Reklama

Kubica: Pytają mnie, czy jestem rajdowcem. Mówię, że takim na boisku

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

02 kwietnia 2021, 18:00 • 10 min czytania 4 komentarze

– Przede wszystkim staram się iść do przodu. Szukam progresu, nie lubię przestojów. Wyciągam wnioski z każdego dnia i żyję myślą, że zawsze może być lepiej. Na pewno szczytem moich marzeń nie jest gra w Ekstraklasie, to mogę powiedzieć. Chcę zagrać kiedyś w topowej lidze. Z tego, co wiem, Ekstraklasa niestety nią nie jest! Nie chciałbym zejść z dobrej ścieżki, którą podążam. Musiałoby wydarzyć się coś naprawdę złego, żeby coś mnie z niej zepchnęło – mówi nam Krzysztof Kubica, piłkarz Górnika Zabrze. Porozmawialiśmy o jego początkach przygody z piłką, przejściu z okręgówki do klubu Ekstraklasy, życiowych wątpliwościach, trenerach i mentalności a’la Lewandowski.

Kubica: Pytają mnie, czy jestem rajdowcem. Mówię, że takim na boisku
Dlaczego nie Formuła 1?

Piłka wygrała! Kiedy tylko ktoś słyszy moje nazwisko, od razu pyta, czy Robert nie jest członkiem mojej rodziny. Albo czy nie jestem jakimś rajdowcem. Wtedy odpowiadam, że tak, ale takim na boisku.

Jak zaczęła się twoja przygoda z rajdami po boisku?

Mam dwóch starszych braci, którzy kiedyś musieli mnie ze sobą gdzieś zabierać. Kiedy oni grali w piłkę, ja ich podpatrywałem. Pewnego dnia jeden z moich kolegów zapisał się do klubu w Żywcu. Namówił mnie. Zaczęliśmy kopać od dziecka. Podwórko i boisko to była moja beztroska codzienność. Nie jestem jeszcze za stary, ale zauważyłem, że tego dzisiaj dzieciom brakuje. Szkoda, że teraz częściej sięgają po komputer czy telefon. Jak już w moim domu pojawił się komputer, to tak naprawdę nie miałem na niego czasu.

Na szkołę był czas?

Musiał być! Musieliśmy się z kolegami pilnować, bo jak ktoś dostał złą ocenę, to nie mógł wychodzić na dwór z kolegami. Na szczęście miałem dobre oceny i kary zdarzały się rzadko. Choć przyznam, że głupie pomysły wpadały do głowy, robiłem coś źle, ale w sumie trzeba było uczyć się na błędach. Na szczęście rodzice dobrze nas wychowali. Dużo rozmawialiśmy.

Na boisku się wyróżniałeś? Czy musiałeś ciągle walczyć o swoje?

Szczerze mówiąc, nie lubię rozmawiać o sobie, ale słyszałem, że mam talent. Ludzie mówili mi, żebym nie przestawał grać w piłkę. Sam czułem, że wyróżniałem się na tle innych w zespole juniorów. Byłem nawet dobry. Tak zostało chyba do dzisiaj, prawda? Oczywiście żart.

Reklama
Zdarzało ci się gwiazdorzyć?

Nie, nie. To nie jest mój styl bycia. Zawsze podkreślam, że cieszę się z dobrego występu całej drużyny. Nie mam potrzeby, żeby gdzieś się wychylać.

Nie jesteś produktem akademii. 3,5 roku temu trafiłeś do Górnika z okręgówki.

Tak naprawdę za dużo w tej okręgówce nie pograłem. Z dorosłymi chłopakami tylko trenowałem, a mecze miałem w juniorach. Nie było nas wielu, musiałem tam grać. Chodziłem wtedy jeszcze do klasy sportowej.

Jak wyglądał ten transfer?

Graliśmy w lidze śląskiej, w której był też Górnik. Ktoś mógł mnie zauważyć. Pewnego dnia przyszedłem na trening z seniorami, a tam trener mi mówi, że przyszło pismo z Zabrza. Chcieli mnie na testy. Na początku nie wierzyłem. To było coś niemożliwego. Okazało się, że nikt nie robi sobie ze mnie żartów. Pojechałem i tam już zostałem.

Grając w klubie z Żywca, myślałeś sobie, że dążysz do bycia profesjonalnym piłkarzem? Czy grałeś bardziej dla przyjemności?

To było moje marzenie, ale nie ukrywam, że kilka razy miałem kryzys. Myślałem, żeby skończyć szkołę sportową i pójść do normalnej pracy jeszcze w wieku szkolnym. Nie pochodzę z bogatej rodziny. Powiedziałem sobie, że skończę szkołę i dopiero wtedy pomyślę, co dalej zrobić ze swoim życiem. W grudniu dostałem zaproszenie do Górnika. Na tamten moment zostawały mi jeszcze dwa lata edukacji.

Nie mogłeś ciągle żyć marzeniami i obciążać rodziców.

Dokładnie. Taką miałem perspektywę. Chciałem pójść na „swoje”.

Reklama
Myślisz, że dzięki temu „pochodzeniu” pewne rzeczy doceniasz bardziej?

Zdecydowanie. Chciałem grać w piłkę, ale nigdy nie myślałem, jak mogą wyglądać moje finanse. Dopiero gdy wyjechałem z domu, zobaczyłem, że rodzicom nie tak łatwo było pewne rzeczy połapać. Mogłem na to wszystko spojrzeć z boku. Bardzo doceniłem ich pomoc. Zawsze miałem ich pełne wsparcie.

Co zapamiętałeś najbardziej z realiów gry w niższych ligach?

Na pewno wstawanie o 6 rano. Musieliśmy jechać na Śląsk na 10, żeby zagrać mecz. Ach, to były czasy! Poza tym okres, kiedy nie byłem zbyt wyrośnięty, ale miałem dość dużo siły w nogach. Wystarczyło mi lekko uderzyć piłkę, żeby wylądowała pod poprzeczką ponad zasięgiem bramkarza.

Na co wydałeś swoją pierwszą wypłatę w Górniku?

Pierwsza wypłata na pewno nie była zbyt duża. Mieszkałem już sam, byłem w bursie. To nie była moja zachcianka, bo chciałem po prostu odciążyć rodziców finansowo. Jak coś miałem, to odkładałem. Uczyłem się życia z miesiąca z miesiąca, bo wiedziałem, ile znaczy pieniądz.

Bursa to szkoła życia?

I to jaka! Spotykają tam się obcy dla siebie chłopcy z różnych domów, a mimo to zawiązują braterskie relacje. Musiałem się tego nauczyć.

Pewnie było tam wielu chłopaków lepszych od ciebie, a dziś nawet nie wiesz, gdzie są.

Niestety tak jest. Po próbie wejścia do seniorów wielu zawodników znika. Mi się udało pewnie dlatego, że ciężko pracowałem. I od samego początku szanowałem szansę, jaką dostałem od losu. Chciałem uczyć się każdego dnia, iść do przodu.

Miałeś jakiś wzór?

Moi bracia byli za Realem Madryt i jakoś to na mnie przeszło. Był tam oczywiście Cristiano Ronaldo. Uwielbiałem czytać artykuły o tym, że on zawsze robił więcej niż inni. Ktoś robił dziesięć pompek, a on 15. To był idealny wzór do naśladowania.

Czyli jak trzeba było zrobić dziesięć podciągnięć na drążku, to ty robiłeś 15.

Cóż, chciałem tak robić!

Mówili ci kiedyś, że jesteś za chudy?

Zdarzało się. W pewnym momencie wystrzeliłem jednak w górę, nie wiem, jak to się stało. Ale chudy zostałem. Tak naprawdę z małego chudzielca stałem się dużym. Kiedy wracałem po dłuższym okresie do domu, słyszałem tylko ciągle głosy zdziwienia. To o tyle zastanawiające, że w mojej rodzinie nikt nie jest tak wyrośnięty. W tym aspekcie jestem rodzynkiem. Może zjadłem coś dziwnego.

Miałeś też kiedyś bujną grzywę na włosach. A’la Luka Modrić.

Tak. Kurczę, już o tym zapomniałem. Stare dzieje, dzisiaj zupełnie inny wygląd.

Dzisiaj na taki powrót do przeszłości nie zgodziłaby się pewnie twoja dziewczyna.

Zgodziłabyś się na widok moich długich włosów? O, mówi, że tak. Droga otwarta. Robimy to.

Wróćmy do Górnika. Trudno było ci wejść na wyższy, wcześniej ci nieznany poziom profesjonalizacji?

Nie ukrywam, że było trudno. Na szczęście jeszcze przed przejściem do Górnika trochę pochodziłem na siłownię, więc mam świadomość, że mogło być gorzej. Jeśli chodzi o głowę, nie miałem trudności z przestawieniem się na inne realia. Skoro marzyłem o byciu profesjonalistą, zdawałem sobie sprawę, z czym to się wiąże. Ale już w praktyce, cóż, intensywność potrafiła być zabójcza. Przeskok z okręgówki do klubu z Ekstraklasy dawał się we znaki.

Potem trafiłeś na wypożyczenie do 1. ligi. Szkoła Ivana Djurdevicia się podobała?

Tak, nie żałuję okresu spędzonego w Chrobrym. Chciałem iść na wypożyczenie, musiałem łapać minuty. Nie uważałem się za piłkarza, tylko kogoś, kto musi jeszcze dorosnąć do większej piłki. Ale wokół tej sytuacji pojawił się pewien problem. Dołączyłem tam dopiero w ostatni dzień okienka transferowego. Dochodziły mnie słuchy, że Górnik nie chce mnie puścić. Dlatego załatwiłem sobie mieszkanie, zapisałem do szkoły. Aż tu nagle dostałem informację, że idę do Chrobrego. Wszystko musiałem odwracać z dnia na dzień. Troszkę się zdenerwowałem, ale na szczęście w klubie ze wszystkim mi pomogli.

1. liga to styl życia?

Coś w tym jest!

Istnieje takie przekonanie, że piłkarze Ekstraklasy zsyłani do 1. ligi wracają później z większą pokorą do wielu spraw.

Zgadzam się. Choćby poziom organizacji jest przecież nieporównywalny. Ekstraklasa a 1. liga to niebo a ziemia. Dlatego uważam, że to dobre podejście. Wiesz, zagrać swoje na niższym szczeblu, pokazać atuty, a potem wrócić jako bardziej poukładany zawodnik. Nie można tego traktować jak policzka w twarz. To naturalna kolej rzeczy.

Czym różni się warsztat trenera Djurdevicia od trenera Brosza?

U trenera Brosza na pewno pracuje się trochę ciężej. Jest bardziej intensywnie. Widać też różnicę w podejściu do taktyki. Ale trener Djurdević więcej rozmawia z piłkarzami. Podchodzi do każdego z osobna, bardzo zależy mu na podtrzymywaniu dobrej atmosfery w szatni. Kiedy widział, że coś jest nie tak między konkretnymi zawodnikami, zawsze starał się konfliktową sprawę rozwiązać.

Swoją drogą miałeś tam od kogo uczyć się profesjonalizmu. Wiesz, Michał Ilków-Gołąb.

Ten człowiek jest robotem. To pan generał. Nie dość, że robi atmosferę, to jeszcze można go podpatrzeć pod kątem przygotowania do meczu i treningu. Piłkarz-wzór.

Ty jesteś takim typem piłkarza, który ma bzika na punkcie robienia czegoś więcej niż inni?

Tak, ale kiedy zobaczyłem Michała, dostałem ogromnego kopa. Zdałem sobie sprawę, że można robić jeszcze więcej. Odkąd spotkałem go w Chrobrym, stałem się jeszcze większym profesjonalistą. Kult Roberta Lewandowskiego, te sprawy.

Najlepszy piłkarz, z jakim do tej pory musiałeś się mierzyć, to?

Luquinhas. Top zawodnik. On zawsze się wyróżnia, a w meczu przeciwko nam mogliśmy się o tym przekonać na własnej skórze.

Najczęściej faulowany piłkarz w Ekstraklasie. Ten temat był w ostatnim czasie dość często podejmowany.

Piłka to sport kontaktowy. On też czasami fauluje, ale zgodzę się, że ma trudniej niż inni. Też pewnie byłbym zły na jego miejscu. Dostanie mu się po kostkach tu i tam, to bolesne przeżycia, wyrywają cię z rytmu. Tylko że nic z tym nie zrobimy. Zresztą nikt nie chce mu zrobić krzywdy.

Wcześniej wspomniałeś o taktyce. W Górniku gracie trójką środkowych obrońców i wahadłowymi, co wchodzi też do naszej reprezentacji. Twoim zdaniem ten system potrzebuje zdecydowanie więcej czasu na wdrożenie?

Trudno powiedzieć. Na pewno to jest nowość. Uważam jednak, że gdyby ta formacja nie sprawdzała się w dzisiejszej piłce, trenerzy nie próbowaliby jej wprowadzać. Da się to wszystko zrozumieć z tygodnia na tydzień. Jeśli piłkarz jest inteligentny, złapie temat w miarę szybko i będzie potrafił wyeksponować swoje atuty w tym systemie.

Słuchasz „Kaliego”?

Skąd… Aaa, zdjęcie na Instagramie! Bardzo lubię rap, ale akurat to zdjęcie jest wyjątkowe. Kiedyś w juniorach jechaliśmy na mecz do Gdańska i na stacji benzynowej go z chłopakami spotkaliśmy. Oczy mi się zaświeciły. Nie wiem, może do niego kiedyś podbiję, żeby nagrać jakąś piosenkę. Albo nie – mój głos nie jest najlepszy. Lubię śpiewać, ale świat chyba nie jest jeszcze na to gotowy.

Jakie są twoje ambicje? Teraz umacniasz swoją pozycję w Górniku, ale czy zdarza ci się wybiegać w przyszłość?

Przede wszystkim staram się iść do przodu. Szukam progresu, nie lubię przestojów. Wyciągam wnioski z każdego dnia i żyję myślą, że zawsze może być lepiej. Na pewno szczytem moich marzeń nie jest gra w Ekstraklasie, to mogę powiedzieć. Chcę zagrać kiedyś w topowej lidze. Z tego, co wiem, Ekstraklasa niestety nią nie jest!

Przygoda Jakuba Modera mogłaby cię zainspirować. Macie kilka podobieństw.

Na pewno nie chciałbym zejść z dobrej ścieżki, którą podążam. Musiałoby wydarzyć się coś naprawdę złego, żeby coś mnie z niej zepchnęło. Widząc takie historie jak Kuby, tylko utwierdzam się w przekonaniu, że warto nad sobą ciężko pracować. Ale spokojnie. On jest w Premier League, ja w Górniku Zabrze. Choć muszę przyznać, że słyszę od ludzi dobre słowa. Ponoć mamy podobne uderzenie z dystansu.

Środek pola to dla ciebie pozycja na całe życie?

Myślę, że nie tylko. Trenowałem też dość sporo na pozycji stopera, gdzie mógłbym zagrać bez większych problemów. Zarówno w Chrobrym, jak i Górniku na początku byłem rozważany właśnie jako środkowy obrońca. Co prawda Luquinhasa na skrzydle nie dam rady odtworzyć, ale chyba mogę o sobie powiedzieć, że jestem uniwersalny. Jak trzeba, to pójdę na atak lub bramkę. Zawsze zrobię wszystko, żeby być najlepszy.

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

„Każdy medal ucieszy niesamowicie”. Maciej Ryszczuk, współtwórca sukcesów Igi Świątek [WYWIAD]

Sebastian Warzecha
3
„Każdy medal ucieszy niesamowicie”. Maciej Ryszczuk, współtwórca sukcesów Igi Świątek [WYWIAD]
Ekstraklasa

Trela: Czy doświadczenie jest przereklamowane? Ciekawy eksperyment Lechii Gdańsk

Michał Trela
9
Trela: Czy doświadczenie jest przereklamowane? Ciekawy eksperyment Lechii Gdańsk

Komentarze

4 komentarze

Loading...