Kielce z kontrofertą dla Niemców. Światło w tunelu dla Korony

Jakub Białek

29 lipca 2020, 12:21 • 4 min czytania

Kielce z kontrofertą dla Niemców. Światło w tunelu dla Korony

Czy Korona Kielce zostanie uratowana? Rodzina Hundsdörferów nie zamierza już dalej utrzymywać niechcianego dziecka i chętnie odda je Kielcom, ale… po spełnieniu kilku warunków. Przedstawiamy szczegóły oferty niemieckiego właściciela i kontrofertę miasta, która została ustalona wczoraj.

Reklama

Jak duże są rozbieżności? Na nasze oko – stosunkowo niewielkie. A na pewno nie są na tyle duże, by sprawa nie mogła być doprowadzona do końca.

Dwa kluczowe i najważniejsze fakty: 

  • Niemcy zgodzili się na dokapitalizowanie spółki w kwocie około 3,6 miliona złotych (wówczas miasto Kielce dokłada 1,4 miliona jako mniejszościowy akcjonariusz),
  • Niemcy zaproponowali oddanie klubu za złotówkę.

Nie stanie się to jednak tak po prostu. W ofercie Hundsdörferów znalazło się kilka warunków. Omówmy je krok po kroku.

Reklama

Pierwszy, najważniejszy warunek – całe dokapitalizowanie zostaje od razu wypłacone przez Niemców jako spłata pożyczki długoterminowej.

Hundsdorferowie włożyli w Koronę około 12 milionów złotych żywej gotówki w formie pożyczek długoterminowych. Czyli klasyczny manewr – właściciel niby daje pieniądze, klub nimi obraca, ale później właściciel odbiera wszystko, co wpłacił, często z odsetkami (jeśli nie zdecyduje się na umorzenie pożyczki). Niemcy „oddali sobie” już sześć milionów, do zabrania pozostało kolejne sześć.

Poza tym…
  • zakupili akcje za 3 miliony złotych (kwota ta, co oczywiste, nie trafiła do Korony),
  • przeprowadzili dokapitalizowanie (razem z miastem!), za które spłacili połowę długu właścicielskiego.

A więc: tak, będzie wyczekiwane dokapitalizowanie. Ale klub zarazem nie obejrzy z tego dokapitalizowania ani złotówki.

Bieżące problemy Korony w tym wariancie nijak nie zostają rozwiązane. Po prostu Korona ma w tej sytuacji mniejszy dług, ale to nie jest pokrycie bieżących zobowiązań, które mogą stanowić przeszkodę w w przyznaniu licencji na przyszły sezon. Trzeba uregulować w pierwszej kolejności palące zaległości (kontrakty zawodników, trenerów, opłatę za stadion itd.). Takim sposobem dochodzimy do drugiego warunku…

Miasto zobowiązuje się posprzątać po Niemcach

Poprzedni sezon Korony przyniósł stratę w wysokości około 4,5 milionów złotych. Pierwotnym celem dokapitalizowania klubu miało być pokrycie właśnie tej kwoty. Powody zadłużenia są oczywiste – absurdalna polityka kadrowa, przypadkowi piłkarze, kosmiczna pensja zarządu i Gino Lettieriego. Hulaj dusza, piekła nie ma – mniej więcej takie hasło przyświecało Krzysztofowi Zającowi.

Niemcy oczekują, że miasto zabezpieczy w swoim budżecie środki na wyczyszczenie bałaganu, jaki zrobili. Miasto jest w stanie przystać na tę propozycję.

Hundsdörferowie wymagają też innej deklaracji – że Kielce zabezpieczą w budżecie środki na funkcjonowanie klubu w przyszłym sezonie pierwszej ligi. Na to także jest zgoda Kielc. Ale to akurat oczywiste rozwiązanie – skoro za chwilę miasto ma stać się stuprocentowym właścicielem Korony, musi ją finansować. 

Co jest kością niezgody?

Wszystkie powyższe ustalenia weszłyby w życie w zasadzie od razu po podpisaniu papierów. Niemcy oczekują, że Kielce zobowiążą się jeszcze do trzech warunków w dłuższej perspektywie…

  • do końca roku spłacą resztę zadłużenia właścicielskiego (około 700-800 tysięcy złotych),
  • gdy znajdą nowego inwestora, na konto Niemców trafi dodatkowy milion złotych,
  • gdy Korona wróci do Ekstraklasy, Hundsdörferowie chcą skasować pół miliona złotych „premii”.

I na żaden z tych zapisów NIE GODZI się miasto, co zostało przedstawione w kontrofercie. Jak szybko można policzyć – rozbieżność to około 2,3 miliona złotych. Biorąc pod uwagę skalę zakrętu, na którym znalazła się Korona – pojawia się światło w tunelu.

Jak zachowają się Niemcy?

Kluczowe jest to, jak zachowają się w tej sytuacji Niemcy. Jeśli zaakceptują kontrofertę Kielc, do 4 sierpnia ma dojść do dokapitalizowania klubu, 5 sierpnia zostanie złożony wniosek licencyjny, a później sfinalizowane zostanie oddanie udziałów w ręce miasta. W Kielcach spodziewają się jednak wszystkiego. Może być tak, że Niemcy nawet nie odniosą się do kontroferty? Jak najbardziej. Może być tak, że ją zaakceptują, a jak przyjdzie co do czego nie pojawią się w Kielcach? Zaraz, zaraz, czy my już nie przerabialiśmy podobnego scenariusza?

Nieufność jest duża. Gdzieniegdzie można usłyszeć o obawach, że dla Niemców atrakcyjniejsze może stać się doprowadzenie spółki do upadłości. Dla miasta obecna sytuacja negocjacyjna jest wysoce niekomfortowa. Po pierwsze – goni czas. Druga sprawa – przyszłość klubu jest zagrożona, więc Kielce niejako muszą grać w karty rozdawane przez Hundsdörferów. Po trzecie – intencje Niemców wciąż są niejasne. I czwarte – są nieobliczalni. Po piąte – negocjacje toczą się za pośrednictwem pism, które muszą być przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego. Warto dodać, że w debatach na sesji Rady Miasta brał udział także… Maciej Bartoszek.

Miasto docelowo chce przejąć sto procent akcji Korony i jak najszybciej oddać ją w ręce innego, znacznie bardziej wiarygodnego inwestora. Zagraniczny kapitał miał być dla Kielc wybawieniem, tymczasem wyszło tak, że przez trzy lata niemieckich rządów z miejskiej kasy wpompowano w klub 18 milionów złotych. Na stałe, nie w formie pożyczki właścicielskiej. Przypomnijmy – mowa o mniejszościowym właścicielu, który posiada w rękach tylko 28% akcji.

Trudno o inny wniosek niż ten, że dla Niemców Kielce były atrakcyjną dojną krową. I skoro już miasto nadal łoży pieniądze na Koronę, optymalnie byłoby, gdyby przynajmniej płaciło na klub, nad którym ma kontrolę.

Fot. FotoPyK

Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama