post Michał Kołkowski

Opublikowane 29.05.2020 11:30 przez

Michał Kołkowski

26 maja 2007 roku Zagłębie Lubin zatriumfowało nad Legią przy Łazienkowskiej w Warszawie i w aurze niespodzianki sięgnęło po mistrzostwo Polski. Trzy dni minęły zatem od trzynastej rocznicy tego niewątpliwego sukcesu. Jaki jest jednak ciąg dalszy tej historii? No cóż, w sumie niezbyt imponujący. Zwłaszcza biorąc pod uwagę suche wyniki. Degradacja za udział w aferze korupcyjnej, potem powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej i jeszcze jeden spadek, tym razem będący już po prostu efektem błędów w budowie zespołu. Tylko raz od czasu mistrzowskiego sezonu udało się „Miedziowym” zająć miejsce uprawniające do gry w europejskich pucharach. Poza tym – totalne przeciętniactwo.

Dość powiedzieć, że jeśli na moment zapomni się o najniższym stopniu podium, na które lubinianie wskoczyli w 2016 roku, piąta pozycja osiągnięta w minionych rozgrywkach okaże się największym wyczynem Zagłębia od sezonu 2007/08, którego ponurą puentą był spadek za szwindle. A przecież „Miedziowi” w poprzedniej kampanii ponad przeciętność wybijali się tylko momentami. W grupie mistrzowskiej wygrali zaledwie jedno z siedmiu spotkań. Mogli mocno namieszać, ale głównie statystowali.

Ciśnie się zatem na usta pytanie: dlaczego wciąż się nie udaje? I to właśnie w Zagłębiu, czyli klubie mającym tak wiele kluczowych atutów, jakimi często nie mogą się pochwalić inni ekstraklasowicze. Mówimy nie tylko o tym, że właścicielem drużyny jest potężny holding KGHM Polska Miedź, jedna z najważniejszych polskich spółek skarbu państwa. Bo dziś Zagłębie to nie tylko bogaty i gwarantujący stabilność właściciel-sponsor, ale również niesprawiający kłopotów, skrojony pod potrzeby i możliwości klubu stadion. Znakomita baza treningowa i świetna akademia piłkarska, wyznaczająca standardy jeżeli chodzi o szkolenie młodzieży w Polsce. Z takim zapleczem organizacyjno-finansowym Zagłębie mogłoby i powinno regularnie plasować się w ligowej tabeli na podium.

Tymczasem trzecie miejsce sprzed czterech lat to incydent. Normą w Lubinie są natomiast rozczarowujące rezultaty.

– To z czego jesteśmy naprawdę dumni, to fakt, że przyjeżdżający do nas zawodnicy od razu widzą jak doskonałe warunki do gry będą mieli. W ogóle to jest bardzo fajne sito: bierzemy tych, którzy pytają, ile tu jest boisk, a nie tych, którzy pytają, ile restauracji i klubów w mieście – mówił w 2016 roku na łamach Weszło były już prezes Zagłębia, Mateusz Dróżdż. Ten sam Dróżdż kilkanaście miesięcy później komentował kompromitację „Miedziowych” w Pucharze Polski tak: – Zagłębie Lubin nigdy nie będzie niewolnikiem zawodników. Kto nie chce u nas grać, nie musi. (…) Robimy co w naszej mocy, żeby piłkarzom przekazać, że w Zagłębiu trzeba ciężko pracować. Są wypłaty na czas. Zawodnicy muszą docenić to, że wszystko mają poukładane od „a” do „z”.

Dróżdża już w Zagłębiu nie ma, lecz nie tylko on jeden doszedł w pewnym momencie do wniosku, że w Lubinie nie brakuje piłkarzy, którym zrobiło się po prostu za wygodnie. Według raportu przygotowanego przez PZPN, w okresie od 1 kwietnia 2019 do 31 marca 2020 roku „Miedziowi” samym tylko agentom zapłacili przeszło trzy miliony złotych. To czwarty wynik w lidze. A w poprzednich tego typu zestawieniach dolnośląska ekipa bywała niekiedy notowana jeszcze wyżej.

***

Trzeba podkreślić, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat Zagłębie – abstrahując od ligowych rozczarowań – pod pewnymi względami poczyniło znaczące postępy. Żeby to zobrazować, najlepiej cofnąć się do wiosny 2003 roku, czyli do momentu, gdy KGHM przejmował większościowe udziały w klubie. „Miedziowi” mieli wówczas zadłużenie w stosunku do miasta przekraczające 20 milionów złotych. Jak informowały media, klub nie rozliczał się również z zawodnikami, zalegał nawet z płatnościami do ZUS-u. Katastrofa. – Dług wziął się stąd, że w pewnym momencie klub przestał odprowadzać do budżetu miasta dochody z giełdy samochodowej, funkcjonującej nieopodal stadionu. Wszystkie pieniądze, które wpływały do kasy MKS-u zaczął zajmować komornik – informowała Gazeta Wyborcza. Profesor Stanisław Speczik, ówczesny prezes KGHM-u, o piłkarzach Zagłębia powiedział na łamach Wyborczej krótko: – Grają jak patafiany.

Poniekąd miał słuszność, bo w 2003 roku Zagłębie – choć miało duże ambicje – przegrało baraż o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. – Nie chcę umniejszać niczyich zasług dla polskiego futbolu, ale nie może być tak, żeby klub takiego potentata jak KGHM Polska Miedź był gorszy od zespołu fabryki kuchenek czy siedzeń samochodowych – zżymał się prezes klubu, Jerzy Koziński. No i już po trzech latach „Miedziowi” faktycznie znaleźli się na ligowym podium, by wreszcie w 2007 roku sięgnąć po drugie w dziejach klubu mistrzostwo Polski. Manuel Arboleda dziękował wówczas Jezusowi, Franciszkowi Smudzie, Czesławowi Michniewiczowi, no i rzecz jasna Zagłębiu. Droga do tego sukcesu była jednakże kręta.

Najpierw nieszczęsna degradacja, której towarzyszył szereg kontrowersji i wizerunkowych wpadek. Wspomnieć można choćby zgrupowanie Zagłębia na Węgrzech, po którym gruchnęła w mediach nowina, że piłkarze zostali ulokowani w pensjonacie, w którym część pięter zajmowała agencja towarzyska. – Po doniesieniach prasowych w tej sprawie zleciłem prezesowi klubu, by przygotował wyczerpujące wyjaśnienie. Dzisiaj mogę powiedzieć, że nie do końca wygląda to tak, jak się o tym pisze. W miejscowościach wypoczynkowych na południu praktycznie w każdym hotelu można dziś spotkać dodatkowe atrakcje. Odbywają się tam pokazy czy programy artystyczne i jest to bardzo lekka rozrywka. W jej ramach są też pokazy piękna kobiecego ciała – dowodził wspomniany Speczik (cytowany przez sport.pl), który bardzo ochoczo angażował się w sprawy klubu.

Kiedy Żarko Olarević, szkoleniowiec Zagłębia, postanowił wywalić kilku piłkarzy pierwszego zespołu do rezerw w ramach kary za fatalną postawę, Speczik tę decyzję po prostu… odwołał. Działając ponad głowami formalnych władz klubu, o trenerze przez litość nie wspominając, bo jego autorytet został po prostu zdeptany, a kompetencje ograniczone do rozstawiania pachołków na treningu.

W ogóle kotłowanina we władzach Zagłębia zakrawała wówczas o absurd. Kiedy Speczik wyjechał do Afryki doglądać interesów KGHM-u, przewodniczący rady nadzorczej klubu, Andrzej Krug, w trymiga poinformował o odwołaniu prezesa, Marcina Fortuńskiego, który w medialnych przekazach uchodził za „człowieka Speczika”. Ten sam Fortuński chwilę wcześniej utrącił natomiast ze stanowiska dyrektora sportowego, Wiesława Wojno, ponieważ obawiał się, że Wojno go podgryza. Krug interweniować nie mógł, przebywał na urlopie. Jak nietrudno się domyślić – taka zabawa w kotka i myszkę Zagłębiu sportowo nie pomagała.

2003 rok. Od lewej: Robert Raczyński (ówczesny prezydent Lubina), Stanisław Speczik (prezes KGHM-u), Grzegorz Kubacki (prezes Stowarzyszenia MKS Zagłębie Lubin).

W 2007 roku do Polskiego Związku Piłki Nożnej dotarły tymczasem wyniki śledztwa prokuratorskiego świadczące o tym, że na zapleczu ekstraklasy Zagłębie ustawiło lub próbowało ustawić dziewięć meczów, wliczając do tego spotkania kluczowe dla losów awansu. „Fryzjer” w swoich zeznaniach, skrupulatnie archiwizowanych na Blogu Piłkarska Mafia, próbował nawet udowodnić, że powrót „Miedziowych” na najwyższy poziom rozgrywek ustalili między sobą bezpośrednio Speczik z Michałem Listkiewiczem, ale prokuratura akurat tym opowieściom nie dała wiary.

Tak czy owak – zamiast pójść za ciosem do zdobyciu mistrzostwa, umoczone w szambie Zagłębie wyleciało z ligi.

Przy wszystkich zastrzeżeniach do obecnej polityki klubu trzeba jednak podkreślić, że obecnie Zagłębie kojarzy się w pierwszej kolejności ze szkoleniem młodzieży, a nie z korupcyjnym skandalami. To jeden z tych klubów, gdzie nie tylko mówiono o konieczności „postawienia na młodzież”, ale rzeczywiście to uczyniono. Z drugiej jednak strony… Gwałtowne zmiany prezesów, żonglerka trenerami i dyrektorami, głosy o przepłacaniu zawodników, którzy nie gwarantują odpowiedniej jakości. Osławiona „potrzeba stabilizacji”. Czy to przypadkiem nie są te same problemy, z którymi Zagłębie zmaga się także i dzisiaj?

***

Trzydziestka spotkań – to jest mniej więcej ta granica, przy której w Lubinie kończy się cierpliwość do kolejnych szkoleniowców. Niektórzy szczęśliwcy popracują trochę dłużej, bardziej pechowi trenerzy zostaną szurnięci ze stołka zanim stuknie im wspomniana trzydziestka. Niemniej, jeśli podsumować ostatnie lata w Zagłębiu, to rzadko który trener zdołał popracować w klubie na dystansie kilku pełnych sezonów. Wyjątki są w zasadzie dwa, od biedy trzy. Pierwszy to oczywiście Piotr Stokowiec (2014 – 2017), który poprowadził „Miedziowych” w 146 spotkaniach i spędził w klubie prawie 1300 dni. Niezły bilans wykręcił Pavel Hapal (2011 – 2013): 55 meczów, 638 dni na stanowisku. Nieco ponad rok (444 dni) spędził też w Zagłębiu Marek Bajor (2009 – 2011). Poza tym: co trener, to większy bądź mniejszy niewypał.

Ben van Dael, Mariusz Lewandowski, Orest Lenczyk, Adam Buczek, Jan Urban, Rafał Ulatowski, Dariusz Fornalak, Andrzej Lesiak… Żaden z nich nie wytrzymał w roli szkoleniowca „Miedziowych” nawet 365 dni, choć za niektórymi stały konkretne dokonania, które powinny zapewniać może nie nietykalność, ale możliwość spokojnej pracy w dłuższym okresie. O ile zatem w strukturach lubińskiej akademii możemy mówić o pewnej myśli przewodniej i ciągłości pracy, tak pierwszy zespół to od lat pomieszanie z poplątaniem.

Bardzo charakterystyczne były okoliczności rozstania z Mariuszem Lewandowskim, który do Lubina trafił w listopadzie 2017 roku i niespełna rok później już go w klubie nie było. Wychowanek Zagłębia na stanowisku trenera nie radził sobie zbyt imponująco, klub nie powalał ani stylem gry, ani rezultatami. Ale punktem zapalnym, który doprowadził w konsekwencji do wyrzucenia Lewandowskiego okazała się w sumie dość pechowa wpadka w Pucharze Polski z trzecioligowym Huraganem Morąg. Dlaczego „pechowa”? Ano dlatego, że akurat w tamtym okresie Zagłębie całkiem przyzwoicie punktowało w lidze. – Nie może dochodzić do tego rodzaju wpadek w klubie, który ma tak potężnego sponsora. To będą najbardziej dotkliwe kary w historii klubu – grzmiał jednakże prezes Dróżdż.

– Wydaje mi się, że bardzo niefortunna była wypowiedź prezesa w tamtym czasie, że wszystko chce zmienić – komentował na naszych łamach Lewandowski. – Mieliśmy dwa punkty straty do lidera po ośmiu kolejkach i wszystko szło w dobrym kierunku. Po przegranej z Huraganem Morąg morale zespołu upadły, do tego, jak leżysz, a ktoś cię dobija, jeszcze człowiek, z którym powinniśmy najpierw porozmawiać, a nie dowiedzieć się wszystkiego z mediów, to też jest trochę inaczej. Uważam, że najważniejsza jest rozmowa. Bezpośredni kontakt z pracownikiem, prawodawcą czy też zawodnikami, a dopiero później wyciągamy wnioski. (…) Później zaczęliśmy funkcjonować nie tak, jak chcieliśmy. Przed każdym meczem byłem zwalniany. Jestem odporny, nie boję się, że ktoś mnie zwolni, ale zawsze lepsza jest rozmowa. Lepiej byłoby, jakby prezes wziął mnie na bok i powiedział, że trenerze, sorry, ale to już koniec niż czekać nie wiadomo na co, przez miesiąc, bo zespół też głupieje, zaczynając myśleć, czy ten trener będzie, czy tego trenera nie będzie. 

Ktoś mógłby pomyśleć, że takie rozstanie z trenerem to nie problem klubu, lecz konkretnego prezesa, który źle rozegrał całą sytuację. Ale przecież takich zwolnień pod wpływem impulsu było w Zagłębiu więcej. Wielu trenerów w ogóle nie doczekało się szansy na wyprowadzenie zespołu na prostą, na przezwyciężenie kryzysu formy. Klasyka gatunku to rozstanie z Pavlem Hapalem, który wyleciał z klubu po przegraniu dwóch pierwszych meczów sezonu 2013/14. Obecny selekcjoner reprezentacji Słowacji miał sporo za uszami, więc można nawet powiedzieć, że decyzja o zwolnieniu go się broniła. Ale styl, timing tej decyzji? Fatalny.

To norma w przypadku Zagłębia. Można powiedzieć, że działacze tego klubu co do trenerów mylą się zazwyczaj dwukrotnie – najpierw w ogóle ich zatrudniając, a potem w nieodpowiednim momencie kończąc współpracę.

Zresztą na początku bieżącego sezonu po zaledwie siedmiu meczach ligowych z gorącego, lubińskiego stołka wyleciał Ben van Dael. Najpierw ściągnięty na Dolny Śląsk do pracy w akademii, potem przerzucony na stanowisko trenera pierwszego zespołu. Już sam ten manewr, nawet jeżeli podejmowany był w sytuacji kryzysowej, należy uznać za cokolwiek dyskusyjny. Wkrótce się zresztą okazało, że Holender niekoniecznie jest osobą odpowiednią do tego, by zgromadzić w garści pokaźną władzę w klubie. Zanim jednak w Zagłębiu doszli do tego wniosku, zdążyli przedłużyć z van Daelem kontrakt.

Brak stabilizacji widać również, gdy spojrzy się ponad trenerów, na stanowisko dyrektora sportowego Zagłębia. A każdy trener czy dyrektor prowadził jednak lubińską łajbę w nieco innym kierunku, po swojemu. Takie zamieszanie u steru naturalnie musiało spowodować, że klub niejednokrotnie wpadł w wir albo osiadł na mieliźnie.

***

– Pierwsza drużyna jest na świeczniku, ale dla nas: dla władz klubu i spółki KGHM jest ona równie ważna co zespoły w akademii. To wizja, którą wspólnie realizujemy. Odnoszę czasem wrażenie, obserwując polskie kluby, że nie ma koncepcji, jak wprowadzać juniorów do piłki seniorskiej. Gdy piłkarz wchodzi do pierwszego zespołu to trenerowi trudno dać mu szansę, bo trener woli postawić na piłkarza bardziej doświadczonego. Zagłębie jest klubem o długiej tradycji. Akademia piłkarska pozwala wprowadzić do tej tradycji bardzo ważny pierwiastek. Jest to na tyle ważna kwestia – ten dopływ młodej krwi do zespołu – że każdy trener, który będzie u nas pracował, będzie musiał się podporządkować tej idei – opowiadał przed laty na naszych łamach Piotr Burlikowski, były dyrektor Zagłębia.

I widać, że ta myśl przewodnia na przestrzeni lat się nie zmienia. Wręcz przeciwnie – nacisk na stawianie na zawodników, którzy zostali wyszkoleni w Lubinie staje się coraz większy. Tylko w tym sezonie w barwach „Miedziowych” porządne minuty otrzymali Bartosz Slisz (1399 min), Łukasz Poręba (629) i Bartosz Białek (812). O pierwszy zespół otarli się również Dawid Pakulski (11), Olaf Nowak (220), Łukasz Soszyński, Paweł Żyra czy Kacper Chodyna. Część z nich to wychowankowie klubu, resztę zaś stanowią zawodnicy, którzy do lubińskiej akademii trafili dopiero na ostatnim etapie szkolenia.

Tak czy owak – na pierwszy rzut oka widać, że lista nazwisk jest pokaźna. Wiele ekstraklasowych klubów mogłoby Zagłębiu pozazdrościć takiego narybku. Ale prawda jest taka, że wiodące role – zwłaszcza po odejściu Slisza do Legii Warszawa – niezmiennie grają w Lubinie starzy wyjadacze. Damjan Bohar, Filip Starzyński, Alan Czerwiński, Lubomir Guldan, Jakub Tosik, Bartosz Kopacz, Sasa Balic, Sasa Zivec – no trudno któregokolwiek z nich wskazać jako młodego, super-utalentowanego wychowanka Zagłębia. 21-letni Bartosz Slisz, bohater hitowego transferu do Legii Warszawa, do Lubina przeprowadził się z Rybnika dopiero w 2017 roku. 22-letni Patryk Szysz, który też sporo szans otrzymał w bieżących rozgrywkach, właściwie nawet nie otarł się o struktury juniorskie „Miedziowych”. Trudno zatem nader przeciętne wyniki pierwszego zespołu usprawiedliwiać w tym przypadku falą niedoświadczonych wychowanków, którzy zalali wyjściową jedenastkę i uczą się piłkarskiego rzemiosła na własnych błędach.

Za takimi usprawiedliwieniami mógłby się ewentualnie chować Dariusz Żuraw z Lecha Poznań. Ciekawe dane prowadzi w tym temacie EkstraStats. Według tego portalu w Lechu prawie 30% czasu gry w sezonie 2019/20 otrzymali polscy piłkarze urodzeni w 1998 roku i później. W przypadku Zagłębia jest to 18%. Drugi wynik w lidze, fakt. Ale nie ma mowy o przepaści nad resztą stawki. Dla przykładu w Koronie Kielce wyszło 12%, a nie kojarzymy raczej tego klubu z odwagą w dawaniu szans młodym zawodnikom.

Tymczasem Zagłębiu bliżej w ujęciu procentowym do Kielc niż Poznania.

Wizytówka klubu mocno kojarzonego zaufaniem dla młodzieży i w ogóle mocno zżytego z regionem, lokalnym przemysłem nie przekłada się także na frekwencję na trybunach. W tym sezonie na mecze Zagłębia przychodzi średnio około 4100 widzów. Gorszym wynikiem mogą się wylegitymować tylko Raków Częstochowa (grający domowe spotkania w Bełchatowie) i Pogoń Szczecin (ze stadionem w przebudowie). Według dorocznego raportu przygotowywanego przez firmę Deloitte („Piłkarska liga finansowa”) w 2018 roku tak zwany „dzień meczowy” stanowił marne 3% ogólnego przychodu Zagłębia Lubin. Z drugiej strony – tylko 29% przychodu przypada na pieniądze z transmisji telewizyjnych. Można kręcić nosem na fakt, że „Miedziowi” opierają swoje funkcjonowanie o spółkę skarbu państwa, ale prawda jest taka, że w chwili obecnej z finansowego punktu widzenia jest to mocny klub.

Zwłaszcza, że inwestycje w akademie zaczynają się pomału spłacać poprzez transfery wychodzące.

Tym bardziej zawstydzające, że Zagłębie nie potrafi tego kapitału przekuć w odpowiednie wyniki. Ekipa, która jest w stanie zaoferować Filipowi Starzyńskiemu kontrakt opiewający na 100 tysięcy złotych miesięcznie brutto, o czym informowaliśmy jakiś czas temu, powinna jednak pokusić się o coś więcej niż ciągła tułaczka w okolicach środka tabeli i wegetowanie w grupie mistrzowskiej.

— Moim zdaniem klub na wielu poziomach wygląda bardzo dobrze i to raczej kwestia korekty niż jakiegoś wielkiego porządkowania – twierdzi Artur Jankowski, od kilku miesięcy prezes Zagłębia. – Dużo pracy mamy na poziomie działu sportowego, w kwestii dyrektora sportowego. Jest temat kontraktów, które są cały czas gorącym aspektem wołającym o dopracowanie, celów transferowych, jakie wyznaczyliśmy. Oraz oczywiście temat akademii, naszego produktu flagowego. Mamy świetną infrastrukturę, know-how, trzeba to połączyć, by takich Białków, czy wcześniej zawodników typu Jagiełło, Slisz, Poręba wyskakiwało jak najwięcej. To nasza przyszłość, również pod kątem przyszłości finansowej. Jeśli z akademii wychodzi dobry zawodnik, to my na tym zarabiamy.

Nie można powiedzieć, by tego typu deklaracje były w Zagłębiu rzucane na wiatr. Tam się na młodych piłkarzy rzeczywiście stawia, ale chyba – mimo wszystko – wciąż głośniej się o tym mówi. Podobnie jak od lat opowiada się o chęci zakotwiczenia na stałe w ligowej czołówce. Co przecież wpłynęłoby również korzystnie na klubową młodzież. Europejskie puchary – dodatkowa okazja, żeby wyeksponować utalentowanego piłkarza. No i większa liczba meczów wymusza niejako rotację w wyjściowym składzie. Same plusy.

***

Czy zanosi się na poprawę? Trudno powiedzieć. Już widać pewne zgrzyty. Niepewna jest przyszłość Martina Seveli, który – co też trochę niepoważne – został jeszcze zatrudniony przez poprzedniego prezesa. Kontrakt trenera wygasa w czerwcu i nie ma na razie pewności, czy współpraca będzie kontynuowana. – Pracuje nam się bardzo dobrze, trener ma świetne relacje z drużyną, autorytet, znakomity warsztat. Ale cele są celami. Jak dojdzie do ósemki, jego umowa będzie przedłużona z automatu. Jeśli się do niej nie dostanie, jego zadaniem jest utrzymanie w ekstraklasie. Gdy to się uda, usiądziemy na spokojnie i porozmawiamy. Na tę chwilę nie ma żadnych rozmów kontraktowych z trenerem. Ma się on skoncentrować na wspomnianych celach – mówił prezes Zagłębia.

Streszczając: „Pracuje nam się z trenerem świetnie, ale jak zajmie dziewiąte miejsce zamiast ósmego, to być może się pożegnamy”.

Jednocześnie ten sam Sevela stara się nawet swoimi publicznymi wypowiedziami wpływać na kształt polityki transferowej klubu. Do Zagłębia zdążyli już trafić zawodnicy mu znajomi, a ostatnio na łamach Przeglądu Sportowego szkoleniowiec zasugerował, że Matyas Tajti i Rok Sirk nie mieszczą się w jego planach na zespół. – Niestety, są w drużynie piłkarze, którzy nie spełnili oczekiwań. Już jesienią kontrakt rozwiązał Asmir Suljić, raczej nie widzę przyszłości w naszej drużynie także dla Tajtiego i Sirka. Nie wiem, jaki będzie ich los, to już zadanie dla szefów klubu. Potrzebujemy jednak lepszych zawodników, do których będą równać młodzi – mówił Sevela.

Prezes Jankowski w rozmowie z Weszło potwierdził, że trwają już rozmowy z agentami obu zawodników – którzy kosztowali klub niemało i z którymi wiązano niemałe nadzieje – odnośnie rozwiązania kontraktów. Z jednej strony zatem sugestie trenera brane są jak widać pod uwagę, ale z drugiej ten sam trener nie może być pewien swojej przyszłości. Biorąc pod uwagę wszystkie ruchy Zagłębia – rozstania z Czerwińskim, Kopaczem, Sliszem, wygasający kontrakt Tosika i tak dalej – klub czeka latem mini-rewolucja kadrowa. A może i nawet bez „mini”. W tak burzliwy okres wypadałoby jednak wchodzi z trenerem-pewniakiem, a nie gościem, który może zostanie, a może nie. Tym bardziej że Sevela to nie jest facet wyciągnięty z kapelusza, bez doświadczenia i z wątpliwym warsztatem.

W tej chwili „Miedziowi” zajmują jedenastą pozycję w tabeli, ich przewaga nad strefą spadkową jest dość bezpieczna. Można śmiało założyć, że prędzej się rzutem na taśmę wkręcą do górnej ósemki niż spadną. Ale Zagłębie odebrało już kilka cennych nauczek, że uwikłanie się w walkę o utrzymanie nawet dla klubu o tak mocnych wydawałoby się podstawach może mieć tragiczny finał. Zdaje się jednak, że na razie w Lubinie nikt nie wziął sobie tej nauczki do serca. A nawet jeśli wziął, to już go pewnie w Zagłębiu nie ma.

fot. FotoPyk

Opublikowane 29.05.2020 11:30 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 8
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
XDprusz
XDprusz

Ben van Dael, Mariusz Lewandowski, Orest Lenczyk, Adam Buczek, Jan Urban, Rafał Ulatowski, Dariusz Fornalak, Andrzej Lesiak – problemem nie jest to, że zbyt wcześnie ich zwolniono, tylko że oprócz Urbana nie ma w tym gronie nikogo kto powinien kiedykolwiek zostać trenerem w tym klubie.

Miro Juro
Miro Juro

Szczególnie Ulatowski. Dramat.

PYZ24
PYZ24

Szkoda, że żaden klub nie odważy się położyć grubych pieniędzy na porządnego trenera, tylko oszczędzają licząc, że uda się odkryć perełkę w tym fachu. Przykład Legii (Czerczesow vs. Hasi) dobitnie pokazuje, jak ważnym elementem jest trener, który faktycznie zna się na rzeczy.

Iko
Iko

Zacznijmy od tego, że średnia frekwencja 4100 jest mocno zawyżona. Zagłębie od dobrych kilku lat przoduje we frekwencji na poziomie 2000. Ciekawe czy ich przygoda skończy się jak Bełchatowa i PGE czy Łęcznej i kopalni.

Buldozer Janusz
Buldozer Janusz

Nawet jeśli kopalnia się odetnie, to jest jeszcze akademia, od której KGHM się tak łatwo nie odetnie.

Art
Art

Rozczarowania? Polskiej lidze potrzeba kilku drużyn pokroju Freiburga, Mainz czy Werderu. Typowych średniaków – z tym do przodu, z tym w plecy. Podział na grupy stworzył podział gdzie 15/16 ekip uważa, że awans do grupy mistrzowskiej jest obowiązkiem. Później są zwolnienia, które zresztą takie pisanie jak powyżej tylko przyśpiesza. Niech się skupią na szkoleniu młodzieży i będą poukładanym klubem ze zdrowymi finansami, hierarchią i ambicjami. Gdzie jak nie w Lubinie?

PYZ24
PYZ24

Polskim Werderem może być Korona albo Górnik Zabrze. Zagłębie jest jak Schalke – kasa jest, ale nikt nie wie, co z nią zrobić. W Lubinie, mając takiego sponsora, pierwsza piątka powinna być regularnie, a nie od święta.

Jak co wtorek ssałem worek
Jak co wtorek ssałem worek

No jak to nie wiadomo o co chodzi. To kopalnia stolkow dla dzialaczy a nie o jakie sportowe osiagnieia chodzi. Chodzi o to zeby wyssac jak najwiecej kasy i kazdy cicho siedzial

Weszło
18.09.2020

Sobota w WeszłoFM: Michał Helik, Stan Futbolu i trzy hitowe mecze

Weekend na antenie radia WeszłoFM rozpoczniemy w sobotę o godzinie ósmej. Monika Wądołowska i Wojciech Piela przywitają Was w poranku, który będzie pełny atrakcji. W programie echa losowania potencjalnych rywali dla polskich zespołów w eliminacjach Ligi Europy, ale także zapowiedź sobotnich emocji w Ekstraklasie. O swoim transferze do Barnsley i pierwszych dniach w nowym klubie […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Szok. Ustawienie Polacek-2-3-1 znów nie zdało egzaminu

Lubimy oglądać mecze Podbeskidzia Bielsko-Biała w Ekstraklasie, ale mamy wrażenie, że jeszcze bardziej lubią grać je rywale Górali. A to już niepokojące, gdy mówimy o chęci zadomowienia się na ligowym poziomie, co potwierdzić mogą i w Sosnowcu, i w Łodzi. Podopieczni Krzysztofa Brede znów odstawili w obronie kabarecik i stracili cztery bramki, przez co ich […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Pojedynek gołej dupy z batem. Arka bije Miedź i tylko patrzy, czy równo puchnie

Słuchajcie, ale akcja. Polsat dzisiaj nieco zamieszał i transmitował mecz profesjonalnych piłkarzy Arki z zawodnikami wymagającymi zajęć wyrównawczych. Jak to się śmiesznie oglądało! Jedni z piłką obchodzili się bardzo sprawnie, drudzy sprawiali wrażenie, jakby pierwszy raz ją widzieli i zastanawiali się, do czego w ogóle ten przedmiot służy. Co? Ta druga drużyna też chce awansować […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Wydawało mi się, że jestem najlepszym trenerem świata

W Wiśle Kraków wydawało mu się, że jest najlepszym trenerem świata. W Legii zresztą też. Pogoń zabrała mu kilka lat życia. Czy szuka pracy na polskim rynku? Dlaczego obserwował w Opalenicy Niko Kovaca? Dlaczego atmosfera w Wiśle Kraków była szczególna? Jaką lekcją była Levadia? Dlaczego po mistrzostwie w Lechu jego zespół był na ostatnim miejscu […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Kiedy ekstraklasowi piłkarze nauczą się grać co trzy dni i dlaczego nigdy?

Udało się! Po latach oczekiwań już wiemy, że przynajmniej dwa polskie zespoły nie skompromitują się w tym sezonie europejskich pucharów. Czyhali groźni Łotysze, skradali się podstępni Białorusini, ale nie tym razem, nie z nami te numery. A potem jeszcze udało się ograć i Szwedów, i Austriaków. Rok 2020 rzeczywiście jest niesamowity! W ogóle to dość […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

#GramyDlaBiałorusi – osiem zespołów z całej Europy weźmie udział w esportowym turnieju charytatywnym!

Już w najbliższy poniedziałek, 21 września, w Międzynarodowy Dzień Pokoju na Świecie, odbędzie się turniej w Counter-Strike: Global Offensive, w którym weźmie udział 8 drużyn europejskich. Uczestnicy powalczą o pulę nagród w wysokości 100 000 złotych. Rozgrywkom będzie towarzyszyć zbiórka pieniężna na rzecz Fundacji Białoruski Dom. Partnerem Głównym akcji jest należąca do Totalizatora Sportowego marka LOTTO. […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

9 milionów czekolad dla piłkarzy Lecha i Piasta czy 1/3 Thiago?

Przed tygodniem jeden z Polaków z powiatu pruszkowskiego stanął przed trudnym, ale przyjemnym dylematem: co zrobić z 96 milionami złotych? Tak, tak, drugi raz w historii zdarzyło się, że jeden z naszych rodaków rozbił bank w loterii Eurojackpot organizowanej przez Totalizator Sportowy. Wydatnie pomogliśmy temu szczęśliwcowi, proponując trzy sposoby na wydanie tej sporej kasy. Jeśli […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Kości zostały rzucone. Legia, Piast i Lech ruszają w stronę Ligi Europy

Wszystko już jasne. Legia Warszawa, Piast Gliwice i Lech Poznań poznały swoją drogę w stronę fazy grupowej Ligi Europy. W szwajcarskim Nyonie rozlosowano pary IV rundy kwalifikacji do drugich najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywek organizowanych przez UEFA. Jak trafiły polskie kluby? Absolutnie nie najgorzej. W przypadku Legii awans powinien być obowiązkiem, Lech ma na to realną […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Czy Bayern będzie jeszcze mocniejszy?

Najlepszy na świecie Lewandowski. Wybuch gwiazdy Daviesa. Ponowny prime Neuera i Mullera. Przypakowany Groetzka. Mądry Kimmich. Trenerski geniusz Flicka. Rozsądna tożsamość i brak nerwowych zachowań ze strony władz klubu. Serie zwycięstw. Epickie mecze. Mistrzostwo Niemiec. Puchar Niemiec. Liga Mistrzów. Miniony sezon był dla Bayernu Monachium idealny. Czy kolejny może być lepszy, czy coś lepszego niż […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Koszalin, beton, polityka. Czego CBA mogło szukać w PZPN-ie?

W ubiegłym tygodniu Centralne Biuro Antykorupcyjne weszło do siedziby Polskiego Związku Piłki Nożnej oraz 16 okręgowych związków. Jak tłumaczył Zbigniew Boniek m.in. w programie Liga+ Extra, służby zabezpieczyły mnóstwo dokumentów, ale nie do końca wiadomo, co właściwie było głównym przedmiotem ich zainteresowania. Ze strzępków informacji, które ujawnili m.in. dziennikarze Przeglądu Sportowego i Super Expressu wyłania […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Która Wisła wreszcie mocniej popłynie?

Już kilka razy podkreślano, jak trudne wejście do Ekstraklasy zaliczają tegoroczni beniaminkowie. Po trzech kolejkach Podbeskidzie, Stal Mielec i Warta Poznań nie mają na koncie ani jednego zwycięstwa, łącznie zdobywając pięć punktów na 27 możliwych. Najbliższa szczęścia była Stal, która tydzień temu dopiero w doliczonym czasie straciła prowadzenie z Cracovią. Warto jednak zauważyć, że równie […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Lewandowski rozpocznie strzelanie, Neuer na zero z tyłu? Schalke leży Bayernowi

Leroy Sane, Robert Lewandowski, Serge Gnabry, Ozan Kabak, Suat Serdar i Amine Harit na jednym boisku? Całkiem przyjemny ten powrót Bundesligi. Fani niemieckiego futbolu nie mogli sobie wyobrazić lepszego spotkania na otwarcie sezonu. Ci, którzy zerkają za zachodnią granicę tylko po to, żeby dowiedzieć się, co słychać u Roberta Lewandowskiego, także. Bo Schalke to jeden […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Górnik Wałbrzych. Martwy oddech wielkiego futbolu

– Wałbrzych był jedynym zespołem, dla którego warto było przejechać trochę kilometrów, zmarznąć lub zmoknąć. Inne drużyny I ligi i reprezentacje na to nie zasłużyły – listopad 1983 roku, śp. Jerzy Zmarzlik. 37 lat. Z perspektywy nowych pokoleń okres raczej niewarty uwagi, bo nieokraszony w bitwy na szable, muszkiety czy bronie maszynowe. Szkoda, bo akurat […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Która Wisła odbije sobie słaby start sezonu? Atrakcyjne Combo Dnia w eWinner!

Derby w Ekstraklasie? No tak, Lech – Warta, Wisła – Cracovia. Ale rzecz jasna są też „derby” z przymrużeniem oka. Np. takie, jak mecz Wisły z Wisłą. Tej z Krakowa z tą płocką. I tak się akurat składa, że będzie to mecz arcyciekawy, bo obydwa zespoły nie są w najlepszej dyspozycji. Po dwa punkty, średnia […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Łukasz Sierpina 2020, wersja zaktualizowana i spatchowana

Łukasz Sierpina po 49 meczach w Ekstraklasie miał oszałamiający bilans: zero bramek, zero asyst. Stanowił synonim ligowego wiatraka, który w sumie trochę chaosu potrafi stworzyć, czasem szarpnie, ale nie przekłada się to na żadne liczby, żadne konkrety. W tym sezonie jednak obserwujemy wersję zaktualizowaną, spatchowaną, słowem: Sierpina 2.0. Raptem trzy mecze, cztery asysty. Z króla […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Dla kogo hit I ligi? Arka i Miedź przed ważną weryfikacją

Arka Gdynia? Dwa mecze, dwa zwycięstwa. Miedź Legnica? Trzy spotkania, sześć punktów. Oba zespoły jeszcze do niedawna walczyły o punkty w Ekstraklasie. Dziś, jako jedni z faworytów całych rozgrywek, spotkają się na boiskach pierwszej ligi. Gdynianie ostatnio musieli pauzować z powodu koronawirusa. Czy wybije ich to ze zwycięskiego rytmu? Sprawdzamy, co warto postawić w hicie […]
18.09.2020
Weszło Extra
18.09.2020

Po powołaniu uroniłem łzy. Marzyłem o tym, ale to dopiero początek

Powołanie do reprezentacji Polski, wyjazd na zachód, gol w debiucie w Heerenveen. W ostatnich tygodniach Pawłowi Bochniewiczowi wiedzie się bardzo dobrze. Rok temu odrzucił oferty Arminii i Wigan, dzięki którym zarabiałby w tydzień tyle, co w Górniku w miesiąc, by dalej się rozwijać. Heerenveen obserwowało go pół roku, a do Zabrza przekonywać Bochniewicza przyleciał nawet […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Z cyklu wyjazdy nieoczywiste – Łabojko w przystani genialnych środkowych pomocników

Wielu było w Ekstraklasie kandydatów do wyjazdu latem. Czy należał do nich Jakub Łabojko? Ujmijmy to tak – na pewno nie stał w pierwszym szeregu, a może nawet i nie w drugim. Tymczasem pomocnik Śląska zameldował się w Brescii i będzie próbował podbić boiska Serie B. Śląsk zarobi na nim 600 tysięcy euro. Piłkarz podpisał […]
18.09.2020