post Avatar

Opublikowane 07.03.2020 17:00 przez

Kacper Bartosiak

Po raz pierwszy ich ścieżki przecięły się 15 lipca 2017 roku. Adam Kownacki (20-0, 15 KO) był wówczas na początku drogi, z kolei Artur Szpilka (23-4, 16 KO) przystępował do pojedynku jako niedawny pretendent do mistrzowskiego tytułu i zdecydowany faworyt. W nowojorskim ringu doszło do trzęsienia ziemi, które trwale zmieniło polski boks, a wstrząsy wtórne są odczuwane do dziś. W sobotę 7 marca obaj pięściarze wyjdą do ringu po dwóch stronach oceanu, walcząc już w różnych kategoriach wagowych o kompletnie inne cele.

„To moje miasto!” – odgrażał się w 2017 roku przed walką pewny siebie Kownacki. W Nowym Jorku stoczył wprawdzie większość zawodowych pojedynków, ale to dopiero wygrana z rodakiem przyniosła w jego karierze prawdziwy przełom. Po raz pierwszy pokazał się na antenie dużej amerykańskiej telewizji, ale chyba jeszcze więcej udowodnił w ojczyźnie. Do tej pory nie traktowano go do końca poważnie – głównie za sprawą niezbyt sportowej sylwetki i braku znaczących nazwisk w bokserskim rozkładzie.

Zdecydowanym faworytem bukmacherów był Szpilka, który po ciężkim nokaucie w mistrzowskiej walce z Deontayem Wilderem (42-1-1, 41 KO) pauzował ponad rok. Mało kto pamięta, ale Kownacki wcale nie był rywalem pierwszego wyboru na powrót. „Szpila” był poważnie przymierzany do pojedynku z Dominikiem Breazealem (20-2, 18 KO) – wysoko notowanym pretendentem, którego nazwisko znaczyło wtedy dużo więcej. Pojedynek z Amerykaninem dostał jednak Izu Ugonoh (18-2, 15 KO), a po jego porażce poważnie rozważany był plan zemsty.

„To będzie duża walka. Będziecie zadowoleni, bo będzie to dużo lepszy rywal niż Adam Kownacki” – podkręcał atmosferę Szpilka. Ostatecznie skończyło się spotkaniem z rodakiem, który w dzieciństwie wyemigrował z rodziną do USA i nie był wówczas dobrze znany polskim kibicom. Wydawał się co najwyżej egzotyczną ciekawostką. Kilka miesięcy wcześniej pojawił się pomysł, by zaprosić zawodnika do ojczyzny i pokazać kibicom na jednej z dużych gal, ale pojawił się „problem”.

„Jeśli miałbym namawiać go do Polsat Boxing Night, to musielibyśmy troszkę o sylwetce pogadać, żeby tak zbliżył się do pana Izu jeśli chodzi o rzeźbę. To jednak jest show biznes i musimy dbać o wszystko, o estetykę” – tak komentował sprawę Marian Kmita, szef sportu w Polsacie. Temat upadł, a Kownacki szedł swoją ścieżką, niespecjalnie przejmując się uwagami dotyczącymi muskulatury.

Walka ze Szpilką spektakularnie pokazała, że pozory mylą. Dziś wiemy jednak, że forma Kownackiego z tamtego pojedynku pod pewnymi względami była… najlepsza w całej jego karierze. Do ringu wyszedł po profesjonalnym obozie przygotowawczym pod okiem doktora Jakuba Chyckiego i sparingach w Polsce z Tomaszem Adamkiem (53-6, 31 KO) i Michałem Cieślakiem (19-1, 13 KO). Ważył najmniej od początku kariery.

Jeden w górę, drugi w dół…

Z czasem stało się to widoczne wręcz jaskrawo, bo w kolejnych występach „Babyface” regularnie wnosił do ringu po kilka kilogramów więcej. Nie przeszkodziło mu to w notowaniu kolejnych zwycięstw, ale można było też odnieść wrażenie, że w niektórych walkach negatywnie odbijało się na dynamice. Sam zainteresowany długo starał się bagatelizować ten problem.

Po wygranej ze Szpilką konsekwentnie podnosił poprzeczkę. W kolejnych latach odprawił między innymi byłego mistrza świata Charlesa Martina (28-2-1, 25 KO) i dwóch niedawnych pretendentów do tytułu – Geralda Washingtona (20-4-1, 13 KO) i Chrisa Arreolę (38-6-1, 33 KO). Walka z tym ostatnim pobiła długoletni rekord liczby wyprowadzonych ciosów w wadze ciężkiej. To było dwanaście rund ostrej bijatyki, w której nikt nie chciał paść na deski.

Porażka z rodakiem na długo wykoleiła pewnego siebie Szpilkę. Po niej z hukiem zakończył amerykański etap kariery – do momentu przegranej przez ponad dwa lata trenował na miejscu pod okiem Ronniego Shieldsa. Na początku odważnie zapowiadał, że zamierza powalczyć o rewanż, ale ten temat nigdy nie nabrał rozpędu. „Artur musi teraz zasłużyć na walkę ze mną” – tłumaczył nam w 2018 roku Adam Kownacki.

Okazało się jednak, że przyszłość Szpilki wcale nie jest związana z wagą ciężką. Po porażce w Nowym Jorku nawiązał współpracę z Andrzejem Gmitrukiem. W debiucie wypunktowali na Stadionie Narodowym Dominika Guinna (38-13-1, 26 KO), jednak ich drugi wspólny pojedynek z Mariuszem Wachem (35-6, 19 KO) był prawdziwą drogą przez mękę. Ostatecznie „Szpila” wygrał niejednogłośną decyzją sędziów, ale w ostatniej rundzie wylądował na deskach i był na skraju kolejnej porażki przed czasem. 

Trener Gmitruk po walce przekonywał, że doskonale wie co poszło nie tak podczas przygotowań. Kilka dni po walce zmarł w tragicznych okolicznościach i nie zdążył wcielić planu w życie, a jego podopieczny znów znalazł się na rozdrożu. Nie chciał znów wyjeżdżać, a w Polsce na horyzoncie nie było widać dla niego odpowiedniego trenera. W ostatniej dekadzie tylko Fiodor Łapin mógł się pochwalić doprowadzaniem podopiecznych na mistrzowski poziom, ale współpraca z nim z wielu względów nie była możliwa. 

Obu łączy długa i skomplikowana historia, ale utrzymują dobre relacje. To właśnie trener Łapin podrzucił nazwisko Romana Anuczina – rosyjskiego szkoleniowca pracującego ostatnio w Hiszpanii. Zaiskrzyło – Szpilka znów uwierzył w siebie i zapowiedział kolejny atak na szczyt wagi ciężkiej. Oczywiście w swoim stylu i na własnych warunkach, czyli bez żadnej miękkiej gry. Walka na przetarcie się z niżej notowanym przeciwnikiem nie wchodziła w grę – to znów musiało być coś naprawdę dużego.

Tak się złożyło, że w 2019 roku partnera do tańca poszukiwał akurat Dereck Chisora (32-9, 23 KO). Brytyjski weteran po ciężkim nokaucie z rąk Dilliana Whyte’a (27-1, 18 KO) nie zakończył kariery, ale nawet najwięksi fani jego talentu raczej zdawali sobie sprawę, że będzie mu ciężko dogonić elitę. Pod wieloma względami było to więc ciekawe zestawienie dwóch pięściarzy po przejściach – zwycięzca mógł liczyć na kolejną szansę, przegrany odpadał z wielkiej gry.

Walka skończyła się szybko i brutalnie – Szpilka padł na deski po serii mocnych ciosów już w drugiej rundzie. Czwarta porażka w karierze (wszystkie przed czasem) dała pięściarzowi do myślenia. Postanowił wrócić w nowej odsłonie, schodząc do kategorii junior ciężkiej (limit – 90,7 kg). Mało kto pamięta, ale to właśnie w tej wadze sprawdzał się w 2011 roku zanim trafił do więzienia. To właśnie pobyt za kratami sprawił, że przybrał kilkanaście kilogramów i zapragnął bić się z olbrzymami.

Niemożliwe stało się realne?

Temat powrotu do dawnej kategorii powracał już wcześniej, ale długo nastroje tonował przede wszystkim sam Szpilka. Dla nikogo nie było tajemnicą, że to pięściarz, który między walkami lubi zjeść i nie przejmuje się kilogramami w jedną czy drugą stronę. W 2019 roku nawiązał kontakt z dietetykiem Jackiem Feldmanem i postanowił spróbować. Pierwszy raz zrobił wagę „na próbę” podczas obozu, kończąc zbijanie kilogramów sparingiem z Kamilem Bodziochem (6-0, 2 KO). Wszystko wyglądało optymalnie, więc kolejnym krokiem jest już zawodowa walka.

„Próbowałem Artura mocno motywować do wagi cruiser… Ale on naprawdę lubi i potrafi zjeść. To był największy błąd Fiodora Łapina i mój, że po Artura wakacjach nie schodziliśmy w dół. Może konto byłoby mniejsze, a tytuł mistrza świata byłby jego” – zastanawiał się w mediach społecznościowych Andrzej Wasilewski, długoletni promotor pięściarza. „Wakacje” to oczywiście pobyt w więzieniu. W 2009 roku Szpilka był pięściarzem wagi junior ciężkiej, jednak dwa lata później wracał na ring wnosząc 20 kilogramów obywatela więcej.

W sobotę na drodze „Szpili” stanie doskonale znany polskim kibicom Serhij Radczenko (7-5, 2 KO). Patrząc na bilans tego pięściarza można ulec złudzeniu, że zanosi się na łatwą robotę. Nic bardziej mylnego – Ukrainiec miał na deskach Krzysztofa Głowackiego (31-2, 19 KO), a Adam Balski (13-0, 8 KO) w ostatniej rundzie walczył o życie. Ostatecznie Polacy wygrywali nieznacznie na punkty.

W pozostałych przegranych walkach Radczenko również pokazywał serce do walki i twardą szczękę. Jeśli padał na deski, to błyskawicznie z nich wstawał. Pewnie pokonał go tylko Cieślak, a w ostatnich miesiącach pokazał się z dobrej strony w starciach z marzącymi o wielkich celach Rosjanami. Jako pierwszy poważny test dla „pięściarza po przejściach” wydaje się być optymalnym wyborem. Transmisja walki Szpilka – Radczenko około 23 w TVP Sport i TVP 1.

Kilka godzin po powrocie Szpilki do nowej-starej kategorii wagowej, w słynnej nowojorskiej hali Barcleys Center wyjdzie Adam Kownacki. Tym razem w walce wieczoru i to do pojedynku z Robertem Heleniusem (29-3, 18 KO), w którym będzie zdecydowanym faworytem. Kilka lat temu 36-latek z Finlandii był zawodnikiem z czołówki, ale dziś wygląda na pięściarza już nieco rozbitego. Wystarczy powiedzieć, że niedawno znokautował go Washington – ten sam, którego „Babyface” skończył w dwie rundy. Transmisja walki Kownacki – Helenius około 4 nad ranem w Polsacie Sport.

Fina podczas wspólnych sparingów dobrze poznał przed rokiem… Artur Szpilka. A relacje między zwaśnionymi niegdyś stronami dziś wyglądają zupełnie inaczej niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. „Wiem, kto wygra w sobotę. Ja też trzymam za Arturem kciuki. Powodzenia w nowej starej wadze!” – napisał w mediach społecznościowych Kownacki. „Wiem, że go zmieciesz. Baw się dobrze!” – odpowiedział niedawnemu pogromy „Szpila”. Może to na pierwszy rzut oka nic specjalnego, ale w polskim boksie takich zachowań nie mamy jednak zbyt wiele.

Na co obaj pięściarze mogą liczyć w dłuższej perspektywie? Wygrana pozwoli Szpilce z miejsca trafić do czołówki rankingu kategorii junior ciężkiej w statystycznym portalu Boxrec. Tradycyjnie jednak największą przeszkodą może być dla siebie sam zainteresowany. Jeśli pozwoli promotorom wykonywać swoją robotę i nie zacznie się wyrywać do kolejnej walki o wszystko, to w nowej kategorii może celować wysoko. O ile oczywiście kolejne nokauty nie odbiły się na jego zdrowiu, ale odporność na ciosy powinien przetestować właśnie Radczenko.

Przypadek Kownackiego jest bardziej skomplikowany. Mimo pięknego rekordu i podręcznikowo prowadzonej kariery wszystkie plany zrujnowała niedawna porażka Wildera. Polak był szykowany jako kolejny rywal mistrza – obaj byli w końcu częścią tego samego projektu, Premier Boxing Champions. Amerykanin w lutym stracił tytuł z Tysonem Furym (30-0-1, 21 KO), co kompletnie zmieniło układ sił na pięściarskiej planszy.

W lipcu obaj zmierzą się po raz kolejny i wyraźnym faworytem będzie Brytyjczyk. Jeśli wygra, to skieruje uwagę w stronę Anthony’ego Joshuy (23-1, 21 KO) i historycznej walki, która może wyłonić pierwszego od ponad dwóch dekad niekwestionowanego mistrza wagi ciężkiej. Kownacki będzie mógł czekać i… podejmować się kolejnych wyzwań. Już teraz mówi się o tym, że w drugiej połowie 2020 roku jego rywalem może zostać Andy Ruiz (33-2, 22 KO), a wtedy rekord liczby ciosów poprawiony niedawno przez Polaka i Arreolę będzie poważnie zagrożony.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 07.03.2020 17:00 przez

Kacper Bartosiak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 6
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
skandaloza
skandaloza

Ajtut Szpilka to pajac. Patus któremu nikt nie kibicuje. Niech wraca do pierdla tak gdzie jego życiowe i mentalne miejsce. Wśród gitów.

Jan
Jan

Ale mistrzami w czym? xD Jeden nie podchodzi poważnie do boksu (patrz tusza), a drugi jest już tak wyboksowany, że czołówka cruiser w Polsce robi z niego marmoladę.

Fan kibolkiewicza
Fan kibolkiewicza

Może Szpila zaśpiewa American Pie.

Ju gołin dałn
Ju gołin dałn

Niezłe jajca w tej Łomży, Szpilka dostał sygnał że już do końca życia musi walczyć w polskich pipidówach, wtedy nawet gdyby dostawał wpierdol życia to sędziowie najpierw go uratują od nokautu, a potem wypunktują mu wygraną. Ciekawe ile kasy Wasilewskiego poszło na ten werdykt.

Erni
Erni

Jakoś po 7 czy 8 rundzie był moment kiedy promotor podbiegł do narożnika i coś krzyczał do Szpilki. Pomyślałem wtedy, że krzyczy „musisz go znokautować bo przegrasz”, a to najwidoczniej było „ustój na nogach to wygrasz”.

Erni
Erni

Szpilka „wygra”! To są jakieś jaja. Tak wydrukowanej walki jeszcze nie widziałem. Cała walkę był okładany, dwa razy zaliczył deski. Sędzia wstrzymywał walkę by ocalić go przed KO… nawet moja partnerka, która pierwszy raz oglądała boks była zbulwersowana. Co to ma być?!

Weszło
09.07.2020

Gdzie diabeł nie może, Bruno z pewnością będzie przydatny

Nawet najbardziej wypasiony rower nie ruszy, dopóki nie zamontuje się w nim łańcucha. Nawet najdoskonalsze danie można schrzanić, jeśli pominie się jeden składnik. Nie wspominając o tym, że najdoskonalszy zespół może stać w miejscu, o ile brakuje w nim lidera. Aż trudno uwierzyć w to, jak nagłą i jak spektakularną odmianę przyniósł Manchesterowi United Bruno […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Hejt Park w dobrym składzie. Dziś z Cezarym Pazurą!

Filmowego tygodnia w Kanale Sportowym ciąg dalszy. We wtorek gościem Tomasz Smokowskiego był Olaf Lubaszenko, dziś do studia wpada Cezary Pazura. Przemagluje go Monika Wądołowska, oczywiście z waszą pomocą, bo taka jest idea Hejt Parku. Start 21, obecność w zasadzie obowiązkowa!  
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Czas na teleturniej! Czy redakcja zna wzór na pole prostokąta?

Takich emocji nie znajdziecie po odpaleniu telewizora. No dobra – znajdziecie. Ale nie na każdym kanale. Tak czy siak zapraszamy na kolejny odcinek naszego teleturnieju, w którym odpowiadamy na pytania luźno związane z Ekstraklasą. Dziś o nagrodę główną, którą było nic, powalczą: Kowal, Roki, Wojtek Piela i Przemek, który wygrał naszą donejtową licytację.  Start 20!
09.07.2020
Włochy
09.07.2020

Żurkowski zaczął łapać minuty. Są powody do optymizmu?

10 minut gry w lidze – tyle czasu otrzymał Szymon Żurkowski od trenera Fiorentiny przed wypożyczeniem do Empoli. Wydawało się, że gorzej być nie może, zwłaszcza po przejściu do klubu występującego w Serie B. A jednak. Przed przerwą w rozgrywkach środkowy pomocnik nie rozegrał w barwach drugoligowca ani jednego ligowego spotkania. Na szczęście ostatnio sytuacja […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Quiz piłkarski. Liga ponad stu reprezentantów. Wymienisz wszystkich?

Jeśli wiesz, który piłkarz Ekstraklasy ponad 20 razy zagrał w reprezentacji Zambii, jeśli kojarzysz biegających po naszych boiskach byłych reprezentantów USA i Portugalii, lub jeśli po prostu od lat śledzisz reprezentację Polski, ten quiz jest dla ciebie. Zdecydowanie! Z tęsknoty za reprezentacyjnym futbolem wynotowaliśmy sobie nazwiska wszystkich piłkarzy Ekstraklasy, którzy mieli okazje zagrać dla narodowych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Trudna walka Sandecji o ligowy byt. „Trenera Kafarskiego wyeksploatowaliśmy maksymalnie”

Nie musimy wam chyba po raz kolejny powtarzać, jak płaska jest tabela pierwszej ligi. Ale jeśli ktoś się w tym nie orientuje, to powiemy, że nawet niemieckie autostrady nie są tak równe, jak środek ligowej stawki na zapleczu Ekstraklasy. Niesie to za sobą pewne konsekwencje. Na przykład takie, że nie wygrywając pięciu kolejnych spotkań, musisz […]
09.07.2020
Anglia
09.07.2020

Filozof może wreszcie wygrać coś poza nagrodą fair-play

Odkąd istnieje taka dziedzina jak filozofia, jej wybrani przedstawiciele są skazani na mieszkanie w beczkach. To drastyczne uproszczenie, ale pełnienie roli filozofa w dowolnej gałęzi życia to bardzo ciężki kawałek chleba. Szykany, wyśmiewanie, zarzucanie naiwności to tylko te najbardziej popularne spośród kłód pod nogami prawdziwego przedstawiciela tej nauki. Nie inaczej jest z bodaj najbardziej bezkompromisowym […]
09.07.2020
Blogi i felietony
09.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

„W Legii nigdy nie jest ani tak dobrze, ani tak źle, jak mówią” – te słowa Aleksandara Vukovicia, rzucone już jakiś czas temu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że owszem, można zarzucić „Vuko” to czy owo, ale na pewno nie to, że nie zna DNA prowadzonego przez siebie klubu. Legia w ostatnich czterech meczach zagrała taki […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lech Poznań i Puchar Polski – od pewnego czasu niedobrana para

19 maja 2009 roku Lech Poznań po zwycięskim golu Sławomira Peszki pokonał Ruch Chorzów na Stadionie Śląskim i po raz piąty w swojej historii zatriumfował w Pucharze Polski. Rok później „Kolejorz” – już pod wodzą Jacka Zielińskiego, a nie Franciszka Smudy – dorzucił także do kolekcji tytuł mistrzowski. Mogło się wówczas wydawać, że dokładanie kolejnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia nie ma kasy, ładnego stylu, ale ma charakter

Lechia Gdańsk z pewnością nie jest drużyną pozbawioną wad, ba, pewnie przy mniejszej dawce życzliwości tych wad można by znaleźć więcej niż plusów, bo jak wczoraj dowodziliśmy, drużyna Stokowca na przykład gorzej broni i gorzej atakuje niż jeszcze w zeszłym sezonie. W starciu z Lechem też nie porwał nas futbol, jaki prezentowali gdańszczanie, w pewnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Nikt nie ma takiego komfortu w bramce jak Lechia Gdańsk

Masz najlepszego bramkarza w lidze. Bramkarza, który wybronił ci wiosną niejeden mecz. A jednak na półfinał Pucharu Polski – Pucharu Polski, którym możesz uratować sezon – w bramce staje drugi golkiper. I ten drugi zostaje bohaterem meczu dzięki paradom w rzutach karnych. Nikt w Ekstraklasie nie ma takiego komfortu w bramce co Lechia Gdańsk. Z […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

AleNumer – konkurs z nagrodami – ile goli strzelą obcokrajowcy?

Zerkamy na klasyfikację najlepszych strzelców w Ekstraklasie, a tam najwyżej sklasyfikowanym Polakiem wciąż jest Jarosław Niezgoda. Ten sam, który zimą wyfrunął do Stanów Zjedoczonych i od pół roku nie biega po boiskach Ekstraklasy. Obcokrajowcy dźwigają na barkach ciężar odpowiedzialności za strzelanie goli. Zatem w najnowszym #AleNumer pytamy was o to – ile goli strzelą w […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia, Lech, a może Raków? Kto został królem zimowego polowania

Jak już kilka razy w ostatnich tygodniach wspominaliśmy, całkiem nieźle wyszło ekstraklasowym klubom zimowe okienko transferowe. Oczywiście nie zabrakło zwożenia szrotu (zakaz wjazdu do Hiszpanii dla Krzysztofa Przytuły, natychmiast!), oczywiście to nie tak, że nagle nasze zespoły zbudowały prawdziwe działy skautingu i teraz nadepniemy pedał gazu w pościgu za Europą. Nic z tych rzeczy. Ale […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

PRASA. Kowalczyk: Nie ufam politykom, to oni podzielili Polskę

– Nie idę na drugą turę, bo nie ma mojego kandydata. W takiej sytuacji mogę zacytować powiedzenie, że to jak wybór między dżumą a cholerą. A ja nie chcę chorować, chcę być zdrowy. A nawet gdybym się wybrał, bo tak wypada, bo frekwencja i tak dalej, to przekreślę obu kandydatów – mówi Wojciech Kowalczyk w […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Solidni Linetty i Walukiewicz, bohater Drągowski, czyli polska środa w Serie A

Polska środa w Serie A za nami. Dziś we Włoszech mieliśmy swoje małe święto, bo w sześciu spotkaniach zobaczyliśmy aż siedmiu Polaków (do tego ósmy na ławce). Tyle że nie każdy z nich miał powody do optymizmu. Najlepiej wypadł na pewno Bartłomiej Drągowski, którego włoskie media już zdążyły okrzyknąć bohaterem Fiorentiny. Nieźle w starciu z […]
09.07.2020
Hiszpania
09.07.2020

Barca wciąż ściga Real, a przy okazji spuszcza Espanyol z ligi

Wysokie zwycięstwo w starciu z Villarrealem wlało w serca kibiców Barcelony trochę optymizmu. Gra katalońskiej ekipy wreszcie wyglądała tak, jak by sobie tego życzyli fani. Barca grała dynamicznie, finezyjnie, z rozmachem. Świetnie funkcjonowała współpraca między Leo Messim i Antoinem Griezmannem. Ale dzisiejsze starcie derbowe z Espanyolem to był już powrót tej Barcelony, do której się […]
09.07.2020
Weszło
08.07.2020

Dariusz Żuraw dzisiaj nie pomógł

Tak, Lech był lepszy od Lechii (co przyznał nawet Piotr Stokowiec), tak, może mówić o pechu, bo jednak czasami piłka była jak zaczarowana, a zmarnowanie trzech karnych z rzędu można w pewien sposób podciągnąć pod złą fortunę. Ale czy możemy powiedzieć, że tak, Dariusz Żuraw zrobił dziś wszystko, by pomóc swojej drużynie postawić ostatni krok? […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Lech Poznań – jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie źle

Lechowi Poznań zalałoby piwnicę, gdyby mieszkał na Saharze. Lech Poznań doznałby udaru z przegrzania na środku Antarktydy. Lech Poznań złamałby sobie ząb jedząc watę cukrową. Lech Poznań nadepnąłby na klocek Lego pośrodku Pacyfiku. Lech Poznań jest klubem przeklętym i na miejscu władz Kolejorza sprawdzilibyśmy, czy gdzieś pod murawą przy Bułgarskiej nie ma zakopanej żaby. Dzisiejszy […]
08.07.2020