Wyobraźcie sobie taką sytuację: w jednej chwili siedzicie na trybunach Santiago Bernabeu czy Camp Nou, wcinacie słonecznik, a w drugiej idziecie się przebrać, bo wiecie, że zaraz możecie wejść na boisko. Tak się faktycznie zresztą dzieje – w końcu stajecie między słupkami. Bronicie większość strzałów i zostajecie bohaterem meczu. Niemożliwe? W piłce nożnej – tak. Co innego, gdy jesteście „emergency goalie” w NHL. Wtedy możecie przeżyć właśnie taką sytuację. Tak jak David Ayres, 42-latek, który kilka dni temu został bohaterem całego hokejowego świata.

Od kibica do bramkarza NHL w godzinę? Da się zrobić

To druga tego typu historia w najlepszej hokejowej lidze świata w ostatnich latach. O pierwszej – jak to Scott Foster, 36-letni księgowy, został bohaterem meczu Chicago Blackhawks – wspominaliśmy w tym miejscu. Jeśli jednak nie chce czytać wam się tamtego tekstu – spoko, rozumiemy. Stąd dla takich właśnie osób szybki skrót tego, jak to właściwie możliwe, że ktoś taki pojawia się w bramce ekipy z NHL.

Na trybunach każdego z meczów rozgrywanych w tej lidze, siedzieć musi ktoś, pełniący rolę „emergency goalie”, którego nazwijmy na nasze „ratunkowym bramkarzem”.  To gość mający wejść na lód, gdyby obaj podstawowi bramkarze któregoś zespołu się kontuzjowali. Dodajmy, że, oczywiście, jest to ktoś, kto w hokeja grywał. Zawodowo lub nie, ale w mniejszych ligach. A teraz dostaje po prostu darmowe bilety dla siebie i kogoś, kogo chce zabrać na mecz. Jeśli zachodzi potrzeba – przebiera się w strój. Zdarza się to bardzo rzadko, niemal nigdy. Ale właśnie – „niemal” to najważniejsze słowo.

Co ważne, może on grać i dla zespołu gospodarzy, i dla gości. Co by było, gdyby obie ekipy kogoś takiego potrzebowały? Nie mamy pojęcia i w sumie czekamy, aż taka sytuacja się wydarzy. Ale w meczu Toronto Maple Leafs – Carolina Hurricanes potrzebny był tylko jeden ratunkowy bramkarz. I był nim David Ayres.

Kto to jest?

Ma 42 lata. Kiedyś obijał się po niższych ligach, ale bez sukcesów. W ostatnich latach najbliżej większego hokeja (bo nie wielkiego) hokeja był, gdy w ekipie Norwood Vipers grał w Allan Cup Hockey League. Nigdy nie słyszeliście o tych rozgrywkach? No właśnie. A dodajmy, że wystąpił tam w ośmiu meczach, wpuścił 58 bramek, bronił ze skutecznością na poziomie niespełna 78% i przegrał wszystkie mecze. Ujmując to krótko: było słabo.

Swoje marzenia o profesjonalnej grze w hokeja porzucił jednak jeszcze wcześniej – nie przez takie statystyki, a przez operację przeszczepu nerki. Dawcą była Mary, jego matka. Gdyby nie to, Dave prawdopodobnie już by nie żył. Wszystko miało miejsce w 2004 roku, a więc w czasach, gdy Ayres teoretycznie mógł jeszcze marzyć o tym, że kiedyś trafi do całkiem dobrego klubu. Nawet jeśli nie w NHL, to w rozgrywkach, które mają swoich wiernych fanów. Operacja sprawiła jednak, że musiał te marzenia odłożyć na półkę.

Wkrótce jednak okazało się, że rekonwalescencja przebiegła pomyślnie i lekarze powiedzieli mu jednak, że nadal może grać. Robił to więc choć już bardziej – jak we wspomnianej Allan Cup Hockey League – rekreacyjnie. – Jeśli potrafisz przejść przez coś takiego i wrócić na poziom, na którym chcesz być, to stoi za tym wiele ciężkiej pracy i ludzi, którzy mi w tym pomogli. Dostałem w swoim życiu drugą szansę. Bez przeszczepu nerki nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dziś – mówił mediom.

A co David Ayres robi na co dzień, w przerwach od zostawania bohaterem nagłówków? Cóż, swoje życie związał z – tak, tak – hokejem. Grać na najwyższym poziomie już nie mógł, ale od ośmiu lat jest pracownikiem ekip Toronto Maple Leafs i Toronto Marlies, rozwojówki tych pierwszych, występującej w lidze AHL. Zaczęło się osiem lat temu, kiedy został zatrudniony w Ricoh Coliseum, hali drugiej z tych drużyn.

Był konserwatorem. Tak chyba najlepiej to nazwać. Generalnie zajmował się utrzymaniem hali w porządku, czasem nawet jeździł maszyną do czyszczenia lodu. Aż tu nagle kilku bramkarzy Marlies doznało kontuzji. I nie, nie wskoczył za nich między słupki. Za to, na życzenie Sheldona Keefego, trenera tej ekipy, przyszedł na trening z własnym sprzętem, stanął na lodzie i zaczął bronić, pomagając zawodnikom. Okazało się, że idzie mu to całkiem nieźle, więc robi to dziś. Do tego pracuje z młodzieżą. Od trzech lat pełni też rolę ratunkowego bramkarza na meczach Maple Leafs. Co – do soboty – oznaczało tak naprawdę, że siedział na tyłku i oglądał spotkania, najczęściej wraz z żoną.

A, dodajmy jeszcze jedno. Co naturalne, Dave to kibic Toronto Maple Leafs. To dla nich pracuje, na ich hali ogląda mecze i z ich zwycięstw się cieszy. To też w trakcie ich meczu spełnił swe marzenia i zagrał w NHL. Tyle tylko, że bramkarza potrzebowała ekipa rywali – Carolina Hurricanes.

Jak wszedł na lód?

Moglibyśmy odpowiedzieć na to pytanie najkrócej jak się da: dwóch bramkarzy ekipy gości doznało kontuzji. Moglibyśmy. I byłaby to prawda. Najpierw wyleciał James Reimer, a potem jego los podzielił też Petr Mrazek. Gdy było jasne, że ten pierwszy nie zdoła wrócić na lód, Ayres dostał telefon, że ma zejść z trybun i szykować się do opcjonalnego występu. To standardowa procedura, chodzi o to, by w razie czego można go było szybko wprowadzić do gry.

Był więc częściowo ubrany w strój i czekał. W pokoju bez telewizora. Kompletnie nie wiedząc, co właściwie się dzieje. – W pewnym momencie dostałem kilka wiadomości na telefon, które mówiły mi, żebym tam przyszedł. Nie widziałem momentu, gdy Mrazek doznawał kontuzji. Byłem w pokoju dla mediów, całkiem sam, w końcu przyszedł jakiś gość i powiedział mi „Przygotuj się”. To było szalone, ale i fajne – mówił.

Zanim wszedł na lód, podpisał jeszcze kontrakt na jednorazowy występ, za który skasował okrągłe 500 dolarów. Z tunelu wyszedł w stroju Hurricanes, ale też w niebieskich spodniach i masce Toronto Marlies. Wyglądał jak skrzyżowanie zawodników obu znajdujących się na lodzie ekip. Zresztą ochraniacze też były Marlies – pożyczył je od Kasimira Kaskisuo, bramkarza tej ekipy. A pod koszulką Hurricanes z numerem 90, miał ubraną tą, w której przyjechał na stadion – Maple Leafs.

Gdy wyjechał na lód, przywitali go zawodnicy Hurricanes, wszyscy zgromadzeni blisko niego. – Nie spodziewałem się, że będą tam na mnie czekać. Nie spodziewałem się też, że fani Toronto będą mnie dopingować. Nie byłem jedynie pewien, czy to robią, bo myśleli, że teraz Toronto łatwo wygra, czy dlatego, że miałem na sobie części stroju Leafs – opowiadał dziennikarzom. – Przy samym wyjściu czułem się dobrze, ale jak tylko usłyszałem ten hałas i zobaczyłem ludzi, zaczęły się nerwy. Wszystko przyśpieszyło.

Przyśpieszyło zresztą nie tylko dla niego, ale i jego żony, Sarah, który siedziała na trybunach tam, gdzie ją zostawił. I tweetowała. Jedna z pierwszych rzeczy, którą napisała w reakcji na wydarzenia z tafli? „FUCK ME!!!”. Chyba nie wymaga tłumaczenia, co? – Kiedy Mrazek doznał kontuzji, pomyślałam sobie „o mój Boże!”. Wysłałam mu SMS-a, ale nie było z nim już kontaktu. Przygotowywał się do gry. Normalnie siedzimy razem na trybunach i rozmawiamy. Wobec kontuzji Mrazka wszystko się zmieniło. […] Dave nigdy nie daje po sobie poznać, że ma gorszy dzień. To nie mogło się przytrafić lepszej osobie. On zawsze daje z siebie 110 procent – mówiła dziennikarzom.

W rodzinnym domu Ayresów mecz oglądała za to trójka ich dzieci – Avery, Brayden i Colton. Żadne z nich nie mogło uwierzyć w to, co widzieli w telewizji. A skoro o tym…

Jak zagrał?

To przecież jedna z najważniejszych rzeczy. Zaczęło się… tragicznie. Dwa pierwsze strzały na bramkę Ayresa to dwa gole dla ekipy gospodarzy. Inna sprawa, że niewiele mógł przy nich zrobić, a do tego Toronto to drużyna, która w ostatnich miesiącach w całej lidze najczęściej trafiała do siatki. Z 4:1 dla Hurricanes zrobiło się więc nagle tylko 4:3. I wszyscy mogli podejrzewać, że Maple Leafs za moment odrobią straty, a potem wygrają całe spotkanie.

Tyle tylko, że tak się nie stało. Hurricanes nie tylko nie przegrali, ale Ayres nie wpuścił już ani jednej bramki, broniąc pozostałe osiem strzałów, które oddano w jego stronę. Jego nowi koledzy z drużyny dołożyli w tym czasie jeszcze dwa trafienia. Goście wygrali więc 6:3, a Dave został drugim najstarszym debiutantem w historii NHL po Lesterze Patricku, który swój premierowy mecz zaliczył w… 1927 roku. Po spotkaniu Ayres mówił, że w rozluźnieniu się, pomogli mu gracze Hurricanes.

Ci goście byli niesamowici. Powiedzieli mi: „Po prostu się baw, nie przejmuj się tym, ile goli stracimy, to twoja chwila, miej z tego radość. […] Po drugim golu pomyślałem sobie: „Proszę, obroń tu coś”. Wtedy zebrałem się w sobie i powiedziałem: „Jest okej, uspokój się, zrelaksuj, oddychaj, rozejrzyj się i baw się tym”. Ale przez całą drugą tercję byłem nerwowy. Potem powiedziałem jednak chłopcom: „kiedy zacznie się trzecia tercja, będę gotowy”.

– Pierwsze wrażenie nie było dobre, będę szczery – mówił za to Rod Brid’Amour, trener Hurricanes. – Kiedy zobaczyłem, że pierwszy i drugi strzał wpadły, pomyślałem sobie, że może ktoś sobie z nas zażartował. Ale potem porozmawiałem z nim w przerwie między tercjami i widziałem, że w swoich oczach ma chęć do walki i chce zagrać na poważnie, dać z siebie wszystko. Tylko tego chcieliśmy. Nie spodziewaliśmy się po nim cudownych interwencji. Obronił kilka strzałów, tyle zrobił.

W zachowaniu czystego konta w trzeciej tercji bardzo pomógł mu cały zespół. Hurricanes grali jak monolit, starając się nie dopuszczać rywali do bramki Ayresa. I w większości przypadków im się to udawało. Te osiem strzałów, które musiał obronić to tak naprawdę niewiele, a większość z nich była oddana z niezbyt dobrych pozycji. Toronto nie udało się zdobyć już więcej bramek, mimo że trybuny zachęcały do tego hokeistów gospodarzy, gdy tylko ci mieli krążek na połowie gości. Żeby było jednak śmieszniej – gdy już strzał oddali i Ayres go obronił, to nagradzali też brawami jego.

Ci ludzie byli dla mnie wspaniali. Publiczność była nie z tej ziemi. Mimo że grałem dla przeciwnej drużyny, dopingowali mnie. Kiedy tylko coś obroniłem, słyszałem oklaski. Niesamowite – mówił David. A przy okazji oddawał sporą część zasług Reimerowi, bramkarzowi Hurricanes i… byłemu zawodnikowi Maple Leafs. – Usiadł ze mną w trakcie przerwy i powiedział: „Baw się tym, to twoja chwila, to nie jest twoja codzienna praca, ale tu jesteś, sprawia ci to radość, wiesz, co robić”. Dodał, żebym po prostu był bramkarzem, próbował coś obronić. To pomogło, uspokoiło mnie.

Sheldon Keefe, trener Maple Leafs, przyznał za to, że trudno cieszyć mu się z porażki – szczególnie, że, jego zdaniem, gospodarze grali po prostu kiepsko – ale jest szczęśliwy z powodu Ayresa. – Ma wspaniałą energię, każdego dnia przychodzi na lodowisko, chce pracować i być częścią tego wszystkiego. Nieważne czy to Marlies czy Leafs, zawsze jest tam, gdzie go potrzeba. Pewnie nie ma w hokeju innego ratunkowego bramkarza, który broniłby tyle strzałów profesjonalistów, co on. Szkoda, że grał po drugiej stronie, ale osobiście nie sposób nie czuć się naprawdę dobrze z jego powodu.

Zresztą i inni przyznawali, że dla Ayresa tak naprawdę jedyną złą rzeczą w tym wszystkim jest to, że przysłużył się do porażki Toronto. Oddać trzeba mu jednak, że zachował się w tym jak prawdziwy profesjonalista i grał najlepiej, jak umiał, mimo że naprzeciwko niego stali jego koledzy z treningów i ludzie, których dopingował. W nagrodę został wybrany zawodnikiem meczu, a w szatni Hurricanes urządzono mu prysznic z butelek z wodą. Wodą, bo szampana po prostu nie było.

Myślę, że był fenomenalny. Właściwie nie oglądałam meczu, skupiałam się tylko na nim – mówiła Sarah. – Kiedy tylko wyszedł na trzecią tercję i zachowywał się jak zwykle, wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Wiedziałam, że potrzebował jedynie chwili w szatni i wyciszenia się. Jestem najszczęśliwszą, najbardziej dumną kobietą na całej planecie, bo mój mąż zdołał spełnić swoje marzenie. Jestem też szczęśliwa, że wciąż mam głos.

I tu właściwie moglibyśmy urwać. Napisać, że Sarah wciąż miała głos, ale niepotrzebnie, bo ta historia właśnie się kończy i już nie trzeba jej opowiada. Moglibyśmy, ale tego nie zrobimy. Bo warto wspomnieć o czymś jeszcze.

Co działo się dalej?

Chwilę po meczu – jeszcze w czasie, gdy udzielał kolejnych wywiadów – rozdzwonił się jego telefon. Gratulacje składali mu wszyscy, których kiedykolwiek poznał, a nawet ci, których poznać nie miał okazji. Zrobił to między innymi Scott Foster, ten sam, który niespełna dwa lata temu dowiedział się, jak to jest zadebiutować w NHL jako ratunkowy bramkarz.

Scott napisał: „Kiedy cię oglądałem, stałem w swoim salonie i biłem brawo, dopingowałem cię”. Kiedy zszedłem z lodowiska miałem jakieś 160 wiadomości. Mój telefon niemal wybuchł i nie przestawał wibrować – mówił Ayres. Do sieci szybko trafiły nagrania z nim w roli głównej. Między innymi to, na którym gratuluje mu cały zespół Hurricanes, a Brind’Amour wygłasza krótką przemowę na cześć nowego bohatera świata hokeja.

Przez kolejnych kilka dni David odwiedził prawdopodobnie każde z mediów, jakie tylko istnieją za oceanem. Udzielał wywiadów prasie, portalom internetowym, telewizji, a u Stephena Colberta w komediowym gagu zastąpił jednego z muzyków, który „ma alergię na muzykę i zapomniał wziąć tabletek”. Z kolei w jednym z programów śniadaniowych odbył wideorozmowę z matką. – David, zawsze, od samego początku, byłam z ciebie dumna. To sprawiło, że jestem ekstremalnie dumna. Brak mi słów. Nie mogłam spać pierwszej nocy po meczu. Wczoraj pomyślałam sobie, że ja i twój tata zawsze mówiliśmy, że dotrzesz tam, gdzie teraz jesteś. To niesamowite. Więcej nie powiem, nie pozwolę ci płakać – mówiła Mary. Ale Dave i tak uronił kilka łez.

Łez nie ronili sąsiedzi, za to uznali Ayresa – choć musieli go wygooglować i spojrzeć na zdjęcie, żeby upewnić się, że to ich znajomy – za bohatera swojej okolicy. I przyznawali, że są z niego dumni. A sam Dave po meczu skromnie powtarzał jedynie, że to, co chciałby teraz zrobić, to pojechać do domu, wyluzować się, obejrzeć kilka powtórek, powiesić gdzieś pamiątkową koszulkę i patrzyć na nią codziennie, aż do końca życia.

Taki spokój jednak nie był mu dany. Bo media to jedno, a drugie to inne sprawy, które jednak musiały sprawić mu sporo frajdy. We wtorek, na zaproszenie Hurricanes, pojawił się w PNC Arena, ich hali, by obejrzeć tam mecz i przyjąć nieco oklasków od miejscowej publiczności, a przy okazji spędzić więcej czasu z chłopakami, z którymi zdążył się polubić w trakcie wspólnej gry. Bo zwycięstwa łączą ludzi. A, w sumie warto wspomnieć o jeszcze jednym – za sprawą Roya Coopera, gubernatora Karoliny Północnej, Dave został honorowym obywatelem tego stanu. I to mimo że jest Kanadyjczykiem.

Ale spokojnie, sodówka nie uderzyła mu do głowy. W wielu wywiadach powtarzał, że zaraz musi wrócić do pracy, bronić treningowe strzały hokeistów Marlies i Leafs, no i, oczywiście, zadbać o lodowisko. Mówił też, że zabierze krążek z meczu ze sobą, by pokazać go młodym chłopakom. Na jego sukcesie skorzystał jednak nie tylko on i nie tylko Hurricanes, którzy od razu wprowadzili do sprzedaży koszulki z jego nazwiskiem. Bo tak robi się biznes w Stanach.

Co jednak ważne – część zysków ze sprzedaży tychże koszulek zostanie przekazanych samemu Davidowi, a jeszcze inna część ma trafić na konto fundacji zajmującej się chorobami nerek. Dlaczego – tego chyba nie trzeba tłumaczyć. – Chcę upewnić się, że ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że gdy miało się przeszczep nerki, nie oznacza to, że nie można robić tego, co się chce. Gdyby nie mój przeszczep, prawdopodobnie nie byłbym w stanie teraz grać w hokeja – mówił sam Ayres.

Pozostało tylko jedno pytanie do zadania. Na szczęście, kanadyjscy i amerykańscy dziennikarze pomyśleli również o tym. Czy Dave mógłby jeszcze kiedyś zagrać w NHL? – Cóż, jeśli ktoś potrzebuje naprawdę starego gościa, który potrafi zatrzymać osiem z dziesięciu strzałów to może tak, ale kto to wie… – odpowiedział, żartując, Ayres. Bo jego przygoda z najlepszą ligą świata prawdopodobnie bezpowrotnie się zakończyła. Chociaż… skoro już przeżył coś nieprawdopodobnego, czemu nie miałoby zdarzyć się to ponownie? Przecież historia lubi się powtarzać.

Co możemy napisać na pewno to to, że kciuki za jego ponowne występy trzyma osiemnaście osób. Tyle bowiem dodało go do składów w fantasy hokeju, stworzonym przez Yahoo!. Szaleńcy? Może. Ale już zawsze będą mogli się chwalić, że w niego wierzyli.

SEBASTIAN WARZECHA

Weszło
30.01.2023

Powrót do przyszłości. Neapol znowu ma prawo czuć się wielki

Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! To supernapastnik – Victor Osimhen, który w masce ochronnej prowadzi Napoli po mistrzostwo Włoch, a w niedzielę pomógł mu w tym superrezerwowy – Giovanni Simeone.Neapol od dziesiątek lat żyje przeszłością i nic dziwnego, skoro o teraźniejszości najczęściej szkoda nawet gadać. Po cudownych latach świetności miasta, w pewnym momencie historii jednego z największych i najpiękniejszych w Europie, pozostały wspomnienia. XX wiek to bieda i rozczarowanie. II wojna światowa. Cholera. Trzęsienie ziemi. Mafia. […]
30.01.2023
Weszło
29.01.2023

Jak oddać 20 strzałów i zremisować 0:0? Niedzielny wykład Realu Madryt

W niedzielny wieczór na Estadio Santiago Bernabeu zobaczyliśmy interesujący wykład. Gospodarze pokazali wszystkim, że można oddać mnóstwo strzałów na bramkę przeciwników, przeważać przez większość spotkania, a i tak bezbramkowo zremisować. Wystąpienie ciekawe, interesujące, ale z pewnością niepotrzebne w sytuacji Królewskich.Kubo pokazał, że dużo potrafiDziś faworyt był oczywisty i nikt nie mógł mieć co do tego wątpliwości. Z tego względu Real Sociedad przystępował trochę w roli drużyny, która przy dobrych wiatrach może miło się rozczarować. […]
29.01.2023
Suche Info
29.01.2023

Nicolo Zaniolo chce odejść z AS Romy

Szykuje nam się kolejny sensacyjny transfer na sam koniec zimowego okienka. Dyrektor sportowy AS Romy Tiago Pinto potwierdził, że Nicolo Zaniolo chce odejść z klubu.Zaniolo kilka lat temu został okrzyknięty jednym z największych talentów włoskiej piłki. Niestety jego rozwój poważnie zahamowały kontuzje, więc kariera nie do końca potoczyła się tak, jakby sobie tego życzył. Jednak w obecnym sezonie zdrowie mu dopisywało i pozwoliło rozegrać 17 spotkań […]
29.01.2023
Suche Info
29.01.2023

Walerian Gwilia na wylocie z Rakowa

Wygląda na to, że to koniec przygody Waleriana Gwilii w Rakowie Częstochowa. Janekx89 poinformował na Twitterze, że lider Ekstraklasy jest blisko rozwiązania kontraktu z reprezentantem Gruzji. Gwilia zdecydowanie nie może uznać pobytu w Częstochowie za udany. 28-latek trafił do Rakowa w sierpniu 2021 roku i nie spełnił oczekiwań. Jeszcze w poprzednim sezonie Marek Papszun dość często korzystał z jego usług, ale w tym obecnym sytuacja znacznie się zmieniła. Gruzin rozegrał jak do tej pory cztery spotkania, […]
29.01.2023
Suche Info
29.01.2023

Jagiellonia porozumiała się z Udinese ws. transferu Kowalskiego

Wygląda na to, że kolejny młody talent opuści Ekstraklasę. Według Tomasza Włodarczyka Jagiellonia Białystok porozumiała się z Udinese w sprawie transferu 17-letniego Mateusza Kowalskiego.Utalentowany napastnik pokazał się szerszej publiczności w lipcu, kiedy to zdobył bramkę w wygranym 2:0 meczu z Piastem Gliwice. Była to jego pierwsza bramka w pierwszym meczu rozegranym na poziomie Ekstraklasy. 17-latek nie utrzymał jednak formy strzeleckiej i na ten moment ma na swoim koncie dwa trafienia w tym […]
29.01.2023
Suche Info
29.01.2023

Media: Marc Gual może trafić do Legii Warszawa

Wygląda na to, że Legia Warszawa szykuje prawdziwą bombę na letnie okienko transferowe. Z informacji przekazywanych przez Bartosza Ignacika z Canal + wynika, że drużynę Wojskowych ma zasilić Marc Gual.Dyrektor sportowy Legii Jacek Zieliński już od dłuższego czasu usilnie poszukuje środkowego napastnika z prawdziwego zdarzenia. Mówiło się już o wielkich powrotach Tomasa Pekharta czy Aleksandra Prijovicia, ale jak do tej pory nic z tego nie wyszło. Nowy snajper ma trafić na Łazienkowską dopiero latem.Według Bartosza […]
29.01.2023
Inne sporty
29.01.2023

Kulm nie przyniosło szczęścia Polakom. Granerud ucieka Kubackiemu

Dawid Kubacki był w tym sezonie niemal bezbłędny, ale niestety – nigdy nie był i nie będzie specjalistą od skoczni mamucich. Dzisiaj w Kulm Polak zajął dopiero 17. miejsce i znowu stracił mnóstwo punktów do Halvora Egnera Graneruda. Norweg zresztą wygrał austriackie zawody. I dzięki temu będzie miał aż 112 oczek zapasu nad naszym skoczkiem przed kolejnym weekendem skoków, w Willingen.Powyżej przedstawiliśmy wam sytuację w wyścigu po Kryształową Kulę. Ale oczywiście loty […]
29.01.2023
Tenis
29.01.2023

Novak Djoković znów najlepszy. Serb wygrał w Melbourne po raz 10!

Czasy się zmieniają, a on wciąż jest najlepszy w Australii. W zeszłym roku w Melbourne zagrać nie mógł. W tym dostał na to zezwolenie i nie pozostawił żadnych wątpliwości co do tego, że jest tam królem. Dawno odeszła w niepamięć kontuzja sprzed turnieju, a zostało tylko jedno wrażenie – że na australijskich kortach Novaka Djokovicia nikt nie pokona. Serb triumfował tam w końcu po raz dziesiąty. Tym samym wrócił na pozycję lidera rankingu ATP i zrównał się z Rafą Nadalem […]
29.01.2023
NBA
29.01.2023

Fantastyczny mecz Sochana! Rekord Polaka w NBA

Jeremy Sochan zaliczył zdecydowanie najlepszy występ w dotychczasowej karierze w NBA. W starciu z Phoenix Suns zdobył 30 punktów i zapisał się w historii swojego klubu, a nawet… całej ligi. Jego San Antonio Spurs przegrali jednak po dogrywce, 118:128. Progres, jaki zalicza Jeremy Sochan, widać gołym okiem. Z meczu na mecz Polak wygląda coraz lepiej. Podkreślić trzeba tu jego wiarę we własne umiejętności – Jeremy żadnego rywala się […]
29.01.2023
Skoki
28.01.2023

W skokach zmiana. Granerud nowym liderem klasyfikacji generalnej PŚ

Wielu sugerowało, że jeśli ma nastąpić zmiana lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w skokach narciarskich, to stanie się to dziś. I faktycznie, prowadzący od początku sezonu Dawid Kubacki musiał oddać żółty plastron rewelacyjnemu Halvorowi Egnerowi Granerudowi. Norweg wygrał bowiem pierwszy konkurs lotów w tym sezonie. Polacy poskakali solidnie, ale bez sukcesów. Granerud latał znakomicie już w serii próbnej, którą wygrał. Kubacki z kolei był w niej czwarty, podobnie jak […]
28.01.2023
Tenis
28.01.2023

Rewelacyjni Australijczycy ograli Zielińskiego i Nysa w finale w Melbourne

Jan Zieliński, przynajmniej na razie,  nie dołączy do Wojciecha Fibaka i Łukasza Kubota, którzy w przeszłości wygrywali deblowe Australian Open. Polak i jego partner Hugo Nys przegrali 4:6, 6:7 (4) w Rod Laver Arenie z rewelacyjnymi przedstawicielami gospodarzy: Rinkym Hijikatą i Jasonem Kublerem. Uwierzcie, użycie tego przymiotnika nie jest przesadą – Australijczycy wystartowali w końcu w tym turnieju z dziką kartą!Rok temu cały kraj dopingował w deblowym turnieju duet Special […]
28.01.2023
Tenis
28.01.2023

Nowa mistrzyni. Aryna Sabalenka wygrała Australian Open!

To był finał, na jaki czekaliśmy. Znakomity mecz dwóch zdecydowanie najlepszych zawodniczek w turnieju. Przy okazji – dwóch pogromczyń Polek. Tak dobrego i obfitującego w emocje finału wielkoszlemowego kobiet nie widzieliśmy właściwie od kilku lat. Ostatecznie wygrać mogła tylko jedna. I zrobiła to debiutująca w takim spotkaniu Aryna Sabalenka. Wielki Szlem ma nową mistrzynię.  Finał mocyJelena Rybakina ograła w tym turnieju Igę Świątek. Aryna Sabalenka – Magdę Linette. I w obu […]
28.01.2023