post Avatar

Opublikowane 07.12.2019 17:17 przez

Kacper Bartosiak

Jeszcze osiem miesięcy temu nikt nie mógł się spodziewać, że najważniejszą walką 2019 roku będzie rewanżowe starcie Andy’ego Ruiza (33-1, 22 KO) z Anthonym Joshuą (22-1, 21 KO). Sensacyjny przebieg pierwszego pojedynku zaskoczył kibiców i ekspertów oraz wywrócił do góry nogami hierarchię w królewskiej kategorii. Czy Brytyjczyk zdoła wrócić na tron? Kolejna porażka może definitywnie złamać karierę jednego z największych sportowych fenomenów ostatnich lat.

Na ich ponowne spotkanie czekają dziś wszyscy. Znaków zapytania jest mnóstwo – i to po obu stronach. Inaczej być nie może, bo pierwsza walka była szaloną bijatyką z nieoczekiwanym zakończeniem, wokół którego narosło wiele mitów. Joshua już od momentu wejścia do ringu wyglądał jakoś nieswojo i nie przypominał pewnego siebie współczesnego gladiatora. Tuż przed pierwszym gongiem zażywał jeszcze… masażu karku. Walkę też zaczął powoli i ostrożnie. Niemal od razu stało się jasne, że nieszablonowy styl Ruiza nie jest dla niego komfortowy.

Mimo to w trzeciej rundzie to Brytyjczyk jako pierwszy rzucił rywala na deski. W mgnieniu oka złożył kombinację trzech mocnych ciosów, po których Ruiz ciężko opadł na deski. Amerykanin o meksykańskich korzeniach to kawał twardziela, który w zawodowej karierze nigdy nie był liczony. Nowa sytuacja w ogóle go nie zaskoczyła – po chwili wstał i niczym Pacman połknął potężny prawy prosty mistrza, który wielu przeciwników wyrwałby z butów. I to był chyba moment, który w tej walce zmienił wszystko.

Niezrażony Joshua myślał, że ma przed sobą ranną zwierzynę i postanowił skończyć polowanie. Ruszył do chaotycznego ataku kompletnie zapominając o obronie, a Ruiz skontrował jego serię potężnym lewym sierpowym, którym trafił idealnie na skroń. To był wręcz filmowy kadr – pod kolosem momentalnie ugięły się nogi, a kilka chwil później był liczony. W odstępie 30 sekund obaj znaleźli się na deskach – takich widoków na szczycie wagi ciężkiej po prostu się nie obserwuje. Mistrz i pretendent nie dali się wyliczyć, ale szybko stało się jasne, że o wiele bardziej zraniony jest ten pierwszy, który pod koniec rundy znów wylądował na deskach.

To były trzy minuty, które na zawsze zmieniły wagę ciężką. Choć walka trwała jeszcze przez kilka rund to można było odnieść wrażenie, że Joshua nigdy nie doszedł do siebie po pierwszym liczeniu. „Dlaczego tak się czuję?” – pytał zdezorientowany swojego trenera w narożniku. Dostawał proste i sensowne recepty, ale z jakichś względów nie był w stanie wcielić ich w życie. Tymczasem poczciwy grubasek – który wziął walkę z kilkutygodniowym wyprzedzeniem w zastępstwie złapanego na dopingu Jarrella Millera – z minuty na minuty poczynał sobie coraz śmielej.

Puenta przyszła w siódmej rundzie. Joshua znowu spróbował szczęścia w ofensywie i znów doprowadził do celu cios, który niejednym pięściarzem wagi ciężkiej pewnie by wstrząsnął. Na Ruizie nie zrobił on jednak najmniejszego wrażenia, a w odpowiedzi poszła seria szybkich i precyzyjnych ciosów, które odebrały mistrzowi resztki chęci do walki. Były jednak pewne kontrowersje – Joshua wstał i próbował zarobić kilka sekund wypluwając ochraniacz na zęby. Nie stosował się jednak do komend sędziego, który nie dał mu kolejnej szansy i zakończył walkę.

Tym samym jedna z największych bokserskich sensacji XXI wieku stała się faktem. W wadze ciężkiej niespodzianki takiego kalibru nie było od blisko dwóch dekad, ale do tego jeszcze wrócimy. Nowe realia zaskoczyły nie tylko Ruiza, który zapisał się w historii królewskiej kategorii jako pierwszy mistrz o meksykańskim rodowodzie. Wyjątkowo pogubili się także kibice, którzy zaczęli szukać teorii spiskowych. Już kilka godzin po walce pojawiła się plotka, że Joshua tuż przed wyjściem do ringu doznał ataku paniki i został wypchnięty do walki wbrew własnej woli.

Inna teoria głosiła z kolei, że na jednym z ostatnich sparingów Brytyjczyka miał ciężko znokautować Joey Dawejko (20-7-4, 11 KO), który korzystając z nieoczekiwanych pięciu minut sławy tylko dolewał oliwy do ognia w mediach społecznościowych. Pojawiały się także tezy, że cała walka była jedną wielką ustawką obliczoną na zysk u bukmacherów (Joshua był faworytem w stosunku 15-1). W najciemniejszych zakątkach sieci spekulowano nawet, że do ringu wyszedł… klon mistrza.

Nic dwa razy się nie zdarza?

Sam poszkodowany w nowych realiach odnalazł się z klasą. Wylewnie pogratulował Ruizowi wygranej i zapowiedział, że zamierza skorzystać z zapisanej w kontrakcie klauzuli rewanżowej. Potem obaj odeszli w przeciwnych kierunkach. „Mamo, już nie musimy się niczym przejmować” – mówił ze łzami w oczach nowy mistrz. Za wygraną zarobił wprawdzie „tylko” kilka milionów dolarów, ale rewanż przyniesie mu ich już kilkanaście, nie mówiąc o kolejnych potencjalnych wielkich pojedynkach, które nagle pojawiły się na horyzoncie.

Niepozorny grubasek trafił na pierwsze strony gazet i do najpopularniejszych programów telewizyjnych. Wiadomo, że przez moment zachłysnął się sławą – kupił Rolls-Royce’a i przez kilka tygodni ostro imprezował. Tylko czy kogoś to dziwi? Jeszcze kilkanaście miesięcy przed walką późniejszy pogromca Joshuy myślał nad zakończeniem kariery. W akcie desperacji wykupił swój kontrakt od grupy Top Rank za ponad 700 tysięcy dolarów i związał się z projektem Ala Haymona. Na amerykańskim rynku to on rozdaje karty – potwierdzą to Deontay Wilder, Luis Ortiz i Adam Kownacki.

Kiedy Ruiz powoli uczył się żyć z nieoczekiwaną sławą, jego opiekunowie walczyli, by rewanż odbył się w Stanach Zjednoczonych. Eddie Hearn – promotor Joshuy – miał jednak inny pomysł. W czerwcu po raz pierwszy wypuścił swoje złote dziecko poza Wielką Brytanię. Ciężko powiedzieć, czy miało to jakieś znaczenie, ale fakty są jednoznaczne – u siebie Joshua był niepokonany, z kolei w USA przegrał już w debiucie.

Za kulisami rozpoczęło się przeciągnie liny. Strona brytyjska przekonywała, że kontraktowe ustalenia są jednoznaczne i Ruiz nie ma nic do gadania – ma po prostu stawić się ustalonego dnia w określonym miejscu, by stanąć do walki. Stronnicy nowego czempiona podburzali go do buntu i odradzali wyjazd na Wyspy Brytyjskie. W końcu na stole pojawiła się opcja nieco egzotyczna – chęć organizacji hitowego pojedynku wyrazili szejkowie z Arabii Saudyjskiej. Szybko okazało się, że mają naprawdę głębokie kieszenie.

Gdy oficjalnie ogłoszono miejsce i datę rewanżu, Ruiz długo milczał. Za zamkniętymi drzwiami trwały kolejne negocjacje, które według medialnych ustaleń zakończyły się dorzuceniem kilku milionów do i tak rekordowej z punktu widzenia Andy’ego wypłaty. To sprawiło, że problemy z dnia na dzień zniknęły, ale nie od razu. W momencie ogłoszenia rewanżu nie istniała jeszcze nawet arena, gdzie 7 grudnia stanie ring! Nowy mistrz wrócił do starej śpiewki i przekonuje, że egzotyczny wyjazd to kolejne z licznych „błogosławieństw” na jego życiowej drodze.

Jaki będzie Ruiz w rewanżu? Nieoczekiwanie… dużo cięższy. Podczas pierwszej walki wniósł do ringu prawie 122 kilogramy – najwięcej od pięciu lat! Teraz będzie nieco ponad 128 – tak dużo waga pokazywała gdy zaczynał poważną przygodę z boksem. Niektórzy przekonują, że nie powinien zrzucać, bo kiedy ważył kilkanaście kilogramów mniej, to jego siła nie robiła na przeciwnikach takiego wrażenia. Mimo wszystko wydaje się, że tej masy może być za dużo.

Obóz Ruiza – pod duchowym przewodnictwem trenera Manny’ego Roblesa – przygotował kilka planów na różne wersje Brytyjczyka, który na wadze pojawił się najlżejszy od ponad pięciu lat. W sparingach styl Joshuy imitował między innymi Michael Hunter (18-1, 12 KO), który podczas tej samej gali zmierzy się w innym frapującym pojedynku z doświadczonym Aleksandrem Powietkinem (35-2, 24 KO).

Doradca Władimir

Więcej zamieszania było u pokonanego. Lennox Lewis – odwołując się do własnej kariery – doradzał zmianę trenera, ale Joshua podkreślał, że taka opcja nie wchodzi w grę. Robert McCracken prowadzi go od czasów amatorskich. Wspólnie sięgali po srebro mistrzostw świata oraz złoto igrzysk olimpijskich w Londynie. Potem pokonywali kolejne kroki na zawodowstwie, choć szkoleniowiec wciąż opiekuje się także brytyjską kadrą olimpijską.

Innych zmian jednak nie zabrakło. Brytyjczyk zaprosił do sztabu Angela Fernandeza i Joby’ego Claytona. Obaj nie są postaciami z pierwszych stron gazet i nie mają na koncie wielkich sukcesów, ale ich obecność pozwoliła zmienić sposób przygotowań. Nowi trenerzy częściej tarczowali z Joshuą, a McCracken – który robił to zazwyczaj – mógł analizować ten proces z dystansu i dostrzec inne błędy.

Pięściarz szukał również wsparcia u Władimira Kliczki. W kwietniu 2017 roku obaj dali porywające widowisko, po którym połączyła ich niezwykła relacja. Ukrainiec oficjalnie abdykował i wskazał Brytyjczyka na swojego następcę. „To mój młodszy braciszek” – mówił wówczas. Teraz zdetronizowany czempion potrzebował już nie do końca braterskich porad. Jeśli jednak kogoś pytać o zdanie, to chyba właśnie Kliczkę, który na początkowym etapie kariery trzy razy przegrywał przed czasem i wydawał się skończony.

Po trzydziestce młodszy z braci wrócił jako dominator, ale co ciekawe tylko raz w swojej długiej karierze rewanżował się człowiekowi, który go pokonał. W 2004 roku przegrał przez nokaut z Lamonem Brewsterem, ale ponownie wyszedł z nim do ringu dopiero 3 lata później. To pokazuje, jakie ryzyko podejmuje Joshua, który nie chciał „łatwej” walki w międzyczasie. W pełni świadomie wybrał opcję pod tytułem wóz albo przewóz.

W czym może upatrywać nadziei? Przede wszystkim w zmienionym scenariuszu. Za pierwszym razem przygotował się do walki z Millerem, który po drodze zdążył zaleźć mu za skórę. Obaj nagrywali na siebie hip-hopowe dissy, a Amerykanin regularnie przekraczał granicę opowiadają o planach zabrania mamy rywala na kolację. Inaczej wyglądały też przygotowania od strony technicznej. Miller to wybryk natury, który ważąc ponad 135 kilogramów potrafił zachować dynamikę. Dziś wiadomo, że pewnie stała za tym farmakologia, ale przybranie kilogramów przed taką walką wydawało się logiczne.

Kiedy w zastępstwie pojawił się Ruiz, z mistrza zeszło powietrze. Andy był grzeczny aż do przesady. Cały czas wszystkim dziękował i komplementował przeciwnika. Uśpił czujność Joshuy, który kilka dni przed walką pozwolił pretendentowi zrobić sobie zdjęcia z jego pasami mistrzowskimi. Nie jest też tak, że Amerykanin wziął tę walkę z kanapy – kilka dni wcześniej znokautował Aleksandra Dimitrenkę i był przygotowany, choć pewnie na takiego nie wyglądał.

Teraz Joshua przez cały obóz przygotowywał się z myślą o Ruizie. Inna sprawa, że po bolesnej weryfikacji on sam już doskonale wie nad czym musi pracować. Ciężko będzie wygrać wojnę z tak twardym zawodnikiem w półdystansie, ale Brytyjczyk nie jest wirtuozem pięściarskiej szermierki. Boksując „na zimno” potrafił wprawdzie w bezpieczny dla siebie sposób wypunktować Josepha Parkera, ale tam przeciwnik bał się zaryzykować. Swoje zrobił też sędzia, który chwilami w niewytłumaczalny sposób wkraczał do akcji.

Historia wagi ciężkiej pokazuje, że na poziomie mistrzowskim natychmiastowe rewanże rzadko kończą się dobrze dla zdetronizowanych mistrzów. Tylko trzy razy (!) coś takiego miało miejsce. W 2001 roku tezie zaprzeczył Lennox Lewis, który najpierw został znokautowany przez Hasima Rahmana w jednej z największych niespodzianek w historii, by potem samemu przekonująco rozprawić się z rywalem. Można jednak zauważyć, że Brytyjczyka zaskoczyła niespodziewana pojedyncza bomba, a Joshua został po prostu metodycznie rozmontowany. Błyskawiczne mistrzowskie rewanże wygrywali jeszcze tylko Floyd Patterson i Muhammad Ali.

Pośpiech nie był najlepszym doradcą w przypadku Mike’a Tysona. W 1996 roku w końcu doszło do jego długo oczekiwanej walki z Evanderem Holyfieldem. Obaj obrzucali się bombami, ale „Bestia” została w końcu udomowiona i rozbita przed czasem. W rewanżu w obliczu brudnego boksu przeciwnika Tyson posypał się jak domek z kart i przegrał przez dyskwalifikację. Takie „powtórki z rozrywki” zdarzały się w historii dużo częściej i bardzo często obserwowaliśmy w nich jeszcze wyraźniejszą dominację pierwotnego zwycięzcy.

W 1964 roku groźny Sonny Liston (35-1) spotkał na swojej drodze nieopierzonego Cassiusa Claya (19-0). Młokos nie miał prawa być gotowy, ale ku zdumieniu wszystkich ekspertów zmusił przeciwnika do pozostania w narożniku. W rewanżu – już jako Muhammad Ali –znokautował Listona w pierwszej rundzie. W 1984 roku Larry Holmes (48-0) był o krok od wyrównania rekordu Rocky’ego Marciano (49-0), ale spotkał na swojej drodze Michaela Spinksa (27-0) – mistrza kategorii półciężkiej. Przegrał minimalnie na punkty po piętnastu twardych rundach, a w rewanżu również – tym razem po niejednogłośnej decyzji. Długoletni numer jeden królewskiej kategorii zniknął i wrócił już w nowej epoce ciężkich.

Śladem „Największego”

Jeśli Joshua chce gdzieś szukać nadziei, to powinien patrzeć właśnie na Muhammada Alego. Dwukrotnie udawały mu się błyskawiczne rewanże, ale w kolejnych pojedynkach z Kenem Nortonem (29-1) i Leonem Spinksem (6-0-1) musiał sięgnąć naprawdę głęboko i wiele zmienić w sposobie przygotowań i samego boksowania. W nieco innych okolicznościach skutecznie rewanżował się także Joemu Frazierowi, ale to był jednak rewanż nieco odłożony w czasie.

Co zobaczymy w sobotę w ringu? Z punktu widzenia Joshuy kluczowe wydaje się kontrolowanie dystansu. Ma nad rywalem przewagę 20 centymetrów w zasięgu rąk, ale w pierwszym pojedynku nie potrafił zrobić z tego użytku. Brytyjczyk powinien obejrzeć walkę Lennoksa Lewisa (37-1-1) z Davidem Tuą (37-1). Mistrz rywalizował tam z wybuchowym puncherem i miał sporą przewagę warunków fizycznych. Walkę rozegrał na zimno i ani przez moment nie był w opałach.

„Będziemy gotowi na każdą wersję AJ-a. Jeśli zechce pójść na wojnę, to tym lepiej dla mnie” – prowokował Ruiz. Zapowiada, że 15 minut sławy chce zamienić w 15 lat panowania. Rywal odpowiadał cytatami z Muhammada Alego, a hasło „pozostań skromny” zamienił na slogan „fuck everybody”. Publicznie deklarował, że ewentualna druga porażka nie złamie mu kariery, bo bez względu na wynik zamierza boksować do czterdziestki. Carl Froch przekonuje jednak, że druga przegrana sprawi, że pięściarz straci wiarygodność i nie będzie już budził takich emocji.

Czy Joshuę stać na bezpieczne wyboksowanie Ruiza? Teoretycznie tak, ale diabeł tkwi w szczegółach. Joshua w ataku popełnia błędy i jest wrażliwy na kontry, a to z kolei woda na młyn rywala. Brytyjczyk jest też znany z kłopotów kondycyjnych, ale być może nie będą one tak wyraźne przy mniejszej wadze. „Zamierzam po prostu skopać mu tyłek” – przekonuje Joshua, ale ringowa bójka to ostatnie do czego powinien dążyć.

Ważną niewiadomą jest w tym wszystkim także miejsce akcji. Obaj zmierzą się na specjalnie wybudowanym stadionie, który powstał niedaleko Rijadu. Pogoda raczej nie pokrzyżuje im szyków – w sobotę wieczorem temperatura powinna wynosić około 18 stopni. Pięściarze pojawili się w Arabii Saudyjskiej z dużym wyprzedzeniem, więc żaden nie powinien mieć kłopotów z aklimatyzacją. Do ringu wyjdą około 21:45 polskiego czasu – transmisja w TVP Sport i TVP 1. Wcześniej w saudyjskich warunkach sprawdzi się Mariusz Wach (35-5, 19 KO), którego czeka ciężka walka z wysoko notowanym Dillianem Whytem (26-1, 18 KO).

Bukmacherzy i eksperci mimo wszystko stawiają na Joshuę, choć nie jest oczywiście tak wyraźnym faworytem jak przed pierwszą walką. Tyson Fury i Deontay Wilder przestrzegają, że Brytyjczyk nieświadomie wdepnął na niezłą minę i w wyjątkowych okolicznościach dał szansę zawodnikowi, który zawsze będzie jego stylistycznym koszmarem. Najbardziej prawdopodobne scenariusze są dwa – albo Joshua wyboksuje Ruiza z dystansu, albo prędzej czy później nadzieje się na kontrę i znów przegra przed czasem. A wtedy niepozorny grubasek z Meksyku odejdzie w dowolnie wybranym kierunku jako bohater jednej z największych sensacji w historii boksu i człowiek, który zarżnął kurę znoszącą złote jajka.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 07.12.2019 17:17 przez

Kacper Bartosiak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Niemcy
31.10.2020

Lewy odpoczął, Bayern wygrał. Zmiennicy Polaka nie pomogli

Po ponad dwóch latach przerwy Robert Lewandowski, będąc do dyspozycji trenera, nie zagrał w meczu ligowym Bayernu. 25 września 2018 roku „Lewy” przesiedział na ławce spotkanie z Augsburgiem (remis 1:1). Później zabrakło go trzy razy, ale chodziło o kontuzję lub zawieszenie za kartki. Dopiero teraz Hansi Flick postanowił dać odpocząć Polakowi i to tak całkowicie, […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

Solidny występ Recy z Atalantą, ale Crotone punktów nie urwało

Nie ukrywajmy – mecz Crotone z Atalantą to nie jest pierwszy wybór na futbolową sobotę. Natomiast nam takie spotkanie wydawało się całkiem ciekawe z prostego powodu, który ma nawet. Arkadiusz Reca kontra klub, z którego jest wypożyczony do Pitagoricich – to zawsze dobra okazja, żeby udowodnić, że w Bergamo się mylili. Jak wyszło? Bez rewelacji, chociaż […]
31.10.2020
Anglia
31.10.2020

Koło rotacji Guardioli tym razem wylosowało dobry wynik

Po przeciętnym meczu z West Hamem United, Pep Guardiola musiał wymyślić coś, co nieco przełamałoby stagnację, która zaczęła dopadać The Citizens. No i wymyślił – zakręcił swoim kołem i wymienił trzech piłkarzy. Wszyscy okazali się kluczowi. Analizę tego spotkania wypada jednak zacząć od Sheffield United. Podopieczni Chrisa Wildera wydawali się być na fali wznoszącej, po […]
31.10.2020
Hiszpania
31.10.2020

Przełamanie Hazarda, dublet Benzemy. Real Madryt wraca na zwycięskie tory

Starcie Realu Madryt z Huescą zapowiadało się całkiem interesująco. Rywal „Królewskich” niby szwendający się w okolicach strefy spadkowej, ale mimo wszystko preferujący dość otwarty, odważny futbol. Nawet w starciach z topowymi oponentami. Poza tym – urzędującym mistrzom Hiszpanii zdarzają się ostatnio wstydliwe wpadki, więc wcale nie było takie pewne, że dziś bez problemów przechylą oni […]
31.10.2020
Hiszpania
31.10.2020

Puyol, słuchaj, głupia sprawa…

Patrząc na stan barcelońskiego ogródka, aż trudno nie współczuć jego przyszłej ekipie dozorców. Roboty tyle, że nawet Bob Budowniczy mógłby wymięknąć, ale nic w tym dziwnego, skoro niekompetencja Bartomeu przejdzie do historii podręczników o zarządzaniu w biznesie. No, jak już jesteśmy przy historii, słuchajcie. Ma ktoś numer do takiego walecznego jegomościa z bujną czupryną? Nie, […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

Wszechburmistrz, mały Fryzjer, przeklęte baraże. Wysoki lot Unii Janikowo

Unia Janikowo to unikalna historia o tym, jak polityk rządzący przez 30 lat miasteczkiem, ba, chwalony przez mieszkańców przez okrągłe sześć kadencji, nieomal utracił swoje stanowisko przez chwilową słabość do polskiej piłki. Jak to możliwe, żeby szanowany samorządowiec dał się wpuścić w korupcję sportową? Jak to możliwe, że Unia trzy razy z rzędu przegrała baraże […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

Fabiański zatrzyma Liverpool? Mecz z West Hamem hitem dnia

Mistrzowie Anglii kontra Łukasz Fabiański. Te starcia zwykle nie kończyły się dobrze dla polskiego bramkarza, jednak tym razem może być inaczej. Przy znaczących osłabieniach w szeregach „The Reds”, West Ham może zwęszyć swoją okazję do zdobyczy punktowej. Czy tak się stanie? Sprawdźcie nasze typy w eWinner! Liverpool – West Ham Ostatnie mecze bezpośrednie: WWRWW Poprzednie […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

PSG mocno osłabione. Czy Nantes to wykorzysta?

Weekend francuski? Nie, to nie promocja w popularnej sieci supermarketów. W Totolotku czeka na nas promocja, dzięki której obstawimy Ligue 1 bez ryzyka. A skoro tak, to warto poszukać wysokich kursów na niespodzianki. Jedną z nich mogą sprawić piłkarze Nantes, którzy zagrają z mocno osłabionym PSG. Sprawdźcie nasze typy na to spotkanie! Nantes – PSG […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

„Wolałem trzecią ligę niemiecką niż beniaminka Ekstraklasy”

Adrian Małachowski był kapitanem Legii Warszawa w Młodzieżowej Lidze Mistrzów, gdy ta pokonywała Sporting Lizbona i remisowała z Borussią Dortmund, lecz w seniorskiej piłce przebijał się gdzie indziej. Najpierw w drugoligowym Zniczu Pruszków, a ostatnio w pierwszoligowym GKS-ie Bełchatów, z którego wypromował się do FC Magdeburg. To trzecia liga niemiecka, ale mówimy o klubie z […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

STAN FUTBOLU | BURKHARDT, WŁODARCZYK, ROKUSZEWSKI, KOTLESZKA

Czy można rozpocząć sobotni poranek lepiej niż „Stanem Futbolu”? Wiadomo, że nie. Gośćmi Krzysztofa Stanowskiego są dzisiaj: Marcin Burkhardt, Mateusz Rokuszewski, Tomasz Włodarczyk oraz Adam Kotleszka. Zapraszamy do TVP Sport oraz Weszło.FM!
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

„Cześć, jesteśmy Angel City FC” – Natalie Portman i jej towarzyszki wkraczają do świata piłki 

„Amerykanie, u nich jest ten soccer” – usłyszymy w jednej ze słynnych internetowych przeróbek studio mistrzostw świata z 2002 roku. Ten właśnie soccer za sprawą olbrzymich sukcesów kobiecej reprezentacji USA musiał być kołem zamachowym dla jeszcze większych inwestycji w sport. Nie spodziewaliśmy się jednak, że naprawdę zobaczymy coś w rodzaju żeńskiej odpowiedzi na Inter Miami. […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

Troska, która nie przyniosła niczego dobrego. Jak Andora burzy pomnik swojego lidera?

Pierwszy oficjalny mecz reprezentacja Andory rozegrała w 1996 roku. Już rok później debiutował w niej Ildefons Lima, grając przeciwko Estonii. Przez 23 lata dumnie biegał w trykocie Tricolors, będąc na dobrej drodze do przejścia do historii. No właśnie, na drodze, bo to, co dobre, co jasne, co kolorowe dobiegło końca, a 40-letni Lima znalazł się […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

PRASA. Trałka: Miałem koronawirusa. Bolały plecy i głowa, nadal nie mam smaku

Co słychać w prasie w weekend bez ligowych meczów? Jest moment na analizy i dywagacje, ale także na to, by więcej uwagi poświęcić Pucharowi Polski. Łukasz Trałka opowiada w „Super Expressie” o tym, jak przechodził koronawirusa. – Złapałem go przed przerwą na kadrę, co pozwoliło w tym czasie się wyleczyć. Mój przypadek na szczęście nie był […]
31.10.2020
Weszło Extra
31.10.2020

Sroga kara za skąpstwo, czyli jak szaman z Mozambiku obłożył klątwą australijski futbol

Wiele razy w historii futbolu mówiło się o klątwach ciążących na jakimś klubie, piłkarzu czy kraju. Wystarczy przypomnieć choćby słynną klątwę Beli Guttmanna, która od dziesięcioleci uniemożliwia lizbońskiej Benfice triumf w jakichkolwiek europejskich rozgrywkach. Dzieje wielu angielskich klubów naznaczone są z kolei przez klątwy cygańskie. Zdarzało się również, że klątwy nieopatrznie rzucali artyści – Mick […]
31.10.2020
Kanał Sportowy
31.10.2020

„W trenerze Żurawiu urzeka mnie to, że zawsze wymaga od nas gry ofensywnej”

Czy piłkarz powinien mieć własne zdanie? Czy Jakub Moder jest dla niego jak brat? Jak zareagował klub i trenerzy na jego rapowy singiel „Kante”? Jakiego zawodnika z polskiej ligi uważa za silnego chama? Co łączy go z Bedoesem?  O tym i o całej reszcie opowiedział Tymoteusz Puchacz, który wystąpił we wczorajszym Hejt Parku. Poniżej najciekawsze […]
31.10.2020
Bukmacherka
31.10.2020

Ekipa Parzyszka, zreformowana Serbia, Basaksehir – lecimy z PowerPlayem!

W Polsce gra głównie Puchar Polski, do tego jeszcze ligowe zaległości, ale Europa wcale nie zwalnia w ten weekend tempa. A skoro tak – i my spróbujemy dotrzymać jej kroku w naszym cyklu PowerPlay. Zasady znacie, dziś zaglądamy m.in. do Polaków w Serie B, ale i do zreformowanej ligi serbskiej. No to siup!  Sześć propozycji […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

Niemieckie starcie jak z Ligi Mistrzów – Borussia gra z Lipskiem

Hit Bundesligi na sobotę? Może być tylko jeden, bo jeśli spotykają się dwa zespoły grające w Lidze Mistrzów, to ciężko nie określać tego hitem. Dlatego w Superbet przyglądamy się ofercie na spotkanie obydwu drużyn i podpowiadamy, na co warto dziś postawić! Borussia Moenchengladbach – RB Lipsk Ostatnie mecze bezpośrednie: RPPPP Poprzednie spotkania Borussii: RWRRW Ostatnie […]
31.10.2020
Weszło
31.10.2020

Sobota z Pucharem Polski – Radomiak ogra Pogoń?

Puchar Polski trochę nam się posypał przez koronawirusa, ale nadal możemy znaleźć w nim ciekawe spotkania. Takim będzie mecz drugoligowej Pogoni z pierwszoligowym Radomiakiem. Obydwa zespoły łączy trener Dariusz Banasik, który dwukrotnie pracował w Pogoni, z której trafił do Radomia. A takie podteksty zawsze przecież cenimy. Dlatego też typujemy ten mecz w TOTALbet! Pogoń Siedlce […]
31.10.2020