Odnalazł się Górnik, którego nie widzieliśmy od miesięcy. Pomógł Augustyn

redakcja

Autor:redakcja

07 maja 2021, 20:37 • 3 min czytania

Reklama
Odnalazł się Górnik, którego nie widzieliśmy od miesięcy. Pomógł Augustyn

Gdyby stworzyć tabelę Ekstraklasy, zapominając o pierwszych czterech kolejkach, Górnik Zabrze (przed dzisiejszym spotkaniem) byłby w niej ostatni. Kapitalne wejście w sezon ekipy Marcina Brosza, którego ostatnią odsłoną był koncert na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej, później zostało skutecznie przykryte przeciętniactwem i trudnymi do zrozumienia wtopami. Przez to Górnik gra już tylko o honorowe dokończenie sezonu i – ni stąd, ni zowąd – w końcu udało mu się trochę nawiązać do swojej postawy z pierwszych kolejek. 

Reklama

Czy pomogła Jagiellonia Białystok, która też walczy już tylko o to, żeby sezon skończyć w dziesiątce? No nie da się ukryć. Szczególnie uczynny był Błażej Augustyn, który chyba nawet reprezentując barwy zabrzańskiego klubu, nie potrafił w pojedynczym meczu dać drużynie z Górnego Śląska tyle, co w trakcie dzisiejszej potyczki. Zapraszamy na szybką wyliczankę, w której uwzględniliśmy tylko „błędy bramkowe”, co nie oznacza, że innych defensor Jagi nie popełnił.

Oj nie.

29. minuta: zagranie z głębi pola od Manneha do Jimeneza, a Augustyn nie kontroluje ani linii spalonego, ani hiszpańskiego napastnika. W rezultacie piłkarz Górnika z łatwością ucieka stoperowi i sprytnie ładuje piłkę do siatki obok Dziekońskiego.

62. minuta: Augustyn w prostej sytuacji kopie piłkę w aut, choć chciał podać ją do kolegi z zespołu. Zabrzanie szybko wznawiają grę, Sobczyk radzi sobie z Kwietniem i dogrywa do kolegi z zespołu. Augustyn zatrzymuje piłkę ręką, z karnego gola strzela Jimenez.

Reklama

71. minuta: Jimenez mija Augustyna z taką łatwością, że trudno uwierzyć, że grają w tej samej lidze, stoper próbuje ratować się wślizgiem, ale tylko muska piłkę, która ląduje na głowie Sobczyka, a ten ładuje ją do siatki.

Trzy gole Górnika, przy trzech najwięcej brudów za paznokciami ma ten sam człowiek. Z ręką na sercu musimy wam przyznać, że przeszło nam przez głowę, że przy takiej dyspozycji białostockiej defensywny nawet Boakye coś ukłuje. I niewiele brakło, bo gość zagrał niecałe dwadzieścia minut, a do dwóch świetnych okazji doszedł. Raz przez błąd techniczny zmarnował świetne podanie Manneha, później tylko obił poprzeczkę po wrzutce z lewej strony i rozpaczliwym wyjściu Dziekońskiego.

Tak czy siak Górnik powinien dziś strzelić więcej goli, a tego nie zrobił, nie tylko za sprawą wspomnianego przed chwilą ananasa. Jagiellonia z kolei kompletnie położyła ten mecz w drugiej połowie. Pierwsza była wyrównana i to nawet goście wyszli na prowadzenie. Puljić dobił strzał Kwietnia, a było jeszcze kilka mniej lub bardziej klarownych sytuacji, by gospodarzy ukłuć. Nerwowo grał Chudy, młoda obrona jak zawsze zachęcała do dawania jej lekcji, ale w drugiej połowie Jaga kompletnie z tego nie korzystała. Nawet nie próbowała. Może to kwestia tego, że w pierwszym kwadransie po przerwie straciła nieźle wyglądający środek pola, ale też przesady – nie tak osłabieni rywale dyktowali Górnikowi trudniejsze warunki.

Ekipa Marcina Brosza wygrała po raz pierwszy od połowy marca. W ostatnich siedmiu meczach zabrzanie podnieśli z murawy ledwie dwa punkty, czym ostatecznie przegrali ten sezon. Dzisiaj dali swoim kibicom chusteczkę, którą można spróbować otrzeć łzy.

Reklama

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
La Liga

Dni Arbeloi są policzone. Siła przyjaźni w Realu wygasła

Jan Broda
0
Dni Arbeloi są policzone. Siła przyjaźni w Realu wygasła