Reklama

W Warszawie bez zmian – bez serca, bez pomysłu, bez chemii

redakcja

Autor:redakcja

04 sierpnia 2018, 23:06 • 3 min czytania 119 komentarzy

– Chłopakom ciężko się gra, gdy jeden z kolegów nie dojeżdża na pierwsze pół godziny – wypalił w przerwie Michał Kucharczyk przed kamerami Canal+. Abstrahując od tego, kogo Kucharczyk miał na myśli, to mamy wrażenie, że po meczu kibice mistrza Polski mogliby powiedzieć: – Ciężko się to ogląda, gdy nasza drużyna nie dojeżdża na pierwsze 90 minut meczu.

W Warszawie bez zmian – bez serca, bez pomysłu, bez chemii

Legia na początku sezonu jest jak ten młody chłopak, który co miesiąc chodzi do spowiedzi, co miesiąc spowiada się z seksu pozamałżeńskiego, ale poza słownym postanowieniem poprawy nic w jego życiu się nie zmienia. W Legii zmienia się skład, zmienia się ustawienie, wreszcie zmienia się trener, a jak warszawianie odstawiali chałę, tak tę chałę odstawiają nadal.

Generalnie Kucharczyk miał rację. Z tym, że trochę się przejęzyczył. Nie chodziło o jednego, a o jedenastu legionistów. I nie o pierwsze 30 minut, a o pełne półtorej godziny gry. W zespole Vukovicia nic się nie kleiło – ani atak środkiem, ani wrzutki ze skrzydeł, ani stałe fragmenty gry. Oglądaliśmy wykapaną Legię z meczu z Zagłębiem (z tym, że z lepszą obroną), z dwumeczu ze Spartakiem (z tym, że nieco mniej elektryczną), ze starcia o Superpuchar (z tym, że mniej daremną). Wciąż nie potrafimy ustalić podstawowych kwestii – jak ten zespół ma grać? Jakie są jego silne punkty? W czym szukać nadziei?

Okej, a co z Lechią? Przyzwoite pół godziny, a później wejście w klincz. W pierwszych minutach szaleli na bokach Mak, Haraslin, Stolarski i Mladenović, ale więcej było z tego wiatru niż rzeczywistych efektów w postaci sytuacji strzeleckich. Lechia była jak facet z klubie, który wyczynia cuda na parkiecie obok dziewczyny, która bardzo mu się podoba. Mnoży figury, popisuje się, włącza miękkie biodra, a koniec końców i tak wraca do domu sam. Przykład (ta akcja zakończyła się wrzutką Mladenovicia, którą wybił Astiz):

Reklama

Najlepszą sytuację na gola miał Błażej Augustyn, gdy strzelał z ostrego kąta głową, ale Arkadiusz Malarz był – jak zwykle – na miejscu i sparował to uderzenie. A poza tym czary-mary i bez zagrożenia bramki Legii, choć przyznajmy, że to goście byli stroną dominującą.

Legia pierwszy atak przeprowadziła w 30. minucie. Pierwszy groźny atak jakoś na pięć minut przed końcem spotkania.

Mistrzostwie Polski skończyli ten mecz z większą liczbą strzałów, ale co z tego, skoro groźny był tylko ten Mączyńskiego, po którym świetną interwencją popisał się Kuciak. Poza tym kilka piłek posłanych w sektor za bramką. Do tego jakieś turlanki Cafu z dystansu  i mamy puste nabijanie liczb. Gra pozorów. Tak jak stwarzaniem pozorów był występ Carlitosa, który po prostu snuł się po boisku przez 45 minut. Nie wiemy, czy Kucharczyk mówił o nim, czy o sobie (co potwierdził po meczu), ale Hiszpan jak ulał pasował do tych słów o tym, że jednego z legionistów na boisku nie było. Podsumujmy go statystyką pojedynków – jeden wygranych, dziewięć przegranych.

Legia w trzech pierwszych kolejkach nie sięgnęła nawet po połowę punktów z tych, które były do zdobycia. Jeśli ta maszyna się rozpędza, to bardzo powoli. My tu raczej widzimy ruszanie z zaciągniętym ręcznym, pod górkę i stojąc po nadkole w błocie.

[event_results 511625]

Reklama

fot. 400mm.pl

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

119 komentarzy

Loading...