post Przemysław Michalak

Opublikowane 03.06.2020 18:22 przez

Przemysław Michalak

Odszedł zdecydowanie za wcześnie. Szok. Nie dało się go nie lubić. Wyjątkowa postać. Lider w szatni i na boisku. Pytając kolejne osoby, które na różnych etapach kariery spotykały Piotra Rockiego, wyłania nam się obraz człowieka, za którym naprawdę wielu zapłacze. Zmarł nie tylko jeden z najbardziej charakterystycznych ligowców pierwszej dekady XXI wieku. Polska piłka traci też postać wyjątkową pod wieloma innymi względami. Postaraliśmy się, żeby wspomnienia na jego temat mimo wszystko mogły wywołać uśmiech na twarzy. Bo to właśnie uśmiech był jedną z charakterystycznych cech „Rocky’ego”.

Rzadko spotyka się tak pozytywne osoby, tworzące tak dobrą atmosferę w drużynie. Jak się odezwał, to wszystkim gacie spadały. Książkę moglibyśmy napisać. Był wyjątkową postacią – ciągle uśmiechnięty, dbający o pozytywną aurę w swoim otoczeniu. W jakiej szatni by nie się nie znalazł, byłby wodzirejem. Dziś takich osób w piłce już zbyt dużo nie ma. Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc. Nie czuło się czegoś na zasadzie „ja jestem starszy, proszę mi okazywać szacunek, a kiedyś przyjdzie moment, że to się wyrówna”. Od samego początku miał koleżeńskie nastawienie do młodszych, ujmował swoją otwartością – opowiada Marcin Komorowski, który spotkał go w Legii Warszawa. Wiadomość o śmierci dawnego kolegi zaskoczyła go z podwójną mocą, bo wcześniej nie wiedział, że znalazł się w szpitalu.

Początkowo niektórzy mogli mieć pewne obawy, bo to był jeszcze zawodnik ze starej szkoły. Piotrek jednak szybko zacierał dystans, nawet jeśli ktoś wcześniej nie miał kontaktu z takimi ogranymi ligowcami. 5-10 minut na treningu, jeden żart i bariera znikała. Trudno go było nie lubić i nie szanować. Zawsze dawał jakość na boisku, a poza nim należał do najweselszych osób. Chyba każdy miał z nim dobry kontakt. W dowolnym momencie potrafił z rękawa rzucić historią na dowolny temat – mówi Bartłomiej Babiarz, który w sezonie 2012/13 grał z Rockim w GKS-ie Tychy.

Młodsi zawodnicy na początku byli w niego wpatrzeni jak w obrazek, ale on tego nie chciał. Starał się ich przestawić, że jest kolegą z boiska, a nie panem Piotrem. Posłuch tak czy siak miał – od braci Mak w I lidze, po chłopaków, którzy są teraz. Czerpali garściami z tego, co mówił – potwierdza prezes Ruchu Radzionków, Marcin Wąsiak.

Legenda w Radzionkowie

Gdy Rocki przychodził do „Cidrów” w 2010 roku, miał już 36 lat. Mimo to został ich legendą. Dwa sezony spędził w I lidze, a po dwóch latach wrócił – już do zaledwie IV ligi. W Ruchu grał aż do sezonu 2017/18. Kiedy wieszał buty na kołku, miał 44 lata. W tym czasie pełnił już tę funkcję asystenta Kamila Rakoczego, a po jego odejściu nawet przez chwilę samodzielnie prowadził zespół. – Chyba nikt nie zakładał, że to potrwa aż tak długo, że ciągle będzie miał z grania tyle frajdy. Gdyby nie problemy z biodrem, może do końca by grał – komentuje Wąsiak.

I dodaje: – W pewnym momencie „Rocky” był już w zasadzie ambasadorem klubu. Razem jeździliśmy na spotkania ze sponsorami. Angażował się też w tematy związane z wyszukiwaniem młodych talentów. Dopiero zaczynał swoją nową drogę. Na początku mówił, że trenerka w ogóle nie jest dla niego i taki wariant go nie interesuje. Później, gdy trener Rakoczy zaproponował mu rolę asystenta, wciągnął się i zapisał na kurs trenerski. Niedawno zrobił licencję UEFA A. Miał wielu kolegów, którzy są trenerami, chociażby Darka Dźwigałę. Naprowadzali go i podpowiadali. Nie było przesłanek wskazujących, że mógłby być nie wiadomo jakim trenerem, ale bardzo się rozwijał. Każde kolejne pół roku robiłoby różnicę i kto wie. Może jeszcze by nas zaskoczył i za dwa lata okazałoby się, że to szkoleniowiec na Ekstraklasę. Tego się już niestety nie dowiemy.

Jan Woś dzielił szatnię z Rockim najpierw w Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, a później w Odrze Wodzisław. W czasach Groclinu przez rok byli sąsiadami, ich rodziny mieszkały w jednym budynku.

W Grodzisku przeżywałem ciężki okres. Po przyjściu z Ruchu Chorzów nie mogłem się przestawić na zupełnie inny sposób trenowania. Byłem wiecznie zmęczony, a on wręcz przeciwnie. Jeżeli mieliśmy dwa treningi dziennie i jechaliśmy między nimi do domu, to ja szedłem w kimono. On za to pompował basen dzieciakom albo mył auto. Zawsze wtedy pytał, czy mi też nie umyć. Piotruś non stop był pobudzony, nigdy nie mógł usiedzieć w miejscu. Musiał coś robić. W życiu nie spotkałem bardziej energetycznego człowieka. Był zakochany w swoich dzieciach, dużo uwagi poświęcał rodzinie. Jak basen się przebił, zaraz jechaliśmy go łatać. Nasze rodziny ciągle grały między sobą w jakichś mini-turniejach. Cieszył go widok malutkiego Kevina, który dzielnie walczy ze starszym Denisem. Już był podobny do taty – wspomina Woś, obecnie asystent Jarosława Skrobacza w GKS-ie Jastrzębie.

Wrogowie tylko na zewnątrz

Czy ktoś w ogóle mógł Rockiego nie lubić? – Każdy ma swoich oponentów, kibice GKS-u Katowice go nie lubili za pewne rzeczy – puszcza oko Marcin Wąsiak.

Jan Woś: – Gdzie by nie grał, kibice tych klubów dobrze go wspominają. Byli dla niego bardzo ważni, wiele rzeczy robił dla nich. Zawsze mógł pogadać, nikomu nie odmówił autografu czy zdjęcia. Piotruś miał natomiast wielu wrogów u kibiców drużyn przeciwnych. Lubił prowokować, nakręcało go, gdy uwaga trybun skupiała się na nim. Jego wygląd jeszcze to potęgował: łysy, przypakowany. Zawsze potrafił wyprowadzić kogoś z równowagi. Dziś jednak czytałem wiele komentarzy, na przykład fanów GKS-u Katowice i też wypowiadali się o nim z uznaniem. Wiadomo, co było to było, ale szacunek za charakter i waleczność. 

Woś przypomina sobie jedną jedyną sytuację, gdy o sile pięści Rockiego mógł się przekonać kolega z drużyny. – Pamiętam spinkę w Groclinie z Ivicą Kriżanacem. Ivica nie znosił, gdy mówiono do niego „Jugol”. Ale akurat dzień wcześniej graliśmy w domu na małe bramki i ciągle sobie tak dogryzaliśmy, „ty Jugolu”, „ty Jugolu”. Brał to na luźno. Na drugi dzień też wszystko miało być w żartach, przybrało jednak taki obrót, że mocno zaiskrzyło. Ivica był od Piotrusia znacznie większy, ale ten ruszył na niego tak, że wszystko mogło się wydarzyć. We dwóch go zatrzymywaliśmy z Łukaszem Gorszkowem, a i tak jechaliśmy za nim po ziemi – opowiada.

Jednym z najważniejszych szkoleniowców w karierze Piotra Rockiego był z pewnością Ryszard Wieczorek, z którym owocnie współpracował w Wodzisławiu. – Piotrek grał u mnie, gdy jako trener znajdowałem się na fali wznoszącej. Również on pomógł pchnąć do przodu moją karierę trenerską. Mieliśmy w Odrze zespół mocny w ofensywie, który cieszył się grą. Gra została mocno ukierunkowana na Piotrka. Był niezwykle odważny na boisku, czasami aż do przesady. Potrafił grać jeden na jeden i kreować sytuacje, był motorem napędowym. Uwielbiał pokazywać rywalom, że może ich okiwać. Pasował mi do koncepcji. Sam występowałem w ofensywie i uważam, że nawet jak kilka razy straci się piłkę w ataku, to za którymś razem się uda i stworzysz poważne zagrożenie. Dawałem mu ten luz z przodu, a on się odwdzięczał. Praca z kimś takim należała do przyjemności, wymarzony zawodnik do prowadzenia. Robił różnicę na boisku i poza nim – nie szczędzi komplementów byłemu podopiecznemu.

Cieszynki

Rocki błyszczał w Odrze, która jesień 2002 roku zakończyła na szczycie tabeli Ekstraklasy. Wodzisławski zespół zaczął fetować gole „cieszynkami”, które stały się słynne na cały kraj. Wielu kibiców do dziś kojarzy tę postać przede wszystkim z barwnym celebrowaniem bramek z początku wieku.

Jan Woś w tamtym okresie grał akurat w Ruchu Chorzów. – Canal+ zaczął temat z „cieszynkami”. W wielu drużynach akcja nie spotkała się z aprobatą, zlekceważono ją. Po latach okazuje się, że również dzięki tym scenkom „Rocky” zapadł ludziom w pamięć. Ścigali się głównie on i Remek Jezierski w Śląsku Wrocław. Wiem, że chłopaki to starannie przygotowywali, nie improwizowali. Odra grała z nami, strzeliła gola, a jej zawodnicy ułożyli się na boisku w kształcie litery „R”. To oczywiście dodatkowo denerwowało rywala. Gadaliśmy później, że ta „eRka” im nie wyszła, że to było bardziej „P” niż „R”. Najbardziej wkurzona musiała być Wisła Kraków, kiedy po trzeciej bramce zrobili Lajkonika. Polonia Warszawa dostała scenkę z orkiestrą dętą. Szykowali coś charakterystycznego pod każdy zespół – wspomina.

Ryszard Wieczorek: – Ludzie czekali, co ten Rocki znów wymyśli. On wszystko reżyserował. Chłopaki się niesamowicie nakręcali, żeby strzelać gole i wygrywać, bo wtedy mogli zaprezentować kolejną scenkę. Ćwiczyli je po rozruchu na ostatnim treningu przed meczem. Oczywiście za moją zgodą. Przekonałem się, jak ważna jest odpowiednia mentalność w sporcie. Zostaliśmy wtedy mistrzami jesieni. Ukoronowaniem było pasowanie na rycerzy w meczu kończącym rundę. Piotrek pokazywał, że umie wkomponować się w każde środowisko. Był przecież warszawiakiem, a na Śląsku świetnie się odnalazł, spędził tu większość kariery.

Niejeden polski kibic pewnie przeżył szok, uświadamiając sobie, że Rocki urodził się i wychował w stolicy. Na południu Polski grał bowiem tak długo, że wielu mogło go kojarzyć jako chłopa ze Śląska. – Chyba zawsze miał mentalność bardziej warszawską niż śląską. Generalnie widać było, że wychował się na Bródnie, w trudnej dzielnicy i nieraz musiał walczyć o swoje. Nie dał sobie w kaszę dmuchać. W Odrze „gorolstwo” raczej nie miało znaczenia. Takich stuprocentowych Hanysów znajdowało się w niej znacznie mniej niż w Ruchu Chorzów. Bardziej była to okazja do żartów, gdy chłopaki uczyli się niektórych zwrotów. Kiedyś opowiadali o wyprawie do dyskoteki. Jakieś dziewczyna powiedziała „szłapy mnie bolą, ale cola bym se bachła” i nie do końca rozumieli, o co chodzi. Mieszkam na Śląsku od trzydziestu lat i do dziś nie mówię gwarą, więc nic dziwnego, że Piotr też nie mówił.

Zakłady, zakładziki

Zawsze był inny, w dobrym tego słowa znaczeniu. Pokazywał to tymi „cieszynkami”, zachowaniem na boisku. Miał ogromny luz w życiu, co dla sportowca jest niezwykle ważne. Nie można być ciągle otoczonym presją i pewnym sztywniactwem – dodaje Wieczorek.

 – Do 44. roku życia grał w IV lidze, gdzie swoje trzeba wybiegać. Nawet tam był napakowanym Robocopem, a nie panem z brzuszkiem. Ciągle miał w sobie dzieciaka, który czerpał z grania ogromną przyjemność. Potrafił się cieszyć z prostych rzeczy. Na przykład kiedyś powiedział w wywiadzie, że dziś dobrze zagra, bo żona zrobiła mu spaghetti z łososiem – mówi z rozrzewnieniem Jan Woś.

Rocki wiódł prym w każdej szatni, co oczywiście wiąże się z różnymi ciekawymi historiami. – W Legii naśladował wchodzącego do szatni Jana Urbana. Z każdym się wtedy witał. „Rocky” kapitalnie to kopiował, kropka w kropkę. Trener chyba nigdy się o tym nie dowiedział, ale często się dziwił, że wszyscy się śmiali, gdy wchodził do szatni – przypomina sobie Marcin Komorowski.

 – Pierwsze skojarzenia z Piotrem? Jeżeli chodzi o boisko, to hat-trick na Sarmacji Będzin i gol w derbach z Polonią Bytom, jeszcze w pierwszoligowych czasach. Poza boiskiem – zakłady, o wszystko. Nawet ze mną. Na wkupnym chciał sprawdzić, czy prezes będzie podbijał piłkę na przemian prawą i lewą nogą. W zimie na hali zakładzik o rzuty osobiste do kosza. Pierwszy zakład przegrał, nie wierzył we mnie. W koszykówce obaj sobie nieźle radziliśmy, ale wtedy chyba on był górą – śmieje się Marcin Wąsiak.

Skłonność do drobnej rywalizacji potwierdza Bartłomiej Babiarz. – Faktycznie, lubił jakieś zakłady czy wyzwania. Dochodziło nawet do tego, że sam nic nie musiał wygrać. Kiedyś przyszedł w nowych korkach. Proponował, że wypłaci ich równowartość – a to był wtedy topowy model – jeżeli ktoś podniesie 25-kilogramy odważnik na biceps. Dla wielu młodych propozycja brzmiała atrakcyjnie, chętnie próbowali, ale oczywiście nikomu się nie udało. Starsi wiedzieli, że nie ma na to szans – mówi.

 – To jedyna ze znanych mi osób, która potrafiła grać w trzy karty. Są dwa czarne asy i jeden czerwony, trzyma się wszystkie w dłoni jeden pod drugim. Chodzi o to, żeby odgadnąć, gdzie jest czerwona karta. Podczas wyjazdów „Rocky” podchodził do tych, którzy jeszcze tricku nie znali i robił zakład o kawę. Zawsze wygrywał. Ograł tak kilkanaście osób, wypił sporo darmowej kawy podczas przerw. Nigdy nie chciał nam wytłumaczyć tajemnicy sukcesu. Mówił, że sztuczek się nie tłumaczy – dodaje Babiarz.

Nutka ekstrawagancji

 – Uwielbiał kolekcjonować buty do gry, zawsze miał w szatni 5-6 par. Wszystkie wyczyszczone, wypastowane, wysmarowane oliwką. Przed meczem rzucał je na środek i z nimi rozmawiał. „Dziś kolej na ciebie”, ty mnie zawiodłeś”, „ach, tu jeden kołek trochę za krótki”. To był jego rytuał przed wyjściem na boisko – wspomina Jan Woś.

Rocki przykuwał uwagę jeszcze w jednym kontekście. – Lubił się czasem niestandardowo ubrać. Kiedyś przyszedł w kaszkiecie jaki często noszą taksówkarze i w skórze do kostek. Pytaliśmy go, ile bierze za kurs na Bródno. Wyglądał jak typowy taksiarz. Nie obrażał się na takie żarty, nie szukał od razu kontry. Potrafił się z siebie śmiać i jeszcze coś dorzucał – opowiada Komorowski.

 – W Grodzisku co jakiś czas przyjeżdżał do nas gość, który miał ciuchy z naszywkami marek typu Louis Vitton. Chyba oryginalne. Piotruś kiedyś kupił sobie cały zestaw, w tym skórzane spodnie i mocno opiętą koszulkę. Mieliśmy z niego polewkę, że konia zapomniał i tym  podobne. Incydentalnie szalał z garderobą, ale nie była to reguła – zapewnia Woś.

Trochę dymku nie zaszkodzi

Rocki od piętnastego roku życia palił papierosy i towarzyszyły mu one do końca kariery. Jak do kopcącego piłkarza podchodził Ryszard Wieczorek? – To jeszcze były inne czasy. Myślę, że dziś nałogowo palący zawodnik już by się nie uchował. Gdy ja kończyłem granie, gdzieś tak z 70-80 procent moich kolegów kurzyło. Wiedziałem, że Piotrek czy Marcin Malinowski lubią papierosy. Rozmawiało się z nimi, że może ich to ograniczać, ale najwyraźniej organizmy mieli już tak zakonserwowane, że nie tracili na tym. Nigdy nie było problemu z ich wydolnością. Dostali dobre geny, bo to w dużej mierze od nich zależy. Ale kto wie, gdyby „Rocky” nigdy nie palił, może zaszedłby jeszcze wyżej. Odstawianie w zaawansowanym wieku niewiele już by zmieniło, a jak pokazał jego przykład w Legii, mogło nawet zaszkodzić – komentuje trener.

Zasilając szeregi „Wojskowych”, doświadczony zawodnik za przykładem żony na kilka miesięcy odstawił papierosy. Śmiał się później, że znajdował się wtedy w najgorszej formie w życiu. – Organizm mógł oszaleć po tylu latach. Czasami chcesz dać od siebie coś ekstra i niekoniecznie to pomaga. Najważniejsze, żeby być sobą. Tyle jest teorii na temat tego palenia, a przecież Marcin Malinowski też bardzo długo grał na wysokim poziomie, tak samo Piotrek Lech – zastanawia się Jan Woś.

Piotr Rocki i Jan Woś w barwach Odry Wodzisław.

Wychowanek Poloneza Warszawa spełnił marzenia o grze w Legii dopiero w 2008 roku, gdy miał już na karku 34 wiosny. Jego transfer z Dyskobolii przyjęto z dużym zaskoczeniem. Rocki furory przy Łazienkowskiej nie zrobił. W szesnastu meczach ligowych drogi do siatki nie znalazł, ale przynajmniej zdobył dwie brami w Pucharze Polski, a jego piękne trafienie dało Superpuchar kosztem Wisły Kraków.

Czemu niezbyt poszło mu w Legii? Może za bardzo chciał. To było jego miasto, marzył o grze w tym klubie. Zależało mu, żeby pokazać się z jak najlepszej strony, a czasami gdy chcesz za mocno, to nie wychodzi – wtrąca Marcin Komorowski.

Dobre wspomnienia pozostaną

Po odejściu z Łazienkowskiej Rocki w Ekstraklasie już nie zagrał. Poprzestał w niej na 291 meczach i 44 golach. Przygodę z najwyższym szczeblem zaczął od Polonii Warszawa, ale na dobre wypłynął dopiero kilka lat później w Górniku Zabrze. Potem ciągle kursował między Dyskobolią i Odrą, aż wreszcie sięgnęła po niego Legia. Nie udało się z nią zdobyć mistrzostwa. Brak tytułu z pewnością był jednym z jego niedosytów, podobnie jak zerowy dorobek w reprezentacji.

Nasi rozmówcy regularnego kontaktu z Piotrem Rockim po pójściu w inną stronę nie utrzymywali, ale jeśli już nadarzyła się okazja, zawsze było miło. W ostatnim czasie najczęściej rozmawiał z nim Jan Woś. – Często dzwonił do mnie będąc na kursie trenerskim. Radził się, jak coś napisać, jak przeprowadzić dany trening. Niedawno dostał też propozycję z IV ligi i pytał, czy ją przyjmować – zdradza.

Rocki pozostawił po sobie dwóch synów. Młodszy – Kevin ciągle jest związany z Ruchem Radzionków. – Na rundę wiosenną miał być wypożyczony do AKS-u Mikołów. Powinien wrócić, a co będzie dalej, zobaczymy – stwierdza prezes Marcin Wąsiak.

Kevin z Ruchem Chorzów został mistrzem Polski juniorów. Z pół roku temu rozmawialiśmy nawet, czy by go nie sprawdzić w Jastrzębiu. Radziłem Piotrusiowi, żeby chłopak zaczął grać gdzieś w seniorach. Łatwiej zaprosić na testy zawodnika z III czy IV ligi niż mistrza w juniorach – dodaje Jan Woś.

Dla każdego nagła śmierć kolegi jest okazją do przemyśleń.

Marcin Wąsiak: – Cały czas nachodzą mnie różne refleksje. Zawodowo od dwunastu lat zajmuję się ubezpieczeniami, więc wielokrotnie przekonuję się o kruchości życia. Piotrek zostawił po sobie dobre wspomnienia. Pamięć o nim na pewno nie zginie.

Marcin Komorowski: – Zawsze podchodziłem do życia w ten sposób, że nie wiemy, jaka przyszłość jest nam pisana. Każdego mogą różne rzeczy spotkać. Trzeba być dobrym człowiekiem, pomagać innym i to po sobie pozostawić. Piotrka wszyscy wspominają pozytywnie, więc na pewno był dobrym człowiekiem.

Jan Woś: – Tyle dobrze, że Piotruś nie zostawił małych dzieci. Synowie będą go pamiętali, mają wspomnienia. W każdej chwili każdy z nas może odejść, bez względu na to, czym się zajmuje i ile ma lat. Trzeba korzystać z życia w danej chwili, nie odmawiać sobie wszystkiego, bo trzeba oszczędzać na „kiedyś”. Pan Bóg zabrał nam „Rocky’ego”, a kilka tygodni wcześniej Piotrka Jegora. Musi szykować w niebie niezłą ekipkę na jakiś mecz.

PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. FotoPyK/Newspix

Opublikowane 03.06.2020 18:22 przez

Przemysław Michalak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 7
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
eugeniuszsmietana
eugeniuszsmietana

Ja nigdy nie sympatyzowałem z Rokim. A nie pasuję też do cytatu z nagłówka, bo nie zdarzyło się abym kibicował drużynie jego rywali. No dwa razy niby grał „naprzeciw”, a nie zarejestrowałem obecności.

Szkoda chłopa, młody wiek, dla wielu ludzi ten czas to dopiero początek spełniania dziecięcych zachcianek i marzeń, więc tragedia i przykro.

A cieszynek Rockiego nigdy nie lubiłem. Nie będę teraz kłamał, bo odszedł i mówił, że je kochałem. Denerwujące, nijakie, nieśmieszne. Ale to jest moje zdanie i skoro podobało się to większości – to super 😉

No nic, chłop był, chłopa nima, życie toczy się dalej. Trzymaj się gdziekolwiek jesteś.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Nie grał nigdy w mojej drużynie. Tym bardziej nie miałem okazji go poznać. Jego cieszynki były nieco przaśne i ani mnie ziębiły ani grzały. Zapamiętałem go jednak jako walecznego zawodnika. Niby nie wirtuoz, ale jednak ktoś więcej niż ligowy dżemik.
Nie będę kłamał, że świat mi się zawalił po jego śmierci, ale po ludzku jest mi przykro, bo odszedł facet, który tworzył mój mały piłkarski świat młodości i dołożył do niego cegiełkę. Jest mi przykro, bo odszedł zdecydowanie za wcześnie i nawet nie chcę sobie wyobrażać, co przeżywają jego bliscy.
Przegrał ostatni mecz, ale jeśli taki randomowy typ jak ja pamięta Piotra Rockiego z boiska, to jestem pewny, że jest nas wielu. Zostanie w pamięci i to jednak jest jakieś zwycięstwo. Pyrrusowe? Na pewno wszyscy byśmy woleli, by finał wyglądał inaczej.
Spoczywaj w spokoju.

kol. Zenon
kol. Zenon

hmm.. mam podobnie, wiedziałem że ktoś taki jak Piotr Rocki jest i wiedziałem, że gra, że waleczny przez cały mecz, że pewnego poziomu nie przeskoczy, ale w razie czego nie odstawi nogi albo zawsze wróci, jak straci piłkę… ja zawsze ceniłem takich ludzi, i też mi w związku z tym przykro, bo Rocki okazał sie jednak chłopem, którego się pamięta i wspomina z szacunkiem, nawet jeśli bez zbyt dużej sympatii… ale może dlatego, że wielu rzeczy o nim dowiedziałem się dopiero teraz? spoczywaj w pokoju Panie Piotrze Rocki

Weszło
12.07.2020

Mecz jak z orlika. Bramkarze jak z pośredniaka

Lech Poznań wytrzymał mecz grany pod presją uciekającego Piasta i ograł Lechię Gdańsk 3:2. Natomiast sam mecz… Cóż, momentami czuliśmy się jak na orliku. Otwarte granie, wysoki pressing, akcja za akcją, jazda to w jedną, to w drugą stronę. No i bramkarze, którzy wyglądali tak, jakby piłkarze obu ekip umówili się, że kto najbliżej bramki, […]
12.07.2020
WeszłoTV
12.07.2020

LIGA MINUS. Paczul, Rokuszewski, Białek, Kowalczyk

Niedzielny wieczór, zatem czas na Ligę Minus. Tematów do dyskusji jak zwykle sporo. Będzie grillowanie Wojciecha Mycia i Dusana Kuciaka, będzie rozmowa o mistrzostwie Polski dla Legii Warszawa. No i oczywiście omówienie wszystkich spotkań kolejki. W studio Paweł Paczul, Mateusz Rokuszewski, Jakub Białek i Wojciech Kowalczyk. Odpalajcie tuż po meczu Lech Poznań – Lechia Gdańsk! […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Piątka z plusem dla Karbownika, trója dla Novikovasa. Oceniamy mistrzowską ekipę Legii

Był taki moment sezonu 2019/20, gdy wydawało się, że Legia po prostu pozamiata ligową konkurencję i zdobędzie mistrzowski tytuł w naprawdę spektakularnym stylu. Demolując kolejnych rywali. Ostatecznie nie do końca się to udało, dyspozycja „Wojskowych” po lockdownie pozostawiała sporo do życzenia. Jeśli sobie jednak przypomnimy sytuację, w jakiej znajdował się klub jeszcze na początku rozgrywek, […]
12.07.2020
Inne sporty
12.07.2020

F1. Sezon 2020. Odcinek drugi: Hamilton wraca na tron

Jeśli chcieliście dziś poczuć emocje, nie mogliście skupiać się na walce o zwycięstwo w Grand Prix Styrii. Głównie dlatego, że tej walki… po prostu nie było. Lewis Hamilton wystartował z pole position i od początku aż do końca wyścigu jechał niezagrożony. Sporo działo się za to w środku stawki. I to temu naprawdę warto było […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Jaga nie pomogła Lechowi. Piast coraz bliżej srebra

Jeśli Lech Poznań myśli o wicemistrzostwie ligi, a po porażce w Pucharze Polski myśli zapewne intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej, potrzebuje „sojuszników”. Kolejorzowi nie wystarczy wygranie wszystkiego do końca sezonu, bo jeszcze mający przed tą kolejką tyle samo oczek Piast musi coś stracić. A na to na razie się nie zanosi. Jeśli w stolicy Wielkopolski w […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Status quo w II lidze zachowany. GKS na remis z Widzewem

Remis w przypadku takich meczów określa się zazwyczaj mianem: dwóch rannych zamiast jednego zabitego. To jest po części prawda, bo ani katowiczanie, ani łodzianie, płakać nad jednym punktem raczej nie będą. Zarazem jedni i drudzy mogą sobie pluć w brodę, bo trzy punkty i o wiele mocniejsza sytuacja w tabeli była na wyciągnięcie ręki. Mecz […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Śląsk remisuje z Pogonią i najpewniej kończy sezon

O ile co chwile dostajemy jakiś mecz o złote kalesony, o tyle starcie Śląska z Pogonią rzeczywiście miało stawkę inną niż symboliczną. Śląsk, gdyby dzisiaj wygrał, miałby 56 punktów i doskoczyłby do podium, wywarł pewną presję na Piaście i Lechu. A pamiętajmy: w finale Pucharu Polski zmierzą się Lechia z Cracovią, więc czwarte miejsce ze […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Beniaminek w barażach – Radomiak pokazuje, że warto było zreformować I ligę

31. kolejka pierwszej ligi to czas, w którym większość drużyn w ostatnich latach grała już o nic. Najpilniejsze kwestie były już rozstrzygnięte, albo zmierzały do rozstrzygnięcia bardzo pewnym krokiem. A tymczasem dziś, dzięki reformie rozgrywek, taki Radomiak nadal ma o co grać. Nie musi liczyć na cud, kilka potknięć rywali. Beniaminek na zapleczu Ekstraklasy ograł […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Legia najbardziej utytułowanym klubem w historii ligi

Nie dojdziesz z kibicem Legii do porozumienia – czy ma czternaście mistrzostw czy piętnaście. Ale po przyklepanym wczoraj tytule tak naprawdę nie ma to aż tak wielkiego znaczenia z punktu widzenia historii Ekstraklasy. Legia Warszawa, bez względu na interpretację sezonu 1992/93, została oficjalnie najbardziej utytułowanym klubem w historii ligi. Zerknijmy na czołówkę klasyfikacji medalowej (za […]
12.07.2020
Live
12.07.2020

LIVE: Lech odegrał się na Lechii

Przed nami ostatni niedzielny maraton w tym sezonie! Za tydzień czeka nas już Multiliga i szalenie emocjonująca końcówka (oczywiście żartujemy), a więc celebrujmy ten moment. Na start Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin. Jakie to będzie meczycho!!! Potem Piast z Jagą. Już nie możemy się doczekać!!! O 17:30 Lech z Lechią. Zacieramy ręce!!! A na deser […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Dla Piasta znów brawa, ale raczej nie za skuteczność transferową

Cokolwiek się stanie na mecie sezonu, Piastowi Gliwice znów należą się brawa. Po sensacyjnym mistrzostwie wielu zakładało, że nastąpi szybki powrót do miejsca w szeregu, tymczasem podopieczni Waldemara Fornalika najdłużej starali się deptać Legii po piętach i od pewnego momentu byli jedynym zespołem, który ewentualnie mógłby jej pomieszać szyki. Nie udało się, ale sezon prawdopodobnie […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Lech Poznań jako klub zasłużył na joby. Drużyna Lecha jeszcze nie

Jako dziennikarze bardzo często pojęcia „klub” i „drużyna” stosujemy zamiennie. Ale między tymi słowami jest istotna różnica. Na przykładzie Lecha Poznań widać to wyraźnie. Lech – jako klub – zasłużył na to, by przez ostatnie lata stać się obiektem drwin. Ale Lech Poznań – jako obecna drużyna – póki co nie nagrzeszył tak, by wrzucać […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Wszystko, co powinieneś wiedzieć przed GKS Katowice – Widzew Łódź

Widzew Łódź i GKS Katowice między siebie mogą podzielić dwadzieścia dwa medale mistrzostw Polski. Dzisiaj jednak zmierzą się w II lidze, przy Bukowej grając kluczowe spotkanie w kontekście awansu na zaplecze Ekstraklasy. Przed tym starciem rozmawiamy z ekspertami, a przy tym kibicami tych klubów. Dlaczego kibice GKS-u z natury są czarnowidzami? Dlaczego sytuacja trenera Góraka […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Śląsk walczy o przedłużenie emocji – dla siebie i dla nas

Lech Poznań był rzecz jasna największym przegranym swojego półfinału Pucharu Polski z Lechią Gdańsk. Zaraz potem jednak na tę listę trzeba wpisać… Śląsk Wrocław. Finał Cracovia – Lechia sprawia, że niemal na pewno czwarte miejsce w Ekstraklasie nie da przepustek do eliminacji Ligi Europy, a to najbardziej uderza właśnie w drużynę Vitezslava Lavicki. Jeżeli myśli […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

UFC 251. W półśredniej bez zmian – Usman zdominował ulicznika

Jorge Masvidal chciał oszukać wszelkie możliwe systemy przygotowywania się do starcia w MMA. Do zestawienia walki wieczoru wskoczył tydzień przed terminem. Musiał błyskawicznie przygotować wagę, zejść o 20 funtów w ciągu sześciu dni. Czekał go lot ze Stanów Zjednoczonych do Abu Dhabi, seria testów na koronawirusa, błyskawiczna seria treningów na otrzaskanie się ze stylem walki […]
12.07.2020
Inne sporty
12.07.2020

Co za gala! KSW pokazało, jak powinno wyglądać MMA

Reborn. Odrodzone. Pod takim hasłem organizowana była dzisiejsza – już 53 – gala KSW. Po przerwie spowodowanej pandemią MMA w najlepszym europejskim wydaniu wróciło. I to jak! Jeszcze dziś w nocy odbędzie się mocno obsadzona gala UFC, ale największa na świecie federacja może mieć spory problem w przebiciu poziomu, jaki zaprezentowano nam dziś w Polsce. […]
12.07.2020
Włochy
12.07.2020

Juventus wymęczył punkcik i wskoczył na autostradę do mistrzostwa

Atalanta ponownie zachwycała, Atalanta prowadziła, Atalanta dominowała. Wszystko wskazywało na to, że rewelacyjna ekipa z Lombardii zatriumfuje dziś na wyjeździe z Juventusem i na finiszu sezonu włączy się jeszcze do walki o mistrzowski tytuł we Włoszech. Goście mieli wszelkie argumenty, by pokonać ospałą, grającą bez polotu „Starą Damę”. Ale kończą z zaledwie jednym punktem i […]
12.07.2020
Weszło
11.07.2020

Czas się zMYĆ z Ekstraklasy

Znacie nasze zdanie na temat Wojciecha Mycia, bo wyrażaliśmy je niejednokrotnie – dostał szansę na poziomie Ekstraklasy bardzo szybko, w zasadzie pomijając szczebel pierwszej ligi. Dlaczego? Chcemy sądzić, że jedynym powodem było to, że PZPN cierpi na deficyt nowych sędziów i nieco na wyrost chciał pokazać Polsce świeżą twarz. Zalety Wojciecha Mycia zamknęlibyśmy w jednym […]
11.07.2020