Reklama

Gram dla mistrza Łotwy, ale w Rydze nikt mnie nie rozpoznaje

redakcja

Autor:redakcja

24 marca 2019, 13:57 • 9 min czytania 0 komentarzy

Kamil Biliński to aktualnie jedyny Polak grający na Łotwie. Pod koniec sierpnia trafił do Riga FC po odejściu z Wisły Płock i już po kilku miesiącach świętował zdobycie mistrzostwa oraz krajowego pucharu. O tamtych chwilach opowiadał nam TUTAJ. Teraz skupiamy się na meczu Polska – Łotwa, a także na wydarzeniach w jego klubie, bo w trakcie przerwy między sezonami zmieniło się w nim naprawdę wiele. Jest też trochę o specyfice ligi łotewskiej. Zapraszamy. 

Gram dla mistrza Łotwy, ale w Rydze nikt mnie nie rozpoznaje

Polska gra z Łotwą, dla ciebie to pewnie mecz wyjątkowy. Będziesz na Narodowym?

Nie ma szans, zaraz po 2. kolejce wyjechaliśmy na obóz na Cyprze i wracamy dopiero tuż przed następnym meczem. Trenujemy w dobrych warunkach, przy fajnej pogodzie. W Rydze, podobnie jak w Polsce, pogoda jest taka sobie, nie mogliśmy trenować na naturalnej płycie i byliśmy skazani na sztuczną. Po powrocie też jeszcze przez jakiś czas będziemy musieli korzystać z syntetyku, więc przynajmniej teraz przez dwa tygodnie możemy popracować w zupełnie innych okolicznościach. Rozegraliśmy też sparing z miejscowym Pafos FC, zremisowaliśmy 1:1. Oba kluby mają tego samego właściciela, jest spory przepływ piłkarzy między jednym a drugim zespołem.

Temat meczu jest teraz motywem przewodnim w rozmowach?

Przewodnim nie, ale wiadomo, że się przewija. Koledzy pytają, jak sytuacja u nas, ilu będzie kibiców, kto zagra. Mam tylko nadzieję, że w niedzielę wieczorem spokojnie usiądę sobie przed telewizorem i równie spokojnie go potem wyłączę. I nie będę oglądał na drugi dzień twarzy tych wszystkich ludzi, którzy w razie czego chętnie by pożartowali. (śmiech)

Reklama

Jak Polska wygra, nie będziesz miał okazji do większej szydery, po prostu zrobiliśmy swoje. Ale w razie wpadki będziesz ostrzelany przez kolegów. 

Jestem przekonany, że bez większego stresu wygramy i szyderka mnie ominie. Mamy bardzo dobry zespół, wielu chłopaków gra w topowych klubach i jest w formie. Uważam, że Łotysze, będąc najsłabszym zespołem w grupie, nie są w stanie się nam przeciwstawić.

Robicie jakieś zakłady?

Raczej nie, mamy mocno międzynarodowy zespół, co widać zwłaszcza teraz, gdy wielu łotewskich piłkarzy pojechało na kadrę. Reprezentacja każdego z nas w ostatnich dniach ma jakieś mecze, każdy trzyma kciuki za siebie.

Z Riga FC selekcjoner Łotyszy powołał siedmiu zawodników, ale przeciwko Macedonii Północnej zagrało raptem dwóch i chyba tak samo będzie dziś.

W tym momencie na kadrze jest już tylko sześciu. Aleksejs Visnjakovs doznał drobnej kontuzji, wyjechał ze zgrupowania i dołączył na obóz. Co do reszty, faktycznie wydaje się, że zagrają jedynie Gabovs na prawej obronie i Karasausks w ataku. No i Deniss Rakels, który jeszcze niedawno był z nami.

Reklama

Jakim piłkarzem jest Karasausks? Był w Piaście Gliwice, ale prawie tam nie grał, więc nawet trudno go scharakteryzować.

To nie jest środkowy napastnik, w ustawieniu 4-3-3 jest jednym z bocznych. Lubi dryblować, zejść do środka i uderzyć. Bazuje głównie na szybkości. Nie znajduje się jeszcze w optymalnej dyspozycji po kontuzji, więc nawet w klubie byliśmy trochę zdziwieni, że na Macedonię od razu wskoczył do wyjściowego składu.

A byliście zaskoczeni porażką z Macedonią, czy jednak była wkalkulowana?

Nie rozmawialiśmy zbyt dużo o tym meczu, patrzyliśmy głównie, kto zagrał od nas. Wynik 1:3 został przyjęty normalnie, nikt nie wyglądał na podłamanego.

O tym, że Mixu Paatelainen odchodzi z reprezentacji Łotwy wiadomo było już na początku grudnia. Mimo to nowy selekcjoner Slavisa Stojanović pracę rozpoczął dopiero 1 marca. 

Nasz były już trener Viktor Skripnik był bardzo blisko tej posady, ale coś się wysypało na ostatniej prostej. Zatrudnienie Stojanovicia ogłoszono już w połowie stycznia. Miał zacząć dopiero po kilku tygodniach, żeby można było załatwić wszystkie formalności. Chodziło o jakieś papiery z Lewskiego Sofia. Słoweniec zna tę ligę i piłkarzy, w 2017 roku pracował właśnie w Riga FC. Federacja szukała utytułowanego trenera i Stojanović nim jest. Prowadził reprezentację Słowenii, zdobywał tam mistrzostwo kraju, z Crveną Zvezdą sięgnął po tytuł w Serbii, pracował też w Belgii. Skripnik także pasował ze swoim CV, przez lata był w Werderze Brema jako piłkarz i trener, a na miejscu pokazał się ze świetnej strony, zrobił na wszystkich wielkie wrażenie.

Skripnik nie został selekcjonerem, a mimo to w klubie już nie pracuje. Byliście zaskoczeni?

Trener chciał wzmocnień, szerszej kadry i wszyscy się z nim zgadzaliśmy. Mieliśmy bardzo dobry wyjściowy skład, 4-5 rezerwowych, ale brakowało kolejnych pięciu, którzy jeszcze zwiększyliby rywalizację i pociągnęli wszystkich do przodu. Przede wszystkim chodziło o łotewskich piłkarzy. Skripnik przekazał nam wcześniej, że jego odejście nie jest wykluczone, gdzieś tam liczyliśmy się z takim scenariuszem – mimo że obowiązywał go jeszcze kontrakt. Ostatecznie odszedł i żałowaliśmy tego, bo super nam się pracowało, osiągaliśmy dobre wyniki. To człowiek ze świetnym CV, fajnym podejściem do zespołu, duża postać.

Jesienią mówiłeś nam nawet, że to najciekawszy trener, z którym do tej pory pracowałeś.

Tak, nie ma co gadać. Byliśmy więc nieco zdziwieni całą sytuacją, ale jednak nie zupełnie zaskoczeni, bo wcześniej Skripnik trochę nas przygotował na taką ewentualność. W styczniu wróciliśmy do treningów, wtedy jeszcze nie było wiadomo, kto nas poprowadzi. Po kilku dniach kontrakty podpisała trójka trenerów z Portugalii, na czele z Luisem Pimentą. Dość młody facet, 37 lat. Pracował głównie w klubach skandynawskich, ale podobno znajdował się też kiedyś w sztabie Jose Mourinho. Portugalską myśl szkoleniową wdrażaliśmy przez dwa miesiące podczas dwóch obozów. Rozegraliśmy w tym czasie dziewięć sparingów. Układało się to obiecująco, wyniki sparingowe zdawały się potwierdzać, że idziemy we właściwym kierunku. Do inauguracji sezonu pozostały trzy dni i… Pimenta został zwolniony. A w zasadzie to uprzedził ruch klubu i sam zrezygnował. Nie dano mu żadnej szansy, choćby do tej przerwy reprezentacyjnej.

Skąd taki obrót wydarzeń?

Powiedział nam tylko, że w kilku sprawach inaczej umawiał się z działaczami, jego warunki nie do końca zostały spełnione. Nie zaakceptował tego. Dwa miesiące pracy i nagle wszystko się rozmyło. Za Pimentę przyszedł Białorusin Oleg Kubarew. Ostatnio prowadził Torpedo Żodino, ale na Łotwie też już pracował, zdobywał mistrzostwo ze Spartaksem Jurmala.

Kubarew ma zupełnie inne podejście niż Pimenta?

Zmiana o 180 stopni w każdym aspekcie. Pracujemy zupełnie inaczej. W pierwszych dwóch kolejkach wygraliśmy. Było to naszym obowiązkiem, ale styl i jakość gry nie odzwierciedlał możliwości naszego zespołu. Porządnie się wzmocniliśmy, w kadrze zaszło sporo zmian. Personalnie wygląda to naprawdę ciekawie, choć na boisku jeszcze tego nie pokazaliśmy.

bilinski radosc riga fc

Widzę, że składy w tych dwóch meczach są zupełnie inne. Ty w pierwszym zagrałeś 65 minut i asystowałeś przy zwycięskiej bramce, a w drugim nie podniosłeś się z ławki.

Mnóstwo zmian. Prawy obrońca Armands Petersons z Jelgawą został wybrany piłkarzem meczu, a tydzień później wszedł dopiero w doliczonym czasie. Powiedziano nam, że trener zamierza zrobić przegląd wojsk i chce dać szansę jeśli nie wszystkim, to zdecydowanej większości zawodników, żeby zobaczyć, kto jak prezentuje się fizycznie i jakościowo na tle ligowych rywali. Teraz podczas przerwy pracujemy już, by to wyglądało tak jak on sobie życzy. Zobaczymy, co dalej, najbliższe kolejki dadzą wiele odpowiedzi.

Byłeś zadowolony ze swojej postawy na inaugurację?

Zimą grałem we wszystkich sparingach. Po trzecim kontuzji doznał mój główny konkurent z tamtego sezonu Darko Lemajić. Wyleczył się, grał ostatnio w lidze, a teraz uraz mu się odnowił. W ostatnich sześciu sparingach występowałem praktycznie od deski do deski, w pięciu strzelałem gole lub asystowałem. Byłem mocno zamieszany w jakiś 90 procent akcji bramkowych. Zaczyna się liga, wychodzę od początku, po moim podaniu pada gol, a mogłem mieć jeszcze dwie asysty, kolegom zabrakło skuteczności. W 2. kolejce nie podnoszę się z ławki, ale to właśnie przez rotacje nowego trenera. Pamiętajmy też o limitach – na boisku może przebywać maksymalnie pięciu obcokrajowców. My w kadrze mamy ich już jedenastu, trener ma mocno zawężone pole manewru. Oczywiście liczę, że dla mnie znajdzie się miejsce.

Po zimowych transferach konkurencja w ataku chyba ci wzrosła.

Z jednej strony tak. Z drugiej – jak wspomniałem, Lemajić ciągle ma teraz problemy zdrowotne. Przyszedł też Kevin Berigaud z ciekawą przeszłością w Ligue 1, ale jeszcze nie jest gotowy do gry. Dopiero wraca do siebie po zerwanych więzadłach w kolanie. On, podobnie jak Karasausks, został wypożyczony z Pafos. Docelowo mają się tutaj ograć i latem wrócić na Cypr. Na takiej samej zasadzie przez ostatnie pół roku występował u nas Rakels, który teraz znów jest w Pafos.

Wzmocniliście się nie tylko w ataku.

Sprowadzony z ligi chorwackiej stoper Herdi Prenga jesienią był powoływany do reprezentacji Albanii. Gruzin Skhirtladze też ma parę występów w kadrze, a dopiero co grał dla Spartaka Trnawa w grupie Ligi Europy. Praktycznie na każdą pozycję mamy teraz po dwóch piłkarzy, jest fajna rywalizacja. W sumie udało się rozwiązać problem, który w tamtym roku sygnalizował Skripnik.

Jakie transfery przeprowadzili wasi rywale?

Większość zespołów się wzmocniło. Coraz częściej przychodzą obcokrajowcy z dość ciekawą przeszłością. Zapowiada się zacięta rywalizacja, co nie zmienia faktu, że naszym celem ponownie jest podwójna korona.

Z twoich słów wynika, że limit obcokrajowców się nie zwiększył, ale postulowano też przepis o młodzieżowcu i powiększeniu ligi. Co z tego wyszło?

Z młodzieżowcem nic, zostało po staremu, wystawianie go nie jest obowiązkowe. Obcokrajowców nadal może grać pięciu, być może za rok się to zmieni i będzie 7-8, ale wtedy w kadrze będzie musiało być przynajmniej siedemnastu Łotyszy. Co do zwiększenia ligi, w poprzednim sezonie było osiem zespołów, teraz jest dziewięć. Ostatecznie nikt nie spadł, doszedł beniaminek i tak to wygląda. Z tego, co wiem, taką decyzję podjęto… w trakcie sezonu. Gdyby się dało, pewnie od razu byłaby dziesiątka, ale już żaden klub nie spełniał wymogów licencyjnych.

Obecnie mamy okres, w którym chyba najbardziej czujesz różnicę między ligą polską a łotewską. Jesteście zmuszeni do gry na sztucznych boiskach. 

Niestety, tak to wygląda i jest to problem. Pierwsze wiosenne kolejki wszystkie kluby rozgrywają na sztucznych murawach. Często mowa o w zasadzie szkolnych boiskach, bez trybun, na co dzień kibiców się na nich nie przyjmuje. Na syntetycznej nawierzchni gra się inaczej, do tego ryzyko kontuzji większe. A też nie chodzi o tak jakościowe boiska jakimi dysponują na przykład kluby rosyjskie. Wszyscy są z tego faktu niezadowoleni, miejscowi również. Czasami wygląda to lekko komicznie, ale na razie Łotysze pewnych rzeczy nie przeskoczą i kroją z czego mogą. Jak mówiłem ci ostatnim razem, na co dzień tutejsze stadioniki robią dobre wrażenie, lepsze niż obiekty, z którymi miałem do czynienia na Litwie. W zupełności odpowiadają potrzebom klubów, szkoda tylko, że nie są dostępne przez cały rok.

Gdy Dariusz Łatka grał w Jelgawie, jeden z sąsiadów dopiero po dłuższym czasie zapytał go, kim jest i co tutaj robi. Masz podobny spokój w Rydze co do rozpoznawalności?

Jest on bardzo duży, nie jesteśmy kojarzeni na ulicy. Mamy pełen spokój, aczkolwiek dość często gdy już zacznę z kimś rozmawiać i w pewnym momencie mówię, że gram tutaj dla Riga FC, ludziom włącza się kojarka i mówią: – O, grasz w zespole mistrza kraju! Gdzieś to w świadomości mają, choć na co dzień tym nie żyją i niezbyt się interesują. Na Łotwie piłka jest co najwyżej sportem numer trzy, znacznie wyżej stoją akcje hokeja i koszykówki. Hokejowe Dinamo Riga często ma zapełnioną halę na 10 tys. ludzi. Ale grając w ekstraklasie łotewskiej można się normalnie utrzymać. Wielu dziwi się, czemu poszedłem na Łotwę. W ostatnim czasie kluby mają więcej pieniędzy, co zresztą widać po transferach, które omawialiśmy. Wiadomo, co tych piłkarzy tutaj przyciąga. Widełki płacowe musiały się mocno przesunąć, liga powoli idzie do przodu.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. rigafc.lv

Najnowsze

Ekstraklasa

Jagoda: Praca przy Ekstraklasie? Jestem jak grzybiarz w lesie w okresie suszy

Kamil Warzocha
4
Jagoda: Praca przy Ekstraklasie? Jestem jak grzybiarz w lesie w okresie suszy
Ekstraklasa

Nie ma już Josue, ale są najlepsi piłkarze w Polsce. Mistrzostwo to obowiązek

Jakub Radomski
19
Nie ma już Josue, ale są najlepsi piłkarze w Polsce. Mistrzostwo to obowiązek

Komentarze

0 komentarzy

Loading...