post Avatar

Opublikowane 17.04.2020 14:32 przez

Kamil Gapinski

Kiedy Bogdan Wenta spytał go w półfinale MŚ w 2007 roku czy jest gotowy, aby wejść na parkiet, odpowiedział, lekko się jąkając: „ttttrenerze, ja jestem gotowy od urodzenia!”. Legendarna rozmowa, legendarny zawodnik. Michał Jurecki to kawał historii naszej piłki ręcznej. Niedawno gruchnęła informacja o jego powrocie do Polski, do Azotów Puławy. Pomyśleliśmy, że to dobry pretekst, by przypomnieć klubową karierę „Dzidziusia”, która nie jest tak doskonale znana kibicom, jak ta reprezentacyjna.

ROZDZIAŁ I – Chrobry Głogów (2003-06)

– Powiedziałem działaczom, że u nas w domu jest jeszcze jeden Jurecki, który ma papiery, by zostać dobrym zawodnikiem. Uwierzyli, przyjechał na testy. Spodobał się i tak już został – wspomina w rozmowie z Weszło początki seniorskiej kariery Michała jego brat, Bartek.

Młodszy z braci był wtedy zawodnikiem Tęczy, klubu z rodzinnego Kościana. Serce do walki, mocny rzut z dystansu –  te cechy już wtedy było u niego widać. Pozostawało pytanie, czy zdoła je zaprezentować na najwyższym poziomie rozgrywek?

Bartek: – Dawał radę. Wiadomo, że nie był jeszcze tym Michałem, którego większość pamięta z Vive czy z kadry. Ale zbierał cenne doświadczenie i z sezonu na sezon wyglądał lepiej.

Rozgrywki 2005/06 na zawsze pozostaną w pamięci kibiców Chrobrego. Prowadzona przez Jarosława Cieślikowskiego drużyna już w pierwszych tygodniach zasygnalizowała, że może być mocna. Głogowianie wygrali sześć kolejnych meczów w lidze i wtedy udali się na wyjazd do Kielc. Tam owszem, doszło do niespodzianki, ale… in minus. Rozpędzony Chrobry został rozwałkowany przez Vive i przegrał aż 25:38. Koniec pięknej historii? Nic bardziej mylnego!

Dowodzona na parkiecie przez kapitana Bartosza Jureckiego drużyna zakończyła sezon zasadniczy na drugim miejscu, za Wisłą Płock. W półfinałach fazy play off znowu trafiła na kielczan. I wzięła na nich srogi rewanż. Głogowianie wygrali te rywalizację 2:1 zadziwiając kibiców w ostatnim spotkaniu. Zdobyli bowiem Kielce w sposób spektakularny, wygrywając 31:25. Aż 15 z bramek dla Chrobrego rzucili wtedy Jureccy!

Szok, pierwszy medal mistrzostw Polski w historii klubu stał się faktem. Pozostało pytanie, czy będzie to złoto, czy też jednak srebro?

Nafciarze byli faworytem tej rywalizacji, toczonej wówczas do trzech zwycięstw. W sezonie zasadniczym zdobyli aż o osiem punktów więcej niż Chrobry. Dwukrotnie bez większych problemów pokonali w tym czasie głogowian – 30:23 i 28:26.

Statystyki były po ich stronie, ale bracia Jureccy mieli je gdzieś. Dlatego już pierwsze spotkanie w słynnej płockiej Blaszak Arenie było wojną. Wisła ją wygrała, ale tylko 25:24. Bartek i Michał znowu szaleli – pokonali Andrzeja Marszałka i Marcina Wicharego aż trzynaście razy.

Ten mecz był jasnym sygnałem dla płocczan: w Głogowie możemy was pozamiatać. I rzeczywiście, finał numer dwa był popisem Chrobrego. Jureccy zdobyli zgodnie po siedem bramek, a ich zespół wygrał 31:26. Gdyby następnego dnia poszli za ciosem, bardzo możliwe, że Nafciarze już by się nie podnieśli. Ale chłopcom Cieślikowskiego brakowało tak szerokiej kadry, jak Wiśle, a co za tym idzie sił. Dlatego po piekielnej walce ulegli faworytom 23:24. Sześć dni później płocczanie przypieczętowali zdobycie tytułu.

Jeśli nawet w Głogowie smucono się tą porażką, to zapewne bardzo krótko. Srebro dla zespołu pokroju Chrobrego było bowiem spełnieniem marzeń. Klub już nigdy potem nie stanął na podium, niech to najlepiej świadczy o skali wydarzenia.

Bartek: – To był świetny czas dla miasta. Wszyscy szliśmy w jednym kierunku, atmosfera w zespole była wspaniała, nie mieliśmy żadnych konfliktów. Nie byliśmy też najlepiej opłacani, ale w tej sytuacji pieniądze nie były najważniejsze.

Bartosz i Michał byli motorami napędowymi całego projektu. Ciekawe, że w trakcie sezonu toczyła się między nimi rywalizacja o to, kto zdobędzie więcej bramek. Wygrał ją niespodziewanie obrotowy, który zanotował na swoim koncie 153 goli, o osiem więcej od „Dzidziusia”.

Po tym niezwykłym sezonie obaj bracia osierocili ekipę z Dolnego Śląska. Bartosz skorzystał z oferty Bogdana Wenty i wyjechał do Magdeburga podbijać Bundesligę. Michał jeszcze nie zdecydował się na skok na tak głęboką wodę. Uznał, że wzburzone fale morza mogą go zatopić, dlatego na razie lepiej wybrać się z jeziora do rzeki. Przeszedł do Vive, które miało za sobą upokarzający sezon. Po wspomnianej wcześniej półfinałowej porażce z Chrobrym kielczanie zostali zmiażdżeni w spotkaniach o brąz przez Zagłębie Lubin. Porażka 0:3 musiała rozwścieczyć szefa klubu Bertusa Servaasa. Jednym z leków na jego nerwy miał być właśnie Michał.

ROZDZIAŁ II – VIVE KIELCE (2006-07)

Kiedy Jurecki przychodził do Kielc, pierwszym lewym rozgrywającym drużyny był Paweł Podsiadło. Dwudziestoletni wówczas gracz cieszył się opinią wielkiego talentu, który z czasem może stać się drugim Karolem Bieleckim. W poprzednich rozgrywkach błyszczał na tle kolegów z zespołu, kolejne nie były dla niego już tak udane. W grudniu doznał w Piotrkowie Trybunalskim groźnej kontuzji, w efekcie której zagrał tylko w piętnastu ligowych spotkaniach.

Problemy ze zdrowiem omijały Michała, który stał się drugim najlepszym snajperem drużyny, po Mateuszu Jachlewskim. „Siwy” był wtedy obrońcą tytułu króla strzelców, więc jego super skuteczność nikogo nie dziwiła. Szokowało za to Vive, zaliczające kolejny fatalny sezon.

Zespół, który miał sięgnąć po pierwszy od 2003 roku mistrzowski tytuł, znowu… nie wszedł nawet do finału. W półfinale kielczan ograł odwieczny rywal z Płocka, zatem po raz kolejny walczyli tylko o brąz. Rywalem była Olimpia Piekary Śląskie, każdy inny wynik niż wygrana zespołu Jureckiego 3:0 należałoby wtedy uznać za sensację.

Nie doszło do niej, Vive straszliwie obiło rywali, kolejno 10, 18 i 15 bramkami. Po tych meczach Michał raczej nie mógł czuć się za dobrze. Zmienił klub po to, by wywalczyć upragniony złoty medal, a tymczasem nie powtórzył nawet wyczynu z poprzednich rozgrywek…

ROZDZIAŁ III – HSV Hamburg (2007-08)

W lutym 2007 roku Niemcy zdobyli mistrzostwo świata. Ważnym punktem tej drużyny był Pascal Hens, nazywany wówczas przez wielu Davidem Beckhamem piłki ręcznej. Facet grał efektownie, wypowiadał się barwnie, a dodatkowo miał na głowie charakterystycznego blond irokeza. To wszystko złożyło się na taką a nie inną ksywkę. 

Piszemy o tym gościu nie bez przyczyny – to właśnie on miał być rywalem Michała w walce o pierwszy skład.

Bartosz Jurecki: – Wiadomo, że kogoś takiego ciężko było wygryźć z siódemki.

Za Hensem przemawiało w tej rywalizacji wiele: od większego doświadczenia, przez nieco wyższe wtedy umiejętności, po fakt, że był Niemcem, a nie od dziś wiadomo, że gdy trener ma do wyboru swojego zawodnika i obcokrajowca, chętniej postawi na krajana.

Oczywiście „Dzidziuś” mógł mieć nadzieję, że Martin Schwalb da mu pograć. Bo przecież jest potwornie silny, wytrzymały i ma konkretny rzut. Bo przecież na boisku zostawia całe zdrowie. Bo przecież choćby na mundialu pokazał jakim dysponuje potencjałem.

Niestety, Schwalb rzadko korzystał z usług Michała. Bardziej niż na jego rozwoju był skupiony na zdobyciu mistrzostwa kraju, za co trudno go winić. Szczególnie, że ból po poprzednich rozgrywkach zapewne towarzyszył mu przez wiele miesięcy. W sezonie 2006/07 HSV przegrał walkę o tytuł z THW Kiel… gorszą różnicą bramek. Obie drużyny zdobyły wtedy po 58 punktów, a w takim przypadku w Bundeslidze nie decydował bezpośredni bilans spotkań, tylko właśnie gole dodatnie.

Po kilku miesiącach Jurecki doszedł do wniosku, że nie będzie grał w Hamburgu tyle, ile by chciał, dlatego odszedł do TuS N-Lubbecke. Uważam, że od razu z Kielc powinien iść do klubu tego pokroju, żeby otrzaskać się w Bundeslidze, a dopiero potem „atakować” zespół na poziomie HSV.

W nowym mieście Michał spotkał jednego z najbardziej pozytywnych świrów w kadrze Bogdana Wenty…

ROZDZIAŁ IV – TuS N-Lubbecke (2008-10)

Jurecki znalazł się w zespole, który walczył z całych sił o pozostanie w Bundeslidze. Po 19. kolejkach zajmował w niej siedemnaste miejsce, jedno z dwóch spadkowych, ale sytuacja nie była beznadziejna. Szesnaste w tabeli GWD Minden miało tyle samo punktów, a piętnasty Wilhelmshavener o jedno oczko więcej.

Jednym filarów TuS N-Lubbecke w defensywie był wówczas Artur Siódmiak, który w rozmowie z Weszło wspomina tamte czasy: – Michał nie przyjechał załamany faktem, że w Hamburgu grał mało. Wręcz przeciwnie, był napompowany na maksa. To człowiek, który ma tyle energii, że musi gdzieś ją spożytkować. Najlepiej na parkiecie. Bo kocha grać, musi grać.

„Dzidziuś” z miejsca stał się jednym z liderów drużyny, podobnie jak to było w Kielcach. Niestety, tak samo jak za czasów gry w Vive jego dobra postawa nie przyczyniła się do odniesienia sukcesu. TuS N-Lubbecke żegnało się z Bundesligą i było to bardzo bolesne rozstanie. Gdyby drużyna Polaków zdobyła punkt więcej, ligowy byt zostałby zachowany.

Siódmiak: – Po spadku zatrzymaliśmy prawie cały bundesligowy skład, co rzadko zdarza się w takiej sytuacji. Działacze przyszli do nas, powiedzieli, że w drugiej lidze będziemy mieli dokładnie takie same kontrakty jak w ekstraklasie i że chcą do niej jak najszybciej wrócić. Tym podejściem nas kupili.

Gdy zerkamy na kolejne rozgrywki, do głów przychodzą takie słowa, jak demolka, miazga, dominacja. Z 34 meczów zespół Polaków wygrał bowiem 33 (!), dzięki czemu bez problemów wrócił do Bundesligi.

Siódmiak: – Rywale mobilizowali się okrutnie na spotkania z nami, na zasadzie bij mistrza, a w tym przypadku spadkowicza. W efekcie kilka meczów mieliśmy naprawdę ciężkich, ale nie oszukujmy się, zdarzały się też spotkania, że tak powiem „spokojne”. W sumie takich było najwięcej.

Po powrocie do Bundesligi do Artura i Michała dołącza Tomasz Tłuczyński, tak jak oni medalista z 2007 roku. Na naszych zaczynają wtedy mówić w szatni z szacunkiem polish mafia. „Gangsterzy” znad Wisły dbali o interesy drużyny wyjątkowo skutecznie – tym razem TuS N-Lubbecke utrzymało się bez problemów. Dziesiąte miejsce w lidze było w dużej mierze zasługą polskich zawodników.

Dwie wieże. Tak nazywano Siódmiaka i Jureckiego, gdy grali razem w obronie. Popisowym numerem tej parki w był tzw. sandwich.

Siódmiak: – Zostawialiśmy między sobą dziurę w defensywie, specjalnie po to, żeby jakiś gracz pomyślał sobie: o, mogę tu wbiec i rzucić bramkę. Gdy zaczynał to robić, my szybko się schodziliśmy, przez co facet był mocno poturbowany i często nie wiedział nawet, co go trafiło (śmiech). Sędziowie też nie wiedzieli, kogo w takiej sytuacji karać, wina rozkładała się na nas obu, dlatego niejednokrotnie unikaliśmy dwuminutowych kar.

Już w końcówce tego sezonu Jurecki podjął jednak decyzję, że wraca do Polski, do Kielc.

Siódmiak: – Długo z nim rozmawiałem na temat tego transferu. Byłem zdania, że za szybko chce wracać, że spokojnie mógłby tu jeszcze pograć ze trzy lata, szczególnie, że interesowały się nim najmocniejsze niemieckie kluby. Z perspektywy lat mogę oczywiście powiedzieć, że Michał zrobił dobrze, bo Kielce stworzyły klub, który został europejską potęgą. Jednak wtedy nie było tak oczywiste, że nią będą.

ROZDZIAŁ V – Vive Kielce (2010-2019)

Gdyby opisać szczegółowo wszystko, co spotkało Michała w Kielcach, trzeba byłoby popełnić książkę a nie internetowy tekst. Dlatego skupimy się tu na… pierwszych razach. Albowiem to właśnie w barwach Vive Jurecki zaliczył ich najwięcej.

Pierwsze mistrzostwo Polski „Dzidziuś” zdobył w 2012 roku. Potem sięgał po ten tytuł jeszcze siedmiokrotnie! Za swojej drugiej kadencji w Kielcach nie został ozłocony tylko raz, w rozgrywkach 2010/11. Pierwsze miejsce kielczanom odebrała wówczas oczywiście Wisła Płock z natchnionym Piotrem Chrapkowskim w ataku. Obecny kapitan naszej kadry wszedł wtedy w ofensywie na poziom, którego nigdy wcześniej i później już nie pokazał. W decydującym meczu wygrał dla Nafciarzy tytuł niemalże w pojedynkę, ale to temat na zupełnie inny tekst. 

Pierwszy Puchar Polski wywalczył także w sezonie 2010/11. W kolejnych latach zapoznał się z tym trofeum znakomicie, dzierżył je bowiem w dłoniach jeszcze osiem razy.

Pierwszy triumf w Lidze Mistrzów. I dla Michała, i dla polskiego klubu. Finał z Veszprem, w którym kielczanie przegrywali w 46. minucie 19:28, spokojnie możemy uznać za jeden z najbardziej dramatycznych meczów w historii naszej piłki ręcznej. A przecież poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko, głównie przez kadrę Bogdana Wenty.

Pierwszy klub, w którym został kapitanem. Przed nim nosiły ją w Vive prawdziwe znakomitości, chociażby Robert Nowakowski, Radosław Wasiak czy Grzegorz Tkaczyk. Ciężar takiej opaski mógłby przytłoczyć niejednego, ale Michał sobie z nim poradził.

Pierwsze tak duże rozczarowanie. Jurecki nie chciał odchodzić z Kielc, marzyła mu się gra w tym klubie do końca kariery. Vive nie zamierzało jednak z nim podpisać dwuletniej umowy, na stole leżała propozycja zaledwie rocznego kontraktu. Michał uznał, że ta oferta go nie satysfakcjonuje.

Efekt? Wielki, niespodziewany powrót do Niemiec. Wielki bo chyba mało kto mógł przypuszczać, że po wiekowego zawodnika zgłosi się mistrz najsilniejszej lidze na świecie. A jednak tak właśnie się stało…

ROZDZIAł VI – Flensburg (2019-2020)

Kiedy Michał podpisywał dwuletni kontrakt z Flensburgiem, było jasne, że nie będzie motorem napędowym drużyny. Jurecki miał w niej pełnić rolę doświadczonego zawodnika, który na treningach podpowie kolegom, jak mają grać na lewej połówce, a w meczach wprowadzi na parkiecie spokój, jeśli młodym akurat zagrzeją się głowy. Mimo to „Dzidziuś” nie spodziewał się, że będzie grał aż tak mało. W rozmowie z nami potwierdza to jego brat Bartosz, który wspomina lakonicznie, że „ustalenia były inne”.

Do czasu zatrzymania Bundesligi, Flensburg rozegrał 27 meczów. Michał pojawił się co prawda na parkiecie w każdym z nich, ale zdołał zdobyć tylko 21 bramek. Mało jak na super strzelca, prawda?

O ile jest oczywiste, że trener Maik Machulla stawiał częściej na lewej połówce na dużo młodszego Gorana Sogarda, który wyrasta na czołowego rozgrywającego w Niemczech, o tyle delegowanie na parkiet Simona Jepssona kosztem Polaka może dziwić. Skomentowałem w Sportklubie dziesiątki meczów z jego udziałem i muszę powiedzieć, że to przeciętny gracz. Owszem, zapowiadał się znakomicie, dlatego trafił na północ Niemiec. Nie rozwinął się jednak zgodnie z oczekiwaniami, jak dla mnie drugim bocznym rozgrywającym zespołu powinien być więc Polak.

Michał chyba myślał podobnie, dlatego postanowił skrócić swój kontrakt z Flensburgiem. Oczywiście nie był to jedyny powód. W rozmowie z TVP Sport nasz zawodnik przyznał, że po prostu tęsknił za rodziną, która mieszka w Kielcach.

Pytanie: czy będzie mu dane zakończyć pobyt w Bundeslidze pierwszym w karierze tytułem mistrza Niemiec? Tego nie wiemy, na razie Flensburg jest wiceliderem tabeli. Do THW Kiel traci dwa punkty, ma o jeden mecz rozegrany mniej. O tym, czy rozgrywki będą kontynuowane, przekonamy się niebawem. Na razie postanowiono je wstrzymać do 16 maja.

Cokolwiek się nie zdarzy, pewne jest jedno – Jurecki nie rozstanie się z Flensburgiem w niezgodzie. Po powrocie do Polski ma pełnić funkcję jego ambasadora, a z czasem – skauta.

ROZDZIAŁ VII – Azoty Puławy (2020 -?)

Podobnie jak to było w Chrobrym, do Azotów przed Michałem trafił jego brat. Pobyt w Puławach nie był dla Bartka tak udany, jak ten w Głogowie. Przede wszystkim dlatego, że przedwcześnie wyleciał z trenerskiego stołka. Szef klubu, kontrowersyjny Jerzy Witaszek, uznał, iż zespół gra za słabo, dlatego podziękował „Shrekowi”. Starszy Jurecki zostawiał drużynę na czwartym miejscu w tabeli. Pod wodzą nowego szkoleniowca, doświadczonego Zbigniewa Markuszewskiego, Azoty totalnie zawiodły. W ćwierćfinałach fazy play-off zespół okazał się gorszy od Gwardii Opole, marzenia o kolejnym medalu mistrzostw Polski trzeba było odłożyć na później.

Puławianie mają ich na koncie cztery, wszystkie brązowe. Jurecki niewątpliwie ma przyczynić się do tego, aby w gablocie pojawił się kolejny krążek. Eksperci z Arturem Siódmiakiem na czele są przekonani, że to nadal zawodnik, który może dokonywać w naszej lidze wielkich rzeczy. Z kolei Witaszek ma zapewne nadzieję, że taki lider pozwoli mu spełnić marzenie życia, czyli wejść z butami między Vive a Wisłę.

Moim zdaniem to mało prawdopodobne, ale z drugiej strony przecież „Dzidziuś” nie raz dokonywał niemożliwego, prawda?

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. 400mm.pl, newspix.pl, archiwum HSV Hamburg

Opublikowane 17.04.2020 14:32 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomek
Tomek

Super tekst o Michale, dzięki Kamil, świetna robota!

A co do samego Jureckiego – do dziś nie wiedziałem, że odszedł z Vive bo przedstawiono mu za krótki kontrakt. Myślałem, że po prostu chciał jeszcze powalczyć w Bundes. jego powrót, to na pewno świetna sprawa dla naszej ligi. Aż sobie odpalę jakiś meczyk Azotów jak tylko wszystko wróci do normy 🙂

naja naja
naja naja

Hmmm… Lubię szczypiorniak… Ech… czasem stałam na bramce… przeważnie jako skrzydłowa… zawsze marzyłam żeby grać na pozycji obrotowej, ale moje małe dłonie nie pozwalały na uchwyt piłki jedną ręką i mocny, skuteczny rzut… :/
BTW… całkiem fajnie piszesz :))))
I’m vigilant…
Pozdrawiam 🙂

Weszło
07.08.2020

15 pytań przed powrotem Ligi Mistrzów

11 marca 2020 roku. Tego dnia odbyły się ostatnie spotkania Ligi Mistrzów w sezonie 2019/20, które udało się rozegrać zanim świat, nie tylko ten futbolowy, gwałtownie wyhamował i przystanął na pewien czas. Tak wiele wydarzyło się od tamtego dnia, że mamy poczucie, jakbyśmy mówili o naprawdę mocno zamierzchłej przeszłości. No ale nadszedł wreszcie właściwy moment, […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Quiz piłkarski. Czy pamiętasz finalistów Champions League?

Wraca Liga Mistrzów, uznaliśmy więc, że po krótkiej nieobecności na stronie wrócić mogą też nasze quizy. Na dzień dobry zadanie, które dla zajaranych piłką wymagające raczej nie będzie, ale nie zdziwimy się też, jeśli komuś pamięć spłata figla. Chodzi o wskazanie wszystkich drużyn, które choć raz zagrały w finale najważniejszych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Olympiakos z pretensjami do Marciniaka. Czy słusznie?

Miękki karny, anulowany gol, kontrowersje przy innych sytuacjach w szesnastce. Dość gorący wieczór zaliczył Szymon Marciniak, który sędziował mecz Wolverhampton z Olympiakosem. I raczej Pireus może sobie odpuścić w kontekście wyjazdów wczasowych, bo za klasykiem tamtejsi kibice dziś mają na ustach: „Marciniak, przestań mi Olympiakos prześladować”. Pytanie: czy słusznie? OFSAJD NIEZGODY Najpierw kwestia anulowanej bramki. […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

KONKURS! Wygraj bilety na Ligę Mistrzów w Multikinie

Wraca Liga Mistrzów. I to w momencie, kiedy zazwyczaj emocje w piłce sponsorują sparingi i nowy zawodnik na testach w Wiśle Płock. Czeka nas piłkarski maraton z najlepszymi zwieńczony turniejem w Portugalii. Czy Polacy odegrają w nim główne role? Czy Barca uratuje sezon, czy PSG wreszcie zagra o pełną stawkę? A może zakasują faworytów czarne […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Legia chce „lepszego Luquinhasa”, Lech daje milion euro za Sykorę

– Richard poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w portugalskiej Tondeli. Zagrał bardzo dobrze, był pozytywną niespodzianką, bo wcześniej w Portugalii nikt o nim nie słyszał. Pomógł drużynie utrzymać się w lidze i wrócił do Internacionalu Porto Alegre, brazylijskiego klubu, z którym ma kontrakt do grudnia 2021 r. Internacional nie wiąże z nim przyszłości i stąd […]
07.08.2020
Weszło Extra
07.08.2020

Nie ma co strugać piłkarza. Ostatnio byłem ligowym dżemikiem 

Spadek z Koroną Kielce i zjazd formy do – jak sam przyznaje – poziomu ligowego dżemiku. To nie był udany sezon dla Jakuba Żubrowskiego. Piłkarza, który – mamy takie wrażenie – jak mało kto potrzebował zmiany otoczenia.  Dziś przygotowuje się do sezonu jako zawodnik Zagłębia. Ale z Kubą porozmawialiśmy raczej o minionych latach, zwłaszcza, że było […]
07.08.2020
Bukmacherka
07.08.2020

Wielki Kurs na Ligę Mistrzów w eWinner! Wygrana City za 10.00!

Tego jeszcze nie było! Kurs 10.00 na wygraną Manchesteru City z Realem Madryt – to oferta legalnego bukmachera eWinner. Oferta, która mocno kusi, żeby z niej skorzystać. Ale żeby to zrobić, trzeba się pośpieszyć. Zasady są proste – najszybsi będą mogli z niej skorzystać i nieźle się wzbogacić na wygranej „Obywateli”. Sprawdźcie szczegóły tej promocji! […]
07.08.2020
Weszło
06.08.2020

Monchi w Sevilli sto razy mocniejszy od Monchiego w Romie

Gdy tylko los skojarzył Sevillę z Romą, podtekst był jasny: Monchi. Legendarny dyrektor sportowy Sevilli, którego doskonałe decyzje na rynku transferowym doprowadziły ten klub do pięciu triumfów w Pucharze UEFA i Lidze Europy. Dyrektor, który zapracował na zaufanie szefów Romy i dyrektor, który swoją rzymską misję totalnie położył. Gdy nie wyszło w Serie A, wrócił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE | Michał Pol i Wiktor Malinowski | LIVE od 21

W kolejnej odsłonie „Hejt Parku w Dobrym Składzie” gościem Michała Pola będzie Wiktor Malinowski! Były szczypiornista VIVE Kielce odnalazł się przy… pokerowym stole, gdzie zarabia okrągłe sumki. Specjalnie dla nas opowie o kulisach świata wielkiej – dosłownie – gry. Macie pytania? Śmiało, dzwońcie: 22 219 50 31. Partnerem programu jest browar Okocim. 
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Mówicie, że za drogie bilety? Pan Nitot ma to w dupie!

Gregoire Nitot – fajny gość? No chyba nie do końca. Miała być francuska gracja, a wyszła cebulacka gburowatość. Pan Nitot na zarzut kibiców „bilety są za drogie” odpowiada  prosto – „mam to w dupie”. Wyobraźcie sobie, że zostajecie właścicielem klubu, który jest w ruinie. Gra w lidze, która nie przystaje do firmy z taką historią. […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Bruliński (Lechia): „Zadziałaliśmy na tyle odpowiedzialnie, na ile potrafiliśmy”

– Pewnie można było to wszystko rozwiązać inaczej, ale zadajmy sobie dzisiaj pytanie, kiedy ostatnio mieliśmy robione testy? Sprawdziłem – 15 czerwca. Zawodnik, u którego stwierdzono koronawirusa nie ma nawet podwyższonej temperatury. Nie wiemy tak naprawdę, co się od 15 czerwca działo w naszym zespole – stwierdził Arkadiusz Bruliński, dyrektor Biura Komunikacji i Marketingu oraz […]
06.08.2020
Blogi i felietony
06.08.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Warta Poznań nie będzie grać u siebie. A nawet jakby grała u siebie, nie wprowadziłaby do Ekstraklasy polskiej odpowiedzi na La Bombonerę. Nie ma dziesiątek tysięcy fanatycznych kibiców. Warta Poznań nie wprowadzi też w ekstraklasowy krwioobieg milionów euro. Nie stoi za nią żaden hipernowoczesny kombinat IT, żadne unikalne know-how. Ich marka nie przykuje do telewizorów […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Handzlik: Idąc do Legii popełniłem błąd. Potem nawet myślałem, żeby rzucić piłkę

Pięć lat – tyle musiał czekać Konrad Handzlik na to, żeby powiększyć swój dorobek występów w Ekstraklasie. Kiedy przechodził z Wisły Kraków do Legii Warszawa, wokół jego osoby było dużo szumu. Za dużo, bo sam przyznaje, że wcale mu to nie pomogło. Ostatecznie do ligi trafił nie dzięki temu, że przebił się przy Łazienkowskiej, a […]
06.08.2020
Bukmacherka
06.08.2020

Juventus doczłapie się do ćwierćfinału?

Juventus – Olympique Lyon. To jeden z najbardziej zagadkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Stara Dama” w teorii powinna awansować do ćwierćfinału, ale w praktyce absolutnie nic nie jest przesądzone. FORMA LYONU JEST NIEWIADOMĄ W pierwszym meczu, który odbył się we Francji, Lyon wygrał 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Lucas Tousart. Ten wynik szokował, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Czterech piłkarzy, na których radzimy zwrócić dziś szczególną uwagę

Przed nami kolejny czteropak w Lidze Europy i – uwaga, nie ironizujemy – cztery fajne pozycje do oglądania. Najbardziej efektowna zapowiedź wieczoru skupiłaby się na ligach. Mamy starcie przedstawiciela La Liga z zespołem Serie A, mamy reprezentanta Premier League, mamy drużynę z Bundesligi. Tak, potem mina rzednie, gdy pod hasłem”Anglicy” zamiast Chelsea kryje się Wolverhampton, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kolejny głośny powrót do Ekstraklasy. Kucharczyk w Pogoni Szczecin

Wrócił Sobota, wrócił Boruc, teraz wraca Michał Kucharczyk, który zasili Pogoń Szczecin. Trzeba przyznać, że nieźle kręci się to okno transferowe jak do tej pory, postaci, których jesteśmy arcyciekawi w nowych barwach, jest już więcej niż kilka, a przecież okienko trochę jeszcze potrwa. PRZYCHODZI NIE Z ŁAWKI, A Z BOISKA Kucharczyk Rosji nie pozamiatał, w […]
06.08.2020
Weszło Extra
06.08.2020

„Żyłem, umarłem i znów ożyłem”. Ståle Solbakken, czyli trener niezniszczalny

13 marca 2001 roku Ståle Solbakken, wówczas 33-letni piłkarz FC Kopenhagi, jak co dzień wybrał się na trening. Nie mógł wiedzieć, że zajęcia opuści… martwy. Tak się przynajmniej wydawało klubowemu lekarzowi, który przeprowadził rozpaczliwą akcję ratunkową, udzielając nieprzytomnemu zawodnikowi pierwszej pomocy. – Jego serce przestało bić – przyznał potem doktor. Aż trudno uwierzyć, że mówił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kamil Wilczek podpalił Danię. Legenda Brondby zagra dla FC Kopenhagi

Luis Figo w Hiszpanii. Ashley Cole w Anglii. Zlatan Ibrahimović we Włoszech. Kasper Hamalainen w Polsce. W różnych krajach pojęcie „piłkarskiego zdrajcy” ma inny przykład, ale tę samą definicję. Gościa, który przechodzi do odwiecznego rywala. Zdaniem kibica – dla kasy. Zdaniem samego zainteresowanego poniekąd pewnie też, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle powodów. W każdym […]
06.08.2020