Mistrzostwo to już cel. Marzenia? Powrót do kadry i liga TOP5
Weszło Extra

Mistrzostwo to już cel. Marzenia? Powrót do kadry i liga TOP5

Aleksandar Sedlar jest już w Piaście Gliwice prawie trzy lata, ale dopiero teraz zaczął się na dobre wybijać z tłumu. Serbski stoper został nominowany do miana obrońcy sezonu i piłkarza sezonu w Ekstraklasie. Niewykluczone, że to jego ostatnie tygodnie w Gliwicach, bo kontrakt mu wygasa, a zainteresowanie jest spore. Sam zawodnik potwierdza temat RCD Mallorca. Na razie jednak chce jak najlepiej finiszować w lidze, Piast ma szansę na historyczne mistrzostwo Polski. Rozmawiamy też szerzej – o jego początkach  w piłce, opóźnionym awansie z FK Metalac czy debiucie w reprezentacji. Zapraszamy. 

Przed tobą najważniejszy tydzień w życiu?

Tak. To najważniejszy i najlepszy czas w mojej karierze.

Potwierdzają to nominacje na obrońcę sezonu i piłkarza sezonu w plebiscycie Ekstraklasy SA.

Mimo wszystko byłem trochę zaskoczony. Na początku sezonu nawet nie mogłem oczekiwać, że zostanę nominowany do miana top zawodnika całej ligi, zwłaszcza że jestem obrońcą, a w takich plebiscytach ofensywni piłkarze zawsze mają trochę łatwiej. Ale potem to się rozwinęło, w ostatnich miesiącach znajduję się w najlepszej formie odkąd gram w piłkę i chyba widać to na boisku. Kilka meczów naprawdę mi wyszło, pokazałem w nich, że wzniosłem się na wyższy poziom. I zacząłem strzelać gole (śmiech).

Pięć z sześciu z rzutów karnych.

To nowość, wcześniej do karnych nie podchodziłem. Zaczęło się w 1. kolejce tego sezonu. Graliśmy w Sosnowcu, dostaliśmy jedenastkę. Wyznaczeni byliśmy ja i Patryk Dziczek. Chwilę porozmawialiśmy, powiedziałem, że czuję się bardzo pewnie, więc podszedłem do piłki. Wpadło i od tej pory strzelam karne. Dla mnie nie jest to problem, nie czuję wtedy presji. Nie patrzę, jaka jest stawka meczu, jaki wynik – maksymalna koncentracja na dobrym uderzeniu i tyle. Szkoda tylko, że z Koroną nie trafiłem.

Wtedy zabrakło koncentracji? Prowadziliście już 4:0. 

Nie zabrakło. Czekałem na Hamrola, na to co zrobi, pierwszy krok w lewo lub prawo. Ale to on poczekał na mnie i potem zdążył zareagować. Szybko jednak mogłem o tym zapomnieć, z Cracovią już się nie pomyliłem.

W tym meczu zdobyłeś też bramkę po świetnym przyjęciu i spokojnym wykończeniu. Wielu uderzałoby natychmiast.

W pierwszym odruchu też chciałem od razu strzelać. Zadziałał instynkt, jakiś impuls i wyszło super.

Piast pokona Jagiellonię i odniesie ósme z rzędu domowe zwycięstwo? ETOTO płaci po kursie 1,80

Po tamtym zwycięstwie zapewniliście sobie europejskie puchary, teraz walczycie o mistrzostwo. Kiedy sami w szatni powiedzieliście sobie, że celem jest tytuł, że nie chodzi o samo podium?

Dopiero przed meczem z Legią. Wiedzieliśmy, że jak wygramy, tracimy do niej punkt i wszystko stanie się możliwe w ostatnich trzech kolejkach. Łatwo nie będzie, choć dwa razy gramy u siebie, a w Gliwicach wiosną tylko wygrywamy. Musimy zdobyć komplet punktów i zobaczymy. Jak nie teraz, to kiedy?

Czujecie większą presję, że to już nie jest tylko „możemy”, a jak nie wyjdzie, to będzie jakieś rozczarowanie? 

Nie. Nie wiem, jak to robimy, ale nadal nie. Podchodzimy do sprawy tak samo jak na początku sezonu. Oczywiście mobilizacja jest maksymalna, jednak zachowujemy spokój, w szatni nie wyczuwa się dodatkowego napięcia. Dominuje pozytywne skupienie.

rbt

Mówisz, że jesteś w topowej formie. Z czego się to wzięło?

Z ciężkiej pracy, z niczego innego. Jesteśmy świetnie przygotowani do sezonu, wykonaliśmy kawał roboty zimą. No i wyniki. Gdy one są dobre, indywidualnie też każdy idzie do góry, zyskuje pewność siebie. Ale najważniejsza jest kapitalna atmosfera w szatni. To aż niemożliwe!

Dopiero co Gerard Badia wrzucił na Instagrama zdjęcia, na którym siedzicie ze sobą w gronie obcokrajowców.

Zawsze jest pozytywnie, zawsze jest muzyka i sporo śmiechu. Każdy, kto do nas przychodzi, już następnego dnia czuje się, jakby tu był całe życie.

W dwóch poprzednich latach było tak samo?

Było dobrze, ale tak kapitalna atmosfera jest od tego sezonu. Super zaczęliśmy, trzy zwycięstwa z rzędu i wszystko jakoś samo się nakręciło. Nawet jedna czy druga porażka nie mogła tu namieszać. To jest nasza siła, nasza moc.

Wspomniane zdjęcie pokazuje, że jednak obcokrajowcy raczej trzymają się ze sobą?

Niekoniecznie, jest to bardziej pomieszane. Zdjęcie zrobiliśmy w przerwie między jednym a drugim treningiem. Jak wtedy idziemy na kawę, to faktycznie najczęściej jesteśmy w takiej grupie, ale na co dzień jesteśmy jednością. Często idę gdzieś z Patrykiem Dziczkiem czy Joelem.

W szatni jesteś wodzirejem?

Nie, wręcz przeciwnie, ja raczej z tych cichych. Liderami są Badia czy Szmatuła. Zawsze leci muzyka hiszpańska, nie mam szans, żeby przebić się z serbską. Grupa bałkańska to teraz tylko ja i Korun, a Badia ma Felixa i Valencię (śmiech).

Kto na co dzień mieszka z tobą w Polsce?

Mieszkam sam, jestem kawalerem.

W życiu codziennym odczułeś większe różnice po przeprowadzce z Serbii do Polski?

Nie. Miałem ułatwione wejście. Josip Barisić, Sasza Żivec, Uros Korun, Stojan Vranjes – grupa bałkańska była liczna. Na początku miałem trochę problemów z waszym językiem, ale w zasadzie pod każdym innym względem nie czułem się zaskoczony. Podobna mentalność, muzyka, jedzenie, język w sumie też. Aklimatyzacja była dość łatwa.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Legia Warszawa - Piast Gliwice. 04.05.2019

Pytanie, które zadaje sobie każdy kibic Piasta: czy to twoje ostatnie chwile w Gliwicach? Po sezonie wygasa ci kontrakt, jesteś łakomym kąskiem na rynku transferowym. 

Zobaczymy. Klub cały czas rozmawia z moim agentem, ja na co dzień się tym nie zajmuję. Teraz liczy się tylko dobry finisz z Piastem.

Niełatwy wybór przed tobą. W Piaście będą puchary, być może nawet mistrzostwo, a z drugiej strony masz już 28 lat i kolejnej szansy na duży transfer może nie być.

Na pewno trzeba wszystko spokojnie przemyśleć i rozważyć, ale właśnie od tego masz agenta (śmiech). Ja patrzę tylko na boisko.

Słyszałeś o ofercie z RCD Mallorca?

Tak, wiem od agenta, że jest jakiś temat. Sądzę, że w ciągu 2-3 tygodni wyjaśni się, co i jak z moją przyszłością. Na razie zupełnie się wyłączam w tych sprawach, interesuje mnie jedynie najbliższy mecz.

Pisze się też o zainteresowaniu Lecha Poznań.

O tym tylko czytałem w mediach.

Jagiellonia zabierze punkty Piastowi? Remis – kurs w ETOTO wynosi 3,80. Wygrana Jagi – 4,70

W jakich okolicznościach trafiłeś do Piasta? Z tego, co wiem, byłeś dokładnie obserwowany.

Zgadza się. Przy okazji chcę tutaj podziękować ludziom, którzy przyczynili się do tego transferu. W pierwszej kolejności skautowi Piasta, Kamilowi Kogutowi. Wiem, że kilka razy obserwował mnie w Serbii. On dał mi sygnał, że możliwy jest transfer do Polski i to on zaproponował mnie klubowi. Transfer dokończył Artur Płatek – dziś dyrektor sportowy Górnika Zabrze – z moim agentem. Tym trzem osobom zawdzięczam szansę na pokazanie się w lepszej lidze.

Zanotowałeś duży przeskok?

Jasne. Lepsza i bardziej wyrównana liga, piękne stadiony, duże zainteresowanie kibiców. W lidze serbskiej, jeśli nie grasz w Partizanie Belgrad lub w Crvenej Zvezdzie, chcesz jak najszybciej wyjechać. Ja nie byłem wyjątkiem.

Ale mogłeś też wtedy iść do Crvenej Zvezdy.

Mogłem, była oferta. Nie odczułem jednak, że widzą tam we mnie ważną postać, że mają naprawdę konkretne plany. Bardziej taki transfer małego ryzyka, który może wypali, a może nie. Piast pokazał mi, że naprawdę mu zależy, to było bardzo ważne. Mieli na mnie pomysł, klubowy skauting wykonał świetną robotę.

W momencie ogłaszania twojego transferu ówczesny prezes Adam Sarkowicz przyznał, że wygrali rywalizację o ciebie z kilkoma polskimi klubami. 

Nie pamiętam dokładnie, ale to nie były żadne konkretne oferty, które mogliśmy rozpatrywać. Wtedy wybierałem między Piastem a Dinamem Mińsk.

To był trudny wybór?

Nie, bardzo prosty. Myślę, że liga polska jest dla mnie, pasuję do niej. Odnajduję się w tym fizycznym graniu. O otoczce już mówiłem, na boisku dużo dobrych zawodników.

Tylko w pucharach tego nie widać.

Nie wiem, dlaczego tak się działo, ale sądzę, że w tym roku będzie lepiej.

Fot. Piast Gliwice/Accredito

Fot. Piast Gliwice/Accredito

Twoje pierwsze dwa lata w Piaście były solidne, w porządku, ale nic więcej.

To prawda, mogę się zgodzić. Ale znów wracamy do tematu wyników. Wtedy były słabsze. Przychodziłem do Piasta, gdy wywalczył awans do europejskich pucharów, nawet zdążyłem zagrać w rewanżu z Goeteborgiem, a później i w pierwszym, i w drugim sezonie broniliśmy się przed spadkiem. Myślę, że moja gra już wcześniej była dobra. Może nie zawsze, ale częściej tak niż nie.

Waldemar Fornalik to najlepszy trener, z jakim pracowałeś do tej pory?

W Polsce tak. W Piaście prowadzili mnie Radoslav Latal, Jiri Necek, Dariusz Wdowczyk i właśnie trener Fornalik. Z tej czwórki uważam go za najlepszego.

Wiele serbskich klubów ma problemy finansowe, ty jednak akurat nie musiałeś się z nimi mierzyć.

Dobrze trafiłem. Grałem w FK Metalac Gornji Milanovac. Nie mieliśmy wysokich pensji, ale zawsze były wypłacane na czas. To mały, prywatny klub, z pięknym stadionem, poukładany organizacyjnie. Właścicielem FK Metalac jest bogaty biznesmen, co zapewniało spokój z pieniędzmi.

To był szalony właściciel wbiegający do szatni i co chwila zmieniający trenerów?

Nie, spokojnie patrzył i rozdzielał zadania. Sporo mu zawdzięczam.

Ostatni sezon w FK Metalac to wreszcie serbska ekstraklasa. Można powiedzieć, że awansowaliście z rocznym opóźnieniem.

W sezonie 2013/14 weszliśmy do baraży o awans. Graliśmy dwumecz z Radem Belgrad. Najpierw spotkanie u siebie, skończyło się na 0:0. W rewanżu w pewnym momencie któryś z kibiców gospodarzy rozpylił gaz łzawiący. Kilku zawodników nie mogło grać dalej i meczu nie dokończono. Byliśmy przekonani, że będzie walkower dla nas i wchodzimy do ekstraklasy. Potem jednak okazało się, że mecz ma zostać powtórzony. W Piaście w tamtym sezonie za mniejszy wybryk kibiców zostaliśmy ukarani walkowerem przy swoim prowadzeniu z Górnikiem Zabrze. Ale cóż, to jest Serbia. Nasz boss powiedział, że trzeba się szanować i mieć zasady. Nie zagraliśmy drugi raz z Radem, uznaliśmy, że poczekamy kolejny rok. No i udało się, dość pewnie wygraliśmy dwumecz z FK Napredak.

Sezon po awansie miałeś znakomity.

Zostałem kapitanem, trafiłem do jedenastki sezonu, zadebiutowałem w reprezentacji Serbii. Bardzo dobry czas, tak jak teraz. No ok, teraz jest jeszcze lepszy (śmiech).

Byłeś w szoku, gdy selekcjoner cię powołał?

Zdecydowanie, nie spodziewałem się. Mój zespół zajął bodajże dziewiąte miejsce w lidze, nie byliśmy jakąś rewelacją. Nagle mogłem zagrać z takimi piłkarzami jak Branislav Ivanović, Aleksandar Kolarov, Dusan Tadić, Aleksandar Mitrović czy Nikola Maksimović. Znane nazwiska z czołowych lig Europy, a tu taki ja z beniaminka serbskiej ekstraklasy. Dostałem szansę w dwóch meczach towarzyskich. Z Cyprem wszedłem na końcówkę, za to z Izraelem rozegrałem całą pierwszą połowę. Selekcjoner Slavoljub Muslin chciał przećwiczyć ustawienie z trójką stoperów, a mnie ustawił na… prawym wahadle. To była dla mnie nowość, dopiero później w Piaście u Latala wystąpiłem kilka razy jako prawy obrońca.

Jak się czułeś w takiej roli?

Niezbyt dobrze, to nie jest moje naturalne granie. Taktycznie myślę robiłem swoje, ale w ofensywie wyglądałem kiepsko. Nie jestem przyzwyczajony do biegania od linii do linii. Całą karierę grałem w środku boiska. Za juniora głównie jako defensywny pomocnik, a jakieś osiem lat temu – czyli na starcie kariery seniorskiej – zostałem przesunięty do obrony. W Piaście w pewnym momencie przez parę kolejek byłem ustawiany w drugiej linii, mogłem niektóre rzeczy odświeżyć.

Chyba dzięki temu dziś jako stoper wyróżniasz się w rozegraniu piłki.

Wiele nauczyłem się jako dzieciak, byłem dobrze szkolony. Trochę tej techniki człowiek ma. Lubię podawać do przodu i wiem, że to może być mój dodatkowy atut.

Kolejny gol Aleksandara Sedlara w meczu Jagiellonią? ETOTO płaci po kursie 4,10

Po meczu z Izraelem miałeś poczucie, że wykorzystałeś szansę?

Trudno mi było ocenić ten występ. Grałem na nowej pozycji, więc skupiłem się na tym, żeby niczego nie zawalić w tyłach, o wypadach do przodu za bardzo nie myślałem. Nawet Branislav Ivanović grający obok mnie na stoperze mówił, żebym nie kombinował i grał prosty futbol. Posłuchałem. Odczuwałem presję, obecność kilku głośnych nazwisk zrobiła swoje. Dziś byłoby inaczej, mam więcej spokoju i pewności siebie.

Liczysz, że wkrótce otrzymasz powołanie?

Byłoby wspaniale. Filip Mladenović rozgrywa super sezon w Lechii i pokazał, że z polskiej ligi można wrócić do serbskiej kadry. Nie robię sobie jednak niepotrzebnych nadziei. Serbia ma dziś kilku młodych stoperów w topowych ligach. Nikola Milenković gra dla Fiorentiny, w Werderze Brema jest Milos Veljković, w Krasnodarze Uros Spajić. W Strasbourgu gra trochę starszy Stefan Mitrović. Konkurencja jest duża, ale nie tracę wiary, że jeszcze uda się zagrać dla swojego kraju.

Czego brakuje reprezentacji Serbii, żeby odnieść sukces? Na wielkich turniejach albo jej nie ma, albo nie odgrywa znaczącej roli, choć wielkie nazwiska ma zawsze.

Może dawniej czasami team spirit nie był najlepszy, ale ostatnio jest już tak jak być powinno. Moim zdaniem główny powód to ciągłe zmiany selekcjonerów. W ostatnich dziesięciu latach mieliśmy ich bodajże ośmiu. Każda duża rzecz w piłce potrzebuje czasu, a tu go nie mieliśmy. Każdy trener zmieniał system gry. Jeden grał czwórką obrońców, drugi trójką, jeden wolał 4-4-2, drugi 4-3-3, jeden wolał kontry, drugi chciał atakować i dominować. Może wkrótce nastąpi jakiś przełom. Mamy wielu młodych zawodników z dobrych klubów, a Mladen Krstajić jest już selekcjonerem od półtora roku.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Legia Warszawa - Piast Gliwice. 11.08.2017

Ogólnie wydaje się, że ty dość późno wypłynąłeś na głębsze wody.

Pierwszy zawodowy kontrakt podpisałem dopiero jako 20-latek. To późno jak na dzisiejsze standardy. Gdy awansowaliśmy do serbskiej ekstraklasy, miałem już 24 lata, do Piasta szedłem w wieku 25 lat. Trochę musiałem czekać, żeby się rozpędzić, ale najważniejsze, jak ta kariera się zakończy. Liczę, że najlepsze jeszcze przede mną. Czego zabrakło wcześniej? Może chodziło o to, że grałem w małych klubach i nie zostałem dostrzeżony.

Nie musiałeś grać w piłkę, żeby wyjść z biedy. Ojciec pracował w agencji wywiadu wojskowego, matka w amerykańskim banku jako dyrektor finansowy…

To prawda. Gram w piłkę, bo to kocham, nie musiałem wychodzić z biedy jak wielu innych chłopaków. Chociaż nie chodzi tylko i wyłącznie o „fun”, chcę też zarobić dobre pieniądze, ale sama przyjemność z piłki była punktem wyjścia.

Podobno matka nie od razu zaakceptowała to, że jesteś piłkarzem.

Nie była do końca zadowolona, że wybrałem taką drogę w życiu. Dopiero jak wyjechałem za granicę nabrała pewności, że chodzi o coś naprawdę poważnego. Mamy silne więzi w rodzinie, więc jej podejście na początku było pewnym problemem, ale już jest ok. Jak awansowaliśmy z FK Metalac do serbskiej ekstraklasy zaczęła się przekonywać, a po wyjeździe do Polski przestała mieć jakiekolwiek wątpliwości. Rodzice nieraz przyjeżdżali go Gliwic na mecze, tata będzie też teraz na Jagiellonii.

Jak na stopera jesteś dość niski, masz tylko 178 cm wzrostu.

Niezbyt dużo, ale nic nie poradzę. Nie uważam, żeby to był dla mnie większy problem. Sądzę, że naprawdę niewielu napastników w Ekstraklasie może powiedzieć, że strzeliło gola po wygraniu ze mną pojedynku główkowego. Tajming i wyskok są tu najważniejsze. Roberto Ayala czy Fabio Cannavaro są jeszcze niżsi niż ja, a byli wybitnymi stoperami. Wzrost to nie wszystko, choć są trenerzy, którzy nie uznają niskich stoperów i kilka razy się o tym przekonałem, ale co mogę zrobić?

Mistrzostwo Polski to już cel, nie marzenie. A jakie masz marzenia w piłce?

Większe zaistnienie w reprezentacji i sprawdzenie się w którejś z lig TOP5 w Europie. Wydaje mi się, że najprędzej odnalazłbym się w Hiszpanii, ewentualnie we Włoszech. Tam jest styl gry najbardziej do mnie pasujący. W Anglii stoperzy to chłopy po 190 cm wzrostu i 90 kg wagi, mógłbym się w takich realiach nie odnaleźć.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. FotoPyk/Przemysław Michalak/Piast Gliwice/Accredito

***

Nowy odcinek magazynu Gryfny Szpil, w którym rozmawiamy o śląskiej piłce.