post Avatar

Opublikowane 21.01.2020 07:19 przez

Sebastian Warzecha

Mówi się, że prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale po tym jak kończą. W nocy pokazał nam to Hubert Hurkacz. Nasz tenisista po raz pierwszy w karierze wygrał wielkoszlemowe spotkanie, w którym przegrywał już 0:2 w setach. Szkoda, że w zupełnie odwrotną stronę poszła Magda Linette – zaczęła od wygranej partii, ale z rywalizacją w singlu już się pożegnała.

Powiedzmy sobie szczerze: to nie był taki Hurkacz, jakiego przywykliśmy oglądać. Z dwóch powodów. Pierwszy, niezależny od niego, dotyczył kamery. Główna, pokazująca nam obraz całego kortu od góry, była zaparowana na środku, przez co momentami mogliśmy tylko zgadywać, gdzie dokładnie wyląduje piłka. Gubił się nam nawet sam Hubert, noszący koszulkę zlewającą się nieco z kortem. Gdy realizator w końcu – a zajęło mu to zdecydowanie zbyt wiele czasu – zorientował się, że coś jest nie tak, przełączył obraz na jedną z bocznych kamer. Trudno napisać, by była to zmiana na lepsze, ale przynajmniej nie mieliśmy wrażenia, że tenisiści zapomnieli wziąć przed meczem Rutinoscorbinu.

Drugi powód? Hubert grał słabo, po prostu. Polak popełniał wiele niewymuszonych błędów, jego forehand wyglądał jak pierwsze lepsze zagranie, a nie jak broń, którą potrafi zdominować i ograć takich zawodników, jak Dominic Thiem czy Diego Schwartzman. Dennis Novak – kwalifikant, którego niedawno w ATP Cup pokonał Kacper Żuk – widział problemy Polaka i potrafił je wykorzystać. Austriak z każdym kolejnym błędem Huberta zyskiwał na pewności siebie, a Hurkacz wręcz przeciwnie – prawdopodobnie po raz pierwszy widzieliśmy go aż tak zirytowanego i okazującego te emocje na korcie. I o ile w pierwszym secie Polak trzymał swój serwis, a przegrał partię dopiero w tie-breaku, o tyle w drugim łatwo oddał dwa gemy przy własnym podaniu. Nie pomógł nawet słyszalny doping polskich fanów. Tych zresztą podziwiamy, bo najzacieklej dopingowali naszego tenisistę w tych najgorszych dla niego momentach.

Teraz mogą sobie gratulować, bo gra Huberta odmieniła się po drugim secie. Dopiero wtedy zaczął wyglądać mniej więcej tak, jak oczekiwaliśmy tego od początku. Poprawiły się przede wszystkim serwis i wspomniany już forehand, które wcześniej zupełnie nie funkcjonowały. Choć wciąż nie był to Hurkacz w najlepszym wydaniu, to na tenisistę tej klasy co Austriak taka gra wystarczyła. Tym bardziej, że sam Novak zaczął wyrzucać piłki, które wcześniej wchodziły mu w każdej wymianie. A kiedy niezła gra Huberta pokryje się z gorszą dyspozycją rywala, to nie ma opcji – to musi skończyć się dobrze.

Choć zwrotów akcji jeszcze trochę w tym meczu było. Tak naprawdę Hubert gładko wygrał jedynie trzeciego seta. W czwartym i piątym czuliśmy się trochę jak na naprawdę świetnie przygotowanym rollercoasterze. Hurkacz to przełamywał rywala, to znowu tracił serwis. A nawet gdy wygrywał gemy przy własnym podaniu, to broniąc wcześniej break pointów. Zwykle pojawiających się zresztą po kilka w gemie. Ostatecznie jednak triumfował w całym meczu, przy okazji zostając czwartym w historii polskim tenisistą, który wygrał spotkanie w każdym turnieju wielkoszlemowym (po Wojciechu Fibaku, Łukaszu Kubocie i Jerzym Janowiczu, który zresztą wczoraj, choć nie w Australii, wrócił do gry). Zapominamy więc o stylu i po prostu się tym cieszymy.

W drugiej rundzie na Huberta czeka John Millman, który nieco niespodziewanie w czterech setach wyrzucił z turnieju Ugo Humberta, triumfatora niedawnej imprezy w Auckland (Hurkacz odpadł tam w półfinale). Atutem Millmana z pewnością będzie publika – to Australijczyk, a ci zawsze są w Melbourne żywiołowo dopingowani, z oczywistych względów. Sam John to solidny gracz, taki z gatunku tych, który w tourze jest od dawna, od dawna też gra na niezłym poziomie, ale po prostu nigdy nie był w stanie przebić się do czołówki. Miał jednak swój wielki moment – w 2018 roku w IV rundzie US Open pokonał Rogera Federera. To zresztą Szwajcar – o ile w jego spotkaniu nie wydarzy się sensacja – będzie czekać na lepszego z polsko-australijskiej pary.

Tymczasem w drabince kobiet na lepszą z pary Magda Linette – Arantxa Rus miała czekać Madison Keys. I w tym aspekcie wszystko poszło zgodnie z planem. Problem w tym, że planowaliśmy też obejrzenie meczu drugiej rundy z udziałem Polki, a to już tej nocy okazało się być niemożliwe do zrealizowania. Magda odpadła bowiem już w swoim pierwszym spotkaniu w Melbourne. Porażka boli tym bardziej, że po pierwszym secie wszystko zmierzało raczej w stronę szybkiego, zakończonego gładkim zwycięstwem spotkania.

Bo Magda rozpoczęła od serii wygranych gemów. Grała pewnie, świetnie przyśpieszała wymiany i dyktowała warunki w każdym kolejnym punkcie. Robiła dokładnie to, czego można było od niej oczekiwać, zwłaszcza w starciu, w którym była faworytką. To ona rządziła na korcie. Rus nie była w stanie znaleźć sposobu na taką grę Polki i co chwila wyrzucała piłki daleko w aut. Set skończył się po siedmiu gemach, z których sześć wygrała Linette. Wszystko zmierzało więc w dobrą stronę. I wtedy Magda zgubiła mapę, kompas oraz nawigację. Równocześnie.

W drugiej partii grała beznadziejnie. Nie bójmy się tego słowa. Psuła wszystko, co było do zepsucia, prezentowała rywalce co drugi punkt. Szybko straciła pięć gemów. Wtedy przypomniała sobie najwyraźniej, że przecież drogę już zna i jest w stanie pójść nią, kierując się wyłącznie własną pamięcią. Wychodziło jej to nieźle – obroniła cztery piłki setowe i wygrała trzy gemy – ale w końcu skręciła nie tam, gdzie trzeba i Rus to wykorzystała. Zrobiło się więc 1:1 w setach. Ale że Magda jest specjalistką od długich, nerwowych spotkań, liczyliśmy, że będzie dobrze.

W trzeciej partii obraz gry wyglądał jednak podobnie – Linette każde dobre zagranie przeplatała kilkoma błędami i łatwo oddawała punkty. Holenderka, widząc to, rozegrała tę partię naprawdę mądrze taktycznie. Skoro Polce wyraźnie nie szło, postawiła na obronę, przebijanie piłki i wyczekiwanie na błędy rywalki. Te, niestety, przychodziły i Rus wyszła na prowadzenie. Linette kilkukrotnie zmniejszała jeszcze straty – w tym ze stanu 2:5 na 4:5 – ale nie była w stanie wygrać meczu. Lepsza okazała się Rus, która w głównym turnieju w Melbourne zagrała po raz pierwszy od… 2013 roku i dopiero po raz drugi awansowała do drugiej rundy. Teraz rozumiecie, czemu czujemy się rozczarowani porażką Magdy.

Swój mecz rozegrać miała jeszcze Iga Świątek, ale – ze względu na to, że rozpocząłby się późno, przełożono go na kolejny dzień. Decyzji nie rozumiemy, bo jeszcze później rozpoczynały się inne spotkania, które trwały długo w australijską noc.

Wyniki:

Hubert Hurkacz 6:7(4), 1:6, 6:2, 6:3, 6:4 Dennis Novak

 Magda Linette 6:1, 3:6, 4:6 Arantxa Rus

Fot. Newspix

Opublikowane 21.01.2020 07:19 przez

Sebastian Warzecha

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
09.07.2020

Gdzie diabeł nie może, Bruno z pewnością będzie przydatny

Nawet najbardziej wypasiony rower nie ruszy, dopóki nie zamontuje się w nim łańcucha. Nawet najdoskonalsze danie można schrzanić, jeśli pominie się jeden składnik. Nie wspominając o tym, że najdoskonalszy zespół może stać w miejscu, o ile brakuje w nim lidera. Aż trudno uwierzyć w to, jak nagłą i jak spektakularną odmianę przyniósł Manchesterowi United Bruno […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Hejt Park w dobrym składzie. Dziś z Cezarym Pazurą!

Filmowego tygodnia w Kanale Sportowym ciąg dalszy. We wtorek gościem Tomasz Smokowskiego był Olaf Lubaszenko, dziś do studia wpada Cezary Pazura. Przemagluje go Monika Wądołowska, oczywiście z waszą pomocą, bo taka jest idea Hejt Parku. Start 21, obecność w zasadzie obowiązkowa!  
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Czas na teleturniej! Czy redakcja zna wzór na pole prostokąta?

Takich emocji nie znajdziecie po odpaleniu telewizora. No dobra – znajdziecie. Ale nie na każdym kanale. Tak czy siak zapraszamy na kolejny odcinek naszego teleturnieju, w którym odpowiadamy na pytania luźno związane z Ekstraklasą. Dziś o nagrodę główną, którą było nic, powalczą: Kowal, Roki, Wojtek Piela i Przemek, który wygrał naszą donejtową licytację.  Start 20!
09.07.2020
Włochy
09.07.2020

Żurkowski zaczął łapać minuty. Są powody do optymizmu?

10 minut gry w lidze – tyle czasu otrzymał Szymon Żurkowski od trenera Fiorentiny przed wypożyczeniem do Empoli. Wydawało się, że gorzej być nie może, zwłaszcza po przejściu do klubu występującego w Serie B. A jednak. Przed przerwą w rozgrywkach środkowy pomocnik nie rozegrał w barwach drugoligowca ani jednego ligowego spotkania. Na szczęście ostatnio sytuacja […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Quiz piłkarski. Liga ponad stu reprezentantów. Wymienisz wszystkich?

Jeśli wiesz, który piłkarz Ekstraklasy ponad 20 razy zagrał w reprezentacji Zambii, jeśli kojarzysz biegających po naszych boiskach byłych reprezentantów USA i Portugalii, lub jeśli po prostu od lat śledzisz reprezentację Polski, ten quiz jest dla ciebie. Zdecydowanie! Z tęsknoty za reprezentacyjnym futbolem wynotowaliśmy sobie nazwiska wszystkich piłkarzy Ekstraklasy, którzy mieli okazje zagrać dla narodowych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Trudna walka Sandecji o ligowy byt. „Trenera Kafarskiego wyeksploatowaliśmy maksymalnie”

Nie musimy wam chyba po raz kolejny powtarzać, jak płaska jest tabela pierwszej ligi. Ale jeśli ktoś się w tym nie orientuje, to powiemy, że nawet niemieckie autostrady nie są tak równe, jak środek ligowej stawki na zapleczu Ekstraklasy. Niesie to za sobą pewne konsekwencje. Na przykład takie, że nie wygrywając pięciu kolejnych spotkań, musisz […]
09.07.2020
Anglia
09.07.2020

Filozof może wreszcie wygrać coś poza nagrodą fair-play

Odkąd istnieje taka dziedzina jak filozofia, jej wybrani przedstawiciele są skazani na mieszkanie w beczkach. To drastyczne uproszczenie, ale pełnienie roli filozofa w dowolnej gałęzi życia to bardzo ciężki kawałek chleba. Szykany, wyśmiewanie, zarzucanie naiwności to tylko te najbardziej popularne spośród kłód pod nogami prawdziwego przedstawiciela tej nauki. Nie inaczej jest z bodaj najbardziej bezkompromisowym […]
09.07.2020
Blogi i felietony
09.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

„W Legii nigdy nie jest ani tak dobrze, ani tak źle, jak mówią” – te słowa Aleksandara Vukovicia, rzucone już jakiś czas temu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że owszem, można zarzucić „Vuko” to czy owo, ale na pewno nie to, że nie zna DNA prowadzonego przez siebie klubu. Legia w ostatnich czterech meczach zagrała taki […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lech Poznań i Puchar Polski – od pewnego czasu niedobrana para

19 maja 2009 roku Lech Poznań po zwycięskim golu Sławomira Peszki pokonał Ruch Chorzów na Stadionie Śląskim i po raz piąty w swojej historii zatriumfował w Pucharze Polski. Rok później „Kolejorz” – już pod wodzą Jacka Zielińskiego, a nie Franciszka Smudy – dorzucił także do kolekcji tytuł mistrzowski. Mogło się wówczas wydawać, że dokładanie kolejnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia nie ma kasy, ładnego stylu, ale ma charakter

Lechia Gdańsk z pewnością nie jest drużyną pozbawioną wad, ba, pewnie przy mniejszej dawce życzliwości tych wad można by znaleźć więcej niż plusów, bo jak wczoraj dowodziliśmy, drużyna Stokowca na przykład gorzej broni i gorzej atakuje niż jeszcze w zeszłym sezonie. W starciu z Lechem też nie porwał nas futbol, jaki prezentowali gdańszczanie, w pewnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Nikt nie ma takiego komfortu w bramce jak Lechia Gdańsk

Masz najlepszego bramkarza w lidze. Bramkarza, który wybronił ci wiosną niejeden mecz. A jednak na półfinał Pucharu Polski – Pucharu Polski, którym możesz uratować sezon – w bramce staje drugi golkiper. I ten drugi zostaje bohaterem meczu dzięki paradom w rzutach karnych. Nikt w Ekstraklasie nie ma takiego komfortu w bramce co Lechia Gdańsk. Z […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

AleNumer – konkurs z nagrodami – ile goli strzelą obcokrajowcy?

Zerkamy na klasyfikację najlepszych strzelców w Ekstraklasie, a tam najwyżej sklasyfikowanym Polakiem wciąż jest Jarosław Niezgoda. Ten sam, który zimą wyfrunął do Stanów Zjedoczonych i od pół roku nie biega po boiskach Ekstraklasy. Obcokrajowcy dźwigają na barkach ciężar odpowiedzialności za strzelanie goli. Zatem w najnowszym #AleNumer pytamy was o to – ile goli strzelą w […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia, Lech, a może Raków? Kto został królem zimowego polowania

Jak już kilka razy w ostatnich tygodniach wspominaliśmy, całkiem nieźle wyszło ekstraklasowym klubom zimowe okienko transferowe. Oczywiście nie zabrakło zwożenia szrotu (zakaz wjazdu do Hiszpanii dla Krzysztofa Przytuły, natychmiast!), oczywiście to nie tak, że nagle nasze zespoły zbudowały prawdziwe działy skautingu i teraz nadepniemy pedał gazu w pościgu za Europą. Nic z tych rzeczy. Ale […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

PRASA. Kowalczyk: Nie ufam politykom, to oni podzielili Polskę

– Nie idę na drugą turę, bo nie ma mojego kandydata. W takiej sytuacji mogę zacytować powiedzenie, że to jak wybór między dżumą a cholerą. A ja nie chcę chorować, chcę być zdrowy. A nawet gdybym się wybrał, bo tak wypada, bo frekwencja i tak dalej, to przekreślę obu kandydatów – mówi Wojciech Kowalczyk w […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Solidni Linetty i Walukiewicz, bohater Drągowski, czyli polska środa w Serie A

Polska środa w Serie A za nami. Dziś we Włoszech mieliśmy swoje małe święto, bo w sześciu spotkaniach zobaczyliśmy aż siedmiu Polaków (do tego ósmy na ławce). Tyle że nie każdy z nich miał powody do optymizmu. Najlepiej wypadł na pewno Bartłomiej Drągowski, którego włoskie media już zdążyły okrzyknąć bohaterem Fiorentiny. Nieźle w starciu z […]
09.07.2020
Hiszpania
09.07.2020

Barca wciąż ściga Real, a przy okazji spuszcza Espanyol z ligi

Wysokie zwycięstwo w starciu z Villarrealem wlało w serca kibiców Barcelony trochę optymizmu. Gra katalońskiej ekipy wreszcie wyglądała tak, jak by sobie tego życzyli fani. Barca grała dynamicznie, finezyjnie, z rozmachem. Świetnie funkcjonowała współpraca między Leo Messim i Antoinem Griezmannem. Ale dzisiejsze starcie derbowe z Espanyolem to był już powrót tej Barcelony, do której się […]
09.07.2020
Weszło
08.07.2020

Dariusz Żuraw dzisiaj nie pomógł

Tak, Lech był lepszy od Lechii (co przyznał nawet Piotr Stokowiec), tak, może mówić o pechu, bo jednak czasami piłka była jak zaczarowana, a zmarnowanie trzech karnych z rzędu można w pewien sposób podciągnąć pod złą fortunę. Ale czy możemy powiedzieć, że tak, Dariusz Żuraw zrobił dziś wszystko, by pomóc swojej drużynie postawić ostatni krok? […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Lech Poznań – jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie źle

Lechowi Poznań zalałoby piwnicę, gdyby mieszkał na Saharze. Lech Poznań doznałby udaru z przegrzania na środku Antarktydy. Lech Poznań złamałby sobie ząb jedząc watę cukrową. Lech Poznań nadepnąłby na klocek Lego pośrodku Pacyfiku. Lech Poznań jest klubem przeklętym i na miejscu władz Kolejorza sprawdzilibyśmy, czy gdzieś pod murawą przy Bułgarskiej nie ma zakopanej żaby. Dzisiejszy […]
08.07.2020