post Avatar

Opublikowane 29.04.2019 20:55 przez

Rafal Bienkowski

Jeżeli o wyjątkowo starych rekordach mówi się, że mają długą brodę, to ten ma ją prawie do samej gleby. 43 i 45 – tyle lat liczą już sobie najstarsze rekordy Polski wśród mężczyzn, które w czasach głębokiego PRL-u wykręcił długodystansowiec Bronisław Malinowski. Jego wyniki krążą po dalekiej orbicie nawet teraz, kiedy nasza lekkoatletyka przeżywa okres prosperity. Czy kiedykolwiek ktoś wymaże te rekordy z tabel?

Zbliżający się sezon letni to dobra okazja żeby zadać to pytanie. A przy okazji przypomnieć historię samego Malinowskiego, który – powiedzmy to sobie szczerze – został przez przeciętnego kibica zapomniany. Kto wie jakby potoczyło się jednak jego życie, gdyby nie zostało przerwane w szczycie kariery. W momencie, kiedy w jego Audi wbił się ciężarowy Kamaz.   

Tragiczne wypadki często mają swój zalążek w błahych okolicznościach. Ktoś postanowił zawrócić do domu, bo czegoś zapomniał, ktoś spieszył się odebrać dziecko ze szkoły, ktoś akurat tego dnia nie wiedzieć czemu zdecydował się pojechać inną drogą niż zazwyczaj. A Bronisław Malinowski 27 września 1981 r. jechał po prostu zatankować swoje Audi 80. Było po godzinie 19, kiedy przejeżdżał przez most w Grudziądzu w drodze właśnie na stację benzynową. Nie chciał zostawiać tego na poniedziałek, bo rano wyjeżdżał do Warszawy.

Feralnej niedzieli ruch na moście odbywał się wahadłowo. Drogowcy zamknęli fragment zniszczonej drogi z powodu fatalnego stanu nawierzchni. Przy zwężeniu „spotkały się” osobówka Malinowskiego, Kamaz i autobus PKS ze Starogardu Gdańskiego. Kierowca tego ostatniego, tak jak należy zatrzymał się przed wygrodzonym odcinkiem, aby przepuścić mające pierwszeństwo Audi. Ale kierowca ciężarówki, Benedykt N., który tego wieczoru wykonywał ponoć lewy kurs, nie wiedzieć czemu nie zatrzymał się za PKS-em, tylko ominął go i wjechał na pas. Chwilę później doszło do czołowego zderzenia z samochodem kierowanym przez Malinowskiego.Na moście szybko utworzył się duży korek. Zanim na miejsce przedarła się karetka pogotowia, kilku kierowców próbowało wyciągnąć zgniecioną osobówkę z barierek, ale bezskutecznie. Świadkowie wspominali po latach, że kiedy przyjechał lekarz, tylko przez okno rozbitego auta sprawdził puls mistrzowi olimpijskiemu i na koniec jedynie machnął ręką. Było po wszystkim.

Można powiedzieć, że świadkiem śmierci Malinowskiego był też jego trener Ryszard Szczepański. Szkoleniowiec mieszkał w bloku z widokiem na most i widział przez okno pulsujące światła karetek. O tym, że w wypadku zginął jego najważniejszy podopieczny, dowiedział się chwilę później ponoć od swojego sąsiada, milicjanta.

Bronisław Malinowski na początku grudnia miał brać ślub.

To, z jak błahych powodów doszło do tragedii, można wyczytać z archiwalnych artykułów prasowych z tamtych dni. Oto fragment z „Gazety Pomorskiej”: „Na miejscu wypadku, kilkanaście godzin po tragedii, zastaliśmy ekipę remontową z Rejonu Dróg Publicznych w Świeciu nad Wisłą. Jeden spawacz łączył starą rozerwaną blachę przykrywającą szczelinę dylatacyjną między przęsłami mostu, dwóch robotników kręciło się w pobliżu, a dwóch innych pracowników w czystych ubraniach nadzorowało drobną naprawę. I pomyśleć tylko, że można to było zrobić przynajmniej o całą dobę, a nawet dwie wcześniej… Prokurator Rajmund Przyborski wstępnie ustalił, że wskutek uszkodzenia pokrywy nad szczeliną między przęsłami na jezdni powstała niebezpieczna przeszkoda – dziura w nawierzchni i zadarta do góry część blachy. Drogowcy w niedzielę (przed wypadkiem – przyp. RB) ograniczyli się tylko do ustawienia lekkiej, składanej barierki w kształcie harmonijki opatrując ją w malutką lampką sygnalizacyjną, widoczną tylko z jednej strony i umieszczając prawie tuż obok, bez przepisowego wyprzedzenia, mało widoczny znak ograniczenia szybkości”.

pomorska_03

„Gazeta Pomorska”, wydanie z września 1981 r.

Tak zostało przerwane życie mistrza olimpijskiego z Moskwy na 3000 m z przeszkodami. Bronisław Malinowski przez szesnaście lat pozostawał naszym ostatnim złotym medalistą olimpijskim w lekkiej atletyce. Kolejnym był dopiero w 1996 r. w Atlancie chodziarz Robert Korzeniowski.

Moskwa to nie tylko „wał” Kozakiewicza

Bronisław Malinowski był wówczas jedną z największych gwiazd polskiej „lekkiej” i najlepszym przeszkodowcem świata. Na dystansie 3000 m z przeszkodami miał na koncie dwa tytuły mistrza Europy, a wiele wskazuje na to, że zostałby też mistrzem świata, gdyby tylko takie wówczas rozgrywano. Swoją wielkość potwierdzał jednak przede wszystkim na igrzyskach olimpijskich: w 1972 r. w Monachium jeszcze jako 21-letni szczypiorek był czwarty, w 1976 r. w Montrealu był już srebrny wykręcają jednocześnie rekord Polski 8:09.11, a w 1980 r. w Moskwie zdobył upragnione złoto.

Tamten bieg na stadionie Łużniki to klasyka gatunku. Od początku było wiadomo, że walka o zwycięstwo rozegra się najprawdopodobniej między Tanzańczykiem Filbertem Bayi, a Polakiem. Obaj mieli jednak kompletne inne strategie na tamten bieg. Zawodnik z Afryki wystrzelił jak szalony narzucając tempo na rekord świata, Malinowski zaś długo trzymał się w środku stawki, bo jego plan był jasny – nawet gdyby na trasie wyczyniały się największe cuda, on ma przebiec dystans w 8 minut i 10 sekund. Po prostu. Liczył, że wygra regularnym tempem.

W pewnym momencie miał do Bayi już około 60 metrów straty, a krzyżyk na złotym medalu stawiali już nawet telewizyjni komentatorzy. Jednak na ostatnim okrążeniu, tuż przed rowem z wodą, Bronek wyprzedził ciągnącego już za sobą nogi rywala i zdobył złoto. Czas był prawie taki, jaki wcześniej sobie wycyrklował – 8:09.70.

Pokusiłem się o analizę, co by było, gdyby niektóre z państw nie zbojkotowały igrzysk w Moskwie. Byłem ciekawy, jak wtedy wyglądałby układ sił i okazało się, że wszystko prawdopodobnie zostałoby tak samo. Bronek i tak zdobyłby złoty medal, bo nie miał wtedy konkurencji – mówi nam Łukasz Panfil, długodystansowiec, były reprezentant kraju, a obecnie dziennikarz. To właśnie on jest autorem jedynej książkowej biografii dawnego mistrza pt. „Bronek Malinowski. Przeszkodowiec” wydanej w 2016 r.

Napisałem książkę, bo Malinowski jest zapomnianym bohaterem. Początkowo napisałem mnóstwo biografii sportowców w formie obszernych artykułów, ale jego zawsze omijałem, bo sądziłem, że to jednak postać tak wielka, że zasługuje na książkę – dodaje. – Zacząłem realizować ten pomysł w 2010 r. Początkowo błądziłem w absolutnej ciemności, bo wiedziałem tyle, co przeciętny kibic. Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy pojechałem w rodzinne strony Bronka. Od słowa do słowa, od miejscowego sklepu spożywczego do mieszkającego nieopodal brata, potem do kolejnych członków rodziny. Rozmawiałem m.in. z byłym już prezydentem Grudziądza, czyli jego bratem Robertem Malinowskim, trenerem Ryszardem Szczepańskim czy narzeczoną. Pierwszym powodem była więc chęć przypomnienia naszego mistrza, drugim zaś to, że w Polsce panuje boom na bieganie i wypadało pokazać zawodnikom z XXI w., kto był tak naprawdę najlepszy.

Dowodem wielkości Malinowskiego są nie tylko medale olimpijski, ale też właśnie rekordy Polski, które utrzymują się już od blisko pół wieku. To właśnie do zmarłego tragicznie biegacza należą najstarsze rekordy wśród mężczyzn. Są to: 3000 m z przeszkodami – wspomniane już 8:09.11 (28 lipca 1976 r., Montreal), 3000 m – 7:42.4 (4 lipca 1974 r., Oslo) oraz 5000 m – 13:17.69 (5 lipca 1976 r., Sztokholm).

Wygrywałby nawet w XXI w.

Przez lata o planach treningowych Malinowskiego wśród biegaczy krążyły legendy. Właśnie te materiały okazały się jedną z najważniejszych zdobyczy Łukasza Panfila podczas zbierania materiału do książki. Jak opowiada dziś, dzienniczek treningowy otrzymał od Maksymiliana, młodszego o trzy lata brata biegacza, „już po dwóch minutach rozmowy”. Rozmówca zaufał mu i przekazał zeszyt. Panfil początkowo nie spodziewał się, co trzyma w rękach, tymczasem okazało się, że była to rozpiska treningów z 1980 r., a więc z sezonu będącego szczytem możliwości Malinowskiego. Kiedy zaczął analizować dzienniczek, zrozumiał, jak katorżniczą robotę wykonywał mistrz.

Pomijam już niebotyczne prędkości na których bazował Malinowski, ale uderzająca była przede wszystkim duża objętość kilometrowa. Bo była wręcz maratońska – on biegał około 800 km w miesiącu. Gdyby jego życia nie przekreślił wypadek, to podejrzewam, że byłby świetnym maratończykiem. Bo zresztą takie plany były, aby przejść z dystansu przeszkodowego na maraton. Z informacji trenera Szczepańskiego wynikało, że już rok później chcieli zacząć ten dystans, bo myśleli o startach na mistrzostwach Europy w Atenach w 1982 r. i świata w Helsinkach w 1983 r. (pierwszych w historii – przyp. RB). Analizowałem skład medalowy tamtych mistrzostw i uważam, że Bronek naprawdę miałby ogromne szanse na medal – mówi Panfil.

O tym, jaka to była orka, świadczy chociażby plan treningowy przygotowany pod igrzyska w Moskwie. Dla przykładu – jak precyzuje w swoich materiałach Łukasz Panfil – Malinowski podczas zgrupowania w Meksyku na wysokości blisko 3000 m n.p.m. biegał 6×2000 m po 5:58 stosując przy tym 4-minutowe przerwy. Serwował też sobie podbiegi po dziewięć odcinków o długości 1300 m, by innym razem zaaplikować jeszcze 16×200 m pod górę, przy czym drugą serię stanowiło 16 płaskich 200 m. Miał też zwyczaj zapisywać codziennie rano, tuż po przebudzeniu, swoje tętno spoczynkowe i wagę. Był koniem pociągowym i to niezwykle posłusznym, bo wykonywał każde zadanie postawione przez trenera.

O takich zawodnikach mówi się, że są idealni do prowadzenia. Nie kombinował. To co Ryszard Szczepański napisał mu na karteczce, to było święte. Wynikało to oczywiście z dużego zaufania do trenera, ale też jego charakteru. To było przecież połączenie genów szkockich, czyli perfekcjonizmu matki, z zadziornością ojca, który był żołnierzem podczas wojny. Do tego jeszcze wychowanie w siermiężnych warunkach we wsi pod Grudziądzem. To musiało go ukształtować – twierdzi autor książki.

08998-zoom

Bronisław Malinowski był też jednym z pierwszych biegaczy z Europy, który zdecydował się na treningi w Kenii. – Kiedy około 2010 r. Marcin Lewandowski razem z bratem pojechali tam pierwszy raz, byli trochę przerażeni warunkami bytowymi. A więc nawet nie chcę myśleć, co było tam w latach 70. Malinowski chciał jednak trenować jak najlepsi – dodaje Panfil.

Mistrza z Moskwy można więc w pewnym sensie nazwać polskim Kenijczykiem. Od momentu jego złotego medalu, mistrzostwo olimpijskie zdobywali już wyłącznie biegacze z Kenii, ale co ciekawe, wynik Polaka z 1980 r. – czyli 8:09.7 – dawałby mu jednak złoty medal nawet na igrzyskach organizowanych XXI w., konkretnie w Sydney, Pekinie i Londynie.

Zalewski narobił smaku, ale….

Patrząc na jego rekordy Polski, jeśli któryś z nich mógł zostać pobity, to właśnie ten na 3000 m z przeszkodami. Po śmierci Malinowskiego najlepszym z naszych na tym dystansie był Bogusław Mamiński, wicemistrz Europy i świata. To właśnie on dosłownie otarł się o rekord Malinowskiego, zaliczając w 1984 r. 8:09.18. Trzeci wynik w historii zanotował z kolei w 1985 r. Krzysztof Wesołowski – 8:11.04. Później polskie biegi długie wpadły jednak w czarną dziurę, dlatego pobicie obowiązujących rekordów na 3000 prz., 3000 i 5000 m w najbliższym czasie wydaje się być raczej mało prawdopodobne.

Dzieje się tak jednak nie tylko z tego względu, że nie doczekaliśmy się tak wielkich talentów. Paradoksalnie, szanse na lepsze wyniki mogłyby być większe, gdyby nie… boom na biegi uliczne.

Nasi zawodnicy zarabiają pieniądze głównie na ulicy, a jednak nie da się równolegle uprawiać tak różnych konkurencji. Dopóki system finansowania mityngów będzie taki jak obecnie, to tych wyników nie będzie – przewiduje Panfil. – Nie mamy więc dziś długodystansowca, którego można byłoby umieścić w światowej czołówce. Świat poszedł bardzo do przodu, my zostaliśmy z tyłu. Zwróćmy uwagę, jak na przestrzeni lat z powodu dominacji Afryki straciły na wartości nawet niektóre wyniki Bronisława Malinowskiego. 7:42.4 na „trójkę” i 13:17.69 na „piątkę”, to już nie są tak świetne wyniki. Jedyną szansą, jaką widzę na ewentualne nawiązanie walki, to właśnie 3000 m z przeszkodami. I tutaj mam na myśli Krystiana Zalewskiego, który – mocno w to wierzę – nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Wspominany Zalewski był tym, który po ponad trzydziestu latach posuchy dał nam pierwszy medal imprezy mistrzowskiej w biegu przez przeszkody. Stało się to w 2014 r. podczas ME w Zurychu. W tym samym sezonie ustanowił także swoją życiówkę na poziomie 8:16.20, ale to wciąż było siedem sekund wolniej od legendy.

Chociaż sam Zalewski (rocznik 1989) nigdy nie uciekał od odpowiedzi na pytania o mocno zakurzony rekord Polski. W wywiadach mówił, że będzie próbował go zaatakować i nie przestraszy się harówki. Niestety, chociaż od 2014 r. rok w rok wygrywa mistrzostwa Polski, to do swojego najlepszego rezultatu już się nie zbliżył. Zegar tyka, dlatego Krystian Zalewski ma plan, żeby po 2020 r. w ogóle przestawić się na maraton.

Dwa czy trzy lata temu byłem na biegu w Grudziądzu i miałem okazję rozmawiać z trenerem Bronisława Malinowskiego. Mówił mi wtedy, że do Tokio mam być na „belkach”, a później pobiec maraton. Mam zrobić to, czego jemu nie udało się zrobić z Bronkiem Malinowskim – mówił niedawno Zalewski.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. sporting-heroes.net, Wikipedia

Opublikowane 29.04.2019 20:55 przez

Rafal Bienkowski

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Anglia
02.03.2021

Manchester City dokonał egzekucji Wilków

Manchester City jest ostatnio w takim gazie, że nawet gdyby miał zagrać mecz w niedzielę rano, a jego piłkarze wyszliby na boisko z syndromem dnia poprzedniego, to i tak spotkanie zakończyłoby się ich wygraną. Dziś po prostu wybrali się na polowanie, ustrzelili Wolverhampton, choć wcale nie była to dla nich przyjemna rozgrywka. W drugiej odsłonie […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Lech Poznań i trofea – para wybitnie niedobrana

Gdy Lech grał w Lidze Europy, słabszą formę w Ekstraklasie można było tłumaczyć tym, że gra na trzech frontach. A że nawet po odpadnięciu z fazy grupowej LE w lidze nadal poznaniakom szło jak po grudzie, zespół Żurawia postanowił pójść krok dalej. I odprawił się z kolejnego frontu. Tym samym zaprzepaścił szansę na zdobycie jakiegokolwiek […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Raków wybił Lechowi z głowy Puchar Polski. „Kolejorz” właśnie przegrał sezon?

Lech Poznań miał uratować sezon poprzez Puchar Polski, ale wyszły z tego blade cztery litery. Już z Radomiakiem cudem wygrał serię rzutów karnych, psim swędem meldując się w ćwierćfinale. Raków jednak bezlitośnie „Kolejorza” wyjaśnił. A w zasadzie to znów wyjaśnił, bo już trzy lata temu, jeszcze jako pierwszoligowiec, zespół Marka Papszuna eliminował lechitów z PP. […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Do trzech razy sztuka. Trójmiasto w końcu sprostało Puszczy

Puszcza Niepołomice w Pucharze Polski dorobiła się miana drużyny niewygodnej, a może nawet „pogromców”. Za kadencji Tomasza Tułacza, która trwa od 2015 roku, skromny pierwszoligowiec już trzeci raz zameldował się w ćwierćfinale tych rozgrywek, na rozkładzie mając między innymi takie firmy jak Korona Kielce (ekstraklasowa), Lechia Gdańsk (dwukrotnie) czy Wisła Płock. W tym sezonie los […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Środa w Weszło FM: pucharowy mecz Legii z komentarzem Kowala oraz magazyny klubowe

Środa w WeszłoFM upłynie pod znakiem ćwierćfinałów Pucharu Polski. Będziemy relacjonować oba spotkania, ale będą też premiery „TSW”, „TriGapy”, „Stacji Poznań” czy „Głosu Portowców”. Szczegóły znajdziecie poniżej: 07:00 – 10:00 – „Dwójka bez Sternika” – o dobry nastrój o poranku zadbają Monika Wądołowska i Wojciech Piela. Wśród materiałów, które usłyszycie – echa wtorkowego meczu Manchesteru […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

1312, czyli jak dziennikarz podjął próbę zrozumienia ducha ultras

– Dla niej wszyscy młodzi, łysi, tacy sami: ścierwo – twierdziła legendarna pani Janina, której przemyślenia opisał w utworze „Każdy ponad każdym” raper Sokół. Starsza kobieta z warzywniaka reprezentowała opinię nie setek czy tysięcy, ale milionów ludzi na całym świecie, nie ma co do tego cienia wątpliwości. Sam przecież czytałem to milion razy pod swoimi […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Pirelli znika z koszulek Interu. Koniec pewnej ery

Zanosiło się na to od dawna, tajemnicą nie było, ale jednak głośnym echem rozeszła się wczorajsza wypowiedź CEO Pirelli, Marco Tronchettiego Provery, który potwierdził oficjalnie, że nazwa koncernu zniknie z koszulek Interu Mediolan. Pirelli nierozłącznie widniało na strojach nerazzurri przez dwadzieścia siedem lat. W zasadzie dla całych pokoleń kibiców, trudno sobie wyobrazić te stroje bez […]
02.03.2021
Inne sporty
02.03.2021

Mateusz Gamrot wraca! Druga walka Polaka w UFC już w kwietniu

Po przegranym w kontrowersyjnych okolicznościach debiucie w UFC Mateusz Gamrot wraca do klatki. Już 10 kwietnia zmierzy się ze Scottem Holtzmanem (14-4, 5 KO). To, że ma walczyć akurat z Amerykaninem, świadczy o dwóch rzeczach. Po pierwsze, nie ma zamiaru odpuszczać i nie boi się wyzwań. Po drugie w federacji wierzą w umiejętności Polaka i […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Taras Romanczuk: – Nie umiałem grać w piłkę

– Przed przyjazdem do Polski taktycznie nie umiałem podstawowych rzeczy. Nie miałem żadnych treningów taktycznych na dużym boisku. Nie wiedziałem w tym temacie nic – z Tarasem Romanczukiem z Jagiellonii Białystok rozmawiamy o jego niebanalnej ścieżce kariery. Jak blisko był, by zostać w Ameryce, gdzie pracował fizycznie. O przyjeździe do Polski, gdzie trafił w Legionovii […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Dla Lecha Poznań każdy mecz jest jak finał

Znacie te powiedzonka, nie? Finisz ligi, zostaje parę kolejek, różnice punktowe na szczycie tabeli są minimalne. Wychodzi trener wicelidera i oznajmia: dla nas każdy kolejny mecz jest jak finał, w każdym remis czy porażka mogą oznaczać utratę tytułu. Co to ma wspólnego z dzisiejszym spotkaniem Pucharu Polski? Dla Lecha Poznań też każdy mecz jest jak […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Lato: – Kazimierz Górski był tylko jeden i to się nigdy nie zmieni

– Wszyscy darzyli Kazimierza Górskiego olbrzymim szacunkiem. Nie zdarzało się, żeby ktoś mu pyskował, ktoś mu podskoczył. Nikt nie stawiał się trenerowi. Miał dwóch współpracowników – Jacka Gmocha i Andrzeja Strejlaua. Jeden mówił swoje, drugi mówił swoje, a czerpał trochę od jednego, trochę od drugiego, a i tak robił po swojemu. Wszyscy zastanawiali się, co […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

„Stoch powiedział, że zadzwoni do FIFA i zgłosi mnie do nagrody Puskasa”

Patryk Szysz, zawodnik Zagłębia Lubin: – Myślę, że prawe skrzydło jest moją optymalną pozycją. Tam mogę pokazać najwięcej. W roli napastnika muszę stać tyłem do bramki, a w aktualnym wariancie mam pole do popisu. Mogę się tutaj trochę pościgać, szukać sytuacji 1 na 1, próbować dośrodkowań. Choć, jeśli będzie taka potrzeba, zagram też na „dziewiątce”. […]
02.03.2021
Kanał Sportowy
02.03.2021

Djurdjević: Nie mam pretensji do sędziów. Jedyne, czego mi brakuje, to dystansu

Porozmawialiśmy z Ivanem Djurdjeviciem na temat sędziowskich kontrowersji z ostatniego meczu pomiędzy Chrobrym Głogów i Koroną Kielce. Czy czuje się skrzywdzony decyzjami arbitra? Czego brakuje naszym piłkarzom oraz trenerom? Transfer Jakuba Araka to mit? A może rzeczywiście było coś na rzeczy? Czy Maksymilian Banaszewski będzie prezentował się jeszcze lepiej niż jesienią? Dlaczego szkoleniowiec Chrobrego ma […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Legia do Przesmyckiego: „Wnioskujemy o niewyznaczanie sędziego Frankowskiego do naszych meczów”

Nie milkną echa skandalicznego występu sędziego Bartosza Frankowskiego w ostatnim meczu Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze. Arbiter dopuścił do niezwykle ostrej gry, na czym szczególnie ucierpieli zawodnicy „Wojskowych”, przede wszystkim wielokrotnie (i często bezkarnie) poturbowany Luquinhas. Do sprawy w specjalnym oświadczeniu postanowili się odnieść mistrzowie Polski. Pismo podpisane przez prezesa Dariusza Mioduskiego, a skierowane do […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

ROKI WYJAŚNIA: Pompowanie Rakowa Częstochowa

„No i gdzie jest ten wasz wielki Raków, który tak pompowaliście?”. Na początku rundy wiosennej pytanie to pada tak często i z tak wielu stron, że Mateusz Rokuszewski postanowił sprawdzić, czy Raków Częstochowa to rzeczywiście pieszczoch mediów. A jeśli tak, to odpowiedzieć też na pytanie, z czego te chody u dziennikarzy wynikają. To pierwszy odcinek […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

PRASA. Setna rocznica urodzin Kazimierza Górskiego. „Tata żył rytmem rozkładu PKP”

We wtorkowej prasie wiele tekstów z okazji setnej rocznicy urodzin Kazimierza Górskiego. Jest też kilka rzeczy poligowych i recenzja książki o Diego Maradonie, która zdecydowanie nie jest cukierkowa.  PRZEGLĄD SPORTOWY Kamil Kosowski uważa, że Cracovia potrzebuje nowego impulsu. Na boisku Cracovia wygląda jak zespół w rozsypce. Aż się prosi, by osoba z zewnątrz weszła do […]
02.03.2021
Kanał Sportowy
02.03.2021

Jakub Kuzdra: – Jako drużyna mamy największe serce w Ekstraklasie

Jakub Kuzdra był gościem najnowszego odcinka programu „Weszłopolscy” w Kanale Sportowym. – Rozmawiamy z przeciwnikami po meczach i przyznają, że mega ciężko się z nami gra. Na papierze pewnie mamy jedną ze słabszych kadr w lidze, ale serce jako drużyna mamy, myślę, największe w Ekstraklasie – powiedział piłkarz Warty Poznań. Zapraszamy do lektury zapisu wywiadu […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

„Ulubiona mapa w CS-ie? Mapa Polski!”

Dlaczego na treningach piłkarze Stali Mielec nie muszą uciekać z muru, kiedy do rzutu wolnego podchodzi Petteri Forsell? Gdzie zabrać dziewczynę na randkę w Mielcu i dlaczego do Rzeszowa? Co czyni wyjątkowym Korteza? Dlaczego najlepszą mapą w CS-ie jest mapa Polski? Czy warto sypać ziarna gołębiom? Dlaczego trudno odpowiedzieć na pytanie, czy wolna niedziela handlowa […]
02.03.2021