hype’u „Bild” przygotowuje reportaż o wschodzącej gwieździe niemieckiego futbolu. Dziennikarze chcą pokazać Podolskiego od prywatnej strony. Namawiają na sesję zdjęciową w typowej, niemieckiej karczmie, w której Podolski zajada się typową, niemiecką golonką.

Podolski stawia warunki: chcecie zdjęcie z moim ulubionym daniem? Nie ma sprawy, ale muszą to być polski bigos i polska fasolowa przygotowana przez moją mamę.

Dziennikarze muszą dać za wygraną.

***

– Lukas, po niemiecku! – krzyczą niemieccy dziennikarze po jednym z meczów.
– Teraz rozmawiam z Polakami, później do was podejdę.

***

4 lipca 2006, Niemcy odpadają z mundialu w 1/2 po meczu z Włochami. Podolski staje do rozmowy z dziennikarzami:

– Będę mówił krótko, żebyście zaoszczędzili czas na spisywanie moich wypowiedzi.

***

– Odpadnięcie z mundialu przed finałem bolało czy jednak przeważyła radość z rozegrania dobrego turnieju?

– Byłem na stadionie podczas finału. Przeszła mi przez głowę myśl, jak blisko byliśmy. Ale oglądanie tego meczu z perspektywy normalnego kibica było wspaniałe. Pochodzę z prostego środowiska. Jak wiele innych osób marzyłem, by zobaczyć kiedyś taki mecz. Siedziałem na trybunach z kumplami. Jadłem kiełbasę, piłem colę, cieszyłem się, że mogę być na tak dużej imprezie.

***

– Ty masz 25 lat – dziennikarz poprawia Podolskiego podczas wywiadu.

– Ale ten wywiad trwa tak długo, że prawie skończyłem 26.

***

Punkt kulminacyjny polsko-niemieckiej historii Podolskiego? Bez wątpienia mistrzostwa Europy w 2008 roku.

My – jak zwykle pełni nadziei przed meczem otwarcia. Wspominamy mundial 2006, gdy broniliśmy się przed Niemcami aż do doliczonego czasu gry. Sądzimy, że tym razem uda się wytrzymać. Nadzieje podsyca osoba Leo Beenhakkera. Niemcy – głodni sukcesu, którego nie udało się wywalczyć przed dwoma laty przed własną publicznością. Drużyna turniejowa, która chce od pierwszego meczu złapać rytm.

Niemcy szybko stają przed wymarzoną okazją na gola. Klose i Gomez idą sam na sam z Borucem. Klose oddaje piłkę, ale Gomez nie trafia na pustą bramkę. To jakby sygnał od niebios – ten dzień musi mieć innego bohatera.

I ma. Podolski najpierw robi to, czego nie potrafił Gomez – wkłada piłkę do pustaka po podaniu Klose. A później poprawia kiks napastnika urodzonego w Opolu potężnym wolejem z kilku metrów.

Po obu golach kibice obserwują wiele mówiące reakcje. Koledzy świętują, zalewają Podolskiego objęciami, ale ten ani myśli o świętowania gola. Kamienna twarz, zero uśmiechu, zero celebracji.

Cieszy się cały naród, nie cieszy się tylko ten, który – w teorii – ma najwięcej powodów do radości.

– Byłem zadowolony, że dobrze wykonałem swoją pracę jako piłkarz. A jednocześnie byłem smutny.

***

***

Mirosław Orzechowski, lider LPR, domaga się po meczu odebrania Podolskiemu obywatelstwa:

– Wezwałem dziś rano Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do natychmiastowego wszczęcia procedur pozbawienia obywatelstwa polskiego tych osób, które występują w narodowych barwach obcych państw. (…) Polskie prawo nie przewiduje podwójnego obywatelstwa, musi natomiast zostać dokonane rozróżnienie prawne między dramatycznymi okolicznościami emigracji politycznych i zarobkowych w minionych latach występowaniem np. w sportowych reprezentacjach obcych państw

***

– Nie mogę już słuchać, że gram dla Niemców dla pieniędzy, jestem człowiekiem bez honoru, a przedstawiciele PZPN błagali mnie, żebym grał dla Polski. Prawda jest inna: nikt nie chciał, żebym grał dla Polski, gdy było to jeszcze możliwe. Działacze przespali moment.

***

Polskich działaczy otrzeźwa zimny prysznic. Po stracie Podolskiego PZPN tworzy komórkę skautingową, która ma wyłapywać zagranicą talenty z polskimi korzeniami. Centrala wysyła jasny komunikat: historia Podolskiego nie może się powtórzyć. Młodzi piłkarze są odwiedzani, zapraszani na reprezentację, raz w roku organizuje się dla nich duży obóz. Na czele nowego tworu staje Stefan Majewski.

Krok dalej idzie Franciszek Smuda, który – jako selekcjoner – wyciąga z kapelusza Boenischa, Polanskiego i Perquisa. Wciąż stawia na Obraniaka, który już wcześniej pojawił się w reprezentacji.

***

Podczas Euro 2008, paradoksalnie, Podolski osiąga szczyt sympatii Polaków. Przestaje być postrzegany tylko jako piłkarz. Staje się kimś więcej – łącznikiem między oboma krajami, ambasadorem, postacią, która przybliża Polskę do Unii Europejskiej. Jego reakcje po golach kradną nasze serca.

Gdy w 2010 roku w Darmstadt odbywa się 30-lecie Niemieckiego Instytutu Kultury Polskiej, na obchodach pojawia się Podolski. Po spotkaniu zostaje pamiątkowe zdjęcie z Christianem Wulffem, pełniącym urząd prezydenta Niemiec i Bronisławem Komorowskim.

Podolski ma świadomość tego, jak ważną jest postacią dla obu narodów. Stara się wypełniać swoją rolę.

***

Podczas gdy Podolski systematycznie zyskuje uwielbienie Polaków, niektórym Niemcom zaczyna działać na nerwy. Zaczyna się w 2006 roku, gdy kibice docierają do artykułu „Faktu”. „Nasz człowiek w niemieckiej reprezentacji” – brzmi tytuł. Znajduje się w nim szeroko komentowana wypowiedź. – Gdybym szedł sam na sam z bramkarzem, może się zdarzyć, że zadrży mi noga.

Ale oczywiście trzeba ją dzielić na pół.

Druga fala wątpliwości wobec Podolskiego pojawia się w okolicach 2010 roku, gdy reprezentacja Niemiec staje się na dobre wielokulturowa. Kilku piłkarzy bojkotuje hymn. Nie śpiewa go. Na celowniku znajdują się też inni zawodnicy – z Oezilem i Khedirą na czele.

– Nikt nas nie zmusza do śpiewania hymnu. Już dawno podjąłem decyzję, że nie będę go śpiewał i nie sądzę, żeby coś się zmieniło. My tu jesteśmy od grania, a nie od śpiewania – tłumaczy się Podolski.

Prawicowi politycy nawołują, by wprowadzić odgórny obowiązek śpiewania hymnu. Według nich piłkarz, który tego nie robi, nie ma prawa zakładać barw narodowych. W medialnych debatach zastanawiają się, czy kolejne odpadnięcia z turniejów mają związek z tym, że reprezentacja nie czuje przywiązania do kraju. Lewa strona odpowiada, że jeśli ktoś chce posłuchać niemieckich pieśni, może włączyć radio. Dyżurnym krytykiem Podolskiego staje się mający ogromny autorytet Franz Beckenbauer. Wspomina sytuację z 1984 roku, gdy wprowadził nakaz śpiewania hymnu w reprezentacji. – Dzięki temu sześć lat później zostaliśmy mistrzami świata – wiąże jedno z drugim.

Kibice jednocześnie zastanawiają się: dlaczego stojący obok Miroslav Klose, który też ma polskie korzenie, śpiewa hymn jak stuprocentowy Niemiec? Dlaczego nie sprawia mu to problemu, a Podolskiemu już tak?

***

Podolski i Ballack darzą się dziś ogromnym respektem. W mediach można odszukać wzajemne uprzejmości. Podolski mówi, że brakuje dziś takich postaci jak Ballack. Ballack docenia Podolskiego za charakter.

I to kolejna rzecz, która świadczy o wielkości Podolskiego. Ballack mógł go znienawidzić.

2009 rok, mecz towarzyski Niemcy – Walia. Na linii Podolski – Ballack wrze jeszcze przed meczem. Na zgrupowaniu dochodzi pomiędzy nimi do kłótni. Ballack, powszechnie szanowany kapitan, podchodzi na boisku do kolegi i w dosadnych słowach przekazuje mu swoje uwagi. Podolski nie zamierza z nimi dyskutować. Nie zamierza też ich w ogóle słuchać.

Policzkuje kapitana reprezentacji.

Ballack zostaje upokorzony. I to na oczach 12 milionów Niemców, którzy oglądają mecz w telewizji. W wywiadzie pomeczowym Podolski mówi, że wyjaśnią to sobie w szatni. Ballack uderza w podobne tony – przez cały wywiad rzuca uśmiechy, a przy pytaniu o zajście mówi, że wszystko zostanie załatwione wewnątrz. Gdy kurz opada, Podolski przeprasza.

Ale temat nie jest zamknięty. Niemiecka prokuratura otrzymuje po meczu donos. Jeden z kibiców zawiadamia, że na walijskim stadionie doszło do naruszenia nietykalności cielesnej.

Prokuratura musi przyjąć tę sprawę, ale szybko ją umarza.

Podolski dostaje karę tylko od federacji – musi wziąć udział w jednym z projektów DFB, całodniowym wydarzeniu dla młodych adeptów futbolu.

***

– Z początku w ogóle nie miałem odwagi wyjść z domu, wysiadywałem więc tylko przy oknie z piłką pod pachą, wpatrując się smutno w boisko. W końcu matka jakoś mnie namówiła, przyrzekając na wszystkie świętości, że zostanie na górze i będzie mnie obserwować z okna. I tak powoli, powoli udało mi się jakoś dołączyć do innych dzieci razem z moją piłką, a mama zawsze rozpoznawała mnie z góry, bo miałem jasne włosy wśród ciemnych głów czarnoskórych kolegów.

Podolski o trudnych początkach w Niemczech. Już w pierwszych latach życia czuje, że nie mieszka w swoim kraju.

***

– Jesteśmy Polakami, więc rozmawiamy po polsku. No jak inaczej?

Podolski o relacjach z kolegami z Arsenalu – Wojciechem Szczęsnym i Łukaszem Fabiańskim.

***

– Twój syn też ma smykałkę do gry? Może pójdzie w ślady ojca?

– Gra w piłkę i lubi to robić. Ale ciężko powiedzieć, co będzie robił w przyszłości. Jeśli będzie mocno trenował, może coś z niego wyrośnie.

– Mówi po polsku czy po niemiecku?

– W szkole uczy się po niemiecku. Ale w domu rozmawiamy po polsku.

***

Przesadą będzie stwierdzenie, że Podolski stracił w Bayernie trzy lata. Ale faktem jest, że wyżej ceniono Makaaya, Klose czy Toniego. Bayern to prawdopodobnie największa porażka jego życia. Porażka, po której ma dość piłki na najwyższym poziomie. Przez chwilę nie chce już gonić za sukcesami i karierą.

Mimo słabych trzech sezonów, wciąż jest czołową postacią w reprezentacji i może przebierać w ofertach. Bayern nie zamierza mu robić pod górkę. Kupił go za 10 milionów i za 10 milionów chce też sprzedać – zamierza po prostu wyjść na tym interesie na zero.

Mimo wielu propozycji, Podolski fiksuje się na punkcie powrotu do FC Koeln.

Do domu.

A przecież jest to ledwie bundesligowy średniak zajmujący wówczas dwunaste miejsce, z nikłymi szansami na nagłą zmianę kursu. Od początku staje się jasne, że to nie będzie sytuacja win-win. Klub wygra, piłkarz – niekoniecznie. Podolski jest uparty. Mimo że Bayern oczekuje promocyjnej ceny, pojawiają się schody. FC Koeln po prostu nie stać na ten transfer. Gromadzi dziewięć milionów euro. Brakuje jednego.

„Kozły” wyciągają więc dłoń do kibiców i rozkręcają akcję „Kupujemy Poldiego za piksele”. Podolski ma dostać na powitanie piękny portret zlepiony z tysięcy zdjęć fanatyków FC Koeln, którzy wykupują ekspozycję za 25 euro. Akcję wspiera nawet Michael Schumacher, który nabywa piksele za 875 euro.

– No, chłopcze, zdecydowałeś się podążać za głosem serca… Teraz pokaż na co cię stać i pozwól, by fani FC Koeln znów mieli powody do świętowania – mówi Schumacher po całej akcji.

Udaje się zebrać milion. Ulubieńca trybun wita na prezentacji 21 tysięcy kibiców.

***

– Chcę tutaj umrzeć.

Lukas Podolski o Kolonii.

***

Podolski darzy Kolonię wielką miłością. I jest to obustronne uczucie. Sławomir Peszko przekonuje, że gdyby w centrum miasta w jednym momencie pojawili się Podolski i Messi, to Podolski skupiłby na sobie większą uwagę.

To w FC Koeln się wychował, to do FC Koeln wraca po nieudanej przygodzie z Bayernem. Nie jest to jednak miłość ślepa. Podolski widzi, w którym kierunku podąża klub. Obecność w składzie czołowej postaci reprezentacji Niemiec niewiele zmienia. FC Koeln generalnie – wyjąwszy sezon 16/17, gdy awansuje do pucharów – nie potrafi złapać stabilności. Ostatnie lata to ciągłe balansowanie pomiędzy 1. i 2. Bundesligą. Ciągłe zmiany koncepcji i roszady na stanowiskach kierowniczych. Ten stan trwa od lat i jest niejako wpisany w tożsamość „Kozłów”. Podolski chętnie zabiera głos w sprawie swojego klubu. Potrafi wbić szpilkę.

W pierwszym sezonie po powrocie Podolskiego FC Koeln zajmuje 13. miejsce.

W kolejnym 10.

Gdy w trzecim sezonie zmierza w stronę spadku, Podolski traci cierpliwość. Udziela „Bildowi” głośnego wywiadu, w którym rozprawia się z władzami ukochanego klubu.

– Kiedy patrzę na perspektywy, jakie mi obiecywano i na to, co udało się spełnić, jestem rozczarowany.

– W Kolonii nie ma żadnej ciągłości. Trener, dyrektor sportowy i zarząd regularnie się zmieniają. Mówiąc wprost – na dłuższą metę nic z tego nie wyjdzie.

– Próbujesz rozwijać się z każdym sezonem, ale to boli, jeśli nie dostajesz nic więcej niż tylko walkę o utrzymanie. Liczyłem na coś innego. Są ku temu warunki. FC Koeln ma wyjątkowy stadion i kibiców.

***

– Dokończ zdanie: zostanę w Kolonii, jeśli…

– Nie zostanę.

***

Podolski mocno się naraża władzom FC Koeln. Zaczyna grę, która ma albo coś zmienić w klubie trawionym brakiem perspektyw, albo go z niego uwolnić. W momencie udzielania wywiadu ma jeszcze 1,5-letni kontrakt.

Claus Horstmann, dyrektor FC Koeln, po aktywności medialnej Poldiego: – To zniewaga klubu. Ten wywiad jest dla mnie zaskoczeniem. Nawet Lukas musi trzymać się zasad. A tutaj granica została wyraźnie przekroczona.

Gdy Podolski wraca do Kolonii, przedstawia mu się konkretny plan. Nie brzmi on „mamy Podolskiego i dalej działamy w chaosie”. Reprezentant Niemiec słyszy, że ma być filarem, wokół którego będzie się budować porządna ekipa. Celem ma być pierwsza szóstka. W żadnym z sezonów nie było nawet blisko.

Kierownictwo śmiertelnie obraża się na słowa Podolskiego. Postanawia, że zawodnik musi dostać za swoje i ordynuje 20 tysięcy euro kary.

Reakcja Podolskiego? Mistrzowska. Proponuje, że zapłaci 50 tysięcy, ale pod jednym warunkiem – cała kwota pójdzie na cele charytatywne.

Kolońscy działacze dostają kolejnego pstryczka w nos. Nie mogą nie zgodzić się na ten układ. A sam Podolski ma przynajmniej pewność, że środki trafią w dobre ręce.

***

Obojętnie, gdzie zabierze mnie wiatr
Zabiorę cię wszędzie ze sobą
Jestem na końcu świata
Wrócę
Kiedyś wrócę
Kochaj swoje miasto

„Liebe deine Stadt”. „Kochaj swoje miasto”. Tak brzmi tytuł piosenki, która świeżo po premierze staje się najczęściej odsłuchiwanym utworem w Niemczech.

Pomysłodawcą utworu jest Podolski. Sam nie śpiewa, ale inspiruje znajomego rapera i wokalistę. Pełni główną rolę w teledysku, na którym z dumą przechadza się po ulicach Kolonii. Siada na przestarzałym stadionie Vfl Köln 99, pozuje na tle efektownej panoramy, pokazuje synowi zakamarki centrum. Chce pokazać światu miejsca, które wiele dla niego znaczą.

– Ten utwór jest deklaracją mojej miłości do Kolonii. Kolonia i Podolski są jak małżeństwo.

***

FC Koeln – Bayern. Rzut wolny, do piłki podchodzą Lukas Podolski i Adam Matuszczyk. Obok kręci się Portugalczyk Petit, który też chciałby podejść do uderzenia.

– Adaś, dotknij mi tylko piłkę, a ja ją pierdolnę – mówi po polsku Podolski.

Petit, który zdążył złapać już język niemiecki, nie ogarnia, co się dzieje. I tylko przygląda się, jak Matuszczyk lekko trąca piłkę, a Podolski posyła bombę, która pokonuje bramkarza. Po trafieniu „Poldi” śmieje się, że to w stu procentach polska bramka.

***

Ze swojego klubu Podolski odchodzi dwukrotnie. Za każdym razem wtedy, gdy ten spada do 2. Bundesligi.

Wymowne – po drugim spadku kupuje go Arsenal i Podolski – przynajmniej przez chwilę – błyszczy jako jedna z największych gwiazd Premier League.

Werner Spinner, ówczesny prezydent FC Koeln, deklaruje: – Dopóki Podolski gra w piłkę, nie przyznamy nikomu numeru 10.

***

Słowa warte są niewiele nawet wtedy, gdy dotyczą tak wielkich miłości jak Podolski i Koeln.

Patrick Helmes to wychowanek kolońskiego klubu. Grał w Bayerze czy Wolfsburgu, ale nie dobił nawet do stu meczów na poziomie Bundesligi. Nikt nie stwierdzi, że ma za sobą wielką karierę. Nikt nie śmiałby porównywać jego zasług dla Kolonii z Podolskim.

Nawet mimo świetnego sezonu 13/14, kiedy na zapleczu strzela 12 bramek i dokłada do nich sześć asyst. Kierownictwo „Kozłów” stwierdza, że tak wartościowego piłkarza, głównego bohatera powrotu do Bundesligi, trzeba docenić.

Tak, tak, dobrze się domyślacie – Patrick Helmes otrzymuje numer 10. Ten, którego miał nie dostać nikt.

Kibice się oburzają. Władze FC Koeln próbują łagodzić sytuację, ale robią to w swoim stylu – jak słoń w składzie porcelany. Podolski ma za chwilę rozegrać mecz z Francją na mundialu w Brazylii. Dostaje na swoją skrzynkę maila, w którym przedstawiciel klubu wyjaśnia, dlaczego Helmes zasłużył na „dychę”. Zachowanie „Kozłów” komentuje publicznie nawet Oliver Bierhoff, menedżer kadry, który jest wyraźnie zdegustowany: – Nie sądzę, by klub powinien nękać piłkarza podczas mundialu.

Jörg Schmadtke, były dyrektor sportowy FC Koeln: – Wiemy, że obiecaliśmy zatrzymanie numeru na cześć Lukasa Podolskiego. Postanowiliśmy jednak przyznać ten numer, ponieważ wszystkie kluby Bundesligi mają piłkarza z dziesiątką. Liczymy na zrozumienie Lukasa.

Nassim Touhiri, menedżer Podolskiego: – Jesteśmy zaskoczeni, że obietnica została złamana w taki sposób i to podczas mundialu. To zachowanie nie w naszym stylu, ale nastawienie Lukasa do klubu się nie zmieni.

Gdyby złamanie obietnicy, o którą Podolski w żaden sposób nie zabiegał, dotyczyło jakiegoś wielkiego transferu, prawdziwego kozaka, który musi zostać dopieszczony na każdy sposób, można byłoby to jeszcze zrozumieć.

Ale Patricka Helmesa?

Futbolowi bogowie wpadają w furię i dochodzą do wniosku, że nie mogą tak tego zostawić. Helmes z numerem dziesiątym odbywa cztery treningi, występuje w sparingu, a później doznaje na obozie poważnej kontuzji biodra.

Nigdy już nie wraca na boisko. Mimo że w momencie urazu ma zaledwie 31 lat, kontuzja przekreśla jego karierę.

Po roku, gdy FC Koeln utrzymało się w Bundeslidze, powraca pytanie: czy klub da któremuś z nowych piłkarzy dziesiątkę?

Jörg Schmadtke stwierdza: – Czy chcemy obciążać kogoś tym numerem? Czy chcemy dalej przekazywać zarazę? Nie jesteśmy przesądni, ale musimy mieć to na uwadze.

Złamanie obietnicy przypada na gorsze chwile Podolskiego w Arsenalu. Kibice żyją nadzieją, że Poldi znów – jak po Bayernie – wróci na RheinEnergieStadion. Ale staje się jasne: dopóki klubem będą rządzić te osoby, nie ma na to najmniejszej szansy.

***

– FC Koeln zawsze będzie moim klubem, niezależnie od tego, kto nim zarządza. W ostatnich latach władze zmieniają się prawie tak szybko, jak ja zmieniam buty.

***

17 czerwca 2012, Lwów, Niemcy – Dania. Ekipa Joachima Loewa przyklepuje awans z grupy z kompletem punktów. Gola strzela Podolski. W swoim stylu – mimo że piłka spada pod jego nogi kilka metrów przed bramką, posyła prawdziwą bombę z woleja. Asystuje przypadkiem Gomez, który kiksuje przy strzale. Identyczny gol do tego, którego wbił przed czterema laty Polsce.

Znów symboliczny. Podolski wieńczy tym samym swój setny mecz w reprezentacji.

I staje się jednocześnie najmłodszym Europejczykiem, który może pochwalić się trzycyfrową liczbą spotkań w barwach narodowych. Ma dokładnie 27 lat i 13 dni.

***

– Nigdy nie zapomnę, jak tysiące polskich kibiców odśpiewało mi “Sto lat” w urodziny. Niczego mi tu nie brakuje, nawet ogórków.

– Jak to ogórków?


– W Gdańsku mieszka brat mojego wujka, Hieronim Gawroński, który robi pyszne ogórki kwaszone. Wujek zawsze przywoził nam je do Niemiec, uwielbiamy je. A teraz, będąc w Gdańsku, mam te ogórki pod ręką. Kiedy trener Loew dał nam wolne, od razu wybrałem się do Hirka. Na koniec wizyty wziąłem od niego całe wiaderko i przywiozłem do hotelu, gdzie jest niemiecka kadra. Zajadam się nimi, do kolacji pasują idealnie.

Lukas Podolski o Euro 2012, podczas którego reprezentacja Niemiec stacjonowała w Gdańsku.

***

Podczas polsko-ukraińskiego turnieju Podolski znów ledwie ociera się o sukces. Strzela jedną bramkę, ponownie Duńczykom, a Niemcy kończą na półfinale. Gra z czystą głową, bo jeszcze przed meczem otwarcia Arsenal wykłada na niego 15 milionów euro.

Przed pierwszymi meczami Podolskiego na Wyspach, kibice zadają sobie pytanie: czy Podolski jest w stanie grać w miejscu, do którego nie pała uczuciem? W FC Koeln i reprezentacji daje radę. W Bayernie nie. Do Arsenalu siłą rzeczy też ma letni stosunek.

Paradoksalnie aklimatyzuje się znacznie szybciej niż w Bayernie. W swoim pierwszym sezonie rozbija bank. Kończy go z 16 bramkami i 12 asystami. W kolejnym obniża loty, ale znów jest bardzo dobrze. W trzecim nagle przepada. Przez pół roku pełni rolę statysty.

Rzecz, z której Londyn najbardziej zapamiętał Podolskiego? Haha.

Tak, haha.

Śmiech.

Komiczny, kuriozalny śmiech, który staje się obiektem szydery.

Po prostu zobaczcie i wszystko zrozumiecie:

***

8 minut w meczu grupowym z Portugalią. 45 minut z USA, gdy awans do kolejnej fazy był w zasadzie przyklepany.

Na tym zakończył się bilans Podolskiego na turnieju, który mógł być jego turniejem życia – mistrzostwach świata. Najważniejsza impreza sportowa we współczesnej historii Niemiec odbyła się z ledwie symbolicznym udziałem Lukasa Podolskiego.

***

Świętowanie złotego medalu z Bastianem Schweinsteigerem.

***

Mistrzostwa świata są pewnym punktem granicznym w karierze Podolskiego. Mniej więcej wtedy Poldiemu przestaje się wieść. W sezonie po mundialu przepada w Arsenalu. Staje się mniej więcej takim statystą, jak w reprezentacji.

Podolski ratuje się więc transferem do Interu. Ale i tam niczego wielkiego nie pokazuje. Jego najlepszym momentem w Mediolanie jest powitanie przez kibiców na lotnisku.

***
Fiasko w Interze sprawia, że Podolski przestaje być atrakcyjną kandydaturą dla prezesów największych klubów. Musi zejść półkę niżej. Kibice z Kolonii jak zwykle kreślą wizję powrotu swojego idola.

O ofertach dla Podolskiego z Turcji mówi się już od jakiegoś czasu. Mało kto bierze je poważnie. Dopiero gdy Poldi spędza nad tureckim wybrzeżem wakacje w hotelu, którego właścicielem jest Dursun Özbek, prezydent Galatasaray, kibice uświadamiają sobie, że temat jest naprawdę konkretny.

Podolski świetnie wypada na powitalnej konferencji prasowej. Rzuca kilka słów po turecku. Żartuje, że zna trochę języka, bo ma wielu kumpli tureckiego pochodzenia, od których nauczył się głównie przekleństw. Wśród kolegów jest między innymi Gökhan Töre, z którym Poldi spędza 30 urodziny. Podczas konferencji z estymą popija turecką herbatę. Zyskuje w ten sposób kolejne punkty do sympatii.

Zdjęcia z Podolskim popijającym cay obiegają całą Turcję.

Za chwilę do Galatasaray zgłasza się trzech producentów herbaty z pytaniem, czy Podolski byłby zainteresowany reklamą.

Miłych gestów nigdy za wiele zwłaszcza w sytuacji, w której mocno podpadasz Turkom. Kibice mają w pamięci sytuację z października 2011 roku. Niemcy pokonują wtedy Turcję Nuriego Sahina 3:0. Po kilku dniach Podolski znów spotyka się z Sahinem – tym razem na ligowych boiskach. Żeby go sprowokować, podczas meczu pokazuje mu trzy palce na znak trzech goli, które Niemcy dopiero co strzeliły w eliminacjach do Euro.

Nikogo nie trzeba przekonywać, że fanatycznym Turkom nie spodobało się to zachowanie.

***

Gra w Turcji przekłada się na kolejny projekt biznesowy Podolskiego – Mangal Döner. Restaurację z kebabem w centrum Kolonii.

Otwarcie restauracji doskonale pokazuje, jaką pozycję w swoim mieście ma Poldi. Na kilka godzin przed otwarciem ustawiają się w kolejce tłumy. Śpiewają przyśpiewki FC Koeln w oczekiwaniu na przecięcie wstęgi. Kebaby pierwszego dnia podaje sam Podolski. Na konferencji prasowej mówi, że od dzieciaka lubił je jeść, więc to dla niego naturalny posiłek.

Normalny, nienachalny biznes, skrojony do wizerunku Podolskiego. Nawet do podpisania dużego kontraktu reklamowego wybrał sieć hipermarketów REWE, która wywodzi się z Kolonii i jest głównym sponsorem FC Koeln. Oprócz tego piłkarz prowadzi lodziarnię i ma swoją markę odzieżową. Jej nazwa to „Strassenkicker”. Piłkarz z ulicy.

***

– Zawsze musisz być otwarty i gotowy do przystosowania się do innych kultur. Nie jest to łatwe, ale trzeba to przezwyciężyć. Bez nowych doświadczeń życie szybko się nudzi, prawda? Nie żałuję żadnego etapu w mojej karierze.

***

Gra w lidze tureckiej – nieoczywistym kierunku dla niemieckiego piłkarza – nie oddala Podolskiego od reprezentacji. Znów wykręca świetne liczby. Pierwszy sezon 17 goli i 10 asyst. Drugi? 17 goli i 8 asyst. Wciąż dostaje powołania. W Niemczech rodzi się dyskusja: czy Podolski powinien zakończyć reprezentacyjną karierę?

Zapytany o to, czy nie żałuje, że nie poszedł w ślady Philippa Lahma i Bastiana Schweinsteigera, którzy zrezygnowali z kadry po mistrzostwie świata, odpowiada:

– W Niemczech żyje 80 milionów osób, ale tylko 23 są zaproszone na reprezentację. Mam narzekać, jeśli wciąż mogę być jednym z nich? Ludzie myślą, że będę zły siedząc na ławce. A dla mnie to normalna i prosta sytuacja. Przyjechałem do Niemiec z rodziną, gdy miałem dwa lata. Mieszkaliśmy w jednopokojowym mieszkaniu. Grałem na ulicy. A teraz będę miał 130 meczów w kadrze. Mogłem podnieść puchar mistrzów świata. Czy ja mogę być w tej sytuacji zły? Cieszę się każdą minutą, jaką spędzam na boisku, czy to podczas meczów, czy treningów. Cieszę się po prostu każdą chwilą z reprezentacją.

Kibice doklejają mu łatkę Atmosfericia. Widzą, że Podolski nie ma już zbyt wielkiego wkładu w wydarzenia boiskowe. Gdy media zaczynają go nazywać maskotką, podczas konferencji prasowej traci cierpliwość:

– Uważam, że to brak respektu. Zagrałem ponad sto meczów dla reprezentacji. I kilka turniejów. Nie po to, żeby niektóre media pozwalały sobie nazywać mnie maskotką. To bezczelność. Nie zasłużyłem na to.

***

– Cel na Euro 2016? Zostać mistrzem. Oddam za to wszystko. Na boisku, poza nim i na konferencjach prasowych. Wszędzie.

***

Euro 2016. Konferencja prasowa z udziałem Podolskiego, Boatenga i Mustafiego. Piłkarze dostają pytanie o Joachima Loewa, który znów stał się memem krążącym po internecie. Podczas jednego z meczów włożył rękę do majtek, a potem przyłożył po nosa.

Mustafi i Boateng nie wiedzą, co powiedzieć.

– W drużynie nie ma tego tematu. Myślę, że 80% z was drapie się po jajkach. Ja też – wyręcza ich Podolski.

Rzecznik prasowy stwierdza, że jeszcze nigdy nie widział aplauzu na konferencji prasowej.

***

Na Euro 2016 Podolski tylko raz pojawia się na boisku. Staje się jasne, że pewien etap się kończy.

Reprezentacyjny licznik Poldiego staje na 130 meczach i 49 golach. Więcej mają na swoim koncie tylko Lothar Matthaeus (150) i Miroslav Klose (137). Więcej bramek – Miroslav Klose (71) i Gerd Mueller (68). Niezależnie od tego, gdzie gra w klubie, w kadrze zawsze ma pewne miejsce. Bardziej definiuje go reprezentacja niż kolejne miejsca pracy, w których często zawodzi.

Futbolowi bogowie uznają, że Podolski nie może zawiesić manszaftowych butów na kołku w sposób zwyczajny.

Jego ostatni mecz musi mieć mistrzowską puentę. Musi być taki, jak cała kariera.

2017 rok, rywalem Anglia. Westfallenstadion obserwuje wyrównane starcie, w którym nie padają bramki. Aż do 69. minuty. Podolski dostaje piłkę przed polem karnym i po prostu lutuje, ile sił w nodze. Piękna bomba sprawia, że bramkarz nie ma szans.

Jedna z najładniejszych, a jednocześnie najbardziej charakterystycznych bramek w pożegnalnym meczu? Wspaniała historia.

***

Joachim Loew: – Karierę kończy jeden z największych piłkarzy w historii tego kraju. Lukas był dla mnie zawsze kimś wyjątkowym, na kim można było całkowicie polegać. Przy jego luzie i podejściu do życia, zawsze mogłem wskazać go jako wzór profesjonalizmu.

***

– Minął tydzień od mojego pożegnalnego meczu. Miałem dużo czasu na przemyślenia. I dojrzało we mnie, że źle zrobiłem. Decyzja o rezygnacji z reprezentacji była zła. Ten ogień wciąż płonie. Jeszcze nie skończyłem reprezentacją.

– Zobaczymy cię w niej ponownie?

– Mam nadzieję.

– A trener już o tym wie?

– Tak. Rozmawiałem z nim przez telefon. Początkowo był zaskoczony. Odradzał mi ten ruch ze względu na mój wizerunek. Ale kiedy zdał sobie sprawę, że nie żartuję, powiedział, żebym pracował na uczciwą szansę.

***

Jako piłkarz Galatasaray Podolski jest jeszcze częścią dużej piłki. Znajduje się na jej obrzeżach, ale jednak. Wszyscy zdają sobie sprawę, że mógłby grać jeszcze w lepszej lidze (na przykład niemieckiej), ale nie traktują jego tureckiej przygody jak wakacji. W Niemczech żyje około trzy miliony Turków. Zdążyli już wtopić się w kulturę. Wyjazd do Süper Lig nie jest odbierany jako wczasy, a jako gra w piłkę w zaprzyjaźnionym kraju. Niemcy wciąż oglądają jego mecze.

Zmienia to transfer do Vissel Kobe. To właśnie mniej więcej od tego momentu Podolski jest postrzegany jako były piłkarz, który chce jeszcze poodcinać trochę kuponów od wielkiej kariery. I ma do tego pełne prawo – zasługuje jak mało kto.

Podolski podpisuje z japońskim klubem kontrakt na 2,5 roku. Jak niemalże wszędzie – jest witany jak król. Zarabia około 8 milionów euro rocznie.

***

– W zeszłym roku oglądaliśmy rozpromienionego Podolskiego, który nosił buty z kapitanem Tsubasą, zachwycał się wołowiną Kobe, strzelał bramki. Ale teraz już się nie uśmiechasz.

– Cóż, ostatnio mamy trochę dość. Jeśli nie grasz w Barcelonie, Bayernie czy innej topowej drużynie, nie zawsze masz powód do radości. Ale szczerze mówiąc – to dobrze, że czasem dostajesz po głowie. To wzmacnia. Życie w Japonii poza boiskiem jest wciąż każdego dnia niesamowite. Doceniam ludzi i wszystko dookoła, czego nauczyłem się w tym kraju. Jest czysto, bezpiecznie, jedzenie jest wspaniałe, a ludzie pełni szacunku. Naprawdę cieszę się, że tu przyszedłem.

***

Podolski nie staje się gwiazdą japońskiej ligi. Notuje przyzwoite liczby, ale nie został zatrudniony po to, by zapewniać przyzwoitość. Nie spełnia oczekiwań.

Podczas jednego z meczów wychodzi z niego frustracja. Niepozorne starcie na środku boiska. Podolski wjeżdża uniesioną, wyprostowaną nogą w swojego rywala. Sędzia pokazuje mu od razu czerwoną kartkę.

Podolski nie zyskuje wielkiej sympatii wśród ultrapoprawnych japońskich kibiców, którzy podejrzewają go o aroganckie podejście do zawodu.

 

***

– Łatwo powiedzieć, trudniej pojechać do Japonii i to zrobić. Zawsze wyglądasz lepiej w topowym klubie, bo cała drużyna ma większą jakość. Nie będziemy grać nagle innej piłki tylko dlatego, że są Iniesta i Podolski.

Odpowiedź na pytanie o to, dlaczego w Japonii nie sprostał oczekiwaniom.

***

Ulubieniec tłumów nie mógłby być ulubieńcem tłumów bez działalności charytatywnej. Lukas Podolski prowadzi swoją fundację. Cel? Pomaganie wykluczonym społecznie dzieciakom. Fundacja ma działać długofalowo, ale też gwarantować doraźną pomoc. Gdy kolońscy koszykarze na wózkach nie mieli automatycznego systemu rzutów, zgłosili się do fundacji z prośbą o pomoc. Dostali ją w zasadzie od ręki.

Na stronie fundacji czytamy:

Lukas Podolski ma świadomość, że jako piłkarz żyje marzeniami wielu. Ale ten sam Lukas Podolski nie przyszedł na świat w złotych butach. Jego kariera nie była przypadkiem. Wsparcie rodziny i innych dały mu wiele możliwości. Z tej świadomości powstaje pragnienie pomagania tam, gdzie brakuje wsparcia.

Lukas Podolski dba szczególnie o dzieci z rodzin niefaworyzowanych społecznie. Swoją fundacją chce pomagać w realizacji projektów sportowych i edukacyjnych dla dzieci i młodzieży w niekorzystnej sytuacji.

Inicjatywy, jakie podjęła fundacja:

  • w 2016 roku fundacja otworzyła pierwszego orlika, a w planach jest wybudowanie pięciu kolejnych w Kolonii.
  • raz do roku organizuje dla dzieciaków ze społecznych nizin z różnych krajów obóz, na którym trenerzy kierunkują ich szkoleniowo oraz obserwują skauci
  • współpracuje z organizacją Rheinflanke, która zajmuje się stwarzaniem warunków dla biednej młodzieży, która chce uprawiać sport
  • wspiera program leczenia raka poprzez sport w szpitalu przy Amsterdamer Strasse w Kolonii,
  • sfinansowała za 60 tysięcy euro budowę pryszniców w wielu amatorskich klubach z regionu

***

Podolski jest także ambasadorem „Arche” – organizacji pomagającej dzieciom z najbiedniejszych rodzin. We współpracy z nią tworzy się pomysł otworzenia w Polsce miejsca, które jest przystanią dla ubogich dzieciaków. Podolski zastanawia się, które miejsce w Polsce cieszy się najgorszą reputacją. Pada na warszawską Pragę.

Obiekt ARKA pełni rolę świetlicy. Od 12 do 18 jest otwarte dla każdego dziecka od 6 do 12 roku życia. Mogą one tam zjeść ciepły posiłek. Otrzymać pomoc w odrabianiu lekcji. Bawić się w bezpiecznym miejscu. Nauczyć się języka niemieckiego. Wyjść z grupą do teatru albo na basen.

Środki na działalność placówki udaje się zebrać dzięki akcji prowadzonej przez telewizję RTL. Zbiórkę firmuje Podolski. Darowizny wynoszą milion euro.

***

– Kiedy do Górnika?

– Za może cztery-pięć lat.

14 czerwca 2016.

***

Kariera Podolskiego to piękna historia. Historia, która zawiera wiele polskich rozdziałów. A teraz do napisania został ten najlepszy. Najpiękniejszy. Najbardziej romantyczny.

Znów, jak w Stambule, Kobe i Kolonii, został powitany jak król.

Znów, jak przechodząc z Bayernu do FC Koeln, poszedł za głosem serca, a nie za logiką.

Znów przekracza skalę sympatii.

Podolski to jeden z niewielu wielkich piłkarzy, który jest człowiekiem z krwi i kości. Który wie jak to jest upaść. Który prowadzi karierę na swoich zasadach. Który pozostaje sobą. Zawsze.

Jak prawdziwy piłkarz z ulicy.

Jak zwykły kolega z sąsiedztwa.

Jak jeden z tych chłopaków z filmowych historii, o którym usłyszał cały świat, ale nie ma problemu, by wypić piwko z kumplami na ławce, gdy wraca na stare śmieci.

JAKUB BIAŁEK

Fot. newspix.pl / FotoPyK / YouTube / 11freunde.de

źródła: Przegląd Sportowy, Lukas Podolski „Nie poddawaj się”, 11Freunde, Bild, Kicker, Sportbuzzer, express.de, Fakt, Super Express, Thomas Urban „Czarny orzeł, biały orzeł”. Foot Truck, Nowa Trybuna Opolska 

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Weszło

Polecane

Jonah Lomu. Wybryk natury, który odmienił rugby

redakcja
3
Jonah Lomu. Wybryk natury, który odmienił rugby
Ekstraklasa

Adrian Siemieniec: Pracowałem za 500 złotych. Ale za darmo też bym to robił [WYWIAD]

30
Adrian Siemieniec: Pracowałem za 500 złotych. Ale za darmo też bym to robił [WYWIAD]
Ekstraklasa

Pracoholizm, zaufanie Papszuna, bójka z kierownikiem. Goncalo Feio w Rakowie

Szymon Janczyk
19
Pracoholizm, zaufanie Papszuna, bójka z kierownikiem. Goncalo Feio w Rakowie

Komentarze

62 komentarzy

Loading...