Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Sroki wydziobały oczy gwiazdom Liverpoolu

redakcja

Autor:redakcja

30 grudnia 2020, 23:32 • 3 min czytania 6 komentarzy

Naukowcy już dawno udowodnili, że sroki wcale nie są pazerne na złotka i błyskotki, ale dla dobra narracji wokół tego meczu zagrajmy trochę tym zgranym stereotypem. Dlaczego? Ano dlatego, że drużyna Newcastle, popularne Sroki, zasadziła się na złoty klucz skuteczności ofensywy Liverpoolu. I to zasadziła się skutecznie. To była kradzież pierwszej klasy. No bo nie mamy innego racjonalnego wytłumaczenia dla tego, ile doskonałych okazji zmarnował tercet Salah-Firmino-Mane. 

Sroki wydziobały oczy gwiazdom Liverpoolu

Przodował w tym szczególnie, krytykowany w tym sezonie na wszystkie strony, Roberto Firmino. I niech nie zmyli nikogo jego dublet z Crystal Palace sprzed dwóch kolejek. Brazylijczyk kończy rok w stylu, jaki prezentował przez większość jego miesięcy. Irytował nieporadnością. A to za lekko podał do rozpędzającego się Salaha, a to niezdarnie przyjął podanie ze skrzydła w polu karnym, a to permanentnie marnował naprawdę przyzwoite okazje po wygranych pojedynkach główkowych. Właściwie to nikt nie czepiałby się ani o niecelne podania, ani o techniczne wpadki, gdyby nie ostatnia część wyliczanki.

On musiał wyjść z tego spotkania z golem.

Musiał i już, ale nie wyszedł. Bo tak jak dwa strzały głową obronione przez Karla Darlowa można jeszcze usprawiedliwiać wysoką formą golkipera Newcastle, tak pudła na pustą bramkę, po pustym przelocie tegoż samego sympatycznego 30-letgniego angielskiego bramkarza, wybielić się już nie da. Zawalił i już. Cóż mu pozostaje? Akurat wchodzimy w okres postanowień noworocznych, to może sobie Firmino dla szkoły odpalić składankę goli Tomasa Pekharta. Nie zaszkodzi, a i może jakieś fajne techniki kończenia strzałów głową się podłapie.

Ale dobra, nie był ten Firmino przecież taki odosobniony. Salah zmarnował dwie doskonałe okazje (raz pudło, raz klasowa instynktowna parada Darlowa), a Mane, po tym jak Fabian Schar wybił mu piłkę sprzed nosa na samej linii bramkowej, chyba do teraz jest najbardziej zszokowaną swoim pechem osobą w tamtej części Anglii. A skoro trójka największych gwiazd The Reds miała tego wieczoru rozregulowane celowniki, to starania całej reszty szły na marne. Najlepiej było to widać po rajdach dwójki Trent Alexander-Arnold-Andrew Robertson. Może to nie był ich najlepszy mecz w błyskotliwych karierach, ale zaliczyli kilka takich wrzutek, kilka takich podań, kilka takich rozegrań, że nie mamy wątpliwości, iż mistrz Anglii, w swojej optymalnej formie, kończyłby ten mecz nie z poczuciem wielkiego niedosytu po bezbramkowym remisie, a z wielką satysfakcją z wysokiej wygranej.

Ale to piłka: jak się marnuje okazje, to kończy się z niczym.

A Newcastle znalazło sposób, żeby ten Liverpool z punktów ograbić. Co więcej, wobec tego, że już ustaliliśmy, iż Sroki ukradły gwiazdorom gości złoty klucz do własnej skuteczności, ekipa Steve’a Bruce’a mogła ten mecz wygrać. Serio. Wystarczyło ciut więcej – dla odmiany – zdecydowania pod bramką Alissona. Na przykład wtedy, kiedy Callum Wilson doskonale ograł zagubionego jak pingwin na pustyni Nathaniela Phillipsa (kontrast wobec Van Dijka aż razi w oczy) i pędził sam na sam z brazylijskim golkiperem The Reds, ale w pole jego zmierzający do bramki strzał zablokował Fabinho.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Albo wtedy, kiedy Alisson świetnie obronił główkę Ciarana Clarka.

Autentycznie jednobramkowe zwycięstwo Newcastle wcale by nas jakoś specjalnie nie zdziwiło. Ale cóż, nie wyszło. Liverpool kończy więc ten rok na pozycji lidera, ale też ze świadomością, że Manchester United ma tylko trzy punkty straty i jeden mecz zaległy.

Newcastle 0:0 Liverpool

Fot. Newspix

Najnowsze

Anglia

Anglia

Ten Hag po porażce z Fulham: Trzeba patrzeć na szerszą perspektywę, ta jest bardzo dobra

wstellmach
1
Ten Hag po porażce z Fulham: Trzeba patrzeć na szerszą perspektywę, ta jest bardzo dobra
Anglia

Manchester United przegrał po golu w doliczonym czasie gry [WIDEO]

Piotr Rzepecki
0
Manchester United przegrał po golu w doliczonym czasie gry [WIDEO]

Komentarze

6 komentarzy

Loading...