post
Avatar

Opublikowane 27.01.2020 15:31 przez

redakcja

Synowie wielkich piłkarzy niejednokrotnie próbują iść w ślady sławnych ojców. Wychodzi bardzo różnie: Erling Haaland jest na najlepszej drodze, by po wielokroć przebić ojca, Paolo Maldini nie musiał mieć żadnych kompleksów przed Cesare, ale taki George Weah Jr mimo szkolenia w PSG nie osiągnął nic, Enzo Zidane zamiast rządzić Królewskimi, kopie się w Aves.

W Polsce ciekawym przypadkiem jest rodzina Domarskich. Rafał, syn strzelca legendarnej bramki na Wembley, był nawet w pewnym momencie rewelacją ligi i miał ofertę z Legii Warszawa. Niestety, jego karierę w wieku 24 lata poskładały kontuzje.

O tym czy cień sławnego ojca pomaga czy przeszkadza. O tym jak jego tata próbował ujmować presji, ale też zaszczepiać odpowiedzialność. O Stali Mielec z czasów, gdy organizacyjnie nie trzymało się tam kupy nic, o walce o piłkę, o kryzysie, gdy nie mógł jej już więcej uprawiać.

Zapraszamy.

***

Screen Shot 01-27-20 at 02.28 PM

Screen Shot 01-27-20 at 02.28 PM 001

Źródło: 90minut.pl

RAFAŁ DOMARSKI: Mecze taty znałem z telewizji. Jak mnie zaczęła interesować piłka, tata był już w Chicago, grając w tamtejszej Wiśle. Wszystkie decyzje, że idę na piłkę, na treningi do Stali Rzeszów, podejmowała mama.

Ciężko było dorastać z ojcem na odległość?

Na pewno, widywałem go w TV. Brakowało go, ale taki miał zawód, rozumiałem to. Przynajmniej raz w tygodniu były rozmowy telefoniczne, widywaliśmy się na święta, czasem wracał na tydzień, czasem na miesiąc. Wtedy, gdy był w domu, chciałem z nim spędzać każdą chwilę.

Dostał pan od taty jakiś prezent z Ameryki, który był chlubą dzieciństwa?

Dostałem dres Adidasa z Wisły Chicago, mam do dzisiaj jego zdjęcia. Dostałem też korki pomarańczowe, spałem w nich nawet. U nas jeszcze długo takich nie było.

Kiedy pierwszy raz zobaczył pan bramkę taty na Wembley?

Przy okazji jakiejś rocznicy. Minęło parę lat nim uświadomiłem sobie jak ważną bramkę tata strzelił.

Był odczuwalny ten cień taty za pana plecami?

Tak, cały czas. Czy w szkole, nawet nauczyciele i dyrekcja, czy stawiając pierwsze kroki w piłce, wszędzie gdzieś odczuwało się: a, to ty jesteś synem Jana Domarskiego.

Pomagało czy przeszkadzało?

Do pewnego czasu było to miłe. Człowiek był i jest dumny z osiągnięć ojca. Ale w niektórych momentach nie pomagało. Może łatwiej było nawiązać mi kontakt z ludźmi, łatwiej było coś załatwić, ale zawsze było też porównanie. Byłem ledwie trampkarzem, a na każdym kroku czułem, że oceniają mnie przez pryzmat ojca. Ciężko mi z tym było początkowo. Zagrałem dobrze, strzeliłem, a i tak słyszałem:

A, ty to syn Jana Domarskiego? Ojciec jest lepszy.

Czułem się czasami, jakby każdy próbował mi wrzucić kamyczek do ogródka. Później uświadomiłem sobie, że nie mam na to wpływu, że tak będzie zawsze i jedyne co mogę zrobić, to się z tym pogodzić.

Jak byłem już zawodowcem, żartowałem z tego. Na przykład na kolejne pytanie dziennikarza odpowiadałem:

Jestem zdecydowanie lepszy.

Była też taka historia w Stali, że rzeszowski dziennikarz zaszedł mi za skórę. W tamtych czasach w gazecie, w której pracował, podawano wyniki z najróżniejszych lig. Dziennikarze wiedzieli, że ja i tata chodzimy na mecze, że wiemy co w trawie piszczy. Jak takiego zapamiętałem ze złej strony, wiedziałem, że na meczu nie był, podawałem mu zły wynik i tak szło to do prasy.

A koledzy z szatni jak do pana podchodzili? Problemem synów znanych piłkarzy jest często to, że według towarzyszy z boiska są forowani. Sebastian Mila, nawet gdy dostał powołanie do kadry juniorskiego rocznika, słyszał tylko: a, bo jesteś synem Stefana.

Nie dawali tego poznać po sobie, ale dochodziły do mnie takie głosy, że jest mi łatwiej, że jak jest turniej, a ja dostaję nagrodę dla najlepszego zawodnika, to wielu pod nosem mówi niejedno. Jedyne co mogłem zrobić, to w następnym meczu i następnym turnieju udowodnić, że na nagrodę zasłużyłem. Bolało czasami, ale z każdym dniem byłem mocniejszy.

Była w domu presja, by został pan piłkarzem?

Nigdy. Ze strony ojca nie było żadnego nacisku.

Miał pan alternatywny pomysł na życie czy zawsze liczył się tylko futbol?

Nie miałem dylematu, nic innego mnie nie interesowało. Boisko było dla mnie wszystkim. Ale początki nie były łatwe, ponieważ w momencie, kiedy byłem rocznikiem komunijnym, wpadłem pod auto. Graliśmy na podwórku – wtedy grało się „na ławkach” – piłka przeleciała na drugą stronę, ja nie patrząc pobiegłem za nią i stało się.

Miałem poważne złamanie nogi. Wdała się też gangrena. Było zagrożenie amputacji. Wyciągnięto mnie ze szpitala w Rzeszowie i ratowali mnie w Piekarach Śląskich. Czekało mnie 9-12 operacji. Dziewięć miesięcy spędziłem bez rodziców. Na oddziale był zakaz ich wstępu, tylko wizyty gościnne. Pamiętam zazdrość, bo inne dzieci, jak pochodziły z Piekar, to chociaż rodzice podchodzili pod okno i jakiś ten kontakt codzienny jednak był. Ja widywałem swoich może raz na tydzień, dwa.

Co robiliście dziewięć miesięcy na oddziale?

Mieliśmy normalnie szkołę, nauczyciele przychodzili na oddział. Poza tym dużo graliśmy w karty. Na mundial w Hiszpanii dostałem od taty mały czerwony telewizorek. To była wielka radość. Pamiętam, była na oddziale duża dyscyplina, o 21 zaczynała się cisza nocna, ale ordynator pozwolił mecz z Peru, który zaczynał się później, obejrzeć ze starszymi pacjentami.

Jak się pan czuł, gdy pierwszy raz po wyjściu ze szpitala zagrał mecz?

Radość duża, ale i kłopoty. W nodze zbierała się ropa. Owijałem ją bandażem, żeby trener nie widział. Czasami nie mogłem zginać nogi. Tak to się objawiało, co trzy miesiące, co pół roku, wykwitała ropna gała i musiałem iść do szpitala, gdzie zakładali mi drenaż. W końcu pewien lekarz powiedział mi, że muszę wzmocnić nogę. Zacząłem więc dodatkowo biegać. Wstawałem z samego rana, przed szkołą, by zrobić przebieżkę. Poza tym również rower, boisko… I faktycznie, to pomogło. Choć wątpię, by tamten lekarz był takim optymistą, gdybym mu powiedział, że chcę uprawiać sport wyczynowo. Chciał raczej bym normalnie funkcjonował.

W którym momencie pana tata wrócił z USA do Polski?

Jak byłem w trampkarzach. Ojciec przychodził na wszystkie moje mecze. To było bardzo mobilizujące. Nigdy nie zasiadał gdzieś blisko, często siedział sobie w samochodzie i stamtąd oglądał, ale ja zawsze go widziałem. Podpowiedzi nie było, chyba, że tego chciałem. Dopiero jak go spytałem, wtedy ocenił. Ale starał się ujmować mi presji.

Porada ojca, która zapadła panu w pamięć?

Najbardziej zapadł mi w w pamięć… jej brak. Gdy miałem swój najlepszy sezon w Mielcu, skontaktowała się ze mną Legia Warszawa. To był sezon 94/95, czas Legii idącej na mistrza, później grającej w Lidze Mistrzów. Nie byłbym rzecz jasna pierwszym napastnikiem, raczej trzecim, młodym uczącym się, ale jednak w bardzo mocnej drużynie.

Dostałem telefon z informacją, że jest zainteresowanie, zapytali, czy mogą do mnie przyjechać, oczywiście zgodziłem się. Sytuacja była postawiona tak, że mam dwie godziny na decyzję i jeśli jestem na tak, od razu jadę na zgrupowanie. Wtedy zadałem ojcu pytanie: co mam robić? Czy zostać jeszcze w Mielcu, gdzie wszystko się układało? On odpowiedział:

Synu, to twoje życie i twoja decyzja. Żebyś kiedyś nie mówił, że podjąłem ją za ciebie i zrobiłem to źle.

Zostałem w Mielcu. Uznałem, że mam jeszcze czas. Jak dziś przyjechali, to czemu mają nie przyjechać też jutro, za pół roku, za rok, gdy będę gotowy? Zależało mi też, żeby odpłacić się Stali, która wyciągnęła mnie z Rzeszowa i dała zagrać w Ekstraklasie. Ale pewne szanse pojawiają się raz w życiu. Przez pewien czas byłem nawet zły na tatę, że tak mi powiedział, ale po latach zrozumiałem, że miał rację. Uczył mnie odpowiedzialności za życiowe wybory. Każdy ma swoje życie, nikt go za nas nie przeżyje, nawet jeśli popełni błędy, to lepiej, żeby były własne niż cudze.

Żałuje pan czasem tej decyzji?

Żałować to za mocne słowo. Ale myślę, że jakbym miał drugą szansę, to bym podjął inną decyzję. Może nawet jakbym miał 2-3 dni na przemyślenie wtedy wszystkiego, też bym podjął inną decyzję.

Była jakaś porada życiowa, którą jednak pan otrzymał i zapadła w pamięć?

Być sobą. Nie udawać kogoś, kim się nie jest.

A piłkarsko często pana warsztat był szlifowany z tatą?

Nigdy nie powiedział mi co zmienić, ani co ulepszyć, chyba, że otwarcie o to spytałem. Najczęściej jednak powtarzał:

Synu, jeśli uważasz, że dałeś z siebie wszystko, to jest dobrze. Ale jeśli czułeś, że zrobiłeś coś źle, to więcej tego nie rób.

Mądrość jak żywcem z Kazimierza Górskiego.

Kiedyś przy jakiejś okazji narzekałem:

Tato, tyle człowiek daje z siebie, a nie zawsze są efekty.

Odpowiedział:

Synu, wybrałeś sport drużynowy. Nie zawsze indywidualnie będziesz usatysfakcjonowany. Dużo może być czynników, że akurat nie będzie sukcesów. Ale ty masz zawsze mieć poczucie, że dałeś co tylko mogłeś, że nie masz do siebie pretensji. Jeśli wracasz do domu i czułeś, że mogłeś dać więcej, ale tego nie zrobiłeś, rezygnuj ze sportu.

Jest pan wychowankiem Stali Rzeszów, tu debiutował w seniorskiej piłce.

Wygraliśmy ze swoją klasą szkolny turniej, dostaliśmy zaproszenie do Stali, tak to już poszło. Pamiętam, że debiutowałem w Stali jako nastolatek, od razu w pierwszym składzie. Była taka sytuacja, że trener Zbigniew Gnida zwołał chłopaków z zespołu i pytał w szatni wprost, bo sam miał dylemat.

Chłopaki, albo młody, albo stary.

Dla mnie było zaskoczeniem, że zrobił to przy wszystkich. Ale zespół tego dnia postawił na młodego, czyli na mnie. Strzeliłem i wygraliśmy, wydaje mi się, że był to mecz z Borutą Zgierz. Gdybyśmy nie wygrali, trener Gnida nie odzywałby się przez trzy dni do nikogo, nienawidził przegrywać.

Jak podjęła pana szatnia? Wtedy stosunki między starszyzną a młodymi były specyficzne.

Był w stali taki trener bramkarzy, Mieczysław Kruk. Bardzo pomagał młodym. Przyszliśmy przed treningiem, to mówił:

Chodźcie chłopaki, postrzelacie.

I szliśmy na bramkę, która stała na piasku, specjalne miejsce do treningu bramkarzy, a tam strzelaliśmy na przykład pierwszemu bramkarzowi, co dla juniora było przeżyciem. W Stali było też fajne, to że zawsze najlepszych sześciu juniorów dostawało „awans” na środową gierkę z seniorami. Tu jak wpadłeś w oko, miałeś szansę przyjść na kolejny trening. Działało mobilizująco.

Za Stanisława Skiby Stal Rzeszów miała ogromną szansę na awans do Ekstraklasy, choć na finiszu nie dostawaliśmy już żadnych pieniędzy, a trenowaliśmy sami. Ta bieda i kłopoty jednak nas spajały, byliśmy monolitem, kto nie miał, to zawsze od kogoś pożyczył. Pamiętam, graliśmy z Siarką, a w tym czasie Resovia z Jagiellonią. Brakło nam, że tak powiem, sąsiedzkiej pomocy, jakby Resovia urwała punkty.

Rozmawiałem z osobami z tamtego sezonu, czy to piłkarzami Widzewa, czy trenerem Boruty Zgierz. To był dziwny sezon i dziwna końcówka.

Wiele spraw jest niewyjaśnionych do dziś. Szkoda, że to się tak potoczyło. Gdyby Stal awansowała, również pewnie część chłopaków z Resovii dostałaby szansę w Ekstraklasie. Finisz bardzo bolał, szczególnie biorąc pod uwagę jak mecz Resovii wyglądał. Straciły na tym oba kluby – za rok oba spadły. Jak poszedłem do Stali Mielec, to gdzie nie jechaliśmy w Polskę, wszyscy się z Rzeszowa śmiali. Pytali: jak można było w jednym roku mieć dwa zespoły walczące o Ekstraklasę, a w drugim dwóch spadkowiczów? Mówiono: rzeszowskie kluby sobie nie pomogły, no to oba spadły.

Spadł pan, gdy akurat doszło do niecodziennej sytuacji: pan grał, a pana tata Stal prowadził. To zawsze budzi pytania, gdy ojciec z synem są w jednej szatni.

To było niezręczne. Aczkolwiek ojciec to dla Stali żywa legenda, miał wielki szacunek w szatni, nikt więc problemów nie robił. Była taka sytuacja w końcówce sezonu, dostaliśmy karnego. W przypadku pudła spadalibyśmy już wtedy, gol przedłużał nasze szanse. Przyszedł do mnie starszy kolega, który był wyznaczony do strzelania:

Młody, twój ojciec jest trenerem, legendą. Jak nie strzelisz, najwyżej cię wyrzucą. Mnie zabiją.

I stanąłem do strzelania. Czułem tę presję, do dziś nie pamiętam samego momentu strzelania – wiem tylko, że trafiłem, ale niestety na koniec to się na tak wiele nie przełożyło.

Oferta ze Stali Mielec była wybawieniem od trzeciej ligi czy miał pan inne oferty?

Kluby na Podkarpaciu były biedne, mecze kontrolne graliśmy między sobą. Parę bramek udało się strzelić czy to Siarce czy Stali Stalowa Wola. W pewnym momencie dochodziły mnie głosy z Mielca i właśnie Stalowej Woli. Co najśmieszniejsze, była wtedy też komisja WKU. Pamiętam komentarze komisji, nie pamiętam czy to był chorąży, któryś z tych panów w każdym razie:

Domarski, bo tu już czeka na ciebie Śląsk i Legia. Decydujcie się.

Ale ja wybrałem studia, poszedłem na AWF. Kluby w tym czasie ostro negocjowały, Stal Rzeszów nie chciała mnie puścić, pierwsze sześć kolejek przesiedziałem na trybunach.

Nie chciał pan iść skrótem do Śląska czy Legii?

W głowie miałem to, że jestem Rafał Domarski, w wieku 17 lat debiutowałem w Stali Rzeszów, że sobie radzę, że jestem dobry. Byłem wyrobiony kondycyjnie, koledzy zawsze się śmiali, że można orać mną boisko. Jak mam iść w górę, to poradzę sobie sam, bez wojska.

W szatniach wówczas była ciut inna kultura, nie królował jarmuż jak dzisiaj.

Wiadomo, że po wygranych meczach piwko się znalazło. Wychodziliśmy razem z żonami, z dziewczynami, na dyskoteki. Dzisiaj ciężko powiedzieć jak by to wyglądało. Nikt nie przesadzał, moja obecna żona czasem się denerwowała, że wcześnie kończymy zabawę, bo jutro mam trening, a przecież jeśli współczesny piłkarz zrobiłby podobnie, jedno zdjęcie wyjęte z kontekstu i mógłby mieć problemy.

W Stali Mielec trenował pan u Franza Smudy.

Charakterny facet. Na pewno wtedy gorzej po polsku mówił, śmialiśmy się, że mamy zagranicznego trenera. Kładł nacisk na zaangażowanie, agresję, był mistrzem motywacji i dawał dużo swobody na boisku. Kiedyś nie dostawaliśmy jakiś czas pieniędzy i planowaliśmy strajk. Ugadywaliśmy to w szatni, po sąsiedzku była trenerska pakamera. Ściany z tektury, trener wszytko słyszał. Wpadł i zapowiedział:

Za pięć minut macie być na boisku.

Tyle. Nic więcej. Byliśmy na boisku za 3,5 minuty. A potem, po tym treningu, poszedł, wstawił się za nami, powalczył o nas i wywalczyliśmy swoje.

To w tamtych czasach powstało powiedzenie „organizacyjnie Stal Mielec”.

Gdy mieliśmy problemy finansowe, zawsze w razie czego mógł pomóc zakład PZL. Jakoś swoimi kanałami klub pożyczał. Ale w momencie, gdy pojawił się Thomas Mertel, dyrektor zakładu powiedział:

Jeśli ten pan przejmie klub, nic już od nas nie dostaniecie.

Mertelowi zaufano bez zbadania co to za człowiek i zaczęły się problemy.

Jakie wizje roztoczył?

Złote góry. Potęga, Liga Mistrzów. Pojechaliśmy do Norymbergi na zgrupowanie. Mertel powiedział, że nas ubezpieczy u tamtejszych fachowców. Wchodziliśmy do gabinetu, lekarz stukał w kolano i wypuszczał. Potem Mertel pokazywał papiery, że nas na sto milionów ubezpieczył. Jak przyszło do kontuzji, nie było tego widać. Już podczas tamtego wyjazdu było widać, że coś jest nie tak. Jego firma to był pokój dziesięć na dziesięć, jedno biurko. Miał kontakty, więc na pierwsze mecze jeździliśmy wypasionym autokarem. Takiego wtedy w Polsce chyba nie miał nikt, bo był to autokar… FC Nuernberg. Rozkładane fotele do spania, z tyłu pokój do analizy, barek, w barku również piwo. Była taka sytuacja, że wracaliśmy z Gdańska, a kierowca po odstawieniu nas od razu jechał do Norymbergi, bo rano ta gdzieś jechała. Później i to się skończyło, jeździliśmy starym Ikarusem, takim jak wszyscy.

Jaka była ówczesna szatnia Stali Mielec?

Na pewno miałem do niej łatwe wejście, bo przeszedłem tutaj z chłopakami z Rzeszowa – Pawłem Klocem, Ryszardem Federkiewiczem, Januszem Czyrkiem. Środowisko mieleckie bardzo mi pasowało, do dzisiaj wspominam je z sentymentem. Do grania świetni piłkarze – Janusz Kaczówka czy mój partner z ataku Boguś Cygan. Na Bogusia można się było czasem powkurzać, że nie biega, ale żartowaliśmy, że jak Boguś jest w składzie, to zaczynamy od 1:0.

W sezonie 94/95 strzelił pan dziewięć bramek. Dobry rezultat jak na młodego piłkarza, było wtedy o panu głośniej?

Wtedy właśnie, w trakcie, była oferta z Legii. Jakiś czas później interesowała się mną Amica Wronki. Nawet byłem już dogadany, miałem tylko podpisać kontrakt, spakowałem walizki. Grzesiu Lato pracował we Wronkach jako trener, przyjechał po mnie samochodem. Mówi:

Rafał, poczekaj, jeszcze w klubie mam coś do załatwienia i jedziemy.

Wraca i wyjmuje mi walizki.

Rafał, jednak jedziesz do Hutnika.

Takie były czasy, piłkarz nie miał wiele do powiedzenia. Żałowałem, Amica była o wiele stabilniejszym klubem niż Hutnik, który zaraz spadł. Trafiłem do trenera Kasalika, z którym jak pojechaliśmy na zgrupowanie, to dzień w dzień biegaliśmy po górach. Wywoził nas autokarem na drugą stronę i trzeba było wracać w mocnym tempie na obiad. Raz już mieliśmy tego dość i wpadliśmy na genialny pomysł: zrobimy skrót. Tak ten skrót wyglądał, że wróciliśmy przemarznięci na kolację.

Kto zapadał w pamięć z tamtej szatni Hutnika?

Łukasz Sosin zaczynał, wtedy jeszcze grał jako obrońca, przestawił go bodaj dopiero Romuald Szukiełowicz. W bramce stał Siergiej Szypowski. Na ataku Moussa Yahaya, jeden z ciekawszych zawodników z zagranicy, jacy trafili wtedy do Polski.

Tylko Moussa potrafił zaginąć.

Nie znał języka, miasta, to czasem i zaginął (śmiech).

W Hutniku pana przygoda z piłką się skończyła.

Tydzień do ligi, ostatni sparing. Starcie z Markiem Bajorem, wydawało się, że to nic wielkiego. Miał być krótki zabieg w Piekarach. Przebudziłem się po zabiegu, doktor wziął mnie na rozmowę i mówi, że ma dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że operacja się udała, zła jest taka, że nie będę już grał w piłkę.

Uwierzył mu pan?

A skąd. Nie mieściło mi się to w głowie. Walczyłem do końca, parę miesięcy trenowałem, próbowałem wrócić. Niestety zdrowia się nie oszuka, a na pół gwizdka nie miało to sensu. Jeszcze dałem się namówić na chwilę dla Struga po znajomości, pomogłem w barażu o III ligę z Sandecją, ale to był epizod.

Kolano po wypadku w dzieciństwie było mocno wyeksploatowane. Tyle operacji na młodym organizmie zostawia ślad. Nie miałem smarowania w rzepce. Nawet o tym nie wiedziałem. Sukcesem w zasadzie dziś mogę nazwać, że doszedłem do Ekstraklasy i strzelałem w niej bramki. Aczkolwiek zawsze pojawia się mimo to zadra – dlaczego tak krótko.

Jak się pan czuł wtedy, w pierwszej chwili, gdy dotarło do pana, że to koniec z piłką?

Przez pierwsze pół roku byłem zły na cały świat. Głupie pretensje. Gdyby nie rodzice i żona Agnieszka to nie wiem czy dzisiaj bym żył tak spokojnie jak żyję. Wydawało mi się, że jest coraz bliżej celu, że gram w lepszych klubach, że pewnego dnia przyjdzie wymarzone powołanie i zagram z orzełkiem na piersi jak ojciec, co zawsze było celem. A człowiek budzi się po zabiegu i słyszy, że nie może już robić tego, co kocha. Nie mogłem się odnaleźć, nie chciało mi się robić nic innego. Wtedy pomógł ojciec.

Dobra, dawaj chłopie. Trzeba żyć. Na piłce świat się nie kończy.

Dobrze, że miałem te studia, ułatwiły zmianę trybu życia. Przyszła też ciekawa oferta z Kolbuszowianki, gdzie jako 24-latek miałem zostać pierwszym trenerem. To była IV liga. Strasznie się w ten projekt wciągnąłem. Sprowadziłem nawet Darka Marciniaka, który był po wiadomych przebojach. Trzy miesiące woziłem go na treningi, razem dojeżdżaliśmy z Rzeszowa. Przegadaliśmy wiele godzin. Byłem pewien, że wychodzi ze swoich problemów. Nie pił wtedy kropli alkoholu. A jednak tydzień przed ligą poprosił o parę dni wolnego, powiedział, że chce wrócić w rodzinne strony. Już z nich nie wrócił.

Wcześnie pan zaczął trenerkę, obiecujący początek.

Nie było źle, ale człowiek został w tej regionalnej piłce, nie wyszedł dalej.

Dziś czym się pan zajmuje?

Razem z Przemysławem Matulą jestem trenerem Mobilnej Akademii Młodych Orłów na Podkarpaciu.

Jak się miewa tata?

A bardzo dobrze. Dwa razy w tygodniu gra w tenisa. Często jeździ na wydarzenia sportowe. Jest aktywny.

Pana syn idzie piłkarskim szlakiem?

Nikt go nie zmuszał, ale miał próby. Dużo sportu uprawiał. W którymś momencie powiedział jednak, że nie chce się na ostro w to angażować. Idzie inną drogą, świetnie się uczy, ma inne pasje. Bardzo mu kibicuję.

Jak pan patrzy na ligę wtedy a dziś, to gdzie zauważa największe różnice?

Powiem to, co każdy dawny piłkarz: zazdrości się stadionów. Legia czy Lech miały fajne obiekty, ale gdzie im do tego, co jest teraz. Szkoda natomiast, że dziś te piękne obiekty nie są wypełnione. Powinny być.

Sama piłka natomiast jest dziś zdecydowanie szybsza. Co tu kryć, można mówić, że było kiedyś więcej indywidualności, że technika, ale myśmy taktycznie byli jak rozlane mleko. to był taktyczny trzeci świat, byliśmy wszędzie.

Czego panu życzyć?

Zdrowia, jak jest zdrowie, to wszystko jest możliwe.

Na koniec spytam: jak pan ocenia bramkę na Wembley taty z punktu widzenia napastnika?

Akcja pierwszorzędna. Co do wykończenia… Kiedy napastnik oddaje strzał w stronę bramki, ma za zadanie strzelić. Decyzja o strzale była bardzo dobra, a reszta jest historią.

Leszek Milewski

Fot. NewsPix

redakcja

Opublikowane 27.01.2020 15:31 przez

redakcja

Weszło
10.04.2021

Deszcz nad Madrytem łzami kibiców Barcelony. Real wygrywa w El Clasico

Są El Clasico, które możemy zakwalifikować jako przeciętne. Niektóre jako dobre. Ten odcinek najważniejszej hiszpańskiej rywalizacji był jednak po prostu kapitalny i nie przeszkodził w tym nawet deszcz, który lał tak mocno, że transmisja przypominała momentami przekazy rodem z końcówki lat 90.  Na tym jednak powiązania z minioną epoką się kończą, bo obie strony zagwarantowały […]
10.04.2021
Ekstraklasa
10.04.2021

Jeśli ktoś został z Ekstraklasą… wcale nie ma czego żałować!

Tak, wiemy, El Clasico, tak, wiemy, Benzema. Ale kto zamiast na ligę hiszpańską postawił dzisiaj na wieczór z Ekstraklasą – wcale nie musi się czuć specjalnie rozczarowany. Przyznajemy, po tym ultra-paździerzu, który zaserwowano nam w meczu Warty ze Stalą Mielec mieliśmy złe przeczucia. Ale ani Śląsk Wrocław z Jackiem Magierą za sterami, ani Lechia Gdańsk […]
10.04.2021
Inne sporty
10.04.2021

Mateusz Gamrot zatriumfował w UFC!

Wielu kibiców i ekspertów uważało, że Mateusz Gamrot zasługiwał na zwycięstwo w swoim pierwszym pojedynku w UFC. Uważał tak nawet gość, z którym… wtedy walczył – Guram Kutateladze. Sędziowie orzekli jednak nieprzychylny – z naszej perspektywy – werdykt. Dzisiaj, podczas gali w Las Vegas, Polak miał okazję odegrać się za ubiegłoroczną porażkę. I faktycznie to […]
10.04.2021
Weszło
10.04.2021

Warta i Stal biczowały futbol

Najsłabszy mecz tej kolejki Ekstraklasy już mamy, nie musimy czekać na jej zakończenie. Nie wierzymy, że ktoś teraz zagra słabiej niż Warta Poznań i Stal Mielec. Gdyby to spotkanie się nie odbyło i obie drużyny od razy dostały po punkcie, nic byśmy nie stracili, za to sporo zyskali – z cennym czasem na czele. To […]
10.04.2021
Weszło
10.04.2021

Odejście po sezonie? Optymistyczne to założenie Sobolewskiego

Radosław Sobolewski w trakcie ostatniego tygodnia ogłosił, że niedługo, bo wraz z końcem sezonu, przestanie być trenerem Wisły Płock. Cóż. Wydaje się, że ta deklaracja może być tylko wyprzedzeniem ruchu działaczy – Nafciarze bowiem znów nie wygrali. I okej – nie jest żadnym wstydem porażka z Pogonią w Szczecinie, wszak mowa o wiceliderze Ekstraklasy. Sęk […]
10.04.2021
Weszło
10.04.2021

Koeman, Barcelona, El Clasico w Madrycie. Wraca 1995 rok…

Gdyby poszukać ostatniej wizyty Ronalda Koemana na terenie Realu z herbem Barcelony na koszulce, musielibyśmy cofnąć się do 1995 roku. Jednego z najgorszych okresów w historii klubu, pełnego rozczarowań. Wtedy bowiem miał miejsce sezon, który „Duma Katalonii” zakończyła dopiero na czwartej pozycji w tabeli La Liga. To był zmierzch Johana Cruyffa w roli szkoleniowca, podobnie […]
10.04.2021
Weszło
10.04.2021

Deszcz nad Madrytem łzami kibiców Barcelony. Real wygrywa w El Clasico

Są El Clasico, które możemy zakwalifikować jako przeciętne. Niektóre jako dobre. Ten odcinek najważniejszej hiszpańskiej rywalizacji był jednak po prostu kapitalny i nie przeszkodził w tym nawet deszcz, który lał tak mocno, że transmisja przypominała momentami przekazy rodem z końcówki lat 90.  Na tym jednak powiązania z minioną epoką się kończą, bo obie strony zagwarantowały […]
10.04.2021
Ekstraklasa
10.04.2021

Jeśli ktoś został z Ekstraklasą… wcale nie ma czego żałować!

Tak, wiemy, El Clasico, tak, wiemy, Benzema. Ale kto zamiast na ligę hiszpańską postawił dzisiaj na wieczór z Ekstraklasą – wcale nie musi się czuć specjalnie rozczarowany. Przyznajemy, po tym ultra-paździerzu, który zaserwowano nam w meczu Warty ze Stalą Mielec mieliśmy złe przeczucia. Ale ani Śląsk Wrocław z Jackiem Magierą za sterami, ani Lechia Gdańsk […]
10.04.2021
Inne sporty
10.04.2021

Mateusz Gamrot zatriumfował w UFC!

Wielu kibiców i ekspertów uważało, że Mateusz Gamrot zasługiwał na zwycięstwo w swoim pierwszym pojedynku w UFC. Uważał tak nawet gość, z którym… wtedy walczył – Guram Kutateladze. Sędziowie orzekli jednak nieprzychylny – z naszej perspektywy – werdykt. Dzisiaj, podczas gali w Las Vegas, Polak miał okazję odegrać się za ubiegłoroczną porażkę. I faktycznie to […]
10.04.2021
Weszło
10.04.2021

Warta i Stal biczowały futbol

Najsłabszy mecz tej kolejki Ekstraklasy już mamy, nie musimy czekać na jej zakończenie. Nie wierzymy, że ktoś teraz zagra słabiej niż Warta Poznań i Stal Mielec. Gdyby to spotkanie się nie odbyło i obie drużyny od razy dostały po punkcie, nic byśmy nie stracili, za to sporo zyskali – z cennym czasem na czele. To […]
10.04.2021
Weszło
10.04.2021

Odejście po sezonie? Optymistyczne to założenie Sobolewskiego

Radosław Sobolewski w trakcie ostatniego tygodnia ogłosił, że niedługo, bo wraz z końcem sezonu, przestanie być trenerem Wisły Płock. Cóż. Wydaje się, że ta deklaracja może być tylko wyprzedzeniem ruchu działaczy – Nafciarze bowiem znów nie wygrali. I okej – nie jest żadnym wstydem porażka z Pogonią w Szczecinie, wszak mowa o wiceliderze Ekstraklasy. Sęk […]
10.04.2021
Ekstraklasa
10.04.2021

Udowodnić swoją klasę. Wyzwania przed Maciejem Skorżą

O tym, że temat powrotu Macieja Skorży do Lecha Poznań istnieje, pisaliśmy już wiele tygodni temu. Teraz wiadomo oficjalnie, że Skorża po sześciu latach ponownie poprowadzi ekipę „Kolejorza”. Jakie stoją przed nim wyzwania? SKORŻA MUSI… POWALCZYĆ O PUCHARY Cóż – na tym polu Skorża wiele zapewne nie zdziała, ale też nie można powiedzieć, by Lech […]
10.04.2021
Liczba komentarzy: 1
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
MichalzMadrytu
MichalzMadrytu
9 miesięcy temu

Świetny człowiek. Dużo Zdrowia Panie Rafale

Suche Info
10.04.2021

Stokowiec: – Dziś żadna z drużyn nie zasłużyła na porażkę

Mecz Śląska z Lechią należał do takich, po których jedni i drudzy mogli mieć niedosyt. Bo przecież Śląsk mógł zamknąć mecz w pierwszej połowie. No, ale tego nie zrobił, a w drugiej połowie lepsze szanse miała Lechia. Do tego też odniósł się na konferencji pomeczowej Piotr Stokowiec. Trener gdańszczan podkreślał jak dziwny był przebieg tego […]
10.04.2021
Weszło
10.04.2021

Deszcz nad Madrytem łzami kibiców Barcelony. Real wygrywa w El Clasico

Są El Clasico, które możemy zakwalifikować jako przeciętne. Niektóre jako dobre. Ten odcinek najważniejszej hiszpańskiej rywalizacji był jednak po prostu kapitalny i nie przeszkodził w tym nawet deszcz, który lał tak mocno, że transmisja przypominała momentami przekazy rodem z końcówki lat 90.  Na tym jednak powiązania z minioną epoką się kończą, bo obie strony zagwarantowały […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Skandal w III lidze. Bójka piłkarza z dyrektorem

Dzisiejszy mecz Radunii Stężyca ze Świtem Skolwin miał wielką dla obu klubów stawkę. Radunia, która pewnie zmierza po awans, mogła na wiceliderze się wywrócić, a ten włączyłby się do walki o zwycięstwo w III lidze. Radunia wygrała 3:0, ale to nie był koniec emocji w tym meczu. Trzeba powiedzieć: niestety. Niestety, ponieważ po meczu doszło […]
10.04.2021
Ekstraklasa
10.04.2021

Jeśli ktoś został z Ekstraklasą… wcale nie ma czego żałować!

Tak, wiemy, El Clasico, tak, wiemy, Benzema. Ale kto zamiast na ligę hiszpańską postawił dzisiaj na wieczór z Ekstraklasą – wcale nie musi się czuć specjalnie rozczarowany. Przyznajemy, po tym ultra-paździerzu, który zaserwowano nam w meczu Warty ze Stalą Mielec mieliśmy złe przeczucia. Ale ani Śląsk Wrocław z Jackiem Magierą za sterami, ani Lechia Gdańsk […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Kontaktowa bramka Barcelony. Strzelcem Mingueza (video)

Nie układa się dzisiejszy mecz Barcelonie, Real prowadził do przerwy w El Clasico dość gładko 2:0, choć wydawało się, że nie musiał wrzucać najwyższego biegu. Po przerwie jednak Barca zdobyła bramkę kontaktową. Nie była to na pewno tak piękna bramka jak ta Benzemy, ale gol to gol. Óscar Mingueza zdobywa bramkę kontaktową dla FC Barcelony! […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Milik strzela dla Marsylii! Efektowna akcja (video)

Czwarte trafienie w lidze francuskiej Arka Milika, a pierwsze w kwietniu. Polak wyrównał stan gry z Montpellier – Marsylia przegrywała od… 28 sekundy, a Milik strzelił gola do szatni. Milik ładnie zabrał się z piłką, to nie było dobicie do pustaka, jest klasa:     Pan Arkadiusz Milik. pic.twitter.com/yUGR9LSUPi — Dominik Klekowski (@DoKlekowski) April 10, […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Co za bramka w El Clasico! Benzema piętą (video)

Ależ wspaniale zaczęło się El Clasico. Szybko strzelony gol to zawsze tym większa szansa, żeby pojawiły się emocje, żeby mecz jeszcze bardziej się otworzył. Ale jeszcze jest kwestia JAK padł ten gol. Cała akcja dynamiczna, ale wykończenie Benzemy – kapitalne. Totalny luz, pięta, prosto do siatki. Karim Benzema rozpoczyna strzelanie w El Clásico! ⚽Francuz KA-PI-TAL-NIE […]
10.04.2021
Inne sporty
10.04.2021

Mateusz Gamrot zatriumfował w UFC!

Wielu kibiców i ekspertów uważało, że Mateusz Gamrot zasługiwał na zwycięstwo w swoim pierwszym pojedynku w UFC. Uważał tak nawet gość, z którym… wtedy walczył – Guram Kutateladze. Sędziowie orzekli jednak nieprzychylny – z naszej perspektywy – werdykt. Dzisiaj, podczas gali w Las Vegas, Polak miał okazję odegrać się za ubiegłoroczną porażkę. I faktycznie to […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Milan wygrywa, Zlatan z czerwoną kartką

Ze Zlatanem trudno się nudzić. Dzisiaj pomógł Milanowi pokonać Parmę, ale też wyleciał z boiska. Powód? Miał obrazić arbitra. Czerwona kartka Zlatanowi przytrafiła się po godzinie gry, gdy Milan prowadził 2:0. Nie wiadomo jeszcze co dokładnie powiedział arbitrowi Maresce, ale ten arbiter słynie z tego, że się nie patyczkuje. Ostatnio potrafił bez ceregieli wlepić Conte […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Makowski opuszcza „Klub Zero”. Gol w 65 meczu Ekstraklasy

Klub Zero, czyli piłkarze, którzy grają w Ekstraklasie, grają, potem jeszcze trochę grają, a bramek z tego nie ma. Dzisiaj z tego szacownego grona wypisał się Tomasz Makowski. Makowski może jest defensywnym pomocnikiem, no ale jednak – środek pola, można być dalej od bramki. A jednak zdążył się dorobić rangi zawodnika bez właściwości ofensywnych. Przed […]
10.04.2021
Weszło
10.04.2021

Warta i Stal biczowały futbol

Najsłabszy mecz tej kolejki Ekstraklasy już mamy, nie musimy czekać na jej zakończenie. Nie wierzymy, że ktoś teraz zagra słabiej niż Warta Poznań i Stal Mielec. Gdyby to spotkanie się nie odbyło i obie drużyny od razy dostały po punkcie, nic byśmy nie stracili, za to sporo zyskali – z cennym czasem na czele. To […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Salinas: – Kto wygra El Clasico, zostanie mistrzem Hiszpanii

Ilu ekspertów, tyle głosów. Przed dzisiejszym El Clasico wrze w mediach, oczywiście szczególnie hiszpańskich, ale nie tylko. Ciekawą wypowiedź dał Julio Salinas, gwiazda Barcy czasów Dream Teamu Johana Cruyffa. Salinas w „El Mundo Deportivo” zwrócił uwagę, że to szalony sezon dla obu ekip, jedni i drudzy mieli sporo wybojów. Niemniej już się z tego mniej […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Składy przed El Clasico

KARTY ODKRYTE! Zidane i Koeman podali już składy na dzisiejszy hiszpański szlagier, czyli oczywiście El Clasico. Zestawienia prezentują się tak i trzeba przyznać, że nie ma w nich większych niespodzianek: REAL: Courtois – Vazquez, Nacho, Militao, Mendy – Kroos, Casemiro, Modrić, Valverde, Vinicius – Benzema. BARCELONA: Ter Stegen – Mingueza, Araujo, Lenglet, Dest, Alba – […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Helik zagra o Premier League?! Baraże coraz bliżej

Michał Helik nie miał może za dobrego wejścia do reprezentacji Polski, był jednym z przegranych pierwszego zgrupowania Paulo Sousy. Ale w Championship pozostaje konsekwentny, a jego Barnsley jest rewelacją sezonu. Dzisiaj Barnsley z Helikiem w składzie wygrało 2:0 z Middlesbrough. Zespół, który miał walczyć o utrzymanie, na pięć kolejek przed końcem sezonu zajmuje miejsce premiowane […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Runjaic: – Napastnikiem numer jeden jest cała drużyna

Pogoń Szczecin dość spokojnie ograła dzisiaj Wisłę Płock, będąc zdecydowanie lepszym zespołem. Gola strzelił Benedyczak, a więc nie dziwi, że na konferencji pomeczowej Kosta Runjaic usłyszał pytanie o hierarchię napastników. Nie da się ukryć, temat snajperów w Pogoni pozostaje problematyczny od jakiegoś już czasu. Rozwiązaniem mieli być zarówno Manias w zeszłym sezonie, jak i Zahović […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Koeman: – Real spotyka za dużo krytyki

Kurtuazja kurtuazją, jest normą ze strony trenerów przed każdym meczem. Ale Ronald Koeman brzmiał przekonująco, gdy mówił, że Real Madryt jest lepszy niż się mówi, a krytyka tego zespołu jest przesadzona. Real jest na trzecim miejscu z 63 punktami, dwa za Barceloną, a trzy za liderem, Atletico. Te różnice więc faktycznie nie są duże – […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Sandecja nie przestaje zadziwiać. Kolejne zwycięstwo

Niebywała jest forma Sandecji w ostatnich tygodniach. Jeżdżą po Polsce i po prostu wygrywają. Metamorfoza o 180 stopni,  bo ten zespół na początku sezonu był synonimem dostarczyciela punktów. Dziś Sandecja ograła Zagłębie Sosnowiec. Sandecja, która do 13 kolejki nie wygrała ani jednego meczu, od tamtej pory wygrywa jak leci. Przez kolejne jedenaście kolejek trzech punktów […]
10.04.2021
Suche Info
10.04.2021

Liverpool wreszcie wygrywa na Anfield. Przerwana passa (video)

 Ten sezon dla Liverpoolu już jest do zapomnienia, ale przynajmniej wstydu od teraz będzie trochę mniej. Liverpool wreszcie wygrał u siebie mecz. Anfield, legendarny obiekt, był wyjątkowo kurtuazyjny – The Reds dziś przeciwko Aston Villi wygrali dopiero swój pierwszy domowy mecz w 2021 roku. Przypomnijmy jak to się w tym roku na Anfield układało: – […]
10.04.2021