post Avatar

Opublikowane 01.03.2020 13:18 przez

redakcja

Wyobraźcie sobie taką sytuację: w jednej chwili siedzicie na trybunach Santiago Bernabeu czy Camp Nou, wcinacie słonecznik, a w drugiej idziecie się przebrać, bo wiecie, że zaraz możecie wejść na boisko. Tak się faktycznie zresztą dzieje – w końcu stajecie między słupkami. Bronicie większość strzałów i zostajecie bohaterem meczu. Niemożliwe? W piłce nożnej – tak. Co innego, gdy jesteście „emergency goalie” w NHL. Wtedy możecie przeżyć właśnie taką sytuację. Tak jak David Ayres, 42-latek, który kilka dni temu został bohaterem całego hokejowego świata.

To druga tego typu historia w najlepszej hokejowej lidze świata w ostatnich latach. O pierwszej – jak to Scott Foster, 36-letni księgowy, został bohaterem meczu Chicago Blackhawks – wspominaliśmy w tym miejscu. Jeśli jednak nie chce czytać wam się tamtego tekstu – spoko, rozumiemy. Stąd dla takich właśnie osób szybki skrót tego, jak to właściwie możliwe, że ktoś taki pojawia się w bramce ekipy z NHL.

Na trybunach każdego z meczów rozgrywanych w tej lidze, siedzieć musi ktoś, pełniący rolę „emergency goalie”, którego nazwijmy na nasze „ratunkowym bramkarzem”.  To gość mający wejść na lód, gdyby obaj podstawowi bramkarze któregoś zespołu się kontuzjowali. Dodajmy, że, oczywiście, jest to ktoś, kto w hokeja grywał. Zawodowo lub nie, ale w mniejszych ligach. A teraz dostaje po prostu darmowe bilety dla siebie i kogoś, kogo chce zabrać na mecz. Jeśli zachodzi potrzeba – przebiera się w strój. Zdarza się to bardzo rzadko, niemal nigdy. Ale właśnie – „niemal” to najważniejsze słowo.

Co ważne, może on grać i dla zespołu gospodarzy, i dla gości. Co by było, gdyby obie ekipy kogoś takiego potrzebowały? Nie mamy pojęcia i w sumie czekamy, aż taka sytuacja się wydarzy. Ale w meczu Toronto Maple Leafs – Carolina Hurricanes potrzebny był tylko jeden ratunkowy bramkarz. I był nim David Ayres.

Kto to jest?

Ma 42 lata. Kiedyś obijał się po niższych ligach, ale bez sukcesów. W ostatnich latach najbliżej większego hokeja (bo nie wielkiego) hokeja był, gdy w ekipie Norwood Vipers grał w Allan Cup Hockey League. Nigdy nie słyszeliście o tych rozgrywkach? No właśnie. A dodajmy, że wystąpił tam w ośmiu meczach, wpuścił 58 bramek, bronił ze skutecznością na poziomie niespełna 78% i przegrał wszystkie mecze. Ujmując to krótko: było słabo.

Swoje marzenia o profesjonalnej grze w hokeja porzucił jednak jeszcze wcześniej – nie przez takie statystyki, a przez operację przeszczepu nerki. Dawcą była Mary, jego matka. Gdyby nie to, Dave prawdopodobnie już by nie żył. Wszystko miało miejsce w 2004 roku, a więc w czasach, gdy Ayres teoretycznie mógł jeszcze marzyć o tym, że kiedyś trafi do całkiem dobrego klubu. Nawet jeśli nie w NHL, to w rozgrywkach, które mają swoich wiernych fanów. Operacja sprawiła jednak, że musiał te marzenia odłożyć na półkę.

Wkrótce jednak okazało się, że rekonwalescencja przebiegła pomyślnie i lekarze powiedzieli mu jednak, że nadal może grać. Robił to więc choć już bardziej – jak we wspomnianej Allan Cup Hockey League – rekreacyjnie. – Jeśli potrafisz przejść przez coś takiego i wrócić na poziom, na którym chcesz być, to stoi za tym wiele ciężkiej pracy i ludzi, którzy mi w tym pomogli. Dostałem w swoim życiu drugą szansę. Bez przeszczepu nerki nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dziś – mówił mediom.

A co David Ayres robi na co dzień, w przerwach od zostawania bohaterem nagłówków? Cóż, swoje życie związał z – tak, tak – hokejem. Grać na najwyższym poziomie już nie mógł, ale od ośmiu lat jest pracownikiem ekip Toronto Maple Leafs i Toronto Marlies, rozwojówki tych pierwszych, występującej w lidze AHL. Zaczęło się osiem lat temu, kiedy został zatrudniony w Ricoh Coliseum, hali drugiej z tych drużyn.

Był konserwatorem. Tak chyba najlepiej to nazwać. Generalnie zajmował się utrzymaniem hali w porządku, czasem nawet jeździł maszyną do czyszczenia lodu. Aż tu nagle kilku bramkarzy Marlies doznało kontuzji. I nie, nie wskoczył za nich między słupki. Za to, na życzenie Sheldona Keefego, trenera tej ekipy, przyszedł na trening z własnym sprzętem, stanął na lodzie i zaczął bronić, pomagając zawodnikom. Okazało się, że idzie mu to całkiem nieźle, więc robi to dziś. Do tego pracuje z młodzieżą. Od trzech lat pełni też rolę ratunkowego bramkarza na meczach Maple Leafs. Co – do soboty – oznaczało tak naprawdę, że siedział na tyłku i oglądał spotkania, najczęściej wraz z żoną.

A, dodajmy jeszcze jedno. Co naturalne, Dave to kibic Toronto Maple Leafs. To dla nich pracuje, na ich hali ogląda mecze i z ich zwycięstw się cieszy. To też w trakcie ich meczu spełnił swe marzenia i zagrał w NHL. Tyle tylko, że bramkarza potrzebowała ekipa rywali – Carolina Hurricanes.

Jak wszedł na lód?

Moglibyśmy odpowiedzieć na to pytanie najkrócej jak się da: dwóch bramkarzy ekipy gości doznało kontuzji. Moglibyśmy. I byłaby to prawda. Najpierw wyleciał James Reimer, a potem jego los podzielił też Petr Mrazek. Gdy było jasne, że ten pierwszy nie zdoła wrócić na lód, Ayres dostał telefon, że ma zejść z trybun i szykować się do opcjonalnego występu. To standardowa procedura, chodzi o to, by w razie czego można go było szybko wprowadzić do gry.

Był więc częściowo ubrany w strój i czekał. W pokoju bez telewizora. Kompletnie nie wiedząc, co właściwie się dzieje. – W pewnym momencie dostałem kilka wiadomości na telefon, które mówiły mi, żebym tam przyszedł. Nie widziałem momentu, gdy Mrazek doznawał kontuzji. Byłem w pokoju dla mediów, całkiem sam, w końcu przyszedł jakiś gość i powiedział mi „Przygotuj się”. To było szalone, ale i fajne – mówił.

Zanim wszedł na lód, podpisał jeszcze kontrakt na jednorazowy występ, za który skasował okrągłe 500 dolarów. Z tunelu wyszedł w stroju Hurricanes, ale też w niebieskich spodniach i masce Toronto Marlies. Wyglądał jak skrzyżowanie zawodników obu znajdujących się na lodzie ekip. Zresztą ochraniacze też były Marlies – pożyczył je od Kasimira Kaskisuo, bramkarza tej ekipy. A pod koszulką Hurricanes z numerem 90, miał ubraną tą, w której przyjechał na stadion – Maple Leafs.

Gdy wyjechał na lód, przywitali go zawodnicy Hurricanes, wszyscy zgromadzeni blisko niego. – Nie spodziewałem się, że będą tam na mnie czekać. Nie spodziewałem się też, że fani Toronto będą mnie dopingować. Nie byłem jedynie pewien, czy to robią, bo myśleli, że teraz Toronto łatwo wygra, czy dlatego, że miałem na sobie części stroju Leafs – opowiadał dziennikarzom. – Przy samym wyjściu czułem się dobrze, ale jak tylko usłyszałem ten hałas i zobaczyłem ludzi, zaczęły się nerwy. Wszystko przyśpieszyło.

Przyśpieszyło zresztą nie tylko dla niego, ale i jego żony, Sarah, który siedziała na trybunach tam, gdzie ją zostawił. I tweetowała. Jedna z pierwszych rzeczy, którą napisała w reakcji na wydarzenia z tafli? „FUCK ME!!!”. Chyba nie wymaga tłumaczenia, co? – Kiedy Mrazek doznał kontuzji, pomyślałam sobie „o mój Boże!”. Wysłałam mu SMS-a, ale nie było z nim już kontaktu. Przygotowywał się do gry. Normalnie siedzimy razem na trybunach i rozmawiamy. Wobec kontuzji Mrazka wszystko się zmieniło. […] Dave nigdy nie daje po sobie poznać, że ma gorszy dzień. To nie mogło się przytrafić lepszej osobie. On zawsze daje z siebie 110 procent – mówiła dziennikarzom.

W rodzinnym domu Ayresów mecz oglądała za to trójka ich dzieci – Avery, Brayden i Colton. Żadne z nich nie mogło uwierzyć w to, co widzieli w telewizji. A skoro o tym…

Jak zagrał?

To przecież jedna z najważniejszych rzeczy. Zaczęło się… tragicznie. Dwa pierwsze strzały na bramkę Ayresa to dwa gole dla ekipy gospodarzy. Inna sprawa, że niewiele mógł przy nich zrobić, a do tego Toronto to drużyna, która w ostatnich miesiącach w całej lidze najczęściej trafiała do siatki. Z 4:1 dla Hurricanes zrobiło się więc nagle tylko 4:3. I wszyscy mogli podejrzewać, że Maple Leafs za moment odrobią straty, a potem wygrają całe spotkanie.

Tyle tylko, że tak się nie stało. Hurricanes nie tylko nie przegrali, ale Ayres nie wpuścił już ani jednej bramki, broniąc pozostałe osiem strzałów, które oddano w jego stronę. Jego nowi koledzy z drużyny dołożyli w tym czasie jeszcze dwa trafienia. Goście wygrali więc 6:3, a Dave został drugim najstarszym debiutantem w historii NHL po Lesterze Patricku, który swój premierowy mecz zaliczył w… 1927 roku. Po spotkaniu Ayres mówił, że w rozluźnieniu się, pomogli mu gracze Hurricanes.

Ci goście byli niesamowici. Powiedzieli mi: „Po prostu się baw, nie przejmuj się tym, ile goli stracimy, to twoja chwila, miej z tego radość. […] Po drugim golu pomyślałem sobie: „Proszę, obroń tu coś”. Wtedy zebrałem się w sobie i powiedziałem: „Jest okej, uspokój się, zrelaksuj, oddychaj, rozejrzyj się i baw się tym”. Ale przez całą drugą tercję byłem nerwowy. Potem powiedziałem jednak chłopcom: „kiedy zacznie się trzecia tercja, będę gotowy”.

– Pierwsze wrażenie nie było dobre, będę szczery – mówił za to Rod Brid’Amour, trener Hurricanes. – Kiedy zobaczyłem, że pierwszy i drugi strzał wpadły, pomyślałem sobie, że może ktoś sobie z nas zażartował. Ale potem porozmawiałem z nim w przerwie między tercjami i widziałem, że w swoich oczach ma chęć do walki i chce zagrać na poważnie, dać z siebie wszystko. Tylko tego chcieliśmy. Nie spodziewaliśmy się po nim cudownych interwencji. Obronił kilka strzałów, tyle zrobił.

W zachowaniu czystego konta w trzeciej tercji bardzo pomógł mu cały zespół. Hurricanes grali jak monolit, starając się nie dopuszczać rywali do bramki Ayresa. I w większości przypadków im się to udawało. Te osiem strzałów, które musiał obronić to tak naprawdę niewiele, a większość z nich była oddana z niezbyt dobrych pozycji. Toronto nie udało się zdobyć już więcej bramek, mimo że trybuny zachęcały do tego hokeistów gospodarzy, gdy tylko ci mieli krążek na połowie gości. Żeby było jednak śmieszniej – gdy już strzał oddali i Ayres go obronił, to nagradzali też brawami jego.

Ci ludzie byli dla mnie wspaniali. Publiczność była nie z tej ziemi. Mimo że grałem dla przeciwnej drużyny, dopingowali mnie. Kiedy tylko coś obroniłem, słyszałem oklaski. Niesamowite – mówił David. A przy okazji oddawał sporą część zasług Reimerowi, bramkarzowi Hurricanes i… byłemu zawodnikowi Maple Leafs. – Usiadł ze mną w trakcie przerwy i powiedział: „Baw się tym, to twoja chwila, to nie jest twoja codzienna praca, ale tu jesteś, sprawia ci to radość, wiesz, co robić”. Dodał, żebym po prostu był bramkarzem, próbował coś obronić. To pomogło, uspokoiło mnie.

Sheldon Keefe, trener Maple Leafs, przyznał za to, że trudno cieszyć mu się z porażki – szczególnie, że, jego zdaniem, gospodarze grali po prostu kiepsko – ale jest szczęśliwy z powodu Ayresa. – Ma wspaniałą energię, każdego dnia przychodzi na lodowisko, chce pracować i być częścią tego wszystkiego. Nieważne czy to Marlies czy Leafs, zawsze jest tam, gdzie go potrzeba. Pewnie nie ma w hokeju innego ratunkowego bramkarza, który broniłby tyle strzałów profesjonalistów, co on. Szkoda, że grał po drugiej stronie, ale osobiście nie sposób nie czuć się naprawdę dobrze z jego powodu.

Zresztą i inni przyznawali, że dla Ayresa tak naprawdę jedyną złą rzeczą w tym wszystkim jest to, że przysłużył się do porażki Toronto. Oddać trzeba mu jednak, że zachował się w tym jak prawdziwy profesjonalista i grał najlepiej, jak umiał, mimo że naprzeciwko niego stali jego koledzy z treningów i ludzie, których dopingował. W nagrodę został wybrany zawodnikiem meczu, a w szatni Hurricanes urządzono mu prysznic z butelek z wodą. Wodą, bo szampana po prostu nie było.

Myślę, że był fenomenalny. Właściwie nie oglądałam meczu, skupiałam się tylko na nim – mówiła Sarah. – Kiedy tylko wyszedł na trzecią tercję i zachowywał się jak zwykle, wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Wiedziałam, że potrzebował jedynie chwili w szatni i wyciszenia się. Jestem najszczęśliwszą, najbardziej dumną kobietą na całej planecie, bo mój mąż zdołał spełnić swoje marzenie. Jestem też szczęśliwa, że wciąż mam głos.

I tu właściwie moglibyśmy urwać. Napisać, że Sarah wciąż miała głos, ale niepotrzebnie, bo ta historia właśnie się kończy i już nie trzeba jej opowiada. Moglibyśmy, ale tego nie zrobimy. Bo warto wspomnieć o czymś jeszcze.

Co działo się dalej?

Chwilę po meczu – jeszcze w czasie, gdy udzielał kolejnych wywiadów – rozdzwonił się jego telefon. Gratulacje składali mu wszyscy, których kiedykolwiek poznał, a nawet ci, których poznać nie miał okazji. Zrobił to między innymi Scott Foster, ten sam, który niespełna dwa lata temu dowiedział się, jak to jest zadebiutować w NHL jako ratunkowy bramkarz.

Scott napisał: „Kiedy cię oglądałem, stałem w swoim salonie i biłem brawo, dopingowałem cię”. Kiedy zszedłem z lodowiska miałem jakieś 160 wiadomości. Mój telefon niemal wybuchł i nie przestawał wibrować – mówił Ayres. Do sieci szybko trafiły nagrania z nim w roli głównej. Między innymi to, na którym gratuluje mu cały zespół Hurricanes, a Brind’Amour wygłasza krótką przemowę na cześć nowego bohatera świata hokeja.

Przez kolejnych kilka dni David odwiedził prawdopodobnie każde z mediów, jakie tylko istnieją za oceanem. Udzielał wywiadów prasie, portalom internetowym, telewizji, a u Stephena Colberta w komediowym gagu zastąpił jednego z muzyków, który „ma alergię na muzykę i zapomniał wziąć tabletek”. Z kolei w jednym z programów śniadaniowych odbył wideorozmowę z matką. – David, zawsze, od samego początku, byłam z ciebie dumna. To sprawiło, że jestem ekstremalnie dumna. Brak mi słów. Nie mogłam spać pierwszej nocy po meczu. Wczoraj pomyślałam sobie, że ja i twój tata zawsze mówiliśmy, że dotrzesz tam, gdzie teraz jesteś. To niesamowite. Więcej nie powiem, nie pozwolę ci płakać – mówiła Mary. Ale Dave i tak uronił kilka łez.

Łez nie ronili sąsiedzi, za to uznali Ayresa – choć musieli go wygooglować i spojrzeć na zdjęcie, żeby upewnić się, że to ich znajomy – za bohatera swojej okolicy. I przyznawali, że są z niego dumni. A sam Dave po meczu skromnie powtarzał jedynie, że to, co chciałby teraz zrobić, to pojechać do domu, wyluzować się, obejrzeć kilka powtórek, powiesić gdzieś pamiątkową koszulkę i patrzyć na nią codziennie, aż do końca życia.

Taki spokój jednak nie był mu dany. Bo media to jedno, a drugie to inne sprawy, które jednak musiały sprawić mu sporo frajdy. We wtorek, na zaproszenie Hurricanes, pojawił się w PNC Arena, ich hali, by obejrzeć tam mecz i przyjąć nieco oklasków od miejscowej publiczności, a przy okazji spędzić więcej czasu z chłopakami, z którymi zdążył się polubić w trakcie wspólnej gry. Bo zwycięstwa łączą ludzi. A, w sumie warto wspomnieć o jeszcze jednym – za sprawą Roya Coopera, gubernatora Karoliny Północnej, Dave został honorowym obywatelem tego stanu. I to mimo że jest Kanadyjczykiem.

Ale spokojnie, sodówka nie uderzyła mu do głowy. W wielu wywiadach powtarzał, że zaraz musi wrócić do pracy, bronić treningowe strzały hokeistów Marlies i Leafs, no i, oczywiście, zadbać o lodowisko. Mówił też, że zabierze krążek z meczu ze sobą, by pokazać go młodym chłopakom. Na jego sukcesie skorzystał jednak nie tylko on i nie tylko Hurricanes, którzy od razu wprowadzili do sprzedaży koszulki z jego nazwiskiem. Bo tak robi się biznes w Stanach.

Co jednak ważne – część zysków ze sprzedaży tychże koszulek zostanie przekazanych samemu Davidowi, a jeszcze inna część ma trafić na konto fundacji zajmującej się chorobami nerek. Dlaczego – tego chyba nie trzeba tłumaczyć. – Chcę upewnić się, że ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że gdy miało się przeszczep nerki, nie oznacza to, że nie można robić tego, co się chce. Gdyby nie mój przeszczep, prawdopodobnie nie byłbym w stanie teraz grać w hokeja – mówił sam Ayres.

Pozostało tylko jedno pytanie do zadania. Na szczęście, kanadyjscy i amerykańscy dziennikarze pomyśleli również o tym. Czy Dave mógłby jeszcze kiedyś zagrać w NHL? – Cóż, jeśli ktoś potrzebuje naprawdę starego gościa, który potrafi zatrzymać osiem z dziesięciu strzałów to może tak, ale kto to wie… – odpowiedział, żartując, Ayres. Bo jego przygoda z najlepszą ligą świata prawdopodobnie bezpowrotnie się zakończyła. Chociaż… skoro już przeżył coś nieprawdopodobnego, czemu nie miałoby zdarzyć się to ponownie? Przecież historia lubi się powtarzać.

Co możemy napisać na pewno to to, że kciuki za jego ponowne występy trzyma osiemnaście osób. Tyle bowiem dodało go do składów w fantasy hokeju, stworzonym przez Yahoo!. Szaleńcy? Może. Ale już zawsze będą mogli się chwalić, że w niego wierzyli.

SEBASTIAN WARZECHA

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Inne sporty
01.04.2020

Wimbledon odwołany. Będzie nam go w tym roku brakować

1945 rok. To wtedy po raz ostatni nie odbył się Wimbledon. Przez kolejne lata turniej ten regularnie przyciągał największych zawodników i tłumy kibiców. Stał się symbolem tenisa, najbardziej wyczekiwaną imprezą w sezonie. Dziś dowiedzieliśmy się, że w 2020 roku nie mamy jednak na co czekać, bo turniej odwołano. I jasne, wiemy, bezpieczeństwo jest najważniejsze. Ale […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Wojny, białaczka i legendarne rzuty wolne. Historia Sinisy Mihajlovica

– Mówią, że koronawirus zabiera głównie ludzi starszych, schorowanych. Mówią to jako pocieszenie, że ich to nie dotyczy. Starsi ludzie nie są liczbą. To nasza historia, nasze zasoby, z których mamy czerpać. To nasze doświadczenie, pozwolili nam być tym, kim jesteśmy – te słowa Sinisy Mihajlovica odbiły się szerokim echem nie tylko we Włoszech. Trener […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Wideo: Jakub Kosecki pokazuje nam, jak żyje w Turcji

– Tu jest tak gorąco, że ludzie strzelają w słońce! – opowiada o Adanie Jakub Kosecki. Jak mu się wiedzie w Turcji? „Kosa” pokazał nam od środka swój klub, stadion i… swoje mieszkanie. A przy okazji opowiedział kilka barwnych historii. Poczujcie klimat Adany Demirspor! 
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Futbol reprezentacyjny? Zamknięty „do odwołania”…

Chyba już po tej pierwszej wideokonferencji UEFA, na której podjęto decyzję m.in. o przełożeniu Euro 2020, wielu było świadomych, że to ledwie pierwszy element domina. Niektórzy łudzili się, że marcowe mecze reprezentacyjne uda się zagrać w czerwcu, że futbol w miarę szybko wróci, że niektóre turnieje zaplanowane na lipiec nie będą zagrożone. Dzisiaj UEFA za […]
01.04.2020
Blogi i felietony
01.04.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

A czy jak mam 17 lat i 8 miesięcy, to mogę wyrzucić śmieci? A czy jeśli jadę do pracy okrężną drogą, żeby nabić endomondo na rowerze, to grozi mi mandat? A czy można iść kopnąć piłkę na podwórku pomiędzy blokami? A czy kopnąć do dziecka, które stoi trzy metry dalej? A czy mogę skoczyć na […]
01.04.2020
Bukmacherka
01.04.2020

Hokej bez ryzyka? Obstawiaj ligę białoruską w Milenium!

Powraca promocja „Na Luzie i Bez Ryzyka” u legalnego bukmachera Milenium! Dzięki niej czwarty mecz finału mistrzostw Białorusi w hokeju obstawimy bez ryzyka! Gracze, którzy zdecydują się postawić na to spotkanie, mogą zyskać 25 zł zwrotu, w przypadku pudła!  No dobra, a jak dokładnie działa promocja oferowana przez Milenium? Nie ma w tym nic trudnego. […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Jak nie zarządzać klubem? Trzecioligowiec na skraju upadłości

Kluby piłkarskie lada moment wpadną w tarapaty. Nie wszystkie, ale większość pewnie tak, zwłaszcza w Polsce. Które z nich znajdą się w bardzo słabej sytuacji? Na przykład te, które grają w niższych ligach i mają skromne budżety, bez miejsca na cięcia. A które znajdą się w sytuacji najgorszej? Te, w których problemy zaczęły się jeszcze […]
01.04.2020
Anglia
01.04.2020

Jedyny cukrzyk w reprezentacji Anglii. Historia Gary’ego Mabbutta

Jako siedemnastolatek został zdiagnozowany z cukrzycą. Przez szesnaście lat kariery przeszedł szesnaście operacji. Dwa razy miał złamaną nogę, a jego powietrzne starcie z Justinem Fashanu mogło się dla niego skończyć nawet utratą wzroku. Chciał go z Tottenhamu wyciągnąć George Graham, marzył o nim Kenny Dalglish czy sir Alex Ferguson. Nie dał się skusić żadnemu z nich. W […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Jeśli przeżyję tę sytuację, to przeżyję już wszystko

Żylina przeszła w stan likwidacji. Większość polskich mediów opisywała to jako koniec klubu. My zwracaliśmy uwagę, że może to być dupochron, który przed tym końcem klub faktycznie uchroni. Jak jest naprawdę? Zapytaliśmy Pavola Stano, który jest pierwszym trenerem w słowackim zespole. W niektórych polskich mediach panuje przekonanie, że Żylina upada. Potwierdzisz? Te kroki, które zostały […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Uchwała Ekstraklasy ma zagwarantować piłkarzom gwarancję otrzymywania pensji

– Dzisiaj sytuacja wygląda tak, że kluby mogą przetrwać miesiąc, dwa, pół roku w najlepszych przypadkach, ale my naprawdę nie wiemy, jak dalej rozwijać się będzie sytuacja. Nie wiemy, jak dalej rozprzestrzeniał się będzie wirus i co zdarzy się nie tylko w niedalekiej przyszłości, ale też w tej dalszej. Koszty klubów zostały na stałym poziomie, […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

„Wisła zyskała fundament na przyszłość. Wartość naszych akcji znacznie wzrosła”

– Z mojego punktu widzenia, jeśli chodzi o Spółkę Akcyjną, której jestem szefem, to jest to przełomowe. Udało się pozyskać, w ramach bardzo korzystnej umowy, aktywo, które jest bezwzględnie fundamentem budowania klubu w przyszłości. Prawo do nazwy Wisła Kraków. Prawo do historycznego herbu, do którego wszyscy są przywiązani. To kluczowe pod kątem budowy drużyny, budowy […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Pomysł: 19 zespołów w Ekstraklasie od nowego sezonu. To chyba miałoby sens

Niektórzy wierzą, że Ekstraklasa jednak dojedzie w jakiś sposób do końca rozgrywek, ale wiara to jedno, a przygotowania i scenariusze to drugie. Trzeba być gotowym na wszystko: i na pozytywne wieści z wirusowego placu boju, i na te negatywne. A co za tym idzie w mniej optymistycznym przypadku – na zakończenie ligi i pomyślenie, jak […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

QUIZ. Wszyscy reprezentanci w XXI wieku

Zapraszamy na kolejną zabawę. Tym razem quiz nie jest naszego autorstwa, ale na platformie Sporcle znaleźliśmy bardzo fajne zestawienie, więc postanowiliśmy podpromować dobrą robotę – ktoś zadał sobie dużo trudu i policzył minuty wszystkich reprezentantów Polski z XXI wieku. Co ważne – uzbierane TYLKO W MECZACH O PUNKTY, więc odpadają wszyscy kadrowicze wyprodukowani przez niepoważne […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Nikt nie chce być tym prezesem, który gasi w klubie światło

Nie mamy wątpliwości, że żaden klub na całym świecie nie może powiedzieć, iż nie straci na kryzysie gospodarczym związanym z wybuchem epidemii koronawirusa. Inna sprawa, że organizacje można podzielić na te lepiej i na te gorzej przygotowane na czas wielkiego kryzysu. GKS Bełchatów stanowczo zalicza się do tej drugiej grupy. I bez pandemii znajdował się […]
01.04.2020
Weszło
01.04.2020

Arka na skraju bankructwa

— Nastawiam się na najgorsze. Kilka dni przed wstrzymaniem rozgrywek ekstraklasy mieliśmy spotkanie z prezesem i dyrektorami. Prezes powiedział otwarcie, że jeśli nie znajdzie się nowy właściciel, grozi nam bankructwo. Dodał, że prowadzone są rozmowy z kandydatem, ale ostatecznie tamten inwestor zrezygnował — mówi w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” Michał Nalepa, pomocnik i jeden z […]
01.04.2020
Kanał Sportowy
31.03.2020

Zebranie Zarządu – LIVE charytatywny Kanału Sportowego

Mateusz Borek, Tomasz Smokowski, Michał Pol i Krzysztof Stanowski zapraszają na ZEBRANIE ZARZĄDU – czyli charytatywny LIVE z donejtami i telefonami do studia!
31.03.2020
Inne sporty
31.03.2020

Już niedługo w twoim domu… Chicago Bulls Michaela Jordana

Jesteś dzieckiem lat dziewięćdziesiątych? Tęsknisz za czasami, kiedy koszykówka wzbudzała w tobie wielką ekscytację? Chcesz przekonać swoje nadaktywne dziecko, które nie potrafi usiedzieć w miejscu, aby wreszcie zostało w domu? A może po prostu przepadasz za sportem, tym najwyższego sortu? Jeśli na którekolwiek z wymienionych wyżej pytań odpowiedziałeś twierdząco, to chyba mamy coś dla ciebie… […]
31.03.2020
Hiszpania
31.03.2020

W Barcelonie kryzys podczas kryzysu. O co chodziło?

W Barcelonie wiosny bywają gorące. Pogoda to jedno, piłka to drugie. Nie dość, że śródziemnomorski klimat sprzyja przyjemnej aurze, to jeszcze na wiosnę piłkarze Dumy Katalonii rok w rok, od wielu lat, rozgrywają najważniejsze mecze i zdobywają najważniejsze trofea. Jakoś w tym marcowym okresie zazwyczaj to wszystko się rozpoczyna. Tym razem też jest gorąco, ale […]
31.03.2020