Obaj mieli już dość. Po czternastu rundach Muhammad Ali (48-2, 35 KO) osunął się w narożniku i nakazał sekundantom, by rozcięli mu rękawice i rzucili ręcznik. Wszyscy postanowili jednak udawać, że tego nie słyszą. Po drugiej stronie ringu Joe Frazier (32-2, 27 KO) był już wrakiem. Podczas ostatniej rundy przyjął kilkadziesiąt potężnych ciosów na głowę, ale jakaś siła cały czas trzymała go na nogach. Twarz mówiła jednak wszystko – była tak zapuchnięta, że nie mógł już nic widzieć. „To koniec, Joe. Nikt nie zapomni tego, co tu dziś zrobiłeś” – usłyszał od trenera, który mimo jego protestów poddał walkę. 

Gdy kosa trafia na kamień… Historia rywalizacji Ali kontra Frazier

W świecie boksu doprowadzenie do spotkania dwóch najlepszych pięściarzy w danej kategorii wagowej nie jest niczym łatwym. W ostatnich latach polityka i biznes coraz częściej wychodzą na pierwszy plan, ale nie zawsze tak było. Na początku lat siedemdziesiątych sytuacja w wadze ciężkiej była pod wieloma względami wyjątkowa. Oficjalnie mistrzem był Joe Frazier (26-0), ale w powszechnej świadomości o wiele ważniejszą postacią pozostawał wciąż Muhammad Ali (31-0), którego karierę zahamowały kwestie polityczne.

W latach sześćdziesiątych pojawił się znikąd. Choć miał na koncie olimpijskie złoto, to długo mało kto traktował go poważnie. Wyglądał jak wybryk natury, a nie jak typowy pięściarz wagi ciężkiej. Oprócz tego cały czas gadał i przekonywał wszystkich wokół o własnej wielkości. W 1964 roku 22-latek – wówczas znany jeszcze jako Cassius Clay – rzucił wyzwanie potężnemu Sonny’emu Listonowi (35-1). Wielcy mistrzowie sprzed lat pukali się w czoło. „Nie ma szans. Jedyna niewiadoma dotyczy tego, ile potrwa ta nierówna walka” – przewidywał Joe Louis. Rocky Marciano ubolewał, że pojedynek tej rangi przychodzi tak szybko w karierze młokosa, bo może złamać mu karierę.

Liston zapowiadał szybki nokaut, ale gdy przyszło co do czego, to nie mógł czysto trafić zwinnego pretendenta. Ten zgodnie z zapowiedziami „fruwał jak motyl i żądlił jak pszczoła”. Po sześciu rundach wyczerpany i zniechęcony mistrz poddał się w narożniku. Do rewanżu doszło po roku, ale walka zakończyła się już w pierwszej rundzie. O Muhammadzie Alim – bo tak zaczął przedstawiać się mistrz po konwersji na islam – robiło się coraz głośniej i to nie tylko ze sportowych względów.

W ringu odprawiał kolejnych rywali w coraz bardziej imponującym stylu. Zaczął też jeździć po świecie – zawitał do Kanady, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Wyjazdy stały się jednak w pewnym sensie koniecznością – w marcu 1966 roku Ali odmówił pójścia do wojska i stopniowo odbierano mu licencję do toczenia pojedynków w kolejnych stanach. „Gdybym wierzył, że wojna przyniesie tym ludziom pokój, to nie musieliby mnie zmuszać – zaciągnąłbym się do wojska nawet jutro” – tłumaczył odmowę służby w Wietnamie sam zainteresowany. Na samym końcu stracił paszport i znalazł się w stanie zawieszenia. Od marca 1967 do października 1970 roku nie stoczył ani jednej walki, marnując swój najlepszy sportowo okres.

W tym czasie na scenie pojawił się nowy gracz. Joe Frazier był całkowitym przeciwieństwem rozkrzyczanego rywala, bo wolał przemawiać w ringu. Choć nie imponował warunkami fizycznymi, to różnicę robił jego piekielny lewy sierpowy. Pod nieobecność Alego to on został numerem jeden w wadze ciężkiej. Ostatecznie były mistrz został zrehabilitowany także przed sądem, ale nikt nie mógł oddać mu najlepszych lat kariery.

Bóg znalazł się w niewłaściwym miejscu

Pojedynek dwóch mistrzów był tak naprawdę starciem dwóch Ameryk. Ali reprezentował rosnący w siłę ruch antysystemowy, który publicznie podważał rzeczy dotychczas uważane za święte. Frazier był cichym i rodzinnym konserwatystą, który na każdym kroku podkreślał ile zawdzięcza swojej ojczyźnie. Nie mogliby się od siebie bardziej różnić nawet gdyby chcieli, ale ten fakt tylko dodawał pikanterii sportowej rywalizacji i pozwolił jej trafić także do ludzi, którzy niespecjalnie interesowali się boksem.

Do „walki stulecia” ostatecznie doszło 8 marca 1971. Obaj przystąpili do niej z nieskazitelnym bilansem. Ali (31-0, 26 KO) i Frazier (26-0, 23 KO) dostali za wyjście do ringu po 2,5 miliona dolarów – rekordową wypłatę w historii dyscypliny. Zainteresowanie było ogromne – wydarzenia spod ringu relacjonowano na żywo w dwunastu językach. Według różnych szacunków pojedynek mogło oglądać nawet 300 milionów widzów na całym świecie. Z bliska akcję obserwowali Norman Mailer, Woody Allen i Frank Sinatra – ten ostatni robił to na licencji… fotografa.

Sama walka zdecydowanie nie zawiodła. Ali zaczął jak za dawnych lat, ale w drugiej części pojedynku widać było po nim długą przerwę. Obaj między linami nie tylko walczyli, ale również… dyskutowali. Szczegóły zdradził po latach sędzia ringowy Arthur Mercante. „Wiesz, że jesteś dziś w ringu z Bogiem?” – zapytał w którymś momencie Ali, który po raz kolejny próbował wyprowadzić przeciwnika z równowagi. „Jeśli jesteś Bogiem, to znalazłeś się w niewłaściwym miejscu” – odparł Frazier.

Kluczowy zwrot akcji pojawił się w ostatniej rundzie. Ali dał się trafić na punkt firmowym lewym sierpem i z hukiem padł na deski. Frazier zakończył w ten sposób wiele walk, ale tym razem wydarzyło się coś nieoczekiwanego – rywal powstał równie szybko jak padł i nie dał się znokautować. Mimo to po piętnastu rundach sędziowie nie mieli wątpliwości – jednogłośnie na punkty wygrał Frazier.

Po raz drugi spotkali się w styczniu 1974 roku – tym razem w diametralnie innych okolicznościach. Ali po drodze przegrał po raz drugi w karierze z twardym Kenem Nortonem. Frazier też nie był już niepokonanym mistrzem – w Kingston zdemolował go George Foreman (37-0), który w imponującym stylu przejął koronę króla wagi ciężkiej. Rewanż miał wyłonić kolejnego rywala dla nowego mistrza.

Emocji (i pieniędzy do podziału) było mniej niż za pierwszym razem. Ali boksował dużo lepiej, ale często uciekał się nieprzepisowych zagrywek. Eddie Futch – trener Fraziera – podliczył, że w trakcie dwunastu rund aż 133 inicjował klincz. Sędziowie mimo wszystko wskazali na Alego, który zrewanżował się pierwszemu pogromcy i wywalczył prawo do walki z Foremanem. Niedługo potem w Kinszasie udało mu się dokonać niemożliwego – znów został mistrzem. Potem pokonał kilku mniej wymagających rywali i na jego radarze znów pojawił się Smokin’ Joe Frazier.

Śmierć wisiała nad ringiem

Tym razem we wszystko zaangażował się Don King, który potrafił zrobić wokół wydarzenia szum. Pojedynek zorganizowano 1 października 1975 roku na Filipinach pod chwytliwym hasłem „Thrilla in Manila”. Ze względu na różnicę czasu pięściarze mieli wyjść do ringu po 10 rano miejscowego czasu, by widzowie w USA mogli obejrzeć walkę w najlepszym czasie antenowym. Główni bohaterowie do kolejnego spotkania przygotowywali się w kompletnie odmiennych nastrojach. Ali znów był królem życia – odzyskał tytuł i po ostatnim zwycięstwie specjalnie nie przejmował się rywalem. Jego stale rozrastające się otoczenie (nazywane niekiedy „Cyrkiem Alego”) tylko utwierdzało go w przekonaniu, że wygra z łatwością. Sam mistrz bardziej niż trenowaniem zajmował się romansem z piękną Veronicą Porche.

Frazier podszedł do sprawy ambicjonalnie. Wiedział, że to jego ostatnia szansa na osiągnięcie czegoś więcej w boksie i przygotował się niezwykle skrupulatnie. Tytuł mistrzowski był oczywiście ważny, ale bardziej zależało mu na odpłaceniu Alemu za lata wyzwisk. Wojna psychologiczna między nimi osiągnęła niespotykany poziom – nawet jak na realia boksu. Ali nazywał rywala „wujkiem Tomem” – poplecznikiem systemu. Regularnie przedstawiał go w roli człowieka, który „zdradził rasę”.

Przed trzecią walką Frazier został porównany do… goryla. „It’s gonna be a chilla and a killa and a thrilla, when I get the gorilla in Manila” – rymował Ali. Po latach przekonywał, że sprawa nie była osobista – robił to tylko po to, aby lepiej sprzedać walkę i więcej zarobić. Frazier w to nie wierzył i długo nosił w sercu zadrę. Był całkowitym przeciwieństwem rozkrzyczanego rywala, ale to właśnie on – jako jeden z nielicznych – lobbował bezpośrednio u prezydenta Richarda Nixona za przywróceniem mu bokserskiej licencji pod koniec lat sześćdziesiątych.

Początek „Thrilla in Manila” stał pod znakiem dominacji Alego. Wyglądało na to, że faktycznie chce szybko skończyć robotę, ale Frazier wyciągnął go na głęboką wodę. W drugiej połowie pojedynku swoje zaczęły robić warunki. Na Filipinach było duszno i obaj narzekali na odwodnienie. Z każdą kolejną rundą twarz pretendenta robiła się coraz bardziej zapuchnięta. Ali z kolei wyglądał na pięściarza skrajnie wyczerpanego. Mimo to w czternastej rundzie poszedł na całość w poszukiwaniu nokautu. Nie znalazł go, a po wszystkim rozegrała się jedna z najsłynniejszych scen w historii boksu.

W narożniku Alego panowało poruszenie. Mistrz zaczął domagać się od sekundantów, by rozcięli mu rękawice i poddali pojedynek. W tym samym czasie kilka metrów dalej Eddie Futch poinformował Fraziera, że wycofuje go z walki. Według trenera zawodnik nie widział już nic na prawe oko. Z lewym nie było lepiej, bo od lat cierpiał na… zaćmę. Ostatnie momenty czternastej rundy pretendent boksował więc na instynkcie, bo nie mógł wiele widzieć.

Ali został ogłoszony zwycięzcą, ale zdecydowanie na kogoś takiego nie wyglądał. Nie był w stanie się cieszyć. Skrajnie wyczerpany mistrz osunął się na matę i długo nie mógł wstać. „Nigdy nie byłem tak blisko śmierci” – przyznał po latach. Dzień po walce nie szczędził przeciwnikowi ciepłych słów. „Joe Frazier wydobywa ze mnie to co najlepsze. Jest najlepszym pięściarzem świata. Oczywiście zaraz po mnie” – dodał w swoim stylu. Pokonany również był pod wrażeniem rywala. „Biłem go ciosami, które mogłyby zburzyć mury miasta” – przekonywał.

33-letni w tamtym momencie Ali niepodzielnie rządził w królewskiej kategorii jeszcze przez dwa lata. W następnych walkach nie unikał wyzwań – trzeci raz spotkał się z niewygodnym Kenem Nortonem (37-3) i tę trylogię również rozstrzygnął na swoją korzyść. Nie bał się także potężnie bijącego Earniego Shaversa (54-4). W powszechnej świadomości to jednak trzeci pojedynek z Frazierem jest uznawany za jego ostatnie wielkie zwycięstwo. Magazyn „The Ring” w 1996 roku uznał go za najlepszą walkę wszech czasów. Czwarte miejsce na tej liście zajęło… pierwsze starcie obu pięściarzy z 1971 roku.

Relacje między wielkimi mistrzami długo pozostawały napięte. Sprawa przerosła boks – dzieci Fraziera były prześladowane w szkole przez to, co na temat ich ojca mówił uwielbiany przez wszystkich Ali. Gdy w 1996 roku „The Greatest” miał zapalić znicz podczas igrzysk olimpijskich w Atlancie, to Frazier życzył mu, by… zajął się ogniem. Z czasem jednak zmienił optykę – być może miały na to wpływ publiczne przeprosiny byłego rywala i jego zmagania z chorobą Parkinsona.

„To strasznie smutne, bo to świetny facet. Mam nadzieję, że jest szansa na to, by wiódł normalne życie – tak jak my. Naprawdę na to zasłużył” – mówił wyraźnie wzruszony Frazier w 2009 roku. Dwa lata później zmarł z powodu zbyt późno wykrytego raka wątroby. Podczas ceremonii pogrzebowej duchowny Jesse Jackson poprosił zgromadzonych o to, by okazali co czują do zmarłego. Muhammad Ali mimo postępującej choroby wstał i długo bił brawo.

KACPER BARTOSIAK

Betclic

Weszło
08.08.2022

A Wisła Płock dalej gra swoje

Zanim usłyszeliśmy pierwszy gwizdek sędziego, Wisła Płock – dzięki świetnemu bilansowi bramek – była już liderem po 4. kolejce. Jeszcze nie rozgrywając meczu. Bilans oczywiście można było zepsuć, lecz podopieczni Pavola Stano nie zamierzali włączać trybu „minimalizm” i w ostatecznym rozrachunku roznieśli Miedź. Choć wynik 4:1 wygląda niezwykle okazale, to nie oddaje prawdy o tym meczu. Meczu, w którym Miedź także miała dużo do powiedzenia. Meczu, który, […]
08.08.2022
Suche Info
08.08.2022

Oficjalnie: Sanchez odchodzi z Interu

Alexis Sanchez opuszcza włoski Inter. Nowym klubem Chilijczyka będzie najprawdopodobniej Olympique Marsylia. 33-latek trafił do Interu Mediolan latem 2019 roku z Manchester United, najpierw na zasadzie rocznego wypożyczenia, a następnie na zasadzie transferu definitywnego. Wcześniej reprezentował barwy m.in. Arsenalu, Barcelony czy Udinese. W Mediolanie Sanchez rozegrał 109 meczów, których zdobył 20 bramek i zanotował 23 asysty. Wraz z Interem wznosił trzy trofea – mistrzostwo, puchar i superpuchar […]
08.08.2022
Weszło
08.08.2022

Weszłopolscy od 22:30: Białek, Rokuszewski, Paczul, Michalak, Wąsowski

Czas podsumować czwartą kolejkę Ekstraklasy. Weszłopolscy wracają po krótkiej przerwie w składzie: Jakub Białek, Przemysław Michalak, Paweł Paczul, Mateusz Rokuszewski i Maciej Wąsowski. Start o 22:30! Zapraszamy! 
08.08.2022
Suche Info
08.08.2022

Oficjalnie: Modeste w Borussii Dortmund

Awaryjny transfer do zespołu z Dortmundu stał się faktem. Do ekipy BVB dołączył 34-letni Anthony Modeste. Francuz związał się z Borussią rocznym kontraktem. Wicemistrzowie Niemiec tego lata sprowadzili już wcześniej dwóch napastników, którzy mieli wypełnić lukę po Erlingu Haalandzie – Karima Adeyemiego i Sebastiena Hallera. Okazało się jednak, że ten drugi jest poważnie chory. U piłkarza wykryto złośliwy nowotwór jąder i choć rokowania lekarzy są dobre, […]
08.08.2022
Suche Info
08.08.2022

Show Patryka Szysza! Gol i asysta w ligowym debiucie [WIDEO]

Fenomenalne wejście w ligowy sezon zaliczył Patryk Szysz, który tego lata przeniósł się do Turcji. Strzelił gola i zaliczył asystę, a jego Basaksehir pokonał Kasimpasę 4:0. 24-latek ma już za sobą trzy oficjalne występy w barwach nowej drużyny – wszystkie w eliminacjach do Ligi Konferencji Europy, we wszystkich wchodził z ławki rezerwowych. Teraz przyszedł czas na pierwszy mecz w lidze, który Szysz rozpoczął w podstawowej jedenastce. Polak pierwszego gola dla swojej […]
08.08.2022
Lekkoatletyka
08.08.2022

Kadra Polski na lekkoatletyczne ME. Na ile medali możemy liczyć?

81. Tyle osób będzie reprezentować Polskę na rozpoczynających się za tydzień lekkoatletycznych mistrzostwach Europy w Monachium. Dla części z nich będzie to impreza, w trakcie której powalczą o powetowanie sobie nieudanych mistrzostw świata. Dla innych – szansa na pierwsze wielkie sukcesy na stadionie. Jeszcze inni będą chcieli po prostu potwierdzić swoją klasę lub sprawić niespodziankę. Jak wygląda skład Polski i na kogo możemy liczyć w walce o medale? Utrzymać status […]
08.08.2022
Lekkoatletyka
08.08.2022

Kadra Polski na lekkoatletyczne ME. Na ile medali możemy liczyć?

81. Tyle osób będzie reprezentować Polskę na rozpoczynających się za tydzień lekkoatletycznych mistrzostwach Europy w Monachium. Dla części z nich będzie to impreza, w trakcie której powalczą o powetowanie sobie nieudanych mistrzostw świata. Dla innych – szansa na pierwsze wielkie sukcesy na stadionie. Jeszcze inni będą chcieli po prostu potwierdzić swoją klasę lub sprawić niespodziankę. Jak wygląda skład Polski i na kogo możemy liczyć w walce o medale? Utrzymać status […]
08.08.2022
Lekkoatletyka
08.08.2022

Kaczmarek, Skrzyszowska i Sułek. Jak wiele dzieli Polki od gwiazd?

Adrianna Sułek, Natalia Kaczmarek oraz Pia Skrzyszowska – to trzy polskie lekkoatletki, o których w ostatnich miesiącach mówi się najwięcej. Wszystkie regularnie biją życiówki i z mityngu na mityng są coraz lepsze. Wszystkie mają jednak w światowej stawce absolutnie wybitne rywalki. Jak wiele im do nich brakuje? Sułek już jest rekordzistką kraju, Skrzyszowska i Kaczmarek – jeśli dalej będą się tak fantastycznie rozwijać – mogą zostać nimi w niedalekiej przyszłości. […]
08.08.2022
Lekkoatletyka
07.08.2022

Wystartuję tu nawet bez nogi! – reportaż z Memoriału Kamili Skolimowskiej

Pierwszy w historii polskiej lekkiej atletyki mityng Diamentowej Ligi. Wyjątkowy moment dla wszystkich, którzy z tym sportem są związani. – Gdy tylko dowiedziałam się, że mogę wziąć udział w Memoriale, powiedziałam sobie, że choćbym była bez nogi, to muszę tu wystartować – mówiła Małgorzata Hołub-Kowalik. Jej zdanie podziela wielu innych polskich lekkoatletów. Jednak nawet ci z zagranicy mówią: Chorzów powinien mieć Diamentową Ligę. Na stałe.  Wbrew pogodzie Były obawy. Jeśli […]
07.08.2022
Inne sporty
06.08.2022

Memoriał Skolimowskiej nie zawiódł. Co za wynik Kaczmarek!

Takiego mityngu w Polsce jeszcze nie było – mówiliśmy już przed startem Memoriału Kamili Skolimowskiej. A teraz możemy to zdanie tylko powtórzyć. Bo w Chorzowie posypały się kapitalne wyniki. Ze strony Shelly-Ann Fraser-Pryce, Shericki Jackson czy Armanda Duplantisa. W tym lekkoatletycznym gwiazdozbiorze rywalizującym w zawodach Diamentowej Ligi wyróżniła się też Natalia Kaczmarek, która jako pierwsza Polka od czasów Ireny Szewińskiej zeszła poniżej 50 sekund na dystansie 400 metrów! Najważniejsze pytanie, […]
06.08.2022
Lekkoatletyka
06.08.2022

Gwiazdozbiór na Stadionie Śląskim. Czas na Diamentową Ligę

– Takiej obsady nie miał jeszcze żaden mityng w Polsce – mówił Piotr Małachowski, obecny dyrektor sportowy Memoriału Kamili Skolimowskiej. To pierwszy w historii naszej lekkiej atletyki mityng w cyklu Diamentowej Ligi, a osoby zaangażowane w jego organizację liczą, że nie ostatni. Widać to zresztą po tym, kto przyjechał na Stadion Śląski. Wszyscy mają nadzieję, że wyniki również to udowodnią.  13 tygodni pracy, ale było warto Kiedy początkiem maja gruchnęła […]
06.08.2022
Kolarstwo
05.08.2022

Tour de Pologne. Hayter wygrywa wyścig, Demare ostatni etap

Czesław Lang lubi powtarzać, że Tour de Pologne kreuje przyszłe gwiazdy peletonu. Kto wie, czy te słowa nie sprawdzą się po raz kolejny – zwycięzcą 79. edycji polskiego wyścigu został Ethan Hayter. I owszem, o sporym talencie i możliwościach Brytyjczyka wiadomo od dobrych kilku lat, ale nie zmienia to faktu, że na szosie – bo jest też świetnym torowcem – to dla niego najważniejsze zwycięstwo w karierze.  Zdecydowała czasówka Już przed wyścigiem, patrząc na mapy […]
05.08.2022
Liczba komentarzy: 9
Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Fidel
Fidel(@fidel)
3 lat temu

Dobry tekst. Kiedyś boks był ciekawy. Z końcem ery Lewisa/Tysona/Holyfielda waga ciężka przestała istnieć.

Piotr R.
Piotr R.(@m-nowak)
3 lat temu
Reply to  Fidel

Dokładanie, aż łza się w oku kręci.

Krzycho
Krzycho(@krzycho)
3 lat temu
Reply to  Fidel

No i zakończenie kariery przez Andrew, który dodatkowo wsławił się wprowadzeniem nowej jednostki czasu, jedna gołota = 53 sekundy 😀

Krzycho
Krzycho(@krzycho)
3 lat temu

„Eddie Futch poinformował Fraziera, że wycofuje go z walki. Jego zawodnik nie widział już nic na prawe oko. Z lewym nie było lepiej, bo od lat cierpiał na… zaćmę.”- bzdura kompletna, jakby autor tej pisaniny oglądał film z walki, to by zobaczył że absolutnie nie widać żeby Frazier nie widział na prawe oko. Nawet trochę bardziej spuchnięte miał lewe oko, ale też nie tak aby nic nie widzieć. Powód był inny. To była mordercza walka w fatalnych dla organizmu warunkach, dodatkowo Frazier praktycznie przez całą walkę mocno obrywał i zarówno on jak i jego trener wiedzieli że na punkty przegra, a nie ma już siły żeby skończyć walkę przez nokaut.

frazier.jpg
Krzycho
Krzycho(@krzycho)
3 lat temu
Reply to  Krzycho

Tu drugie zdjęcie

frazier2.jpg
Świroos
Świroos(@swiroos)
3 lat temu

To Ty chyba kontuzjowanych opuchnietych oczu nie widziałeś. Świat boksu widział gorsze przypadki i nic się nie działo. Tutaj Joe może otworzyć oczy i widzieć. Nie to było powodem przerwania walki.

Krzycho
Krzycho(@krzycho)
3 lat temu

Żaden trener nie powie że jego zawodnik się poddał bo nie miał siły albo nie widział sensu dalszej walki. Jesli na tych zdjęciach i filmie widzisz tak zapuchnięte oko, ze nic nim nie można zobaczyc to nie masz pojęcia o czym piszesz. To jest boks, pięsciarze zwykle kończa walki z opuchniętym okiem albo obydwoma,
Na filmie Frazier swobodnie mruga powiekami, nawet mimo słabej jakości widac źrenice, Zobacz jak wygląda opuchlizna, która zamyka oko tak, że faktycznie nic lub prawie nic nim nie widać:

morales-eye-2[1].jpg
0_Kz58VTFTpHG8irbu[1].png
wolak-eye-2[1].jpg
Alan
Alan
2 lat temu

Świetny tekst