post Przemysław Michalak

Opublikowane 25.10.2020 09:27 przez

Przemysław Michalak

Filip Jagiełło dość długo się rozkręcał w Serie A po przyjściu z Zagłębia Lubin do Genoi, ale na finiszu ubiegłego sezonu odegrał kluczową rolę w utrzymaniu swojego zespołu. Wydawało się zatem, że w nowe rozgrywki wejdzie już jako zawodnik z innym, ważniejszym statusem. Tymczasem… w ostatnim dniu letniego okienka został wypożyczony do drugoligowej Brescii. O wszystkim nam opowiedział. Skąd ten zaskakujący obrót wydarzeń? Dlaczego do momentu lockdownu grał tak mało, choć czuł, że się wyróżnia? Po którym meczu zeszło z niego ciśnienie? Co go zahamowało w ostatnich tygodniach? Jak zniósł trzy kwarantanny? Czy w Brescii będzie walczył o skład z Jakubem Łabojko? Zapraszamy.  

Biorąc pod uwagę twoją końcówkę w poprzednim sezonie Serie A, wiadomość o wypożyczeniu stanowiła zaskoczenie. Nastawiałeś się wcześniej na taki scenariusz?

Długo nastawiałem się na pozostanie w Genoi. Po tej końcówce byłem wręcz o tym przekonany. Okazało się, że życie po raz kolejny potrafiło mnie zaskoczyć. No i jestem w Serie B.

Kluczowa była zmiana trenera i przyjście Rolanda Marana?

Tak naprawdę kluczowa była… wymiana niemal wszystkich ludzi w klubie. Odszedł poprzedni trener i jego sztab, odszedł dyrektor sportowy, podobnie kierownik drużyny. W kadrze również zaszły wielkie zmiany, połowy chłopaków już nie znałem. Przyszło blisko dwudziestu nowych zawodników. W samym środku pola było nas dwunastu do rywalizacji, bardzo trudno byłoby się przebić. Kiedy więc zaczął się okres przygotowawczy, powoli nastawiałem się na odejście. Były opcje z Serie A, natomiast moja kontuzja anulowała wszystkie tematy. Do ostatnich godzin letniego okienka nie miałem żadnych konkretnych ofert.

Czyli przejście do Brescii odbyło się trochę na zasadzie „fajnie, że w ogóle ktoś się zgłosił, idziemy”?

Nie powiedziałbym, że to ruch z braku laku, ale nie mówimy o propozycji, nad którą mógłbym się spokojnie pochylić i przemyśleć ją w ciągu paru dni. W ostatnim dniu agenci powiedzieli, że Brescia się mną interesuje i czy chciałbym spróbować. Nie miałem się nad czym zastanawiać, bo alternatywą dla tego wyboru były trzy miesiące siedzenia na ławce i liczenie na jakąś ewentualną szansę po dojściu do zdrowia. Nie miałem nawet pewności, czy nowy trener na mnie liczy. Wolałem zejść szczebel niżej i grać tam regularnie.

Powiedziano ci jasno, że masz takie szanse?

Szanuję wszystkich konkurentów, ale przyszedłem tu, żeby wejść w rytm meczowy. Za darmo niczego nie dostanę, muszę pokazać, że zasługuję na grę, natomiast jestem przekonany, że gdy problemy zdrowotne miną, to wskoczę do składu. Od dwóch dni [rozmawialiśmy we wtorek, PM] trenuję z chłopakami, z Chievo jeszcze nie znalazłem się w kadrze, ale liczę, że w niedzielę już zagram. Nie wiem, czy będę zaliczał wszystko od dechy do dechy, choć nie ukrywam, że na to liczę i taki jest cel.

Ile straciłeś przez kontuzję?

W zasadzie cały miesiąc. Naderwałem „dwójkę” podczas gierki treningowej. Leczyłem się w Poznaniu u Marcina Ganowskiego, a rehabilitację przechodziłem pod okiem Piotra Kurka. Minęło półtora tygodnia i mogłem już wykonywać wszystkie ćwiczenia na boisku. Włosi mówili, że na pewno jestem wyłączony z normalnych zajęć przez 4-6 tygodni. Wróciłem do Włoch, rezonans w Brescii wyszedł super, ale znaleźli jeszcze coś małego podczas USG i przez kolejne półtora tygodnia pracowałem indywidualnie.

Wspominałeś o bardzo dużych zmianach w Genoi. Z czego one wynikały?

Nie wiem, co konkretnie wpłynęło na tak daleko idące kroki. Może uznano, że dwa rozczarowujące sezony, w których broniono się przed spadkiem, to już za wiele i czas coś zmienić. Nie ma co ukrywać, w Genoi jest duży przemiał zawodników.

Fakt, iż nieco wcześniej piłkarzem Brescii został Jakub Łabojko miał znaczenie?

Już na tyle poznałem język, że nie patrzyłem pod tym kątem, czy może w kadrze zespołu znajduje się jakiś Polak. Ale cieszę się, że Kuba tu jest. I jemu, i mnie zdecydowanie łatwiej będzie się funkcjonowało. Odkąd przyszedłem, sporo Kubie pomagam i tłumaczę, staram mu się ułatwić pierwsze tygodnie we Włoszech. A nasze dziewczyny też skorzystają, zwłaszcza że staniemy się sąsiadami i łatwo będzie o kontakt również po pracy.

BRESCIA WYGRA NA STADIONIE CREMONESE? KURS 3.35 W TOTALBET!

Będziecie dla siebie rywalami do składu?

Chyba nie do końca. Wydaje mi się, że Kuba jest bardziej ustawiany jako „szóstka”, ja raczej będę „ósemką”, ewentualnie „dziesiątką”. Zależy od ustawienia. Gdybyśmy grali tylko na dwóch pomocników, również między nami byłaby rywalizacja. Na ten moment jednak trener wystawia czterech zawodników w środku pola, stosując wariant 4-1-2-1-2.

A propos trenera, po dwóch kolejkach w Brescii zaszły tu zmiany.

Jeśli się nie mylę, dzień po moim przyjściu mieliśmy już nowego szkoleniowca. Z jego poprzednikiem nawet nie miałem kontaktu, porozmawiałem dopiero z Diego Lopezem. Przez te półtora roku we Włoszech to mój piąty „bezpośredni” trener, a papierowo szósty.

Który z nich odegrał najważniejszą rolę w twoim rozwoju?

Mój ostatni w Genoi, czyli Davide Nicola. On pozwolił mi mocniej zaistnieć. Od początku zawsze był ze mną szczery i za to bardzo go szanuję. Mówił mi niedługo po swoim przyjściu pod koniec stycznia, że mogę mieć ciężko z grą, bo jest rywalizacja, przyszli nowi zawodnicy. Ale zapewnił, że jeśli będę ciężko trenował i dobrze się prezentował, na pewno doczekam się szansy. Tak też było i wydaje mi się, że tę szansę bardzo dobrze wykorzystałem.

Miałeś znaczący udział w utrzymaniu Genoi. Strzał w słupek z Lecce, który odbił się od pleców bramkarza i piłka wpadła do siatki – decydujący gol na 2:1. Asysta w derbach z Sampdorią przy zwycięskiej bramce. Asysta po rzucie rożnym w decydującym o utrzymaniu meczu z Veroną. Pokazałeś klasę w najważniejszych momentach na finiszu sezonu.

Tym bardziej liczyłem na pozostanie w Genoi i kolejne szanse. Wyobrażałem sobie, że w nowym sezonie będę już regularnie grał w Serie A. Wyszło inaczej, życie potrafi sprowadzić człowieka do parteru. Pozostaje regularnie pojawiać się na boiskach Serie B. Mam swoje ambicje, chcę się pokazać i wierzę, że coś fajnego się z tego urodzi i wreszcie sprawy zaczną się układać po mojej myśli. Ciężko na to pracuję.

Po którym z tych ostatnich meczów czułeś największą satysfakcję?

Po Lecce. Wszedłem na ponad pół godziny po siedmiu z rzędu kolejkach na ławce. Chciałem przede wszystkim udowodnić coś sobie, a także kibicom, szefom klubu i trenerowi. Po golu z moim udziałem zeszło ze mnie ciśnienie. Z występu przeciwko Sampdorii też byłem bardzo zadowolony. Dobrze zagrałem, dołożyłem asystę i wtedy na dobre złapałem pewność siebie.

Zostałeś odkurzony, bo imponowałeś formą na treningach czy trener spróbował kolejnego nowego wariantu po serii kiepskich wyników?

Nie wiem, ale coś ci zdradzę. W Genui mieszka pewien agent, który miał dobry kontakt z trenerem Nicolą. Powiedział, że gdybym nie był świeżakiem w Serie A i grał w niej co najmniej przez rok, to występowałbym u Nicoli regularnie, bo mam odpowiednie umiejętności. Trener nie decydował się na to, bo sytuacja w tabeli była trudna i bał się zaufać mniej otrzaskanemu z ligą zawodnikowi. I też mam przekonanie, że piłkarsko ten poziom mnie nie przerasta. Nie twierdzę, że byłem tam najlepszy, ale uważam, że zasługiwałem na znacznie więcej minut, bo naprawdę się wyróżniałem na treningach.

Przyznawałeś wcześniej, że do listopada nie byłeś gotowy na pierwszy skład.

Tak, a później już byłem. Wiem, możecie sobie myśleć, że Filip tak sobie gada, a pewnie niczym nie imponował. Ale wierz mi, fajnie się pokazywałem nie tylko na treningach, ale też w sparingach. Cały czas dawałem sygnał, że warto na mnie postawić, szansę jednak bardzo długo otrzymywali inni. Dzięki Bogu, wreszcie się jej doczekałem i nie zmarnowałem.

Jak wspominasz swój premierowy występ od początku we włoskiej ekstraklasie? Prezent na święta, bo chodziło o 21 grudnia z Interem, ale przegraliście 0:4, niewiele mogąc wskórać.

Nie no, super przeżycie. Kiedyś o grze na San Siro mogłem tylko pomarzyć, a tu pierwszy skład przeciwko drużynie pełnej głośnych nazwisk. Spełnienie marzeń, mimo kiepskiego wyniku.

Patrząc na twoje losy z ubiegłego sezonu wychodziłoby, że na dłuższy czas negatywnie zweryfikował cię wygrany 2:1 mecz z Sassuolo z 5 stycznia. Dostałeś 70 minut i na długie tygodnie wypadłeś z obiegu.

Dziwna sprawa. Zagrałem fajny mecz, mogłem mieć dwie asysty, czułem, że wyszło dobrze. A potem praktycznie przez dwa miesiące nie powąchałem murawy, dopiero w ostatnim spotkaniu przed koronawirusem zaliczyłem pół godziny z Milanem. Jeżeli mnie zapytasz, dlaczego tak długo nie grałem, odpowiem ci, że nie wiem.

Wiadomo, że wielu rzeczy we włoskiej piłce mogłeś się spodziewać, ale czy jest coś, co cię zaskoczyło, czego nie zakładałeś?

Trochę zaskoczył mnie sposób funkcjonowania szatni. W Polsce relacje w niej są dużo lepsze. Tutaj trenujesz, pogadasz, nawet pożartujesz, ale potem wszyscy się rozchodzą i każdy ma swoje życie. Raczej nie ma spotykania się na obiad czy wspólnych wyjść. Sądziłem, że we Włoszech akurat będzie inaczej. Co poza tym? Włosi mają wiele luzu w sprawach organizacyjnych. Nastawiałem się, że na takim szczeblu wszystko jest idealnie poukładane. Nie mówię, że czegoś brakuje, bo absolutnie nie, ale nie ma takiej typowej spinki, że coś koniecznie musi być dziś zamiast jutro. Ale można się do tego przyzwyczaić.

Koronawirus bezpośrednio we znaki ci się nie dał, sprawił jednak, że nasiedziałeś się w domu za wszystkie czasy.

Zdecydowanie. Po meczu z Milanem mieliśmy przez dwa tygodnie nigdzie się nie ruszać, bo okazało się, że któryś z rywali był zakażony. Pod koniec marca przyjechałem do Polski i musiałem odbyć dwa tygodnie kwarantanny. Po niej został mi niecały tydzień bardziej swobodnego pobytu, czyli mogliśmy pójść sobie do lasu. Następnie wróciłem do Włoch i znowu kwarantanna (śmiech).

Rozumiem, że spędzanie wolnego czasu w czterech ścianach nie jest teraz twoją domeną?

Heh, w tamtym tygodniu były dwa przypadki koronawirusa w Brescii, więc znowu 10 dni w domu, nie licząc treningów. Jakoś sobie urozmaicam czas, trenuję online z trenerami Piotrem Kurkiem i Jakubem Wesołowskim. Póki co nie narzekam na nudę.

Śledzisz obecną sytuację związaną z COVID-em?

Jeśli już, to bardziej u nas, mam polską telewizję i ją najczęściej oglądam.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. Newspix

Opublikowane 25.10.2020 09:27 przez

Przemysław Michalak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 7
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
kał w ustach
kał w ustach

taki los pracownika najemnego, underdogs tak mają,
zwłaszcza bierni, pasywni, tam gdzie kopnie tam poleci

Bormann
Bormann

masz bardzo dobrze dobrany nickname

kutas w ustach
kutas w ustach

wiem, nie musisz lizać jaj za to, dziwka od tego

Boski Diego
Boski Diego

znaczy.. Twoja mamusia?

kutas w ustach
kutas w ustach

twoja paszczusia

Spartakus
Spartakus

Nie potrafimy jako Polacy zrozumiec jednej rzeczy – Polscy pilkarze sa po prostu mega slabi. Raz na dekade pojawi sie jakis zawodnik ktory cos po sobie pozostawi w ligach top 5 – i to zwykle bramkarz. Wiadomo mamy Lewandowskiego ktory jest takim bialym krukiem, jakim byl kiedys Boniek. Reszta to jest cala gromada przecietnosci. Nie jest przypadkiem ze takim archetypem polskiego pilkarza jest „walczak” a nie technik. Takze ktos taki jak Glik bardziej niz Lewandowski reprezentuje polskie wyszkolenie.

Boski Diego
Boski Diego

jasne, a w Brazylii mieszkaja sami murzyni

Live
26.11.2020

LIVE: Lechu, idź za ciosem!

Lech Poznań cieniuje w Ekstraklasie, ale w Lidze Europy może mieć jeszcze nadzieje na wyjście z grupy. Bezwzględnym warunkiem jest ogranie po raz drugi Standardu Liege, inaczej nie będzie tematu. Wierzymy, że właśnie tak się stanie, że Puchacz i reszta będą bardziej skupieni w defensywie, a w ofensywie znów nie zabraknie im rozmachu. Panowie, chłopaki, […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Villas-Boas: – Chciałbym, aby FIFA zastrzegła numer „10” we wszystkich rozgrywkach

Andre Villas-Boas zaapelował wczoraj, by FIFA zastrzegła numer dziesiąty na koszulkach wszystkich drużyn świata. My na ten apel odpowiadamy własnym: panie Boas, uspokój się pan. Kontrowersyjny pomysł Piłkarski świat znalazł się w żałobie po śmierci jednego z najwybitniejszych piłkarzy w dziejach. Zdaniem wielu – po prostu najwybitniejszego. My w naszym rankingu najlepszych zawodników wszech czasów […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Piętnaście pustych stadionów i oprawa

Spośród szesnastu rozegranych w ostatnich dwóch dniach meczów Ligi Mistrzów, piętnaście odbyło się bez udziału publiczności. Nawet państwa dość liberalnie podchodzące do obostrzeń koronawirusowych, stadiony pozostawiają puste, niezależnie od tego, jak doniosłą okazją jest mecz europejskich pucharów. Grecja, Francja, Ukraina, oczywiście Niemcy czy Anglia – hymn Ligi Mistrzów niósł się po trybunach echem niezagłuszonym choćby […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Basałaj: „Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie”

– Wydaje mi się, że trudno dziś znaleźć piłkarza o takiej złożonej osobowości. Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie. Myślę, że go to męczyło. Prezes Boniek mówił, że za każdym razem, jak się spotykali, prywatnie był przemiłym człowiekiem, fantastycznym i pełnym ciepła rozmówcą. Może to zderzenie z mediami, z namolnymi kibicami, z całą globalną […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchacz i gra w defensywie? To na razie nie jest dobrana para

Tymoteusz Puchacz kapitalnie zaprezentował się w ostatnim spotkaniu Ligi Europy przeciwko Standardowi Liege. Nie tylko zapisał na swoim koncie dwie asysty, ale całkowicie zdominował lewą stronę boiska. Swoją aktywnością, dynamiką, wydolnością. Wszędzie było go pełno. Powszechne stały się głosy, że Jerzy Brzęczek powinien powołać lewego obrońcę Lecha Poznań na zgrupowanie reprezentacji Polski. A potem przyszedł […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchary, korupcja i przekręcanie nazwisk. Raymond Goethals, rewolucjonista z Belgii

– Nie marudź, graj! – pokrzykiwał do swoich piłkarzy Raymond Goethals w szatni, na treningu oraz na meczu. Charakterystyczny, brukselski akcent wystarczał, żeby zawodnik brał się w garść i wracał do pracy. Bez znaczenia, czy był to Alen Boksić, Paul van Himst, Rob Rensenbrink, czy Arie Haan. Szacunek do trenera miał każdy. Ciężko było go […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Maradona miał osobowość dużego dziecka. Czasem widziałem łzy w jego oczach

– Miał osobowość dużego dziecka i chyba do końca takim dużym dzieckiem pozostał. Czasem widziałem prawie że łzy w jego oczach. Albo może nie prawie, czasem to wręcz dosłownie. Taką bezradność – ciągle kopią, faulują, no dlaczego oni to robią? Dlaczego zabierają mi tę zabawkę, czyli piłkę, w sposób nieprzepisowy? Było to momentami rozbrajające. Michel […]
26.11.2020
Weszło Extra
26.11.2020

Marcin Kikut: Gdybyśmy ograli Bragę, dotarlibyśmy do finału Ligi Europy

Dekadę temu Lech Poznań zapisał jedną z piękniejszych kart w historii swoich występów w europejskich pucharach i jak na razie jedną z dwóch najpiękniejszych jeśli chodzi o polskie kluby na międzynarodowej arenie w XXI wieku. Wielki udział w tamtych sukcesach miał Marcin Kikut, który dziś znajduje się zupełnie poza piłką, skupiając na biznesie hotelarskim. Wspominamy […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Lechu, musisz. O przedłużenie szans na awans

To jest ten moment. Moment, kiedy tegoroczna pucharowa przygoda Lecha nie skręci w klasycznym dla polskiej piłki kierunku. Powalczyli. Pokazali się. Zagrali dobrze mecze. Ale, ostatecznie, przegrali, nie awansowali. My wiemy, że jest jeszcze Benfica, że Rangersi mają najlepszą formę od lat. Ale sensacje to też sól futbolu. Aby zapracować na możliwość zrobienia sensacji, trzeba […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Wygrana Lecha, precyzja Ishaka | TYPY I KURSY NA LIGĘ EUROPY

Dla piłkarzy Dariusza Żurawia nadchodzi czas odpowiedzi. Przed Lechem Poznań mecz, który może zadecydować o tym, czy ekipa z Wielkopolski zakończy grupę na trzecim, czy na czwartym miejscu. Zresztą – nieczego Lechowi nie odbierajmy. Kto wie, może zwycięstwo w Belgii doda im jeszcze chęci na walkę o awans. W każdym razie na mecz ze Standardem […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Na Maradonę wszyscy czekali. Czułem jego boską aurę wielkości

– Jedno rzucało mi się w oczy: on zawsze przychodził ostatni. Wszyscy stali już w tunelu, czekali, ale kiedy szedł, to widać było, że nadchodzi coś wyjątkowego. Ktoś wielki, jedyny w swoim rodzaju. Byli przy nim ludzie, czy to masażysta, czy to rehabilitant, czy to ktoś jeszcze. Pokrzykiwał, wychodził, emanował aurą wielkości. Wyróżniał się. Pamiętam […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

„Panowie, tak nadmuchaliśmy ten balon, że całe miasto uwierzyło, że pokonamy Barcelonę”

Historia polskiego futbolu pełna jest meczów, które Kazik Staszewski sprawnie uchwycił niegdyś pod chwytliwym stwierdzeniem: „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka…”. Jednym z najsłynniejszych spotkań z tej kategorii zdecydowanie jest rewanżowe starcie Lecha Poznań z FC Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów 1988/89. „Kolejorz” miał wówczas wymarzoną okazję, by wyrzucić Katalończyków z rozgrywek. Choć w ich […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Super Kurs w Superbet! 30.00 na wygraną Lecha z Liege!

Legalny bukmacher Superbet wraca z kolejną odsłoną mega promocji dla nowych graczy. W Superbet za wygraną Lecha Poznań ze Standardem Liege dostaniemy kurs 30.00! Jak skorzystać z tej oferty? Już wyjaśniamy. Żeby wziąć udział w promocji, trzeba po pierwsze założyć konto w Superbet. Potem wpłacamy na nie minimum 50 PLN, zaznaczamy zgody marketingowe i formalności […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

PRASA. Pożegnanie i wspomnienie Diego Maradony

Polskie media żegnają dziś Diego Armando Maradonę. W prasie znajdziemy sporo wspomnień o Argentyńczyku. – Beznadziejna akcja, jakiś baran podał mi na głowę – mi na głowę! – bo już nie wiedział, co zrobić, a ja skoczyłem i podstawiłem rękę. Mówiłem, że to była ręka Boga, ale to była ręka Diega. Zwędziłem nią Angolom portfel. […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

40 mgnień Diego Maradony. „Ludzie zabijają się, by pocałować moje buty”

Był postacią wielką. Barwną. Niejednoznaczną. Upadłą. 40 mgnień z życia Diego Maradony. W reprezentacji zadebiutował w wieku szesnastu lat. Czy jest lepszy dowód na skalę talentu, jakim został obdarzony? Prawdopodobnie nie. Powołanie dostał po czterech miesiącach w dorosłej piłce. Debiutować przyszło mu na słynnej La Bombonerze w meczu z Węgrami. Gładko wygranym – skończyło się 5:1, […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Najdłuższy skok bez spadochronu

Oglądaliście kiedyś retransmisję meczu ukochanej drużyny, znając już niekorzystny dla niej wynik? Przez 90 minut towarzyszy ci wyłącznie myśl, że skończy się źle. Chwilami może się wydawać, kurczę, a gdyby jednak udało się oszukać los? Ale to złudzenie. Miraż. Od początku jest jasne – na końcu nie ma niczego dobrego, na końcu są ból i […]
26.11.2020
Weszło
25.11.2020

Jaki dzień, taki mecz

25 listopada 2020 na zawsze zostanie zapamiętany jako bardzo smutny dla wszystkich fanów futbolu na całym świecie. Jeśli ktoś zdecydował się obejrzeć rywalizację Atletico Madryt z Lokomotiv Moskwa, mógł wpaść w jeszcze bardziej melancholijny nastrój. Puste krzesełka na Wanda Metropolitano, ogromna ulewa i przejmująca minuta ciszy ku czci zmarłego Diego Armando Maradony. W tym momencie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Albo jesteś Lewandowski, albo jesteś Szoboszlai

To nie był prosty mecz dla Bayernu. RB Salzburg notorycznie atakował bramkę Bawarczyków, zagrażając gospodarzom nawet wtedy, gdy ci prowadzili już 3:0. Być może nawet by zdołali uszczknąć z tego spotkania jeden punkt, no ale ekipa z Monachium miała Lewandowskiego, a Austriacy Szoboszlaia. Widzicie różnicę? Pewnie tak.  Nic lepiej nie zobrazuje tego meczu niż dwie […]
25.11.2020