post Avatar

Opublikowane 14.09.2020 08:04 przez

Sebastian Warzecha

To był czwarty z rzędu finał wielkoszlemowy mężczyzn, w którym mistrz wyłoniony został po pięciu setach. Ale ten był szczególny – już przed nim wiadomo było, że wygra go ktoś, kto nigdy wcześniej nie osiągnął takiego sukcesu. I może to sprawiło, że poziomem ten mecz mocno odstawał od oczekiwań. Wynagrodziły to jednak emocje. A tych była prawdziwa mieszanka: radość, smutek, niedowierzanie, złość, ulga… Tę ostatnią szczególnie przeżywali wszyscy związani z Dominikiem Thiemem. Bo to właśnie Austriak został dziś nowym mistrzem wielkoszlemowym. 

Wbrew przewidywaniom

Wszystkie znaki na niebie i ziemi przed rozpoczęciem finału wskazywały, że Dominic Thiem powinien sobie poradzić. Wielu nie oddawało w swoich prognozach nawet seta Saschy Zverevowi. Taki stan rzeczy nie mógł dziwić – Niemiec ledwie się do tego meczu dokulał. W poprzednich dwóch spotkaniach miał wielkie problemy. W półfinale, po raz pierwszy w swej karierze, odwrócił stan rywalizacji od 0:2 w setach i awansował do meczu o tytuł. W tym jednak miał się zmierzyć z Thiemem – swoim przyjacielem, ale i rywalem.

A Austriak był napędzony. Przez cały turniej stracił tylko jednego seta. W półfinale rozegrał znakomite spotkanie z Daniiłem Miedwiediewem, ubiegłorocznym finalistą, w którym nie pozwolił Rosjaninowi rozwinąć skrzydeł i odprawił go po trzech partiach. Przebieg tamtego meczu w pełni kontrolował. Grał pewnie, skutecznie i widowiskowo. Musiał być faworytem finału. Tym bardziej, że dla niego był to czwarty taki mecz, Zverev w tej fazie turnieju wielkoszlemowego debiutował, a na korcie Dominic spędził znacznie mniej czasu i z pewnością był bardziej wypoczęty.

I co się okazało?

Że wszystkie takie przewidywania można o kant rakiety tenisowej rozbić. Sascha grał doskonale. Jego starszy brat, Mischa, mówił przed meczem, że wręcz wymógł na braciaku, by ten obejrzał przegrane starcie z Thiemem z półfinału Australian Open i wyciągnął z niego wnioski. Młodszy Zverev odrobił lekcję doskonale. Grał agresywnie, znakomicie skracał wymiany, często chodził do siatki, gdzie imponował formą wolejową (nigdy nie widzieliśmy go aż tak dobrze grającego w tej części kortu), a do tego znakomicie funkcjonowało jego pierwsze podanie.

Thiem wyglądał, jakby dostał się do finału z przypadku. Popełniał masę niewymuszonych błędów, regularnie oddawał punkty Saschy. Kompletnie nie działał jego return, którym zwykle bardzo sobie pomagał. Jakość piłek zagrywanych na stronę rywala była wprost beznadziejna. Decyzje odnośnie do kierunku zagrań wyglądały, jakby podejmował je losowo. Na domiar złego jego serwis całkowicie go opuścił. A Niemiec z tego korzystał – szybko wygrał dwa sety, w trzecim już na początku przełamał rywala. Wydawało się, że nic złego już nie może się mu przytrafić.

Sami byliśmy o tym przekonani. Na tyle, że zaczęliśmy wtedy pisać tekst o tym, jak to Zverev zdominował to starcie. Ale, jak wszyscy oglądający to spotkanie, zapomnieliśmy o jednej ważnej rzeczy – w boksie Dominica Thiema jako trener zasiada Nicolas Massu. A Chilijczyk, choć wielkich sukcesów w cyklu ATP nie odnosił – poza dwoma złotami igrzysk olimpijskich – to słynął z jednej rzeczy: był niesamowitym walczakiem. Bywało, że zbierał baty, przy których każdy normalny gość po prostu czekałby na koniec, a on i tak biegał do wszystkich piłek. Nigdy się nie poddawał. I widać wbił to do głowy swojemu podopiecznemu.

Cud numer I. Dominic wraca do gry

Nagle coś się w tym meczu zmieniło. Trudno powiedzieć co. W każdy razie, gdy Dominic Thiem wisiał już na linach, a Zverev miał tylko wyprowadzić decydujący, powalający na deski cios, okazało się, że nie jest do tego zdolny. Wręcz przeciwnie. Wyglądało na to, że świadomość tego, jak blisko znalazł się zwycięstwa i życiowego sukcesu, po prostu go sparaliżowała.

Zaczął popełniać błędy, których wcześniej na pewno by uniknął. Wycofał się też nieco, grał bardziej pasywnie, zachowawczo. A że splotło się to z minimalną poprawą gry Dominica, to Austriak wkrótce przełamał Saschę, odrywając się od lin. Po chwili nastąpiło kolejne przełamanie. Zverev zaczął pomagać rywalowi. Popełniał podwójne błędy, wyrzucał proste piłki. Thiem tak naprawdę nie podniósł znacząco swojego poziomu, a i tak był w stanie odwrócić losy trzeciego seta. A potem czwartego, którego też zapisał na swoje konto. Spotkanie do tego momentu wyglądało więc w jego wykonaniu mniej więcej tak, jak na zaprezentowanym poniżej obrazku.

 Trudno było wierzyć w zwycięstwo, ale to robiłem. To finał szlema. Mówiłem sobie, że gram źle, jestem zbyt spięty, mam ciężkie nogi i ręce. Jednak zawsze miałem nadzieję i oczekiwałem, że przy okazji któregoś punktu zdołam się od tego uwolnić. Na szczęście nie było jeszcze zbyt późno, gdy przełamałem go w trzecim secie. Od tego momentu moja wiara robiła się silniejsza i silniejsza. Spodziewałem się trudnego meczu i taki był. Fizycznie na początku byłem na sto procent gotowy. Problemem były jedynie nerwy. Trudno było mi znieść te emocje – mówił Thiem na pomeczowej konferencji.

Przemawiał tam jako zwycięzca. Choć w piątym secie wiele rzeczy mogło potoczyć się zupełnie inaczej.

Cud numer II. Doprowadzenie do tie-breaka

Jeśli dotrwaliście do piątej partii, gratulujemy – wreszcie doczekaliście się naprawdę dobrego tenisa. Kilka zagrań, które zaprezentowali nam wtedy obaj tenisiści, zasługiwało wręcz na owację na stojąco. Sascha znów wrócił do bardziej agresywnej gry, częściej bywał przy siatce, ale Dominic nie miał zamiaru odpuszczać, kilkukrotnie – zdarzyło się, że nawet trzy razy z rzędu dokładnie tym samym forehandem po linii – znakomicie go mijał.

Przełamał Zvereva, szybko wyszedł na prowadzenie. Wydawało się, że zmierza po zwycięstwo, napędzony odrobieniem wyniku od stanu 0:2 w setach i straty przełamania w trzecim. To był moment, w którym Dominic wreszcie odnalazł swoją grę. Lepiej wyglądał jego return, długość zagrań była odpowiednia, pojawiły się też kończące uderzenia. Zverev coraz częściej był zmuszany do pogoni za piłką po całym korcie i coraz częściej nie nadążał. Thiem zmierzał po zwycięstwo.

A potem nagle stracił swój serwis. I wszystko zaczęło się od nowa.

Przez jakiś czas obaj szli łeb w łeb, ramię w ramię i gema w gema. Aż przy stanie 4:3 Sascha Zverev ponownie przełamał Austriaka, by po chwili serwować na mecz. Dominic zauważalnie obniżył wówczas loty. Wiele osób sugerowało zresztą, że Thiem, który kilka chwil wcześniej zaliczył upadek na korcie, zaczął też kuleć. Choć on nie z tych, którzy dawaliby po sobie to do końca poznać.

Znów wisiał więc na linach. Tyle że zabawił się tam w Muhammada Alego. Wszystkie ciosy wymierzone przez Zvereva nie sięgnęły celu, Thiem unikał ich idealnie. W końcu sam wyprowadził swój, a potem kolejny i kolejny, i kolejny. Z 3:5 nagle zrobiło się 6:5, serwował sam Dominic. Jedno było już wtedy pewne: albo wygra spotkanie, albo obejrzymy – po raz pierwszy w historii w męskim finale US Open – tie-breaka piątego seta. Samo w sobie było to już cudem, bo wydawało się, że Zverev nie wypuści tego meczu z rąk. Znowu.

Swoją drogą bohaterem tego spotkania okazał się… stadionowy DJ, który przy 6:5 dla Thiema i interwencji wezwanego na kort fizjoterapeuty, postanowił, że to idealny moment, by puścić „Under Pressure” Queen i Davida Bowiego. Gratulujemy wyczucia.

 Byłem niesamowicie blisko zostania mistrzem wielkoszlemowym. Ledwie kilka gemów, może nawet punktów od tego. To nie trzeci set denerwuje mnie najbardziej, a właśnie piąty. Miałem w nim mnóstwo szans, z których nie skorzystałem – mówił potem Sascha Zverev. Ale nie można mu zarzucić, że nie walczył. Gdy Thiem serwował na mecz, przełamał go. Co prawda Austriak mierzył się wówczas ze skurczami i ledwie był w stanie biegać, ale Niemiec niesamowicie umiejętnie ten fakt wykorzystał. Nie forsował gry, nie szukał kończących piłek. Po prostu grał tak, by zmusić Thiema do biegania. Sascha zagrał jak stary wyga i to dało efekt.

Naprawdę trzeba było więc wierzyć w cud, jeśli kibicowało się Dominicowi. Bo wszystko wskazywało na to, że tego meczu wygrać nie może.

Cud numer III. Na jednej nodze

Ale to jest tenis. Tu wszystko jest możliwe. Tie-breka Thiem rozegrał właściwie w połowie sprawny. Już na samym początku, w pierwszym punkcie, stracił małe przełamanie. Potem nie tyle je odrobił, co kolejne punkty wręczał mu sam Zverev. Zwłaszcza podwójnymi błędami. Nagle Niemiec – który w trakcie meczu potrafił drugim podaniem serwować z prędkością ponad 200 km/h – ledwie przebijał piłkę przez siatkę. Później, na konferencji prasowej, wyjaśnił, że jego też zaczęły łapać skurcze. I właściwie obaj walczyli nie tylko o zwycięstwo, co wręcz o przetrwanie.

Dziwny był więc to tie-break. Wymiany wyglądały jak wyjęte z meczu amatorów, gdzieś na turnieju o Puchar Sołtysa. Obaj przede wszystkim chcieli nie popełnić błędu, obaj czekali, aż zrobi to rywal. Gdy Dominic prowadził 6:4 i miał dwie piłki meczowe, zdecydował się grę przyspieszyć, skończyć to po swojemu. Tyle że na jednej nodze było to naprawdę trudne. I dwa punkty – mimo świetnego przygotowania – zepsuł. Raz trafił w siatkę, raz wyrzucił piłkę na aut.

Chwilę później rozegrał jednak bardzo dobrą wymianę przy serwisie Zvereva. I dostał kolejnego, trzeciego już meczbola. Tym razem nie ryzykował, postanowił poczekać na to, co zaproponuje rywal. A ten, równie zmęczony, piłkę wyrzucił poza linię boczną kortu. Cud się wydarzył, Dominic Thiem został mistrzem wielkoszlemowym. W swoim czwartym finale imprezy tej rangi wreszcie wygrał.

 Skurcze złapały mnie po raz pierwszy od lat. Zgaduję, że nie były związane z fizycznością, a mentalnością. Ale wiara w zwycięstwo okazała się od nich silniejsza. Wygranie ostatniego punktu przyniosło wielką ulgę. Przez cały mecz czułem wielką presję i wielkie emocje. Psychicznie było to bardzo trudne. Całe te cztery tygodnie nie były łatwe – mówił Thiem, który tuż po błędzie Zvereva padł na plecy i skrył twarz w dłoniach.

A potem obaj się uściskali, choć najpierw zbili swoją tradycyjną piątkę. Ten jeden raz odpuścili sobie protokół. Emocje wzięły górę, nie było mowy, żeby mogli to skończyć zbiciem się rakietami. Nie po takim meczu, nie po takim zakończeniu.

Łzy, historia i rodzina

Gdy przemawiał przy okazji odebrania nagrody dla finalisty, Sascha ledwie pohamował emocje. Głos mu się łamał, w oczach miał łzy, kilka razy musiał robić sobie przerwy na opanowanie się. Mówił, że ma nadzieję, że jego rodzina oglądała ten mecz i że rodzice są z niego dumni. Opowiadał, jak trudno jest pogodzić się z taką porażką. Ale też gratulował Dominicowi, mówiąc, że spodziewa się, że to nie ostatni taki puchar w kolekcji Thiema. A Austriak za gratulacje się odwdzięczał.

On swoją szansę na powiększenie kolekcji dostanie zresztą już na Roland Garros. Wiadomo, to terytorium Rafy Nadala i to Hiszpan będzie zdecydowanym faworytem tego turnieju. Ale Dominic najlepszy jest właśnie na mączce, gościł tam przecież w dwóch ostatnich finałach. A skoro zna już smak zwycięstwa wielkoszlemowego, to Rafa powinien się go obawiać znacznie bardziej niż rok czy dwa lata temu, gdy grali o tytuł.

Dzisiejszy mecz był zresztą historyczny na wiele sposobów: po raz pierwszy turniej wielkoszlemowy wygrał zawodnik urodzony w latach 90. Po raz pierwszy w swojej karierze Sascha Zverev przegrał spotkanie po tym, jak prowadził 2:0 w setach. Dominic Thiem został piątym w historii tenisistą, który w finale wielkiego szlema odrobił takie straty i wygrał całe spotkanie – pierwszym od szesnastu lat i pierwszym w erze Open na US Open w ogóle. Zverev za to stał się pierwszym człowiekiem w historii, który w półfinale turnieju tej rangi wyszedł z 0:2 i wygrał mecz, by w finale takie prowadzenie zmarnować i spotkanie przegrać. Dużo tych pierwszych razów, co?

Thiem stał się też drugim w historii mistrzem wielkoszlemowym z Austrii. Po Thomasie Musterze, który w 1995 roku wygrał Roland Garros. David Alaba i Stefan Kraft właśnie zyskali wielkiego rywala w walce o tytuł austriackiego sportowca roku. Choć obaj chyba wyłącznie się z tego cieszą. My za to dostaliśmy początek czegoś, co może być nową erą, o ile tylko za wygraną Thiema pójdą kolejna sukcesy tenisistów, którzy nie są Rogerem Federerem, Rafaelem Nadalem czy Novakiem Djokoviciem.

Dominica na pewno stać na to, by wywalczyć więcej tytułów. Pytanie czy i reszta stawki – ze Zverevem na czele, który ma teraz do wykonania wielką robotę, by wyrzucić ten finał z głowy – jest do tego zdolna.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Opublikowane 14.09.2020 08:04 przez

Sebastian Warzecha

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 1
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dejnonych
Dejnonych

Z dwojga złego wolałem Thiema, choć najbardziej lubię, poza oczywiście Rogerem i Nadalem przebojowego Miedviedieva z tym fikuśnym forehandem i morderczym backhandem. Szkoda, że odpadł w połówce.

Weszło
20.09.2020

Turysta Remy, leniuch Stolarski, czyli krótka rzecz o kompromitacji

To będzie opowieść o dwóch takich, co skompromitowali się z Górnikiem Zabrze. Pierwszy bohater maczał palce przy trzech bramkach przyjezdnych z Zabrza, prezentując całą gamę niekompetencji. Od złego ustawienia, przez krycie na radar, po pilnowanie pustej przestrzeni. Dosłownie wszystko, co tylko najgorsze może zrobić obrońca, wyłączając samobója. Drugi bohater zaś pokazał, że jest niezwykle konsekwentny […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Z Wojciechowskim do Barcelony, trałkowanie i pirania Leo. Sceny z kariery Łukasza Trałki

Ojciec zabierał go na mecze Stali Mielec, Józef Wojciechowski zabierał go prywatnym samolotem na El Clasico. Razem z Paulinho pokonywali w Pucharze Polski zawsze groźny Start Otwock. Poznał od środka szalony świat Antoniego Ptaka, zapisał się w ligowym kolorycie trałkowaniem, w Lechu poznał rozegrał więcej meczów niż Czesław Jakółcewicz czy Teodor Anioła. Łukasz Trałka od […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Lech rozbije Wartę w derbach Poznania? Atrakcyjne kursy na pewną wygraną „Kolejorza”

Derby miasta, na których kibice siedzą na trybunach obok siebie? W Poznaniu to możliwe. Ekstraklasa serwuje nam dziś pierwsze od lat spotkanie dwóch największych, wielkopolskich klubów – Lecha oraz Warty. Czy Poznaniacy, którzy będą chcieli odpocząć po boju z Hammarby, zaliczą wreszcie pierwsze w sezonie zwycięstwo? A może Warta powtórzy niespodziankę sprzed lat? Typujemy ten […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Zagłębie Lubin i napastnicy. Status związku: to skomplikowane

Napastnicy w Zagłębiu Lubin? Bolesny temat. No, chyba że jesteś obrońcą czy bramkarzem przeciwnej drużyny. Wtedy temat staje się przyjemny. Rozumiemy, że nie jest wcale łatwo zastąpić Bartosza Białka. To nie był tylko młodziak z potencjałem. Ładował sporo goli, grał świetnie, przyciągał uwagę i pochwały kibiców. Wysoko zawiesił poprzeczkę. Jednak nie w tym rzecz. Bo […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Derby Poznania są unikalne na skalę europejską

Jaka ma wspomnienia z derbów Poznania? Dlaczego jego marzeniem były bramki na wszystkich poznańskim stadionach i czy udało mu się to zrealizować? Kto kibicuje Warcie, a kto Lechowi i jakie są relacje między fanami obu tych klubów? Dlaczego jako legenda Lecha mógł zagrać w Warcie? Jaką rzeczywistość zastał w Warcie? Jakie jest jego jedno najpiękniejsze […]
20.09.2020
Weszło
19.09.2020

Trio Sobczyk-Jimenez-Nowak bezlitośnie rozjeżdża Legię

Można przecierać oczy ze zdumienia. Ależ to ekscytujący tercet. Klepeczka, jeden kontakt, wymienność pozycji, powtarzalność, efektowność, efektywność. I wszystko to przy skołowaniu defensorów rywali. Górnik Zabrze dysponuje atakiem, którego autentycznie przeciwnicy mogą się bać. Jimenez, Nowak i Sobczyk wyglądają, jakby grali ze sobą nie od miesiąca, a od dobrych kilku lat. Dzisiaj roznieśli Legię. Mistrzowską […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

Tottenham. Gra w piłkę nożną. Golf. Czy to będzie właśnie ta kolejność?

To już oficjalna informacja, Gareth Bale żegna się z Madrytem, na razie w ramach rocznego wypożyczenia, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że to koniec. Walijczyk w Realu zaczynał z ciężarem oczekiwań ważącym przeszło 100 milionów euro. Potem odbył jeden z najpiękniejszych lotów w historii klubu, gdy Królewscy rokrocznie wygrywali Ligę Mistrzów. Ale już pożegnanie […]
19.09.2020
Weszło FM
19.09.2020

Jan Mela, meczyki i Liga Minus. Niedziela w WeszłoFM

Niedzielę w Weszło FM rozpoczniemy programem „W ciemno”, który prowadzi Marcin Ryszka. Jego gościem będzie Jasiek Mela – chodząca inspiracja dla każdego z nas, gość, który mimo niepełnosprawności potrafił zdobyć dwa bieguny. A przy tym to chodząca dawka życiowego luzu, co w połączeniu z podejściem do życia Marcina da mieszankę wybuchową. O godz. 10.00 na antenie […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

Pogoń znów wygrywa po borowaniu bez znieczulenia

Pogoń Szczecin jest na początku tego sezonu w ścisłej czołówce najbrzydziej grających drużyn Ekstraklasy, ale punktowo jest nieźle: cztery mecze, siedem punktów. W Gliwicach „Portowcy” mogli wysoko przegrać, a wygrali. Dziś przez większość spotkania również prezentowali mniej jakości niż zdziesiątkowany Śląsk Wrocław i mimo to ponownie sięgnęli po pełną pulę. Dla nas najlepszą wiadomością jest […]
19.09.2020
Anglia
19.09.2020

Pan piłkarz Mateusz Klich bierze Premier League przebojem!

Bloody hell, co to jest za historia, aż chciałoby się wykrzyknąć. Mateusz Klich wszedł do Premier League nie tylko z drzwiami, ale też z futryną i od razu podporządkował sobie pokój. Znaczy, dobra, brzmi to trochę zbyt podniośle, ale kurczę, kto zabroni nam się cieszyć, że w końcu jakiś polski piłkarz z pola radzi sobie […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

Płacheta z golem, Jóźwiak z asystą, Helik z czerwoną kartką. Działo się w Championship!

Kariera Przemysława Płachety pędzi ostatnio w co najmniej takim tempie, jak on sam po boisku. Pół roku w Pogoni Siedlce, sezon w Podbeskidziu, tyle samo w Śląsku, rekord transferowy wrocławian i przenosiny do Norwich. Nie ma co zapeszać, ale wydaje się, że skrzydłowy nie chce się zatrzymywać. Gdy tylko dostał trochę więcej czasu na boisku, […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

Sukces: Lechię w końcu chciało się oglądać

Widzieliśmy mocniejsze wejścia w sezon niż to w wykonaniu Lechii, bo owszem, punktowo tragedii nie ma, trzy oczka wpadły, ale jeśli chodzi o grę? Nawet nie dramacik, a jeden wielki regularny dramat. Warta mogła spokojnie wygrać, natomiast zapłaciła frycowe, ale już Raków z Górnikiem nie zostawili nawet reszty, ładując gdańszczanom po trzy gole. I cóż, […]
19.09.2020
Niemcy
19.09.2020

Wszystkie problemy Krzysztofa Piątka

Spokojnie. Krzysztof Piątek nie jest w czarnej dziurze. Może już nie grzeje nikogo tak, jak za swoich złotych czasów w Genui i Milanie, ale to dalej bardzo przyzwoity snajper przyzwoitego klubu w bardzo silnej lidze. I na razie nie grozi mu zmiana tego statusu. Polak to żadna efemeryda. Swoje umie i będzie umiał. Problem w […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

FREEBETY w eWinner! 60 PLN na powrót Bundesligi

Tęskniliście za ligowym graniem? Bo my tak i z tego co widzimy eWinner także. Ten legalny polski bukmacher przygotował bowiem atrakcyjną promocję na powrót Bundesligi. Czekają na nas freebety za sam fakt obstawiania meczów piłki nożnej. W ten sposób w sobotę i niedzielę możemy zarobić łącznie 60 PLN! Jak? Sprawdźcie szczegóły promocji „Futbol Totalny”. Gracze […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

Aubameyang czy Fabiański – kto będzie górą w tym pojedynku?

Łukasz Fabiański kontra była drużyna. Co prawda dla „Fabiana” spotkania z Arsenalem nie są już zapewne niczym szczególnym, ale bądź co bądź to jednak potyczka dwóch ekip z Londynu. „Kanonierzy” zwykle niemiłosiernie lali West Ham, więc szykuje się trudne spotkanie dla polskiego bramkarza. Jakie są nasze przewidywania na ten mecz? Tym razem sprawdzamy, jak wygrać […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

Fundambu ładuje przewrotką, Widzew odbija się od dna

Czekaliśmy, czekaliśmy i stało się. Merveille Fundambu zdobył swojego premierowego gola w pierwszej lidze. A że dodatkowo Widzew wygrał i zgarnął pierwsze trzy punkty w nowym sezonie, to zakładamy, że w Łodzi humor gituwa. Zupełnie odmienne nastroje panują za to w Olsztynie. Zero bramek i zero pomysłu na to, jak ten stan rzeczy zmienić. Tak […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

LIVE: Górnik demoluje Legię przy Łazienkowskiej. 3:1!

Stal Mielec w Gdańsku, czyli beniaminkowie wciąż szukający jakiegokolwiek zwycięstwa – czy Lechia okaże się tak przeciętna, by umożliwić? Śląsk Wrocław w Szczecinie, próbujący podkreślić swoją dobrą grę i wysokie aspiracje na tle zespołu, który ma tylko aspiracje, a nie ma gry. Na deser spotkanie przy Łazienkowskiej, gdzie Legia podejmie Górnik – często przy takich […]
19.09.2020
Weszło
19.09.2020

Wraca Serie A! Nowy klub Milika zgarnie trzy punkty na inaugurację?

Serie A najpóźniej wraca do gry, ale też najpóźniej rozgrywki zakończyła. Za nami kilka tygodni transferowego zamieszania, m.in. z udziałem Arkadiusza Milika. Dziś jego – prawdopodobnie – nowy klub może zgarnąć pierwsze punkty w starciu z Hellas Werona. Na jakie typy warto zwrócić uwagę w meczu AS Romy? Sprawdzamy to razem z Totolotkiem! Hellas Werona […]
19.09.2020