post Avatar

Opublikowane 08.11.2020 08:45 przez

redakcja

Dlaczego odpowiedział kiedyś, że mógłby zostać tirowcem? Jaki dar ma Franciszek Smuda? Którego trenera Wisły Kraków wspomina najlepiej? Dlaczego poświęcił się triathlonowi? Skąd pomysł na kanał YouTube’owy? Czy zdradza sekrety z szatni? Jak przerodzić gola samobójczego w pozytywne wspomnienie? Jak poradzić sobie z trzema kontuzjami w dwa lata? Czy ma do kogoś pretensje? Kto inspiruje go poza boiskiem? Na wszystkie te i wiele innych pytań odpowiedział były reprezentant Polski – Cezary Wilk.

Jak powinienem cię traktować? Jako triathlonistę, youtubera, a może po prostu byłego piłkarza?

Zdecydowanie to ostatnie. W końcu grałem w piłkę profesjonalnie przez kilkanaście lat, a do jakiegoś poziomu w triathlonie jeszcze mi daleko, chociaż spędziłem już długie godziny na treningach.

Jak ci się taki pomysł w ogóle urodził? Brak sportowej adrenaliny?

Nie do końca. Przede wszystkim… kontuzje. Pierwszą rzeczą, na jaką mi pozwolono po kolejnym urazie kolana, była jazda na rowerze. Najpierw na tym stacjonarnym, później już na zwykłym. Zacząłem wyjeżdżać za miasto, trochę odreagowywałem i tak już zostałem na siodełku. Tata się pewnie cieszy, bo to on zaszczepił we mnie sympatię do tego sportu – w końcu sam był kolarzem.

A kanał na YouTubie? Niewielu piłkarzy się na to decyduje, większość czeka na wyciągniecie przed kamerę.

Narastała we mnie chęć pogadania z kimś o piłce nożnej. Zacząłem ją znowu oglądać i po prostu chciałem mieć kogoś, do kogo mógłbym kierować swoje przemyślenia. Uznałem, że to będzie najlepsze miejsce na to, żeby móc się wypowiedzieć.

To kiedy Srebrny Przycisk?

Nie przykładam do tego wielkiej uwagi. Nieważne, czy to będzie pięć, dziesięć czy sto osób. Póki co sprawia mi to przyjemność, ludzie też pozytywnie reagują i to jest dla mnie ważne.

Póki co bez większych planów.

Jestem stuprocentowym laikiem w tej kwestii, głupio bym się czuł, gdybym teraz zakładał jakieś konkretne rzeczy. Dopóki będzie mi się to podobało, to będę to robił.

Skoro tak cię ciągnie przed obiektyw, to może kariera w telewizji? Czy jednak masz jakieś zajęcie, jakie cię pochłania.

Mogę sporo czasu przeznaczyć na swoje pasje i to jest wspaniałe. Mamy oczywiście wraz z żoną swoje obowiązki i zobowiązania, jednak zdecydowaną większość dnia poświęcam na sport i rodzinę.

Ale żeby sobie na to pozwolić, trzeba było wyjechać z kraju. Ty zrobiłeś to, gdy miałeś 27 lat. Nie za późno?

Łatwo powiedzieć. Gdybym miał możliwość, to bym wyjechał jako osiemnastolatek. Ale do momentu transferu do Deportivo naprawdę nie otrzymywałem żadnych ofert zza granicy. Dopiero gra w Wiśle pomogła mi pokazać moje umiejętności i sprawiła, że mogłem zmienić ligę. Nie będę się też upierał przy tym, że byłem typem zawodnika, za którego wykłada się kilka milionów euro i nie patrzy na nic. Musiałem cierpliwie poczekać na odpowiedni moment, a że nadszedł on, gdy miałem 27 lat… nie będę narzekał. Pod pewnymi względami to dobrze.

Rozwiń proszę.

Wyjechałem już jako dojrzały facet – to bardzo ułatwia sprawę. Byłem psychicznie gotowy, wiedziałem czego mogę spodziewać się w szatni, jak różni potrafią być trenerzy, że posadzenie na ławce nie zawsze oznacza porażkę. Myślę, że młodszy zawodnik ma o tyle łatwiej iż jego osobowość w dużej mierze dopiero zaczyna się kształtować, wiele spraw łatwiej zaakceptować i się ich nauczyć. Pierwszy rok może być trudny ale potem znajduje się już w swoim naturalnym środowisku.

Miałeś problemy z językiem?

Na początku tak. Wyjechałem do Deportivo, a nie znałem ani trochę hiszpańskiego, a tam kompletnie nikt nie umiał, albo nie chciał rozmawiać po angielsku. Szybko zatrudniliśmy z żoną nauczycielkę, ale trochę trwało, zanim zaczęliśmy się nim swobodnie posługiwać.

Co jest najważniejsze w nauce?

Przemóc się. Mów w tym języku, choćbyś miał 90% zdań powiedzieć źle, w niewłaściwym czasie albo używając złego zaimka dzierżawczego. Po prostu mów, bo jak ludzie zobaczą, że się starasz, to dostaniesz od nich całą masę dobrej energii. Szczególnie w Hiszpanii.

Do Wisły Kraków trafiłeś jeszcze za czasów Henryka Kasperczaka…

…ale nie nagrałem się u niego dużo. W pierwszym meczu nie znalazłem się w kadrze meczowej, w następnym spotkaniu wybiegłem na drugą połowę, ale Wisła odpadła z pucharów i trener został zwolniony. Żałuję z tego względu, że to trener ze wspaniałą renomą, uwielbiałem oglądać Wisłę Kraków w czasach gdy był jej szkoleniowcem, a jak już trafiłem pod jego skrzydła, to spędziliśmy razem dwa tygodnie. Ale pozostałych trenerów Białej Gwiazdy poznałem od podszewki.

Maaskant, Moskal, Probierz, Smuda. Uszereguj od tego, z którym pracowało ci się najlepiej.

Nie mogę ci odpowiedzieć w ten sposób. Mam dziwne podejście do piłki i nie potrafię rozdzielić tego jakim ktoś jest człowiekiem, od tego, jakim jest trenerem. Gdy ktoś sprawia niemiłe wrażenie, stawia wyraźne granice, patrzy na resztę z góry, to mnie się z taką osobą bardzo trudno pracuje. Być może dlatego najlepiej będę wspominał Maaskanta i Moskala, którzy byli bardzo podobni. Nie tylko ze względu na swoje podejście do taktyki, ale też na to, jakimi ludźmi byli. Przecież współpraca z kimś nie ogranicza się tylko do boiska.

Nie dziwię się, że tak dobrze wspominasz Maaskanta, w końcu widział cię w reprezentacji na EURO 2012.

Na wyrost.

Naprawdę?

Tak, byli lepsi.

Rafał Murawski i Adam Matuszczyk byli wtedy poza zasięgiem?

Najwidoczniej. Ale pretensji do Smudy nie mam.

Do tego z Wisły Kraków również?

Nie mam ku temu podstaw. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby dobrze nam się pracowało, specjalnej chemii zdecydowanie nie było. Funkcjonowaliśmy na różnych falach, ale przecież nie można żyć idealnie z każdym trenerem. To normalne, że jednego lubi się bardziej, a drugiego trochę mniej.

Ale nie było w twoim wypadku ekscesów w stylu oceniania potencjału zawodników na podstawie tego, jak wchodzą po schodach?

Haha, nie, na szczęście nie. Ale jak teraz o tym myślę, to chyba trochę wezmę Smudę w obronę. Dużo osób się śmieje z jego metod, ale – wbrew pozorom – on naprawdę rzadko się mylił, nawet jeśli nie było jakichś głębszych podstaw w tym jego snuciu wniosków. Trudno powiedzieć, żeby miał jakiś system oceniania zawodników, to był raczej jakiś boży dar.

W 2013 opuszczasz Smudę, Wisłę, a co za tym idzie Polskę i trafiasz do Hiszpanii. Wszyscy jednak wiedzą, że wyjechać chciałeś dużo wcześniej.

Tak, nie wynikało to jednak z tego, że deprecjonowałem naszą ligę. Ja po prostu chciałem poznawać Europę, inne kultury. Zawsze mnie do tego mocno ciągnęło, a zawód piłkarza to umożliwiał.

Jak mocno?

Za czasów Korony Kielce wypełnialiśmy ankietę i padło pytanie: „kim byś był, gdyby nie piłka”. Ja wpisałem, że byłbym tirowcem. Nie mam pojęcia dlaczego, ale chyba ta chęć podróżowania po Europie była przemożna.

Czyli nie wyjechałeś z Ekstraklasy, bo ją przerosłeś, tylko potrzebowałeś zmian.

Zdecydowanie. Ja byłem po prostu porządnym ligowcem i nic ponad to. Nie notowałem dwudziestu asyst, nie miałem dziesięciu bramek, nawet ciężaru rozgrywania na siebie nie brałem. Trafiłem do Deportivo, które moim zdaniem stało wtedy na podobnym poziomie co Wisła Kraków.

Śledziłeś zawirowania wokół Białej Gwiazdy?

Pobieżnie. Zwykle dystansowałem się od kwestii biznesowych, ale oczywiście wiedziałem, że było blisko końca. Na całe szczęście znalazł się taki człowiek jak Kuba Błaszczykowski.

Co się zmieniło w polskiej piłce klubowej od twojego wyjazdu?

Skupię się na plusach. Przede wszystkim podejście do młodzieży. Podczas mojego pobytu w Wiśle, Koronie albo Polonii nie wypływało aż tylu młodych zawodników, a już na pewno częściej przepadali i później wyjeżdżali. Regularnie oglądam mecze Lecha Poznań i jakość zawodników, których produkuje ich Akademia, jest porażająca. Marchwiński, Puchacz, Moder, Klupś. Wchodzą do piłki klubowej bez najmniejszych kompleksów.

W 2018 roku kończysz karierę z powodu kontuzji. Masz 32 lata, czyli jeszcze – teoretycznie – kilka lat gry przed sobą. Jak sobie poradziłeś?

Tak naprawdę sobie nie poradziłem, bo przecież przegrałem te walkę i musiałem odwiesić buty na kołku. Ale kiedy jeszcze walczyłem o powrót na boisko, to najważniejszym zachowaniem, jakie musiałem sam wypracować, było określenie małych celów. Nie chodzi o to, żeby myśleć o powrocie, bo jasne jest, że wróci się wtedy, gdy pozwoli na to organizm. Każdy jest inny i regeneruje się inaczej, dlatego wkurzało mnie, gdy ktoś pytał: „kiedy wrócisz?”. Nie wiedziałem kiedy wrócę. Najpierw myślałem o tym, żeby nauczyć się chodzić. Później utrzymać równowagę na jednej nodze. Przebiec sto metrów. Przejechać kawałek na rowerze. Kopnąć prosto piłkę. Małe kroczki, a nie skakanie po księżycu. Przecież gdyby piłkarze mogli wracać, gdy tylko poczują taką chęć, to biegaliby z nogami w gipsie po boisku. A to nie o to chodzi.

Twoja psychika bardzo ucierpiała po ponad dwóch latach walki o zdrowie?

Miałem tyle szczęścia, że to się rozłożyło na te dwa lata. Naprawdę.

Jak to?

Po pierwszej kontuzji nie ruszyło mnie zupełnie. Zerwałem więzadła, no trudno, bywa. Mówi się, że prawdziwy piłkarz musi przynajmniej raz doznać tej kontuzji, bo inaczej nie jest piłkarzem.

Wspaniałe powiedzenie.

Jeśli patrzeć na piłkę pod tym względem, to ja jestem zawodnikiem na poziomie Ligi Mistrzów, bo aż trzy razy mnie to spotkało. W każdym razie drugie zerwanie skłoniło mnie ku myśleniu o tym, że coś jest nie tak, ale też nie weszło mi zbyt mocno na głowę. Natomiast po trzecim wiedziałem, że tak naprawdę nadchodzi koniec, muszę spodziewać się najgorszego i zacząłem przygotowywać plan B.

I dwa lata temu poczułeś, że najgorsze właśnie nadeszło i trzeba się z piłką pożegnać.

Ale nie określę tego jako osobista porażka. Chciałem zakończyć karierę w wielkim klubie albo na dobrym poziomie i to się udało, myślę, że nawet pod oboma względami. Druga liga hiszpańska nie jest zła, a Real Saragossa zachował się wtedy pięknie, każdemu życzę takich ludzi dookoła. Gdy dowiedzieli się o mojej kontuzji, natychmiast zadzwonili.

Kończył ci się wtedy kontrakt.

Tak. I wyobraź sobie, że oni dzwonili, żeby poinformować mnie, że mam się niczym nie przejmować. Przedłużyli umowę na rok, zabezpieczyli tym trochę mnie i moją przyszłość, a co więcej – dali mi szansę, żebym wrócił na boisko. Nie wyszło, ale jestem im za to ogromnie wdzięczny. Poczułem się wtedy jak w rodzinie.

Poruszyłeś temat ludzi, którzy są właściwie wszystkim, co tworzy futbol. Najlepszy kumpel z boiska?

Daniel Sikorski. Byliśmy razem w Wiśle, on później wyjechał, ale kontakt pozostał do dziś. Właściwie to jedyna osoba z futbolowego świata, którą mogę śmiało nazwać przyjacielem.

Z kim ci się najlepiej grało?

Znowu powiem po krakowsku – Maor Melikson. Byłem w Deportivo, byłem w Realu, ale takiego gracza nigdzie nie spotkałem. Cudownie ułożona noga, świetne rzuty wolne, a wizja gry taka, że mogłem tylko zazdrościć. Szkoda, że po Wiśle jego kariera nie potoczyła się tak jak wszyscy tego oczekiwali, bo papiery miał na naprawdę duże granie.

A największy wariacik? Przewinąłeś się przez naprawdę ciekawe szatnie – a to Vuković, a to Sobolewski, a…

Serge Branco. Koniec kropka. Możesz go nie kojarzyć, bo zagrał w Wiśle tylko kilka meczów, ale gość był wyjątkowy w swoim rodzaju. Nigdy nie wiedziałeś czego się możesz po nim spodziewać. Ale więcej nie chcę zdradzać.

Dlaczego?

Wyjdę na strasznego nudziarza, ale nie lubię tych anegdot z kariery piłkarskiej. Co się dzieje w szatni, zostaje w szatni. Przynajmniej ja wyznaję taką zasadę.

A będziesz bardziej wylewny w kwestii najlepszych momentów w karierze piłkarskiej?

Będę.

Możemy chronologicznie?

Jasne.

No to Korona Kielce.

Mecz z Piastem Gliwice. To w ogóle pierwsze spotkanie, które przychodzi mi do głowy, gdy ktoś pyta o mój najlepszy mecz. Dość zaskakujący wybór, ale tak jest, co zrobić. Przegrywaliśmy 0:1, wracamy na przerwę, graliśmy fatalnie, jakieś wskazówki, krzyki, wiadomo jak to w szatni jest, nakręcamy się, idziemy do przodu, wychodzimy na boisko, 0:2. Ale później naprawdę wzięliśmy się do roboty. Edi Andradina strzelił gola z rzutu wolnego, później podaję Vukoviciowi, którzy strzela na 2:2, a na koniec ja zdobywam rozstrzygającą bramkę. Fajny mecz.

Wisła Kraków.

Tutaj będą dwa.

Pierwszy jest mocny. Graliśmy na Koronie, której kibice, po moim wcześniejszym transferze do Wisły, delikatnie mówiąc nie darzyli mnie sympatią. W samej końcówce spotkania zespół z Kielc, dostaje rzut wolny, do piłki podchodzi Vuković. Staję w murze, ale woła mnie Pareiko. Podchodzę, a on do mnie: „Czarek, jak Vuko będzie biegł do piłki, to ty ruszysz z muru, zaczniesz biec w kierunku bramki i ty wybijesz te piłkę jeszcze przed linią”. Ja tak na niego patrzę, ale myślę: „Siergiej prosi, no to zrobię”. Aco robi nabieg, strzela, ja się cofam, ale jego uderzenie spotkało mnie w połowie drogi. Próbowałem zrobić rozpaczliwego szczupaka, który miał uratować sytuację. Efekt był taki, że strzeliłem wyjątkowego swojaka, a kibice gospodarzy do końca meczu skandowali moje nazwisko.

Wydaje się to być strasznym obciachem, ale mam do tego mega dystans i naprawdę miło wspominam. Spotkałem się jakiś czas po meczu z Sergiejem. Obaj zgodnie stwierdziliśmy, że nie mamy pojęcia, o co nam chodziło. Ale też nikt specjalnie się nie przejął, straciliśmy tylko dwa punkty, a tamta Wisła była tak mocna, że mogła sobie na to pozwolić.

Mecz numer dwa to starcie z Twente w Lidze Europy. Potrzebowaliśmy cudu i ten cud nastąpił. Najpierw zdołaliśmy wygrać z Holendrami, a później okazało się, że w doliczonym czasie gry Odense wyrównało z Fulham i awansowaliśmy z grupy Ligi Europy. Niesamowita historia, my już wtedy się żegnaliśmy z kibicami, dziękowaliśmy za doping, było trochę łez, a tu nagle operator kamery nam daje znać, że Anglicy punkty stracili.

Hiszpania.

Starcie w La Liga z Valencią, gdy grałem dla Deportivo. Graliśmy nie najlepiej, zamykaliśmy tabelę, więc co zrobił trener? Zmienił 90% składu. Również i ja dostałem wtedy szansę. Jako zespół zagraliśmy niemalże perfekcyjnie i pokonaliśmy silną wówczas Valencię 3:0. Bardzo fajny mecz w naszym wykonaniu, który dał mi przepustkę do wyjściowego składu przez kilku meczów z rzędu.

Z perspektywy czasu – miał racje Jan Raniecki, który stwierdził, że „W Warszawie to takich Wilków mamy na pęczki”?

Nie miał. Ale z perspektywy czasu to były ważne słowa.

Coraz bardziej mnie zadziwiasz.

Nie wiem, Prezesi zarządzający Polonią mieli chyba jakiś model nieprzyjemnego dziękowania młodym piłkarzom. Oglądałem świetny wywiad z braćmi Żewłakow u Tomka Smokowskiego, gdzie okazało się, że oni też usłyszeli podobne słowa, proponowali im nawet inny zawód, a to przecież byli genialni zawodnicy w skali Polski. W każdym razie ich ta wypowiedź bardzo zmotywowała i podobnie było w moim wypadku. Swoje możliwości – a naprawdę nie uważam się za przesadnie utalentowanego zawodnika – wykorzystałem maksymalnie.

Idol z boiska?

Gennaro Gattuso. Styl gry mamy podobny, oczywiście zachowując wszelkie proporcje. Pokazał mi, że z takimi umiejętnościami można się odnaleźć nawet obok takich gości jak Maldini, Kaka, Pirlo, Del Piero. Duża lekcja dla mnie.

A spoza futbolu?

Triathloniści. Herosi. To ile oni poświęcają czasu na treningach, ile potu i łez wylewają, a często nie udaje się osiągnąć niczego. Powala mnie ich zawziętość, a wśród nich najlepszy jest oczywiście Jan Frodeno. Bardzo inspirujący ludzie.

Po zakończeniu kariery nie wróciłeś do Polski, ale zostałeś w Hiszpanii. Jak się tam żyje?

Tak, to właśnie tutaj korzystam z życia, a czas wolny poświęcam rodzinie. Trening pochłania sporo czasu, nawet jeśli robię to tylko pół-amatorsko. Odprowadzam syna do szkoły i zaczynam przygotowania.

A sama Coruna jest wspaniałym miejscem. Miasto wysunięte na zachód Europy, wszędzie przyjaźni ludzie, bardzo otwarci, pomocni, genialne jedzenie, fale Oceanu ,które z czasem traktujesz już jak dobrą muzykę, wspaniałe wina umiejętnie dobrane do twojej potrawy. Nie jestem smakoszem tego trunku, ale to co potrafią zrobić w każdej restauracji, po prostu zachwyca. No właśnie – restauracja. To miasto jest jak jedna wielka restauracja, ale nie taka, gdzie po 22 puszcza się dudniącą muzykę, lecz taka, gdzie chcesz iść z całą rodziną i cieszyć się chwilą. Pewnie nie zostaniemy tutaj do końca życia, ale cieszę się, że tu mieszkamy i że tu urodził się nasz syn. Miejscowi uważają go za swojego, wołając za nim „gallego”.

Myślałeś o karierze w agencji reklamowej jakiegoś hiszpańskiego biura podróży?

Haha, nie, jeszcze nie.

rozmawiał JAN PIEKUTOWSKI

fot. FotoPyk / NewsPix.pl

Opublikowane 08.11.2020 08:45 przez

redakcja

Liczba komentarzy: 6
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bartek Kiezun
Bartek Kiezun (@bartek-kiezun)
3 miesięcy temu

Mimo, że go z oczywistych względów nie znałem to zawsze uważałem za zajebistego gościa. Tym bardziej fajnie się czyta wywiad po paru latach. Mądry człowiek. Powodzenia.

Adam
Adam
3 miesięcy temu

Zawsze przyjemnie się go słuchało, do tego miał fajny styl: nie był typowym przecinakiem, tylko naprawdę myślącym na boisku grajkiem. Szkoda, że nie odkryto go, gdy miał naście lat, miał potencjał na naprawdę dobrą karierę.

Łydowski
Łydowski
3 miesięcy temu

W parze z Sobolewskim robili niesamowitą robotę w środku pola Wisły. Szkoda jego kariery bo całkiem nieźle wszedł do hiszpańskiej piłki

Kanakoon
Kanakoon
3 miesięcy temu

Ale piękny chłopiec na tym zdjęciu

WhiteStarPower
WhiteStarPower (@spoxgreq)
3 miesięcy temu

Byl blisko by zapisać sie w historii polskiej pilki jako strzelec gola dającego Lige Mistrzow

erty
erty
3 miesięcy temu

Zawsze będzie się kojarzył z filmikiem „w pizdu co za sezon” 😀

Inne sporty
27.02.2021

Dlaczego Piotr Żyła jest wyjątkowym gościem?

Jego postawa sportowa i charakter, to jedyne w swoim rodzaju połączenie nie tylko w historii naszych skoków narciarskich, ale polskiego sportu w ogóle. Jest tak specyficznym gościem, że gdyby go nie było, to trzeba by go było wymyślić. Oto kilka powodów, dla których Piotr Żyła to wyjątkowy gość. Jest ciekawym – choć nieco zwariowanym – […]
27.02.2021
Inne sporty
27.02.2021

Piotr Żyła mistrzem świata, czyli pochwała wytrwałości

Nikt wcześniej nie miał na karku tylu lat, co on, zdobywając tytuł mistrza świata. Do tej pory najstarszym triumfatorem tej imprezy był Anders Bardal, który osiem lat temu zdobywał indywidualne złoto jako 31-latek. Piotr Żyła w styczniu świętował 34. urodziny. Żaden inny skoczek w historii nie naczekał się na taki sukces tyle co on. Dziś […]
27.02.2021
Inne sporty
27.02.2021

PIOTR ŻYŁA MISTRZEM ŚWIATA W SKOKACH NARCIARSKICH!

Ten tekst wypada zacząć w jeden sposób. HEHEHEHEHE! Myśleliśmy, że może drugie złoto wreszcie zdobędzie Kamil Stoch. Że może tytuł obroni Dawid Kubacki. Że może Andrzej Stękała włączy się do walki o tytuł. Ale nie, to Piotr Żyła stanął na najwyższym stopniu podium. To Piotr Żyła został czwartym w historii polskich skoków mistrzem świata. Po […]
27.02.2021
Niemcy
27.02.2021

Bayern pewnie pokonuje FC Koeln. Lewandowski z doppelpackiem

Wychodzi na to, że limit wpadek ze strony Bayernu Monachium został na jakiś czas wyczerpany. Mało tego wydaje się, że ekipa Hansiego Flicka powoli zaczyna wskakiwać na najwyższe obroty. We wtorek z łatwością pokonali Lazio Rzym, a dziś rozgromili 5:1 FC Koeln. Oczywiście Bawarczycy wciąż potrafią kompletnie wyłączyć myślenie w defensywie i narobić sobie krzywdy, […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

30 strzałów Stali, 0 goli. Kuciak zaczarował bramkę

Być może pamiętacie mecz Lechii z Wartą z pierwszej kolejki tego sezonu. Chwaliliśmy wówczas beniaminka za to, że „fajnie wygląda” i „dochodzi do sytuacji”, ale jak przyszło co do czego, to bardziej doświadczeni koledzy po fachu – przy pomocy elementu szczęścia – podnieśli z boiska, co swoje, nie tworząc przy tym w zasadzie żadnych akcji […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

West Ham pokazał pazur, ale na środkowych obrońców City nie było mocnych

Jeśli jakimś przypadkiem przegapiliście ten mecz, żałujecie, że nie śledziliście dzisiejszych podbojów Manchesteru City w drodze do mistrzostwa – uspokajamy. Nie trudźcie się oglądaniem z odtworzenia, dajcie sobie spokój. Ciekawych rzeczy było tyle, co kot napłakał. West Ham znalazł sposób na minimalizowanie atutów „Obywateli”, potrafił dobrać się im do skóry, ale ogółem wiało nudą. Na […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

ŁKS wreszcie wygrywa, ale znów pokazuje dwie twarze

Łódzki Klub Sportowy na początku sezonu wygrywał mecz za meczem, grał ofensywnie, z polotem i fantazją. Potem nagle się zaciął, a wiosnę w lidze zaczął od kompromitującego występu z GKS-em Tychy. Porażka 0:3 wywołała dyskusję: czego jeszcze potrzebuje Wojciech Stawowy, by wygrać mecz? W drużynie pozostali najważniejsi zawodnicy, do tego doszły świetne jak na ten […]
27.02.2021
Live
27.02.2021

LIVE: Oddech gonitwy na karku, czy Legia ucieknie przed pościgiem?

Jak na ostatnie dni, dziś zimno i gdzieniegdzie mokro, ale liczymy, że w Ekstraklasie będziemy mieli tyle emocji, że i tak trzeba będzie się przewietrzyć z wrażenia. Na dobry początek Stal Mielec poszuka pierwszego zwycięstwa w tym roku kosztem wychodzącej z kryzysu Lechii Gdańsk. Później zdziesiątkowana przez koronawirusa Jagiellonia podejmie Piasta Gliwice, a na deser […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

Górnik do Legii? Kozacy. Po Legii – ligowe dno

Jesienny mecz z Legią ma dla Górnika symboliczny wymiar. Po ostatnim gwizdku starcia przy Łazienkowskiej skończyło się wszystko, czym zabrzanie zachwycili nas w pierwszych czterech kolejkach, w których uzbierali 44% swojego dorobku w tym sezonie. Imponowali rozmachem, odprawiali rywali z kwitkiem, dodawali lidze kolorytu. Dziś grają nieefektownie, słabo punktują i swoje miejsce w tabeli zawdzięczają […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

Jagiellonia ma dziś dwóch rywali – Piasta Gliwice i koronawirusa

Jagiellonia nadal może w tym sezonie powalczyć o czołowe lokaty, ale na ten moment będzie o to trudno. Dlaczego? Po pierwsze – zespół Bogdana Zająca ciągle nie potrafi ustabilizować formy na dobrym poziomie. W tym sezonie raz zdarzyło mu się wygrać dwa mecze z rzędu, a tak poza tym funduje swoim kibicom nieustanną huśtawkę nastrojów. […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

Norwegowie chcą bojkotu mistrzostw świata 2022. 6500 robotników zginęło Katarze

Brytyjski „Guardian” od lat niestrudzenie obnaża wszelkie nieprawidłowości, jeżeli chodzi o organizację mistrzostw świata w Katarze. Kilka dni temu na jego łamach ukazał się kolejny wstrząsający reportaż na ten temat. Według ustaleń dziennikarzy przeszło 6500 pracowników straciło życie przy budowie najbardziej absurdalnej bazy stadionowej w dziejach futbolu. Masowo giną robotnicy z Indii, Nepalu, Pakistanu, Bangladeszu […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

„Figiel w Katowicach? Nie zdecydowały finanse. Piłkarze z Ekstraklasy są poza naszym zasięgiem”

 – Nie wygląda to tak, że tylko chodzę i wydaję polecenia. Raczej współtworzę projekt i jestem gotowy ponosić konsekwencje wyników boiskowych – Robert Góralczyk w rozmowie z nami powiedział, że praca dyrektora sportowego potrafi być stresująca. Twierdzi, że nie ma podstaw do tego, by obawiać się braku awansu jego drużyny. Opowiedział nam także o tym, […]
27.02.2021
Bukmacherka
27.02.2021

Niespodzianki w Anglii, Hiszpanii i Polsce? Szukamy okazji u bukmacherów!

Weekend – rzecz święta wiadomo. A już taki weekend, w którym nas rozpieszczą mecze, to coś absolutnie wspaniałego. Trzeba przyznać, że ta sobota będzie się prawdopodobnie zaliczała do tej kategorii. Fajne granie szykuje się w większości lig, a co więcej, można na nie znaleźć ciekawe oferty u naszych bukmacherskich partnerów.  Jasne, w niektórych spotkaniach ciężko […]
27.02.2021
WeszłoTV
27.02.2021

STAN FUTBOLU: Liga Mistrzów i Ekstraklasa, czy Pogoń stać na mistrzostwo?

Sobotni poranek, godz. 10.30 – czas na kolejny „Stan Futbolu”! Tradycyjnie zapraszamy was do TVP Sport i na WeszłoTV, gdzie będziemy dyskutować o Lidze Mistrzów oraz Ekstraklasie. Dzisiejszy program poprowadzi Adam Kotleszka, a jego gośćmi będą: Daniel Trzepacz z PogonSportNet.pl i Kamil Kania z Weszło.FM oraz nasi stali eksperci – Wojciech Kowalczyk i Mateusz Rokuszewski. […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

Ciśnienie w Stali Mielec rośnie. „Nie są tacy źli” nie wystarczy

Jedna z czterech drużyn, która nie wygrała wiosną. Jedna z czterech drużyn, która wiosną strzeliła tylko jednego gola. Oczywiście Stali Mielec przepadł przełożony mecz z Wisłą Płock, w tej niechlubnej bandzie czworga mają więc usprawiedliwienie, jakiego nie posiadają Zagłębie, Cracovia, Śląsk. W tym gronie Stal straciła też najmniej bramek, bo tylko dwie. Inni mają gorzej. […]
27.02.2021
Weszło Extra
27.02.2021

„To mit, że Ekstraklasa jest niemożliwa do wytypowania”

Jak ograć bukmachera? To pytanie, na które każdy czytelnik Weszło chciałby znać odpowiedź. Żeby pomóc wam w „rozpracowywaniu rywala”, serwujemy wywiad z bukmacherem, który przybliża, jak od kulis wygląda praca analityka – człowieka, od którego zależy wysokość kursów. Arkadiusz Ciołek to kierownik działu bukmacherskiego TOTALbet, naszego partnera. Po lekturze tej rozmowy dowiecie się, dlaczego do […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

Daleko od chwały. Thierry Henry nie jest wielkim trenerem

– Thierry Henry ma w sobie element niesamowitości, który jest niezbędny, żeby zostać świetnym szkoleniowcem. Ba, jestem przekonany, że szybko stanie się wyróżniającą postacią w świecie trenerów – piał z zachwytu Roberto Martinez. Były legendarny francuski piłkarz był wówczas jego asystentem w reprezentacji Belgii, zbierał liczne pochwały i coraz śmielej rozglądał się za pierwszą samodzielną […]
27.02.2021
Weszło
27.02.2021

Gołębiewski: Chcę, żeby moja drużyna była jakaś. Wolę zginąć za filozofię niż jej nie mieć

Marek Gołębiewski w sezonie 2020/2021 przedstawia się piłkarskiej Polsce jako trener Skry Częstochowa. Na drugoligowych boiskach wyróżnia go filozofia i chęć gry w piłkę, dzięki której po rundzie jesiennej Skra plasuje się na piątym miejscu w lidze. W wywiadzie z nami opowiada: czego nauczył go Wojciech Stawowy i Escola Varsovia? Czy nie boi się zostać […]
27.02.2021