post Przemysław Michalak

Opublikowane 22.09.2020 17:01 przez

Przemysław Michalak

Ich pierwszy trener mówi o przypadku, twierdząc, że Mateusz Klich i Bartosz Kapustka poradziliby sobie gdziekolwiek by nie zaczynali, a on akurat miał szczęście, że na nich trafił. Większe zasługi niż sobie przypisuje rodzicom swoich najbardziej znanych byłych podopiecznych. Chyba jednak prowadzący ich za młodu Krzysztof Świerzb jakąś cegiełkę do tego dołożył, skoro nawet teraz w różny sposób okazują mu oni swoją wdzięczność. Odwiedzamy miejsce, w którym na przestrzeni kilku lat wychowali się dwaj reprezentanci Polski i sprawdzamy, jaki jest klucz w tym, że to właśnie im się udało. 

NIC SAMO SIĘ NIE STAŁO

Trener Świerzb nadal przekonuje, że co najwyżej udało mu się niczego nie zepsuć. – Jeżeli zawodnik ma w sobie to „coś”, umie grać, to raczej wszędzie da sobie radę. Decydującą rolę odegrali tu rodzice. I tato Bartka, i tato Mateusza grali w piłkę, więc jakieś podstawy od razu mieli. Nie da się zrobić wielkiego piłkarza trenując w klubie 2-3 razy w tygodniu. Liczyło się jeszcze to, jak spędzali czas po treningach i po szkole. A wtedy przeważnie grali na podwórkach. Byli potem dobrze prowadzeni, sami byli ułożeni i to według mnie jeden z kluczowych czynników – mówi skromnie.

Będziemy się jednak upierać, że nic samo się nie stało. Jeżeli w czymś Krzysztof Świerzb im pomógł, to na przykład w tym, że pozwalał grać z chłopakami starszymi nawet o 2-3 lata. Jeśli chcieli trenować od razu, musieli sobie radzić, bo w ich kategorii wiekowej nie było wówczas osobnych grup. – To im na pewno pomogło i do dziś tak robię. Teraz też mam w grupie młodszego chłopca niż reszta i bardzo dobrze sobie radzi. Zaobserwowałem, że gdy potem gra ze swoimi rówieśnikami, już się tak nie spina, widać różnicę. Według mnie wybijający się zawodnicy z danej kategorii wiekowej powinni się sprawdzać również ze starszymi – przyznaje.

Młody Bartosz Kapustka

I podkreśla, jak ważne było odpowiednie nastawienie tej dwójki: – Nie przypominam sobie sytuacji, bym któregoś musiał mocniej stawiać do pionu. Jasne, w trakcie meczów czy zaraz po nich były różne sytuacje. W takim wieku raz grasz lepiej, raz gorzej. Zresztą, dorośli mają to samo (śmiech). Przyjmowali uwagi z pokorą. Pod nosem może nawet coś tam sobie potem mówili, ale nic więcej. Generalnie z chłopakami w tym wieku raczej nie ma większych problemów. One zaczynają się na dalszym etapie.

O Kapustce mówiono nawet, że nie ma układu nerwowego. – Fajnie się tak komentuje, ale każdy pewne rzeczy w środku przeżywa. Niektórzy po prostu mniej okazują emocje na zewnątrz – uważa trener Świerzb.

PIŁKARSKIE TRADYCJE

Wydaje się, że obaj byli skazani na ten sport. – Mieszkaliśmy w Mielcu, obijał piłkę o blok, a na boisko miał minutę spacerku i ciągle tam sobie pykał. Chodził też do klasy pływackiej w szkole podstawowej nr 20 w Tarnowie i rano miał zajęcia na basenie. Moja żona Małgorzata jest trenerem pływania, przejęła pałeczkę po tacie Andrzeju Kiełbusiewiczu. Miał więc go kto prowadzić, ale futbol od początku był dla niego najważniejszy. Tu tradycje mamy jeszcze większe: grał mój szwagier, obaj bracia, no i ja – mówi Wojciech Klich.

I dodaje: – Wszystko rozwijało się spokojnie, harmonijnie, bez żadnej napinki. Nie naciskałem na Mateusza, nie chodziło o to, żeby robił coś za wszelką cenę. Robił to, co lubił, a dziś widzimy efekty. Na pewno sprawy przyspieszyły po przejściu do Cracovii. Gdy z bardzo dobrej strony pokazywał się w Młodej Ekstraklasie, a potem zadebiutował w lidze, stało się jasne, że może być z tego coś poważnego. Później zespół objął Orest Lenczyk, który zobaczył w nim potencjał, dał mu się wykazać i tak to poleciało: Niemcy, Holandia, Anglia, no i reprezentacja.

Pokusił się także o porównanie umiejętności swoich i syna.

Brakowało mi szybkości. Byłem wytrzymałościowcem, miałem zdrowie do biegania. Syn je po mnie odziedziczył, a przy tym jest szybszy niż ja, a dziś gra jest inna niż za moich czasów: bardziej intensywna i dynamiczna. Największy atut Mateusza to umiejętności czysto piłkarskie. Ma przegląd pola, super prostopadłe podanie, jest kreatywny. Pod kilkoma względami na pewno mnie przerasta, choć rezerwy ciągle są, zwłaszcza jeśli chodzi o stałe fragmenty. Oczywiście poza rzutami karnymi, które bardzo dobrze wykonuje, tylko jednego zmarnował. Lubiłem uderzać z rzutów wolnych, w większości drużyn to robiłem i Mateusz też by mógł. Ma dobry strzał, ale tutaj nie wykorzystuje swojego potencjału technicznego – ocenia.

Ojciec Bartosza Kapustki nie grał na wyższym poziomie, natomiast Wojciech Klich ma na koncie 84 mecze i 2 gole w Ekstraklasie jako zawodnik Stali Mielec, Siarki Tarnobrzeg i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. W niższych ligach kopał aż do 46. roku życia (sezon 2010/11), ale poważniejsze granie zakończyło się dla niego we wrześniu 1999 roku. Jako zawodnik drugoligowej Stali Stalowa Wola doznał bardzo poważnej kontuzji po ataku Andrzeja Pidka z Hetmana Zamość. Sprawę opisywał nawet tygodnik „Piłka Nożna”. Klich senior był wzburzony, oskarżał Pidka o celowy faul i zapowiadał domaganie się odszkodowania. Z czasem jednak wszystkie emocje opadły.

Tata Mateusza pozostał przy piłce jako trener. Od niedawna skupia się na działalności Klich Football School.

To wspólny projekt z synem. – Dzieci w wieku 6-12 lat przychodzą do nas z klubów i szkółek, niektóre nie są nigdzie zrzeszone. Doszkalamy je, pomagając im w szybszym rozwoju. Prowadzimy treningi indywidualne, pracujemy w czteroosobowych grupach. Fajnie się układa, jest zainteresowanie, mamy wielu chętnych. Widać, że dzieci chcą trenować, są zaangażowane. Idziemy w dobrym kierunku. Wiadomo, dzieci prezentują różny stopień umiejętności, niektóre dopiero zaczynają. Głównie się bawimy, na tym etapie przede wszystkim o to chodzi. Mam ten komfort, że każde ćwiczenie mogę zademonstrować. Pomagają mi Grzegorz Jasiak i Grzegorz Tyl. To doświadczeni trenerzy, z którymi współpracowałem już w Akademii Młodych Orłów. Szkolimy na wysokim poziomie – opowiada Wojciech Klich.

Czy po karierze jego syn dołączy do trenerskiego grona? – Mateusz interesuje się na bieżąco, jak pracujemy. Czasami gadają sobie z Markiem Wasilukiem i Arturem Sobiechem, że będzie drugim trenerem u Sobiego. Takie wygłupy, ale myślę, że może pójść w tym kierunku. Albo… w kierunku graffiti i zostanie artystą.

TRUDNE CHWILE PO WYJEŹDZIE

Ojciec Mateusza dziś ze spokojem przygląda się jego karierze, która w Leeds niesamowicie rozkwitła. U Marcelo Bielsy stał się kluczowym zawodnikiem, dołożył dużą cegiełkę do awansu do Premier League, a wejście do angielskiej elity ma znakomite: dwa mecze, dwa gole i jedna asysta.

Na łączach są nieustannie, tata śledzi każdy występ syna. – Ekspertem od Premier League może nie zostanę, mamy ich już wystarczająco (śmiech). Oglądam wszystkie mecze Leeds, zawsze robię to na chłodno. Mateusz potem do mnie dzwoni i staram mu się nie cukrować. Jak było źle, to było źle. Jak było dobrze, to dobrze. Analizujemy jego grę. Ostatnio po spotkaniu z Bośnią był wkurzony, że nie strzelił gola, miał fajną sytuację. Mówił, że chciał skontrować uderzenie głową. Obaj wiemy, że skąd przyszła, tam strzelasz, ale nie wyszło mu. W ten sposób rozmawiamy, choć co do postawy w Leeds, niewiele mogłem mu wytykać. Był zawsze aktywny, pod grą, stwarzał sytuacje kolegom i samemu do nich dochodził. Praktycznie w każdym spotkaniu biegał 12 kilosów, spełniał oczekiwania swoje i kibiców – tłumaczy.

Młody Mateusz Klich

Wojciech Klich nie ukrywa dumy, że Mateusz po tylu trudnych przejściach zaszedł tak daleko.

Nie podobały mi się opinie dziennikarzy czy ekspertów, że to leń, że nie chce mu się zasuwać. Jemu się chce, tylko ma swój sposób bycia, taki już po prostu jest. Trener musi mu zaufać, postawić na niego. Tak w Leeds postąpił Marcelo Bielsa i dziś Mateusz gra bardzo dobrze na bardzo wysokim poziomie. Tym bardziej się teraz cieszę, bo udowodnił wszystkim, że poprzez ciężką pracę można dojść na sam szczyt. Przykład dla młodych chłopaków, żeby się nie zrażali i walczyli do końca na każdym treningu – mówi z satysfakcją.

I Klich, i Bartosz Kapustka przeżywali za granicą wiele trudnych chwil. Różnica polega na tym, że pierwszy poradził sobie bez powrotu do kraju, drugi nie. Klich, mimo dwóch podejść, nawet nie zadebiutował w Wolfsburgu, a w drugoligowym Kaiserslautern na dłuższą metę też się nie przebił. Świetnie natomiast radził sobie w PEC Zwolle (zdobyty Puchar Holandii po 5:1 z Ajaxem w finale) i Twente Enschede. Z Eredivisie wypromował się do Leeds, ale tam nie znalazł nici porozumienia z trenerem Thomasem Christiansenem. Odszedł więc na wypożyczenie do Utrechtu, oczywiście grał tam regularnie. Wydawało się, że jeśli ten piłkarz ma sobie gdzieś radzić poza Polską, to tylko w Holandii. Na jego szczęście Leeds latem 2018 zatrudniło Marcelo Bielsę i ciąg dalszy wszyscy znamy.

Kapustka znajduje się dopiero na początku drogi do odbudowania formy. Po błysku na Euro 2016 prosto z Cracovii przeszedł do Leicester, ale rzucił się na zbyt głęboką wodę. Podobnie było w przypadku Freiburga. Przez ostatnie cztery lata regularnie grał jedynie podczas wypożyczenia do drugiej ligi belgijskiej, gdzie jednak na boisku ponad kolegów nie wyrastał. Dopiero w Legii wraca do rytmu meczowego, na razie w czterech ligowych spotkaniach zaliczył jedną asystę.

Mateusz Klich i Bartosz Kapustka z juniorami Tarnovii. Pierwszy z lewej w górnym rzędzie to brat Bartosza, który jest sędzią piłkarskim.

UPÓR NIEMCÓW

Krzysztof Świerzb stara się bronić wyborów swoich byłych podopiecznych. – Każdy zawodnik na ich miejscu skorzystałby z takich propozycji, jestem o tym przekonany. Nie wierzę, że jakiś chłopak z Ekstraklasy nie chciałby iść do pierwszego zespołu aktualnego mistrza Anglii. Podjęli wyzwanie. Nie uważam, by wyjściowe decyzje były złe, natomiast później wydarzenia faktycznie nie potoczyły się po ich myśli. Ambicje i plany a rzeczywistość to nieraz dwie różne sprawy. Mimo wszystko nawet codzienne treningi z tyloma świetnymi zawodnikami swoje zrobiły. Oczywiście najlepiej, żeby cały czas grali, ale nie można powiedzieć, że zupełnie stracili czas. Prędzej czy później tamte doświadczenia musiały zaprocentować – uważa.

Wojciech Klich: – Mateusz, jak każdy młody chłopak w Polsce, chciał iść do Bundesligi. To była jego decyzja, my z żoną uszanowaliśmy ten wybór, nie naciskaliśmy. Wiemy niestety, na jakiego trenera trafił w Wolfsburgu. Nie dano mu tam szansy. Poszedł, zobaczył, posmakował, a później odrodził się w Holandii. Tamta liga mu odpowiadała, gra się w niej inaczej niż w Niemczech.

Jego zdaniem, gdyby nie upór Niemców, kariera syna znacznie szybciej wróciłaby na właściwe tory.

Miał w Niemczech momenty, gdy już nie chciało mu się trenować i grać. To normalne, też bym się wkurzał siedząc pół roku czy rok na ławce. Wspieraliśmy go, odwiedzaliśmy. On nie jest taki, że się załamuje i płacze po kątach, ale miał kryzys i przetrwał go. Najbardziej byłem zły o to, że tak długo siedział w Wolfsburgu. Chciałem, żeby odszedł stamtąd na wypożyczenie już po pierwszym sezonie, a to się jeszcze przedłużyło i zmienił klub dopiero po następnym półroczu. No i byłem wkurzony, gdy dyrektor sportowy Klaus Allofs wziął Mateusza z powrotem po pobycie w Zwolle. A mógł wtedy zostać w Holandii, chciały go PSV i Feyenoord, były też oferty z innych kierunków. Niemcy niestety nie zgodzili się na transfer, a potem i tak znów nie dali mu szansy. Następne pół roku w plecy i to w okresie, w którym znajdował się w świetnej formie. Musiał później zaczynać od zera – wspomina.

PAMIĘĆ O KORZENIACH I SZKOLENIE

Klich i Kapustka nie zapominają skąd wyszli. Gdyby zebrać cały sprzęt, który wysyłali do Tarnovii, pewnie mielibyśmy pokój załadowany pod sufit. Oprócz tego, gdy tylko mogą, przyjeżdżają potrenować z dziećmi lub biorą udział w jakimś turnieju.

Potrafią się też zdobyć na coś ekstra, o czym przekonał się Krzysztof Świerzb. – Rodzice dzieci przy wsparciu Bartosza w zeszłym roku ufundowali mi nowy samochód na urodziny. Dostałem też komplet opon zimowych i talon na paliwo o wartości tysiąca złotych. Najbardziej jednak cieszy mnie sam gest, że rodzice wspólnie chcieli mi w ten sposób podziękować. Coś pięknego i wzruszającego. Bardzo wszystkim dziękuję – pochwalił się trener.

Krzysztof Świerzb

Tarnovia Tarnów jako całość odegrała marginalną rolę w historii polskiej piłki. Jeden sezon w najwyższej lidze zaraz po II Wojnie Światowej, 1/8 finału Pucharu Polski w połowie lat 50. i to wszystko jeśli chodzi o poważniejsze osiągnięcia. To skromny klub, w tym wieku balansujący między okręgówką a IV ligą, w której rywalizuje piąty sezon z rzędu. Tarnovia więcej znaczy w futbolu kobiecym. Jej seniorki od trzech lat grają na zapleczu Ekstraklasy i aktualnie zajmują trzecie miejsce w tabeli. Praktycznie cały skład tworzą dziewczyny wyszkolone na miejscu. – Fajnie byłoby awansować i pokazać, że sekcja tak małego klubu może być gdzieś w ekstraklasie, ale nie wywieramy presji – mówi prezes Waldemar Urban.

I to właśnie szkolenie pozostaje priorytetem.

Mimo ograniczonych możliwości, ciągle idzie ono do przodu. – Jest ciężko. W związku z koronawirusem niektórzy sponsorzy się wycofali, każdy patrzy przede wszystkim na siebie, ale jakoś wiążemy koniec z końcem. Kluczem pozostaje współpraca z rodzicami, od niej zależy zdecydowanie najwięcej. Jesteśmy już certyfikowaną szkółką, dostaliśmy brązową gwiazdkę od PZPN-u. Jest to dla nas jakiś splendor i motywacja, żeby starać się o jeszcze wyższą gwiazdkę – nie ukrywa Urban.

 – Musieliśmy spełnić szereg formalności związanych z boiskami, licencjami i umowami trenerskimi czy sprzętem sportowym. Potem przyszła pora na etap merytoryczny. Pracujemy zgodnie ze związkowym systemem szkolenia, zobowiązaliśmy się do tego. Musimy się na przykład trzymać liczby jednostek treningowych. Skrzaty i żaki trenują dwa razy tygodniowo, orliki i młodziki trzy razy. Dodatkowo każdy zespół w każdym mikrocyklu musi rozegrać mecz – starsze zespoły grają w lidze, młodsze biorą udział w turniejach. Mamy cztery mikrocykle w miesiącu i w każdym skupiamy się na innej rzeczy. Raz jest to gra jeden na jeden, innym razem przyjęcia i podania, potem rozwój inteligencji zawodnika poprzez małe gry. Program szkoleniowy wymaga od nas dołożenia w każdym treningu wstawki motorycznej rozwijającej siłę, szybkość lub wytrzymałość. Ich rodzaje zależą już od kategorii wiekowej. Trzecim obszarem jest mentalność, tu skupiamy się na motywacji i budowaniu świadomości zawodnika nawet w takich kwestiach jak nawadnianie w trakcie treningu – tłumaczy trener grup młodzieżowych Tarnovii, Mieszko Okoński, który uczył się fachu w Anglii przy projektach związanych ze szkółkami Southampton.

Tarnovia ma u siebie ponad 400 dzieci, mimo że nie zabiega o chętnych na prawo i lewo.

Zawsze podchodziliśmy do tematu na zasadzie: kto chce u nas trenować, niech trenuje. Nie robimy „skoków” na zawodników, nie prowadzimy szeroko zakrojonego skautingu. Nasz główny sposób selekcji to klasy sportowe. Jest z nimi coraz ciężej, czasami trudno zebrać w klasie grupę chłopców mogących ćwiczyć w klubie. Namnożyło się w okolicy różnych szkółek, a wiadomo, że każdy woli trenować bliżej domu niż dojeżdżać. Dotychczas jednak jakoś się udawało. Działamy w ten sposób od trzynastu lat i wierzę, że nadal tak będzie i może wyszukamy kolejne perełki – mówi prezes Urban.

Swoje na pewno robi renoma, którą klub zyskał po wysłaniu w świat Klicha i Kapustki. – Z jednej strony łatwiej nam pracować mając taki punkt odniesienia, a z drugiej mamy z tyłu głowy, że skoro w ostatnich latach zaczynali tutaj dwaj reprezentanci, to chcielibyśmy kolejnych. Nasza praca może być za kilka lat oceniania przez ten pryzmat, więc wyzwanie jest duże. Dla trenerów to dodatkowa motywacja – komentuje Mieszko Okoński.

ŻYWA LEGENDA

Tarnovia kultywuje swoją historię. W siedzibie klubu stworzono Salę Pamięci, w której znajduje się mnóstwo cennych pamiątek, również z najdawniejszych czasów. Kilka lat temu odnaleziono przy remoncie strychu skrzynię z piłką i korkami z jedynego ekstraklasowego sezonu (1948 rok).

Żywą legendą Tarnovii jest Bronisława Stroisz. Nie wypada wypominać wieku, ale jej witalność jest imponująca. Dość powiedzieć, że będąca trenerką tenisa stołowego pani Bronia, podczas rozgrzewki normalnie gra w piłkę ze swoimi podopiecznymi.

 – W listopadzie minie 56 lat mojej pracy w klubie. Najpierw byłam zawodniczką, a potem trenerką, którą jestem do dziś. Mam studentów, mam ligę chłopców z klas 7-8. Odnosimy sukcesy w młodszych kategoriach wiekowych. Do tego w soboty wieczorem prowadzę zajęcia w parach rodzic-dziecko. Raz w miesiącu robię im turniej deblowy, są nawet malutkie puchary w nagrodę. W ten sposób prędzej przyciągnie się dzieci, gdy widzą, że mama czy tata też pograją – opowiada.

Z Tarnovią zrosła się na zawsze. – Cały czas jestem w klubie, to mój drugi dom. Gdy mieszkające za granicą dzieci do mnie dzwonią, to mówią, żebym sobie tu łóżko wstawiła, bo w Tarnovii mi wszystko wolno (śmiech). Forma wciąż jest, nie liczę godzin i lat. Póki mnie chcą, to pracuję, a skoro jestem dobra… Młodzież muszę ciągle ogrywać, inaczej by mnie nie szanowała i powiedziała, żeby starsza pani poszła do domu – śmieje się.

MARZENIE

Mateusz Klich i Bartosz Kapustka legendami klubu w tym sensie nie są, ale to oni go najbardziej rozsławili. O tym, ile ich dokonania znaczą, najlepiej mówi fakt, że dopóki się nie pojawili, Tarnovia w całej historii miała tylko jednego reprezentanta kraju Antoniego Barwińskiego, który grał w tym jedynym ekstraklasowym sezonie.

W temacie losów swoich wychowanków w drużynie narodowej trener Krzysztof Świerzb wciąż odczuwa niedosyt. – Moim marzeniem jest to, żeby obaj spotkali się w reprezentacji. Dotychczas zawsze się w niej rozmijali. Bartosz wrócił do kraju, wierzę, że odbuduje się w Legii i prędzej czy później zagrają razem w tym samym meczu z orzełkiem na piersi – przyznaje.

Obecnie ważną postacią w kadrze jest Klich, ale w porównaniu do Leeds, to zupełnie inny zawodnik. Zresztą nie tylko on. – Problemów w kadrze jest więcej. Całkiem inne granie niż w klubie. Wszyscy o tym piszą i mówią. Myślę, że to się poprawi. Nie wiem, może filozofia selekcjonera musi się zmienić, żeby wykorzystać potencjał tych chłopaków. Najwięcej się dziś zajmujemy naszym środkiem pola, a mamy tu przecież w kim wybierać. Krychowiak, Zieliński, Mateusz: oni naprawdę potrafią grać – podsumowuje Wojciech Klich.

Czekamy.

PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. własne/archiwum Krzysztofa Świerzba/FotoPyK 

***

„Kopalnie Talentów” to cykl reportaży i wideoreportaży o klubach, w których znani polscy piłkarze rozpoczynali swoje kariery. Będziemy opowiadać w nich historię o tym, jak dzisiejsi reprezentanci Polski (i nie tylko) przychodzili na pierwsze treningi, jak się rozwijali i jakimi dzieciakami byli lata temu. Materiały realizujemy we współpracy z PKO Bankiem Polskim. Na następny odcinek z cyklu „Kopalnie Talentów” zapraszamy za dwa tygodnie.

Poprzednie odcinki:

Z Damasławka do Serie A. Historia Karola Linettego

Przede wszystkim Rozwój. Początki Arkadiusza Milika

Opublikowane 22.09.2020 17:01 przez

Przemysław Michalak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 8
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandar Wymowkovic - genialny strateg
Aleksandar Wymowkovic - genialny strateg

Czemu ci Polacy nie potrafia wymyslec normalnej nazwy klubu tylko jakies : tarnovia, cracovia, bytovia, legionovia, resovia… co to jest konkurs zlacinnienia Polski? Nie mamy swojego jezyka i swoich slow?

pioter
pioter

Nie dodałeś najpopularniejszej z nich – Polonia, do tego Victoria, też często spotykana. Taka była wtedy moda. Pierwszy austriacki klub (z 1894r.) to Vienna (łacińska nazwa Wiednia), potem to przeszło na Galicję. Polska kultura wiele czerpała z łaciny i pewnie dlatego to chwyciło.
I prawdę mówiąc te nazwy bronią się nieźle w porównaniu do nazw opartych na nazwach zawodów (Górnik, Hutnik, Włókniarz, Metalowiec, Stoczniowiec, Drukarz) albo materiałów (Stal, Metal, Miedź, Elana, Proch) albo nazw zakładów (Igloopol, Stilon, Falubaz, Zaksa, Bruk-Bet). Już nie mówiąc o takich osobliwościach jak Motor. To są takie postkomunistyczne pozostałości. W cywilizowanym świecie raczej nikt tak klubów nie nazywał.
Nazwy odwołujące się do historii są ok (Piast, Jagiellonia, Wawel, Lechia, Lech). Do krain geograficznych czy dzielnic też jak najbardziej w porządku, choć ile może być tych Wiseł? A przy łacińskich nazwach miast masz przynajmniej nazwy unikatowe, więc nie będziesz miał dwóch Resovii, Sandecji, Tarnovii itd. Dodatkowo nazwy odwołują się do lokalnej tożsamości. Owszem można było to nazwać – Rzeszowiak, Sądeczak, Tarnowiak lub KS (Klub Sportowy) Rzeszów, KS Nowy Sącz itd., no ale jak wspomniałem wyżej – taka była moda i tradycję wypada szanować więc i zachowywać pierwotne nazwy.

Aleksndar Wymówkovic - genialny strateg
Aleksndar Wymówkovic - genialny strateg

Chodzi mi o oryginalność. Mi się podoba np. „Huragan Morąg” czy „pelikan łowicz”. Od cholery jest kopii : polonia, stal, gornik, gks, wisła itd. Komuny juz nie ma, mozna pozminiac. Mało jest inwencji.

Andrzej
Andrzej

Znakomita odpowiedź burakowi…

Lechita
Lechita

No akurat Tarnovie znam co najmniej dwie – tę z Tarnowa i z Tarnowa Podgórnego pod Poznaniem 🙂

Boski Diego
Boski Diego

„Błękit Cyców”

kol. Zenon
kol. Zenon

fajny arykuł 🙂

stach paluch
stach paluch

Fajny tekst, choć troszkę bym go uzupełnił.
Po pierwsze: wprawdzie istotnie to trener Lenczyk mocno postawił na Klicha, jednak warto byłoby dodać, że Klich zadebiutował w meczu ligowym pierwszej drużyny Cracovii za kadencji Artura Płatka. Tym bardziej jest to fakt godny podkreślenia – w kontekście mniejszego, czy większego talentu Klicha – że Płatek został trenerem Cracovii 27 października 2008 roku, a Klich zadebiutował u niego już 7 listopada (w drugim ligowym meczu kadencji AP). To nie jest oczywista decyzja: bronisz się przed spadkiem i tak po prostu wypuszczas sobie do podstawowego składu debiutanta, w postaci 17-letniego juniora. Ale właśnie dlatego zawsze będę twierdził, że jakkolwiek Artur Płatek szkoleniowcem jest przeciętnym (choć pod względem taktycznym niczego sobie), to jednak skautem jest zupełnie nieprzypadkowo znakomitym i potencjał zawodników ocenia szybko – zwykle też bez pudła.
Druga sprawa: Klich w wieku 15-17 lat rozgrywki juniorskie „wciągał nosem”, był absolutnym liderem, zachwycał techniką, strzelał piękne i ważne bramki, asystował, oglądało się go z ogromną przyjemnością i naprawdę trzeba było ślepego, żeby się na gościu nie poznać.
Kapustka aż tak bardzo nie błyszczał w juniorach, nie wyróżniał się tak znacząco spośród innych zawodników, z którymi grał – jeśli oczywiście porównywać do Klicha – natomiast bardzo szybko ruszył „z kopyta” w pierwszym zespole. Z tą jedną różnicą, że Kapustka miał w seniorskim zespole o wiele lepszych partnerów, zwłaszcza jeśli chodzi o grę kombinacyjną i o nastawienie cełego zespołu na grę „do przodu”. Klich z kolei, choć umiejętności miał od początku większe, to jednak podczas gry w pierwszym zespole Pasów nie mógł ich w pełni zaprezentować.
Mówiąc wprost: Cracovia Klicha walczyła o utrzymanie, a Cracovia Kapustki – walczyła o pudło.
Tak czy inaczej też mam nadzieję, że kiedyś w kadrze Klichu i Kapi zagrają razem; bardzo jestem ciekaw jak by to wyglądało na dłuższą metę.

Weszło
27.10.2020

Klub z komputera kontra futbolowi giganci. Midtjylland czeka na Liverpool

Jest deszczowy wieczór w Londynie. Rasmus Ankersen przybył właśnie na spotkanie z Matthew Benhamem, świeżo upieczonym właścicielem Brentford, aby porozmawiać w sprawie objęcia urzędu wicedyrektora. Duńczyk miała jednak pewne obawy – zastanawia się, na co stać The Bees, które w trzeciej lidze zajmują trzynaste miejsce. W odpowiedzi usłyszał: mamy dokładnie 42.3% szans, aby awansować. Okazało […]
27.10.2020
Weszło
27.10.2020

Po co mi cztery samochody zamiast dwóch? Marzę, by Pogoń coś wygrała

Wokół Jarosława Mroczka pojawiło się w ostatnich miesiącach dużo emocji. Dla części kibiców stał się powodem, dla którego Pogoń zmarnowała w zeszłym sezonie szansę walki o puchary. Prezes i współwłaściciel szczecińskiego klubu odnosi się w szerokim wywiadzie do wielu palących kwestii. Dlaczego brak cierpliwości kibiców to najtrudniejszy element bycia prezesem Pogoni? Które oskarżenia uważa za […]
27.10.2020
Weszło
27.10.2020

Cezary Kucharski zatrzymany, czyli kolejna odsłona wojny z Robertem Lewandowskim

Polskie media obiegły dziś zdjęcia Cezarego Kucharskiego z charakterystycznym czarnym paskiem na oczach. To kolejny efekt trwającej od dłuższego czasu przepychanki pomiędzy Kucharskim i Robertem Lewandowskim, jego byłym agentem. Albo raczej: wojny, bo etap przepychanek obaj panowie dawno już zakończyli. O co chodzi w całej tej sprawie? Odpowiedź na to pytanie moglibyśmy w zasadzie streścić […]
27.10.2020
Weszło
27.10.2020

Na ile Lewandowski pozwoli swoim kolegom?

Ile goli swoim kolegom pozwoli strzelić Robert Lewandowski, który jest głodny bramek w Lidze Mistrzów, po tym, jak zaliczył pusty przelot z Atletico Madryt? Czy znowu błyśnie Leroy Sane? Jak Manchester City radzić sobie będzie bez Kuna Augero? Czy ultra-ofensywne Ajax i Atalanta zrobią show i czy Real Madryt pójdzie za ciosem po zwycięstwie w […]
27.10.2020
Weszło
27.10.2020

Absurdy niższych lig. Koronawirus, Szumowski na liście, w Niemczech browarek

W niższych ligach pojawia się coraz więcej doniesień świadczących o tym, że kluby wykorzystują sytuację związaną z koronawirusem do przekładania spotkań, gdy akurat kilku zawodników wypada przez pracę czy kontuzje. Niejasne kryteria oceny, kiedy należy odwołać mecz już powodują zamieszanie, a może być jeszcze gorzej. Na dobre skończyła się początkowa sielanka. Teoretycznie nie ma kibiców […]
27.10.2020
Inne sporty
27.10.2020

Lewis 44? Raczej Lewis 92. Droga Hamiltona do rekordu wszech czasów

Lewis Hamilton wygrał 92 wyścigi w Formule 1. Zdominował niemalże wszystkie sezony od 2014 roku włącznie. Droga Hamiltona wydaje się dziś być usłana różami, albo raczej świetnymi samochodami, ale jednak wykręcenie takiej liczby zwycięstw NAPRAWDĘ nie jest najprostszą rzeczą. Przejdźmy przez jej najważniejsze stacje i przyjrzyjmy się, jak Brytyjczyk po raz kolejny przechodził do historii […]
27.10.2020
Weszło
27.10.2020

Klucz do sukcesu to skupiać się na krótkofalowych celach

Z Tomasem Petraskiem porozmawialiśmy o tym jak czuł się na zgrupowaniu reprezentacji Czech, dlaczego system 3-5-2 jest stworzony pod niego, czy odnalazłby się gdyby Papszun posłał go na stałe do ataku, na czym polega rozwój Rakowa Częstochowa, a także czy podjąłby wyzwanie MMA, które rzucił mu Maciej Żurawski z Pogoni Szczecin. Zapraszamy na zapis rozmowy, […]
27.10.2020
Weszło
27.10.2020

„Z Rangersami może być Lechowi łatwiej niż z Cracovią”

Wtorkowa prasa to m.in. wspomnienie „Szalonego Gangu” z Wimbledonu, Kamil Kosowski uważający, że Lechowi może się łatwiej grać z Rangersami niż z Cracovią, Zagłębie Sosnowiec wracające do treningów po pladze koronawirusa i Michał Listkiewicz, uważający, że Lech zebrał za dużo pochwał po meczu z Benfiką.  PRZEGLĄD SPORTOWY Bilans Bayernu pod wodzą Hansiego Flicka jest wręcz […]
27.10.2020
Weszło
27.10.2020

Son i Kane się nie zatrzymują. Tottenham wymęczył wygraną z Burnley

Tottenham w ostatnich meczach u siebie pogubił frajersko punkty z Newcastle i West Hamem. Jednak kiedy„Koguty” wyjeżdżały poza swój stadion, układało się znacznie lepiej. W delegacjach podopieczni Jose Mourinho przejechali się po Southampton i Manchesterze United. Nic więc dziwnego, że byli wyraźnym faworytem starcia na Turf Moor. Nie tylko Tottenham gubi punkty, czołówka również się […]
27.10.2020
Weszło
26.10.2020

Tylko cud może powstrzymać Milan? Raczej kilka w jednym meczu!

Stało się. AC Milan nie wygrał meczu. Ostatnio ekipa z San Siro była w takim sztosie, że niektórzy zaczęli przypisywać Zlatanowi Ibrahimoviciowi nadludzkie moce. Odkąd ten gigantyczny Szwed wpadł do Mediolanu, jego zespół punktuje lepiej nawet od Interu i Juventusu. Dziś zresztą Zlatan znów sieknął dwie bramki, ale niestety dla fanów rossoneri – zdarzył się […]
26.10.2020
Weszło FM
26.10.2020

Wtorek z Ligą Mistrzów na WeszłoFM!

We wtorek na Weszło FM przywitają Was Kamil Gapiński i Michał Łopaciński. Tematem wiodącym audycji będzie oczywiście Liga Mistrzów. Nie zabraknie ciekawych rozmów i łączeń telefonicznych z wyjątkowymi gośćmi. O 10 miłośnicy Ekstraklasy znajdą coś dla siebie. O polskiej lidze w programie „Weszłopolscy” opowiadać między innymi będą: Mateusz Rokuszewski, Jakub Białek, Szymon Janczyk i Paweł […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Górnik bezlitosny dla beniaminków – ograł już każdego

To nie był najlepszy sposób na spędzenie poniedziałkowego popołudnia. Górnik przyjechał do Grodziska w takim stanie, że nie przypominał swoją postawą nawet samego siebie ze starć przegranych z Rakowem czy Zagłębiem. Warta z kolei zagrała po swojemu – próbowała wytrwać bez straty bramki i liczyła na jakiś stały fragment w ataku. Skończyłoby się pewnie na […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

WESZŁOPOLSCY: PACZUL, ROKI, JANCZYK I BIAŁEK

MATEUSZ ROKUSZEWSKI, JAKUB BIAŁEK, PAWEŁ PACZUL I SZYMON JANCZYK. To dzisiejszy skład Weszłopolskich w Kanale Sportowym – startujemy o 20. Najpierw pogadamy o Warta – Górnik, a potem lecimy z resztą kolejki. Gośćmi będą Tomas Petrasek z Rakowa Częstochowa, Tomasz Nowak z Podbeskidzia, a w ankiecie z „Weszło z butami” przepytamy Dawida Abramowicza. Zapraszamy.   […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Od kozaka w Belgii po wysokie loty w ekipie “Mew”

Kozak, Belgia, liga angielska. Obrońcą się zabawi, asystę rzuci, bramką nie pogardzi. Logika podpowiada, że mowa o Kevinie De Bruyne. Drodzy państwo – otóż nie. Niedzielni kibice mogą tego jegomościa nie kojarzyć, wybaczamy, ale koneserzy Fantasy Premier League liczą na jego punkty właściwie co tydzień. Ba, to w końcu przyszły kolega z szatni Jakuba Modera, […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

Hakan odrodzony – żołnierz Calhanoglu powraca do formy

Milan śni, Milan marzy.Milan od 8 marca tego roku jest drużyną niepokonaną. Tymczasem do niegdysiejszej świetnej gry Sukura nawiązał inny Hakan – o nazwisku Calhanoglu. Słowa o większej pewności siebie i traktowaniu San Siro jak domu nie brzmią już jak czcze gadanie. Co się stało, że tak formę wywindowało? Gdyby ktoś chciał temat spłycić, powie: […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

22 zaległe mecze na poziomie centralnym – i dużo, i mało

Wisła Kraków z Lechią Gdańsk o 18.00, Radomiak Radom z GKS-em Tychy o 13.00. A wieczorem Liga Mistrzów. Okres pandemii sprawia, że terminarz w niektóre dni przypomina sen wariata, ale paradoksalnie – to bardzo, bardzo dobrze. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i w środę faktycznie zostaną rozegrane oba mecze, nadrobimy kolejne zaległości. Kolejne, bo […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

„Idioto!”, „debilu!”, „wejdę do ciebie na boisko!”. Skandal na meczu nastolatków

Od czasu do czasu mamy niestety nieprzyjemność pisać o tym, że pojęcie uchwycone pod hashtagiem #SzacunekDlaArbitra wciąż jest obce na wielu stadionach i stadionikach w naszym kraju. Dziś niestety trafił do nas kolejny pożałowania godny incydent, gdzie sędzia padł ofiarą słownej agresji. Incydent tym bardziej oburzający, że dotyczący piłki młodzieżowej. Ba, dziecięcej. W roli głównej […]
26.10.2020
Weszło
26.10.2020

„Siłą Rakowa jest to, że każdy wie, co ma robić na boisku”

– Napastnik żyje z goli, a cztery bramki udało mi się strzelić, ale to nie jest najważniejsze. Wygrywamy mecze. Nie było tak, że nie wykorzystywałem okazji, a my przegrywaliśmy albo remisowaliśmy, więc tak, jestem zadowolony. O to mi od początku chodziło. Inna sprawa, że to jeszcze nie koniec. Wprost przeciwnie. Jestem na początku drogi. Nic […]
26.10.2020