Odszedł zdecydowanie za wcześnie. Szok. Nie dało się go nie lubić. Wyjątkowa postać. Lider w szatni i na boisku. Pytając kolejne osoby, które na różnych etapach kariery spotykały Piotra Rockiego, wyłania nam się obraz człowieka, za którym naprawdę wielu zapłacze. Zmarł nie tylko jeden z najbardziej charakterystycznych ligowców pierwszej dekady XXI wieku. Polska piłka traci też postać wyjątkową pod wieloma innymi względami. Postaraliśmy się, żeby wspomnienia na jego temat mimo wszystko mogły wywołać uśmiech na twarzy. Bo to właśnie uśmiech był jedną z charakterystycznych cech „Rocky’ego”.

„Tylko kibice rywali go nie lubili”. Koledzy wspominają Piotra Rockiego

Rzadko spotyka się tak pozytywne osoby, tworzące tak dobrą atmosferę w drużynie. Jak się odezwał, to wszystkim gacie spadały. Książkę moglibyśmy napisać. Był wyjątkową postacią – ciągle uśmiechnięty, dbający o pozytywną aurę w swoim otoczeniu. W jakiej szatni by nie się nie znalazł, byłby wodzirejem. Dziś takich osób w piłce już zbyt dużo nie ma. Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc. Nie czuło się czegoś na zasadzie „ja jestem starszy, proszę mi okazywać szacunek, a kiedyś przyjdzie moment, że to się wyrówna”. Od samego początku miał koleżeńskie nastawienie do młodszych, ujmował swoją otwartością – opowiada Marcin Komorowski, który spotkał go w Legii Warszawa. Wiadomość o śmierci dawnego kolegi zaskoczyła go z podwójną mocą, bo wcześniej nie wiedział, że znalazł się w szpitalu.

Początkowo niektórzy mogli mieć pewne obawy, bo to był jeszcze zawodnik ze starej szkoły. Piotrek jednak szybko zacierał dystans, nawet jeśli ktoś wcześniej nie miał kontaktu z takimi ogranymi ligowcami. 5-10 minut na treningu, jeden żart i bariera znikała. Trudno go było nie lubić i nie szanować. Zawsze dawał jakość na boisku, a poza nim należał do najweselszych osób. Chyba każdy miał z nim dobry kontakt. W dowolnym momencie potrafił z rękawa rzucić historią na dowolny temat – mówi Bartłomiej Babiarz, który w sezonie 2012/13 grał z Rockim w GKS-ie Tychy.

Młodsi zawodnicy na początku byli w niego wpatrzeni jak w obrazek, ale on tego nie chciał. Starał się ich przestawić, że jest kolegą z boiska, a nie panem Piotrem. Posłuch tak czy siak miał – od braci Mak w I lidze, po chłopaków, którzy są teraz. Czerpali garściami z tego, co mówił – potwierdza prezes Ruchu Radzionków, Marcin Wąsiak.

Legenda w Radzionkowie

Gdy Rocki przychodził do „Cidrów” w 2010 roku, miał już 36 lat. Mimo to został ich legendą. Dwa sezony spędził w I lidze, a po dwóch latach wrócił – już do zaledwie IV ligi. W Ruchu grał aż do sezonu 2017/18. Kiedy wieszał buty na kołku, miał 44 lata. W tym czasie pełnił już tę funkcję asystenta Kamila Rakoczego, a po jego odejściu nawet przez chwilę samodzielnie prowadził zespół. – Chyba nikt nie zakładał, że to potrwa aż tak długo, że ciągle będzie miał z grania tyle frajdy. Gdyby nie problemy z biodrem, może do końca by grał – komentuje Wąsiak.

I dodaje: – W pewnym momencie „Rocky” był już w zasadzie ambasadorem klubu. Razem jeździliśmy na spotkania ze sponsorami. Angażował się też w tematy związane z wyszukiwaniem młodych talentów. Dopiero zaczynał swoją nową drogę. Na początku mówił, że trenerka w ogóle nie jest dla niego i taki wariant go nie interesuje. Później, gdy trener Rakoczy zaproponował mu rolę asystenta, wciągnął się i zapisał na kurs trenerski. Niedawno zrobił licencję UEFA A. Miał wielu kolegów, którzy są trenerami, chociażby Darka Dźwigałę. Naprowadzali go i podpowiadali. Nie było przesłanek wskazujących, że mógłby być nie wiadomo jakim trenerem, ale bardzo się rozwijał. Każde kolejne pół roku robiłoby różnicę i kto wie. Może jeszcze by nas zaskoczył i za dwa lata okazałoby się, że to szkoleniowiec na Ekstraklasę. Tego się już niestety nie dowiemy.

Jan Woś dzielił szatnię z Rockim najpierw w Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, a później w Odrze Wodzisław. W czasach Groclinu przez rok byli sąsiadami, ich rodziny mieszkały w jednym budynku.

W Grodzisku przeżywałem ciężki okres. Po przyjściu z Ruchu Chorzów nie mogłem się przestawić na zupełnie inny sposób trenowania. Byłem wiecznie zmęczony, a on wręcz przeciwnie. Jeżeli mieliśmy dwa treningi dziennie i jechaliśmy między nimi do domu, to ja szedłem w kimono. On za to pompował basen dzieciakom albo mył auto. Zawsze wtedy pytał, czy mi też nie umyć. Piotruś non stop był pobudzony, nigdy nie mógł usiedzieć w miejscu. Musiał coś robić. W życiu nie spotkałem bardziej energetycznego człowieka. Był zakochany w swoich dzieciach, dużo uwagi poświęcał rodzinie. Jak basen się przebił, zaraz jechaliśmy go łatać. Nasze rodziny ciągle grały między sobą w jakichś mini-turniejach. Cieszył go widok malutkiego Kevina, który dzielnie walczy ze starszym Denisem. Już był podobny do taty – wspomina Woś, obecnie asystent Jarosława Skrobacza w GKS-ie Jastrzębie.

Wrogowie tylko na zewnątrz

Czy ktoś w ogóle mógł Rockiego nie lubić? – Każdy ma swoich oponentów, kibice GKS-u Katowice go nie lubili za pewne rzeczy – puszcza oko Marcin Wąsiak.

Jan Woś: – Gdzie by nie grał, kibice tych klubów dobrze go wspominają. Byli dla niego bardzo ważni, wiele rzeczy robił dla nich. Zawsze mógł pogadać, nikomu nie odmówił autografu czy zdjęcia. Piotruś miał natomiast wielu wrogów u kibiców drużyn przeciwnych. Lubił prowokować, nakręcało go, gdy uwaga trybun skupiała się na nim. Jego wygląd jeszcze to potęgował: łysy, przypakowany. Zawsze potrafił wyprowadzić kogoś z równowagi. Dziś jednak czytałem wiele komentarzy, na przykład fanów GKS-u Katowice i też wypowiadali się o nim z uznaniem. Wiadomo, co było to było, ale szacunek za charakter i waleczność. 

Woś przypomina sobie jedną jedyną sytuację, gdy o sile pięści Rockiego mógł się przekonać kolega z drużyny. – Pamiętam spinkę w Groclinie z Ivicą Kriżanacem. Ivica nie znosił, gdy mówiono do niego „Jugol”. Ale akurat dzień wcześniej graliśmy w domu na małe bramki i ciągle sobie tak dogryzaliśmy, „ty Jugolu”, „ty Jugolu”. Brał to na luźno. Na drugi dzień też wszystko miało być w żartach, przybrało jednak taki obrót, że mocno zaiskrzyło. Ivica był od Piotrusia znacznie większy, ale ten ruszył na niego tak, że wszystko mogło się wydarzyć. We dwóch go zatrzymywaliśmy z Łukaszem Gorszkowem, a i tak jechaliśmy za nim po ziemi – opowiada.

Jednym z najważniejszych szkoleniowców w karierze Piotra Rockiego był z pewnością Ryszard Wieczorek, z którym owocnie współpracował w Wodzisławiu. – Piotrek grał u mnie, gdy jako trener znajdowałem się na fali wznoszącej. Również on pomógł pchnąć do przodu moją karierę trenerską. Mieliśmy w Odrze zespół mocny w ofensywie, który cieszył się grą. Gra została mocno ukierunkowana na Piotrka. Był niezwykle odważny na boisku, czasami aż do przesady. Potrafił grać jeden na jeden i kreować sytuacje, był motorem napędowym. Uwielbiał pokazywać rywalom, że może ich okiwać. Pasował mi do koncepcji. Sam występowałem w ofensywie i uważam, że nawet jak kilka razy straci się piłkę w ataku, to za którymś razem się uda i stworzysz poważne zagrożenie. Dawałem mu ten luz z przodu, a on się odwdzięczał. Praca z kimś takim należała do przyjemności, wymarzony zawodnik do prowadzenia. Robił różnicę na boisku i poza nim – nie szczędzi komplementów byłemu podopiecznemu.

Cieszynki

Rocki błyszczał w Odrze, która jesień 2002 roku zakończyła na szczycie tabeli Ekstraklasy. Wodzisławski zespół zaczął fetować gole „cieszynkami”, które stały się słynne na cały kraj. Wielu kibiców do dziś kojarzy tę postać przede wszystkim z barwnym celebrowaniem bramek z początku wieku.

Jan Woś w tamtym okresie grał akurat w Ruchu Chorzów. – Canal+ zaczął temat z „cieszynkami”. W wielu drużynach akcja nie spotkała się z aprobatą, zlekceważono ją. Po latach okazuje się, że również dzięki tym scenkom „Rocky” zapadł ludziom w pamięć. Ścigali się głównie on i Remek Jezierski w Śląsku Wrocław. Wiem, że chłopaki to starannie przygotowywali, nie improwizowali. Odra grała z nami, strzeliła gola, a jej zawodnicy ułożyli się na boisku w kształcie litery „R”. To oczywiście dodatkowo denerwowało rywala. Gadaliśmy później, że ta „eRka” im nie wyszła, że to było bardziej „P” niż „R”. Najbardziej wkurzona musiała być Wisła Kraków, kiedy po trzeciej bramce zrobili Lajkonika. Polonia Warszawa dostała scenkę z orkiestrą dętą. Szykowali coś charakterystycznego pod każdy zespół – wspomina.

Ryszard Wieczorek: – Ludzie czekali, co ten Rocki znów wymyśli. On wszystko reżyserował. Chłopaki się niesamowicie nakręcali, żeby strzelać gole i wygrywać, bo wtedy mogli zaprezentować kolejną scenkę. Ćwiczyli je po rozruchu na ostatnim treningu przed meczem. Oczywiście za moją zgodą. Przekonałem się, jak ważna jest odpowiednia mentalność w sporcie. Zostaliśmy wtedy mistrzami jesieni. Ukoronowaniem było pasowanie na rycerzy w meczu kończącym rundę. Piotrek pokazywał, że umie wkomponować się w każde środowisko. Był przecież warszawiakiem, a na Śląsku świetnie się odnalazł, spędził tu większość kariery.

Niejeden polski kibic pewnie przeżył szok, uświadamiając sobie, że Rocki urodził się i wychował w stolicy. Na południu Polski grał bowiem tak długo, że wielu mogło go kojarzyć jako chłopa ze Śląska. – Chyba zawsze miał mentalność bardziej warszawską niż śląską. Generalnie widać było, że wychował się na Bródnie, w trudnej dzielnicy i nieraz musiał walczyć o swoje. Nie dał sobie w kaszę dmuchać. W Odrze „gorolstwo” raczej nie miało znaczenia. Takich stuprocentowych Hanysów znajdowało się w niej znacznie mniej niż w Ruchu Chorzów. Bardziej była to okazja do żartów, gdy chłopaki uczyli się niektórych zwrotów. Kiedyś opowiadali o wyprawie do dyskoteki. Jakieś dziewczyna powiedziała „szłapy mnie bolą, ale cola bym se bachła” i nie do końca rozumieli, o co chodzi. Mieszkam na Śląsku od trzydziestu lat i do dziś nie mówię gwarą, więc nic dziwnego, że Piotr też nie mówił.

Zakłady, zakładziki

Zawsze był inny, w dobrym tego słowa znaczeniu. Pokazywał to tymi „cieszynkami”, zachowaniem na boisku. Miał ogromny luz w życiu, co dla sportowca jest niezwykle ważne. Nie można być ciągle otoczonym presją i pewnym sztywniactwem – dodaje Wieczorek.

 – Do 44. roku życia grał w IV lidze, gdzie swoje trzeba wybiegać. Nawet tam był napakowanym Robocopem, a nie panem z brzuszkiem. Ciągle miał w sobie dzieciaka, który czerpał z grania ogromną przyjemność. Potrafił się cieszyć z prostych rzeczy. Na przykład kiedyś powiedział w wywiadzie, że dziś dobrze zagra, bo żona zrobiła mu spaghetti z łososiem – mówi z rozrzewnieniem Jan Woś.

Rocki wiódł prym w każdej szatni, co oczywiście wiąże się z różnymi ciekawymi historiami. – W Legii naśladował wchodzącego do szatni Jana Urbana. Z każdym się wtedy witał. „Rocky” kapitalnie to kopiował, kropka w kropkę. Trener chyba nigdy się o tym nie dowiedział, ale często się dziwił, że wszyscy się śmiali, gdy wchodził do szatni – przypomina sobie Marcin Komorowski.

 – Pierwsze skojarzenia z Piotrem? Jeżeli chodzi o boisko, to hat-trick na Sarmacji Będzin i gol w derbach z Polonią Bytom, jeszcze w pierwszoligowych czasach. Poza boiskiem – zakłady, o wszystko. Nawet ze mną. Na wkupnym chciał sprawdzić, czy prezes będzie podbijał piłkę na przemian prawą i lewą nogą. W zimie na hali zakładzik o rzuty osobiste do kosza. Pierwszy zakład przegrał, nie wierzył we mnie. W koszykówce obaj sobie nieźle radziliśmy, ale wtedy chyba on był górą – śmieje się Marcin Wąsiak.

Skłonność do drobnej rywalizacji potwierdza Bartłomiej Babiarz. – Faktycznie, lubił jakieś zakłady czy wyzwania. Dochodziło nawet do tego, że sam nic nie musiał wygrać. Kiedyś przyszedł w nowych korkach. Proponował, że wypłaci ich równowartość – a to był wtedy topowy model – jeżeli ktoś podniesie 25-kilogramy odważnik na biceps. Dla wielu młodych propozycja brzmiała atrakcyjnie, chętnie próbowali, ale oczywiście nikomu się nie udało. Starsi wiedzieli, że nie ma na to szans – mówi.

 – To jedyna ze znanych mi osób, która potrafiła grać w trzy karty. Są dwa czarne asy i jeden czerwony, trzyma się wszystkie w dłoni jeden pod drugim. Chodzi o to, żeby odgadnąć, gdzie jest czerwona karta. Podczas wyjazdów „Rocky” podchodził do tych, którzy jeszcze tricku nie znali i robił zakład o kawę. Zawsze wygrywał. Ograł tak kilkanaście osób, wypił sporo darmowej kawy podczas przerw. Nigdy nie chciał nam wytłumaczyć tajemnicy sukcesu. Mówił, że sztuczek się nie tłumaczy – dodaje Babiarz.

Nutka ekstrawagancji

 – Uwielbiał kolekcjonować buty do gry, zawsze miał w szatni 5-6 par. Wszystkie wyczyszczone, wypastowane, wysmarowane oliwką. Przed meczem rzucał je na środek i z nimi rozmawiał. „Dziś kolej na ciebie”, ty mnie zawiodłeś”, „ach, tu jeden kołek trochę za krótki”. To był jego rytuał przed wyjściem na boisko – wspomina Jan Woś.

Rocki przykuwał uwagę jeszcze w jednym kontekście. – Lubił się czasem niestandardowo ubrać. Kiedyś przyszedł w kaszkiecie jaki często noszą taksówkarze i w skórze do kostek. Pytaliśmy go, ile bierze za kurs na Bródno. Wyglądał jak typowy taksiarz. Nie obrażał się na takie żarty, nie szukał od razu kontry. Potrafił się z siebie śmiać i jeszcze coś dorzucał – opowiada Komorowski.

 – W Grodzisku co jakiś czas przyjeżdżał do nas gość, który miał ciuchy z naszywkami marek typu Louis Vitton. Chyba oryginalne. Piotruś kiedyś kupił sobie cały zestaw, w tym skórzane spodnie i mocno opiętą koszulkę. Mieliśmy z niego polewkę, że konia zapomniał i tym  podobne. Incydentalnie szalał z garderobą, ale nie była to reguła – zapewnia Woś.

Trochę dymku nie zaszkodzi

Rocki od piętnastego roku życia palił papierosy i towarzyszyły mu one do końca kariery. Jak do kopcącego piłkarza podchodził Ryszard Wieczorek? – To jeszcze były inne czasy. Myślę, że dziś nałogowo palący zawodnik już by się nie uchował. Gdy ja kończyłem granie, gdzieś tak z 70-80 procent moich kolegów kurzyło. Wiedziałem, że Piotrek czy Marcin Malinowski lubią papierosy. Rozmawiało się z nimi, że może ich to ograniczać, ale najwyraźniej organizmy mieli już tak zakonserwowane, że nie tracili na tym. Nigdy nie było problemu z ich wydolnością. Dostali dobre geny, bo to w dużej mierze od nich zależy. Ale kto wie, gdyby „Rocky” nigdy nie palił, może zaszedłby jeszcze wyżej. Odstawianie w zaawansowanym wieku niewiele już by zmieniło, a jak pokazał jego przykład w Legii, mogło nawet zaszkodzić – komentuje trener.

Zasilając szeregi „Wojskowych”, doświadczony zawodnik za przykładem żony na kilka miesięcy odstawił papierosy. Śmiał się później, że znajdował się wtedy w najgorszej formie w życiu. – Organizm mógł oszaleć po tylu latach. Czasami chcesz dać od siebie coś ekstra i niekoniecznie to pomaga. Najważniejsze, żeby być sobą. Tyle jest teorii na temat tego palenia, a przecież Marcin Malinowski też bardzo długo grał na wysokim poziomie, tak samo Piotrek Lech – zastanawia się Jan Woś.

Piotr Rocki i Jan Woś w barwach Odry Wodzisław.

Wychowanek Poloneza Warszawa spełnił marzenia o grze w Legii dopiero w 2008 roku, gdy miał już na karku 34 wiosny. Jego transfer z Dyskobolii przyjęto z dużym zaskoczeniem. Rocki furory przy Łazienkowskiej nie zrobił. W szesnastu meczach ligowych drogi do siatki nie znalazł, ale przynajmniej zdobył dwie brami w Pucharze Polski, a jego piękne trafienie dało Superpuchar kosztem Wisły Kraków.

Czemu niezbyt poszło mu w Legii? Może za bardzo chciał. To było jego miasto, marzył o grze w tym klubie. Zależało mu, żeby pokazać się z jak najlepszej strony, a czasami gdy chcesz za mocno, to nie wychodzi – wtrąca Marcin Komorowski.

Dobre wspomnienia pozostaną

Po odejściu z Łazienkowskiej Rocki w Ekstraklasie już nie zagrał. Poprzestał w niej na 291 meczach i 44 golach. Przygodę z najwyższym szczeblem zaczął od Polonii Warszawa, ale na dobre wypłynął dopiero kilka lat później w Górniku Zabrze. Potem ciągle kursował między Dyskobolią i Odrą, aż wreszcie sięgnęła po niego Legia. Nie udało się z nią zdobyć mistrzostwa. Brak tytułu z pewnością był jednym z jego niedosytów, podobnie jak zerowy dorobek w reprezentacji.

Nasi rozmówcy regularnego kontaktu z Piotrem Rockim po pójściu w inną stronę nie utrzymywali, ale jeśli już nadarzyła się okazja, zawsze było miło. W ostatnim czasie najczęściej rozmawiał z nim Jan Woś. – Często dzwonił do mnie będąc na kursie trenerskim. Radził się, jak coś napisać, jak przeprowadzić dany trening. Niedawno dostał też propozycję z IV ligi i pytał, czy ją przyjmować – zdradza.

Rocki pozostawił po sobie dwóch synów. Młodszy – Kevin ciągle jest związany z Ruchem Radzionków. – Na rundę wiosenną miał być wypożyczony do AKS-u Mikołów. Powinien wrócić, a co będzie dalej, zobaczymy – stwierdza prezes Marcin Wąsiak.

Kevin z Ruchem Chorzów został mistrzem Polski juniorów. Z pół roku temu rozmawialiśmy nawet, czy by go nie sprawdzić w Jastrzębiu. Radziłem Piotrusiowi, żeby chłopak zaczął grać gdzieś w seniorach. Łatwiej zaprosić na testy zawodnika z III czy IV ligi niż mistrza w juniorach – dodaje Jan Woś.

Dla każdego nagła śmierć kolegi jest okazją do przemyśleń.

Marcin Wąsiak: – Cały czas nachodzą mnie różne refleksje. Zawodowo od dwunastu lat zajmuję się ubezpieczeniami, więc wielokrotnie przekonuję się o kruchości życia. Piotrek zostawił po sobie dobre wspomnienia. Pamięć o nim na pewno nie zginie.

Marcin Komorowski: – Zawsze podchodziłem do życia w ten sposób, że nie wiemy, jaka przyszłość jest nam pisana. Każdego mogą różne rzeczy spotkać. Trzeba być dobrym człowiekiem, pomagać innym i to po sobie pozostawić. Piotrka wszyscy wspominają pozytywnie, więc na pewno był dobrym człowiekiem.

Jan Woś: – Tyle dobrze, że Piotruś nie zostawił małych dzieci. Synowie będą go pamiętali, mają wspomnienia. W każdej chwili każdy z nas może odejść, bez względu na to, czym się zajmuje i ile ma lat. Trzeba korzystać z życia w danej chwili, nie odmawiać sobie wszystkiego, bo trzeba oszczędzać na „kiedyś”. Pan Bóg zabrał nam „Rocky’ego”, a kilka tygodni wcześniej Piotrka Jegora. Musi szykować w niebie niezłą ekipkę na jakiś mecz.

PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. FotoPyK/Newspix

Suche Info
01.07.2022

Oficjalnie: Maciej Sadlok w Ruchu Chorzów

Obrońca wrócił do Chorzowa po ośmiu latach. Podpisał roczną umowę. Kilka tygodni temu Sadlok rozstał się z Wisłą Kraków, do której trafił w 2014 roku właśnie z Chorzowa. Od tamtej pory rozegrał w barwach Wisły 231 spotkań, w których zdobył siedem bramek i zaliczył 22 asysty. W ostatnim czasie pełnił nawet funkcję kapitana pierwszej drużyny. Władze Wisły podjęły jednak decyzję, że nie przedłużą z nim kontraktu, który wygasł wraz z końcem czerwca. 33-latek postanowił więc wrócić do Ruchu, […]
01.07.2022
Weszło
01.07.2022

Lechia i Pogoń śpią, a puchary za rogiem

Już w przyszłym tygodniu większość polskich zespołów rozpocznie grę w europejskich pucharach. Śpieszmy się je oglądać, czas szybko płynie, a czas naszych reprezentantów w Europie wręcz zapieprza. Tym bardziej że na razie wychodzi na to, że tylko Lech sobie zdaje sprawę o terminie swojego meczu. Pogoń i Lechia? Nie bardzo. Stoi jak wół – siódmego lipca szczecinianie i gdańszczanie zaczynają europejską przygodę. Tymczasem transferów przeprowadzonych latem nie ma. To znaczy Pogoń […]
01.07.2022
Suche Info
01.07.2022

Bartosz Nowak blisko Rakowa Częstochowa

Górnik Zabrze miał otrzymać ofertę za Nowaka od zespołu wicemistrzów Polski. W minionym sezonie Bartosz Nowak był jednym z najważniejszych piłkarzy Górnika Zabrze. Pomocnik zagrał w łącznie w 37 meczach, w których zdobył osiem bramek i zanotował siedem asyst. Nie dziwi więc, że 28-latkiem zainteresowały się czołowe polskie kluby. Według informacji Tomasza Włodarczyka z serwisu Meczyki.pl, ofertę do Zabrza miał wysłać Raków Częstochowa, który od dłuższego czasu interesował się zawodnikiem. […]
01.07.2022
Francja
01.07.2022

RC Lens – nowa polska kolonia na piłkarskiej mapie Europy

Racing Club de Lens na początku swojego istnienia był blisko związany z Polakami i teraz można powiedzieć, że historia w pewien sposób zatoczyła koło. Od 1 lipca w drużynie prowadzonej przez Francka Haise’a będziemy mieli trzech zawodników z naszego kraju, którzy z pewnością postarają się stworzyć trio na miarę tego dortmundzkiego sprzed dziesięciu lat. Pytanie brzmi: czy to jest w ogóle możliwe? Krew i pot Przydomek RC Lens – Les Sang et Or, […]
01.07.2022
Suche Info
01.07.2022

Rewolucje na szczycie Motoru Lublin

Motor Lublin wciąż tkwi w II lidze, choć ma iście ekstraklasowe możliwości i ambicje. W klubie trwa rewolucja, a organizacja zmienia się od dołu do góry.  Niedawno ogłoszono koniec współpracy z Markiem Saganowskim, który wspominał o „rozbieżnościach między kadrowymi wizjami w rozmowach z właścicielem”. Następnie zaś Wojciech Błyszko trafił do Chojniczanki Chojnice, Tomasz Swędrowski powędrował do Ruchu Chorzów, a na „do widzenia” pomachano też Adrianowi Dudzińskiemu, Michałowi Fidziukiewiczowi, Sewerynowi Kiełpinowi, Tomaszowi Kołbonowi, Jakubowi […]
01.07.2022
Suche Info
01.07.2022

Citaiszwili trafia na wypożyczenie do Lecha

Heorhij Citaiszwili dołącza do zespołu mistrza Polski na zasadzie rocznego wypożyczenia z Dynama Kijów. FIFA podjęła decyzję w sprawie kontraktów piłkarzy grających na co dzień w Rosji i na Ukrainie. Zawodnicy otrzymali zielone światło na kolejne czasowe zawieszenie swoich umów. Na taki ruch może zdecydować się każdy, bez konieczności uzyskania zgody obecnego zespołu. Podtrzymanie tego przepisu okazało się kluczową sprawa w temacie powrotu Gio Citaiszwilego do Polski. Ostatnie kilka […]
01.07.2022
Weszło
29.06.2022

Moulin: Gol z Realem? Każdy o tym marzy, specjalnie grałem bliżej ich bramki!

Thibault Moulin ma za sobą karierę, której wielu może mu zazdrościć. Grał w młodzieżowej reprezentacji Francji, strzelił bramkę Realowi Madryt w Lidze Mistrzów. Dotknął też drugiej strony: chciał kończyć z piłką, wylądował w szóstej lidze francuskiej. Teraz razem z Wieczystą Kraków awansował do trzeciej ligi i opowiedział nam o wszystkim, czego doświadczył na murawie. Jak często słyszałeś pytanie: dlaczego Wieczysta Kraków? Ha, bardzo często! W zasadzie zawsze ludzie pytają […]
29.06.2022
Weszło
26.06.2022

Starboy. Jak Aleksandar Prijović podbija świat

Czarne Ferrari 812 stoi przed knajpą w dzielnicy Belgradu — Vracar. Stolica kraju jest skąpana w słońcu, ale to jeszcze nie ta pora dnia, żeby żar przeganiał ludzi z ulic. Jest poranek, a w jednej z okolicznych kawiarni espresso pije wytatuowany gość o posturze strażnika więziennego. Aleksandar Prijović za moment odstawi filiżankę i wsiądzie do superszybkiego auta, podgłośni tradycyjną, serbską muzykę i zacznie kolejny dzień królewskiego życia, na które pracował przez ostatnie kilka lat. Kochają […]
26.06.2022
Weszło Extra
18.06.2022

Nie liczy się cel, tylko droga

Piłka nożna nie jest wartością samą w sobie, ale może stać się jedyną radością w życiu. Tak w pewnym momencie było w przypadku Mariusza Musialskiego. Z pozoru miał wszystko. Był bogaty i poważany, obracał się w świecie show-biznesu. Pracował jako menadżer zespołu IRA, jest też autorem lub współautorem wielu przebojów tego zespołu. W swoim otoczeniu mógł być stawiany za przykład człowieka, któremu się udało. Świat alkoholu i narkotyków zaczął […]
18.06.2022
Weszło Extra
05.06.2022

Pan z restauracji i chłop z baru

Jak dogaduje się zięć z teściem, a jak pan z restauracji z chłopem z baru? Czy kopią się pod stołem? Czy nawet małpę da się nauczyć czytania z promptera? Dlaczego wcale nie chcą być bohaterami własnego programu? Dlaczego Rafał Wolski nie jest wybitnym komentatorem? Ile mogą powiedzieć o człowieku jego notatki? Skąd Wojciech Jagoda wytrzasnął swoją gadkę o wycieczkach do zoo i oglądaniu orangutanów? Czego nigdy nie zrobiliby podczas programu na żywo, […]
05.06.2022
Weszło Extra
24.05.2022

Paulina Zarzeczna: – Tata był w domu skromny i nieśmiały

Od śmierci Pawła Zarzecznego minęło już ponad pięć lat. Paulina Zaczeczna, jego córka, opowiada nam o nieznanej dotąd twarzy wybitnego dziennikarza. Poznajemy Pawła, który w domu nie mówi o sobie i potrafi zawstydzić się po zwykłym prezencie. Dlaczego Paulina dowiedziała się o zawodzie ojca w momencie, gdy ten napisał o wyjściu na dziwki? Jak Paweł podrywał zakonnicę? Czemu to Paulina jest jego największym sukcesem? Kiedy odczuła na własnej skórze, że prawda […]
24.05.2022
Weszło
07.05.2022

Trzy lata triumwiratu. Analiza zarządzania Wisłą Kraków

Minęły już grubo ponad trzy lata, odkąd Wisła Kraków znalazła się w rękach Jakuba Błaszczykowskiego, Tomasza Jażdżyńskiego i Jarosława Królewskiego. To oni rzucili się do ratowania klubu, który zmierzał do grania po wsiach i pastwiskach. Dali też nadzieję kibicom na to, że dla „Białej Gwiazdy” wychodzi słońce. Jak wygląda ta kadencja władz Wisły? Więcej jest plusów czy minusów? Skoro zapowiadało się tak dobrze, to dlaczego w Krakowie śmierdzi spadkiem?Jakub Błaszczykowski, […]
07.05.2022
Liczba komentarzy: 7
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
eugeniuszsmietana
eugeniuszsmietana
2 lat temu

Ja nigdy nie sympatyzowałem z Rokim. A nie pasuję też do cytatu z nagłówka, bo nie zdarzyło się abym kibicował drużynie jego rywali. No dwa razy niby grał „naprzeciw”, a nie zarejestrowałem obecności.

Szkoda chłopa, młody wiek, dla wielu ludzi ten czas to dopiero początek spełniania dziecięcych zachcianek i marzeń, więc tragedia i przykro.

A cieszynek Rockiego nigdy nie lubiłem. Nie będę teraz kłamał, bo odszedł i mówił, że je kochałem. Denerwujące, nijakie, nieśmieszne. Ale to jest moje zdanie i skoro podobało się to większości – to super 😉

No nic, chłop był, chłopa nima, życie toczy się dalej. Trzymaj się gdziekolwiek jesteś.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe
2 lat temu

Nie grał nigdy w mojej drużynie. Tym bardziej nie miałem okazji go poznać. Jego cieszynki były nieco przaśne i ani mnie ziębiły ani grzały. Zapamiętałem go jednak jako walecznego zawodnika. Niby nie wirtuoz, ale jednak ktoś więcej niż ligowy dżemik.
Nie będę kłamał, że świat mi się zawalił po jego śmierci, ale po ludzku jest mi przykro, bo odszedł facet, który tworzył mój mały piłkarski świat młodości i dołożył do niego cegiełkę. Jest mi przykro, bo odszedł zdecydowanie za wcześnie i nawet nie chcę sobie wyobrażać, co przeżywają jego bliscy.
Przegrał ostatni mecz, ale jeśli taki randomowy typ jak ja pamięta Piotra Rockiego z boiska, to jestem pewny, że jest nas wielu. Zostanie w pamięci i to jednak jest jakieś zwycięstwo. Pyrrusowe? Na pewno wszyscy byśmy woleli, by finał wyglądał inaczej.
Spoczywaj w spokoju.

kol. Zenon
kol. Zenon
2 lat temu

hmm.. mam podobnie, wiedziałem że ktoś taki jak Piotr Rocki jest i wiedziałem, że gra, że waleczny przez cały mecz, że pewnego poziomu nie przeskoczy, ale w razie czego nie odstawi nogi albo zawsze wróci, jak straci piłkę… ja zawsze ceniłem takich ludzi, i też mi w związku z tym przykro, bo Rocki okazał sie jednak chłopem, którego się pamięta i wspomina z szacunkiem, nawet jeśli bez zbyt dużej sympatii… ale może dlatego, że wielu rzeczy o nim dowiedziałem się dopiero teraz? spoczywaj w pokoju Panie Piotrze Rocki