post Przemysław Michalak

Opublikowane 16.08.2020 09:47 przez

Przemysław Michalak

Daniel Kajzer dotychczas nie zagrał w Polsce na najwyższym szczeblu, a w I lidze zaliczył jedynie epizod. W Bułgarii za to przez dwa sezony pobytu w Botewie Płowdiw wyrobił sobie więcej niż solidną markę. Rok temu liczył na przełom przechodząc do Śląska Wrocław, ale później przyszedł Matus Putnocky i wychowanek Slavii Ruda Śląska przez cały ekstraklasowy sezon nie podniósł się z ławki. Nic dziwnego, że postanowił odejść. Dziś jest głównym pretendentem do miana numeru jeden w Arce Gdynia. Rozmawiamy z nim o rozczarowaniu w Śląsku, przegranej rywalizacji, przecenieniu swojej pozycji na krajowym rynku, odrzuceniu możliwości powrotu do ligi bułgarskiej i nabuzowaniu przed nowym sezonem. Zapraszamy. 

Kiedy nastawiłeś się na zmianę klubu? Dyrektor sportowy Śląska, Dariusz Sztylka na antenie Weszło FM zapowiedział twoje odejście z dużym wyprzedzeniem.

Tak naprawdę już zimą rozmawialiśmy o wypożyczeniu. Wtedy jednak okazało się, że żona jest w ciąży. Z tego względu nie chcieliśmy zmieniać miejsca zamieszkania na wariackich papierach. Uznaliśmy, że dam sobie jeszcze pół roku szansy w Śląsku i wszystko w tym czasie poukładamy. Ostateczna decyzja o odejściu zapadła po wznowieniu treningów przed odmrożeniem ligi. Po jednej z gierek podszedłem do trenera i powiedziałem, że chcę zmienić barwy, bo nie mam większych szans na regularną grę. Potem to samo powiedziałem dyrektorowi sportowemu. Było to załatwiane z dużym wyprzedzeniem, żeby spokojnie przygotować się do przeprowadzki i całej logistyki. Jednocześnie zaznaczyłem trenerowi, że do końca mogą na mnie liczyć, że będę walczyć o swoje. I tak też było.

Miałeś chwile zniechęcenia? Trudno utrzymywać przez cały czas maksymalną motywację, gdy wiesz, że w praktyce twoja jedyna szansa to kontuzja lub zawieszenie konkurenta.

Raczej nie. Najtrudniej było się odnaleźć na początku. Przychodziłem do Śląska po dwóch udanych sezonach w Bułgarii. W obu wybierano mnie do trójki najlepszych bramkarzy, a w tym drugim chyba w ogóle najlepszym. Nie ukrywam, że trudno było się pogodzić, że we Wrocławiu trafiłem na ławkę. Napędzałem się, powtarzałem sobie, że może coś się zmieni, ale im dalej w las… Wiadomo, jak równą i wysoką formę prezentował Matus Putnocky. Nie było pretekstu, żeby trener coś zmieniał, to nie miałoby sensu. Stąd moja decyzja o zmianie klubu.

Przychodziłeś do Śląska w zupełnie innych okolicznościach niż te, które zastały WKS na starcie sezonu. Miałeś konkurować z Jakubem Słowikiem, a on niespodziewanie odszedł do Japonii i w jego miejsce sprowadzono Putnockiego.

Odejście Kuby Słowika nie stanowiło zaskoczenia. Przed podpisaniem kontraktu wiedziałem, że ma tę ofertę i temat jest zaawansowany. Między innymi właśnie dlatego wybraliśmy Śląsk. Wyszło jak wyszło. Nie jestem pępkiem świata, trener Lavicka decydował tak a nie inaczej. Szanuję jego wybory, ale się z nimi nie pogodziłem.

Wiedziałeś, że w razie odejścia Słowika klub zamierza zatrudnić Putnockiego?

Nie wiedziałem. „Puto” był po słabszym sezonie – swoim i całego Lecha Poznań – ale na warunki Ekstraklasy to bardzo dobry bramkarz, z wiekiem jeszcze ustabilizował formę. Z mojego punktu widzenia szkoda, że tak wyszło, bo straciłem rok. Gdybym wtedy wybrał inaczej, może dziś miałbym więcej meczów na koncie. Życie, nikt nie mógł tego przewidzieć.

Chciała cię też Jagiellonia. Tam problem z bramkarzami mieli znacznie większy, mógłbyś się bardziej wykazać.

Gdyby już nikogo innego nie ściągnęli, wyszłoby, że walczyłbym o skład z Damianem Węglarzem. Też nie wiadomo, jak by się ta rywalizacja zakończyła, ale uważam, że dostałbym więcej szans. Nawet gdybym nie zaczął sezonu jako numer jeden, to mógłbym się wykazać później i miejsca już bym nie oddał.

Ale co do samej rywalizacji z Putnockim, nie miałeś poczucia krzywdy? W Śląsku potwierdził, że jest przynajmniej w najlepszej piątce ligowych bramkarzy.

Jak dla mnie, to nawet w najlepszej trójce. Trudno byłoby mi grać zamiast niego, taka jest prawda. „Puto” po dwóch dniach wystąpił w sparingu, wypadł dobrze i tak się spodobał trenerowi, że już chyba wtedy zdecydował o wyborze „jedynki”. Starałem się na każdym treningu, ale nie oszukujmy się: jeżeli podstawowy bramkarz cały czas broni na dobrym poziomie, to trudno mówić o prawdziwej rywalizacji. Na tej pozycji zmiany przeprowadza się tylko z ważnego powodu. Robiłem, co mogłem, a z jakim skutkiem, wszyscy widzimy.

Pytam o te sprawy, bo pamiętam, co mówiłeś nam tuż po transferze: „Śląsk jako jedyny miał na mnie jasny plan”. Później te plany w ciągu kilku tygodni się zmieniły.

Inaczej to miało wyglądać, przynajmniej tak wynikało z moich rozmów z klubem i z tego, co usłyszeli moi agenci. Ale to nie agenci, dyrektor czy prezes decydują o tym, kto gra. Decyduje trener. Vitezslav Lavicka podjął decyzję i dla zespołu była ona dobra. „Puto” wybronił kilka punktów, a Śląsk zajął najwyższe miejsce w tabeli od paru lat. Jakiś wkład też w to miałem, każdy w drużynie jest ważny, ale Matus miał trochę większy (śmiech). Z jednej strony wybrałem źle, z drugiej – kto mógł przewidzieć, że tak będzie? Sądziłem, że po dwóch udanych latach w Bułgarii wracam do Polski mając już jakąś markę. Praktyka pokazała, że nie za bardzo tak jest. Na takie ligi jak bułgarska nie patrzymy zbyt poważnie, ale to już mój problem.

Nie pomogło ci też błyskawiczne odpadnięcie z Pucharu Polski. Od razu wyłożyliście się na Widzewie, gdy zaliczyłeś swój jedyny występ w pierwszym zespole.

Wszyscy pamiętamy, jak ten mecz wyglądał. Wyszliśmy takim a nie innym składem, nie trafiliśmy z formą. Akurat trafiło na nasz zły okres. W lidze mieliśmy serię remisów, a po porażce w Łodzi przegraliśmy też z Koroną w Ekstraklasie.

Jeśli chodzi o swoją postawę, po tym meczu byłeś przynajmniej względnie zadowolony?

Nie. To był dziwny mecz. Długo nie miałem żadnej okazji, żeby się jakoś mocniej wykazać, a w końcówce dostaliśmy dwa gole. Niewiele mogłem zrobić, bo chodziło o rzut karny i strzał po dwóch rykoszetach. Bolała nas ta porażka, wiedzieliśmy, jak ważne to spotkanie było dla kibiców. Nikt nie może nam zarzucić, że zabrakło motywacji, ale na boisku wyszło inaczej niż chcieliśmy. Kto grał w piłkę, na pewno to rozumie.

Do tego omijały cię mecze w rezerwach.

No tak, nawet tam nie za bardzo mogłem pograć, bo siedziałem na ławce w Ekstraklasie, a mecze przeważnie się nakładały. Tak jak mówię, drużynowo był to sezon udany, indywidualnie mam rok w plecy.

Nie będziesz mówił dyplomatycznie, że przynajmniej zobaczyłeś Ekstraklasę od środka i mogłeś się uczyć na treningach od Putnockiego?

Nie róbmy z Ekstraklasy Ligi Mistrzów, bez przesady. Wiadomo, że swoje robi otoczka, ale nie czułem spełnienia z samego faktu, że udało mi się trafić na najwyższy polski poziom. Chciałem się na nim pokazać. W kraju nigdy nie miałem wysokich notowań, z tego względu musiałem wyjechać do Bułgarii i dopiero tam wystrzeliłem. Bardziej mnie doceniają za granicą niż w Polsce. Taka jest prawda. U nas nadal prawie nikt mnie nie zna, bo nie mam ani jednego meczu w Ekstraklasie i nie zaistniałem w I lidze.

Był zresztą teraz temat powrotu do Botewu Płowdiw.

Tak, dostałem ofertę z Botewu i jeszcze jednego bułgarskiego klubu. Serce mocno chciało tam wrócić. Kibice mnie szanowali, Botew zbudował mocną drużynę. No ale żona na dniach będzie rodzić [rozmawialiśmy w poniedziałek, trzy dni później dzielna żona Daniela urodziła córeczkę, PM], do tego dochodzi niepewność spowodowana koronawirusem – nie wiadomo, co może się wydarzyć jesienią. Zależało nam więc, żeby zostać w kraju i zyskać trochę stabilizacji. Teraz najważniejsza jest nasza córeczka. Przychodząc do Arki schodzę szczebel niżej, ale nie obrażam się, nie jestem zniechęcony. Po tym roku chcę znów zacząć regularnie grać. Uważam, że dużo mogę dać Arce będąc w swojej optymalnej formie. Sądzę, że każda strona będzie zadowolona z tego ruchu.

Podejrzewam, że możemy dopisać trzeci powód, czyli właśnie chęć pokazania się jeszcze na polskim podwórku.

No gdybym teraz wyjechał, bardzo możliwe, że zostalibyśmy za granicą już do końca mojej kariery. Może wracając do Bułgarii wybiłbym się jeszcze gdzieś do Turcji – miałem wcześniej takie oferty – ale w Polsce już trudno byłoby zaistnieć. Za dwa lata będę miał trójkę z przodu. 30-latek z ligi bułgarskiej bez doświadczenia w Ekstraklasie – nie brzmiałoby to atrakcyjnie. Powtórzę: nie traktujemy Bułgarii poważnie, choć dziwi mnie to.

Były krajowe alternatywy dla Arki Gdynia?

Coś się pojawiało, ale mało konkretnego. Tutaj chciał mnie trener, wszystko sprawnie się odbyło. Gdybym uparł się na Ekstraklasę, pewnie coś bym znalazł. Znów jednak byłbym „do rywalizacji”, jak to się dziś ładnie mówi. A mi teraz najbardziej zależy na regularnej grze.

Do Arki przychodzisz jako następca Pavelsa Steinborsa, tutaj twoja rola wydaje się bardziej klarowna.

Pavels wykonał kapitalną robotę, został wybrany do jedenastki wszech czasów Arki, ale Steinbors to Steinbors, a Kajzer to Kajzer. Nie zamierzam się z kimś porównywać i nie chcę, żeby inni to robili.

Trener Mamrot mówił w Weszło FM, że brali zawodników charakternych, pasujących do I ligi, czyli musisz się wpisywać w tę charakterystykę.

Myślę, że tak. Jestem sportowo nabuzowany po nieudanym sezonie w Śląsku, mam swoje ambicje. Już widzę po treningach i sparingach, że na szczęście moja forma zbyt mocno nie ucierpiała. Co by nie mówić, trening we Wrocławiu miałem dobry i coś tam od „Puto” też wyciągnąłem. Bardzo dobry bramkarz, więc dlaczego miałem nie skorzystać? Dziś może to zaprocentować.

Niektórzy po twoim transferze pewnie komentowali „oho, kolejny zawodnik od Kołakowskiego”. Przynależność właśnie do jego agencji mogła mieć większe znaczenie?

Nie sądzę. Jak mówiliśmy, trener Mamrot chciał mnie już rok temu w Jagiellonii, nie od dziś jest do mnie przekonany. Niektórzy i tak będą gadali, nie zwracam na to uwagi. Pan Kołakowski jest na tyle inteligentnym człowiekiem i na tyle dobrze zna ten rynek, że celowo nie brudziłby swojego ogródka. Nie po to zaangażował się w Arkę, żeby teraz robić tam popelinę.

Zakomunikowano ci, że jasnym celem Arki jest awans?

Jeszcze takiej rozmowy nie odbyliśmy. Arka to duży klub, z potencjałem, zaczął być rozsądnie budowany. Krzysiek Mączyński w Śląsku powtarzał, że cele nadrzędne zawsze w zespole są, ale nie ma co o nich mówić, by nie pompować balonika. Wszystko trzeba pokazać na boisku, żyć od meczu do meczu, a nie myśleć o tym, co będzie w maju czy czerwcu. I liga też jest wymagająca, kandydatów do awansu nie zabraknie. Już od inauguracji chcemy budować swoją pewność siebie.

Ale Ekstraklasa pozostaje twoim celem w karierze?

Oczywiście. Mam 28 lat, czyli nie tak mało, ale też nie tak dużo. Przy sprzyjających okolicznościach mogę jeszcze grać przez następną dekadę. Liczę, że prędzej czy później zasmakuję Ekstraklasy w barwach Arki. Wiem, co potrafię, a widząc wszystko od środka przez ostatni rok, naprawdę nie czułem, żebym był słabszy. Jeden powie, że miałem pecha, drugi, że to nie ten poziom. Spokojnie, dam sobie radę, I liga nie jest szczytem moich możliwości.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. Newspix/Arka Gdynia/Stanisław Wrzosek/Accredito

Opublikowane 16.08.2020 09:47 przez

Przemysław Michalak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 3
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Koval90PL
Koval90PL

Gość trafił za rywala Putnockyego w dobrej formie. Dziwne by było jakby Lavicka nagle zdjął Słowaka, skoro ten dobrze wyglądał. To specyficzna pozycja. Jakby był skrzydłowym to mógłby z ławki wchodzić i pokazać swoje, no ale to bramkarz. Sądzę, że w Gdynii pokaże się z dobrej strony, bo te jego sezony na Bułgarii pokazują, że na pewno potencjał ma.

Dcc
Dcc

Koń by się uśmiał, synek myśli że w Bułgarii poza łudogorcem może wyrobić sobie markę.. Xd

Zenon
Zenon

Kto?

Weszło
26.11.2020

Villas-Boas: – Chciałbym, aby FIFA zastrzegła numer „10” we wszystkich rozgrywkach

Andre Villas-Boas zaapelował wczoraj, by FIFA zastrzegła numer dziesiąty na koszulkach wszystkich drużyn świata. My na ten apel odpowiadamy własnym: panie Boas, uspokój się pan. Kontrowersyjny pomysł Piłkarski świat znalazł się w żałobie po śmierci jednego z najwybitniejszych piłkarzy w dziejach. Zdaniem wielu – po prostu najwybitniejszego. My w naszym rankingu najlepszych zawodników wszech czasów […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Piętnaście pustych stadionów i oprawa

Spośród szesnastu rozegranych w ostatnich dwóch dniach meczów Ligi Mistrzów, piętnaście odbyło się bez udziału publiczności. Nawet państwa dość liberalnie podchodzące do obostrzeń koronawirusowych, stadiony pozostawiają puste, niezależnie od tego, jak doniosłą okazją jest mecz europejskich pucharów. Grecja, Francja, Ukraina, oczywiście Niemcy czy Anglia – hymn Ligi Mistrzów niósł się po trybunach echem niezagłuszonym choćby […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Basałaj: „Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie”

– Wydaje mi się, że trudno dziś znaleźć piłkarza o takiej złożonej osobowości. Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie. Myślę, że go to męczyło. Prezes Boniek mówił, że za każdym razem, jak się spotykali, prywatnie był przemiłym człowiekiem, fantastycznym i pełnym ciepła rozmówcą. Może to zderzenie z mediami, z namolnymi kibicami, z całą globalną […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchacz i gra w defensywie? To na razie nie jest dobrana para

Tymoteusz Puchacz kapitalnie zaprezentował się w ostatnim spotkaniu Ligi Europy przeciwko Standardowi Liege. Nie tylko zapisał na swoim koncie dwie asysty, ale całkowicie zdominował lewą stronę boiska. Swoją aktywnością, dynamiką, wydolnością. Wszędzie było go pełno. Powszechne stały się głosy, że Jerzy Brzęczek powinien powołać lewego obrońcę Lecha Poznań na zgrupowanie reprezentacji Polski. A potem przyszedł […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchary, korupcja i przekręcanie nazwisk. Raymond Goethals, rewolucjonista z Belgii

– Nie marudź, graj! – pokrzykiwał do swoich piłkarzy Raymond Goethals w szatni, na treningu oraz na meczu. Charakterystyczny, brukselski akcent wystarczał, żeby zawodnik brał się w garść i wracał do pracy. Bez znaczenia, czy był to Alen Boksić, Paul van Himst, Rob Rensenbrink, czy Arie Haan. Szacunek do trenera miał każdy. Ciężko było go […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Maradona miał osobowość dużego dziecka. Czasem widziałem łzy w jego oczach

– Miał osobowość dużego dziecka i chyba do końca takim dużym dzieckiem pozostał. Czasem widziałem prawie że łzy w jego oczach. Albo może nie prawie, czasem to wręcz dosłownie. Taką bezradność – ciągle kopią, faulują, no dlaczego oni to robią? Dlaczego zabierają mi tę zabawkę, czyli piłkę, w sposób nieprzepisowy? Było to momentami rozbrajające. Michel […]
26.11.2020
Weszło Extra
26.11.2020

Marcin Kikut: Gdybyśmy ograli Bragę, dotarlibyśmy do finału Ligi Europy

Dekadę temu Lech Poznań zapisał jedną z piękniejszych kart w historii swoich występów w europejskich pucharach i jak na razie jedną z dwóch najpiękniejszych jeśli chodzi o polskie kluby na międzynarodowej arenie w XXI wieku. Wielki udział w tamtych sukcesach miał Marcin Kikut, który dziś znajduje się zupełnie poza piłką, skupiając na biznesie hotelarskim. Wspominamy […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Lechu, musisz. O przedłużenie szans na awans

To jest ten moment. Moment, kiedy tegoroczna pucharowa przygoda Lecha nie skręci w klasycznym dla polskiej piłki kierunku. Powalczyli. Pokazali się. Zagrali dobrze mecze. Ale, ostatecznie, przegrali, nie awansowali. My wiemy, że jest jeszcze Benfica, że Rangersi mają najlepszą formę od lat. Ale sensacje to też sól futbolu. Aby zapracować na możliwość zrobienia sensacji, trzeba […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Wygrana Lecha, precyzja Ishaka | TYPY I KURSY NA LIGĘ EUROPY

Dla piłkarzy Dariusza Żurawia nadchodzi czas odpowiedzi. Przed Lechem Poznań mecz, który może zadecydować o tym, czy ekipa z Wielkopolski zakończy grupę na trzecim, czy na czwartym miejscu. Zresztą – nieczego Lechowi nie odbierajmy. Kto wie, może zwycięstwo w Belgii doda im jeszcze chęci na walkę o awans. W każdym razie na mecz ze Standardem […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Na Maradonę wszyscy czekali. Czułem jego boską aurę wielkości

– Jedno rzucało mi się w oczy: on zawsze przychodził ostatni. Wszyscy stali już w tunelu, czekali, ale kiedy szedł, to widać było, że nadchodzi coś wyjątkowego. Ktoś wielki, jedyny w swoim rodzaju. Byli przy nim ludzie, czy to masażysta, czy to rehabilitant, czy to ktoś jeszcze. Pokrzykiwał, wychodził, emanował aurą wielkości. Wyróżniał się. Pamiętam […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

„Panowie, tak nadmuchaliśmy ten balon, że całe miasto uwierzyło, że pokonamy Barcelonę”

Historia polskiego futbolu pełna jest meczów, które Kazik Staszewski sprawnie uchwycił niegdyś pod chwytliwym stwierdzeniem: „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka…”. Jednym z najsłynniejszych spotkań z tej kategorii zdecydowanie jest rewanżowe starcie Lecha Poznań z FC Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów 1988/89. „Kolejorz” miał wówczas wymarzoną okazję, by wyrzucić Katalończyków z rozgrywek. Choć w ich […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Super Kurs w Superbet! 30.00 na wygraną Lecha z Liege!

Legalny bukmacher Superbet wraca z kolejną odsłoną mega promocji dla nowych graczy. W Superbet za wygraną Lecha Poznań ze Standardem Liege dostaniemy kurs 30.00! Jak skorzystać z tej oferty? Już wyjaśniamy. Żeby wziąć udział w promocji, trzeba po pierwsze założyć konto w Superbet. Potem wpłacamy na nie minimum 50 PLN, zaznaczamy zgody marketingowe i formalności […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

PRASA. Pożegnanie i wspomnienie Diego Maradony

Polskie media żegnają dziś Diego Armando Maradonę. W prasie znajdziemy sporo wspomnień o Argentyńczyku. – Beznadziejna akcja, jakiś baran podał mi na głowę – mi na głowę! – bo już nie wiedział, co zrobić, a ja skoczyłem i podstawiłem rękę. Mówiłem, że to była ręka Boga, ale to była ręka Diega. Zwędziłem nią Angolom portfel. […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

40 mgnień Diego Maradony. „Ludzie zabijają się, by pocałować moje buty”

Był postacią wielką. Barwną. Niejednoznaczną. Upadłą. 40 mgnień z życia Diego Maradony. W reprezentacji zadebiutował w wieku szesnastu lat. Czy jest lepszy dowód na skalę talentu, jakim został obdarzony? Prawdopodobnie nie. Powołanie dostał po czterech miesiącach w dorosłej piłce. Debiutować przyszło mu na słynnej La Bombonerze w meczu z Węgrami. Gładko wygranym – skończyło się 5:1, […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Najdłuższy skok bez spadochronu

Oglądaliście kiedyś retransmisję meczu ukochanej drużyny, znając już niekorzystny dla niej wynik? Przez 90 minut towarzyszy ci wyłącznie myśl, że skończy się źle. Chwilami może się wydawać, kurczę, a gdyby jednak udało się oszukać los? Ale to złudzenie. Miraż. Od początku jest jasne – na końcu nie ma niczego dobrego, na końcu są ból i […]
26.11.2020
Weszło
25.11.2020

Jaki dzień, taki mecz

25 listopada 2020 na zawsze zostanie zapamiętany jako bardzo smutny dla wszystkich fanów futbolu na całym świecie. Jeśli ktoś zdecydował się obejrzeć rywalizację Atletico Madryt z Lokomotiv Moskwa, mógł wpaść w jeszcze bardziej melancholijny nastrój. Puste krzesełka na Wanda Metropolitano, ogromna ulewa i przejmująca minuta ciszy ku czci zmarłego Diego Armando Maradony. W tym momencie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Albo jesteś Lewandowski, albo jesteś Szoboszlai

To nie był prosty mecz dla Bayernu. RB Salzburg notorycznie atakował bramkę Bawarczyków, zagrażając gospodarzom nawet wtedy, gdy ci prowadzili już 3:0. Być może nawet by zdołali uszczknąć z tego spotkania jeden punkt, no ale ekipa z Monachium miała Lewandowskiego, a Austriacy Szoboszlaia. Widzicie różnicę? Pewnie tak.  Nic lepiej nie zobrazuje tego meczu niż dwie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Atalanta odżyła i zdobyła Anfield. W grupie D jeszcze będzie ciekawie

– Czy nadal jesteście liderami? – pytały dziś włoskie media, a to pytanie adresowane było do magików z Bergamo. Papu Gomeza, Josipa Ilicicia czy Duvana Zapaty. Podstawy ku temu zdecydowanie były, bo w listopadzie La Dea nie wygrała żadnego meczu, remisując z beniaminkiem ze Spezii, czy przyjmując piątkę od Liverpoolu. Jak odpowiedzieli na to liderzy? Najlepiej, jak potrafili. Papu […]
25.11.2020