Czemu by nie zapisać się w historii Broendby?

redakcja

Autor:redakcja

28 grudnia 2018, 15:22 • 3 min czytania

Reklama
Czemu by nie zapisać się w historii Broendby?

Nie trzeba być skautem najwyższych lotów i mieć w swoich notatkach rozpisaną każdą akcję Broendby, by wygłosić dwie tezy o Kamilu Wilczku, z którymi nikt się nie pokłóci.

Reklama

Pierwsza: jest w stanie strzelać regularnie i nie ma większych wahań formy.
Druga: raczej już nie zbawi reprezentacji.

Na brak klasowych napastników nie narzekamy, więc reprezentacyjne drzwi stają się powoli dla Wilczka zbyt wąskie i jeśli mielibyśmy bawić się we wróżkę, to znajdzie się jeszcze raz czy dwa na liście powołanych, ale wielkiej roli w tej reprezentacji nie odegra. Co wcale nie oznacza, że mu się nie wiedzie i musi chodzić ze spuszczoną głową. Wręcz przeciwnie. Dziś Wilczek podpisał nowy kontrakt z Broendby – obowiązujący do 2021 roku.

A wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej, bo rozmowy Broendby z Wilczkiem w ostatnich tygodniach nie były zbyt satysfakcjonujące dla piłkarza i ten zaczął się rozglądać za nowym pracodawcą. Strzelał jak na zawołanie, więc ofert nie brakowało – zarówno z europejskich kierunków, jak i tych egzotycznych. Tuż przed świętami nastąpił jednak zwrot – na stole pojawiła się konkretna, mocna oferta z Broendby.

Taka, którą odrzucałoby się z dużym żalem.

Reklama

– Byliśmy już przygotowani na inne ruchy. Pojawiało się zainteresowanie z różnych kierunków, jedne bardziej egzotyczne, drugie mniej. Broendby wystąpiło jednak z taką ofertą, że ciężko było z niej zrezygnować. To kontrakt, który odpowiada aktualnej pozycji Kamila w zespole. Działali pod presją czasu i to nam ułatwiło rozmowy. Od pierwszego stycznia sytuacja mogłaby być zupełnie inna – potwierdza Paweł Zimończyk z agencji FairSport, menedżer piłkarza.

Od pierwszego stycznia rozmowy wyglądałyby zupełnie inaczej, bo wówczas Wilczek miałby tylko pół roku do końca kontraktu, a więc wedle przepisów mógłby podpisać umowę z kim tylko by chciał. – Przedłużenie Kamila może być sygnałem dla klubu i ligi, że nie chcą być już dłużej w cieniu FC Kopenhaga czy Midtjylland i idą po swoje – dopowiada Zimończyk.

Co czeka Wilczka przez te 2,5 roku? Przede wszystkim – kolejne podejście do walki o mistrzostwo, którego zawodnik nie ma jeszcze w gablocie. W zeszłym roku Broendby wjechało na autostradę do tytułu, ale im bliżej mety, tym bardziej trwoniło przewagę. W tym sezonie też się raczej nie uda (trzecie miejsce, 17 punktów straty), trudno może być także o ponowny tytuł króla strzelców – Wilczek z 13 trafieniami jest na drugim miejscu i do swojego największego konkurenta, Roberta Skova z FC Kopenhaga, traci pięć bramek. Ale to dystans, który mimo wszystko można odrobić, bo w Danii Wilczek strzela mocnym, strzela słabym, strzela w ważnych meczach, strzela w mniej ważnych, strzela głową, strzela nogą, po prostu strzela zawsze i się nie zatrzymuje. Dość powiedzieć, że w 2018 roku trafił do siatki już 30 razy. Do najlepszego strzelca w historii klubu, Ebbe Sanda, który wkrótce obejmie stanowisko dyrektora sportowego, zostały mu jeszcze tylko 23 trafienia.

Zimończyk: – Jeśli Kamil utrzyma tę formę, nie wiem czy potrzebne mu są na to aż dwa lata. To w formie żartu, ale jeśli można zapisać się w historii takiego klubu jak Broendby, to czemu nie?

Reklama

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
La Liga

Ustrzelił klub z rodzinnego miasta i świętował. Kibice byli wściekli

Maciej Bartkowiak
0
Ustrzelił klub z rodzinnego miasta i świętował. Kibice byli wściekli
Ekstraklasa

Wisła reaguje na karę dla Legii! Królewski wystosował pismo do PZPN

Mikołaj Duda
12
Wisła reaguje na karę dla Legii! Królewski wystosował pismo do PZPN

Weszło

Reklama