Ludzie twitty piszą. Niektórzy durne

redakcja

Autor:redakcja

03 listopada 2019, 19:55 • 3 min czytania

Ludzie twitty piszą. Niektórzy durne

Są apki do obsługi Twittera, które do wysłania twitta wymagają potwierdzenia. Odhaczenia kratki. Wiecie, taki wentyl bezpieczeństwa nim kliknie się „wyślij”. Czasami mamy wrażenie, że wiedza o ich istnieniu przydałaby się temu i owemu. Dominik Midak podczas meczu Arka – Legia zdecydowanie był jedną z takich osób.

Reklama

Właściciel Arki Gdynia mocno przeżywał mecz z wicemistrzem Polski. Normalne. Prestiżowe starcie, ważne dla kibiców, a do tego drużyna na ostatnim miejscu w tabeli, punkty potrzebne jak tlen. Emocje nie zwalniają jednak z rozsądku. Zawsze krzywimy się, gdy oficjalne profile klubowe w trakcie relacji live komentują decyzje sędziów czy wydają werdykt, a to się zdarza. Jeszcze bardziej krzywimy się jednak, gdy właściciel jednej z zainteresowanych stron sugeruje, że ci drudzy mają nieuczciwe wspomaganie.

Tak, dokładnie, dobrze czytacie. Jakby nie rozmywać i nie owijać w bawełnę sensu przekazu Midaka, dokładnie to zasugerował na Twitterze jeszcze w pierwszej połowie niedzielnego spotkania.

Reklama

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-462-2019-10-26-10_55_41

Arka grała już wtedy w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Nando. Hiszpan nie miał złych intencji, ale nie o intencje chodzi w sytuacjach, gdy nadepniesz przeciwnikowi na nogę tak, że ta mogła złamać się w pięciu miejscach. Czerwona bezdyskusyjna, później nawet sam zainteresowany przyznał reporterowi Canal+, że nie mogło się to skończyć inaczej. Było też starcie Rochy z Vejinoviciem w polu karnym, cały stadion oczekiwał jedenastki dla Arki. I faktycznie, po obejrzeniu kilku powtórek wydaje się, że to bardziej był karny niż nie był, bo Rocha co prawda pierwszy trafia w piłkę, ale przez cały ten czas trzyma Vejinovicia za koszulkę. Sędziowie zdecydowali, że gwizdka jednak nie będzie.

Nawet jeśli się pomylili, nie usprawiedliwia to takich insynuacji. Za konsoletą VAR-u siedział dziś Daniel Stefański, którego Midak wprost, jednoznacznie oskarża o sprzyjanie Legii. Mało tego, sugeruje, że w zasadzie klubowi ze stolicy pomaga „jak zwykle”. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że w Ekstraklasie nadal nie gra się czysto i stare czasy nie odeszły do lamusa. To właśnie chciał pan nam wszystkim przekazać, panie Midak? Ma pan jakieś dowody? Jeśli tak, dlaczego jeszcze odpowiednie organy nie zostały przez pana powiadomione? A jeśli nie, to czy sądzi pan, że w porządku jest ot tak rzucać błotem, żeby coś się przylepiło? Skoro właściciel klubu sugeruje przekręty, jak potem kibice mają sądzić, że jest inaczej i się nie nakręcać? A skoro ciągle mamy kręconą ligę, czy poważnym jest kopanie się z koniem co weekend? Gdybyśmy czuli, że jesteśmy ciągle z premedytacją okradani, dalibyśmy sobie spokój. Przecież trzeba się szanować, prawda?

Sam Midak przed końcem meczu wpadł na szczęście na to, że komu jak komu, ale właścicielowi to najzwyczajniej w świecie nie przystoi. Twitta skasował, ale – cytując klasyka – niesmak pozostał.

Fot. NewsPix.pl

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama