post Avatar

Opublikowane 07.12.2019 17:17 przez

Kacper Bartosiak

Jeszcze osiem miesięcy temu nikt nie mógł się spodziewać, że najważniejszą walką 2019 roku będzie rewanżowe starcie Andy’ego Ruiza (33-1, 22 KO) z Anthonym Joshuą (22-1, 21 KO). Sensacyjny przebieg pierwszego pojedynku zaskoczył kibiców i ekspertów oraz wywrócił do góry nogami hierarchię w królewskiej kategorii. Czy Brytyjczyk zdoła wrócić na tron? Kolejna porażka może definitywnie złamać karierę jednego z największych sportowych fenomenów ostatnich lat.

Na ich ponowne spotkanie czekają dziś wszyscy. Znaków zapytania jest mnóstwo – i to po obu stronach. Inaczej być nie może, bo pierwsza walka była szaloną bijatyką z nieoczekiwanym zakończeniem, wokół którego narosło wiele mitów. Joshua już od momentu wejścia do ringu wyglądał jakoś nieswojo i nie przypominał pewnego siebie współczesnego gladiatora. Tuż przed pierwszym gongiem zażywał jeszcze… masażu karku. Walkę też zaczął powoli i ostrożnie. Niemal od razu stało się jasne, że nieszablonowy styl Ruiza nie jest dla niego komfortowy.

Mimo to w trzeciej rundzie to Brytyjczyk jako pierwszy rzucił rywala na deski. W mgnieniu oka złożył kombinację trzech mocnych ciosów, po których Ruiz ciężko opadł na deski. Amerykanin o meksykańskich korzeniach to kawał twardziela, który w zawodowej karierze nigdy nie był liczony. Nowa sytuacja w ogóle go nie zaskoczyła – po chwili wstał i niczym Pacman połknął potężny prawy prosty mistrza, który wielu przeciwników wyrwałby z butów. I to był chyba moment, który w tej walce zmienił wszystko.

Niezrażony Joshua myślał, że ma przed sobą ranną zwierzynę i postanowił skończyć polowanie. Ruszył do chaotycznego ataku kompletnie zapominając o obronie, a Ruiz skontrował jego serię potężnym lewym sierpowym, którym trafił idealnie na skroń. To był wręcz filmowy kadr – pod kolosem momentalnie ugięły się nogi, a kilka chwil później był liczony. W odstępie 30 sekund obaj znaleźli się na deskach – takich widoków na szczycie wagi ciężkiej po prostu się nie obserwuje. Mistrz i pretendent nie dali się wyliczyć, ale szybko stało się jasne, że o wiele bardziej zraniony jest ten pierwszy, który pod koniec rundy znów wylądował na deskach.

To były trzy minuty, które na zawsze zmieniły wagę ciężką. Choć walka trwała jeszcze przez kilka rund to można było odnieść wrażenie, że Joshua nigdy nie doszedł do siebie po pierwszym liczeniu. „Dlaczego tak się czuję?” – pytał zdezorientowany swojego trenera w narożniku. Dostawał proste i sensowne recepty, ale z jakichś względów nie był w stanie wcielić ich w życie. Tymczasem poczciwy grubasek – który wziął walkę z kilkutygodniowym wyprzedzeniem w zastępstwie złapanego na dopingu Jarrella Millera – z minuty na minuty poczynał sobie coraz śmielej.

Puenta przyszła w siódmej rundzie. Joshua znowu spróbował szczęścia w ofensywie i znów doprowadził do celu cios, który niejednym pięściarzem wagi ciężkiej pewnie by wstrząsnął. Na Ruizie nie zrobił on jednak najmniejszego wrażenia, a w odpowiedzi poszła seria szybkich i precyzyjnych ciosów, które odebrały mistrzowi resztki chęci do walki. Były jednak pewne kontrowersje – Joshua wstał i próbował zarobić kilka sekund wypluwając ochraniacz na zęby. Nie stosował się jednak do komend sędziego, który nie dał mu kolejnej szansy i zakończył walkę.

Tym samym jedna z największych bokserskich sensacji XXI wieku stała się faktem. W wadze ciężkiej niespodzianki takiego kalibru nie było od blisko dwóch dekad, ale do tego jeszcze wrócimy. Nowe realia zaskoczyły nie tylko Ruiza, który zapisał się w historii królewskiej kategorii jako pierwszy mistrz o meksykańskim rodowodzie. Wyjątkowo pogubili się także kibice, którzy zaczęli szukać teorii spiskowych. Już kilka godzin po walce pojawiła się plotka, że Joshua tuż przed wyjściem do ringu doznał ataku paniki i został wypchnięty do walki wbrew własnej woli.

Inna teoria głosiła z kolei, że na jednym z ostatnich sparingów Brytyjczyka miał ciężko znokautować Joey Dawejko (20-7-4, 11 KO), który korzystając z nieoczekiwanych pięciu minut sławy tylko dolewał oliwy do ognia w mediach społecznościowych. Pojawiały się także tezy, że cała walka była jedną wielką ustawką obliczoną na zysk u bukmacherów (Joshua był faworytem w stosunku 15-1). W najciemniejszych zakątkach sieci spekulowano nawet, że do ringu wyszedł… klon mistrza.

Nic dwa razy się nie zdarza?

Sam poszkodowany w nowych realiach odnalazł się z klasą. Wylewnie pogratulował Ruizowi wygranej i zapowiedział, że zamierza skorzystać z zapisanej w kontrakcie klauzuli rewanżowej. Potem obaj odeszli w przeciwnych kierunkach. „Mamo, już nie musimy się niczym przejmować” – mówił ze łzami w oczach nowy mistrz. Za wygraną zarobił wprawdzie „tylko” kilka milionów dolarów, ale rewanż przyniesie mu ich już kilkanaście, nie mówiąc o kolejnych potencjalnych wielkich pojedynkach, które nagle pojawiły się na horyzoncie.

Niepozorny grubasek trafił na pierwsze strony gazet i do najpopularniejszych programów telewizyjnych. Wiadomo, że przez moment zachłysnął się sławą – kupił Rolls-Royce’a i przez kilka tygodni ostro imprezował. Tylko czy kogoś to dziwi? Jeszcze kilkanaście miesięcy przed walką późniejszy pogromca Joshuy myślał nad zakończeniem kariery. W akcie desperacji wykupił swój kontrakt od grupy Top Rank za ponad 700 tysięcy dolarów i związał się z projektem Ala Haymona. Na amerykańskim rynku to on rozdaje karty – potwierdzą to Deontay Wilder, Luis Ortiz i Adam Kownacki.

Kiedy Ruiz powoli uczył się żyć z nieoczekiwaną sławą, jego opiekunowie walczyli, by rewanż odbył się w Stanach Zjednoczonych. Eddie Hearn – promotor Joshuy – miał jednak inny pomysł. W czerwcu po raz pierwszy wypuścił swoje złote dziecko poza Wielką Brytanię. Ciężko powiedzieć, czy miało to jakieś znaczenie, ale fakty są jednoznaczne – u siebie Joshua był niepokonany, z kolei w USA przegrał już w debiucie.

Za kulisami rozpoczęło się przeciągnie liny. Strona brytyjska przekonywała, że kontraktowe ustalenia są jednoznaczne i Ruiz nie ma nic do gadania – ma po prostu stawić się ustalonego dnia w określonym miejscu, by stanąć do walki. Stronnicy nowego czempiona podburzali go do buntu i odradzali wyjazd na Wyspy Brytyjskie. W końcu na stole pojawiła się opcja nieco egzotyczna – chęć organizacji hitowego pojedynku wyrazili szejkowie z Arabii Saudyjskiej. Szybko okazało się, że mają naprawdę głębokie kieszenie.

Gdy oficjalnie ogłoszono miejsce i datę rewanżu, Ruiz długo milczał. Za zamkniętymi drzwiami trwały kolejne negocjacje, które według medialnych ustaleń zakończyły się dorzuceniem kilku milionów do i tak rekordowej z punktu widzenia Andy’ego wypłaty. To sprawiło, że problemy z dnia na dzień zniknęły, ale nie od razu. W momencie ogłoszenia rewanżu nie istniała jeszcze nawet arena, gdzie 7 grudnia stanie ring! Nowy mistrz wrócił do starej śpiewki i przekonuje, że egzotyczny wyjazd to kolejne z licznych „błogosławieństw” na jego życiowej drodze.

Jaki będzie Ruiz w rewanżu? Nieoczekiwanie… dużo cięższy. Podczas pierwszej walki wniósł do ringu prawie 122 kilogramy – najwięcej od pięciu lat! Teraz będzie nieco ponad 128 – tak dużo waga pokazywała gdy zaczynał poważną przygodę z boksem. Niektórzy przekonują, że nie powinien zrzucać, bo kiedy ważył kilkanaście kilogramów mniej, to jego siła nie robiła na przeciwnikach takiego wrażenia. Mimo wszystko wydaje się, że tej masy może być za dużo.

Obóz Ruiza – pod duchowym przewodnictwem trenera Manny’ego Roblesa – przygotował kilka planów na różne wersje Brytyjczyka, który na wadze pojawił się najlżejszy od ponad pięciu lat. W sparingach styl Joshuy imitował między innymi Michael Hunter (18-1, 12 KO), który podczas tej samej gali zmierzy się w innym frapującym pojedynku z doświadczonym Aleksandrem Powietkinem (35-2, 24 KO).

Doradca Władimir

Więcej zamieszania było u pokonanego. Lennox Lewis – odwołując się do własnej kariery – doradzał zmianę trenera, ale Joshua podkreślał, że taka opcja nie wchodzi w grę. Robert McCracken prowadzi go od czasów amatorskich. Wspólnie sięgali po srebro mistrzostw świata oraz złoto igrzysk olimpijskich w Londynie. Potem pokonywali kolejne kroki na zawodowstwie, choć szkoleniowiec wciąż opiekuje się także brytyjską kadrą olimpijską.

Innych zmian jednak nie zabrakło. Brytyjczyk zaprosił do sztabu Angela Fernandeza i Joby’ego Claytona. Obaj nie są postaciami z pierwszych stron gazet i nie mają na koncie wielkich sukcesów, ale ich obecność pozwoliła zmienić sposób przygotowań. Nowi trenerzy częściej tarczowali z Joshuą, a McCracken – który robił to zazwyczaj – mógł analizować ten proces z dystansu i dostrzec inne błędy.

Pięściarz szukał również wsparcia u Władimira Kliczki. W kwietniu 2017 roku obaj dali porywające widowisko, po którym połączyła ich niezwykła relacja. Ukrainiec oficjalnie abdykował i wskazał Brytyjczyka na swojego następcę. „To mój młodszy braciszek” – mówił wówczas. Teraz zdetronizowany czempion potrzebował już nie do końca braterskich porad. Jeśli jednak kogoś pytać o zdanie, to chyba właśnie Kliczkę, który na początkowym etapie kariery trzy razy przegrywał przed czasem i wydawał się skończony.

Po trzydziestce młodszy z braci wrócił jako dominator, ale co ciekawe tylko raz w swojej długiej karierze rewanżował się człowiekowi, który go pokonał. W 2004 roku przegrał przez nokaut z Lamonem Brewsterem, ale ponownie wyszedł z nim do ringu dopiero 3 lata później. To pokazuje, jakie ryzyko podejmuje Joshua, który nie chciał „łatwej” walki w międzyczasie. W pełni świadomie wybrał opcję pod tytułem wóz albo przewóz.

W czym może upatrywać nadziei? Przede wszystkim w zmienionym scenariuszu. Za pierwszym razem przygotował się do walki z Millerem, który po drodze zdążył zaleźć mu za skórę. Obaj nagrywali na siebie hip-hopowe dissy, a Amerykanin regularnie przekraczał granicę opowiadają o planach zabrania mamy rywala na kolację. Inaczej wyglądały też przygotowania od strony technicznej. Miller to wybryk natury, który ważąc ponad 135 kilogramów potrafił zachować dynamikę. Dziś wiadomo, że pewnie stała za tym farmakologia, ale przybranie kilogramów przed taką walką wydawało się logiczne.

Kiedy w zastępstwie pojawił się Ruiz, z mistrza zeszło powietrze. Andy był grzeczny aż do przesady. Cały czas wszystkim dziękował i komplementował przeciwnika. Uśpił czujność Joshuy, który kilka dni przed walką pozwolił pretendentowi zrobić sobie zdjęcia z jego pasami mistrzowskimi. Nie jest też tak, że Amerykanin wziął tę walkę z kanapy – kilka dni wcześniej znokautował Aleksandra Dimitrenkę i był przygotowany, choć pewnie na takiego nie wyglądał.

Teraz Joshua przez cały obóz przygotowywał się z myślą o Ruizie. Inna sprawa, że po bolesnej weryfikacji on sam już doskonale wie nad czym musi pracować. Ciężko będzie wygrać wojnę z tak twardym zawodnikiem w półdystansie, ale Brytyjczyk nie jest wirtuozem pięściarskiej szermierki. Boksując „na zimno” potrafił wprawdzie w bezpieczny dla siebie sposób wypunktować Josepha Parkera, ale tam przeciwnik bał się zaryzykować. Swoje zrobił też sędzia, który chwilami w niewytłumaczalny sposób wkraczał do akcji.

Historia wagi ciężkiej pokazuje, że na poziomie mistrzowskim natychmiastowe rewanże rzadko kończą się dobrze dla zdetronizowanych mistrzów. Tylko trzy razy (!) coś takiego miało miejsce. W 2001 roku tezie zaprzeczył Lennox Lewis, który najpierw został znokautowany przez Hasima Rahmana w jednej z największych niespodzianek w historii, by potem samemu przekonująco rozprawić się z rywalem. Można jednak zauważyć, że Brytyjczyka zaskoczyła niespodziewana pojedyncza bomba, a Joshua został po prostu metodycznie rozmontowany. Błyskawiczne mistrzowskie rewanże wygrywali jeszcze tylko Floyd Patterson i Muhammad Ali.

Pośpiech nie był najlepszym doradcą w przypadku Mike’a Tysona. W 1996 roku w końcu doszło do jego długo oczekiwanej walki z Evanderem Holyfieldem. Obaj obrzucali się bombami, ale „Bestia” została w końcu udomowiona i rozbita przed czasem. W rewanżu w obliczu brudnego boksu przeciwnika Tyson posypał się jak domek z kart i przegrał przez dyskwalifikację. Takie „powtórki z rozrywki” zdarzały się w historii dużo częściej i bardzo często obserwowaliśmy w nich jeszcze wyraźniejszą dominację pierwotnego zwycięzcy.

W 1964 roku groźny Sonny Liston (35-1) spotkał na swojej drodze nieopierzonego Cassiusa Claya (19-0). Młokos nie miał prawa być gotowy, ale ku zdumieniu wszystkich ekspertów zmusił przeciwnika do pozostania w narożniku. W rewanżu – już jako Muhammad Ali –znokautował Listona w pierwszej rundzie. W 1984 roku Larry Holmes (48-0) był o krok od wyrównania rekordu Rocky’ego Marciano (49-0), ale spotkał na swojej drodze Michaela Spinksa (27-0) – mistrza kategorii półciężkiej. Przegrał minimalnie na punkty po piętnastu twardych rundach, a w rewanżu również – tym razem po niejednogłośnej decyzji. Długoletni numer jeden królewskiej kategorii zniknął i wrócił już w nowej epoce ciężkich.

Śladem „Największego”

Jeśli Joshua chce gdzieś szukać nadziei, to powinien patrzeć właśnie na Muhammada Alego. Dwukrotnie udawały mu się błyskawiczne rewanże, ale w kolejnych pojedynkach z Kenem Nortonem (29-1) i Leonem Spinksem (6-0-1) musiał sięgnąć naprawdę głęboko i wiele zmienić w sposobie przygotowań i samego boksowania. W nieco innych okolicznościach skutecznie rewanżował się także Joemu Frazierowi, ale to był jednak rewanż nieco odłożony w czasie.

Co zobaczymy w sobotę w ringu? Z punktu widzenia Joshuy kluczowe wydaje się kontrolowanie dystansu. Ma nad rywalem przewagę 20 centymetrów w zasięgu rąk, ale w pierwszym pojedynku nie potrafił zrobić z tego użytku. Brytyjczyk powinien obejrzeć walkę Lennoksa Lewisa (37-1-1) z Davidem Tuą (37-1). Mistrz rywalizował tam z wybuchowym puncherem i miał sporą przewagę warunków fizycznych. Walkę rozegrał na zimno i ani przez moment nie był w opałach.

„Będziemy gotowi na każdą wersję AJ-a. Jeśli zechce pójść na wojnę, to tym lepiej dla mnie” – prowokował Ruiz. Zapowiada, że 15 minut sławy chce zamienić w 15 lat panowania. Rywal odpowiadał cytatami z Muhammada Alego, a hasło „pozostań skromny” zamienił na slogan „fuck everybody”. Publicznie deklarował, że ewentualna druga porażka nie złamie mu kariery, bo bez względu na wynik zamierza boksować do czterdziestki. Carl Froch przekonuje jednak, że druga przegrana sprawi, że pięściarz straci wiarygodność i nie będzie już budził takich emocji.

Czy Joshuę stać na bezpieczne wyboksowanie Ruiza? Teoretycznie tak, ale diabeł tkwi w szczegółach. Joshua w ataku popełnia błędy i jest wrażliwy na kontry, a to z kolei woda na młyn rywala. Brytyjczyk jest też znany z kłopotów kondycyjnych, ale być może nie będą one tak wyraźne przy mniejszej wadze. „Zamierzam po prostu skopać mu tyłek” – przekonuje Joshua, ale ringowa bójka to ostatnie do czego powinien dążyć.

Ważną niewiadomą jest w tym wszystkim także miejsce akcji. Obaj zmierzą się na specjalnie wybudowanym stadionie, który powstał niedaleko Rijadu. Pogoda raczej nie pokrzyżuje im szyków – w sobotę wieczorem temperatura powinna wynosić około 18 stopni. Pięściarze pojawili się w Arabii Saudyjskiej z dużym wyprzedzeniem, więc żaden nie powinien mieć kłopotów z aklimatyzacją. Do ringu wyjdą około 21:45 polskiego czasu – transmisja w TVP Sport i TVP 1. Wcześniej w saudyjskich warunkach sprawdzi się Mariusz Wach (35-5, 19 KO), którego czeka ciężka walka z wysoko notowanym Dillianem Whytem (26-1, 18 KO).

Bukmacherzy i eksperci mimo wszystko stawiają na Joshuę, choć nie jest oczywiście tak wyraźnym faworytem jak przed pierwszą walką. Tyson Fury i Deontay Wilder przestrzegają, że Brytyjczyk nieświadomie wdepnął na niezłą minę i w wyjątkowych okolicznościach dał szansę zawodnikowi, który zawsze będzie jego stylistycznym koszmarem. Najbardziej prawdopodobne scenariusze są dwa – albo Joshua wyboksuje Ruiza z dystansu, albo prędzej czy później nadzieje się na kontrę i znów przegra przed czasem. A wtedy niepozorny grubasek z Meksyku odejdzie w dowolnie wybranym kierunku jako bohater jednej z największych sensacji w historii boksu i człowiek, który zarżnął kurę znoszącą złote jajka.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 07.12.2019 17:17 przez

Kacper Bartosiak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Włochy
06.06.2020

Dlaczego zawsze on? Brescia rozwiązuje kontrakt z Balotellim

„Dlaczego zawsze ja?” – pytał Mario Balotelli poprzez legendarny już niemalże napis na koszulce. Było to dziewięć lat temu. Włoch, wówczas napastnik Manchesteru City, zdobył otwierającą bramkę w derbach miasta, ostatecznie wygranych przez „Obywateli” 6:1. Można powiedzieć, że to pytanie stało się niejako podsumowaniem kariery Balotellego. Bo jeżeli w świecie futbolu odgrywa się jakiś skandal, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Robert Janicki Napoleonem Warty. Poznaniacy uciekają Stali

Odkąd pierwszoligowcy wrócili na boiska, obserwujemy dziwną zasadę. Otóż na zapleczu Ekstraklasy bardzo poważnie podchodzą do dawkowania emocji. Zwykle jeden dobry mecz na dzień to maksimum, na jakie możemy liczyć. Znakomite potwierdzenie tej tezy miało miejsce w sobotę. Pierwszy mecz? Walka cios za cios, wysoka intensywność, kochana przez niektórych „jazda na dupie”. Drugi? Macanka, tempo […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Trzy punkty? Wisła Płock: a komu to potrzebne?

Nie powiemy, że Wisła Płock straciła zwycięstwo w Białymstoku w najbardziej frajerski sposób w tym sezonie, bo pamiętamy choćby to, co w Gdyni odwalił Raków Częstochowa, ale na miejscu Radosław Sobolewskiego rozwalilibyśmy dziś ze dwie szafki. Albo zamknęlibyśmy drzwi do autokaru przed nosem kilku delikwentów. Już mieliśmy pisać, że w Ekstraklasie wszystko po staremu, czyli […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Lewandowski pobił kolejny rekord. Tym razem swój osobisty

Fantastyczny dla Roberta Lewandowskiego był sezon 2016/17. Strzelił 43 gole, na rozkładzie miał m.in. Arsenal, Atletico, Real i rzecz jasna BVB. Wydawało się, że do tak wysoko zawieszonej poprzeczki już nie doskoczy. Tymczasem Polak w bieżącym sezonie już przebił tamten wynik. A do rozegrania ma jeszcze cztery kolejki w lidze, być może dwa kolejne w […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Szymon Sićko – następca Karola Bieleckiego w kadrze na lata?

W dniu, w którym reprezentacyjną karierę zakończył Karol Bielecki, powstało pytanie: kiedy w kadrze pojawi się jego następca? Ktoś, kto będzie dysponował piekielnie mocnym rzutem, a co za tym idzie zdobywał z lewego rozegrania dużo bramek. Przez długie miesiące wydawało się, że o takim gościu w najbliższej przyszłości możemy tylko pomarzyć. I wtedy światu objawił […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Słonikom przestało sprzyjać szczęście. Podbeskidzie wygrywa czwarty raz z rzędu

Oko za oko, ząb za ząb. Taką zasadę przyjęli dziś piłkarze Podbeskidzia i Bruk-Bet Termaliki, którzy wysmażyli nam western w samo południe. Western, bo strzelania nie brakowało, mimo że ostatecznie w Bielsku padła tylko jedna bramka. Strzelili ją gospodarze, którym chyba tylko katastrofa mogłaby odebrać awans do Ekstraklasy. W czterech wiosennych meczach „Górale” zdobyli 12 […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

LIVE: Czy „żurawball” już został odmrożony?

Jeszcze parę kolejek temu Wisła Płock żyła niedalekimi wspomnieniami o fotelu lidera oraz kapitalnej jesieni, która przyniosła nadspodziewanie wysokie loty w lidze. Jagiellonia mniej więcej w tym samym czasie zerkała nerwowo za plecy, bo coraz mocniej zbliżała się do niej cała strefa spadkowa. Dziś obie ekipy zaliczają klasyczną mijankę – Jaga po trzech zwycięstwach z […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jak Bruno Labbadia naprawił Herthę

Na przełomie 2019 i 2020 roku berlińska Hertha bez wątpienia aspirowała do miana jednej z najbardziej rozczarowujących drużyn Europy. Szczytem wszystkiego było starcie z FC Koeln. Goście z Kolonii przyjechali na Stadion Olimpijski w Berlinie jak po swoje i zmiażdżyli gospodarzy 5:0. Powiedzieć, że ten rezultat – z przeciętnym w sumie oponentem – dość mocno […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Łukasz Zwoliński – ile znaczy zmiana otoczenia

Stadion Pogoni Szczecin. Do bramki trafia wychowanek. Piłkarz, który – jak trafnie stwierdził kiedyś „Przegląd Sportowy” – ma wszystko, by stać się wymarzonym idolem trybun. – Gola strzelił Łukasz!!! – krzyczy spiker. (cisza) – Łukasz!!! – ponawia okrzyk, mimo że nie doczekał się odpowiedzi. (cisza) – Łukasz!!! Po trzecim razie już przyszła reakcja trybun. Nie […]
06.06.2020
WeszłoTV
06.06.2020

STAN FUTBOLU. Kusiński, Janiak, Kowalczyk, Rokuszewski, Stanowski

Jest sobota, jest godzina 11:30, a zatem zapraszamy na kolejny odcinek Stanu Futbolu. Tym razem w programie pojawi się jego tytułowy gospodarz, czyli Krzysztof Stanowski. Jego gośćmi będą: Wojciech Kowalczyk, Mateusz Rokuszewski, Michał Kusiński (były skaut Rakowa Częstochowa, dziś manager) i Mateusz Janiak (Przegląd Sportowy). Sporo ekstraklasowych i pierwszoligowych tematów do omówienia, więc będzie ciekawie! […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Dlaczego Pogoń Szczecin tak mocno spuściła z tonu?

Pogoń Szczecin od kilku lat ugruntowuje swoją pozycję w Ekstraklasie jako klub z górnej połowy tabeli. Nadal jednak nie potrafi wykonać kolejnego kroku do przodu, który oznaczałby awans do europejskich pucharów. Wydawało się, że w tym sezonie musi się wreszcie udać. Drużyna znalazła się jednak w tak głębokim dołku, że na tę chwilę zagrożona staje […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Piszczek czy Piątek? Kto będzie lepszy w polskim starciu w Bundeslidze?

Łukasz Piszczek kontra Krzysztof Piątek. To starcie dnia za naszą zachodnią granicą. Doświadczony defensor niedawno z powodzeniem zatrzymał Roberta Lewandowskiego. Czy ta sztuka uda mu się z Piątkiem, który przechodzi strzeleckie odrodzenie? Sprawdźcie nasze typy na mecz Borussii z Herthą Berlin u legalnego bukmachera BETFAN! Borussia Dortmund – Hertha Berlin Ostatnie mecze bezpośrednie: WWRRW Poprzednie […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Czy Zagłębie znów ogra Lecha? „Miedziowi” walczą o grupę mistrzowska

W sobotnie popołudnie w Ekstraklasie czeka nas mecz, na myśl o którym Alan Czerwiński ma spory ból głowy. Jego przyszła drużyna – Lech Poznań, przyjeżdża do obecnej – Zagłębia Lubin. Ale nie tylko o Czerwińskim warto dziś wspomnieć. „Miedziowi” muszą dziś wygrać, żeby zachować szanse na awans do grupy mistrzowskiej. Lech, żeby nie stracić dystansu […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Pogoń w kryzysie. Ile winy ponosi Kosta Runjaić?

Pogoń Szczecin długo szukała swojego wymarzonego trenera, ale jakoś nie potrafiła być stała w uczuciach. Do pojawienia się Kosty Runjaicia tylko Dariusz Wdowczyk umiał przebić barierę 500 dni na stołku, w innych przypadkach zawsze było coś nie tak. W Michniewiczu nie pasował styl, Skorża rozczarował totalnie, Moskal odszedł z powodów osobistych. Niby wszyscy wiedzieli, że […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Bartosz Białek, czyli napastnik wielowymiarowy

Sześć goli, dwie asysty, dwa kluczowe podania w jedenastu meczach. Nie mówimy o napastniku sprowadzonym za pół bańki euro, któremu trzeba co miesiąc przelewać 30 tysięcy w europejskiej walucie. Mówimy o 18-letnim absolwencie akademii. Bartosz Białek przywitał się z ligą takimi liczbami, że aż skłonił nas do refleksji. Po pierwsze – z czego to wynika, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Marek Jóźwiak: „Czasem mam ochotę wywalić gościa w powietrze”

Z Markiem Jóźwiakiem, dyrektorem sportowym Wisły Płock, rozmawiamy o dwóch tygodniach na OIOM-ie, gdzie pierwszy raz zobaczył śmierć. O Robercie Lewandowskim w czasach Legii Warszawa. Występach w LZS-ie Siemiątkowo, boiskowej rywalizacji PGR-ów i nostalgii do niższych lig. Pięciu tonach mocznika, które wylano na boisko Legii przed meczem z Panathinaikosem, a od czego wyzdychały wszystkie szczury […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Warta wykorzysta potknięcie Stali? Obstaw 1. ligę w Totolotku!

Warta Poznań staje przed wielką szansą. Jeśli Poznaniacy wygrają dziś z Olimpią Grudziądz, ich przewaga nad trzecią w tabeli Stalą Mielec wzrośnie do czterech punktów. Natomiast grudziądzanie chcieliby skorzystać z okazji na przeskoczenie Miedzi Legnica i ponowne zawitanie w czołowej szóstce. Obydwie drużyny miały już przetarcie w boju, które lepiej wspominają gospodarze. Kto będzie lepszym […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Powiedz Mario Götze, co poszło źle? Złoty chłopiec opuszcza Dortmund

25 maja 2013 roku Bayern Monachium w finale Ligi Mistrzów pokonał 2:1 Borussię Dortmund, dodając tym samym dość przykrą puentę do bardzo pięknej opowieści, jaką w latach 2010 – 2013 napisali podopieczni Juergena Kloppa. Zarówno na krajowym, jak i europejskim podwórku. Charyzmatyczny szkoleniowiec BVB pozostał wprawdzie na Signal Iduna Park jeszcze przez dwa sezony, pierwszy […]
06.06.2020