post Jakub Białek

Opublikowane 13.10.2020 17:45 przez

Jakub Białek

W Rhede mieliśmy lokalną dyskotekę „The Blues”. Wychodziliśmy w piątek, w sobotę też. Wcześniej spotykaliśmy się w piwnicy domu rodziców mojego kumpla z zespołu, „Buggiego”. Tam się wstawialiśmy i szliśmy dalej. (…) „Buggi” i ja zawsze mieliśmy wrażenie, że im dłużej jesteśmy w uderzeniu, tym lepiej wyglądamy na boisku.

18-letni Robin Gosens grał wtedy w piłkę na wioskach, hobbystycznie, a jego w VfL Rhede występowało na szóstym poziomie rozgrywkowym. Myślał o zdaniu matury i złożeniu papierów do szkoły policyjnej. Dorabiał na stacji benzynowej jako sprzedawca. Gdy po jednym z meczów zagadał do niego holenderski skaut, piłkarz malutkiego klubu zasłaniał usta ręką, by przedstawiciel Vitesse nie wyczuł, że balował do rana. Gosens przeniósł się do Holandii, gdzie podążył okrężną, totalnie nieoczywistą drogą. Aż do reprezentacji Niemiec i rewelacyjnej Atalanty.

Wciąż trudno mi uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło – mówi piłkarz, który oszukał niemiecki system szkolenia. Podobne słowa powtarza w każdym wywiadzie. Bo ta historia nie miała prawa się wydarzyć.

***

Gosens nie traktował piłki jako sposobu na życie. Nie śnił o wielkiej karierze. Mimo że wychowywał się nieopodal Zagłębia Ruhry, gdzie walka o juniorów jest ogromna, a wielkie kluby zabijają się już o jedenastolatków, Gosensem nigdy nikt się nie zainteresował. Poza tym jednym treningiem w Borussii Dortmund U-19, na który udał się po jednej z imprez w „The Blues”.

Wypowiedzi dla magazynu „11 Freunde”: – Już podczas rozgrzewki zadawałem sobie pytanie: „Robin, co ty tu robisz?”

– VfL Rhede grało wtedy na szóstym poziomie rozgrywkowym. Przyzwoity poziom, ale jednak kopanina. Na początku treningu wrzucaliśmy rogi, potem były ćwiczenia strzeleckie, gierka i wracaliśmy do domu.

– To była katastrofa. Ćwiczenia zespołowe w BVB były dla mnie zbyt skomplikowane. Ale najgorsze dopiero miało nadejść. Taktyczny trening jedenastka na jedenastkę. Nie dałem rady. Rozglądałem się cały czas i nie miałem pojęcia, jak się poruszać.

– Po treningu rozmawiał ze mną koordynator. Powiedział: „skontaktujemy się z tobą, gdy podejmiemy decyzję”. Ale wiedziałem już wtedy, że temat upadł. No i nie zadzwonili.

– Nie przejmowałem się tym szczególnie. Inni byli po prostu za dobrzy, nie byłem nawet blisko ich poziomu. Może w Rhede byłem lokalną gwiazdą, ale w Dortmundzie byłem nikim.

***

Być może gdyby nie przyszedł na trening na kacu, wypadłby trochę lepiej. Ale Gosens nigdy nie żył marzeniami o wielkiej karierze. Nawet nie żałował. Nie było czego, miał na siebie inny pomysł.

– Miałem jasny plan na swoją przyszłość: zostanę policjantem, będę dalej grał z chłopakami w Rhede i wiódł wygodne życie.

Jego plan został pokrzyżowany przez skauta Vitesse Arnheim, który pojawił się na meczu w Kleve, gdzie VfL Rhede pojechało na wyjazd. Nie obserwował Gosensa, lecz innego z chłopaków. Ale to właśnie Gosens wpadł w oko.

Fragment wywiadu dla „11 Freunde”:

– Byłeś w „The Blues” przed tym meczem?

– Tak. Spałem może z godzinę. To była jedna z tych nocy, kiedy prosto z „Bluesa” pojawialiśmy się na miejscu zbiórki.

– Jak ci się to mogło udać?

– Nie wiem, dla mnie to wciąż niewyobrażalne.

(…)

– Nie chciałem się odzywać (podczas rozmowy ze skautem Vitesse – dop.). Zrobiło mi się bardzo gorąco.

– Czemu?

– Bo bałem się, że jak otworzę usta, to mnie wyczuje. Więc gdy mówiłem, zakrywałem je dłonią.

***

Gosens dostał zaproszenie na trening, a później ofertę umowy. Rodzice 18-letniego wówczas Robina nie byli zachwyceni tym pomysłem. Nie myśleli w kategoriach „a może to życiowa szansa dla syna?”, bardziej martwili się, czy gra w oddalonym o 40 kilometrów Arnheim nie przeszkodzi mu w zdaniu matury i dostaniu się do szkoły policyjnej.

– Mieli rację. Vitesse oferowało mi grę w młodzieżowej drużynie, a nie zawodowy kontrakt. Martwili się o moje bezpieczeństwo, że obleję maturę i skończę z pustymi rekami.

Gosens jednak zaryzykował. Do Arnheim dojeżdżał dwa razy w tygodniu, a czas spędzony w korkach wykorzystywał na naukę.

Z jednej strony mógł myśleć – skoro w Niemczech jest tyle stawiających na młodzież klubów, po co jechać do Holandii?

Ale można było też odwrócić medal na drugą stronę – skoro żaden z tych klubów mnie nie chce, to dlaczego nie?

W Rhede nigdy nie słyszał, że ma potencjał na wielką karierę. Wystrzelił, gdy miał 17 lat, ale to wciąż nie był poziom pozwalający sądzić, że uda mu się przebić. Ot, dobry piłkarz na niższe ligi. Wymowny był ten trening w Borussii Dortmund – kompletnie nie ogarniał założeń taktycznych, już na samej rozgrzewce miał wątpliwości, co tu robi.

W Holandii kariera nabrała rozpędu. Szybko przeniósł się z drużyny młodzieżowej do rezerw. Tam wypatrzył go Peter Bosz, wtedy trener pierwszej drużyny Vitesse. Zabrał go na zgrupowanie dorosłej drużyny, a potem polecił, by Gosens spróbował na lewej obronie. Dotąd był środkowym pomocnikiem, ale to właśnie gra na boku uwypuklała jego atuty – dynamikę, spory wachlarz umiejętności w grze defensywnej, ciąg na bramkę.

W pierwszej drużynie Vitesse nigdy nie zagrał. Po roku udał się na wypożyczenie do FC Dordrecht występującego na zapleczu Eredivisie, z którym awansował do najwyższej ligi. Lokalna prasa ogłosiła, że klub wreszcie rozwiązał palący problem na lewej obronie. Sam Gosens śmiał się: – Nie wiedzieli, że przez całe życie rozegrałem na tej pozycji dokładnie jeden mecz!

Ale to nie przeszkodziło w tym, by się pokazać. Po dwóch sezonach zapracował na transfer do Heracles Almelo za 200 tysięcy euro. Vitesse puściło go lekką ręką, nie widząc w nim materiału na większą karierę. Po kolejnych dwóch sezonach kupiła go Atalanta – za 900 tysięcy.

***

Ale nawet w Atalancie nie sądzono, że ściągają gościa, który może aż tak spektakularnie się rozwinąć. Przecież po pierwszym sezonie Niemca we Włoszech, ściągnięto na jego miejsca konkurenta – tak, tak, Arkadiusza Recę. I nawet sumy odstępnego pokazują, jak nieoczywista jest jego eksplozja talentu Gosensa. Za Polaka Atalanta zapłaciła przecież 3,7 miliona euro, pokładała w nim spore nadzieje.

Reca miał pecha, bo że Gosens tak nagle się rozwinął. Ostatni sezon to już kumulacja – jako lewy wahadłowy strzelił dziewięć bramek i zaliczył osiem asyst, a Atalanta została rewelacją Ligi Mistrzów. Pamiętamy tę historię – trzy porażki na start (z Szachtarem, Dinamo i City), a potem awans rzutem na taśmę i dojście do ćwierćfinału.

Także i w Atalancie Gosens zaczynał z pozycji underdoga – nie przechodził przecież do potęgi Serie A, a klubu, który wciąż dopiero aspirował. Sam cały czas postrzega siebie jako normalnego gościa. W pierwszych miesiącach w Bergamo jego wolny czas wypełniało czytanie książek w lokalnych kawiarniach. Musiał je porzucić po pierwszych dobrych meczach, gdy… był już rozpoznawalny na tyle, że kibice nie pozwalali mu czytać w spokoju. W międzyczasie studiuje psychologię, chcąc przygotować się na to, co po karierze: – Dlaczego miałbym godzinami siedzieć przed konsolą i grać jak inni piłkarze, skoro mogę zrobić coś dla głowy i przyszłości?

***

Między innymi przez spektakularny rozwój Gosensa Reca musi bujać się po wypożyczeniach.

Liga Mistrzów, jesień sezonu 19/20, mecz z Manchesterem City. Gosens podchodzi do Ilkaya Gündogana z prośbą o wymianę koszulek. Mecz ze światowym gigantem, rodak po drugiej stronie barykady, nawet mimo porażki 1:5 byłaby to dla Gosensa fajna pamiątka.

Gündogan zapytał jednak: – Dlaczego tak dobrze mówisz po niemiecku?

Kompletnie nie wiedział, że ma do czynienia ze swoim rodakiem. Ta scenka idealnie pokazuje, jakim statusem „cieszył się” przez lata Gosens w swojej ojczyźnie. Żadnym. W Niemczech, kraju o nieporównywalnie większych sukcesach w piłce niż Polska, gra w Atalancie nie robi na nikim wrażenia. Nie grzeje, nie dyskutuje się o niej w tramwajach.

– W takich momentach zauważam, jaką małą postacią jestem wciąż w niemieckiej piłce nożnej. I jakie to fajne, że ktoś taki jak ja może nagle udowodnić swoją wartość przeciwko światowej klasy graczom.

W niemieckiej kadrze „Legionäre”, czyli piłkarze spoza Bundesligi, wciąż są rzadkością. Na poprzednim mundialu było ich pięciu – Rüdiger, Kroos, Özil, Draxler i Gündogan. W 2014 roku, gdy szyje piłkarzy „die Mannschaft” pokryły się złotem, czterech – Mertersacker, Özil, Podolski i Klose. Niemieccy kibice wciąż się oswajają z tym stanem rzeczy – przecież przez lata ich rodacy wyjeżdżali zagranicę wyjątkowo rzadko. Nie mieli po co, najlepsi szli do Bayernu, gdzie mieli zapewnione wszystko.

Z jakich powodów kojarzony miałby być więc piłkarz, który nie tyle gra zagranicą, co nawet nie przebijał się w Niemczech i ma na swoim koncie zero meczów w Bundeslidze? Który został odrzucony przez niemiecki system szkolenia i budował swoją markę w Holandii? Przecież nawet w erze naturalizacji brano do reprezentacji Niemiec w zdecydowanej większości piłkarzy, których w całości ukształtował niemiecki system szkolenia. Taki Özil mógł czuć w sobie przywiązanie do Turcji, ale piłkarsko to stuprocentowy Niemiec, wychowany w Schalke 04.

Nawet sam Gosens przez lata traktował reprezentację jako, cytat, „utopijną wizję”. Jako piłkarz niższych lig – co naturalne – nigdy nie został zaproszony na żadną młodzieżówkę. Swego czasu mocno zabiegał o niego Ronald Koeman, namawiając na holenderską kadrę. Miał do niej otwartą autostradę – jego ojciec to Holender, sam po przeprowadzce do kraju tulipanów złożył wniosek o holenderski paszport. Ale twardo mówił nie, czując się Niemcem. W końcu doczekał się telefonu od Löwa. Był na wakacjach w Dolomitach. Z wrażenia zatrzymał samochód w tunelu, a później z radości trąbił na wszystkich uczestników ruchu.

A na zainteresowanie Koemana wciąż się nie zamyka: – Moim zdaniem to byłoby dobry kompromis – odpowiedział puszczając oko zapytany, czy po tym jak odrzucił Koemana, wciąż byłby zainteresowany współpracą z nim. Już w FC Barcelonie.

***

Długo trwało więc, zanim Gosens dobił się do reprezentacji Niemiec. Ale dziś wydaje się być pewniakiem do wyjazdu na Euro. Zwłaszcza, że Joachim Löw przerzucił się na ustawienie 3-5-2, w którym Gosens czuje się najlepiej. Jego konkurenci to Marcel Halstenberg z RB Lipsk, Nico Schulz z BVB (który prawie nie gra) i stary, dobry Jonas Hector z FC Koeln.

Gdyby Gosens rozwinął się wcześniej, pewnie miałby już na koncie z 40 występów dla reprezentacji. Po zakończeniu reprezentacyjnej kariery przez Philippa Lahma, Niemcy nie dorobili się klasowego lewego obrońcy. Hector dostawał powołania jako piłkarz 2. Bundesligi, przez lata łatano dziury przesunięciem na lewą stronę Benedikta Höwedesa, mistrzem świata może tytułować się nawet Kevin Grosskreutz.

Nagłe pojawienie się Robina Gosensa daje Niemcom nadzieję na to, że lewa strona wreszcie zostanie obsadzona porządnym piłkarzem z topu. Bo mimo że Gosens wciąż gra w Atalancie, już należy do topu. O 26-latka wypytywały już chociażby Chelsea, Inter, Juventus oraz – co za ironia losu – Borussia Dortmund. Jego marzeniem jest gra w Bundeslidze. Rozmawiał już jakiś czas temu z Schalke, lecz kluby nie doszły do porozumienia. Dziś może mierzyć znacznie wyżej.

***

Nie planował zostać piłkarzem, a został.

Nie przebijał się w Niemczech, a jednak dotarł do reprezentacji.

Nigdy nie był w profesjonalnej akademii, a prześcignął wszystkich wychowanych w cieplarnianych warunkach.

Nie był znany w swoim kraju, a dziś jest jedną z nadziei reprezentacji.

Ostatnie pięć lat wydawało się filmem. Czy to naprawdę mi się przydarzyło? (…) Sam czasami zadaję sobie pytanie: „Robin, co tutaj robisz?” – mówi Gosens w jednym z wywiadów. To nie film, choć gdyby zekranizować jego historię, scenarzysta mógłby zostać posądzony o zbyt wybujałą fantazję. Zamiast „Robin, co tutaj robisz?”, po tak spektakularnej drodze wypada zapytać inaczej:

Robin, gdzie jest twój sufit?

JAKUB BIAŁEK

Fot. newspix.pl / FotoPyK

Opublikowane 13.10.2020 17:45 przez

Jakub Białek

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 9
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mateusz
Mateusz

Fajna historia

Fredert
Fredert

Jego kariera nabrała rozpędu po przesunięciu ze środka pomocy na lewą obronę.

Brzmi znajomo? 😉

Sopel
Sopel

Ale Karbownika wie lepiej :). A sam artykuł bardzo dobry!

Prezes Tysiąclecia
Prezes Tysiąclecia

Lahm nominalnie nie był lewym obrońcą.

czapla88
czapla88

Kuba dobra robota

H.CH.Andersen
H.CH.Andersen

Super historia, dzięki za artykuł!

heh
heh

a mógł zejść na psy

jgdasjfdaxgsacb
jgdasjfdaxgsacb

https://najwiekszekursykuponow.blogspot.com/ – Trafili 231 kurs kuponu i skan maja na blogu! polecam bo zarobilem z nimi i trafilem ten kupon! a już mają kolejny na dziś z wielkim kursem! Dzis tez maja ostatni dzien naboru dla nowych!!!!

Ozzi
Ozzi

Cieplarniane warunki w akademii? Pisze chyba osoba, która nie uprawiała wyczynowo sportu. Cieplarniane warunki to są u rodziców w domku.

Weszło
26.11.2020

Villas-Boas: – Chciałbym, aby FIFA zastrzegła numer „10” we wszystkich rozgrywkach

Andre Villas-Boas zaapelował wczoraj, by FIFA zastrzegła numer dziesiąty na koszulkach wszystkich drużyn świata. My na ten apel odpowiadamy własnym: panie Boas, uspokój się pan. Kontrowersyjny pomysł Piłkarski świat znalazł się w żałobie po śmierci jednego z najwybitniejszych piłkarzy w dziejach. Zdaniem wielu – po prostu najwybitniejszego. My w naszym rankingu najlepszych zawodników wszech czasów […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Piętnaście pustych stadionów i oprawa

Spośród szesnastu rozegranych w ostatnich dwóch dniach meczów Ligi Mistrzów, piętnaście odbyło się bez udziału publiczności. Nawet państwa dość liberalnie podchodzące do obostrzeń koronawirusowych, stadiony pozostawiają puste, niezależnie od tego, jak doniosłą okazją jest mecz europejskich pucharów. Grecja, Francja, Ukraina, oczywiście Niemcy czy Anglia – hymn Ligi Mistrzów niósł się po trybunach echem niezagłuszonym choćby […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Basałaj: „Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie”

– Wydaje mi się, że trudno dziś znaleźć piłkarza o takiej złożonej osobowości. Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie. Myślę, że go to męczyło. Prezes Boniek mówił, że za każdym razem, jak się spotykali, prywatnie był przemiłym człowiekiem, fantastycznym i pełnym ciepła rozmówcą. Może to zderzenie z mediami, z namolnymi kibicami, z całą globalną […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchacz i gra w defensywie? To na razie nie jest dobrana para

Tymoteusz Puchacz kapitalnie zaprezentował się w ostatnim spotkaniu Ligi Europy przeciwko Standardowi Liege. Nie tylko zapisał na swoim koncie dwie asysty, ale całkowicie zdominował lewą stronę boiska. Swoją aktywnością, dynamiką, wydolnością. Wszędzie było go pełno. Powszechne stały się głosy, że Jerzy Brzęczek powinien powołać lewego obrońcę Lecha Poznań na zgrupowanie reprezentacji Polski. A potem przyszedł […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchary, korupcja i przekręcanie nazwisk. Raymond Goethals, rewolucjonista z Belgii

– Nie marudź, graj! – pokrzykiwał do swoich piłkarzy Raymond Goethals w szatni, na treningu oraz na meczu. Charakterystyczny, brukselski akcent wystarczał, żeby zawodnik brał się w garść i wracał do pracy. Bez znaczenia, czy był to Alen Boksić, Paul van Himst, Rob Rensenbrink, czy Arie Haan. Szacunek do trenera miał każdy. Ciężko było go […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Maradona miał osobowość dużego dziecka. Czasem widziałem łzy w jego oczach

– Miał osobowość dużego dziecka i chyba do końca takim dużym dzieckiem pozostał. Czasem widziałem prawie że łzy w jego oczach. Albo może nie prawie, czasem to wręcz dosłownie. Taką bezradność – ciągle kopią, faulują, no dlaczego oni to robią? Dlaczego zabierają mi tę zabawkę, czyli piłkę, w sposób nieprzepisowy? Było to momentami rozbrajające. Michel […]
26.11.2020
Weszło Extra
26.11.2020

Marcin Kikut: Gdybyśmy ograli Bragę, dotarlibyśmy do finału Ligi Europy

Dekadę temu Lech Poznań zapisał jedną z piękniejszych kart w historii swoich występów w europejskich pucharach i jak na razie jedną z dwóch najpiękniejszych jeśli chodzi o polskie kluby na międzynarodowej arenie w XXI wieku. Wielki udział w tamtych sukcesach miał Marcin Kikut, który dziś znajduje się zupełnie poza piłką, skupiając na biznesie hotelarskim. Wspominamy […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Lechu, musisz. O przedłużenie szans na awans

To jest ten moment. Moment, kiedy tegoroczna pucharowa przygoda Lecha nie skręci w klasycznym dla polskiej piłki kierunku. Powalczyli. Pokazali się. Zagrali dobrze mecze. Ale, ostatecznie, przegrali, nie awansowali. My wiemy, że jest jeszcze Benfica, że Rangersi mają najlepszą formę od lat. Ale sensacje to też sól futbolu. Aby zapracować na możliwość zrobienia sensacji, trzeba […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Wygrana Lecha, precyzja Ishaka | TYPY I KURSY NA LIGĘ EUROPY

Dla piłkarzy Dariusza Żurawia nadchodzi czas odpowiedzi. Przed Lechem Poznań mecz, który może zadecydować o tym, czy ekipa z Wielkopolski zakończy grupę na trzecim, czy na czwartym miejscu. Zresztą – nieczego Lechowi nie odbierajmy. Kto wie, może zwycięstwo w Belgii doda im jeszcze chęci na walkę o awans. W każdym razie na mecz ze Standardem […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Na Maradonę wszyscy czekali. Czułem jego boską aurę wielkości

– Jedno rzucało mi się w oczy: on zawsze przychodził ostatni. Wszyscy stali już w tunelu, czekali, ale kiedy szedł, to widać było, że nadchodzi coś wyjątkowego. Ktoś wielki, jedyny w swoim rodzaju. Byli przy nim ludzie, czy to masażysta, czy to rehabilitant, czy to ktoś jeszcze. Pokrzykiwał, wychodził, emanował aurą wielkości. Wyróżniał się. Pamiętam […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

„Panowie, tak nadmuchaliśmy ten balon, że całe miasto uwierzyło, że pokonamy Barcelonę”

Historia polskiego futbolu pełna jest meczów, które Kazik Staszewski sprawnie uchwycił niegdyś pod chwytliwym stwierdzeniem: „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka…”. Jednym z najsłynniejszych spotkań z tej kategorii zdecydowanie jest rewanżowe starcie Lecha Poznań z FC Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów 1988/89. „Kolejorz” miał wówczas wymarzoną okazję, by wyrzucić Katalończyków z rozgrywek. Choć w ich […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Super Kurs w Superbet! 30.00 na wygraną Lecha z Liege!

Legalny bukmacher Superbet wraca z kolejną odsłoną mega promocji dla nowych graczy. W Superbet za wygraną Lecha Poznań ze Standardem Liege dostaniemy kurs 30.00! Jak skorzystać z tej oferty? Już wyjaśniamy. Żeby wziąć udział w promocji, trzeba po pierwsze założyć konto w Superbet. Potem wpłacamy na nie minimum 50 PLN, zaznaczamy zgody marketingowe i formalności […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

PRASA. Pożegnanie i wspomnienie Diego Maradony

Polskie media żegnają dziś Diego Armando Maradonę. W prasie znajdziemy sporo wspomnień o Argentyńczyku. – Beznadziejna akcja, jakiś baran podał mi na głowę – mi na głowę! – bo już nie wiedział, co zrobić, a ja skoczyłem i podstawiłem rękę. Mówiłem, że to była ręka Boga, ale to była ręka Diega. Zwędziłem nią Angolom portfel. […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

40 mgnień Diego Maradony. „Ludzie zabijają się, by pocałować moje buty”

Był postacią wielką. Barwną. Niejednoznaczną. Upadłą. 40 mgnień z życia Diego Maradony. W reprezentacji zadebiutował w wieku szesnastu lat. Czy jest lepszy dowód na skalę talentu, jakim został obdarzony? Prawdopodobnie nie. Powołanie dostał po czterech miesiącach w dorosłej piłce. Debiutować przyszło mu na słynnej La Bombonerze w meczu z Węgrami. Gładko wygranym – skończyło się 5:1, […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Najdłuższy skok bez spadochronu

Oglądaliście kiedyś retransmisję meczu ukochanej drużyny, znając już niekorzystny dla niej wynik? Przez 90 minut towarzyszy ci wyłącznie myśl, że skończy się źle. Chwilami może się wydawać, kurczę, a gdyby jednak udało się oszukać los? Ale to złudzenie. Miraż. Od początku jest jasne – na końcu nie ma niczego dobrego, na końcu są ból i […]
26.11.2020
Weszło
25.11.2020

Jaki dzień, taki mecz

25 listopada 2020 na zawsze zostanie zapamiętany jako bardzo smutny dla wszystkich fanów futbolu na całym świecie. Jeśli ktoś zdecydował się obejrzeć rywalizację Atletico Madryt z Lokomotiv Moskwa, mógł wpaść w jeszcze bardziej melancholijny nastrój. Puste krzesełka na Wanda Metropolitano, ogromna ulewa i przejmująca minuta ciszy ku czci zmarłego Diego Armando Maradony. W tym momencie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Albo jesteś Lewandowski, albo jesteś Szoboszlai

To nie był prosty mecz dla Bayernu. RB Salzburg notorycznie atakował bramkę Bawarczyków, zagrażając gospodarzom nawet wtedy, gdy ci prowadzili już 3:0. Być może nawet by zdołali uszczknąć z tego spotkania jeden punkt, no ale ekipa z Monachium miała Lewandowskiego, a Austriacy Szoboszlaia. Widzicie różnicę? Pewnie tak.  Nic lepiej nie zobrazuje tego meczu niż dwie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Atalanta odżyła i zdobyła Anfield. W grupie D jeszcze będzie ciekawie

– Czy nadal jesteście liderami? – pytały dziś włoskie media, a to pytanie adresowane było do magików z Bergamo. Papu Gomeza, Josipa Ilicicia czy Duvana Zapaty. Podstawy ku temu zdecydowanie były, bo w listopadzie La Dea nie wygrała żadnego meczu, remisując z beniaminkiem ze Spezii, czy przyjmując piątkę od Liverpoolu. Jak odpowiedzieli na to liderzy? Najlepiej, jak potrafili. Papu […]
25.11.2020