post Avatar

Opublikowane 11.07.2019 15:58 przez

redakcja

Dyrektor techniczny.

Dwa słowa, na których dźwięk wzdrygał się Arsene Wenger. – Nie wiem nawet, co to znaczy. Tak długo, jak jestem menedżerem Arsenalu, ja będę decydował o kwestiach technicznych – mówił.

Dwa słowa, które za sprawą Edu Gaspara wreszcie będzie można znaleźć w zakładce „sztab” na stronie Arsenalu.

***

Wielce prawdopodobne, że gdy Sven Mislintat, „diamentowe oko” Borussii Dortmund ery Juergena Kloppa, ściskał prawicę Ivana Gazidisa, w głowie miał wizję przedstawioną mu przez szefa wykonawczego Arsenalu. Oficjalnie Gazidis nie zatrudnił dyrektora sportowego, a szefa działu rekrutacji. Jasne było jednak, że tak jak Wenger wzbraniał się rękami i nogami przed umieszczeniem w hierarchii dyrektora technicznego, tak Gazidis czuł, że to niezbędne, by Arsenal poszedł do przodu.

Mislintat zdawał się być idealnym człowiekiem na stanowisko dyrektora technicznego, gdy tylko Arsenal postanowił je utworzyć już po zmianie Wengera na Unaia Emery’ego. Jego problem polegał na tym, że w klubie nie było już Ivana Gazidisa, największego orędownika jego zatrudnienia. Zmieniła się struktura, do głosu doszedł duet Vinai Venkatesham (dyrektor zarządzający) – Raul Sanllehi (szef relacji piłkarskich). Szczególnie temu drugiemu nie było po drodze z Mislintatem. Niemiec nie należał do najłatwiejszych w obejściu, jego zdaniem wzmocnienia zespołu powinny być dokonywane na podstawie analiz opartych o cyferki. Sanllehi zdecydowanie bardziej wolał stawiać na rozległe znajomości.

Mislintat uniósł się więc honorem i zdecydował, że czas zwijać bagaż, gdy Sanllehi i Venkatesham przeforsowali kandydaturę Edu Gaspara, pozbawiając Niemca awansu na upragnione, swego czasu szykowane pod niego stanowisko.

Woleli w tym newralgicznym momencie postawić na gościa teoretycznie z zewnątrz. Koordynatora reprezentacji Brazylii, drugiego najważniejszego człowieka w sztabie Canarinhos, zaraz po selekcjonerze Tite. A jednak znającego londyński klub bardzo dobrze, w końcu Edu odbierał jeden z medali dla zwycięzców Premier League 2003/04. Był jednym z „The Invincibles”.

„Jego przyjście to ostatni, bardzo istotny element układanki w rozwoju nowej piłkarskiej struktury, która pozwoli nam pójść do przodu” – takie słowa Sanllehiego towarzyszyły wtorkowemu komunikatowi dotyczącego zatrudnienia Edu Gaspara jako pierwszego w historii klubu dyrektora technicznego.

Edu ma odpowiadać za średnio- i długoterminową strategię klubu. Za stworzenie i trzymanie się jednej filozofii, zarządzanie awansami i rozwojem najlepszych wychowanków akademii, ale przede wszystkim – za znajomość atutów i bolączek pierwszej drużyny, które ma rozwiązywać między innymi na rynku transferowym. Krótko mówiąc – Edu ma nadzorować każdy aspekt życia pierwszego zespołu poza codziennym treningiem i wyborem składu meczowego. Ma więc w ogromnej mierze odciążyć Unaia Emery’ego, pozwolić mu skupiać się na tym, co robi najlepiej – wydobywaniu maksimum potencjału z zawodników. Szczególnie że Emery największe triumfy święcił tam, gdzie obowiązywała podobna struktura, a więc w Sevilli z Monchim na fotelu dyrektora sportowego. Oprócz tego – nie ma się co oszukiwać – Edu ma również zagwarantować ciągłość we wszystkich istotnych dla pierwszej drużyny kwestiach, gdy Arsenal zdecyduje się z Emerym rozstać.

No dobra, ale dlaczego zdecydowano się właśnie na niego?

edu

Pięć minut.

Od kiedy Tite – dziś selekcjoner zwycięzcy Copa America, Brazylii – został trenerem Corinthians, Edu Gaspar rozegrał dla klubu z Sao Paulo dokładnie pięć minut. Niedługo później Edu zdecydował, że skoro nie przyda się już swojemu ukochanemu klubowi, przechodzi na piłkarską emeryturę.

Miał wszelkie powody, by w związku z tym darzyć swojego ostatniego trenera szczerą niechęcią. Zamiast tego stał się najbardziej zaufanym człowiekiem Tite, którego ten zabrał ze sobą do sztabu reprezentacji, gdy zdecydowano, że ma zastąpić Dungę na najbardziej eksponowanym stanowisku w brazylijskiej piłce. Panowie zaprzyjaźnili się na tyle, by Tite w ramach podziękowania za współpracę obdarował żonę i dzieci Edu zegarkami Audemars Piguet.

Należało mu się. Nigdy wcześniej bowiem praca sztabu reprezentacji Brazylii nie była tak doskonale zorganizowana. Tite i Edu przenieśli się do Rio de Janeiro, pracowali wraz ze sztabem od poniedziałku do piątku od 10:00 do 19:00. W dziale selekcji zaroiło się od ekranów i arkuszy z rozpiskami wszystkich meczów od seniorów, aż po kategorię U-15. W Centrum Badań i Analiz rozkładano tuziny meczów z całego świata na czynniki pierwsze, montując wideo i wyciągając z nich dane. Edu wprowadził korporacyjny ład, szefował czterdziestoosoobowej grupie ludzi nad którą czuwał zjawiając się jako pierwszy – tuż po porannej siłowni – i wychodząc jako ostatni.

Obaj panowie nie udawali jednak, że posiedli całą wiedzę świata, więc pozyskiwane dane uzupełniali regularnie rozmawiając z byłymi znakomitymi selekcjonerami – Carlosem Alberto Parreirą czy Mario Zagallo. – Nie ma lepszego sposobu, by czegoś się nauczyć, niż rozmowa z doświadczonymi ludźmi – twierdzi Edu.

Przejmowali reprezentację w bardzo trudnym momencie. Będąc na szóstym miejscu grupy eliminacyjnej mundialu, oznaczającym, że Brazylii zabrakłoby w Rosji. Canarinhos ostatecznie nie tylko awansowali na mistrzostwa świata, ale zrobili to wygrywając kwalifikacje w strefie CONMEBOL.

– Kiedy przyjmowaliśmy ofertę związku, spojrzeliśmy w kalendarz. Pierwsze mecze: wyjazd do Ekwadoru, piekielnie trudny, następnie Kolumbia u siebie… Nie można było nas zatrudnić w łatwiejszym momencie?! – śmiał się w rozmowie z exame.abril.com. Do śmiechu było mu również po spotkaniach – 3:0 w Quito i 2:1 w Manaus rozpoczęły serię dziewięciu kolejnych wygranych w kwalifikacjach.

Na mundialu z Rosji udało się dojść do ćwierćfinału, gdzie Tite i spółkę przechytrzył Roberto Martinez, selekcjoner reprezentacji Belgii. Choć gdyby w bramce Czerwonych Diabłów nie stał doskonale dysponowany Thibault Courtois, pewnie Canarinhos awansowaliby do półfinału. Rok później praca przyniosła jednak pierwszy medalowy efekt – złoto Copa America, które pozwoliło Edu Gasparowi pożegnać się z Selecao w glorii zwycięstwa. Bilans tandemu Tite-Edu to ostatecznie 42 spotkania reprezentacji, z czego 34 udało się wygrać, a tylko 2 zakończyły się porażką. Jedno to towarzyskie starcie z Argentyną, drugie – nieszczęsna Belgia. Przyznacie, imponujące owoce współpracy.

A przecież Edu miał doskonałą okazję ku temu, by kilka lat temu wykopać pod Tite dół i w akcie zemsty za to wspomniane pięć minut strącić go na samo dno.

W Corinthians wiedzieli o jego organizacyjnych zdolnościach. Mieli świadomość, że zawsze żywo interesował się hierarchią w klubach, w których występował. Że już jako zawodnik zajmował się biznesem. Mimo że nie skończył nawet liceum, został przedstawicielem amerykańskiej firmy podłogowej. Mówił płynnie po angielsku, hiszpańsku i oczywiście po portugalsku.

Wiedzieli też, że ze świecą szukać człowieka, który miałby z klubem aż tak emocjonalny związek jak właśnie Edu. W końcu gdy jako 14-latek Edu doznał paraliżu, który przykuł go do łóżka na niemal rok, to właśnie Corinthians zapłaciło za jego badania i leczenie.

Dwie poprzednie próby zrobienia z byłego zawodnika dyrektora sportowego spełzły na niczym. Antonio Carlos Zago wsławił się wizytą w burdelu z Ronaldo, William Machado również nie okazał się szczególnie skuteczny. W marcu 2011 zaproponowano więc Edu, by niemal natychmiast zamienił zawieszone na kołku buty na koszulę i krawat, a zieloną murawę na wygodny fotel biurowy.

– Powinienem walczyć z Tite, a nie się zaprzyjaźnić, w końcu odstawił mnie od składu – śmiał się Edu w wywiadzie dla exame.abril.com. – Na początku Tite i jego sztab mieli wątpliwości, czy będę grał z nimi w jednej drużynie, czy w kontrze. „Będziesz na nas zły, bo nie grałeś?”.

Odpowiedź nadeszła bardzo szybko. Edu Gaspar okazał się być stuprocentowym profesjonalistą. „Gdy trener prosi o coś prostego, zrób to, gdy prosi o coś trudnego, zrób to. Gdy każe ci iść po skarpetkę, idź po skarpetkę” – tak we wspomnianej rozmowie Edu opisał swoje podejście.

W rozmowie z władzami Corinthians, gdy te złożyły mu propozycję pójścia w dyrektory, powiedział zaś: – Dajcie mi rok, by się przekonać, czy się nadaję.

Mniej niż rok później Corinthians po raz pierwszy od sześciu lat zostali mistrzami Brazylii.

Niecałe dwa lata później wygrali Copa Libertadores i pokonując w finale Chelsea zostali Klubowymi Mistrzami Świata.

Edu trafił na niezwykle podatny grunt. Jak pewnie wiecie, w południowoamerykańskim futbolu roi się od betonowych działaczy, którzy na wszelkie unowocześnienia patrzą niezwykle podejrzliwie. Jeśli miał obawy, że władze Corinthians do jego nowoczesnych, zaczerpniętych z europejskiej kariery pomysłów podejdą ze sporą rezerwą, to od początku musiał być naprawdę przyjemnie zaskoczony.

– Jasne, nie mogłem na dzień dobry wprowadzić wielu nowinek, które uważałem za fajne. Stwierdzić: robimy to i to zupełnie inaczej. Musiałem powoli zmieniać zwyczaje w klubie, śledzić sposób działania innych drużyn, wpływać na zmianę mentalności zawodników. Ale gdy po czasie rozmawiałem z chłopakami, wszyscy powtarzali „Edu, super, że to zrobiłeś, dzięki Bogu” – mówił w wywiadzie z 2012 roku dla ESPN.

Obszar, który Edu zrewolucjonizował najmocniej, to transfery. Gdy zaczynał, nie miał do dyspozycji skautów, musiał więc wymyślić system, który zadziała bez konieczności ich zatrudniania. Parę lat później Corinthians stawiano już za wzór, jeśli chodzi o selekcję zawodników. Edu oparł ją o cztery filary:

– liczby,
– analizy wideo,
– raporty,
– spotkania.

– Wraz z członkami komitetu technicznego spotykamy się z Tite, który przekazuje nam charakterystykę zawodnika, jaki jest mu potrzebny. Następnie organizujemy spotkanie, podczas którego wymieniamy się nazwiskami graczy, którzy nam się podobają. Później rozdaję każdemu pen-drive z nagraniami wideo wybranych zawodników. Nie jest jednak tak, że wszyscy dostają to samo – każdy ma na swoim inne wycinki występów interesującego nas piłkarza. Przygotowujemy oddzielne raporty, rozmawiamy o naszych spostrzeżeniach, wreszcie wyłaniamy dwa nazwiska, którym przyglądamy się jeszcze intensywniej. Dowiadujemy się, jaki byłby koszt zatrudnienia danego zawodnika, informujemy o zainteresowaniu nim władze klubu, które zajmują się również finansową stroną tego wszystkiego – tłumaczył we wspomnianym wcześniej wywiadzie dla ESPN. – Dokonujesz wielkich inwestycji w klub. Nie możesz popełnić błędu przy rekrutacji. Jasne, jeden, dwa. Ale błędny dobór trzech, czterech, sześciu piłkarzy krzywdzi klub przez bardzo długi czas.

Mimo wszystko Edu zdarzały się błędne wybory. Nigdy nie udało się odzyskać 15 milionów euro, jakie Corinthians kosztował Alexandre Pato, pierwszym w ogóle ruchem transferowym klubu z Edu na stanowisku dyrektora sportowego było ściągnięcie (na szczęście za darmo) Adriano, którego kariera wszyscy wiemy, jak się potoczyła.

W większości przypadków trafiał jednak blisko środka tarczy. Po Adriano sięgnął po kwartet Alex, Weldinho, Edenilson, Emerson Sheik, który kosztował zaledwie 6,6 miliona euro (z czego 6 milionów poszło na wyjęcie Alexa ze Spartaka Moskwa), a który później okazał się niezbędny w drodze po mistrzostwo kraju.

Wielokrotnie ściągał też za niewielkie pieniądze zawodników, którzy później byli sprzedawani za ich wielokrotność. Najdrożej sprzedany w historii Corinthians Paulinho (za prawie 20 milionów euro do Tottenhamu) kosztował Corinthians rok wcześniej 5 milionów. Za Gila zapłacono Valenciennes 3,5 miliona euro, trzy lata później sprzedano go do Chin za 8,5. Felipe, dziś mający zastąpić w Atletico Madryt Diego Godina, kosztował 3,25 miliona euro w styczniu 2016, w lipcu tego samego roku został sprzedany za 8,2 miliona. Romarinho przyszedł z Bragantino za 600 tysięcy euro, odszedł do El-Jaish za 7,5 miliona. I tak dalej.

Doskonale szła także promocja własnych wychowanków. Taki Malcom odszedł do Bordeaux za 5 milionów euro, dziś gra już w Barcelonie, Guilherme Arana półtora roku temu za 11 milionów zasilił Sevillę. W efekcie Corinthians niemal rokrocznie z duetem Tite-Edu zarabiało na transferach kilka razy więcej niż wydawało.

Wszystko to sprawia, że w znakomitej większości pól do odhaczenia dla pierwszego w historii dyrektora technicznego Arsenalu musiały się pojawić „ptaszki”.

Jeden z nich musiał też znaleźć się w kratce, która przypisana jest radzeniu sobie z problemami osobistymi. Edu w Corinthians słynął z tego, że gdy któryś z zawodników zaczynał trenować z mniejszym zaangażowaniem czy grać gorzej, pierwszym krokiem zawsze była rozmowa na temat sytuacji pozasportowej. Czy aby któreś z dzieci nie zachorowało, czy gracz nie pokłócił się akurat z żoną, czy przypadkiem ostatnio nie zmarł ktoś z jego rodziny.

Gdy bowiem trafiał do Arsenalu po raz pierwszy, nie tylko miał całą masę problemów paszportowych, które opóźniły jego rejestrację do gry o cztery miesiące. Tydzień przed jego przylotem do Londynu tragicznie zmarła siostra zawodnika. Jeśli więc ktoś ma rozumieć, jak trudno czasami skupić się na piłce, gdy myśli odciągają problemy zdecydowanie większego kalibru, to właśnie Edu.

1600x900_2

Arsenal funkcjonuje dziś w nieco innej rzeczywistości finansowej niż ligowi rywale. Trudniejszej. Do wydania na transfery nie ma wielkich sum. Od paru lat regularnie traci za darmo lub półdarmo zawodników, których kontraktów nie udało się przedłużyć (patrz: Aaron Ramsey). Co gorsza, bardzo prawdopodobne, że wykaże stratę za sezon 2018/19 (pierwszą od siedemnastu lat).

Słowem: by móc wrócić do Ligi Mistrzów, rzucić rękawicę reszcie Big Six, Arsenal nie będąc bogatszy od konkurencji, musi w kolejnych latach być sprytniejszy niż reszta.

A czy aby człowiek, który operując w klubie, gdzie nie zastał skautów, ani w ogóle nowoczesnej struktury dyrektorskiej, został klubowym mistrzem kraju, kontynentu i świata, nie daje swoim CV dowodu na to, że co jak co, ale sprytem to on dysponuje?

***

EDU GASPAR JAKO DYREKTOR SPORTOWY/KOORDYNATOR:
– mistrzostwo Brazylii 2011 z Corinthians
– Klubowe Mistrzostwo Świata 2012 z Corinthians
– mistrzostwo stanu Sao Paulo 2013 z Corinthians
– Recopa Sul-Americana (superpuchar Ameryki Południowej) 2013 z Corinthians
– mistrzostwo Brazylii 2015 z Corinthians
– ćwierćfinał MŚ 2018 z reprezentacją Brazylii
– złoty medal Copa America 2019 z reprezentacją Brazylii

***

SZYMON PODSTUFKA

fot. www.arsenal.com

Opublikowane 11.07.2019 15:58 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło FM
25.10.2020

Poniedziałek na Weszło FM – co nas czeka?

Początek nowego tygodnia po zmianie czasu nigdy nie jest łatwy. Na świecie robi się ciemniej i bardziej ponuro. Poranek wspólnie z Wojtkiem Pielą i Darkiem Urbanowiczem może być jednak wspaniałym pomysłem na to, aby poprawić sobie nastrój. W Weszło FM „Dwójkę bez sternika” rozpoczniemy już o 7:00, a w programie rozmowy choćby z napastnikiem Rakowa […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Tak wygląda prawdziwy kanonier

Jeśli sztywno trzymalibyśmy się nazewnictwa, to napisalibyśmy, że w tym meczu zagrało czternastu Kanonierów – jedenastu piłkarzy Arsenalu z pierwszego składu i trzech wchodzących z ławki. Ale to tylko słowotwórstwo od klubowego przydomka. Na boisku był bowiem tylko jeden kanonier i to wcale nie w drużynie Mikela Artety. O kogo może chodzić? Oczywiście o Jamiego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Lech w pucharach – STRONG, Lech w lidze – WEAK

Dobra postawa w pucharach i słabiutki występ w lidze. Wydaje się, że Lech Poznań złapał już swój rytm i przyzwyczaja do niego kibiców od początku tego sezonu. Jesteśmy świadkami powtórki z sezonów 2010/11 i 2015/16 – lechici wtedy też weszli do grupy Ligi Europy, a w Ekstraklasie prezentowali się kiepściutko. Dzisiaj Cracovia potrzebowała jednej wrzutki […]
25.10.2020
WeszłoTV
25.10.2020

LIGA MINUS. Paczul, Kowal, Białek, Roki

Halo, halo! Niedzielny wieczór bez Ligi Minus? Nie ma takiej możliwości. O 19:45 startujemy z waszym ulubionym magazynem poświęconym naszej kochanej Ekstraklasie. Wpadajcie na żywo, albo chociaż z odtworzenia! 
25.10.2020
Inne sporty
25.10.2020

Gigant Formuły 1 znów to zrobił. Hamilton wygrywa i bije rekord wszech czasów

Ostatni raz byliśmy tak zdziwieni, kiedy polski rząd ogłosił plany podniesienia płacy minimalnej. Lewis Hamilton, Mercedes i pierwsze miejsce – te pojęcia w 2020 roku zwykle występują razem. Dzisiejsze zwycięstwo w portugalskim Portimao było o tyle wyjątkowe, że Anglik wygrał Grand Prix po raz dziewięćdziesiąty drugi. Nikt nie ma więcej zwycięstw w Formule 1 niż […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Pan piłkarz Ivi Lopez. Głębia składu Rakowa budzi uznanie

Gdy Ivi Lopez meldował się w Ekstraklasie, witaliśmy go gromkim: czy aby na pewno? Czy skoro za dziewiątką w Rakowie grają Tijanić i Cebula, bezsprzecznie gwiazdy początku rozgrywek, to jest potrzebny Hiszpan? Dodajmy: Hiszpan na wysokim kontrakcie, jednym z najwyższych w Rakowie, a więc na pewno sprowadzany nie po to, by przy tym duecie siedzieć […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Zgodnie z planem? No nie do końca, ale Raków idzie dalej

Chyba tylko tak zwana logika Ekstraklasy mogła sprawić, by Raków Częstochowa nie wygrał dziś ze Stalą Mielec. Pierwsi są rewelacją sezonu, liderem i drużyną zbierającą wysokie noty ze styl, drudzy przed chwilą dostali szóstkę od Wisły Kraków, wcześniej nie potrafili strzelić Podbeskidziu i generalnie jeszcze nie udowodnili, że do ligi się nadają – fani naszej […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Niepokonany Górnik Łęczna na podium 1. ligi. Czas myśleć o awansie?

Możesz zagrywać piętkami „na ścianę”, jak Kamil Zapolnik i Paweł Zieliński. Możesz zakładać „dziury” rywalom jak David Panka. A nawet mieć w ekipie samego Goku. To jednak nic nie znaczy, gdy przyjeżdżasz do Łęcznej. Beniaminek ma za sobą sześć domowych spotkań i nie odnotował jeszcze ani jednej porażki. Ba, mało tego – drużyna Kamila Kieresia […]
25.10.2020
Włochy
25.10.2020

Reca dośrodkowuje, Walukiewicz wyprowadza, czyli włoska ziemia potwierdza talenty Polaków

Południe. Serie A. Cagliari kontra Crotone. Gdyby nie Polacy w obu ekipach, nigdy nie odpalilibyśmy tego meczu. Ciekawsza wydaje się nawet setna powtórka opolskiego festiwalu sprzed dziesięciu lat. Ale skoro już Arkadiusz Reca i Sebastian Walukiewicz spotkali się na włoskiej ziemi, to okej, postanowiliśmy zobaczyć, jak chłopakom pójdzie. Efekt? W sumie to nawet zabawne, że […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Na co jeszcze stać ekipę Andrei Pirlo?

Mistrzowie Włoch kontra sąsiedzi w tabeli. Brzmi absurdalnie, gdy dodamy, że nie chodzi o Romę, Napoli czy Milan, a o Hellas Werona? Trochę tak, ale ekipa z miasta Romea i Julii miała mnóstwo szczęścia, otrzymując trzy punkty za błąd Romy. Gdyby nie one, nie byłoby tak kolorowo. Dlatego spotkanie z Juventusem to szansa na ugranie […]
25.10.2020
Live
25.10.2020

LIVE: Lech wymęczył remis z Cracovią

Rosołek zaliczony, schabowy pewnie też, czas więc na niedzielnie granie! W ligach zagranicznych cudów się nie spodziewamy, nie ma jednego meczu, który wybijałby się ponad resztę. Za to na krajowym podwórku zagrają najpierw Raków Częstochowa (ze Stalą Mielec) i Lech Poznań (z Cracovią), więc oczekiwania jak na polskie realia mamy dość spore. Obyśmy się nie […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Premier League w tym sezonie stanęła na głowie. I nam się to podoba!

Everton, Aston Villa czy Leeds? Nie, raczej Tworki czy Choroszcz. Takie pytanie byście usłyszeli, sugerując na początku tego roku, że trzy wspomniane kluby na starcie sezonu 2020/21 zagoszczą w ścisłej czołówce Premier League. To, co wyprawia się na czele w lidze angielskiej, można wręcz porównać do karamboli w amerykańskich seriach wyścigowych. Dzieje się mnóstwo, każdy […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Czas na błysk wyczekiwanej perełki? Marchwiński dostanie swoje szanse

Wysokie natężenie meczów i nieco zbyt wąska kadra sprawiają, że Lecha Poznań prawdopodobnie czekają kłopoty przy jesiennym łączeniu gry w Ekstraklasie z grą w Lidze Europy. Natomiast dla niektórych piłkarzy terminarz z meczami rozgrywanymi co 3-4 dni będzie błogosławieństwem. Kimś takim może być Filip Marchwiński – jeden z największych talentów Kolejorza, który trochę zniknął w […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Roninowie “Kolejorza”, czyli nowa era klasy średniej

Piłkarska klasa średnia. W przypadku akademii Lecha Poznań niegdyś pojęcie dość problematyczne, ale dziś, o dziwo, śladów poznańskiej akademii jest pełno w całej Polsce. Jasne, że jeszcze całkiem niedawno na naszych oczach wyrastali choćby Jan Bednarek czy Karol Linetty, a obecnie Jakub Moder czy Tymoteusz Puchacz, ale, patrząc szerzej, nie znajdziemy aż tak wielu wychowanków […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Arsenal podtrzyma tradycję ogrywania Leicester?

Arsenal i Leicester sąsiadujące ze sobą w tabeli, ale poza strefą pucharową. Brzmi dziwnie? Trochę tak, jednak taka jest rzeczywistość. „Lisy” po dobrym starcie trochę wyhamowały, więc Arsenal, któremu ostatnio dość brutalnie przerwano passę bez porażki, może zwietrzyć w tym swoją szansę. My natomiast, tradycyjnie, spróbujemy coś na tym ugrać. Obstawiamy ten mecz w Superbet! […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Cel stał się marzeniem. Slavia Praga rok po Lidze Mistrzów

Rok bez jednego dnia – dokładnie tyle czasu minęło od pamiętnego dla naszych południowych sąsiadów meczu Slavia – Barcelona w arcytrudnej grupie Ligi Mistrzów, którą tworzyły też Inter i Borussia Dortmund. Wspomniane spotkanie mistrzowie Czech przegrali 1:2, ale pozostawili po sobie świetne wrażenie i byli dla „Dumy Katalonii” równorzędnym przeciwnikiem. Potwierdzili to w zakończonym bezbramkowym […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Przeskok z pucharów na ligę będzie bolesny dla Lecha? Niekoniecznie

Jak trudno przestawić się z pucharów na ligę? Lech Poznań dziś się o tym przekona, bo kilka dni po meczu z Benfiką musi zmierzyć się z Cracovią. Obydwa zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, przedziela je tylko Warta. Dla „Kolejorza” porażka będzie jednak dramatem, bo wówczas perspektywa ponownej gry w Europie znów się oddali. Dlatego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Sześć argumentów, dla których Cracovia nie wygra z Lechem

Jeśli widzicie szklankę do połowy pełną, stwierdzicie, że Cracovia przegrała w tym sezonie ligowym tylko jeden mecz. Na siedem prób, a więc bilans na papierze wygląda całkiem korzystnie. Jeżeli jednak wolicie patrzeć na świat przez nieco ciemniejsze okulary, będziecie musieli zauważyć, że „Pasy” spośród tych siedmiu meczów wygrały tylko dwa. Traciły punkty ze Śląskiem (porażka), a także […]
25.10.2020