post Avatar

Opublikowane 26.02.2020 15:07 przez

Deontay Wilder (42-1-1, 41 KO) w sobotę po pięciu latach stracił tytuł mistrza świata federacji WBC w królewskiej kategorii. W ringu został zdeklasowany przez Tysona Fury’ego (30-0-1, 21 KO), który wygrał każdą z pierwszych sześciu rund, by w siódmej zmusić do interwencji narożnik czempiona. Ciężkiego nokautu nie było, ale słuchając Amerykanina po walce można odnieść inne wrażenie, bo jego wymówki chwilami brzmią tragikomicznie.

Sprawy przybrały niecodzienny obrót na długo przed pierwszym gongiem. Podczas ceremonii ważenia stało się jasne, że choć kibice zobaczą tych samych pięściarzy co w grudniu 2018 roku, to ring będzie musiał zmierzyć się z dodatkową masą. Obaj przybrali po około 8 kilogramów – nieznacznie więcej Wilder, który ważąc niecałe 105 kilogramów był zdecydowanie najcięższy w całej zawodowej karierze.

To droga ze skrajności w skrajności, bo przy pierwszym spotkaniu z Brytyjczykiem ówczesny mistrz świata federacji był z kolei… najlżejszy od debiutu. Nie sposób odtworzyć logikę, która doprowadziła do takiego stanu rzeczy. Dzień przed walką jednak częściej komentowano masę Fury’ego, który ważył się w koszulce – zupełnie jakby chciał coś ukryć. Mało kto odnotował, że wniósł na wagę mniej więcej tyle, ile od kilku tygodni zapowiadał.

Obrońcy tytułu zdawały się także sprzyjać inne okoliczności. Pojedynek zorganizowano w Las Vegas, a w ringu wszystkiego miał pilnować rodak Wildera – sędzia Kenny Bayless. Tercet arbitrów punktowych również stworzyli Amerykanie, ale Fury tylko wzruszył ramionami. Zapowiadał, że idzie po nokaut, ale znów nikt nie traktował tych deklaracji do końca poważnie. „Tyson ma w rękawicach poduszki zamiast pięści. W żadnym momencie pierwszej walki nie odczułem jego siły” – zaśmiewał się Wilder na konferencjach prasowych.

Konsternację spotęgował fakt, że Brytyjczyk zdecydował się na rękawice firmy Paffen Sport. Produkty tej firmy nie są zwykle pierwszym wyborem pięściarzy, którzy poważnie myślą o nokaucie. Wręcz przeciwnie – często bywają narzucane przez „stronę A”, która chce w ten sposób zminimalizować ryzyko porażki przed czasem. O tej teorii mówiło się w 2015 roku, kiedy to Paffeny wybrał… Władimir Kliczko (64-5, 53 KO) przed walką z Furym. Podobny wybór podjął przed starciem z mocno bijącym Marcosem Maidaną (35-5, 31 KO) nawet sam Floyd Mayweather (50-0, 27 KO).

Fury ma jednak w sobie coś, co sprawia, że pozornie nawet najbardziej nielogiczne decyzje stają się dziwnie spójne. Do długiej listy zdumiewających posunięć trzeba dopisać też zmianę trenera. Ilu pięściarzy przed walką życia pozbyłoby się szkoleniowca, który postawił ich na nogi i sprawił, że z dna znów dołączyli do elity? Ben Davison dał się poznać jako jeden z najlepiej rokujących trenerów młodego pokolenia, który żyje i oddycha boksem, a styl Wildera potrafi bezbłędnie opisać obudzony w środku nocy. Tyson uznał jednak najwidoczniej, że coś się wypaliło i skierował kroki w kierunku Kronk Gym – a właściwie tego, co z tej znanej przed laty marki pozostało.

Odwrócone role

Javan „Sugarhill” Steward potrafił okiełznać podopiecznego i dał mu dokładnie to, czego potrzebował – wiarę. Nie próbował wyprowadzać go z błędu i doradzać technicznego boksu, który zdaniem wielu ekspertów wydawał się najbardziej logiczną bronią na Wildera. „Tyson chce nokautu i właśnie dlatego mnie wybrał. Moją rolą jest pomóc mu w tym jak tylko potrafię” – deklarował trener. Dzień przed walką dementował plotki o urazach, ale w specyficznym stylu. „Żaden pięściarz nigdy nie wychodzi do ringu w 100 procentach sprawny” – ocenił.

Na ostatniej prostej zrobiło się tak gorąco, że pięściarzom zakazano ostatniego spotkania twarzą w twarz w obawie przed bójką i zamieszkami. Fury i bez tego wygrał wojnę psychologiczną, choć stało się to jasne dopiero po walce. Gdy jechał do Niemiec na teren Kliczki to prosto z mostu deklarował, że wyboksuje mistrza i zabierze mu tytuły. Potem zrobił to łatwiej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Tym razem zapowiadał „nokaut na artyście nokautu” i po raz kolejny udało mu się to ze zdumiewającą łatwością.

Nie minął nawet tydzień, a wokół walki już narosło wiele mitów i legend. Zacznijmy od faktów – a te wyglądają tak, że większość sędziów zapisała na koncie przyjezdnego wszystkie rundy. W trzeciej Fury popisał się akcją, którą najczęściej nokautuje… Deontay Wilder. Do końca zostało nieco ponad pół minuty. Sędzia przerwał klincz, a Brytyjczyk natychmiast doskoczył z kombinacją lewy – prawy prosty. Większą wymowę miał ten drugi cios, który spadł w okolice ucha przeciwnika. Amerykanin padł na deski i chociaż szybko stanął na nogi, to sprawiał wrażenie zawodnika mocno zamroczonego. Po chwili znów był na macie, ale tym razem sędzia nie zdecydował się na liczenie, choć raczej powinien.

Całkiem możliwe, że ten pierwszy nokdaun zmienił wszystko. W podobne miejsce został trafiony Anthony Joshua (23-1, 21 KO) podczas pierwszej walki z Andym Ruizem (33-2, 22 KO). Niewiele jest bardziej wrażliwych punktów na ciele boksera. „To błędnik. On ogólnie czuje się dobrze, ale jego ciało jest spierdolone” – tłumaczył obrazowo Mike Tyson. Pięściarz jest świadomy tego co dzieje się wokół, ale zwyczajnie nie jest w stanie zapanować nad organizmem. Widać to zwłaszcza po sposobie poruszania się w ringu.

Joshua nigdy do końca nie doszedł do siebie i to samo można powiedzieć o Wilderze. Od czwartej rundy sprawiał wrażenie pięściarza, który już nie chce być w ringu. Poruszał się koślawo i cały czas intuicyjnie szukał oparcia na linach. Robił niepokojące miny, a jego narożnik musiał zmagać się z krwawieniem ust i ucha. Zwłaszcza to drugie dawało do myślenia, bo w boksie nie obserwuje się go zbyt często.

Tymczasem Fury metodycznie kończył robotę – w piątej rundzie rzucił Amerykanina na deski ciosem na wątrobę. Po chwili w absurdalnych okolicznościach sędzia ringowy odjął mu punkt, co wyglądało na desperacką próbę kupienia Wilderowi czasu. W siódmej rundzie było po wszystkim – po kolejnym ataku Brytyjczyka z narożnika poleciał ręcznik, co uchroniło wyraźnie pobitego przed ciężkim nokautem.

Gdy zbroja waży za dużo…

Na gorąco ręcznika nie było widać, więc decyzja o przerwaniu mogła się wydawać kontrowersyjna. Przez jakieś 20 sekund – do pierwszej powtórki. Warto też odnotować, że w przerwie między szóstą a siódmą rundą Wilder był długo badany przez lekarza, a od sędziego usłyszał jasny komunikat, że w przypadku jednostronnego bicia walka zostanie przerwana. Gdy tak się stało, to na gorąco doceniano serce pokonanego i mimo wszystko szczękę, bo konsekwentnie przyjmował bomby, ale wciąż nie chciał paść. To, co zyskał, stracił jednak kilkadziesiąt godzin po walce, kiedy zdecydował się podjąć w mediach bezprecedensowy kontratak.

„Fury w ogóle mnie nie zranił, ale uniform, w którym wchodziłem do ringu, był po prostu zbyt ciężki. Przez to od początku walki nie mogłem liczyć na moje nogi. W trzeciej rundzie było już kompletnie po wszystkim” – przyznał Wilder w rozmowie z Yahoo Sports. Uniform to wyjątkowa zbroja, którą pięściarz chciał uczcić Black History Month – miesiąc pamięci o dokonaniach czarnoskórych Amerykanów i ich roli w historii kraju. Co chciał przekazać wchodząc do ringu w ważącej ponad 20 kilogramów kreacji a’la Robocop z przyszłości? Cóż, tego na razie nie wyjaśnił.

„Taki uniform przymierzasz przed walką – pewnie jakieś trzy albo cztery razy. Chcecie mi powiedzieć, że gdzieś między tymi próbami nie zorientował się, że to wszystko jest przyciężkie? Wilder bredzi. To wszystko ważyło tyle ile nabity plecak. W wojsku regularnie nosi się plecaki ważące 60 albo 70 kilogramów i to przez kilka dni. To wszystko pokazuje jak oderwany od rzeczywistości jest ten gość. W jaki sposób uniform mógł odebrać mu nogi? W ogóle to powinien zrobić to co Tyson – ktoś powinien wnieść go do ringu” – ocenił bezlitosny Dillian Whyte (25-1, 17 KO), który od dwóch lat nie może doprosić się walki z Wilderem.

Amerykanin powiedział też kilka innych ciekawych rzeczy. Ma ogromne pretensje do trenera, który rzucił ręcznik. Zrobił to de facto człowiek numer dwa w narożniku – Mark Breland. „Powinni rzucić ręcznik dużo wcześniej, to nie miało sensu” – komentował Terence Crawford (36-0, 27 KO). „Trenerzy są od tego, by dbać o zdrowie pięściarza i interweniować zwłaszcza wtedy, gdy sam chce zrobić sobie krzywdę” – wtórował Andre Ward (32-0, 16 KO). Wielcy mistrzowie to rodacy Wildera i przy okazji jego kibice, więc ciężko oskarżać ich o złą wolę. Bezwzględny jak zawsze był również Teddy Atlas.

„To była dobra decyzja podjęta przez właściwego człowieka. Mark Breland to były mistrz świata zawodowców i jeden z najlepszych amatorów w historii tego kraju. On wie, co trzeba robić w takich sytuacjach. (…) Pięściarz zawsze chce walczyć do końca, ale czasami ludzie w narożniku są od tego, by chronić go przed samym sobą. Breland dla mnie jest bohaterem, bo w tym sporcie jeden cios może wyrządzić nieodwracalną krzywdę. Wildera w tamtym momencie w tej walce już nie było” – ocenił były trener Mike’a Tysona. 

Pokonany w mediach zaczął jednak grillować trenera, który najpierw doprowadził go do mistrzostwa, a potem pomógł mu panować pięć długich lat. Pretensje to nie wszystko – pojawiła się także spiskowa teoria. Według Wildera trener rzucił ręcznik, bo namawiał go do tego Anthony Dirrell (33-2-1, 24 KO) – były mistrz świata kategorii superśredniej. „Wszyscy wiedzą, że on pracuje z Sugarhillem – trenerem Fury’ego. Breland mówił mi, że nic z jego słów do niego nie dotarło, ale cały narożnik mówi co innego. Coś tu nie gra” – dedukował Deontay „detektyw Rutkowski” Wilder.

Zbroja z ołowiu i zdrada trenera to jednak nie wszystko. Pobity mistrz ma również pretensje… do sędziego ringowego. Tak, do tego samego, który w kontrowersyjnych okolicznościach odjął Fury’emu punkt, nie dostrzegł jednego nokdaunu i starał się dać rodakowi każdą możliwą szansę na powrót do gry. Według Wildera arbiter miał pozwolić rywalowi na brudny boks i nie chciał widzieć wielu ciosów w tył głowy. Pierwszy nokdaun miał być pochodną właśnie takiego nieregulaminowego uderzenia. Ta teoria nie ma większego sensu, bo gdyby Amerykanin nie został trafiony w okolice ucha, to nie straciłby kontroli nad ciałem, a już na pewno nie trzeba by mu zakładać po walce siedmiu szwów w jego wnętrzu.

Hit odłożony w czasie

Niedorzeczne teorie sprawiły, że Wilder z miejsca zasilił czołówkę najgłupszych bokserskich wymówek w historii. A konkurencja jest naprawdę mocna. David Haye (28-4, 26 KO) zapowiadał, że zniszczy Władimira Kliczkę. W ringu nie potrafił rywala nawet postraszyć, a po zdecydowanej przegranej na punkty przyznał, że za słabą postawę odpowiada kontuzja… małego palca u stopy. Oscar de la Hoya (39-6, 30 KO) porażkę z Shanem Mosleyem (49-10-1, 41 KO) zrzucił na kolację zjedzoną poprzedniego dnia. „To przez te ostrygi nie byłem dziś sobą” – przekonywał.

W boksie pogodzenie się z porażką to sztuka – podobnie jak wyciągnięcie z niej wniosków. Z tym pierwszym już widać u Wildera duże problemy, ale to od tego drugiego aspektu zależy jego pięściarska przyszłość. Wiadomo, że zgodnie z kontraktem ma niecały miesiąc na podjęcie decyzji o rewanżu. Jeśli będzie chciał tej walki, to przypadnie mu w udziale 40 procent zysków – Fury zgarnie większość. 

Amerykanin już zadeklarował, że podejmie się wyzwania, ale zacznie o nim myśleć dopiero w marcu – po powrocie z zaplanowanego urlopu w Afryce. Wtedy też rozstrzygnie się przyszłość jego sztabu szkoleniowego. Można się jednak spodziewać, że dopełnienie tej trylogii nie wzbudzi już tak wielkich emocji jak drugi pojedynek. Wilder został w jakimś sensie pięściarsko obnażony w obu walkach z Brytyjczykiem, ale nie ma wyjścia – trzecia walka z Furym to na dziś najłatwiejsza droga nie tylko do odzyskania twarzy, ale także do mistrzowskiego tytułu. 

Na przestrzeni trzech miesięcy sytuacja na szczycie kategorii ciężkiej zmieniła się o 180 stopni. Jeszcze na początku grudnia to Andy Ruiz miał pasy federacji WBA, WBO i IBF, a Wilder był mistrzem organizacji WBC. Oznaczało to, że w praktyce karty rozdają pięściarze związani z projektem Premier Boxing Champions. Adam Kownacki (20-0, 15 KO) mógł tylko zacierać ręce, bo był jednym z pierwszych w kolejce do walki z mistrzami. Po przekonujących rewanżach z góry na resztę rywali patrzą dziś Brytyjczycy związani z innymi promotorami.

I to właśnie walka Fury’ego z Joshuą stała się potencjalnie największym wydarzeniem w świecie boksu. Zwycięzca mógłby pójść w ślady Lennoksa Lewisa (41-2-1, 32 KO) i zostać pierwszym od 20 lat niekwestionowanym czempionem królewskiej kategorii. Łatwo sobie wyobrazić, że taki pojedynek przyciągnąłby na Wembley 100 tysięcy widzów i mógłby pobić rekordy Pay-Per-View na Wyspach. 

W boksie kibice takie prezenty dostają jednak wyjątkowo rzadko. Tak będzie i tym razem – Joshua ma dwóch obowiązkowych pretendentów do odprawienia, a Fury jeszcze raz spotka się z Wilderem. A ostatnie miesiące pokazały, że snucie dalekosiężnych planów nie ma sensu – liczy się to co tu i teraz. Niewykluczone zresztą, że Tyson w najmniej oczekiwanym momencie powie dość – takie rozwiązanie doradza mu ojciec… i to już w tej chwili.

„Wiem, że gdzieś z tyłu głowy na pewno ma takie myśli. Wygrał każdy mistrzowski pas, jaki był po drodze do wygrania i nikomu nie musi już nic udowadniać” – ocenił John Fury dzień po spektakularnym triumfie syna. Może właśnie takie rozwiązanie byłoby idealną puentą nieoczywistej i pełnej krętych zakrętów kariery „Króla Cyganów”?

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix

Opublikowane 26.02.2020 15:07 przez

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 1
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
fnfOzvSR
fnfOzvSR

1

Weszło
27.05.2020

Proszę państwa, wysoki sądzie – to jest profesor-drybler Kamil Jóźwiak

Może i nie oglądaliśmy meczów przez ponad dwa miesiące, natomiast pewne rzeczy pozostały niezmienne. Na Lecha w ofensywie aż przyjemnie popatrzeć, Karlo Muhar nadal wygląda, jakby wygrał miejsce w składzie Kolejorza w festynowej loterii, a Kamil Jóźwiak przerasta już ligowy futbol. Nie zmienia się też to, że jeśli Lech w tym sezonie jedzie na Podkarpacie, […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Apel do Lecha i całej Ekstraklasy: więcej Jóźwiaków, mniej Muharów

Polskie szkolenie w ostatnich kilku (kilkunastu?) latach nie rozpieszczało nas w kwestii skrzydłowych, bo raczej skupiano się na promowaniu szybkich graczy, potem tych z najlepszą wydolnością, a o graniu w piłkę zapominano. Byle dobiec do linii końcowej i wrzucić, a że 95 na 100 dośrodkowań kończy się na pierwszym obrońcy? Oj tam, oj tam, przecież […]
27.05.2020
Niemcy
27.05.2020

Dali sobie po dwa razy i wystarczyło. Piątek przełamuje się z karnego

Wyobraźcie sobie, że dwóch mocnych chłopaków na osiedlu wychodzi na ustawkę dla sportu – klasyczne jeden na jednego. Nie ma publiczności. Nie mają nic do siebie. Są dobrze przygotowani, dopiero co pokonali słabszych przeciwników w podobnych warunkach i teraz chcą udowodnić swoją wyższość. Przebieg starcia? Jeden huknął, drugi oddał. Jeden huknął, drugi oddał. Poza tym […]
27.05.2020
Inne sporty
27.05.2020

Bjoergen znów pobiegnie – śladami Kowalczyk

Jeśli chodzi o sporty zimowe, jest jedną z największych postaci w historii. Na podium olimpijskim stała 15 razy. Ośmiokrotnie jako mistrzyni. Medali z mistrzostw świata ma za to 26. Do tego cztery Kryształowe Kule za zwycięstwo w Pucharze Świata. Nic dziwnego, że wiadomość o powrocie Marit Bjoergen do sportu zelektryzowała świat biegów. Norweżka nie wróci […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Hejt Park w Dobrym Składzie – live od 22:00 – Probierz i Stanowski

Odliczanie do startu PKO Bank Polski Ekstraklasy z Hejt Parkami trwa! Dziś w Kanale Sportowym i Weszło FM gościmy Michała Probierza, trenera i wiceprezesa Cracovii. Zasady są takie same jak zawsze – dzwońcie, piszcie, pytajcie i… hejtujcie! Numer telefonu do studia: (22) 219 50 31. Zaczynamy o godz. 22!
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Wirtualne bilety – kibice pomagają polskim klubom

Czy zjadłbyś kiełbasę, której nie da się dotknąć? Wypiłbyś piwo, które nie istnieje? Czy kupiłbyś bilet na mecz, na który nie da się wejść? Czy zamiast siebie wysłałbyś na trybuny swoją tekturową podobiznę? Oczywiście, że tak – choć na pozór brzmi to jak czarny koszmar każdego kibica – jeśli chcesz wesprzeć klub, który wpadł na […]
27.05.2020
Blogi i felietony
27.05.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Miejsce na ledowym ekranie, jakieś dwa metry na dwa metry, żeby można było rozpoznać swoją twarz podczas transmisji telewizyjnej. W tym kwadraciku powiększony obraz ze Skype’a czy innego Zooma, na nim kibic w szaliku, który głośno krzyczy do swojej domowej kamery. W pojedynkę nie robi wrażenia, ale ledowy ekran rozciąga się przez całą szerokość boiska. […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Hi, I’m Mazowiecki ZPN, welcome to Jackass!

Kto czyta komunikaty na stronie Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej, ten się w cyrku nie śmieje. Jak wiecie, uważaliśmy za totalnie bzdurne decyzje, by kończyć definitywnie sezon, choć niemal równolegle rząd zapewniał, że w czerwcu odmrożenie sportu pozwoli na dość swobodną grę nawet amatorom. Oczywiście intuicja nas nie zawiodła, obecnie można już zupełnie legalnie grać po […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Kibice znów na stadionach? Premier Morawiecki zapowiada dobre wiadomości

Dopiero co cieszyliśmy się, że piłkę będziemy mogli w ogóle oglądać na żywo. W telewizji, bo w telewizji, ale zawsze coś. Tymczasem w ostatnim czasie sprawy toczą się zaskakująco szybko. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, wystosował apel do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym przedstawił plan powrotu kibiców na stadiony. Teraz natomiast premier między słowami potwierdza, że […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

QUIZ. Kto był na ostatniej prostej przed finałem Pucharu Polski?

Znamy już trzech z czterech półfinalistów tegorocznej edycji Pucharu Polski, a dziś dowiemy się, kto z dwójki Stal-Lech uzupełni to grono. Już samo dojście do tego poziomu w przypadku wielu klubów musi uchodzić za sukces, czasami nawet jest to wydarzenie wspominane latami, więc postanowiliśmy sprawdzić, czy pamiętacie, komu się udało. Skupiliśmy się na XXI wieku, […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Paluchowski: Puchar Polski? Jak gram, to strzelam. Z Lechem też tak będzie!

Adrian Paluchowski to weteran polskich boisk, zwłaszcza pierwszoligowych. 33-latek w obecnym sezonie strzelał bramkę w każdym meczu Totolotek Pucharu Polski. Nam zapowiada, że jeśli zagra z Lechem, znów wpisze się na listę strzelców. Napastnik zdradza też, co było powodem spadku Pogoni Siedlce z pierwszej ligi, kto jest najlepszym piłkarzem na zapleczu Ekstraklasy, które kluby interesowały […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Krótko-długa kołdra Lecha. Czym martwić się będzie Żuraw?

Przerwa w rozgrywkach dla niektórych klubów była kupionym czasem na wykurowanie się kontuzjowanych piłkarzy. Dla innych – hamulcem wciśniętym głęboko w podłogę, bo przed pandemią były w gazie. Lech Poznań znajduje się jedną nogą w obu tych kręgach. Kolejorza rozpatrujemy nadal jako jednego z głównych kandydatów do gry w pucharach, być może przy sprzyjających okolicznościach […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Przestraszyliśmy się, graliśmy zbyt bojaźliwie. Legia zasłużyła na awans

– Legia zasłużyła, by przejść dalej, nie ma się co czarować. Nie powiem, że brakło nam umiejętności, ale przestraszyliśmy się. Nie graliśmy tego, na co się umówiliśmy. Wiadomo, też Legia nam nie pozwalała grać w piłkę i utrzymywać się przy niej, lecz podeszliśmy do tematu zbyt bojaźliwie i ze zbyt dużym respektem – mówi Paweł […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Bartosz Nowak: Zimą mogłem odejść do Ekstraklasy. Stal przekonała mnie, żebym został

Bartosz Nowak to lider Stali Mielec, która zagra dziś z Lechem Poznań w ćwierćfinale Pucharu Polski i jeden z najlepszych piłkarzy pierwszej ligi. Od dłuższego czasu, więc siłą rzeczy co chwilę przymierzany jest do klubów Ekstraklasy. Dlaczego wciąż w żadnym z nich nie wylądował? Między innymi na to pytanie odpowiadamy w dłuższym wywiadzie. Ale rzecz […]
27.05.2020
Bukmacherka
27.05.2020

Czy Piątek w końcu dostanie szansę? Lipsk – Hertha w BETFAN!

Chcielibyśmy napisać, że będzie to pojedynek Krzysztofa Piątka z Timo Wernerem, ale… Wiadomo, jaka jest sytuacja Polaka w Berlinie. Niemniej myślimy, że Vedadowi Ibisevicowi zaczęło strzykać tu i tam, co skończy się konieczną rotacją. A stąd już tylko trzy kroki do zatrzymania RB Lipsk… W każdym razie, tak czy siak mecz Herthy z RB zapowiada […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

„Dzisiaj to Lech musi wygrać, my chcemy się sprawdzić”

– Mecz z Lechem nam się przyda, pomoże nam. Posłuży jako przetarcie przed kolejnym spotkaniem ligowym, bo przed nami bardzo ważne starcie z Miedzią w Legnicy. Dzisiaj to Lech musi wygrać, my tylko możemy. Chcemy się sprawdzić. Oczywiście nie mówię, że traktujemy mecz z Lechem jak sparing. Chcemy awansować do następnej rundy i to jest […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Wytrzymają najsilniejsi. Trzecia poważna kontuzja po trzech tygodniach…

Odmrażanie sportu oficjalnie rozpoczęło się dopiero po majówce, jako pierwsze wystartowały kluby z dwóch najwyższych szczebli, które w specjalnym reżimie i niewielkich grupach zajęciowych ruszyły do przygotowań ligowych. Przedwczoraj minęły równe 3 tygodnie od wznowienia jakichkolwiek treningów, bo oczywiście zakładamy, że przed 4 maja nikt żadnych potajemnych zajęć nie prowadził, tylko Arka wpadła na delikatnym […]
27.05.2020
Bukmacherka
27.05.2020

Kto uzupełni grono półfinalistów Totolotek Pucharu Polski?

Trzech pierwszoligowców w ćwierćfinałach Totolotek Pucharu Polski miało być jak trzech muszkieterów. Cóż, ten plan nie do końca wypalił. GKS Tychy odpadł, co prawda po dogrywce, ale jednak. Miedź Legnica odpadła, co prawda po nerwowej końcówce, ale jednak. Na placu boju została więc Stal Mielec, która zmierzy się z Lechem Poznań. Co warto obstawić w […]
27.05.2020