Reklama

Odprawa, która poruszyła zespół i hat-trick prosto z trybuny – jak awansowała Warta?

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

01 sierpnia 2020, 18:19 • 5 min czytania 29 komentarzy

Tuż po wygranym meczu z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza w obozie Warty rozpoczęły się dyskusje co do tego, jak przygotować zespół na decydujące starcie o awansie do Ekstraklasy. W sztabie szkoleniowym wykiełkowała myśl na niecodzienną odprawę przedmeczową. Jednym z pomysłodawców był… Maciej Bartoszek, który dobrze zna się z Piotrem Tworkiem.

Odprawa, która poruszyła zespół i hat-trick prosto z trybuny – jak awansowała Warta?

Pomysł był prosty – sztab miał pozbierać od rodzin piłkarzy nagrania ze słowami wsparcia przed meczem z Radomiakiem Radom. Trener Piotr Tworek miał tylko jedną prośbę do żon, narzeczonych, dziewczyn, rodziców swoich piłkarzy – przed puszczeniem filmiku w szatni nic, ale to absolutnie nic nie może dostać się do zawodników. – To bardzo ważne. Nagrajcie kilka słów otuchy, ale nie mówcie o tym nic chłopakom – prosił szkoleniowiec.

Proces nagrywania udało się dochować w tajemnicy. Rodziny nie musiały chować się po kątach w domu, bo piłkarze stacjonowali na zgrupowaniu w Grodzisku Wielkopolskim. Zbieranie nagrań trwało właściwie do ostatnich godzin przed odprawą. Nikt nie miał zostać pominięty, każdy zawodnik miał zobaczyć na wideo kogoś bliskiego. Jeśli nie mogła podesłać nagrania żona, to robił to kolega z juniorów. Do sztabu Warty dotarły m.in. nagrania od aktualnych reprezentantów Polski.

Sztab puścił zmontowany film w dniu meczu z Radomiakiem. Każdy mógł zobaczyć swoich bliskich, usłyszeć od nich kilka ciepłych słów. Najbardziej wzruszające były słowa od Marty Kieliby, żony Bartosza, kapitana warciarzy. To małżeństwo, które wiele już przeszło. Ich córka Maja cierpi na bardzo poważną chorobę – rdzeniowy zanik mięśni. Przez ostatnie dwa lata rodzina Kielibów albo walczyła o jej życie, albo była w rozłące, bo Marta z Mają i starszym synem przebywały we Włoszech na nowatorskiej terapii leczeniowej.

Kochanie, wiesz, że dla nas nie ma rzeczy niemożliwych – mówi Marta Kieliba na nagraniu.

Reklama

Część zespołu kończyła oglądanie tej odprawy z łzami w oczach.

W kadrze na mecz z Radomiakiem znalazło się kilku zawodników, którzy pamiętali jeszcze grę Warty w III czy II lidze. Z opaską kapitana biegał wspomniany Kieliba. Nieoceniona była interwencja Adriana Lisa w pierwszej połowie po strzale Mateusza Cichockiego. Chyba swój najlepszy mecz w sezonie zagrał Michał Grobelny. Kluczową zmianę dał Adrian Laskowski, o którym mówi się w klubie, że gdyby nie liczne urazy, to już dawno trafiłby do Ekstraklasy. Na lewej obronie hasał Jakub Kiełb. W ataku zagrał Łukasz Spławski, który przecież w pewnym momencie był już skreślony przy Drodze Dębińskiej.

To właśnie na Spławski został podyktowany rzut karny przy golu na 1:0. Podyktowany po wideoweryfikacji, o którą bardzo zabiegał Marcin Janicki, szef rady nadzorczej Warty oraz prezes Pierwszej Ligi Piłkarskiej. Janicki chciał, by baraże miały swój prestiż dzięki obecności VAR-u na wszystkich trzech spotkaniach decydujących o awansie do Ekstraklasy. Nie przypuszczał pewnie, że w obu meczach barażowych Warty wszystkie gole padną właśnie po interwencji VAR-u.

Oto człowiek, który z loży strzelił hat-tricka w barażu! – śmiano się w klubie po awansie.

Symptomatyczna była zresztą scenka z pierwszego barażu z Termalicą. Wynik wisiał na włosku, Warta prowadziła 1:0, a w ostatniej minucie doliczonego czasu gry w pole karne warciarzy pobiegł bramkarz Tomasz Loska. Janicki miał flashbacki z Katowic. Wówczas, gdy pracował w GKS-ie Katowice, jego zespół został spuszczony do II ligi po golu Andrzeja Witana, golkipera Bytovii Bytów. We wtorek Janicki widząc biegnącego w pole karne Loskę krzyknął tylko z trybuny: – Bramkarza, bramkarza kryjmy!

Napięcie w obozie Warty było widać właściwie już od wjazdu na parking przy ulicy Powstańców Chocieszyńskich. Wzdłuż hotelu przechadzał się – i przed meczem z Termalica, i przed Radomiakiem – Bartłomiej Farjaszewski, właściciel klubu. – Nerwówka? Mało powiedziane… – mówił cały zestresowany. – Robiłem sobie takie amatorskie EKG zegarkiem elektronicznym. Nie wiem co to znaczy, ale wygląda mi na jakiś stan przedzawałowy – pokazywał Michał Wieczorek, prezes zarządu Warty. Karol Majewski, kierownik drużyny, podczas obu meczów z nerwów ledwo wytrzymywał na obu meczach barażowych. A przecież to człowiek, który z „Zielonymi” przeżył jeszcze Ekstraklasę w latach ’90, spadek do I ligi, spadki do II czy III ligi. A później był świadkiem odbudowy – od czwartego poziomu rozgrywkowego po ekstraklasowe salony.

Reklama

Symptomatyczne były te obrazki po zakończeniu spotkania z Radomiakiem. Część piłkarzy po prostu padła na murawę ze zmęczenia, bo 90 minut grania w tym upale było wyczerpujące. A część nie bardzo wiedziała co tak naprawdę zrobić. Bo awans do Ekstraklasy nadal do warciarzy nie docierał. Dla nich to wciąż jak zderzenie dwóch światów. W Ekstraklasie zagrali z nich tylko nieliczni – Łukasz Trałka, Mateusz Kupczak, kilkunastominutowy epizodzik zaliczył Michał Jakóbowski. Mariusz Rybicki w Ekstraklasie grał siedem lat temu. A tak? Byli trzecioligowcy, drugoligowcy, pierwszoligowcy, wychowankowie Warty. Dla wielu z nich Ekstraklasa była światem, który ogląda się gdzieś w Canal+, a oni jeszcze niedawno jeździli na mecze do Warlubia czy Solca Kujawskiego. A lada moment w tej Ekstraklasie zagrają. Naprawdę.

W Warcie nie ma czasu na odpoczynek. Piłkarze dostali kilka dni wolnego, ale władze klubu już dzisiaj spotkały się na komitecie transferowym. W przypadku „Zielonych” każdy dzień jest cenny, bo przecież niektóre kluby Ekstraklasy rozpoczęły już przygotowania do sezonu. A przecież już za dwa tygodnie warciarzy czeka pierwszy mecz 1/32 Pucharu Polski. Trener Tworek zalecił swoim piłkarzowi świętowanie, żeby dać głowom odpocząć po tym długim i trudnym sezonie.

– Ale wejdziemy do gry z marszu. I jeszcze niejeden numer w Ekstraklasie wywiniemy – twierdzi szkoleniowiec beniaminka. Oczywiście nikt przy Drodze Dębińskiej nie stawia przed warciarzami celów typu „walka o górną ósemkę”. Celem jest utrzymanie – możliwie jak najspokojniejsze. Sportowe ruchy już się zaczęły, pewnie na dniach usłyszymy o pierwszych transferach. Ale jeszcze ważniejsze mogą okazać się działania infrastrukturalne. Jesienią poznaniacy na pewno będą grali w Grodzisku Wielkopolskim. Ale równolegle z budową drużyny ma przebiegać przebudowa „Ogródka”.

Wszystko po to, by ten awans nie był tylko wyzerowaniem licznika „ile lat Warta czeka na powrót do Ekstraklasy”.

fot. NewsPix

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

29 komentarzy

Loading...